Szukaj
Zamknij

Rolling Poland

the rolling stones - dinozaury rock & roll'a!

Gdyby nie radio TokFM i Pani Edyta Błaszczak (pozdrawiam!) nigdy na koncert dziadków rock & rolla bym się nie udał. Wstyd się przyznac, ale oprocz paru imprezowych hitów po prostu kapela pana Jaggera nigdy nie była moim ulubionym zespolem…

I nie chodzi tu o proste podzialy pokoleniowe – po prostu Stonesi w ilosci zgromadzonych plyt w mojej biblioteczce ustepowali Floydom, Zeppelinom czy Beatlesom. Nie mam wyrobionego smaku ani gustu (w erze 60GB przestrzeni na dysku odwtarzacza mp3 pytanie „czego sluchasz” brzmi rownie glupio jak ponadczasowe i metafizyczne „..jak żyć?”) nie uwazam sie za speca od rock & rolla i nigdy tez nie zdolalem zmusic sie do przesluchania w calosci najwiekszych plyt RS. Pewnie zbladzilem okrutnie albo w poprzednim wcieleniu musialem byc czlonkiem rodziny min. Giertycha, ze los pokaral mnie takim malo wysublimowanym smakiem muzycznym.

Na koncert poszedlem z ciekawosci – podobno mial przycmic dotychczasowe wystepy (zeby wspomniec tylko ostatnie koncerty zorganizowane na Służewcu – Stinga czy Georga Michaela) a dodatkowo magia zespolu, ktory koncertuje w Polsce tak rzadko (gwizdnelismy ekipe Micka obywatelom Ukrainy – RS nie wystapil tam ze wzgledu na sytuacje polityczna).

Srednio mnie obchodzil rowniez podtekst wystepu RS – media na wyscigi wyciagaly opowiesci o bohaterskich staczach w kolejce na koncert w Kongresowej, zjadaniu kwiatkow (i wypluwaniu ich), zdziwieniu i zgorszeniu ówczesnych władz zachowaniem (ruchami frykcyjnymi imitujacymi taniec) Mr.Jaggera na scenie. 40 lat temu w Kongresowej wybrancy zobaczyli kawalek normalnego swiata – to straszne w jakim zascianku zyc musielismy, ze opowiesc o jednym koncercie przetrwala pokolenia i do dzis pewnie niektorzy katecheci straszna nia dzieci na zakrystii.

I pomyslec, ze musialo minac tylko 40 lat zeby zespol Lordi wygral Eurowizje w 2006 roku. I gdzie tu gremialne opuszczanie trybun na znak protestu? Jak widac nasze gusta szybko sie dostosowuja. Moze za szybko?

Udajac sie na koncert oczekiwalem tlumow paralizujacych okolice toru Służew – tak tez sie stalo. Profesjonalizm ochroniarzy pozwolil mi przedostac sie w ciagu 15 min od bramy przez trzy ‚check pointy” w miejsce na ktore wskazywal moj bilet. Przyznam sie, ze po raz pierwszy w zyciu stalem tak blisko sceny – zazwyczaj im wieksza gwiazda tym wieksza przestrzen oddzielajaca scene od tlumu. Kiedy na scenie zamiast RS pojawil sie niezle napruty mlody fan i ochroniarze pojawili sie po dluzszej chwili zrozumialem jak wazna jest profesjonalna ochrona. Powtorze – profesjonalna.

Mlody czlowiek bez wiekszego problemu zdolal wdrapac sie na scene z puszka w reku i zanim rzucili sie panowie z polskiej firmy ochroniarskiej minelo troche czasu – rechot oraz aplauz publiki byl podobno wiekszy niz na koncercie Tamary Okupnik.

Sam koncert rozpoczal sie baaardzo glosnym popisem fajerwerkow i animacji wyswietlanej na ogromnym telebimie:

Potem szybko, bardzo rytmicznie Mick & spółka wbiegli na scene i wprowadzili nas w takty hitu „Start Me Up” (pamietacie, ze ten kawalek promowal Windows 95? ):

..i juz wiedzialem, ze nie dosc, ze koncert bedzie udany to cholera moze nawet przebije ten, ktory stawiam jako wzor – koncert na Służewcu U2 z trasy „Popmart” z 1997. Niemniej jednak Jagger przebija wszystkich ogladanych przeze mnie frontmanów na zywo – ten facet poruszajcy sie tak w swoim wieku (64 lat) po prostu zaprzecza prawom biologii! Radze min. Relidze przeprowadzic serie badan medyczynych na Sir Jaggera – byc moze dzieki temu udaloby sie znalezc cudowne lekarstwo dla polskiej sluzby zdrowia..

Innym fenomenem jest postac gitarzysty (filmowego ojca Kpt. Sparrow’a) Keitha Richardsa. Jego wyglad (chyba zapomnial, ze zszedl z planu zdjeciowego „Piratow z Karaibow”), pozy a co naj naj najgorsze – papieros w ustach (bosze! czyli sa jeszcze normalni muzycy, ktorzy nie daja sie presji ‚zdrowej’ opinii publicznej) dobitnie wskazywal, ze ten Pan ma „rockendrolla” we krwi.

Jego solowka gitarowa (byla rowniez wokalna, ale ta pominmy szybciutko) kilka razy wzbudzala aplauz i grad braw:

Pojawily sie „Paint It Black”, „Honky Tonky”, „Jumpin’ Jack Flash”, „Midnight Rambler”, „Get Off My Cloud”, „Brown Sugar” zeby wyliczyc niektore utwory. Publika reagowala zywiolowo niezaleznie od kawalka – nic dziwnego bo chyba wiekszosc osob po prostu dobrze znala repertuar Stone’sow – srednia wieku byla zdecydowanie powyzej 35-go roku zycia. W polowie show ci, ktorzy kupili tansze bilety zostali uszczesliwieni wizyta Micka i kolegow – za pomoca specalnej rampy RS doslownie wjechali w tlum i nagle znalezli sie posrodku calego zgromadzonego tlumu. Na filmiku udalo mi sie uchwycic moment powrotu na glowna scene:

Warto zwrocic uwage, ze Mick podszedl bardzo profesjonalnie do koncertu – pare razy ku wielkiej radosci publiki niczym Papiez B16 wyrectowal serie dzwiekow, ktora ulozyla sie w polsko brzmiace slowa. Mily gest i w sumie pokazujacy, ze takie wydarzenia nie sa tylko jakims tak odbebnieniem swojej roboty na scenie tylko wlozeniem w to kawalka serca. Mozliwe tez, ze jest to perfidnie zaplanowana robota agencji PR i wychwalajac pod niebiosa Jaggera robie z siebie idiote. Pozwolicie, ze pozostane wiec przy pierwszej wesji.

Jak widzicie post ten ilustrowany jest filmami, ktore sam nakrecilem. Z tego co widzialem oprocz mnie robila to kilka tysiecy innych osob. Nie wiem czy nadal istnieje zakaz wnoszenia i nagrywania podczas koncertow ale jesli tak jest to wielka szkoda. Ja na miejscu organizatorow poprosilbym o przeslanie filmow i na koniec zrobilbym konkurs w ulozenie z nich jednego wielkiego teledysku do wybranego utworu.

Pomyslcie – zdjecie z roznych krajow z roznych katow nagrywane w roznych porach – tego zadna telewizja by nie mogla zrobic. Kultura remixability i co-creation w najlepszym wydaniu!

W podobna rzecz (na mniejsza skale i przygotowana zawczasu) pod nazwa „the bourne ulimatum -trailer mashup maker” mozna sie bawic tu w oczekiwaniu na kinowa premiere kolejnego odcinka zmagan „prawie nic nie pamietajacego” Bourne’a.

Naprawde dziwie sie, ze zadna z firm (Nokia, Samsung) nie wpadla na pomysl reklamowania (np. poprzez wypozyczanie sluchawek przy wejsciu na koncert) swoich produktow, ktore maja juz bardzo dobre osiagi (2-3 mega matryce to juz standard w telefonach).

Innym pomyslem jest stworzenie jednego serwisu, ktory by grupowal i zarzadzal zdjeciami i filmami z tych samych imprez – co prawda mozna to zrobic w YouTub;ie juz teraz poprzez stworzenie wlasnej zakladki ale nie do konca efekt bedzie taki o jakim mowie.

A wszystko to po to aby za pare lat siedzac z gromadka wnukow glupio sie nie usmiechac kiedy wnuki zapytaja sie czy dziadek byl jednak na takim a takim koncercie bo w sieci nie ma jego zapisu z dziadka neuro aparatu wbudowanego w soczewke.

Sam koncert zmusil mnie do dwoch rzeczy – przerzucenia na iPoda plyt Stonesow i obietnicy zabrania ich ze soba na wakacje oraz do mocnego postanowienia, ze nie bede opuszczal koncertow tego typu – nawet jesli nie do konca jest to moja bajka obcowanie z artystami tej klasy w jakis sposob jest cholernie podniosle. Nie pojechalem na RHCP nie pojechalem na Beastie Boys nie wybralem sie na Pearl Jam chodz na te wszystkie koncerty planowalem sie wybrac. Zobaczylem dziadkow w akcji i szczerze powiedziawszy gdzies tam zakrecila mi sie lezka w oku – byc moze juz nigdy wiecej The Rolling Stones w takim skladzie w Polsce nie zagraja.

Warto bylo zobaczyc ich na zywo.

Na koniec ostatni filmik – swiezo po zakonczeniu koncertu ludzie zaczeli sie kierowac do wyjscia przy dzwiekach „Exodus” Bob’a Marley’a. Jakze pieknie dobrany kawalek do okolicznosci:

PS. A tak dla Gazeta.pl show komentowali ludzie po zakończeniu koncertu. Które słowo powtarza się najbardziej?:)

UPADTE: chyba skontaktuje sie z Panem Robertem Sankowskim i poprosze go o odpalenie czesci wierszowki za ten artykul…

UPADATE 2: A jednak wykrakałem – Stonesi przebakuja cos o zakonczeniu kariery…Wiecej tutaj.

  • Piotr Kardasz

    bylem, widzialem i mimo, ze tez nie mam plakatu micka na scianie, to jest to kawal roboty na tak kosmicznym poziomie profesjonalizmu, ze az milo sie.. otrzec.

    dla spostrzegawczych nerd`ow :) filmu ani fotki nie mam, ale ekipa ktora kontorolowala ten wozek co wyjechal na srodek, dwoch z nich na koszulkach mialo logo apple :)

  • Znam cały repertuar Stonesów na pamięć, nie ma dnia, żebym nie przesłuchał sobie *w ciszy i skupieniu* albo przeciwnie – *we wrzasku i ekstazie* (ale na pewno nie podczas pisania pracy domowej ^^) – jakiegoś kawałka. Magiczny zespół.

    Autorowi bloga polecam kupno albo chociaż pobranie (wszakże Stonesi pieniędzy mają już wybitnie dość :D) płyty „Live Licks” – jest to koncert z 2002 roku, Stonesi byli tam we wspaniałej formie! Dwie płyty CD serwują, na pierwszej, największe hity, a na drugiej niesamowite rarytasy (w tym m. in. „Everybody Needs Somebody To Love”!).

    Na koncercie oczywiście byłem, wspomnienia: http://i.jogger.pl/2007/07/26/koncert-the-rolling-stones-w-warszawie-relacja-zdjecia-filmy/

    Pozdrawiam ;)

  • No, ja niestety mam zupełnie inne wrażenia.

    Uważam, że koncert był muzycznie słaby. Grali krótko, Jagger mylił tekst i co chwilę robił zbyt długie przerwy, niby po to, żeby zmienić ciuszki, ale chyba nie wytrzymywał kondycyjnie i starał się ukryć sapanie, Richards wywoływał największy aplauz publiczności, ale prawie słaniał się na nogach (co chwilę klękał jakby nie miał sił by ustać te półtorej godziny). Można czepiać się tego, że sporą część kawałków stanowiły te bardziej bluesowe, ale mnie to akurat odpowiadało, a co więcej uważam, że cover Jamesa Browna wypadł najlepiej ze wszystkich wczorajszych utworów. „Paint it black” z czysto stonesowskich utworów wyszło zdecydowanie najlepiej, ale to w ogóle jest świetny kawałek.

    Na pewno rozczarowało mnie zagrane na bis (tylko jeden!) „(I can’t get no) Satisfaction” – wypadło blado, w zasadzie bez polotu, energii…

    Osobną sprawą jest publiczność… Vip na swoich siedzących miejscach prawie w ogóle się nie bawiły, a i publiczność pod sceną (może poza absolutnie pierwszymi rzędami) nie do końca wczuła się w atmosferę koncertu. Zupełnie inaczej to wyglądało w Chorzowie, ale wtedy i Stonesi byli w innej formie, i publiczność bawiła się fenomenalnie (i machała ubraniami naśladując koncert w Kongresowej, i odstawiała chóralne śpiewy wielokrotnie wstrzymując ich na scenie).

    Generalnie jestem rozczarowany, chociaż nie żałuję że tam byłem

  • Ja też byłem i nie żałuję.

    A odczucia? Mogę się podpisać pod komentarzem Maćka Majewskiego – muzycznie tak sobie, oprawa bardzo fajna (scena jadąca w publiczność – pierwsza klasa!), Jagger mówiący po polsku prześmieszny.

    Zabrakło mi co najmniej 5-6 utworów, sam koncert dość monotonny. Ale jak można żałować, skoro to są Stonsi?

  • Z pomysłem nakręcenia koncertu kilkunastoma/kilkudziesięcioma kamerami i zmontowanie z tego filmu nie jesteś pierwszy ;) Za wielką wodą już to zrobili.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę