Szukaj
Zamknij

Porno 3D

naga 3D angelina jolie beowulf

Powiem szczerze – wybrałem się osobiście do Imaksa na „Beowulfa” aby przekonać się o tym, czy w tym filmie faktycznie są sceny z nagą Angeliną Jolie. Potwierdzam – są. Problem mam tylko z określeniem czy piękna Angelina występuje w filmie czy raczej widziałem jej perfekcyjną kopię 3D…

To mój trzeci kontakt z Imaksem – pierwszy raz obejrzałem bodajże „Stację kosmicznę” z ciekawości jak wygląda obraz 3D na dużym ekranie.Podobało się ale bez rewelacji. „Bewoulf” został już chyba w czasie przygotowania scenariusza pomyślany jako film do Imaksa bo jest w nim wiele scen świetnie wykorzystujących środowisko 3D. Film może się podobać – dobry scenariusz (Zemeckis i Neil Gaiman), zapierające dech w piersiach sceny batalistyczne no i cudne rendery postaci aktorów. Chociaż do końca nie wiem jak oni to robili – brali człowieka bach bach motion capture i na żywego aktora nakładali maskę 3D? Tak podobno robiony był „Polar Express” po którym to filmie R.Zemeckis zdecydował się zrobić obraz bardziej dla dorosłych widzów.

No i powstał film, który ma szansę stać się kamienie milowym dla całej branży rozrywkowej. W „Beowulfie” jest kilka scen które redefiniują pojęcie „aktor”. Bo skoro zamiast aktora albo po części żywego człowieka zastępuje CGI to chyba już nie możemy mówić o „graniu czy „występowaniu” w filmie. Nie wiem w jakiej części sceny z nagą (całkowicie!) Angeliny Jolie były zrobione za pomocą renderingu – w każdym razie fun jaki mieli spece od CG musiał być ogromny. Musieli przecież obejrzeć dużo zdjęć (umówmy się – pewnie aktów) i filmów aby wiernie odtworzyć poruszanie się modelu 3D, mimikę twarzy i gesty. W Imaksie widać każdy por ciała, pieprzyk i…caaałą resztę. Ja sam bym dopłacił tylko żeby takie zlecenie dostać!

Graficy musieli dodać włoski wszędzie tam gdzie one występują więc długo zapewne obracali (dosłownie i w przenośni) model postaci pani Jolie. Jeśli „Final Fantasy” był świetnym przykładem na to, że można zrobić dobry film w technice 3D to „Beowulf” pokazał, że komputerowi aktorzy mogą grać. I to jak. W filmie mamy wiele scen bliskich najazdów na twarzy postaci – widać grymasy, świetnie zgrane są ruchy warg z wypowiadanymi słowami. Nie bano się bliskich ekspozycji do tej pory trudnych do komputerowej obróbki elementów – włosów czy skóry. Zresztą postać herosa Beowulfa też w kilku momentach jest nagusieńka jak ją hmmm..grafik stworzył. A do tego walczy, lata po stołach i suficie wymachując hmmm… mieczem.

Dobra, dobra – naga Angelina Jolie, big deal. Czym tu się podniecać (jest czym!!)? Wystarczy przeczesać Internet albo kupić parę pism dla panów i na pewno znajdziemy tam jej zdjęcia. To fakt. Ale poziom techniki w „Beowulfie” daje praktycznie możliwość zrobienia filmu bez pani Jolie. Idąc dalej można pomyśleć o tworzeniu filmów z np. nie żyjącymi aktorami albo kreować nowych. Jasne – to już było i nazywa się idoru ktoś powie. Pomysły na granie wirtualnych aktorów – masowo pojawiały się w literaturze SF. Okej – ale to co widzimy na ekranie to już rzeczywistość. Tu i teraz.

Slyszeliście o serwisie „Mr.Skin„? To strona na której znajdziecie kawałki filmów z rozbieranymi scenami aktorów i innych ludzi znanych z tego, że są znani. Po zapłaceniu możecie do woli patrzeć na „celebrity nude scenes„. Nawet w opcji „free tour” wita nas goła Angelina. Problem jaki mają twórcy Mr.Skin jest taki, że zawiera sceny z wyprodukowanych filmów. Ktoś musi nakręcić film żeby oni mogli wyciąć z niego interesującą scenę. A co może się stać za parę lat?

Za parę lat „Mr.Skin” nie będzie istniał. Wyobraźmy sobie, że technika pójdzie do przodu jeszcze bardziej. W Chinach będą powstawały rocznie setki pirackich filmów porno z udziałem wszystkich gwiazd. Pamela Anderson będzie figlowała z Księżną Dianą. Twórcy gier komputerowych będą udostępniali wersje alternatywne – zagraj w „Tomb Raidera” (i znowu Angelina…) postacię Kasi Cichopek. Pojawi się cała nowa gałąź porno biznesu – fake’owe produkcje z wykorzystaniem postaci celebrytów. Foremniak nie chce się rozebrać? Dawać mi jej model 3D! Steczkowska nie wystąpi za taką gażę? To wystąpi jej wirtualna postać za mniejszą kasę. I w dodatku będzie szybciej bo Pani Steczkowska ma inne obowiązki a model 3D limitowany jest tylko wielkością i szybkością softu renderującego.

Pojawi się problem z prawami autorskimi do swojego ciała. Na pewno prawnicy będą dodawać nowy paragraf do umów zawierający klauzulę zabraniająca wykorzystania twarzy, rąk, dłoni czy co tam będziemy chcieli zastrzec. Co się stanie z aktorami i celebrytami nie żyjącymi? Kto ma prawa na przykład do twarzy Napeleona? Francuzi? Ludzkość? A kto zrobi copyright na biust naszej kochanej Dorotki „Dody” Rabczewskiej? Chirurg plastyk? Widziecie ile problemów się pojawi.

Ktoś może się zapytać – a dlaczego ta nowa, wspaniała technika nie zostanie wykorzystana do nakręcenia np. Biblii? Odpowiedzią niech będzie wierszyk śp. Stanisława Lema ze wspaniałego „Kongresu futurologicznego”. Lem jako realista wierzył w postęp ale wierzył też, że wynika on w większości z chęci zaspokojenia naszych chuci i żądz. Smutne, ale prawdziwe i pod tym się i ja podpisuje.

„Tylko głupiec i kanalia lekceważy genitalia
Bo najbardziej dzisiaj modne
reklamować części rodne”

  • Podgladacz :)

    Ale poważnie to musze powiedzieć, że jakkolwiek technika ta wykorzystuje jednak aktorów i nakłada na ich ciała „siatkę” do dalszego przetworzenia to to co napisałes o „grze” aktorów którzy dawno nie żyją – rozbudziło moją wyobraźnię bo w gruncie rzeczy – przyzałożeniu pewnej niedoskonałości graficznej, czemu nie? To byłoby doprawdy coś niesamowitego.

    Pozdrowienia.

  • Każdy por ciała widać mówisz? Zbieram się od dłuższego czasu do tego żeby bliżej przyjżeć się „ajmaksowi”, ale jakos wiecznie czasu brak. A swoim postem całkowicie mnie przekonałeś do tego że czas znaleźć trzeba.

  • @ Bartek Juszczyk – prawda? Wyobrazasz sobie Oscara w kategorii „najlepsze zakonczenie alternatywne klasycznego filmu”? Albo ktos nakreca nowa wersje „Casablanki” z Bogartem? Albo Marlon Brando gra w jednym filmie obok Pacino? :)

  • @ Greensky – nie chce aby ktos uznal, ze ten wpis sponsoruje Imax :) Nie wiem czy wybralbym sie na inny film ale „Beowulfa” polecam goraco. Pamietam, ze „Harry Potter” i „Matriks” tez mial wersje „imaksowa” – ciekaw jestem wrazen.

    Generalnie – nie wierze w re mastering starych filmow i wrzucanie ich do Imaksa – nie tedy droga. Film zeby robil wrazenie musi byc krecony od poczatku z mysla o wyswietlanie w takim kinie.

  • Jak czytam „celebryta” to mi sie nóż w kieszeni otwiera na takich makdonaldytów językowych! Bufonada, kabotyństwo i pretensjonalne makaronizmy. Czyżbyś się naczytał za dużo komentarzy w Onecie? Sory, ale słoma Ci z bloga wystaje.

  • „Tom Sieron:
    November 26th, 2007 at 2:49 am

    Jak czytam “celebryta” to mi sie nóż w kieszeni otwiera na takich makdonaldytów językowych! Bufonada, kabotyństwo i pretensjonalne makaronizmy. Czyżbyś się naczytał za dużo komentarzy w Onecie? Sory, ale słoma Ci z bloga wystaje”

    Człowieku, celebryta to termin ukuty przez tygodnik Polityka jako reakcja na obecność anglojęzycznego terminu celebrity w języku polskim. Owszem, mamy termin „gwiazda”, ale nie odzwierciedla ono konotacji słowa celebrity. Dzisiejsze gwiazdy nie są gwiazdami w starym stylu, robiącymi karierę dzięki talentom. I termin celebrity czy celebryta odzwierciedla zmianę i kreowanie kategorii ludzi znanych z tego, że są znani, obecni w tabloidach.Słowo celebryta dla mnie odzwierciedla dystans i ironię wobec tego zjawiska.

    Dość ostro piszesz o tej „słomie”. Źle to świadczy o Tobie przede wszystkim. To Ty jawisz mi się teraz jako bufon.

    A kto użył słowa „makdonaldytów”????????? I jak już piszesz „sory” to sie zdecyduj czy piszesz z angielska przez dwa R, czy pilnujesz tak puryzmu językowego i piszesz przepraszam.

  • Makdonaldyte wymyslilem sam, piszac posta, czlowieku. Ostro pisze bo mnie trafia, jak ludzie ktorych normalnie czytuje z przyjemnoscia, ni stąd ni zowąd mnie atakują jezykiem tabloidowym zupelnie bez ostrzezenia.

  • Artur Kurasinski

    @ Tom Siemion – no coz, wyprzedzila mnie Julievna wiec w sumie musze powtorzyc – termin „celebyrta” zostal wymyslony i uzyte nie przeze mnie pierwszego. Uwazam, ze jest trafny i dobrze oddaje sens angielskiego slowa „celebrity”.

    Co do inwektyw – hmmmm… napisales cos o poziomie dyskusji ala Onetu. Przeczytaj raz jeszcze co napisales i zastanow sie czy aby Ty sam nie zachowujesz sie jak rozkapryszone dziecko neostrady.

  • Istnieje spory problem z prawami autorskimi.

    Jestem pewny że podpisano umowy z aktorami którzy uczyli wizerunku do tego filmu. I z pewnością słono wycenili swój wizerunek (może nie tyle co za rolę ale dużo). Za wizerunek się płaci i jest to normalne.

    Problem się pojawi jeśli ktoś zrobi Angeline trochę inną ale jednak podobną. Powiedzmy że przemieści 60% poligonów z jakich składa się jej twarz. Przemieści nieznaczni ale zauważalnie. Twarz będzie podobna ale nie identyczna.
    Będą prawa autorskie czy nie? Częściowe?
    Pytałem prawnika: Jeśli wzorowałem się na jakimś wizerunku i go przerobiłem to muszę zapłacić właścicielowi przerobionego wizerunku (jest to traktowane jak dzieło). Ba właściciel może nie wyrazić zgody na przerobienie wizerunku.

    A co jeśli nie powiem że się wzorowałem na czyimś wizerunku? Ze z głowy (sic!) wymyśliłem twarz i sylwetkę? No cóż – na to prawo nie daje odpowiedzi.

  • Słowa „celebryta” używa m.in. Wiesław Godzic w książce „Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów”. Mam niejasne wrażenie, że to ciut większy autorytet, niż imć Tom Sieron…

  • „Makdonaldyte wymyslilem sam, piszac posta, czlowieku. Ostro pisze bo mnie trafia, jak ludzie ktorych normalnie czytuje z przyjemnoscia, ni stąd ni zowąd mnie atakują jezykiem tabloidowym zupelnie bez ostrzezenia.”

    Język tabloidowy? Chyba się zagalopowałeś. Sądzę że „Fakt” nigdy by nie użył słowa celebryta. To jest słowo ukute przez osoby zajmujące się analizą kultury i ogólnie funkcjonuje w sferze krytyki i dyskusji a nie na poziomie rzeczywistej popkultury. Taka Doda w życiu by o sobie nie powiedziała, że jest celebrytką – to słowo zawiera dawkę ironii i dystansu.

    A co do ostrzegania o języku. Rozumiem, że oczekujesz od Artura, że będzie pisał wielkimi literami: „Uwaga Tom, teraz użyję kulturoznawczego neologizmu którego nie rozumiesz”???

  • Jako, że z branżą grafiki 3d miałem do czynienia to demitologizuję fantazje na temat „wielkiego fun’u”. Jest to mordercza praca, a model przed renderingiem wygląda niezbyt atrakcyjnie (najczęściej jest szary i pokryty siatką isoparmów więc co to za atrakcja. Żadnych „włosków” modeler też nie widzi, a co najwyżej „splajny”, którym daleko do bujnego ufutrzenia Angeliny. Tyle z drugiej strony barykady ;-)

  • To, że i coś zostało napisane w jakiej tam Polityce czy innym Newsweeku wcale nie oznacza, że od razu to jest dobre. Szczególnie mając na uwadze fakt, że słowo „celebryta” brzmi jak źle odmieniona nazwa nowego pierwiastka chemicznego.

  • Artur Kurasinski

    @ Pani Hadzia – dla mnie akurat Przekroj i Polityka sa dobrym wektorem odniesienia. Newseek moze faktycznie juz nie.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę