Szukaj
Zamknij

Aula 6 – podsumowanie

amnesty international

Zakatarzony i ledwo widzacy na oczy spoznilem sie na Aule numero 6 za co przepraszam wszystkich a szczegolnie Krzyska, ktorego mialem odciazyc w tygodniu przed Najwiekszym Wydarzeniem w Zyciu Kazdego Mezczyzny (czytaj: slub)…

Kiedy wpadlem juz i zajalem wolne miejsce Robert Drózd pogrozil mi palcem (okazalo sie, ze zajalem jego siedzisko) wyglaszajac swoja pogawendke na temat Google’owatosci wszelkich narzedzi do zliczania odslo, statytyk i ich przydatnosci. Zaciekawil mnie, ze dzieki darmowym narzedziom naprawde mozemy badac bardzo duzo elementow zachowac uzytkownikow swojego serwisu wlacznie z platnosciami za uslugi. Robert przekonyal, zeby male firmy nie baly sie „Wielkiego Gie” poniewaz ta firma wie o nas wystarczajaco duzo juz teraz :)

Kolejna osoba byl Mateusz Romanowski prezentujacy nowy serwis MojDoradca.pl czyli kolejny projekt po ZadajPytanie.pl zwiazany ze sfera obslugi zapytan eksperckich. Sadzac po komentarzach przed Matueszuem i jego ekipa jeszcze troche pracy – nie rozwiazane zostaly kwestie reklamacji, trafnosci odpowiedzi przez eksperta (jak i kto ma ustalic czy odpowiedz jest optymalna?). W sumie jak zwykle – diabel tkwi w szczegolach i jesli zalodze MojDoradca uda sie opracowac rozwiazania – na pewno serwis bedzie popularny i przynoszacy zysk.

Po Mateuszu pojawil sie Kamil Dmowski z Heureki prezentujacy bardzo ciekawy case dotyczacy zorganizowania kampanii spolecznej dla Amnesty International. Bardzo ciekawa prezentacja + opowiesci o jej tworzeniu i przeprowadzeniu sadzac po koncowym aplauzie spodobaly sie nie tylko mnie. Czasami warto sie oderwac od bardzo materialnych i technologicznych przykladow – w koncu nie sama technika i Internetem czlowiek zyje.

Na koniec troche zakulisowych plotek: chcialbym puscic lekkiego trailera a nowo developowanym serwisie / usludze tworzonej przez Wojtka Chojnackiego (tworcy Spinacza). Wroc. To znaczy chcialem tylko powiedziec, ze Wojtek pracuje nad czyms nowym w mojej opinii dosc rewelacyjnym pomysl na serwisie. O szczegolach pewnie dowiemy sie niebawem od samego autora :)

Druga sprawa – powstal pomysl zrobienia czegos na ksztalt fundacji majacej na celu promocje nowych inicjatyw technologicznych tworzonych przez mlodych / gniewnych i z zerowym stanem konta. Fundacja oferowalalby wsparcie prawne, technologiczne (serwery, lacza itd.), finansowe (lokal, niezbednych pracownikow w modelu outsourcingu). Cel – wylowic z rynku takie pomysly, ktore umieraja zazwyczaj za wczesnie bo wlascicielowi nie starcza czasu i zapalu na dobrniecie o etapu kiedy moze pokazac cos gotowego.

Fundacja zbieralaby pomysly, oceniala i glosowala nad lista szczesliwcow. Wylonionych dumnych i bladych tworcow zapraszaloby sie na 2-3 miesiace w jakies miejsce i z pomoca innych firm i specjalistow pomagaloby sie w procesie developingu (chodzi o stworzenie dzialajacej bety czy prototypu a nie o robienie calosci).

Po tym okresie odbywalaby sie runda ” beaty contest” (jak to okreslil Krzysiek Kowalczyk) dla VC i inewstorow i seed funds (za oplata rzecz jasna).

Dlaczego tak? Przeciez to w sumie powtarzania dzialan VC? Niby tak, niby nie – VC i seeds w Polsce wykazuja znikome zainteresowanie malymi, bardzo wczesnymi projektami z roznym przyczyn (moje ulubione – brak znajomosci tematu pomine). Podanie na tacy projektow i osob pomogloby a) VC (bo maja za friko research i odsianie) b) tworcy (sa szkoleni, wspomagani a na koniec wystawiani pod oglad potencjalnych inewstorow).

Trwaly dyskusje czy taka inicjatywa jest potrzebna wogole (moze wlasnie samoistny odsiew ma na celu wylonienie firm, ktore potrafia sie same sprzedac?) i czy nie lepiej zrezygnowac ze szczytnych celow pro publico bono i ubrac calosc inijcatywy w biznesowy garnitur i stworzyc normalna dzialalnosc na bazie procesu „pre pre seed”. Sam nie wiem i poddaje pod dyskusje calosc pomyslu – piszcie, komentujcie.

UPADTE:

Bardzo podobna (poza wartswa „non profit” pewnie) inicjatywa pojawila sie w Anglii Seedcamp

  • croock

    Pomysł na fundację naprawdę świetny. Wielokrotnie na grupach dyskusyjnych i blogach padają negatywne komentarze o tym, że w Polsce nie powstają żadne kreatywne e-biznesy, a wyłącznie klony. Tym, co między innymi decyduje o hegemonii USA w innowacjach „ebiz” to min. wsparcie oferowane biznesom na wczesnych stadiach. rozwoju. Tego u Nas zdecydowanie brakuje.
    Taka fundacja mogłaby działać na zasadzie samofinansowania, czyli: wyszedł mi biznes, znalazłem inwestora-inwestor płaci fundacji za wsparcie biznesu na wczesnym stadium. Nie wyszedł, ja nie płacę nic. To zapewniłoby ciągły rozwój przedsięwzięcia i wsparcie dla kolejnych przedsięwzięć.

  • Ciekawe jest to wczoraj podczas naszych rozmów okazało się, że kilkanaście innych osób myślało już o czymś w rodzaju takiej fundacji. Świadczy to tylko o tym, że jest wyczuwalna naprawdę duża potrzeba na pomoc przy wczesnym etapie tworzenia projektu.
    A co wyboru miedzy fundacją a firmą – ta decyzja wpływa na poziom zaufania jakim będzie obdarzony ten twór. Ile uda się zdobyć rzeczy za darmo i jak łatwo będzie można uzyskać pieniądze na początek. Nie ma co sie oszukiwać, bez kasy na działalność nie ma szans :)

  • To, co na spotkaniu pojawilo się w postaci pomysłu, my wdrażamy już od kilku tygodni. Nie na zasadzie fundacji bo to stwarza niepotrzebne problemy związane z jej finansowaniem ale jako dodatkową gałąź działalnosci jednej ze spółek. Nie jest to kopia Y Combinatora (lub jego europejskich odpowiednikow Yeurope czy seedcamp) ale program ściślej dostosowany do polskich realiow. Moim zdaniem w Polsce nie jest bowiem potrzebny rozdmuchany konkurs w stylu polsatowego Idola ale wiedza biznesowa i zaplecze, ktore wyciagnie ciekawe inicjatywy z etapu „wymyslilem cos fajnego” na etap „robimy cos dobrego”. W skrócie: ‚zrobilem’ zamiast ‚wymyslilem’ i ‚cos dobrego’ zamiast ‚cos fajnego’. Musze niestety przyznac, ze wiekszosc projektow odpada po pytaniu „jak Twój pomysł ma na siebie zarabiać?”. Nie znaczy to jednak, że nie trzeba próbować. Z własnego doświadczenia /to my zgłaszamy się z propozycją współpracy, a nie oczekujemy na zgłoszenia poprzez stronę, ktorej zreszta nie mamy i miec nie chcemy/ mogę powiedzieć, że jak dotychczas tylko 3 pomysły wyszły poza etap wymiany kilku maili. Mam nadzieje, ze pierwsze wymierne efekty będą widoczne pod koniec roku.

  • Artur Kurasinski

    @ Rafal – Fajnie :) Rozumiem zatem, ze raczej pomoc Wam nie jest potrzebna bo realizujecie to pod katem czystego binzesu? :)

  • pomocy raczej nie potrzebujemy – sami staramy sie byc pomocą dla innych :)
    odnosze wrazenie, ze traktujesz „czysty biznes” jako cos zlego, a przeciez startupy nie sa tworzone dla idei tylko – badzmy tu szczerzy – dla pieniedzy. nie ma nic zlego w zarabianiu, to motor napedowy postepu.

    „If your cool new thing doesn’t generate enough money to cover costs and make a profit, it isn’t innovation. It’s art.” – Steve Jobs.

  • Artur Kurasinski

    @ Rafał – Mam zle doswiadzczenia z inwestorami i VC ktorzy patrza na pomysl w perspektywie finansowej (i dobrze, nic w tym zlego) ale nie potrafia wyjsc poza ramy „inwestycja-zwrot” co prowadzi czesto do odrzucania pomyslow, ktore potrzebuja malego wsparcia na poczatku zeby sami uzytkownicy mieli mozliwosc oceny.

    Innymi slowy – zgodzilismy sie (osoby z Auli), ze idea wsparcia dla malych i raczkujacych podmiotow na poziomie sprzetu i coachingu to jest to. Czy zrobic z tego maszynke do zarabiania kasy czy tez zadowolic sie odkryciem i wypromowaniem ciekawego polskiego start-up’u – toczylismy dyskusje.

    Dlatego sprowadzenie takiego pomyslu do poziomu czysty biznes uniemozliwi Ci patrzenie na pomysly w pelnym spektrum. Ja chce zrobic cos, co pomoze i wypromuje (Idol nie jest dobrym przykladem bo tam sciaga sie dosc kontrowersyjne osoby i kaze niekiedy popelniac medialne samobojstwo na oczach i ku uciesze gawiedzi). Perspektywa zarobienia odcina pewien ech „romantyzm” i skazuje od razu na szukanie kasy.

    Wsparcie finansowe obecnie jest paradoksalnie prosta sprawa – nie mowie nawet o kasie z UE, ktora tez jest do wziecia w duzych ilosciach. Problem polega na samym pomysle jak to wszystko ma wygladac – konkures pieknosci, oboz przetrwania, cos w stylu Idola?:)

    Pytalem sie czy nie potrzebujecie pomocy zupelnie bezinteresowanie – skoro dzialacie, macie wizje (chcecie zarabiac, okej) to moze wykorzystac potencjal wspolnie i zrobic cos razem – ja deklaruje sie moge wejsc w to z czystej ciekawosci i non profit.

  • riposta

    Artur, wszyscy wiemy ze specjalnie Ci nic nie wyszlo. Czy ta fundacja to Twoj kolejny startup?

  • Artur Kurasinski

    @ riposta – ze smutkiem donosze, ze to nie byla celna riposta – informacja nie aktualna juz. „A jak wszyscy wiemy” brzmi niezle – to juz klan zalozyles?

  • Arturze Drogi, czemu tak trudno ci uwierzyc, ze naprawde wiem co robie? Przeciez to jasne, ze istota tego rodzaju wsparcia polega na dostrzezeniu tego, czego nie widza wieksi. Wchodzi sie na etapie pomyslu gdzie ryzyko jest najwieksze i trzeba wlozyc wiele wlasnej pracy zeby przygotowac projekt do „normalnego” finansowania (wtedy, kiedy ci wieksi juz go zauwaza). Poza tym nigdzie nie napisalem, ze wspracie finansowe jest tu istotne. Projekt dostanie tylko tyle pieniedzy ile pozwoli jego tworcy na niechalturzenie na boku przez kilka miesiecy developmentu i ani grosza wiecej. Za to dostanie nieograniczone zaplecze techniczne, know-how, biezacy nadzor nad rozwojem projektu i kontakty w branzy.

    Myslenie w kategoriach biznesowych jest konieczne, zeby dany startup nie okazal sie dmuchanym balonikiem. Biznes nieodlacznie zwiazany jest z przychodami, kosztami i zyskami. NGO nigdy nie bedzie mialo takiej determinacji w dazeniu do sukcesu komercyjnego, a przeciez o to chodzi w efekcie koncowym. Nie sadze, ze same checi i ciekawosc potrafia zdzialac tyle samo determinacja i wyczucie rynku.

    PS. Porownanie do Idola nie ja wymyslilem: http://www.msnbc.msn.com/id/18628572/site/newsweek/

  • Anonim

    @ Rafal – ale ja wcale Ci nie inputuje, ze nie wiesz co robisz – po prostu roznimy sie podejsciem :) Zycze powodzenia i czekam na pierwsze projekty z Waszej stajni.

  • @ ragni

    Biznes nieodlacznie zwiazany jest z przychodami, kosztami i zyskami. NGO nigdy nie bedzie mialo takiej determinacji w dazeniu do sukcesu komercyjnego, a przeciez o to chodzi w efekcie koncowym. Nie sadze, ze same checi i ciekawosc potrafia zdzialac tyle samo determinacja i wyczucie rynku.

    patrz: Wikipedia vs. np. Enc. Brittanica.

    Dj Spooky: „własność prywatna brzmi strasznie dwudziestowiecznie”

  • ragni podoba mi się Twoje podejście do tematu :)

    od siebie mogę dodać, że nie jest łatwo rozmawiać z pomysłodawcami, serwisów. próbowaliśmy nawiązać współpracę (kupić, wspólne udziały, itp itd) i ciężko jest od ludzi uzyskać informacje potrzebne do realnego oszacowania kosztów inwestycji. jeśli dochodzi się do rozmów o pieniądzach to z reguły pada kwota, za którą ktoś chce w całości sprzedać serwis. wszytsko byłoby fajnie gdyby nie to, że kwoty są odrealnione. inny problem jaki zauważyłem to brak komunikacji w rozmowach, jeśli nawet nasze rozwiązania nie do końca mogą się podobać (nie bronię tego ludziom) wypadałoby oznajmić to np w mailu (podziękować i zamknąć rozmowę) a ludzie tego nie potrafią.

    zauważyłem, ze generlanie ludzie wolą model kasa na stół i w nogi :) mało jest osób, które po dopuszczeniu kogoś do udziałów są w stanie pracować z myślą, że za 2, 3, 5 lat mogą mieć znacznie więcej i w trakcie nie muszą się martwić, ze infrastruktura nie wydoli lub zabraknie np, pieniędzy na opłacenie rachunków.

    zatem ragni trzymam kciuki za plony, które mam nadzieję niedługo zobaczą światło dzienne :)

  • @ Markos – hmm Ty wspominasz o dzialajacych juz firmach a ja o pomyslach, ktore sa na etapie rozwazania przez ich potencjalnych tworcow.

    Rozumiem i w pelni rozumiem, ze jesli na pocztku ktos przyjdzie i powie „chce zaryzykowac – daje 20 tys. zrob to o czym mi powiedziales” to jest zupelnie inna sytucja kiedy serwis istnieje, sa uzytkownicy ale brakuje np. reklamy czy pomyslow na sprzedaz. Wtedy taki tworca mysli sobie, ze tanio sie nie sprzeda (na pewno tak tanio jak na poczatku).

    Podejscie do partnera, etyka i etykieta w biznesie – no coz a skad Ci mlodzi ludzie maja to wiedziec, znac, stosowac? W szkole tego nie ucza, biznes poznaje sie zazwyczaj dzialajac w nim po prostu. Brakuje podstaw.

    Dlatego myslalem, ze fundacja oprocz wylawiania talentow powinna zajmowac sie silnie edukcja – tworzenie biznes planow, planowanie biznesu, negocjace. Czyli wyjscie poza standardowe „masz pomysl – my mamy kase, zrobmy cos razem” bo to rola VC i podobnych pomiotow.

    Zdaje sobie sprawe, ze moja wizja jest odlegla od tego o czym wspomnial Rafal – ja nie chce zarabiac kasy na pomyslach, ale wytworzyc srodowisko i wyszkolic ludzi, ktorzy takie pomysly moga generowac. Czy to bedzie fundacja, klasyczy NGOs innego – nie wiem.

  • @ Artur – może się zapędziłem, fakt wspomniałem o już istniejących projektach, ale nie o firmach :) U nas nawet ludzie dorośli, którzy teoretycznie pracują zawodowo nie koniecznie biznesowo potrafią rozwiązać proste równanie.

  • Alek, Wikipedia to nie jest *biznes*, to jest piekny przyklad na to, ze czyn spoleczny czasem potrafi konkurowac z biznesem. Az tyle i tylko tyle. Polecam przy okazji case Kurnika – swietny przyklad na to, ze projekty niekomercyjne i komercyjnie moga na rynku bez problemu koegzystowac.

    Markus, nas rowniez interesuja nie tylko czyste pomysly ale takze gotowe strony, ktorym brak wlasnie pomyslu. Naszym zadaniem bedzie wtedy cos w rodzaju reengineeringu tego co zastaniemy, juz w kategoriach biznesu, a nie tylko „zabawy w internet”.

    Na koniec dobra wiadomosc dla Artura – to nie tak, ze fundacje jest beee. Moze jeszcze w tym roku uda nam sie uruchomic cos w rodzaju „Barcamp na co dzien”. Wynajmiemy dodatkowe biuro gdzie kazdy, za darmo i bez zobowiazan, bedzie mogl przyjsc i popracowac nad swoim projektem. Zapewniamy biurko, szybkie lacze oraz puby, basen, kino i dobre obiady w promieniu 200m od biura :). Do tego dorazna pomoc i mozliwosc wspolpracy z osobami technicznymi na co dzien pracujacymi w naszych firmach. Sa chetni?

  • Artur Kurasinski

    @ Rafal – Z Kurnikiem to nie do konca jest tak jak mowisz – Kurnik zyje dzieki przytuleniu sie do o2 ale z tego co wiem to nie zarabia nawet na siebie. Moze to plotka ale slyszalem ja z ust osoby z o2.

    Co do „basecamp’a na codzien” – swietny pomysl. Jesli faktycznie bedzie mozliwosc uzyskania pomocy rzetelnego, wiarygodnego informatyka to z checia sam wrzuce ktorys ze swoich pomyslow do waszego wora.

  • Do Wikipedii też się dorzucają duże firmy, taki Yahoo albo Google na przyklad – ale zgoda, o2 robi to zdecydowanie mniej charytatywnie ;)

    My nie zamierzamy zbierac cudzych pomyslow do wora aby sie nimi potem zajac tylko ew. wspierac ich autorow w ciezkiej drodze do sukcesu – to spora roznica :)

  • mf

    Małe sprostowanie nieprawdziwych plotek:

    o2 może przytulało kurnik kilka lat temu – obecnie między nami ma miejsce współpraca, która nie jest charytatywna.

    Inne polskie portale przebijają się ciągle w ofertach, żeby ta współpraca miała miejsce z nimi (*), a nie z o2, więc ciężko, żeby kurnik nie zarabiał na siebie w takiej sytuacji.

    (*) bo poprawienie sobie ogólnych statystyk o ok. 10 mln. godzin spędzanych miesięcznie przez użytkowników nie chodzi drogą – taka gazeta.pl ma np. 6 mln. godz, a grono 4 mln.

  • Artur Kurasinski

    @ Marek Futrega – …czyli informacja była prawdziwa ale jakis czas temu.
    Dziekuje za sprostowanie.

  • Pingback: Blog.Mediafun.pl » Blog Archive » Pracująco()

  • Pingback: Wiadomości » Blog Archive » Pracująco()

  • Pingback: Web 2.0 » Blog Archive » Barcamp Poznań()

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę