Agencja dobrze z(a)robi!

18:57 1st June 2007

agencja jaka jest kazdy widzi

Mija prawie pół roku odkąd pożegnałem się z agencja interaktywna, w której zajmowałem fotel Art Directora (przez złośliwych byłem nazywany per „dyrektorze”). Całkiem niedawno ktoś zapytał się mnie jak to jest pracować w agencji zajmującej się nowymi technologiami (w domyśle – musi być zajefajnie i superkulersko). Wypaliłem „dziwnie”…A po zakończeniu rozmowy cały czas chodziło mi to po głowie – freudowska pomyłka czy jest cos na rzeczy?…

No właśnie – K2 wybiera się na giełdę, reklama w Polsce wg IAB skoczyła o 53% i zewsząd słychać pochwalne peany na cześć nowego kanału pozyskiwania kasy od klientów – według ostrożnych wyliczeń udział Internetu w rynku reklamowym to juz 3,9% ( w porównaniu do lidera czy telewizji, która ma nadal około 50%).

Powiem skromnie, ze miałem przyjemność pracowania z kilkoma agencjami interaktywnymi w Polsce (tych stand alone jak i przybudówek w postaci sieciowych agencji reklamowych). Pracowałem i współpracowałem jako klient, podwykonawca, partner – jednym słowem poobijałem się po rynku i śmiem twierdzić, ze dzięki licznie poznanym ludziom z tzw. „środowiska” mogę dokonać uogólnienia na rzecz nawet tych firm, z którymi miałem małą bądź żadnej styczność osobiście.

Agencje interaktywne w większości są to dość proste twory. Bazują na dziale a) programistycznym b) graficznym c) dziale sprzedaży. Mutacje są często spotykane i zdarza się, ze dział programistyczno / graficzny to dwie osoby (bo firma jest mała) albo w ogóle nie ma wyróżnienia miedzy kompetencjami i tworzony jest cos na kształt ogólnego działu produkcji. Jeśli jesteś dużą agencja to dodajesz dział d) marketingu e) kilka stanowisk w stylu „traffic manager” i ładną sekretarkę na wejściu.

Tajemnica poliszynela jest to, ze większość agencji (jeśli nie wszystkie) na którymś etapie swojego rozwoju korzystają z tzw. zewnętrznych źródeł czyli nieśmiertelnych freelancerów (lub tez „finansjerów” jak mawiał jeden z poznanych programistów – Steciu rządzisz!). Modelowo wygląda to tak – uderza się do klienta na przetargu. Handlowcy się cieszą – widzą projekt na horyzoncie więc idą do grafików żeby ci im „coś na już, na jutro” zajebistego wyczarowali. Najlepiej we flashu i 10 wersjach. Dział produkcji informuje, że jest zarąbany pracami stałymi (a tak naprawdę gra w gry) więc robota wyrzucana jest do kogoś na zewnątrz.

Co z tego wynika – ano to, ze większość agencji po prostu kłamie klientom mówiąc, ze osoby startujące w przetargach są pracownikami firmy (bo kto by się chciał ujawniać, że nie ma kasy na zatrudnienie dodatkowych osób). Po drugie najlepsze projekty sa wykonywane poza agencjami a często sama agencja nie ma do nich źródeł.

Freelancerzy to narodek bitny i chciwy (nie wiadomo czy w następnym miesiącu będzie co włożyć do garnka) wiec nabierają projektów jak chomiki marchewkę. Efektem czasem jest, ze firma X zatrudnia tego samego podwykonawcę do przetargu co firma Y. Śmiesznie jest jeśli podwykonawca twierdzi, ze nie wiedział, ze startuje do tego samego przetargu.

Plotka głosi, ze w miarę stały i dobrze karmiony dział kreacji ma K2, Hypermedia i OS3 (zaciąg z Rybnika). Czy to oznacza, ze te firmy będę wygrywały masowo przetargi dzięki świetnemu zespołowi? A gdzie tam. Klient nasz pan czyli jeśli Pani Basia sekretarka i Pan Prezes postanowią inaczej to wygra projekt sporządzony na Paintbrushu przez 15 „młodego i zdolnego” kuzyna zarządu… A wiec nawet i silny zespól kreatywny nic nie jest w stanie zrobić jeśli trafi się na klienta głupka i prymitywa – a takich jest niestety większość. Nadal.

To może siłą agencji są programiści? Taaaa…ostatnimi czasy łowy na ludzi ze znajomością np. Javy sięgają już chyba Bułgarii. W moim prywatnym rankingu programiści są najmniej lojalnymi pracownikami.

Klepie taki sobie jakieś znaczki-maczki, klepie i nagle dzwoni telefon „praca, zarobki, lepsze warunki” słyszy taki Grzesio czy Czesio w tureckim sweterku. Idzie wiec na rozmowę, mamrocze kwotę, dostaje prace i znowu klepie kod (czasami ten sam). Nic się nie zmienia – dziewczyny nadal na niego nie lecą, jądro linuksa samo się nie chce kompilować a do tego kolejna agencja nie różni się od poprzedniej.

Klepu, klepu – telefon „jest praca, lepsza praca itd.”. Final znamy. Przepraszam wszystkich znajomych programistów za takie pojechaniu po nich i wykonanym przez nich zawodzie, ale chłopaki sami sobie robicie kuku.

Obgadaliśmy grafików i programistów – czas na awangardę sprzedaży i kontaktu z klientem czyli handlowców (ewentualnie jeśli firma chce podnieść naszego ego bez podnoszenia pensji można mowic o „new business managerze”). Typowy handlowiec ma 25-28 lat, zwiedził już wiele firm (głównie nie związanych z branżą interaktywną) ma portfel wypchany wizytówkami i uwielbia spotykać się z klientami poza biurem w godzinach 12.00-16.00.

Wszyscy znani mi handlowcy dodatkowo (w godzinach pracy) prowadza ożywione dyskusje za pomoca komunikatora, szlajają się po knajpach do porannych godzin i zawsze (zawsze!) uważają, ze w następnym miesiącu sfinalizują kontrakt życia ( w domyśle – dostana gruba prowizje). Handlowcy posiadają jeszcze jedną denerwującą cechę – jest to najmniej kompetentna osoba do rozmów o technologiach z klientem. Na bank pomylą CSS z HTML albo przeglądarkę z wyszukiwarką. A potem człowieku rób to co handlowiec wynegocjował z klientem..

Po poziomie rotacji w dziale handlowym (średnia długość pracy – okres próbny) widać, ze i ten dział jest mocno rozchwiany i trudno mi pokazać jedna firmę interaktywną w której pracuje w dziale handlowym ktoś o kimś się mówi z uznaniem. Jakoś tak dziwnie się porobiło, ze sami szefowie lubią wietrzyć działy handlowców wywalając ich równie często jak oni się sami zwalniają. Taka karma.

To może technologia stanowi o wyższości agencji interaktywnych? Przepraszam jaka technologia? Klepanie kodu xhtml czy action script? To może słynne aplikacje klasy CMS? Bujda na resorach – w większości rozwiązań są to łatane na kolanie stare jak świat open source’owe kawałki kodu, które specjalnie dla klienta podczas prezentacji szumnie nazywane są konkurentami RedDota.

Odkąd open source stał się ulubioną (bo darmową) alternatywa na rynku większość agencji pochowała po kieszeniach i szufladach swoje sztandarowe produkty w stylu forum dyskusyjne, ankieta czy wreszcie możliwość personalizowania stopki w mailu. Uff. Szkoda, że tak późno.

I tak źle i tak niedobrze. No to jakie są te duże polskie agencje interaktywne? Rozrośnięte, kiepsko dostosowane do warunków rynkowych i powoli tracące klientów na rzecz małych, mobilniejszych firm(emek) (takich jak moja, he he). Ręka w górę agencja posiadająca wewnętrzny dział: SEO, user-experience i usability. Okej, no to może regularnie szkoląca swoje działy?

To może przynajmniej któraś specjalizuje się w e-PR? I nie mówię tu o zbudowaniu takiego sobie narzędzia do wysyłania masowo maili.

Prawda jest taka, ze zdecydowana większość agencji tkwi w modelu: sprzedajemy klientowi WWW (czyli kod z obrazkami) plus może kupi u nas obslugę miesieczną. A oferta gdzie zaplanowanie reklamy i zaoferowanie zakupu mediów? A gdzie usługi pozycjonowania? A może wykorzystanie nowych form i kanalów reklamy telefony, telewizja internetowa, społeczności?

Dla dużych klientów agencje maja taki sam model współpracy tylko, ze ceny idą x 10 razy w górę. A i tak projekt zrobi zaufany freelancer spoza agencji i zakoduje. Bo tak będzie taniej i szybciej.

Te agencje, które są mało kreatywne staja się integratorami – kasa super, zamiast grafików zatrudnia się samych programistów i czesze bankowe aplikacje. A dwóch klientów jest w stanie utrzymać cala 50 osobowa firmę przez lata.

Kreatywność agencji jest limitowana nie tyle co brakiem kompetencji w zespole ale tez brakiem umiejętności edukacji swoich klientów. Jeśli nie powiesz klientowi, ze jest cos takiego jak link sponsorowany to czemu ma kupić u Ciebie usługę pozycjonowania? Ten akurat zarzut kieruje pod adresem managerów i wyższej kadry – Panie i Panowie ruszcie w końcu tyłki, bo na samych animacjach we fleszu dłużej nie da się kosić klientów na dziesiątki tysięcy złotych.

Czasami obserwując klientów, których dostaje „w spadku” po agencjach i ich potrzeby (chcę firmy, która będzie miłla dla mnie czas!) dziwię się, że duże agencje tak często zapominają o tym, ze to właśnie ich klienci są dla największym skarbem firmy.

A jeśli oni odejdą pewnego dnia to jedyne co pozostanie to usiąść i rozmyślać nad założeniem kolejnej agencji interaktywnej.

Takiej prawdziwej, dużej.

70 odpowiedzi do “Agencja dobrze z(a)robi!”

  1. Marcin Jagodzinski:

    nadal tak jest? ja p***.

    myślałem, że już się to ucywilizowało.

    ładnych pare lat temu zrobiłem strony dla dwóch towarzystw emerytalnych (pewnie niektórzy pamiętają jakie to było wydarzenie, start PTE)

    to dwa aliasy pod którymi wystepowałem pod koniec lat 90:

    McCannEricsson/Thunderhouse (pocięcie nieprzystosowanej do WWW grafiki, HTML, proste programowanie) dla Pekao/Alliance
    AGS New Media (projekt graficzny, grafika, HTML, proste programowanie, konsultacje, pół roboty accounta) dla Pioneer PTI

    tak, tak, za wspaniałym McCannem kryła się moja skromna osoba, na którą to zrzucono jednoosobowo. podejrzewam, że z tego zlecenia dostałem ok. 3% ceny. ze zlecenia dla Pioneera ok. 7%.

    najlepsze, że nie pozwolono mi się nawet podpisać w kodzie. w sumie, żałuję, że ustąpiłem. jeszcze jeden myk: lamuchy podpisali ze mną umowę, że po 9 miesiącach wszystkie prawa przechodzą do mnie z powrotem. a ja głupi nie napisałem do Pekao: sorry, all your pages belongs to us.

    było minęło. to było jeszcze przed bańką. myślałem, że teraz jest lepiej.

  2. Artur Kurasinski:

    @ Marcin – jest i bedzie dopoki panowie zarzadzajacy w agencjach nie ucywilizuja rynku i zatrudnia swoje dzialy graficzno-koderskie. A wiadomo, ze wtedy musieliby sypnac pieniazkami na socjal i etat.

    Smiesznie jest kiedy w ciagu jednego dnia dostaje sygnal od znajomych “brief rzucili” i zaczyna sie dzwonienie agencji po grafikach kto to moze zrobic. Potem na spotkaniach z klientami (albo odbieraniu nagrod) skromnie mowia: dziekujemy, to praca calej agencji, wszystko to sami zrobilismy.

    Najfajniejesze sa te “wybijajace sie” mlode wilczki sposrod malych agencji (glownie spoza stolicy) gdzie widac cisnienie na kase duzych firm. Zrobia wszystko zeby dostac zlecenie ale biedaki nie maja kasy na nawet marny lokal i jednego handlowca na miejscu.

  3. Marcin Jagodzinski:

    oni mi tam w tym mc cannie zrobili “interview”. i powiedzieli, że oni się “skupiają na grafice”.

    podziekowałem.

  4. stic:

    hej,

    bardzo trafne spostrzeżenia (z punktu widzenia “„finansjera” :)
    cóż, rynek jest taki jacy są klienci, a że klientów mamy niezbyt udanych jeszcze długo nie będzie ‘normalnie’ i ‘z klasą’ – chociaż kto wie, jeśli bańka web 2.0 okaże się być czymś więcej niż wydmuszką, może zacznie się coś normalizować?

    a krytycznie – zdjęcie dobrałeś dość niefortunnie, nie jednej już raz w sieci ktoś bardziej uświadomiony, tłumaczył komuś mniej uświadomionemu, że drugi pan od lewej to Tomasz Czajka (http://www.cs.purdue.edu/homes/czajkat/czajka.html) reszta kto wiem,. pewnie jego koledzy z zespołu.

    programiści tego kalibru raczej nie odchodzą za lepszą kasą, ale za ciekawszą pracą :-)

  5. Robert Drózd:

    Piękne. Zabawne. Niestety prawdziwe. ;-)

    Marcin, ale Ty się chyba jednak chwaliłeś tymi PTE na portfolio.art.pl – jeśli dobrze pamiętam. Czytałem Cię wtedy i myślałem – uuu jakie on ma dojścia. ;-)

  6. Bartek Gołębiowski:

    Branża zdemaskowana!!!

    Panie Arturze, chyba nie jest aż tak czarno jak Pan to opisuje. Też mam okazję trochę siedzieć na tym rynku i w dodatku mam bezpośredni kontakt zarówno z zarządzającymi w konkurencyjnych agencjach, z klientami, jak i z grafikami (zarówno freelancerami jak i na etatach) bo sam zaczynałem od praktyki freelancerskiej. Nie zgodzę się z tym, że wszyscy bazują swój biznes na wyzyskiwaniu nieświadomych i biednych freelancerów: tak naprawdę to odpowiednią jakość realizacji i terminowość można zapewnić tylko na bazie własnego, w miarę rozbudowanego i zgranego zespołu.

    Nie zgodzę się też z zarzutami dotyczącymi sposobu obsługi klientów. Nawet w takiej młodej, małej i “spoza stolicy” firmie jak click5 standardem jest to, że współpracujemy z klientami długofalowo i doradzamy mu rozwiązania z różnych obszarów marketingu interaktywnego. A kiedy uważamy, że nasze kompetencje nie są wystarczające do tego żeby jakieś rozwiązanie samemu wdrożyć, to kierujemy go do specjalistów, a nie wciskamy kitu. Wiem, że w większych agencjach takie strategiczne działania stoją na wyższym poziomie.

    Ja mam spory dystans do tego co robimy, ale jak przeczytałem Pana opinię to mocno się zdziwiłem. Wydaje mi się, że kilka lat temu ten opis byłby aktualny ale dzisiaj naprawdę to się bardzo zmieniło.

    Nie wiem tylko czy mój głos ma jakieś znaczenie, bo według powyższej klasyfikacji to my chyba jesteśmy tym “wilczkiem bez kasy na lokal i handlowca na miejscu” (tylko to “na miejscu” to mocno subiektywne określenie) lub tymi, którzy robią same animacje we flashu i muszą ruszyć tyłki.

  7. Robert Drózd:

    A poza tym, Bartku macie stronę, która w moim firefoksie wyświetla w jakiś bardzo dziwnych miejscach paski przewijania. ;-) Masz rację co do tych kompetencji.

  8. adam.zygadlewicz:

    hmm…
    fajnie sie czyta ale chyba analiza oparta na heurystyce

    wszystko moim zdaniem zalezy od klienta i konkurencji
    jak sie narzeka na brak uswiadomienia wsrod firm to rozwiazanie jest proste……mniej lanserki wiecej transferu wlasnej wiedzy do klientow, szkolenia, warsztaty, artykuly, darmowe ebooki itd….100mozliwosci…..

    nie krytykowalbym rowniez Polski pozawarszawskiej – to glownie dzieki tym “mlodym wilczkom” ……. firmy z warszawki maja motywacje, zeby doskonalic swoje kompetencje :)

    najbardziej zastanawiaja mnie jednak intencje tych wnioskow

  9. Bartek Gołębiowski:

    Robert – Firefox jest raczej naszą defaultową przeglądarką i nigdy tego nie zauważyłem, ale sprawdzę. Szpilkę odnośnie kompetencji też przyjąłem.

  10. WebAudit Blog » Czy wierzyć agencji? Dobre żarty.:

    [...] Ale nie muszę. Bardzo pięknie opisał to Artur Kurasiński. :-) [...]

  11. Robert Drózd:

    Bartek, jak się okazuje wszystkiemu winny był włączony adblock, który zmniejszył wielkość ekranu. Przepraszam za szpilę. :)

  12. Krzysiek Adamus:

    Mocno przejaskrawiony wpis, choć jest też parę trafnych uwag.

    W pełni zgadzam się z tym, że programiści są najmniej lojalnymi pracownikami. Mimo, że atmosfera pracy i rozwój umiejętności jest dla nich ważny, to kasa zawsze ważniejsza.

    Prawda jest taka, ze zdecydowana większość agencji tkwi w modelu: sprzedajemy klientowi WWW (czyli kod z obrazkami) plus może kupi u nas obslugę miesieczną. A oferta gdzie zaplanowanie reklamy i zaoferowanie zakupu mediów? A gdzie usługi pozycjonowania? A może wykorzystanie nowych form i kanalów reklamy telefony, telewizja internetowa, społeczności?

    Z powyższym stwierdzeniem się nie mogę zgodzić. Duzi klienci są coraz bardziej świadomi i wymagający. Coraz częściej po stronie klient partnerem w rozmowach jest osoba na stanowisku “interactive communication manager” dobrze orientująca się w aktualnych trendach. Obecnie trudno wygrać przetarg bez dobrze przygotowanej strategii.

    Społeczności? Na 10 briefów jakie otrzymuję 3 mówią o społecznościach i web 2.0. Zaproponowanie kampanii wirusowej z wykorzystaniem serwisów agregujących treści jest żadną innowacją. Każda agencja z czołówki proponuje takie rozwiązanie, jeśli jest ono oczywiście uzasadnione. Zresztą klienci sami często wychodzą z inicjatywą i proszą o zaplanowanie kampanii wirusowej.

    Natomiast faktem jest, że agencje interaktywne rzadko planują media – tym zazwyczaj zajmują się domy mediowe (przez media rozumiem także wyszukiwarki).

    Sporadycznie klient oczekuje wykonania jedynie serwisu, prawie zawsze towarzyszy mu kampania.

    To co można zarzucić klientom to mordercze terminy. Dobry projekt wymaga czasu, niestety zbyt często jest on bardzo ograniczony.

    Tak wyglądają realia współpracy z dużymi brandami.

    Średnie firmy niestety rzadko kiedy są tak świadome i mają tak sprecyzowane oczekiwania. Briefy są słabo opracowane a budżety zdecydowanie mniejsze. Przedstawione propozycje zazwyczaj podobają się takiemu klientowi, jednak w momencie otrzymania wyceny pomysły są przycinane przy samej ziemi. 30.000 zł to często max ile średni klient może zapłacić za stronę. A o budżecie na działania promocyjne możesz zapomnieć.

    Po pierwsze Fri-lanserzy są drożsi od pracowników etatowych. Powody korzystania z ich usług są różne. Czasem po prostu są bardzo dobrzy w tym co robią i idealnie pasują do realizowanego projektu. Innym razem agencja jest przypchana robotą, a klient oczekuje projektu na „za 2 dni” wtedy nie masz wyboru i zatrudniasz freelancera (albo odpuszczasz przetarg). Ale każda szanująca się agencja ma swój core team, który realizuje projekty dla kluczowych klientów i zazwyczaj te najlepsze projekty powstają jednak w agencji.

    Agencja, która poważnie podchodzi do tego co robi zdaje sobie sprawę, że kluczem do sukcesu są ludzie w niej pracujący. Priorytetem zarządu staje się zatrudnienie tych najzdolniejszych i sprawienie, aby chcieli w firmie zostać na lata.

  13. nicea:

    Zapomniales dodac ze sa agencje, ktore “sprzedajemy klientowi WWW (czyli kod z obrazkami) plus może kupi u nas obslugę miesieczną” + “a klient jak jest glupi to nawet kodu nie trzeba pisac do konca”

  14. Krzysztof Mościchowski:

    Żeby opisać te wszystkie “przypadłości” branży, nie trzeba naprawdę być nie wiadomo jakim znawcą. Pracuję w agencji interaktywnej od mniej niż półtorej roku (jestem tym strasznie nielojalnym programistą żądnym kasy) i na każdą z podanych “przypadłości” mógłbym podać 10 przykładów.

    Jeśli pracownik będzie chciał utrzymać rodzinę, to jestem przekonany, czy to będzie projekt manager czy programista czy grafik, pójdzie tam, gdzie jest większa kasa.

    Wpis bardzo mocno przejaskrawiony, ślizgający się po prawdzie, obracający praktycznie każdy aspekt pracy w agencji interaktywnej w groteskę. Uważam że każdą, bez wyjątku każdą branżę można by było tak wyśmiać.

  15. idziak:

    Z twojego postu wynika, że tylko Dyrektorzy Kreatywni są idealni.

    A mi to wygląda na post człowieka, który ma kompleksy, bo koledzy złośliwie nazywali go “per Dyrektor”. Więc kolegom dowalił, z góry na dół ich wyśmiał. I podobnie jak Adama, bardziej niż treść interesują mnie intencje tego posta. Autor nie jest przecież tak naiwny, żeby wierzyć że pisząc go zmieni coś w branży?

  16. jakub:

    fajny wpis, w duzej czesci sie zgodze, ale mysle Arturze, ze patrzysz na to troche przez pryzmat SMI ;)
    mam przynajmniej nadzieje, ze u czolowki jest inaczej…

  17. Tomek W.:

    No to jakie są te duże polskie agencje interaktywne? Rozrośnięte, kiepsko dostosowane do warunków rynkowych i powoli tracące klientów na rzecz małych, mobilniejszych firm(emek) (takich jak moja, he he)

    Mam wrażenie, że ten wpis to nieudolny PR. Do tego czarny – obsmarować wszystkich i pokazać, jaki to jestem świetny. Marketing na poziomie proszków do prania – ten pierze tak, a nasz lepiej. Po co przepłacać? Tylko, że grupa docelowa nieco inna o czym chyba zapomniałeś.

    To może przynajmniej któraś specjalizuje się w e-PR?

    Jesli właśnie w ten sposób rozumiesz e-PR to ja dziękuję.

    …większość agencji po prostu kłamie klientom mówiąc, ze osoby startujące w przetargach są pracownikami firmy (bo kto by się chciał ujawniać, że nie ma kasy na zatrudnienie dodatkowych osób). Po drugie najlepsze projekty sa wykonywane poza agencjami a często sama agencja nie ma do nich źródeł.

    A ile osób zatrudnia revolver? Wprawdzie na stronie Twojej agencji znajduje się dizął O NAS, jednak w sekcji ZESPÓŁ znajduje się tylko jedna osoba – Ty.

    Czy to oznacza, że korzystasz z freelancerów, czy wszystko robisz sam? Jeśli sam to słowa uznania.

    Jeśli zatrudniasz wsparcie to czy to oznacza, że projekty które zrealizował Revolver były wykonywane poza agencją? Czy to oznacza, że Twoja agencja kłamie klientów mowiąc, ” ze osoby startujące w przetargach są pracownikami firmy (bo kto by się chciał ujawniać, że nie ma kasy na zatrudnienie dodatkowych osób)”.

    Nie mierz wszystkich swoją miarą (albo miarą SMI). Lub nie „mierzcie”, bo z tekstów na Twojej stronie wynika, że zacząłeś nazywac siebie WY.

  18. Dawid S.:

    “Wpis bardzo mocno przejaskrawiony, ślizgający się po prawdzie, obracający praktycznie każdy aspekt pracy w agencji interaktywnej w groteskę. Uważam że każdą, bez wyjątku każdą branżę można by było tak wyśmiać.”

    Zgadzam się całkowicie, Krzysiek dobrze to podsumowałeś. Może nawet napiszę to trochę odważniej niż inni – wokół małego ziarnka prawdy Artur zbudował stek bzdur.

    Artur, to po prostu wygląda na desperacką próbę wypromowania Revolvera jako odpowiedzi na całe zło branży interaktywnej.

    Wszyscy wiemy, że sytuacja na polski rynku interactive nie jest idealna, ale wiele agencji się przynajmniej stara coś zmienić.

    Krzysiek bardzo trafnie odpowiedział Ci z punktu widzenia programistów. Ja odpowiem z puntu widzenia new business managerów.

    Tak, mam 26 lat. Od 3 lat pracuję w jednej agencji – mojej pierwszej pracy. Mam wizytownik wypchany po brzegi ale zamiast spotykać się z Klientami między 12 a 16 – zapieprzam często po całym kraju aż znienawidziłem już PKP. Bynajmniej pojmuję różnicę między CSS a HTML i co powiesz na to – z pomocą całego teamu przygotowującego ofertę często wygrywamy bardzo duże przetargi.

    Wszyscy znajomi w innych agencjach na podobnych stanowiskach zupełnie nie odpowiadają Twojemu opisowi lamerów i zadufanych w sobie dupków. Większość z nich ma nawet szeroki zakres kompetencji jak na osoby “od gadania” – od strony kreatywnej po umiejętności programistyczne.

    Ripostując Twój wpis – mogę Ci wyliczyć kilkanaście polskich agencji, o których z czystym sumieniem powiem, że dbają o swoich Klientów jak tylko mogą, bo wiedzą, że to stałe źródło dochodu. Co więcej, takim podejściem wygrywamy budżety z wielkimi agencjami sieciowymi !

    Spotykałeś bardzo słabych new businessów. W dodatku takimi przejaskrawionymi wpisami psujesz obraz branży, która naprawdę szybko się zmienia – i to pozytywnie.

  19. Piotr Lewandowski:

    Robert: “A poza tym, Bartku macie stronę,”
    Che ?? jaką stronę? ja tam widzę jakąś prezentację flashową… A po wyłączeniu flasha – bezkresna biel… i gdzie ta strona??

  20. Artur Kurasinski:

    @ Bartek Gołębiowski – jasne, że nie jest tak czarno ja to opisuje, na pewno są agencje w których mniej lub bardziej ale życie i biznesy toczą się prawidłowo. Z moim doświadczeń, rozmów i kontaktów z pracownikami / właścicielami innych agencji (niekoniecznie dużych) wynikneły pewne prawidłowości, które opisałem jak słusznie zostało to odebrane – groteskowo, przekoloryzowanie, radykalnie. I tak mialo byc.

    Mój wpis ani nie miał w zamyśle być próba “leczenia” branży bo z tą branża ja się po prostu słabo identyfikuje. Mój biznes bazuje na zupełnie innym modelu. Nie prowadzę agencji tylko domowy, zapyziały warsztacik w którym klepie sobie raz po raz jakiś drobiazg interaktywny – ani nie startuje do przetargów ani nie szukam aktywnie klientów.

  21. Artur Kurasinski:

    @ Krzysiek Adamus – no widzisz, podajesz przykłady działań OPCOMu, które potwierdzają moją tezę – jesteście (jeszcze) bardziej elastyczni, lepsi i sprawniejsi i tak trzymać :)

  22. Artur Kurasinski:

    @ Adam Zygadlewicz – źle odczytałeś moje intencji “młode wilczki spoza stolicy” są dla mnie bardzo pozytywnym faktem – dzięki nim duże agencje (a jakoś tak się stało, że wszystkie są z Warszawy) czują bat na tyłku i nie mogą radośnie podbijać stawek w nieskończoność.

    Ergo – lubię Click5, Byss, Cookie, Conecto itd. itp.

    Nie lubie – K2, Hypermedia, OS3 (no lubie Ostryge:), Engine :)

  23. Artur Kurasinski:

    @ Idziak – zapytaj się ludzi z SUPERMEDIÓW jakim byłem Dyrektorem Kreatywnym. Nie chcę się bronić ani wybielać – mam swoje wady.

    Czy ten post wynika z moich kompleksow? Dobra pytanie – odpowiem, ze nie bo nie mam ambicji stać się kiedykolwiek pracownikiem agencji (zadnej).

    Napisz mi w jakiej agencji pracujesz bo jak widzisz ja nie wstydze ujawniac szczegolow ze swojego zycia. Podpisales sie
    Dawid S.” i pisze, ze

    ” Ripostując Twój wpis – mogę Ci wyliczyć kilkanaście polskich agencji, o których z czystym sumieniem powiem, że dbają o swoich Klientów jak tylko mogą, bo wiedzą, że to stałe źródło dochodu. Co więcej, takim podejściem wygrywamy budżety z wielkimi agencjami sieciowymi !”

    kilkanascie agencji – musisz powiedziec co uwazasz za “agencje interaktywna”. Dla mnie 3 osoby to nie agncja ale kolko wzajemnej adoracji. Agencja ma jasno wydzielona strukture, stac ja na zatrudnianie ludzi na etatach i ma stalych klientow z ktorych ciagnie kase.

    Tych “kilkanascie agencji” to chyba przesada – wedlug mojej definicji “prawdziwych” agencji w Polsc jest mniej niz 10 (patrzac chocby po spisie agencji na Interaktywnie.com).

    A na koniec Dawidzie powiem Ci szczcerze – gratuluje Ci, że trafiles na tak dobra firme, trzymaja sie jej!

  24. Artur Kurasinski:

    @ Tomek W. –

    Revolver to nie jest agencja interaktywna, ale butik kreatywny (taka sobie nisze wybralem i czesto nikt nie rozumie co to znaczy).

    Nie chce mowic i klamac ludziom, ze jestem “agencja interaktywna full service” tylko, ze mam kompetencje glownie w projektowaniu grafiki, interafejsow i layoutow. Czesc info na www jest juz nie aktualna (wywalilem zupelnie z oferty wszystko co ma zwiazek z zarzadzaniem trescia).

    Oczywiscie rozumiem Twoj zarzut, ze napisalem ten post po to aby sie promowac – szczegolnie, ze z premedytacja zawiesilem go na Interaktywnie.com. Zarzut jest dla mnie osobiscie nie trafiony bo a) nie konkuruje z agencjami w przetargach raczej specjalizuje sie pocieszaniu klientow po “duzych agencjach” b) ja mam duzo swoich projektow i wybacz mi ale szkoda mi czasu na robienie serwisu dla piwa, czekoladek czy developera mieszkaniowego za 10/20/30 tys. Mam inne priorytety.

    Moje intencje byly zupelnie inne – nie chce niczego uzdrawiac, pokazywac kto jest lepszy (klienci sami ocenia). Chcialem napietnowac zle praktyki i pewne karygodne nie prawidlowosci jakie zauwazam bedac troche juz w branzy.

    Jesli nie poczuwasz sie i mowisz, ze to co pisze jest bzdura – okej, moze masz to szczescie i jestesm w tym malym procencie fajnych firm. Ale dlaczego odmawiasz mi prawa do mojej oceny?

    Czy ja klamie mowiac, ze mam zespol – nie musze bo dzialam ja zupelnie inaczej niz agencja. Ja tworze projekty badz dolaczam do nich pracujac z innymi firmami. I przychodze z nimi na spotkanie i przedstawiam pokazujac ich wizytowke. Klienci kupuja moja wiedze i doswiadczenie. Oczywiscie, ze wspieram sie innymi ludzmi – grafikami, fleszowcami, programistami. Sam nie dalbym rady.

    Zespol – jest zespol osob z ktorych korzystam na stale. Sa to osoby, ktore pracuja ze mna jako freelanserzy. Roznica jest taka, ze podczas spotkan nie czaruje klienta CVkami moich podwladnych tylko mowie jak wyglada sytuacja – jestem mala firma, nie mam sztabu osob ktore beda pracowaly za darmo na przetargiem. Ergo – chcecie cos duzego to musze zebrac wieksza liczbe osob i specjalnie na potrzeby tego projektu powiekszyc zespol.

    Co do Supermediow – to fajna firma, ale zle zarzadzana i prowadzona. Ja zycze jej dobrze (no, moze niektorym;) ale jestem pewien, ze syndrom “srednio duzej agencji reklamowej” dotyka wielu, wielu innych. Oczywiscie zawsze wyjatek potwierdza regule :)

  25. Artur Kurasinski:

    @ stic – zdjecie wzialem stad: http://www.joemonster.org/article.php?sid=4100 chociaz wiele razy dostawalem je mailowo jako zart pt. “impreza informatykow”..

  26. Mikołaj:

    a ty kim jesteś ?

  27. kl:

    Nic dziwnego, że Hypermedia strzeliła hattricka na osiolki.net :)

  28. Marcin Jagodzinski:

    “W pełni zgadzam się z tym, że programiści są najmniej lojalnymi pracownikami.” (to też artur pisał)

    ciekawe dlaczego? genetycznie zdolności programistyczne są powiązane z chciwością?

    a może np. dlatego, że czują się niepotrzebni? zapraszacie ich na te swoje spędy, pokazujecie w świetle reflektorów, wręczacie te wszystkie statuetki o fallicznych kształtach? ;-) a może mają te statuetki tam, gdzie pasują ;-)

    a może też dlatego, że programista (zwłaszcza server-side) b. rzadko może się w agencji naprawdę rozwinąć (co nie jest żadną winą agencji, tak po prostu jest, kucharz też się w mc donaldsie nie rozwinie).

    pewnie racja, że każdą branżę można tak (lub podobnie) wyśmiać, bo generalnie jesteśmy na jakimś tam poziomie rozwoju cywilizacyjnego. ale nie ma innej branży tak zadufanej w sobie i tak przekonanej o swoim znaczeniu jak branża reklamowa (a jednocześnie tak rozpaczliwie poszukującej potwierdzenia tego znaczenia). czy w jakiejś innej branży puszcza się komunikaty prasowe, o tym, że ktoś przestał zarządzać 2 osobami i zaczął odpowiadać za “dział” (3 osoby)?

    i może w tym towarzystwie programiści zwyczajnie wymiękają.

    z drugiej strony nie mam nic przeciwko temu, żeby agencje korzystały z freelancerów. sytuacje, w którym naprawde “topowe” zlecenia realizowała 1 osoba z poza agencji są kuriozalne, ale to było ileś tam lat temu. model taki, że agencja zajmuje się pozyskaniem klienta i zorganizowaniem zespołu z najlepszych fachowców dostępnych na rynku jest chyba dobry (dla klienta i dla rynku, nie wiem, czy dla agencji)

  29. Xyster:

    :) Artykuł jest taki jak spellarena, awaria.

  30. Artur Kurasinski:

    @ Xyster – jestes moim ulubiencem – nic nie wnoszisz do dyskusji, ale zaznaczasz swoja obecnosc. jak mucha albo krowia kupa :)

  31. Bartek Gołębiowski:

    Marcin – słuszne uwagi o branży reklamowej, ale nie oceniaj “interaktywnych” przez jej pryzmat, bo jednak geneza naszych firm jest często trochę inna i nadal działamy gdzieś na obrzeżach tego rynku.

    Mnie pasjonuje jakiś obszar mediów interaktywnych – akurat w tym konkretnym przypadku są to możliwości jakie dają multimedia, łączenie video, grafiki, animacji, interakcji, itp. Tak, to co w lekko protekcjonalny sposób niektórzy nazywają “flashowymi prezentacjami, a nie serwisami www”. My jednak zdając sobie sprawę z tego, że jest to jakaś nisza, a nie uniwersalna metoda, właśnie tym chcemy się zajmować, bo to nas kręci i interesuje. Punktem wyjścia jest tu właśnie ciekawość, chęć rozwoju i fascynacja możliwościami kreatywno-technologicznymi jakie dają media interaktywne, a nie pasja dla reklamowania produktów. Branża reklamowa jednak pozwala te umiejętności i zainteresowania jakoś zutylizować i zamienić hobby w działalność zarobkową – stąd do niej trafiliśmy i w niej właśnie działamy.

    Mam gdzieś w głębi siebie takie przekonanie, wizję, że nasze uczestnictwo w tym rynku z czasem będzie go coraz bardziej cywilizowało. Że na razie wielu z nas kracze, tak jak wrony pomiędzy które trafiliśmy, ale w rezultacie zaczniemy zmieniać kształt marketingu i sprawiać, że reklama stanie się mniej agresywna, irytująca i nachalna. Kiedy pracujemy nad swoimi projektami, które ludzie oglądają bo najwyraźniej chcą i polecają sobie nawzajem, a nie dlatego że ktoś im nakazuje albo ich do tego zmusza (tak jak to ma miejsce w tradycyjnej reklamie) to wydaje mi się, że te zmiany już się zaczęły.

    Rubryki towarzyskie w portalach mediowych to osobny temat. To taki ad-pudelek – dla czytelników pożywka dla plotek przy lunchu, dla nadawców możliwość chwilowego przypomnienia o sobie. Wreszcie pole do rozgrywek interpersonalnych i podgryzania się nawzajem (szybko opublikujmy że go zwolniliśmy nim przejmie klientów mówiąc, że sam się zwolnił bo jesteśmy beznadziejni). Sam się z tego śmieję, ale jakoś mnie to nie drażni szczególnie. Folklor.

    A co do tych fallicznych nagród – wcale nie są takie dopasowane jak by się mogło wydawać. Kiedy odbieraliśmy je, również w towarzystwie grafików i programistów, szybko zauważyliśmy zagrożenia w postaci kanciastych brzegów i niedoszlifowanych spawów.

  32. Mikołaj:

    tak to czytam i sie zastanawiam czemu to ma służyć?

    czy autor bloga chciał w ten sposób zwabić kilka 1 planowych nazwisk, zeby sie uwiarygodnić, w oczach potencjalnych klientów, jako wielki znawca rynku?

    zaskarbić sobie uznanie w oczach freelancerów? (raczej odpada, wszystkich zjechał)

    zastanawiam sie
    z jednej strony notki o tym ze grono coś komuś zblipowało, pomijające fakt ze blip logo zblipował z blip.tv, a pomysł z twwitera, marketingowy paw marcinkiewicza o jakimś potralu, czy podnieta grą która nie działa, podobnie zresztą jak apteka.

    z drugiej strony jechanie po agencjach i ludziach z pasją którzy są doceniani na arenie miedzynarodowej.

    Arturze o inwestorach piszesz ciekawie, ale w momencie gdy bierzesz sie za PR robi sie śmiesznie/tragicznie/żenująco/irytujaco*

    *niepotrzebne skreślić

  33. Artur Kurasinski:

    @ Mikolaj – chlopie smieszysz mnie ogromnie, ale probuj, probuj moze cos ciekawego kiedys napiszesz. Na razie jest wstep i rozwiniecie ale jakos nie lapie tezy Twoich wynurzen.

    “jechanie po agencjach i ludziach z pasją którzy są doceniani na arenie miedzynarodowej”

    gromkie HA HA HA HA HA. Az tyle mielismy tych sukcesow? Bo sobie przyopominam jeden – PDK i Maxa Webera (Matej – szacunek po raz wtory!).

    A jesli te same osoby (z Maxa) rozwalaja sobie agencje (mowie o szefostwie) bo ego walnelo po uszach? Zapytaj sie “branzy” jak to bylo.
    Za to mam chwalic? Czlowieku gadasz jak PiSowiec – argumentujesz, ze moja krytyka nie powinna sie pojawic bo agencje odnosza sukcesy?

    A ja mowie – agencje w wiekszosci odwalaja kile i masowke (czasami nawet nie podpisuja sie pod swoimi “dzielami) a co 10-ta praca moge wrzucic do portolio. To ma byc okej i fajnie?

  34. Magda Daniluk:

    Panie Arturze, popada Pan ze skrajności w skrajność snując tezy, że większe agencje to kłamcy, ich pracownicy to lenie, a małe to nieudacznicy bez biura. Tylko jakim cudem wszyscy sie utrzymują na rynku?

    … no tak, już zapomniałam: “trafi się na klienta głupka i prymitywa – a takich jest niestety większość”. Z pewnością Pan sam z tego korzysta?

  35. Artur Kurasinski:

    @ Magda Daniluk – nie odczytała Pani ironii w moim wpisie? A swoją drogą duże agencje utrzymują się nie dlatego, że sa najlepsze w tym co robią tylko siłą rozpędu, portfolio klientów oraz braku wiedzy ze strony klienta na temat alternatyw (tanszych, skuteczniejszych uslug).

    Jesli za to samo duza agencja chce dostac 300% wiecej (np. za usluge pozycjonowania) to jaki jest wniosek – ze “duzy” zrobi to lepiej czy “duzy” jest droższy? Agencja wmawiaja klientom, ze sa najlepsze bo…sa najwieksze. Wspanialym PR’em daleko jednak sie nie zajedzie – licza sie efekty a tutaj mniejsze firmy i agencyjki zaczynaja niezle dokazywac liderom.

  36. Marcin Jagodzinski:

    aż sobie wszedłem na to blip.tv, bo wstyd przyznać, wcześniej nie byłem.

    faktycznie, podobne loga. oba takie zielone.

  37. Magda Daniluk:

    @Artur Kurasinski: ironii tu jest faktycznie dużo, może nawet za dużo. Dobrze jest obgadać wszystkich, tylko ten przesyt pozostawia lekki niesmak.

    Tak czy inaczej, udało sie Panu wywołać dyskusję. Pozdrawiam.

  38. Artur Kurasinski:

    @ Magda – ja nie obgaduje, ale komentuje i wyrazam swoje zdanie. Gdybym chcial komus zrobic kuku to polecialbym nazwami firm, nazwiskami, datami. A tak kazdy uwaza, ze sparwa go nie dotyczy, ze jest wyolbrzymiona przez moja paranoje :)

    Ale bije sie w piers – niestety mialem nadzieje na liczne komentarze. Zrobilem to celowo i z premedytacja liczac na odzew ludzi pracujacych w srodowisku interaktywnych uslug.

  39. Tomasz michalik:

    Arturze, gratuluję prowokacji.
    Zastanawiam sie czy celujesz we właściwą grupę odbiorców?
    Po co tyle wysiłku? Masz w tym jakiś głębszy cel?

    Jeśli zależy Ci na poprawie tej sytuacji to pracuj po stronie klienta, zrób dobrą prezentację i przyklej się do paru konferencji … jednym słowem uświadamiaj klientów a nie osoby postronne i freelancerów.

    Merytorycznie zgadzam się z Bartkiem i Krzyśkiem, w branży na szczęście nie jest tak źle. Nawet nie chce mi się tego komentować.

    Nie zgodzę się jednak z Tobą w kwestii ludzi pracujących w agencjach. Nie jest winą programisty, że ktoś inny chce mu dać “więcej” za “to samo”. Jeśli nie masz wpływu na “więcej” zadbaj, żeby kto inny nie mógł mu dać “tego samego”. I nie myślę tu o paragrafach w umowie, tylko o unikalnych cechach agencji jakie możesz mu na co dzień zaoferować.

    Zawsze kiedy ludzie od nas odchodzili szukaliśmy problemu w zarządzaniu, a nie w osobach które zazwyczaj podejmowały racjonalne ze swojego punktu widzenia decyzje!

    Na koniec dodam, że aktualnie pracują u nas ludzie z Maxa, Interii, Ericpolu i kilku znaczących agencji reklamowych… pewnie wszyscy sie teraz zastanawiają, czy aby na pewno pracują w “agencji interaktywnej” ;)

    Pozdrawiam, też dyrektor!

  40. Tomasz Michalik:

    Arturze, gratuluję prowokacji.
    Zastanawiam sie czy celujesz we właściwą grupę odbiorców?
    Po co tyle wysiłku? Masz w tym jakiś głębszy cel?

    Jeśli zależy Ci na poprawie tej sytuacji to zrób coś pożytecznego, pracuj po stronie klienta, albo dobrą prezentację i przyklej się do paru konferencji … jednym słowem uświadamiaj klientów a nie osoby postronne i freelancerów.

    Merytorycznie zgadzam się z Bartkiem i Krzyśkiem, w branży na szczęście nie jest tak źle. Nawet nie chce mi się tego komentować.

    Nie zgodzę się jednak z Tobą w kwestii ludzi pracujących w agencjach. Nie jest winą programisty, że ktoś inny chce mu dać “więcej” za “to samo”. Jeśli nie masz wpływu na “więcej” zadbaj, żeby kto inny nie mógł mu dać “tego samego”. I nie myślę tu o paragrafach w umowie, tylko o unikalnych cechach agencji jakie możesz mu na co dzień zaoferować.

    Zawsze kiedy ludzie od nas odchodzili szukaliśmy problemu w zarządzaniu, a nie w osobach które zazwyczaj podejmowały racjonalne ze swojego punktu widzenia decyzje!

    Kolego, najprościej jest sobie po prostu ponarzekać!

    Na koniec dodam, że aktualnie pracują u nas ludzie z Maxa, Interii, Ericpolu i kilku znaczących agencji reklamowych… pewnie wszyscy sie teraz zastanawiają, czy aby na pewno pracują w “agencji interaktywnej” ;)

  41. Artur Kurasinski:

    @ Tomasz Michalik – roznimy sie optyka – ja twierdze, ze moźe być lepiej są głosy, że nie jest tak źle. Ja z natury jestem pesymista i lubie koloryzowac i to niektorzy biora za krytkanctwo i robienie sobie jaj z innych. Boze bron – nie chce ewangelizowac ludzi z branzy ale pokazac, ze jest jeszcze wiele do zrobienia i nie ma powodow do gremialnego samozadowolenia.

    Nie miałem zamiaru robić manifestu i wskazywać dróg uzdrowienia bo szczerze powiedziawszy branza interaktywna malo mnie juz interesuje. Bawie sie teraz innymi zabawkami, mam inne zrodla przychodow.

    Wsadzilem kij w mrowisko “branzy” z wyrachowania zeby moj glos byl uslyszany wlasnie wsrod jej czlonkow a nie klientow.

  42. Xyster:

    Artur: @ Xyster – jestes moim ulubiencem – nic nie wnoszisz do dyskusji, ale zaznaczasz swoja obecnosc. jak mucha albo krowia kupa :)

    Krowia kupa na łące art-directorskiej ignorancji :).

  43. Einer:

    i wyszla wielka pyskowka, nikt sie nawet do bledow nie przyznal, nikt sie nie pochwalil “dlaczego moja agencja jest rewelacyjna”, nikt nie podal przykladu na to, ze jest profesjonalista. smutna branza.

  44. Nie-prezes:

    Artur, sad but true.
    Można by pewnie napisać taki sam tekst całkowicie pozytywny i prawda była by gdzieś pośrodku, choć z przewagą na ciemną stronę mocy :-)

    Do normalności jeszcze długa droga.

  45. A to nieprawda:

    Uważam że wpis jest mocno przejaskrawiony i nie porusza bardzo istotnej rzeczy. Ważną (jeśli nie najważniejszą) przyczyną niskiej jakości produkcji nie jest brak konkurencji czy niewiedza klienta.
    Tą przyczyną jest korupcja. Tyle na temat.

  46. Thom:

    Świetny artykuł. Przejaskrawiony nieco, ale dobrze ujmuje specyfikę tej branży. Co do programistów – lojalność polega także na socjalce. Dać programiście karnet na siłownię/basen co by kości rozruszał, wygnać ich sprzed monitorów na tor kartingowy raz w miesiącu, nie drażnić czasem podkarmić – nie uciekną. W końcu to są ludzie posiadający wiedzę i tajniki działania internetu, talent do pisania programów czyli urzeczywistniania tego, co nagadał klientowi handlowiec tudzież co wymyślił analityk (UML to fajne narzędzie – warto z niego czasem korzystać). Z tym że – właśnie – sposób prowadzenia projektów przypomina pracę pana Miecia w warsztacie stolarskim w Pcimciu Dolnym a nie warsztat pracy zawodowej grupy. Na koniec niestety pokutujące zatrudnianie “na umowę o dzieło”. Dlatego freelancerzy są tak drodzy a programiści tak nielojalni. Na urlop pojechać nie mogą (łatwiej się zwolnić), “zwolnienie lekarskie” zastąp proszę “a co mnie to obchodzi, jutro ma być projekt”, nikt z nich na poważnie nie myśli co zrobi za tych 30 – 40 lat – jak dożyje w ogóle do emerytury.

    Niska jakość wynika ze źle dokumentowanych projektów, pisania a raczej sklecania w pośpiechu i przez to wysokich kosztów realizacji, puszczania handlowca do klienta samego – bez wsparcia speca od technologii, oraz uporczywego zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę.

    Gratulacje za artykuł ! :)

  47. Dawid S.:

    “gromkie HA HA HA HA HA. Az tyle mielismy tych sukcesow? Bo sobie przyopominam jeden – PDK i Maxa Webera (Matej – szacunek po raz wtory!).”

    Artur, przecież sukcesy międzynarodowe to nie tylko międzynarodowe nagrody.

    To że OS3 wygrali globalnie Tissot to nie sukces międzynarodowy?

    To że Hypermedia obsługuje globalnie Minoltę to nie sukces międzynarodowy? Tak samo jak ich włączenie do grupy Isobar?

    To że polskie agencje (a nawet freelancerzy) wygrywają FWA to nie sukces międzynarodowy?

    To, że o polskich agencjach pisze wydawnictwo Taschen w swoich albumach i potem trafia to na cały świat to nie sukces międzynarodowy?

    To, że Hypermedia i Opcom obsługują szereg marek P&G (Always, Pampers, Tampax itd) na wszystkich rynkach Europy śr-wschodniej i Bliskim Wschodzie to nie sukces międzynarodowy?

    Będzie ich dużo, dużo więcej – jestem o tym przekonany. A z czasem zaczniemy wygrywać GRUBE NAGRODY – kiedy pojawią się Klienci z budżetami pozwalającymi na GRUBE realizacje. (North Kingdom ma nie tylko zajebiste pomysły ale też budżety Vodafone więc mogą sobie pozwolić na spektakularne sajty i kampanie.) Mając taką kasę można się skupić na jednym projekcie, wynająć zajebistą ekipę filmową, studio od efektów, dopieszczać projekt w nieskończoność – i wtedy są nagrody !

    Trochę cierpliwości, ciężkiej pracy – i pojawią się nagrody na skalę międzynarodową. Po co to narzekanie, odbijanie piłeczki na siłę i krytykowanie całej branży ?!?!

  48. Artur Kurasinski:

    @ Dawid S.

    Zdobycie klienta sukcesesm miedzynarodowym? Okej, mozna tak to ujac. Pytanie co sie z tym klientem robi (wygrywa nagrody?).

    Dla mnie definicja sukcesu i walki o rynki to rowniez przejecie klienta ale generalnie jednak nagroda branzowa jakos mnie bardziej przekonuje. A z tymi jest gorzej niestety.

    Co do budzetow – mylisz sie. Budzety sa. Tyle, ze nie dla polskich agencji bo nasz rynek jest postrzegany przez centrale firm zachodnich jako tani i nikt nie wylozy 1 mln$ na realizacja kreacji. To nie jest nawet juz sprawa poziomu kreacji tylko decyzji ze strony klienta.

  49. Dawid Szczepaniak:

    Artur,

    a dlaczego zdobycie międzynarodowego Klienta nie ma być sukcesem? Takie przetargi wygrywa się tak ot sobie? Przecież każda z polskich agencji pracujących dla międzynarodowych Klientów musiała przygotować pomysł, strategię i udowodnić, że potrafi to zrobić – to są profesjonalne działy marketingu, które bardzo dobrze potrafią ocenić, czy dana agencja da radę z projektem! Tu już nie wystarczy “handlowiec” (nienawidzę tego określenia) z dobrą ściemą.

    Co więcej, każda z tych agencji konkurowała z innymi zachodnimi agencjami, które też znają się na rzeczy i też zaproponowały profesjonalne rozwiązania.

    Co do nagród – problemem z większością z nich jest fakt, że bardzo często są przyznawane za swego rodzaju spektakularność projektu a nie za jego rzeczywiste przełożenie na cele biznesowe. Fajnie wyjść na podium i odebrać statuetkę, ale jeśli mam wybierać – zdecydowanie wolę zadowolenie Klienta z wymiernych rezultatów i kolejny projekt (czytaj kolejny budżet). Oczywiście najlepiej byłoby osiągnąć i to i to.

    Będę MOCNO bronił tezy, że mamy w Polsce kilka już bardzo silnych agencji, a także kilka z niesamowitym potencjałem, które prędzej czy później zaistnieją szerzej na arenie międzynarodowej – także za sprawą zdobytych nagród.

    Co do budżetów – wierzę, że zachodnie centrale będą przyznawać nam swoje budżety coraz częściej i częściej. W moim odczuciu to tylko kwestia czasu – musimy po prostu głębiej “wgryźć się” w sieci brand managerów, dyrektorów ds marketingu i innych osób decyzyjnych. Musimy być częściej polecani przez polskich brand managerów międzynarodowych koncernów ich zachodnim kolegom po fachu.

  50. Paweł Piotrzkowski:

    Nie jest hipokryzja jechanie po agencjach i oskarzanie ich o to, ze pracuja z freelancerami, kiedy na glownej stronie wlasnego BUTIKU (nie agencji, ale butiku kreatywnego jak to nazywasz) chwalisz sie gra dla Nescafe zrobiona przez freelancerow?

  51. Artur Kurasinski:

    @ Piotr Piorzykowski – nie zrozumiales wiele z tego co napisalem. Nie oskarzam agencji o prace z freelancerami tylko o to, ze dzieki takim “oszczednosciom” finalowo nie maja oni zespolu, ani wiedzy ani portfolio wew. swojej firmy. Moja firemka bazuje na podwykonawcach obecnie i nie widze powodow zeby sie tego wypierac. Zaznaczam to jednak w kontaktach z klientem.

  52. Paweł Piotrzkowski:

    A masz jakies przyklady takich firm? Bo Twoje wywody dotycza jednoczesnie najwiekszych polskich agencji (ktore wg mojej wiedzy wszystkie maja swoje zespoly grafikow/programistow + freelancerow co jak dla mnie zupelnie nie jest niczym zlym, bo niby dlaczego ma byc?) oraz malych firemek. Moim zdaniem to dwa rozne swiaty.

    Uogolniasz wszystko i wrzucasz wszystkich do jednego worka, a to przeciez nie tak dziala.

    “A oferta gdzie zaplanowanie reklamy i zaoferowanie zakupu mediów? A gdzie usługi pozycjonowania? A może wykorzystanie nowych form i kanalów reklamy telefony, telewizja internetowa, społeczności?”

    Nie wyobrazam sobie mowiac szczerze, zeby te najwieksze agencje oferowaly swoim najwiekszym klientom takie uslugi. Po pierwsze dlatego, ze tacy klienci (Coca-cola, Nokia, Nike, wszystkie globalne marki) maja osobne firmy od tego, zeby sie zajmowac zakupem mediow i to umowy globalne nie do przeskoczenia. Pozycjonowanie? Ze niby taka coca-cola potrzebuje pozycjonowania, linkow sponsorowanych? Np pod haslem “napoj gazowany”?? Podnioslbys pewnie burze, ze dzial sprzedazy w tych agencjach wyludza pieniadze od klientow.

    Podsumowujac. Uwazam, ze wiekszosc tego co napisales jest wyssane z palca i ma niewiele wspolnego z rzeczywistoscia.

  53. Artur Kurasinski:

    @ Pawel Piotrzykowski – wiem czego oczekujesz ale niestety nie jestem osoba, ktora publicznie kladzie glowe pod topor i naraza sie na procesy za naruszenie dobr osobistych.

    Czy mieszam male agencje z duzymi? Nie do konca, ale wypunktowane przeze mnie negatywne elementy wystepuja i w malych i w duzych firmach.
    Nie ma wyjatku chodz duzym niektore zagrania nie przystaja do wizerunku i opinii.

    Co do oferowania nowych uslug – masz swietny przyklad z promocja w Second Life. Z polskich chocby PLAY (brawo dla FFCreation). Mozna? Mozna. Nie myl zakupu mediow z ich wykorzystaniem i pomyslami na realizacje. A tak dla Twojej informacji – media kupuj sie lokalnie. Cocca Cola Polska kupuje reklame przez i za pomoca polskich agencji i domow mediowych.

    Czy Coca Cola potrzebuje pozycjonowania? Nie. Ale Powerade juz tak. I Nestea. I Burn. I Kropla Beskidu…i wiele innych produktow.

    Podsumowujac – argumentujesz malo trafnie i w dodatku mylisz pojecia,

  54. Paweł Piotrzkowski:

    Starcom jest polska firma? Ciekawe spostrzezenia.

    EOT dla mnie.

  55. krzysiek a:

    Tekst Artura faktycznie jest mocno kontrowersyjny i przejaskrawiony, ale także skłania do zastanowienia się nad paroma kwestiami. Czy faktycznie programiści są najmniej lojalnymi pracownikami, i co sprawia, że zmieniają prace? Kasa, nowe wyzwania, rozwój, atmosfera, ciekawość?

    Między innymi na te pytania będziemy się starać odpowiedzieć podczas poniedziałkowego Grill IT w Krakowie. W ramach przygotowań do dyskusji czeka mnie jeszcze szczera rozmowa z programistami w Opcomie:)

    Wszystkich zainteresowanych zapraszam do udziału w Grill IT. Wstęp bezpłatny, jednak ilość miejsc ograniczona.

  56. Mikołaj:

    Arturze, tekst mocny, choć miejscami pewnie przejaskrawiony. Oburzonych chciałbym jednak trochę uciszyć — to nadal jest spora część naszej rzeczywistości.

    Znajoma firma poskarżyła mi się na jedną z, ponoć modnych, agencji interaktywnych. Prośba o aktualizację danych na stronie (zmiana jakiegoś numeru identyfikacyjnego) jest realizowana właściwie błyskawicznie, bo już po 2 tygodniach. Prośba o dodanie jakiegoś banalnego ficzera (licznik odsłon czy równie skomplikowana pierdoła) została zrealizowana w równie szybkim tempie — 3 miesiące po zgłoszeniu. Przykładów mógłbym jeszcze podawać sporo, bo owa agencja wiele takich “kfiatkuf” naprodukowała, ale szkoda czasu…

    O handlowcach, którzy na każde zapytanie klienta odpowiadają “oczywiście, nie ma problemu”, po czym idą do “technicznych” i pytają “czy to da się zrobić” też pisać nie ma sensu. Najgorsze jest to, że klienci nie chcą tracić czasu na edukację i idą do takich “fachowców” z nadzieją otrzymania profesjonalnego produktu. W paru znanych mi przypadkach wynik pracy agencji można byłoby śmiało podciągnąć pod wyłudzenie.

    PS. Nie podoba mi się ten mój imiennik…

  57. Dalej:

    To rzeczywiście zabawne zjawisko że coraz częściej mniejsze agencje stają się bardziej wiarygodnymi partnerami dla klientów i dla podwykonawców..

  58. Boczo:

    Małe agencje przejmują klientów dużych agencji bo do tej pory małe agencje były podwykonawcami dużych. Usamodzielniły się.

    I teraz duże agencje, które nie budowały zespołu tylko opierały się na podwykonawcach, mają problem ze znalezieniem freelancerów, pracowników którzy mogliby zrobić szybką aktualizację, bo ci są zajęci własnymi sprawami (np. zapewnieniem bezproblemowej i szybkiej obsługi swoim klientom)

    Tak pokręcony ten mój wywód.. operacje na stringach to nie jest moja mocna strona : P

  59. pats:

    Witam,

    Panie Arturze, czytając Pana wypowiedzi mam wrażenie, że ktoś gdzieś Pana już do dłuższego czasu “podgryza” a Pan musi wyładować gdzieś swoją energię :)

    Tak czy owak, prowokacja na granicy dobrego smaku. Widać u Pana niestety elementarne braki wiedzy o kształtowaniu się rynków zbytu. Branża interaktywna jak i sam rynek świadczonych usług jest jeszcze młody, więc wszystkie anomalia o których Pan mówi są naturalne dla rynków gdzie średnia wieku firm to 5-7 lat i mniej. Za pare lat rynek będzie miał zupełnie inne oblicze, zarówno Klienci jaki agencje muszą dorostać wraz z rynkiem. Każdy nowy dzień to nowe wyzwania i nowe doświadczenie.

    Dodatkowo poruszona kwestia nagród, jak już Pan tak się wypowiada na temat doświadczeń innych agencji, subiektywnie je oceniając to może Pan opowie coś o swoich sukcesach, bo narazie to nic nie zauważyłem.

    Pozdrawiam,
    patS

    P.S. Czy Pana nazwisko dobrze mi się kojarzy z agencją/firmą mediavision?

  60. Artur Kurasinski:

    @ Pats – argument o braku mojej wiedzy dot. ryku interaktywnego jakos nie nie za bardzo przekonuje – prosze o dowody gdzie sie myle, co napisalem blednie. Nie znajac Ciebie napisze, ze masz bardzo male doswiadczenie na rynku i delikatnie mowiac pitolisz – jak Ty taki argument obronisz? He?

    5-7 lat? Eeee…zobacz kiedy powstalo k2, 3 dart, amg net? Jakie 5-7 lat?
    Oj cos widac nawet nie uzywaz dobrze sieci do zglebiania informacji nt. branzy.

    Moje sukcesy – oczywiscie nic nie osiagnalem, jestem nikim, sfrusrtowanym swirem. Podrawiam i polecam szerse wykorzytsanie np. google. czasem pomaga w sledzeniu tego co sie dzieje na swiecie i w branzy :)

  61. pats:

    Czytanie tekstu ze zrozumieniem Panie Arturze,

    1. Nigdzie nie napisałem, że brakuje Panu wiedzy na temat rynku agencji interkatywnych. Wypowiadałem się na temat kształtowania się rynków zbytu jako takich, odnosząc się jednocześnie do branży interaktywnej – różnica jest kolosalna.

    2. Mówiłem o średniej wieku firm – 5-7 lat. Powtórzę jeszcze raz – średnia. Przytoczone przykłady k2 czy artegence – to dinozaury, co nie oznacza, że są słabi, a wręcz odwrotnie, są obecnie najlepsi, a za nimi nie ma długo długo nic. Amgnet to nie agencja interaktywna.

    Pozdrawiam,
    patS

  62. Artur Kurasinski:

    @ Pats -
    1. “Tak czy owak, prowokacja na granicy dobrego smaku. Widać u Pana niestety elementarne braki wiedzy o kształtowaniu się rynków zbytu.”

    rozumiem, ze to nie odnosi sie w takim razie do rynkow zbytu dzialki interaktywnej?

    2. AMG net byla i jest agencja interaktywna. Teraz tez jest poniewaz realizuje projekty webowe nawet zwiazane tylko z projektowaniem i wdrazaniem serwisow www. Oficjalnie sa integratorem, ale nie oficjalnie realizuja normalne projekty www.

  63. patS:

    1. Być może się nie zrozumieliśmy, mówię o zasadzie kształtowania się rynków zbytu wszelakich. Odniosłem się do rynku agencji interaktywnych, gdyż etapy są takie same.

    2. Zawsze mi się wydawało, że agencje interaktywne zajmują się czymś więcej niż projektowaniem serwisów www. Amgnet znam lepiej od strony rozwiązań intranetowych. Fakt, faktem serwisów też pare stworzyli, w tym świetny brebank.pl – chylę czoła.

    Reasumując, Panie Arturze, w części Pana stwierdzeń się zgadzam, aczkolwiek uważam, że zbyt mocno Pan “tupnął” :)
    Przykładowo programiści – w prawie każdym przypadku z jakim się spotkałem pracę chcieliby mieć i kreatywną i w normowanych godzinach/bez nadgodzin i dobrze płatną. Ja osobiście z czymś takim się nie spotkałem. Widziałem dwa z trzech wyżej wymienionych warunków spełnione w różnej kolejności, ale wszystkie naraz nigdy, może widziałem zbyt mało :)

    Tak czy owak, cieszę się jednak z jednej rzeczy – są ludzie chętni do pracy nad jakością tego rynku co mu dobrze wróży. Więc, życzę Panu sukcesów i jak będę miał okazję z pewnością się przyłącze.

    Pozdrawiam,
    życząc udanego weekandu,
    patS

  64. stefan:

    Jezeli chodzi o programistów: dopoki nie bedziecie placic jak firmy branzowe zajmujace sie developmentem to zapomnijcie o malej rotacji. Sorry no bonus, wspomniales o tym, ze jadra dalej sie nie kompiluja same. Owszem, ale portfel jakby ciezszy.

  65. mała/średnia agencja z Ww-y:

    Prawie w 100% zgadzam się z tym artykułem….

    W Polsce tak naprawdę jest kilka agencji interaktywnych z działami takimi jak np. architektura informacji… Najgorsze jest to, że Account traktowany jest jako HANDLOWIEC!!!! A od niego zależy tak naprawdę większość sukcesu agencji…bo jeżeli tak agencja nie ma art directora, tylko dział accouncki, graficzny+programistów to często programiści i graficy mają w nosie koncepcję – oni chcą już gotowych rozwiązań od działu sprzedaży, który ma na głowie przygotowanie odpowiedniej koncepcji, dlatego czapki z głów dla agencji, w których są od tego osobni ludzie… Inni od strategii, inni od architektury informacji i usability itp…

    a rotacja? To jest największy problem tej branży – pracownicy migrują z jednej do drugiej firmy/agencji/domu mediowego. Moim zdaniem agencje poprostu będą się naturalnie specjalizowały

    a) od SEM i SEO (Cube Group?)
    b) video i multimedia (OS3?)
    c) portale społecznościowe, super hiper usability – MRM/K2/Artegence?
    d) od SPRZEDAŻY w sieci….czyli od marketing bezpośredniego [e-mail marketing, zbieranie bazy, nastawienie na ROI] ……. no właśnie? Kto?
    e) agencje od koordynacji wszystkiego…czyli accounci z naprawdę dużą wiedzą, potrafiący doradzić klientowi i zoptymalizować jego budżet dzięki czemu mogą w stanie kupować wiele rzeczy na zewnątrz i klient o tym wie… Bo wszyscy wiemy, że klienci wolą mieć wszystkie kompetencje w jednej agencji “od Internetu” a nie kilku.

    Jest jeszce jedna nisza niedoceniania przez wiele agencji, a przynosząca poprostu krocie! Nie napiszę jednak o niej bo przestanie być niszą….

    Swoją drogą….standardowe “trzaskanie” stron WWW jest po prostu udręką i w naszej agencji odchodzimy już od tego…czas szukać inne źródła przychodu. Nie dość, że ustalenie trwa bardzo dużo czasu, zajmuje accounta, dziesiątki spotkań, brainstormingów…następnie przedłużający się czas akceptacji grafiki, liczne poprawki, czas oddania przedłuża się – a jednocześnie CZAS ZAPŁATY FAKTURY. Paradoksem są sytuacje, w których agencja ma 3 projekty za 60-70 tysięcy, ale przez 4 miesiące nic nie zarabia, bo accounci są zajęci, programiści są zajęci, graficy są zajęci.

    WIecie co jest najdziwniejsze? Że b.dobre agencje zdobywające nagrody maja zbliżone przychody/udział w rynku co agencje, w których pracują świeżacy ale mają dobrych klientów, których każda “ekipa” dziedziczy…

    Swoją drogą jeszcze trochę minie lat, aż ten rynek usatbilizuje się bo nie oszukujmy się – sam znam przypadki, w których wartość projektu była 3x zawyżana na piękne oczy, czarowanie techniczne, bełkot marketingowy, na którym klient się poprostu NIE ZNA. Interactive Comunication Manager to cały czas rzadkość…Wiem, że napewno Maspex posiada takie stanowisko – kto jeszcze…? CIężko powiedzieć:)

  66. Marek Małachowski:

    Mysle, ze rynek podzieli sie standardowo, na cztery grupy agencji.

    Te najwieksze, ktore beda realizowaly najwieksze budzety i to z reguly koncernow miedzynarodowych. Sukces tych firm to spotkania, PR oraz jak najwieksze znajomosci.

    Te male, ktore beda skupione wokol pewnych osob, specjalistow branzowych. Beda to dynamiczne zespoly kilkuosobowe, ktore zadania beda realizowaly szybciej i lepiej od duzych agencji i przez to beda czesto ich partnerami.

    Te srednie, ktore beda probowaly wszystkiego po troche i albo dostana kiedys “kontrakt zycia”, albo podziela sie na przyklad na mniejsze.

    Te mikro, ktore juz dzisiaj realizuje najwiecej stron w Polsce. Dzialaja na rynku, gdzie strona kosztuje 3-6tys. To one edukuja wiekszosc malych firm odnosnie bytu internetowego.

    I wlasnie ten dzial “mikro” jest niedoceniany. Z tgo co czytalem, w Polsce mamy zarejestrowanych 700tys domen. A ile firm ? Ponad 3.5mln… Kiedys zapewne kazda z nich bedzie miala strone www i to dzieki setkom mikro agencjom, a nie tym najwiekszym.

  67. Casiel:

    będąc chomikiem napchanym marchewką staram się zachować powagę, ale nie mogę… :c)))
    kilku adwersarzy zarzuca P. Arturowi, że Jego wypowiedź jest już passe, że “tak drzewiej bywało” i podając przykład kilku firm (w trzydziesto paro milionowym kraju) zarzucają autorowi brak obiektywizmu… wolne żarty, Panowie – zejdźcie z piedestałów :c)) dzięki mnie i mnie podobnym macie za co spłacać swoje kredyty zaciągnięte w “stolycy” :P
    bić się w piersi i do roboty!

  68. john:

    I+enjoy+your+site+very+much%21+THANK+YOU.

  69. VoitsCist:

    Hi

    As newly registered user i only want to say hi to everyone else who uses this board B-)

  70. trauptpighere:

    Our site the most qualitative source of the information on the mortgage, insurance of the mortgage,
    tax deductions, stages of registration of the mortgage.
    We are glad to you to present the fullest information on these themes.
    Welcome to our site.

Zostaw coś po sobie