<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Cyfrowe wykluczenie PO</title>
	<atom:link href="http://blog.kurasinski.com/2009/02/07/cyfrowe-wykluczenie-po/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.kurasinski.com/2009/02/07/cyfrowe-wykluczenie-po/</link>
	<description>blog o mediach elektronicznych, nowych technologiach, biznesie i kulturze masowej. na ostro.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Feb 2012 19:37:06 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
	<item>
		<title>Autor: wk</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/02/07/cyfrowe-wykluczenie-po/comment-page-1/#comment-55958</link>
		<dc:creator>wk</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Feb 2009 15:41:47 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1016#comment-55958</guid>
		<description>“Jeżeli chcemy informatyzować rodziny biedniejsze - zamiast dać im komputer za darmo, odbierzmy im część wydatków i pokażmy, że kupno komputera ma sens”

&quot;Ty tak na powaznie sadzisz?? To może państwo powinno w ogóle odebrać dzieci biednym skoro nie potrafią ich utrzymać?&quot;

Zrozumiałeś mnie odwrotnie do mojej intencji. Poprzez &quot;odbierzmy im część wydatków&quot; miałem na myśli: zmniejszmy im obciążenia finansowe, jakie muszą ponosić - w tym przypadku - głównie na zakupie książek. Jak rodzice nie będą musieli płacić 500zł rocznie na książki, to mogą kupić raz komputer za 700zł, który podziała kilka lat. To miałem na myśli przez odebranie części wydatków. Idąc głębiej - chodzi o to, że jak ktoś jest biedny to nie dawać mu za nic pieniędzy, lecz starać się tak, by na tym samym poziomie był w stanie żyć taniej - poprzez mniejsze obciążenia, podatki, brak opłat w urzędach etc.

Co do odebrania rodzicom dzieci - ależ absolutnie nie. Dlatego też jestem przeciwnikiem posyłania dzieci do szkół w wieku 6 lat - to jest takie odbieranie dzieci rodzicom, ale na mniejszą skalę.

&quot;A ja mówię, że mundurki w Polsce są tak samo bliski naszej tradycji jak świeto zakochanych i Halloween.&quot;

Mimo wszystko nie porównywałbym tych trzech rzeczy. W &quot;walentynkach&quot; chodzi o tylko kasę, &quot;Halloween&quot; to święto wynikające z kultury pogańskiej, a mundurki to jednak trochę inne bajka. Ja przez kilka lat podstawówki chodziłem w mundurku i jakoś nie pamiętam, bym ja czy ktokolwiek z moich kolegów i koleżanek miał jakieś wonty z tego tytułu. W szkole przez lata obowiązywał ubiór na poziomie - to dopiero od niedawna w podstawówkach i gimnazjach pojawiły się pokazy mody, kolczyków, dredów, tatuaży i cholera wie jeszcze czego. Mundurki to próba zastopowania tego trendu - moim zdaniem trzeba reagować, obojętnie czy poprzez mundurki czy wymuszenie przez dyrektorów normalnego stroju. To pierwsze jest łatwiejsze do realizacji, bo nikt nie musi się w szkole przejmować czy dana uczennica ma za duży obcas czy nie albo za krótką spódniczkę.

&quot;Sugeruję, że Roman Giertych minister w rządzie PiS znany ze swoich pro endeckich poglądów i cichy zwolennik faszyzm w polskim wydaniu zrobił ideologiczną hucpę ze zmiany kanonu lektur - wywalił te książki o których wiedzial, że będzie głośno a prywatnie będąc inteligentnym człowiekiem pewnie sam czyta i szanuje :)&quot;

Na pewno wyrzucenie (tzn. próba, bo nie doszło do niej) Gombrowicza wiązało się z ideologią. Mnie zastanawia dlaczego zostało to tak rozdmuchane przez media, które teraz skutecznie przemilczają o wiele większe zmiany w edukacji, które są także ideologiczne. Tzn. nie zastanawia mnie - wiadomo, że ta nowa ideologia jest tym mediom po prostu bliższa, więc nie robią z tego &quot;wielkiego halo&quot;.

&quot;Przedmiot “Kobieta i Mężczyzna” będzie w szkołach? Super! Niech się w końcu zacznie edukacja seksualna w wyniku której dzieci (tak jest dzieci) dowiedzą się podstaw o swojej budowie i różnicach płci a młodzież nawet powinna znać swoją biologię, cykle miesięczne, penisa (nie prącia!!!), waginę, pochwę i wszystko to z czego jesteśmy zbudowani. Niech mają potem wybór - pigułki czy kalendarzyk ale niech mają wybór a nie usuwają pierwszych ciąż w wieku 14 lat…&quot;

To jak jesteśmy zbudowani (wliczając to narządy rozrodcze) dzieci przerabiają na biologii - ja przynajmniej to w szkole miałem, a wątpię żeby to była prywatna inicjatywa nauczycielki czy ogólnie szkoły. Tak więc taka edukacja jest.

Piszesz o celu takiej edukacji - aby nie było niechcianych ciąż i aborcji, zwłaszcza w wieku 14 lat. Jasne - cel jest słuszny. Tylko powiedz mi jedno - ile 14-latek w Polsce zachodzi w niechcianą ciąże? Nie patrzmy na suche liczby, ale porównajmy te dane z krajami zachodnimi, w których &quot;edukacja seksualna&quot; jest od wielu lat obecna. Nie pamiętam dokładnych danych, ale w Wielkiej Brytanii większość nastolatek (&gt;50%) ma za sobą przynajmniej jedną aborcję. Coś koło 10-20% dokonało aborcji więcej niż 1 raz... W USA od kadencji Busha odeszło się od edukacji seksualnej na rzecz promocji większej wstrzemięźliwości seksualnej w szkołach - efekt taki, że liczba niechcianych ciąż, a co za tym idzie aborcji, systematycznie spada. Tzn. spadał, bo teraz Obama zapowiada powrót do starej polityki. Zamiast kłócić się między sobą który sposób jest lepszy (specjalne przedmioty o kobiecie i mężczyźnie czy tak jak to jest obecnie w PL) spójrzmy na statystyki jak to wygląda w USA i krajach zachodnich - tam ta edukacja seksualna wprowadziła skutki odwrotne do pożądanych! Jasne że statystyki bywają różne i przekłamane, ale akurat z liczbą przeprowadzonych aborcji nie sposób dyskutować - takie są fakty.

I naprawdę nie chodzi tutaj nawet o sprawy moralności, religii, wstydu czy zaściankowości (jak to mnie określił jeden z komentujących, z którym akurat nie zamierzam dyskutować - nie zaczyna się rozmowy od obrazy drugiej strony) - nachalna edukacja seksualna prowadziła wszędzie do skutków odwrotnych do oczekiwanych - więcej niechcianych ciąż, więcej aborcji, więcej chorób przenoszonych drogą płciową. Poza tym - ileż można mówić o edukacji seksualnej - temat da się przedstawić uczniom w kilka lekcji, nie ma potrzeby robić osobnego przedmiotu, który zapewne będzie obecny przez 1-2 lata. 

Trochę odeszliśmy od tematu, myślę że nie ma go co dalej tutaj poruszać - generalnie jednak i tutaj widzę, że mimo różnych poglądów mamy podobny cel: mniejsza liczba niechcianych ciąż/aborcji. W Polsce pod tym względem jest dużo lepiej niż w krajach zachodnich, dlatego nie ma co kopiować ich wzorców. Dodam tylko, że jestem też przeciwnikiem robienia z tematu seksu tabu - wręcz przeciwnie, powinniśmy głośno mówić młodym ludziom, że poza karierą niech robią też dzieci, bo jak tak dalej pójdzie to ten naród wyginie - przyrost naturalny mamy ujemny. Ja tam nie chcę, by za 50 lat biedni-bezrobotni-imigranci latali mi pod domem i podpalali auta, domagając się wyższych wydatków socjalnych.



&quot;Tak, zgadzam się - przekonałeś mnie. Nie wszędzie komputery, racja.&quot;
&quot;100% racji :)&quot;

Cieszę się, że zgadzasz się z tymi tezami - we wszystkim potrzebne jest trochę umiaru, a jak znam życie w rządzie wyglądało to tak &quot;informatyka jest teraz na topie, zróbmy informatyzację, rozdamy dzieciom komputery i mamy gospodarkę opartą na wiedzy hurra&quot;.

Bardziej przykre jest to, że po tym jak rząd się z tego pomysłu wycofał, to prędko do niego nie wróci. Wystarczyło zamiast wycofania zmienić trochę założenia (chociażby na wzór tych przedstawionych przeze mnie) i bez ponoszenia kosztów informatyzacja by jednak następowała. Tak to pewnie za X lat przyjdzie nam kolejny raz przerabiać to co teraz.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>“Jeżeli chcemy informatyzować rodziny biedniejsze &#8211; zamiast dać im komputer za darmo, odbierzmy im część wydatków i pokażmy, że kupno komputera ma sens”</p>
<p>&#8222;Ty tak na powaznie sadzisz?? To może państwo powinno w ogóle odebrać dzieci biednym skoro nie potrafią ich utrzymać?&#8221;</p>
<p>Zrozumiałeś mnie odwrotnie do mojej intencji. Poprzez &#8222;odbierzmy im część wydatków&#8221; miałem na myśli: zmniejszmy im obciążenia finansowe, jakie muszą ponosić &#8211; w tym przypadku &#8211; głównie na zakupie książek. Jak rodzice nie będą musieli płacić 500zł rocznie na książki, to mogą kupić raz komputer za 700zł, który podziała kilka lat. To miałem na myśli przez odebranie części wydatków. Idąc głębiej &#8211; chodzi o to, że jak ktoś jest biedny to nie dawać mu za nic pieniędzy, lecz starać się tak, by na tym samym poziomie był w stanie żyć taniej &#8211; poprzez mniejsze obciążenia, podatki, brak opłat w urzędach etc.</p>
<p>Co do odebrania rodzicom dzieci &#8211; ależ absolutnie nie. Dlatego też jestem przeciwnikiem posyłania dzieci do szkół w wieku 6 lat &#8211; to jest takie odbieranie dzieci rodzicom, ale na mniejszą skalę.</p>
<p>&#8222;A ja mówię, że mundurki w Polsce są tak samo bliski naszej tradycji jak świeto zakochanych i Halloween.&#8221;</p>
<p>Mimo wszystko nie porównywałbym tych trzech rzeczy. W &#8222;walentynkach&#8221; chodzi o tylko kasę, &#8222;Halloween&#8221; to święto wynikające z kultury pogańskiej, a mundurki to jednak trochę inne bajka. Ja przez kilka lat podstawówki chodziłem w mundurku i jakoś nie pamiętam, bym ja czy ktokolwiek z moich kolegów i koleżanek miał jakieś wonty z tego tytułu. W szkole przez lata obowiązywał ubiór na poziomie &#8211; to dopiero od niedawna w podstawówkach i gimnazjach pojawiły się pokazy mody, kolczyków, dredów, tatuaży i cholera wie jeszcze czego. Mundurki to próba zastopowania tego trendu &#8211; moim zdaniem trzeba reagować, obojętnie czy poprzez mundurki czy wymuszenie przez dyrektorów normalnego stroju. To pierwsze jest łatwiejsze do realizacji, bo nikt nie musi się w szkole przejmować czy dana uczennica ma za duży obcas czy nie albo za krótką spódniczkę.</p>
<p>&#8222;Sugeruję, że Roman Giertych minister w rządzie PiS znany ze swoich pro endeckich poglądów i cichy zwolennik faszyzm w polskim wydaniu zrobił ideologiczną hucpę ze zmiany kanonu lektur &#8211; wywalił te książki o których wiedzial, że będzie głośno a prywatnie będąc inteligentnym człowiekiem pewnie sam czyta i szanuje :)&#8221;</p>
<p>Na pewno wyrzucenie (tzn. próba, bo nie doszło do niej) Gombrowicza wiązało się z ideologią. Mnie zastanawia dlaczego zostało to tak rozdmuchane przez media, które teraz skutecznie przemilczają o wiele większe zmiany w edukacji, które są także ideologiczne. Tzn. nie zastanawia mnie &#8211; wiadomo, że ta nowa ideologia jest tym mediom po prostu bliższa, więc nie robią z tego &#8222;wielkiego halo&#8221;.</p>
<p>&#8222;Przedmiot “Kobieta i Mężczyzna” będzie w szkołach? Super! Niech się w końcu zacznie edukacja seksualna w wyniku której dzieci (tak jest dzieci) dowiedzą się podstaw o swojej budowie i różnicach płci a młodzież nawet powinna znać swoją biologię, cykle miesięczne, penisa (nie prącia!!!), waginę, pochwę i wszystko to z czego jesteśmy zbudowani. Niech mają potem wybór &#8211; pigułki czy kalendarzyk ale niech mają wybór a nie usuwają pierwszych ciąż w wieku 14 lat…&#8221;</p>
<p>To jak jesteśmy zbudowani (wliczając to narządy rozrodcze) dzieci przerabiają na biologii &#8211; ja przynajmniej to w szkole miałem, a wątpię żeby to była prywatna inicjatywa nauczycielki czy ogólnie szkoły. Tak więc taka edukacja jest.</p>
<p>Piszesz o celu takiej edukacji &#8211; aby nie było niechcianych ciąż i aborcji, zwłaszcza w wieku 14 lat. Jasne &#8211; cel jest słuszny. Tylko powiedz mi jedno &#8211; ile 14-latek w Polsce zachodzi w niechcianą ciąże? Nie patrzmy na suche liczby, ale porównajmy te dane z krajami zachodnimi, w których &#8222;edukacja seksualna&#8221; jest od wielu lat obecna. Nie pamiętam dokładnych danych, ale w Wielkiej Brytanii większość nastolatek (&gt;50%) ma za sobą przynajmniej jedną aborcję. Coś koło 10-20% dokonało aborcji więcej niż 1 raz&#8230; W USA od kadencji Busha odeszło się od edukacji seksualnej na rzecz promocji większej wstrzemięźliwości seksualnej w szkołach &#8211; efekt taki, że liczba niechcianych ciąż, a co za tym idzie aborcji, systematycznie spada. Tzn. spadał, bo teraz Obama zapowiada powrót do starej polityki. Zamiast kłócić się między sobą który sposób jest lepszy (specjalne przedmioty o kobiecie i mężczyźnie czy tak jak to jest obecnie w PL) spójrzmy na statystyki jak to wygląda w USA i krajach zachodnich &#8211; tam ta edukacja seksualna wprowadziła skutki odwrotne do pożądanych! Jasne że statystyki bywają różne i przekłamane, ale akurat z liczbą przeprowadzonych aborcji nie sposób dyskutować &#8211; takie są fakty.</p>
<p>I naprawdę nie chodzi tutaj nawet o sprawy moralności, religii, wstydu czy zaściankowości (jak to mnie określił jeden z komentujących, z którym akurat nie zamierzam dyskutować &#8211; nie zaczyna się rozmowy od obrazy drugiej strony) &#8211; nachalna edukacja seksualna prowadziła wszędzie do skutków odwrotnych do oczekiwanych &#8211; więcej niechcianych ciąż, więcej aborcji, więcej chorób przenoszonych drogą płciową. Poza tym &#8211; ileż można mówić o edukacji seksualnej &#8211; temat da się przedstawić uczniom w kilka lekcji, nie ma potrzeby robić osobnego przedmiotu, który zapewne będzie obecny przez 1-2 lata. </p>
<p>Trochę odeszliśmy od tematu, myślę że nie ma go co dalej tutaj poruszać &#8211; generalnie jednak i tutaj widzę, że mimo różnych poglądów mamy podobny cel: mniejsza liczba niechcianych ciąż/aborcji. W Polsce pod tym względem jest dużo lepiej niż w krajach zachodnich, dlatego nie ma co kopiować ich wzorców. Dodam tylko, że jestem też przeciwnikiem robienia z tematu seksu tabu &#8211; wręcz przeciwnie, powinniśmy głośno mówić młodym ludziom, że poza karierą niech robią też dzieci, bo jak tak dalej pójdzie to ten naród wyginie &#8211; przyrost naturalny mamy ujemny. Ja tam nie chcę, by za 50 lat biedni-bezrobotni-imigranci latali mi pod domem i podpalali auta, domagając się wyższych wydatków socjalnych.</p>
<p>&#8222;Tak, zgadzam się &#8211; przekonałeś mnie. Nie wszędzie komputery, racja.&#8221;<br />
&#8222;100% racji :)&#8221;</p>
<p>Cieszę się, że zgadzasz się z tymi tezami &#8211; we wszystkim potrzebne jest trochę umiaru, a jak znam życie w rządzie wyglądało to tak &#8222;informatyka jest teraz na topie, zróbmy informatyzację, rozdamy dzieciom komputery i mamy gospodarkę opartą na wiedzy hurra&#8221;.</p>
<p>Bardziej przykre jest to, że po tym jak rząd się z tego pomysłu wycofał, to prędko do niego nie wróci. Wystarczyło zamiast wycofania zmienić trochę założenia (chociażby na wzór tych przedstawionych przeze mnie) i bez ponoszenia kosztów informatyzacja by jednak następowała. Tak to pewnie za X lat przyjdzie nam kolejny raz przerabiać to co teraz.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Zed</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/02/07/cyfrowe-wykluczenie-po/comment-page-1/#comment-55953</link>
		<dc:creator>Zed</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Feb 2009 15:13:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1016#comment-55953</guid>
		<description>Nie po to jest państwo, żeby wybranej grupie ludzi fundować notebooki.

Mamy kryzys więc szczególnie teraz trzeba oszczędzać:

http://liberte.pl/nowy-numer/aktualne-komentarze/300-deficyt-budetowy-zwiksza-czy-nie-zwiksza.html</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Nie po to jest państwo, żeby wybranej grupie ludzi fundować notebooki.</p>
<p>Mamy kryzys więc szczególnie teraz trzeba oszczędzać:</p>
<p><a href="http://liberte.pl/nowy-numer/aktualne-komentarze/300-deficyt-budetowy-zwiksza-czy-nie-zwiksza.html" rel="nofollow">http://liberte.pl/nowy-numer/aktualne-komentarze/300-deficyt-budetowy-zwiksza-czy-nie-zwiksza.html</a></p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Artur Kurasinski</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/02/07/cyfrowe-wykluczenie-po/comment-page-1/#comment-55926</link>
		<dc:creator>Artur Kurasinski</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Feb 2009 12:45:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1016#comment-55926</guid>
		<description>@ wk - 

&quot;Jeżeli chcemy informatyzować rodziny biedniejsze - zamiast dać im komputer za darmo, odbierzmy im część wydatków i pokażmy, że kupno komputera ma sens&quot;

Ty tak na powaznie sadzisz?? To może państwo powinno w ogóle odebrać dzieci biednym skoro nie potrafią ich utrzymać?

&quot;Walka z tym to wprowadzenie mundurków, a niepogłębianie - nie wprowadzenie pomysłu rozdawnictwa komputerów.&quot;

A ja mówię, że mundurki w Polsce są tak samo bliski naszej tradycji jak świeto zakochanych i Halloween.

&quot;Sugerujesz że wyrzucenie bodajże 3 lektur (najbardziej medialny - Gombrowicz) jest bardziej ideologiczne niż nakaz edukacji dla 6 latków czy wprowadzenie przedmiotu “Kobieta i mężczyzna”?&quot;

Sugeruję, że Roman Giertych minister w rządzie PiS znany ze swoich pro endeckich poglądów i cichy zwolennik faszyzm w polskim wydaniu zrobił ideologiczną hucpę ze zmiany kanonu lektur - wywalił te książki o których wiedzial, że będzie głośno a prywatnie będąc inteligentnym człowiekiem pewnie sam czyta i szanuje :)

Przedmiot &quot;Kobieta i Mężczyzna&quot; będzie w szkołach? Super! Niech się w końcu zacznie edukacja seksualna w wyniku której dzieci (tak jest dzieci) dowiedzą się podstaw o swojej budowie i różnicach płci a młodzież nawet powinna znać swoją biologię, cykle miesięczne, penisa (nie prącia!!!), waginę, pochwę i wszystko to z czego jesteśmy zbudowani. Niech mają potem wybór - pigułki czy kalendarzyk ale niech mają wybór a nie usuwają pierwszych ciąż w wieku 14 lat...

&quot;Uważam że idee mamy paradoksalnie podobne - chcemy zinformatyzować bardziej nasze społeczeństwo, nauczyć je lepiej i świadomiej korzystać z komputerów czy zwłaszcza internetu. Różnimy się w sposobie realizacji - ja jestem daleki od tezy że powinniśmy rozdać komputery i nakazać korzystanie z nich na wszystkich lekcjach. Komputery powinny być obecne na informatyce, w domach uczniów, ale na biologii, fizyce, historii czy chemii? Po co. Lepsze efekty dałoby lepsze wykorzystanie sal informatycznych - można tam zrobić np. lekcje WOSu (niech dzieci szukają informacji o społeczeństwie, polityce, gospodarce i później o nich dyskutują).&quot;

Tak, zgadzam się - przekonałeś mnie. Nie wszędzie komputery, racja.

&quot;Informatykę tez można podzielić na 2 części - niech jedna będzie nauką o komputerach (podstawy podstaw działania, różnice między przeglądarką a wyszukiwarką, co to jest program a czym jest system operacyjny - ale nie programowanie w turbo pascalu), a druga część - nauką o korzystaniu z komputerów - obsługa programów biurowych, wyszukiwanie w google, obsługa programu pocztowego, zmniejszanie zdjęć, może jakieś systemy wiki czy kalendarz on-line. Tak ja bym to widział.&quot;

100% racji :)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ wk &#8211; </p>
<p>&#8222;Jeżeli chcemy informatyzować rodziny biedniejsze &#8211; zamiast dać im komputer za darmo, odbierzmy im część wydatków i pokażmy, że kupno komputera ma sens&#8221;</p>
<p>Ty tak na powaznie sadzisz?? To może państwo powinno w ogóle odebrać dzieci biednym skoro nie potrafią ich utrzymać?</p>
<p>&#8222;Walka z tym to wprowadzenie mundurków, a niepogłębianie &#8211; nie wprowadzenie pomysłu rozdawnictwa komputerów.&#8221;</p>
<p>A ja mówię, że mundurki w Polsce są tak samo bliski naszej tradycji jak świeto zakochanych i Halloween.</p>
<p>&#8222;Sugerujesz że wyrzucenie bodajże 3 lektur (najbardziej medialny &#8211; Gombrowicz) jest bardziej ideologiczne niż nakaz edukacji dla 6 latków czy wprowadzenie przedmiotu “Kobieta i mężczyzna”?&#8221;</p>
<p>Sugeruję, że Roman Giertych minister w rządzie PiS znany ze swoich pro endeckich poglądów i cichy zwolennik faszyzm w polskim wydaniu zrobił ideologiczną hucpę ze zmiany kanonu lektur &#8211; wywalił te książki o których wiedzial, że będzie głośno a prywatnie będąc inteligentnym człowiekiem pewnie sam czyta i szanuje :)</p>
<p>Przedmiot &#8222;Kobieta i Mężczyzna&#8221; będzie w szkołach? Super! Niech się w końcu zacznie edukacja seksualna w wyniku której dzieci (tak jest dzieci) dowiedzą się podstaw o swojej budowie i różnicach płci a młodzież nawet powinna znać swoją biologię, cykle miesięczne, penisa (nie prącia!!!), waginę, pochwę i wszystko to z czego jesteśmy zbudowani. Niech mają potem wybór &#8211; pigułki czy kalendarzyk ale niech mają wybór a nie usuwają pierwszych ciąż w wieku 14 lat&#8230;</p>
<p>&#8222;Uważam że idee mamy paradoksalnie podobne &#8211; chcemy zinformatyzować bardziej nasze społeczeństwo, nauczyć je lepiej i świadomiej korzystać z komputerów czy zwłaszcza internetu. Różnimy się w sposobie realizacji &#8211; ja jestem daleki od tezy że powinniśmy rozdać komputery i nakazać korzystanie z nich na wszystkich lekcjach. Komputery powinny być obecne na informatyce, w domach uczniów, ale na biologii, fizyce, historii czy chemii? Po co. Lepsze efekty dałoby lepsze wykorzystanie sal informatycznych &#8211; można tam zrobić np. lekcje WOSu (niech dzieci szukają informacji o społeczeństwie, polityce, gospodarce i później o nich dyskutują).&#8221;</p>
<p>Tak, zgadzam się &#8211; przekonałeś mnie. Nie wszędzie komputery, racja.</p>
<p>&#8222;Informatykę tez można podzielić na 2 części &#8211; niech jedna będzie nauką o komputerach (podstawy podstaw działania, różnice między przeglądarką a wyszukiwarką, co to jest program a czym jest system operacyjny &#8211; ale nie programowanie w turbo pascalu), a druga część &#8211; nauką o korzystaniu z komputerów &#8211; obsługa programów biurowych, wyszukiwanie w google, obsługa programu pocztowego, zmniejszanie zdjęć, może jakieś systemy wiki czy kalendarz on-line. Tak ja bym to widział.&#8221;</p>
<p>100% racji :)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: wk</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/02/07/cyfrowe-wykluczenie-po/comment-page-1/#comment-55922</link>
		<dc:creator>wk</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Feb 2009 12:30:01 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1016#comment-55922</guid>
		<description>@Artur - dopłacanie przez rząd do podręczników jest głupotą - tak jak i byłoby nią dopłacanie do komputerów. Pisałem o tym pod koniec - powinno być zabronione wymienianie książek częściej niż raz na x lat.

&quot;To juz istnieje - podzial na tych z komorkami za 2tys. i spodniach Levisa oraz tych z prepaidami za 100 pln i spodniach z BigStara. Taki podzialy funkcjonuja od paru ladnych lat i sa szczegolnie widoczne w szkolach publicznych.&quot;

Co moim zdaniem jest złe i powinno się z tym walczyć, a nie pogłębiać. Walka z tym to wprowadzenie mundurków, a niepogłębianie - nie wprowadzenie pomysłu rozdawnictwa komputerów.

&quot;Szybki kontakt z komputerami = szybsza nauka poslugiwania sie Internetem, moze programowania. Niestety postepu nie zatrzymasz i chcac cos fajnego odkryc w nauce nie bedziesz liczyl na kalkulatorze..&quot;

Jasne, 99% racji (1% zaraz wyjaśnię). Tylko że dzisiaj z komputera dzieciaki korzystają nawet przed rozpoczęciem szkoły - grają w gry, odwiedzają internet, a przedszkolaki mają swoje profile na naszej klasie. Tak jest w rodzinach, które stać na kupno komputera.

Jeżeli chcemy informatyzować rodziny biedniejsze - zamiast dać im komputer za darmo, odbierzmy im część wydatków i pokażmy, że kupno komputera ma sens. Jak? Likwidacja konieczności kupowania nowych książek - dla rodziny z 2 dziećmi w wieku szkolnym da to minimum kilkaset złotych oszczędności rocznie. Minimum! Netbook to koszt 900zł, przy czym możnaby częściowo skorzystać z Twojego pomysłu - MEN podpisałoby umowę z 2-3 producentami i (bez żadnych dopłat ze strony państwa) oni oferowali by te komputery o 200zł taniej. Kolejny krok to zachęcenie rodziców do kupna komputera dzieciom - KAŻDEMU rodzicowi zależy na tym, żeby jego dziecko było dobrze wykształcone, miało równe szanse itd .Wystarczy pokazać, że komputer może się do tego przyczynić. Stworzyć serwis internetowy, na którym można znaleźć podręczniki, kursy, wzory, tablice, filmiki itd - wychowawcy niech powiedzą o tym na wywiadówkach, dzieci niech przyniosą krótką broszurę do domu raz na rok. Rodzic na 5 stronach będzie miał napisane co jego dziecko zyska, do jakich zasobów wiedzy będzie miało dostęp, a na końcu informacje że może wybrać jeden z 3 modeli za ~700zł. 

Jaki będzie tego efekt? Moim zdaniem rodzice coś takiego dziecku kupią, a wówczas będzie to szanowane i dzieci będą z tego korzystać. Jak dzieciak dostanie kompa za darmo to nigdy tego nie doceni ani nie będzie w domu korzystał w celach innych niż rozrywkowe. 

Informatyzacja polskiego społeczeństwa - tak. ALE nie poprzez rozdawanie komputerów. 

Co do tego 1% - nie zgadzam się co do programistów ;-) Aby być programistą trzeba mieć do tego predyspozycje - w moim odczuciu 90% (lekko) ludzi takich predyspozycji nie ma (chodzi m.in. o matematykę, umysł analityczny etc) i uczenie programowania dziewczynki która chce być pielęgniarką nie ma moim zdaniem większego sensu.


&quot;Kompletnie nie zgodze sie - wszystko jest kwestia materialow. Wolisz czytac o eksperymencie 10 stron czy zobaczyc go na wlasne oczy? Dlaczego na lekcjach historii nie mialby byc puszczane materialy z National Geographic czy Discovery Channel?&quot;

Wolę zobaczyć eksperyment na własne oczy :-) Dlatego pieniądze lepiej przeznaczyć na wyposażenie laboratorium z chemii. Nie możemy dzieci zamykać w świecie wirtualnym, bo wówczas nie poradzą sobie w tym rzeczywistym, pomijam już aspekty zdrowotne.

Co do materiałów z Discovery Channel - mi w podstawówce puszczali jakieś filmy przyrodnicze czy nawet techniczne - idea fajna, ale w praktyce nie sprawdza się to w ogóle. Idąc tym tropem po co w ogóle szkoła - posadźmy dzieci w domu przez TV/kompem i niech oglądają doświadczenia, programy naukowe, przyrodnicze itd. Wiem - przesadzam, ale tak samą przesadą jest moim zdaniem rozdawanie dzieciom komputerów i kazanie im siedzieć przed ekranem na każdej lekcji. Na biologii zamiast oglądać animację na ekranie niech skorzystają z mikroskopu albo idą do lasu, a na chemii niech robią niegroźne eksperymenty. 

Poza tym do oglądania discovery channel nie jest potrzebny komputer na zajęciach - niech szkoła ma ze 2 sale z rzutnikiem i jeżeli jest potrzeba to raz na jakiś czas można coś wyświetlić. Nie wyobrażam sobie oglądania przez dzieci discovery na każdej lekcji...

Przegapiłem jeszcze jeden cytat:

“dzieci powinny pisac i uzywac kartek” - zgoda. powinny poznac literki i umiec sie podpisac. w czym przeszkadza pisanie na komputerze? jesli dobrze policze to w ciagu ostatniego roku zapisalem jedna strona a4 tekstem odrecznym i to byly WSZYSTKO moje podpisy.&quot;

Jeżeli dzieci na każdą lekcję będą przychodzić z netbookami, będą miały dostęp tylko do elektronicznych książek - to nie będą ani pisać na papierze, ani na komputerze. 2 osoby zrobią notatki z zajęć i podeślą je na koniec reszcie. Ale to taki wątek poboczny. Informatyzacja, budowanie społeczeństwa obywatelskiego opartego na wiedzy - to są naprawdę fajne hasła i mają w sobie wiele racji, ale nie powinno się tego robić bezmyślnie i negując wszystko co jest teraz. Polska szkoła jest chora i wymaga wielu zmian, nie jest w ogóle nastawiona na specjalistyczne wykształcenie (wszelkie licea ogólnokształcące, po których nie wie się naprawdę nic) - zmiany są potrzebne, także w kontekście informatyzacji. Ale nie rozdajmy komputerów, nie róbmy wszystkiego na komputerach, nie sadzajmy naszych pociech 12h dziennie przed ekranem. Odbije to się na ich zdrowiu, fizycznym i psychicznym.

Mój pomysł na informatyzację jest prosty:
- likwidacja olbrzymich wydatków na książki (o tym Ty też piszesz),
- oferta tanich netbooków (ilu rodziców wie że może kupić kompa za 900zł?)
- stworzenie internetowego centrum edukacyjnego dla uczniów (portal MEN z pomocami naukowymi i dydaktycznymi)

Dzieciakom po powrocie ze szkoły pomoże to odrobić lekcje, a jeżeli materiały będą interesująco podane - może coś ich w jakiejś dziedzinie zatrzyma na dłużej (a chyba o to chodzi). Dla mnie widok lekcji biologii na której 25 osób siedzi przed komputerem i ogląda animal planet to średnia wizja - porównywalna z taką, że na WF niech oglądają Eurosport.

&quot;giertych ze swoimi ideologicznymi zmianami kanonu lektur gral jako proba zatrzymania na sobie uwagi mediow. gdyby mogl wrzucilby tam wszystkie ksiazki dmowskiego - tylko zeby wywolac dym.&quot;

Sugerujesz że wyrzucenie bodajże 3 lektur (najbardziej medialny - Gombrowicz) jest bardziej ideologiczne niż nakaz edukacji dla 6 latków czy wprowadzenie przedmiotu &quot;Kobieta i mężczyzna&quot;?

&quot;Generalnie - nie zgadzam sie z wiekszoscia tego co napisales :)&quot;

Tyle dobrze, że można o tym porozmawiać bez wzajemnego obrażania się i nazywania głupkami - nie wszędzie jest to możliwe.

Uważam że idee mamy paradoksalnie podobne - chcemy zinformatyzować bardziej nasze społeczeństwo, nauczyć je lepiej i świadomiej korzystać z komputerów czy zwłaszcza internetu. Różnimy się w sposobie realizacji - ja jestem daleki od tezy że powinniśmy rozdać komputery i nakazać korzystanie z nich na wszystkich lekcjach. Komputery powinny być obecne na informatyce, w domach uczniów, ale na biologii, fizyce, historii czy chemii? Po co. Lepsze efekty dałoby lepsze wykorzystanie sal informatycznych - można tam zrobić np. lekcje WOSu (niech dzieci szukają informacji o społeczeństwie, polityce, gospodarce i później o nich dyskutują).

Informatykę tez można podzielić na 2 części - niech jedna będzie nauką o komputerach (podstawy podstaw działania, różnice między przeglądarką a wyszukiwarką, co to jest program a czym jest system operacyjny - ale nie programowanie w turbo pascalu), a druga część - nauką o korzystaniu z komputerów - obsługa programów biurowych, wyszukiwanie w google, obsługa programu pocztowego, zmniejszanie zdjęć, może jakieś systemy wiki czy kalendarz on-line. Tak ja bym to widział.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Artur &#8211; dopłacanie przez rząd do podręczników jest głupotą &#8211; tak jak i byłoby nią dopłacanie do komputerów. Pisałem o tym pod koniec &#8211; powinno być zabronione wymienianie książek częściej niż raz na x lat.</p>
<p>&#8222;To juz istnieje &#8211; podzial na tych z komorkami za 2tys. i spodniach Levisa oraz tych z prepaidami za 100 pln i spodniach z BigStara. Taki podzialy funkcjonuja od paru ladnych lat i sa szczegolnie widoczne w szkolach publicznych.&#8221;</p>
<p>Co moim zdaniem jest złe i powinno się z tym walczyć, a nie pogłębiać. Walka z tym to wprowadzenie mundurków, a niepogłębianie &#8211; nie wprowadzenie pomysłu rozdawnictwa komputerów.</p>
<p>&#8222;Szybki kontakt z komputerami = szybsza nauka poslugiwania sie Internetem, moze programowania. Niestety postepu nie zatrzymasz i chcac cos fajnego odkryc w nauce nie bedziesz liczyl na kalkulatorze..&#8221;</p>
<p>Jasne, 99% racji (1% zaraz wyjaśnię). Tylko że dzisiaj z komputera dzieciaki korzystają nawet przed rozpoczęciem szkoły &#8211; grają w gry, odwiedzają internet, a przedszkolaki mają swoje profile na naszej klasie. Tak jest w rodzinach, które stać na kupno komputera.</p>
<p>Jeżeli chcemy informatyzować rodziny biedniejsze &#8211; zamiast dać im komputer za darmo, odbierzmy im część wydatków i pokażmy, że kupno komputera ma sens. Jak? Likwidacja konieczności kupowania nowych książek &#8211; dla rodziny z 2 dziećmi w wieku szkolnym da to minimum kilkaset złotych oszczędności rocznie. Minimum! Netbook to koszt 900zł, przy czym możnaby częściowo skorzystać z Twojego pomysłu &#8211; MEN podpisałoby umowę z 2-3 producentami i (bez żadnych dopłat ze strony państwa) oni oferowali by te komputery o 200zł taniej. Kolejny krok to zachęcenie rodziców do kupna komputera dzieciom &#8211; KAŻDEMU rodzicowi zależy na tym, żeby jego dziecko było dobrze wykształcone, miało równe szanse itd .Wystarczy pokazać, że komputer może się do tego przyczynić. Stworzyć serwis internetowy, na którym można znaleźć podręczniki, kursy, wzory, tablice, filmiki itd &#8211; wychowawcy niech powiedzą o tym na wywiadówkach, dzieci niech przyniosą krótką broszurę do domu raz na rok. Rodzic na 5 stronach będzie miał napisane co jego dziecko zyska, do jakich zasobów wiedzy będzie miało dostęp, a na końcu informacje że może wybrać jeden z 3 modeli za ~700zł. </p>
<p>Jaki będzie tego efekt? Moim zdaniem rodzice coś takiego dziecku kupią, a wówczas będzie to szanowane i dzieci będą z tego korzystać. Jak dzieciak dostanie kompa za darmo to nigdy tego nie doceni ani nie będzie w domu korzystał w celach innych niż rozrywkowe. </p>
<p>Informatyzacja polskiego społeczeństwa &#8211; tak. ALE nie poprzez rozdawanie komputerów. </p>
<p>Co do tego 1% &#8211; nie zgadzam się co do programistów ;-) Aby być programistą trzeba mieć do tego predyspozycje &#8211; w moim odczuciu 90% (lekko) ludzi takich predyspozycji nie ma (chodzi m.in. o matematykę, umysł analityczny etc) i uczenie programowania dziewczynki która chce być pielęgniarką nie ma moim zdaniem większego sensu.</p>
<p>&#8222;Kompletnie nie zgodze sie &#8211; wszystko jest kwestia materialow. Wolisz czytac o eksperymencie 10 stron czy zobaczyc go na wlasne oczy? Dlaczego na lekcjach historii nie mialby byc puszczane materialy z National Geographic czy Discovery Channel?&#8221;</p>
<p>Wolę zobaczyć eksperyment na własne oczy :-) Dlatego pieniądze lepiej przeznaczyć na wyposażenie laboratorium z chemii. Nie możemy dzieci zamykać w świecie wirtualnym, bo wówczas nie poradzą sobie w tym rzeczywistym, pomijam już aspekty zdrowotne.</p>
<p>Co do materiałów z Discovery Channel &#8211; mi w podstawówce puszczali jakieś filmy przyrodnicze czy nawet techniczne &#8211; idea fajna, ale w praktyce nie sprawdza się to w ogóle. Idąc tym tropem po co w ogóle szkoła &#8211; posadźmy dzieci w domu przez TV/kompem i niech oglądają doświadczenia, programy naukowe, przyrodnicze itd. Wiem &#8211; przesadzam, ale tak samą przesadą jest moim zdaniem rozdawanie dzieciom komputerów i kazanie im siedzieć przed ekranem na każdej lekcji. Na biologii zamiast oglądać animację na ekranie niech skorzystają z mikroskopu albo idą do lasu, a na chemii niech robią niegroźne eksperymenty. </p>
<p>Poza tym do oglądania discovery channel nie jest potrzebny komputer na zajęciach &#8211; niech szkoła ma ze 2 sale z rzutnikiem i jeżeli jest potrzeba to raz na jakiś czas można coś wyświetlić. Nie wyobrażam sobie oglądania przez dzieci discovery na każdej lekcji&#8230;</p>
<p>Przegapiłem jeszcze jeden cytat:</p>
<p>“dzieci powinny pisac i uzywac kartek” &#8211; zgoda. powinny poznac literki i umiec sie podpisac. w czym przeszkadza pisanie na komputerze? jesli dobrze policze to w ciagu ostatniego roku zapisalem jedna strona a4 tekstem odrecznym i to byly WSZYSTKO moje podpisy.&#8221;</p>
<p>Jeżeli dzieci na każdą lekcję będą przychodzić z netbookami, będą miały dostęp tylko do elektronicznych książek &#8211; to nie będą ani pisać na papierze, ani na komputerze. 2 osoby zrobią notatki z zajęć i podeślą je na koniec reszcie. Ale to taki wątek poboczny. Informatyzacja, budowanie społeczeństwa obywatelskiego opartego na wiedzy &#8211; to są naprawdę fajne hasła i mają w sobie wiele racji, ale nie powinno się tego robić bezmyślnie i negując wszystko co jest teraz. Polska szkoła jest chora i wymaga wielu zmian, nie jest w ogóle nastawiona na specjalistyczne wykształcenie (wszelkie licea ogólnokształcące, po których nie wie się naprawdę nic) &#8211; zmiany są potrzebne, także w kontekście informatyzacji. Ale nie rozdajmy komputerów, nie róbmy wszystkiego na komputerach, nie sadzajmy naszych pociech 12h dziennie przed ekranem. Odbije to się na ich zdrowiu, fizycznym i psychicznym.</p>
<p>Mój pomysł na informatyzację jest prosty:<br />
- likwidacja olbrzymich wydatków na książki (o tym Ty też piszesz),<br />
- oferta tanich netbooków (ilu rodziców wie że może kupić kompa za 900zł?)<br />
- stworzenie internetowego centrum edukacyjnego dla uczniów (portal MEN z pomocami naukowymi i dydaktycznymi)</p>
<p>Dzieciakom po powrocie ze szkoły pomoże to odrobić lekcje, a jeżeli materiały będą interesująco podane &#8211; może coś ich w jakiejś dziedzinie zatrzyma na dłużej (a chyba o to chodzi). Dla mnie widok lekcji biologii na której 25 osób siedzi przed komputerem i ogląda animal planet to średnia wizja &#8211; porównywalna z taką, że na WF niech oglądają Eurosport.</p>
<p>&#8222;giertych ze swoimi ideologicznymi zmianami kanonu lektur gral jako proba zatrzymania na sobie uwagi mediow. gdyby mogl wrzucilby tam wszystkie ksiazki dmowskiego &#8211; tylko zeby wywolac dym.&#8221;</p>
<p>Sugerujesz że wyrzucenie bodajże 3 lektur (najbardziej medialny &#8211; Gombrowicz) jest bardziej ideologiczne niż nakaz edukacji dla 6 latków czy wprowadzenie przedmiotu &#8222;Kobieta i mężczyzna&#8221;?</p>
<p>&#8222;Generalnie &#8211; nie zgadzam sie z wiekszoscia tego co napisales :)&#8221;</p>
<p>Tyle dobrze, że można o tym porozmawiać bez wzajemnego obrażania się i nazywania głupkami &#8211; nie wszędzie jest to możliwe.</p>
<p>Uważam że idee mamy paradoksalnie podobne &#8211; chcemy zinformatyzować bardziej nasze społeczeństwo, nauczyć je lepiej i świadomiej korzystać z komputerów czy zwłaszcza internetu. Różnimy się w sposobie realizacji &#8211; ja jestem daleki od tezy że powinniśmy rozdać komputery i nakazać korzystanie z nich na wszystkich lekcjach. Komputery powinny być obecne na informatyce, w domach uczniów, ale na biologii, fizyce, historii czy chemii? Po co. Lepsze efekty dałoby lepsze wykorzystanie sal informatycznych &#8211; można tam zrobić np. lekcje WOSu (niech dzieci szukają informacji o społeczeństwie, polityce, gospodarce i później o nich dyskutują).</p>
<p>Informatykę tez można podzielić na 2 części &#8211; niech jedna będzie nauką o komputerach (podstawy podstaw działania, różnice między przeglądarką a wyszukiwarką, co to jest program a czym jest system operacyjny &#8211; ale nie programowanie w turbo pascalu), a druga część &#8211; nauką o korzystaniu z komputerów &#8211; obsługa programów biurowych, wyszukiwanie w google, obsługa programu pocztowego, zmniejszanie zdjęć, może jakieś systemy wiki czy kalendarz on-line. Tak ja bym to widział.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: mk</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/02/07/cyfrowe-wykluczenie-po/comment-page-1/#comment-55919</link>
		<dc:creator>mk</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Feb 2009 12:13:24 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1016#comment-55919</guid>
		<description>@mk

Ale zaściankowo

1. Dobrze że w końcu jest &#039;kobieta i mężczyzna&#039; skoro świat zmienił się tak,  że dzieci nie boją się kościoła i nie tylko nie wstydzą się poprosić dziewczyny do tańca na prywatce ale również do pokoju. Świadczy to o tym, że edukacja zareagowała na zmiany społeczne. Zastanawiam się czy pomyślałeś, że Twoje dziecko może wcale nie wstydzić się pocałować dziewczyny tak jak to było za Twoich czasów i nie ogląda z rumieńcem katalogu z bielizną, gdzie są roznegliżowane panie, a raczej z kolegami ściąga nie wiadomo z netu i zastanawia się, która dziewczyna się da na to namówić. Z resztą może ty swoje umiesz jakoś ochronić (choć nie wiem jak), jednak większość rodziców raczej nie wie albo udaje że nie wie. Poczytaj sobie trochę for dla młodych - tam ciągle potrafią paść pytania, czy od pocałunków można zajść w ciążę.

2. Może rzeczywiście dobrze by było, żeby pismo ręczne jakoś przetrwało, ale prawda jest taka, że od kąd skończyłem studia jedynymi momentami, w których piszę ręcznie więcej niż kilka zdań są egzaminy księgowe które zdaję i nie mogę uwierzyć jaki fuks, że zapijaczona pani od ZTP wymyśliła, że zamiast wbijać gwoździe w żołędzie i robić kanapki i wyklejanki, będziemy mieli maszynopisanie. Dzięki niej, jestem w pracy chyba jedyną osobą, która pisze przy użyciu 10 palców bez wgapiania się w klawiaturę.

3. Broniąc tak bardzo zeszytów, przypominasz mi podobnych sobie, którzy kiedyś bronili pewnie czarnych tabliczek po których pisało się kredą, potem bronili pióra z kałamarzem i zeszytu bez linii. Świat się zmienia - za 15 lat egzaminy na księgowego też będą na kompie a dzięki touch padom, iphone&#039;om itp nawet listy zakupów już nikt na kartce nie napisze. Umiejętność pisania staje się więc coraz mniej potrzebna.

Jeżeli my na blogach zaczynamy bronić tego co było i uważamy zmiany za bezsensowne i kurczowo trzymamy się &#039;starych dobrych sposobów&#039; powinniśmy zastanowić się co przez nas przemawia - czy jest to strach przed &#039;nowym&#039; czy już przypadkiem nie wchodzimy w wiek, w którym nie chcemy się zgodzić na zmiany, bo są po prostu &#039;złe&#039; bo nie takie jakie znamy?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@mk</p>
<p>Ale zaściankowo</p>
<p>1. Dobrze że w końcu jest &#8216;kobieta i mężczyzna&#8217; skoro świat zmienił się tak,  że dzieci nie boją się kościoła i nie tylko nie wstydzą się poprosić dziewczyny do tańca na prywatce ale również do pokoju. Świadczy to o tym, że edukacja zareagowała na zmiany społeczne. Zastanawiam się czy pomyślałeś, że Twoje dziecko może wcale nie wstydzić się pocałować dziewczyny tak jak to było za Twoich czasów i nie ogląda z rumieńcem katalogu z bielizną, gdzie są roznegliżowane panie, a raczej z kolegami ściąga nie wiadomo z netu i zastanawia się, która dziewczyna się da na to namówić. Z resztą może ty swoje umiesz jakoś ochronić (choć nie wiem jak), jednak większość rodziców raczej nie wie albo udaje że nie wie. Poczytaj sobie trochę for dla młodych &#8211; tam ciągle potrafią paść pytania, czy od pocałunków można zajść w ciążę.</p>
<p>2. Może rzeczywiście dobrze by było, żeby pismo ręczne jakoś przetrwało, ale prawda jest taka, że od kąd skończyłem studia jedynymi momentami, w których piszę ręcznie więcej niż kilka zdań są egzaminy księgowe które zdaję i nie mogę uwierzyć jaki fuks, że zapijaczona pani od ZTP wymyśliła, że zamiast wbijać gwoździe w żołędzie i robić kanapki i wyklejanki, będziemy mieli maszynopisanie. Dzięki niej, jestem w pracy chyba jedyną osobą, która pisze przy użyciu 10 palców bez wgapiania się w klawiaturę.</p>
<p>3. Broniąc tak bardzo zeszytów, przypominasz mi podobnych sobie, którzy kiedyś bronili pewnie czarnych tabliczek po których pisało się kredą, potem bronili pióra z kałamarzem i zeszytu bez linii. Świat się zmienia &#8211; za 15 lat egzaminy na księgowego też będą na kompie a dzięki touch padom, iphone&#8217;om itp nawet listy zakupów już nikt na kartce nie napisze. Umiejętność pisania staje się więc coraz mniej potrzebna.</p>
<p>Jeżeli my na blogach zaczynamy bronić tego co było i uważamy zmiany za bezsensowne i kurczowo trzymamy się &#8216;starych dobrych sposobów&#8217; powinniśmy zastanowić się co przez nas przemawia &#8211; czy jest to strach przed &#8216;nowym&#8217; czy już przypadkiem nie wchodzimy w wiek, w którym nie chcemy się zgodzić na zmiany, bo są po prostu &#8216;złe&#8217; bo nie takie jakie znamy?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

