Szukaj
Zamknij

25 lat Applemanii – czy już dość?

Na pewno zastanawiacie się czasem jak to kiedyś wyglądał Steve Jobs zanim nie stał się głową kościoła Białych Przedmiotów Z Plastiku. Otóż Steve miał bujną czuprynę i charyzmę wystarczającą do tego aby zrobić show w oparciu o wsadzanie dyskietki do komputera…

25 lat temu 24 stycznia 1984 Steve Jobs po raz pierwszy zaprezentował siebie i (przy okazji) swoje „dziecko” czyli skrzynkę z kablami będącą komputerem nazwanym jakże by inaczej – Macintosh. Jak można zobaczyć na filmie Steve na początku uważał, że muszka i garniak dodadzą mu powagi – widać po zarobieniu kilkuset milionów $ dla Apple zmienił zdanie i zdecydował się występować w dżinsach i swetrze.

Co by nie mówić – jeśli Jobs nie wróci z urlopu zdrowotnego to świat straci świetnego prezentera. Po odejściu Gates’a ze stanowiska prezesa Małomiękiego w światku IT zaczyna brakować wyrazistych i oryginalnych postaci. Zanim następcy obrosną w piórka i będą mogli ściągać na siebie uwagę milionów użytkowników i giełdowych graczy minie sporo czasu. A może właśnie na naszych oczach kończy się era prezesów firm ala „rock star”? Coś się kończy coś się zaczyna jak zwykł mawiać pewien Wiedźmin…

Do kompletu – reklamówka Apple z tego samego roku mająca nieść „przekaz” i „filozofię” nadgryzionego Jabłuszka. Otóż wszyscy wokół są źli i tylko pani z młotem może wybawić nas wszystkich z rąk Wielkiego Brata (już wtedy przewidywał, że Bill przejdzie na Złą Stronę Mocy?). Dziś ta reklamówka może śmieszyć, ale pamiętajcie o magicznej dacie. Jednym słowem – Apple miał się za zbawiciela użytkowników komputerów. Co z tego wyszło? Na pewno kupa kasy dla Jobsa i Apple. A dla nas? Hmmm….

A jakie są Wasze pierwsze wspomnienia dotyczące komputerów? Śniliście po nocach o Atari czy już graliście na ZX Spectrum? Zazdrościliście posiadaczom Commodore? Podzielcie się z wujkiem Arturem swoimi wspomnieniami :)

  • Artur, nie wiem czy wiesz, ale 10 dni przed premierą Macintosha urodziła się Gosia Andrzejewicz:P To był dopiero szok:P

    Nie miałem przyjemności obcować z klasycznym Makiem, dlatego ściągnąłem sobie jego emulator. Uwierzycie, że system mieści się na 1 dyskietce 3,5 cala? Win7 żąda u mnie prawie 8 GB! Poza wielkością prawie nic się nie zmieniło;)

  • Artur Kurasinski

    @ Paweł „FrostBite” Iwaniuk – o, nawet udało nam się tak samo pokazać wideo w notkach :))) Telepatia :)))

  • Artur Kurasinski

    Ja przyznam się, że edukację z dziedziny komputerów osobistych zaczynałem od ZX Spectrum na którym po prostu grałem :) Na Atari próbowałem sił z BASIC;em co sprowadziło się do napisania takiego „programu”:

    10 PRINT „HELLO!”
    20 GOTO 10

    Potem byl Amstrad i stacja dyskietek a na końcu pierwszy PC i Doom! :))

  • RomeoAD

    Ja w Turbo Basicu XL napisałem grę w statki, ale awaria magnetofonu zniweczyła moje dzieło. Jeśli zaś chodzi o kupę kasy i naśmiewanie się ze starych reklam – ci ludzie: Jobs, Gates mieli wizję jak wykorzystać swoją pasję wraz z umiejętnościami w biznesie. Skoro udało im się na tym zarobić i nadal mają się nieźle, to chyba dobrze, prawda?

    W sumie to całkiem niezły sposób na życie, robić to co się lubi i nieźle z tego żyć.

  • Artur Kurasinski

    @ RomeoAD: nie naśmiewam się (no dobrze, trochę :). Bardziej chodziło mi o pokazanie jak zaczynał Jobs co wtedy było „imperium zła” (IBM!) i do czego dążyli wizjonerzy tamtych czasów (komputer w każdym domu).

  • nrafal

    W 84 nie było mnie jeszcze na świecie;) mój pierwszy komputer to była dużo później Amiga 500 i gry na dyskietkach… I Workbench, który mnie nudził i nie wiedziałem do czego służy:) ale jak byłem mały, to miałem książkę o komputerach PC, a także Apple i Atari z dołączona dyskietka 5″25… Ech, to były czasy;)

  • Odejściu Jobsa czy Gatesa nie ma co się dziwić, panowie mają jednak już swoje lata i sporo kasy. Robienie dalszej to może być co najwyżej hobby, bo wiele w ich życiu to nie zmieni. Zresztą przypuszczam, że i oni mają chęć, by trochę pożyć.

    Wyznawcom Jobsa jego odejście pewnie nie mieści się w głowie i jest czymś w rodzaju ogólnoświatowego kataklizmu z dodatkiem tragedii osobistej. Tymczasem normalni użytkownicy produktów Apple mają to w dość głębokim poważaniu. Ot, menago przychodzi, menago odchodzi, grunt żeby wsparcie dla sprzętu było.

    Co do wspomnień… młodzież, chciałoby się powiedzieć ;o)

    Zaczynałem od Atari 130XE, kto pamięta sto kilkadziesiąt czy ponad dwieście obrotów w magnetofonie, ten wie, co to znaczyło.
    Commodore 64, którego magnetofon był w porównaniu do Atari demonem prędkości i te trzydzieści parę obrotów można było w razie czego odżałować. Na C64 były pierwsze wprawki w BASIC-u, m.in. ze ściągami z Bajtka. Niewiele z tego pamiętam, ale wtedy było to coś w rodzaju magii ;o)
    Pod koniec lat 80-tych miałem zajęcia z informatyki z nieśmiertelnym ZX Spectrum, jeszcze w wersji z gumowymi klawiszami. W tym samym okresie równie nieśmiertelny Świat Młodych publikował przegląd mikrokomputerów. Owszem, droga Młodzieży, tak to się wówczas nazywało.
    Na tych samych zajęciach siadałem czasem do jakiegoś klona ZX Spectrum, którego do dziś nie jestem w stanie namierzyć. Obudowę miał trochę podobną do C64 — wielka biała mydelniczka z szarymi (?) klawiszami. Jednak to nie klon robił największe wrażenie, ale Commodore 128 z dwoma stacjami 5,25″. Uch, to była maszyna…
    Potem standard — Amiga 500 i przesiadka na pecety — najpierw DOS, potem Windowsy. W międzyczasie krótkie eksperymenty z BeOS, który systemem był bardzo przyjemnym, aż żal że dziś praktycznie nieistniejącym.

    PS. Co do systemów na jednej dyskietce — bardzo dawno temu QNX też był pokazywany na jednej dyskietce. Spróbowałem: działał. Musiało to być w czasach przedinternetowych lub modemowych, bo połączenie z Siecią z nieznanych mi dziś powodów nie wyszło.

  • Artur Kurasiński

    Acha – czy ktoś nagrywał programy z radia na kasetę z Harcerskiej Rozgłośni Radiowej (czy jak to się nazywało wtedy) albo wklepywał gry z „Komputera” albo „”Bajtka”? Ręka w górę :)

  • g00rek

    Ja zaczynałem od pożyczonego od wujka Spectrum – gumiaka :) Prawde mówiąc chyba go sobie kupię i powiesze na ścianie. The Birds And The Bees, Minedout, czy Jetpack, eh :) No i moja pierwsza przygodówka – Three Weeks In Paradise.
    Potem przyszedł czas na Commodore C64 (atarowca kop z glanowca! :P), ze stacją dysków oczywiście. Pomyśleć, że miałem setki gier i nie wiedziałem w co grać… Do tej pory potrafię niektóre rozwalać na emulatorze. Po 64 przyszedł czas na Amigę 500 z boskim rozszerzeniem ramu do 1 MB :D. Prawdę mówiąc do tej pory kocham muzykę z niektórych gier. A potem smutne czasy PC. Czemu smutne? Bo co chwilę trzeba było go ulepszać. Ram, dysk, płyta, grafa, muza, ram, dysk… itp. Aż sprzedałem desktopa, kupiłem macbooka i obudowę na dysk twardy z wyjściem HDMI (na filmy, muzykę, zdjęcia) i tak skończyła się epoka desktopów w moim życiu :)

    Aha no i Maki classiki które przecież mieliśmy w liceum :) Lodówki. Nie licząc jednego kolorowego (co to był za model? LC chyba czy jakoś tak) każdy chciał przy nim siedzieć oczywiście :]

    „Lodówki” może były dość toporne jak na tamte czasy, ale za to połączone w sieć – pamiętam rozgrywki w Net Treka po lekcjach – wypas :)

  • g00rek

    Aha , zapomniałem, w czasach C64, gdy zapobiegliwy tata zabierał kabel łączący jednostkę centralną ze stacją dysków zostawało mi programowanie. OCzywiście przepisywałem całe screeny z Bajtka i Komputera :) Potem znalazłem położenie kabla w jego szufladzie więc gdy go nie było oczywiście grałem. Przy Amidze sterował nadmiarem „grania w komputer” przez zabieranie mi modulatora (modulował sygnał na RF, żeby można było korzystać z telewizora). Ale nie wiedział że Amiga miała wyjście mono na cinchu :D Przy PC najpierw zabierał myszkę, ale wtedy znajomi mieli już ich pełno. Potem blokował kluczykiem klawiaturę, ale dorobiłem wytrych z wkładu do długopisu. Potem się poddał :D

  • Rzeczywiscie CEO w stylu „rock stars”, pop-kapłanów czy MCs odchodzą w przeszłość. W dobie poszukiwania mocniejszych bodźców szykuje sie pewnie coś nowego. Co? Nie wiem, ale przypuszczam, że w przeciągu kilku lat zauważymy.

    Co do wspomnień – zaczynałem z Amstrad/Scheider CPC z trzycalowymi dyskietkami. Pamiętam po dziś dzień, że miałem tam grę (Saboteur się chyba zwała), która załadowała mi sie jeden jedyny raz. I klops. Trochę bawiłem sie w Locomotive-Basicu, ale raczej było to „Hello World” i zabawa kolorami.

    Potem (ładnych parę lat potem, that is) przyszło C64 z magnetofonem, a wkrótce i sprowadzoną skądś stacją dysków. I zaczęło się wklepywanie z „Bajtka”.

  • PeterWWW

    no ja przed spectrum mialem jakiegos shnidera ze stacja dyskow kotrego tata przywiozl z nimiec na handel
    dyskietka to byl szok pare sekund i gra byla gotowa. Napinalem wtedy w bulderdasha (tylko nie wiedzialem jak to sie nazywalo az dowiedzialem sie po latach juz w czasach PC) zamiast grac z kolegami w pilke;) To byla grywalnosc a nie jakis GTA)
    no a potem byl downgrade do ZX spectrum ale tam bylo ramobi i i taka gierka z robotem ktory unikal przeszkod po drodze i cos przestwial pamietam jak dzis choc nie wiem jaka byla nazwa. dopiero alone in the dark przebil te hity;)

  • Drogi wujku, kochane dzieci :)
    A ja swoją prawdziwą edukację zaczynałem od programowania w starym, poczciwym Pascalu 1900 na komputerze Odra 1350 :) To były czasy!!! To cudo mieściło sie w hali wielkości połowy sali gimnastycznej i pracowalo pod kontrola systemu George 3 (jeśli dobrze pamiętam). Potem jakos polecialo i świat PC zawładnął moim życiem.

    A co do komputerów z jabluszkiem, to pierwszy kontakt miałem z nimi gdzieś pod koniec lat 80tych ubiegłego wieku. To był prawdziwy szok. Graficzny interface, myszka, animowane ikony. To naprawdę robiło wrażenie. Było to tak inne w stosunku do ówczesnych standardów (DOS) ze aż przerazalo.

    A teraz? System nie ma znaczenia, choć prywatnie jestem mac userem ;)

  • Heh… audycja „Radiokomputer”… oczywiście że nagrywałem! :oD
    Ba, udało mi się u kumpla odpalić coś, bodaj pod C64. Działać działało średnio, a może nie do końca wiedzieliśmy, co to ma robić. Nie zmienia to faktu, że był to dla nas olbrzymi sukces informatyczny ;o)

    Tak na marginesie — wiele czasopism publikowało wtedy listingi programów. Pamiętam, że w latach osiemdziesiątych „Skrzydlata Polska” także publikowała programy, chyba do wyliczania profili aerodynamicznych lub do śledzenia toru rakiet modelarskich. Pisane były, IIRC, w Pascalu.

  • Heh :) Nostalgia. U mnie zaczelo sie w wieku 5 lat jak ojciec kupil ZX spectrum. Pamietam jak „łamałem” gry żeby uaktywnić nieśmiertelność :) Poźniej była Amiga 500 no i pierwszy PC. I tu pewnie dla większości ciekawostka – Moim pierwszym systemem operacyjnym na własnym PC nie był ani DOS and Windows, tylko Linux (albo minix :) – dawno to było :). Pamietam jak sie kiedys zarzekalem ze nie kupie PC-ta. Tylko Amiga :) No coz :) Jednak ewoluowalem :)

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę