10 ways to kill your start-up
8:00 31st March 2009

Nie, tytuł nie jest wzięty z TechCruncha czy RWW. Po prostu po polsku tytuł nie mieścił by się w jednej linijce więc postanowiłem go napisać w obcym języku. Pomysł zrodził się w mojej głowie ponieważ wiele osób zarzuca mi (szczególnie na GL gdzie się mocno ostatnio udzielam), że gnoję, niszczę, jeżdżę po pomysłach i ludziach guzik dając w zamian i mieniąc się mędrcem / mentorem / guru…
Heh. No tak, sam sobie nawarzyłem piwa – przecież nie stworzyłem NIC wartościowego, nie ma na swoim koncie sukcesów ala Rafał, Michał & Co czy Maciek. Często spotykanym elementem w dyskusji ze mną jest wytknięcie mi, że powinienem się zamknąć skoro swoje sądu tworzę jedynie na poziomie teorii a nie praktyki.
Nie wchodzę w polemikę z tak argumentującymi osobami. Nie lubię udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Chciałbym natomiast się rozpisać o czymś co jest mi bliskie z wielu powodów i na czym trochę, nieśmiało mogę powiedzieć, że nie tyle się znam czego sam wielokrotnie doświadczyłem w ostatnich 10 latach. Pomysły. Startupy. Zakładanie nowych podmiotów i spółek. Przekuwanie idei w produkt z fazy “serwetka+bazgroły” do fazy “hej, to działa!”.
Będę się mądrzył na podstawie swoich doświadczeń ale też tego co wokół mnie się pojawia o czym czytam, słyszę i widzę. Przykro mi to powiedzieć ale 95% pomysłów które oglądam, słyszę, otrzymuję na skrzynkę z prośbą o ocenę (i każdemu odpisuję bynajmniej nie na zasadzie standardowego rzucenia czegoś na odczep się) lub oceniam jako gość Auli albo innych barcampów zawiera 10 błędów, które opisałem poniżej.
Niestety istnieje też subkategoria wśród tych 95% którą bym określił “FUBAR“. FUBAR pomysły to takie, które są tworzone przez ludzi, którzy nie dość, że nie mają pojęcia za co się biorą, nie znają się na niszy w której chcą startować to dodatkowo nie mają żadnego zaplecza ani zespołu. Jedyne co mają to nazwę domeny, parę linijek kodu i bezgraniczną wiarę, że jeśli ktoś krytykuje mój pomysł oznacza to, że tym bardziej staje się on wartościowy.
Ludzi, którzy produkują pomysły spod znaku FUBAR powinno się traktować napalmem i ostrym słowem. Wybijać im z głów pomysły, straszyć piekłem, niszczyć w zarodku kolejne podejrzenia o nowe pomysły.
Nie chcę wytykać palcami, wskazywać nazwisk i konkretnych przykładów, prowokować flame’ów. Jestem miłościwy. Jak Pan Bóg z Nowego Testamentu. Wejdźcie sobie na GoldenLine do grupy “Start-up’y”, Startups.pl czy dowolne inne forum na którym ludzie chwalą się swoimi pomysłami. Czasami nie chce mi się wierzyć, że ludzie robią to na serio i czai sie za tym jakiś dowcip, ukryta kamera czy inne cholerstwo. Poczytajcie i wyrobicie sobie szybko swoje zdanie.
Ten post ma dać Wam drodzy “młodzi przedsiębiorcy” możliwość popełnienia mniejszej ilości błędów w przyszłości. Uczcie się na błędach innych – wydacie mniej swojej kasy. Nie wierzcie w “podnoszenie się po porażce” – w tej branży po dobrym KO nie macie szans na dogonienie rywala. One shot – one dead. Musicie racjonalizować wasze działania, przycinać koszta i zawsze ZAWSZE mieć “plan b”.
A nawet lepiej jeśli istnieje też zarys choćby “planu c” i “planu d”. Tak na wszelki wypadek jeśli już zainwestowaliście w swój super projekt kasę FFF (friends, family & fools) dobrze mieć też pomysł jak ją odzyskać. Albo jak szybko pojechać na wakacje do Argentyny. Albo na Grenladię.
Przejdźmy zatem do listy “10 najczęściej popełnianych błędów, które skutecznie i szybciutki rozłożą Wasz biznes na łopatki by Wujek Dobra Rada”:
1. “weź pomysł, który jest na czasie i…”
najprostszy sposób na to aby popełnić podstawowy błąd. Jeśli w pracy, w szkole na uczelni ludzie o czymś rozmawiają znaczy to, że : a) to coś jest popularne b) wzbudza emocje c) trudno będzie sprawić aby kolejny podobny pomysł powtórzył taki sam sukces. Różni ludzie do znudzenia powołują się na chęć “stworzenia kolejnej N-K”. Widząc popularność tego serwisu wbili sobie do głowy, że tylko wtedy udowodnią swoją wielkość jeśli zbudują coś większego. Zła informacja – w styczniu N-K pobiła WP. Stała się drugą witryną w Polsce. Na górze jest tylko Google.
Naprawdę chcesz się rzucić na bicie się z takimi witrynami? Dlaczego nie znajdziesz sobie niszy o której nikt nie mówi, nie inwestuje kasy, nie prowadzi analiz konkurencji i start nie będzie kosztował tak wiele jak w niszach już bardzo nasyconych (społeczościówki wszelkiego typu, serwisy informacyjne itd.)
2. “brak pracy domowej”
Po Seedcampie jestem pewien – ludzie nie potrafią korzystać z Google’a. Nie potrafią wyszukać oczywistych fraz, czerpać informację ze stron powszechnie dostępnych, analizować dane, które konkurencja chwali się w sposób jawny. Często i gęsto zdarza mi się widzieć jak chłodzony jest zapał “startupera”, który właśnie dzieli się swoim pomysł na serwis po czym otrzymuje od innych forumowiczów garść linków z dokładnie takim rozwiązaniem i prezentacją pomysłu o której człowiek zdążył napisać.
Drodzy koledzy z branży: dlaczego nie korzystacie z wyszukiwarek? Dlaczego nie potraficie, umiecie znaleźć choćby podstawowych informacji na temat swojego pomysłu? Jaka jest trudność w zadaniu odpowiedniego pytania wyszukiwania i przeanalizowaniu danych?
Jak chcecie budować swój biznes plan jeśli nie potraficie określić ile zarabia Wasza konkurencja, jaką bazą danych użytkowników się może pochwalić, jakie modele biznesowe wprowadza bądź chce wprowadzić? Jak chcecie się ścigać z konkurencją jeśli nie wiecie ile ma pracowników i czy są przyjmowani nowi?
To są przedszkolne podstawy. Bez nich nawet nie macie co marzyć o poprawnym napisaniu własnego biznes planu. Przyjmując terminologię wojskową: zginiecie szarżując z patykiem na czołgi.
3. fetyszyzowanie logo – pomijanie usability
Drodzy użytkownicy serwisu X czy mam fajne logo? Czy kolorki Wam się podobają? Czy to jest fajne? Oceńcie proszę. Użytkownicy oceniają (w większości tak samo pryszczaci i zazdrośni “wanna-be-slumdog-mililonaire“) i piszą: przesuń w lewo, w prawo, dodaj czarnego, wywal czarny, zrób cień, zrób dużo cieni itd…
Czy logo Twojego serwisu jest ważniejsze niż dobrze wyeksponowany formularz rejestracji? Widoczna instrukcja i pomoc? Lista FAQ? Czy Google wygrał z całym światem bo ma ładne logo (szczerze: jest kolorystycznym bełtem wymyślonym przez programistów dla programistów) czy zajebisty pomysł na wyszukiwanie informacji? No więc?
4. “Mój model biznesowy=reklama”
chwila olśnienia, kartka ołówek i jest. Wasz kochany pomysł na serwis, który wyślecie na AntyWeba i pochwalicie się na GoldenLine czy Startups.pl. Miesiąc pracy, pomoc kolegi grafika i z darmowego skryptu (joomla, os-commerce, WP skreśl o czym jeszcze nie wiesz) powstał Twój PORTAL. Brzydki, koślawy, nawet znajomi nie wiedzą jak się zarejestrować (politykę prywatności ściągnąłeś z Gazeta.pl a regulamin z Pudelka) ale Ty, dumny i blady wiesz, że świat padnie zaraz na kolana i będzie piał z zachwytu. Guzik. Padniesz Ty i Twój uber pomysł. Nie pomyślałeś bowiem, że to “coś” musi jakoś zarabiać. A to jakoś to więcej niż przychód z reklam Google’a, czy programów partnerskich.
Zanim wydasz te kilka złotych na rejestrację domeny, zanim pokolorujesz pierwszy pixel w swoim scrackowym programie do obróbki grafiki pomyśl – czy naprawdę wiesz na czym chcesz zarabiać? Czy masz opracowany model biznesowy który NIE OPIERA SIĘ TYLKO NA ZYSKACH Z REKLAMY?
Wejdź na stronę dowolnego domu mediowego. Sprawdź cenniki reklam. Podziel je przez dwa albo trzy. Załóż, że uda się miesięcznie uda się sprzedać 20-30% odsłon na Twoim serwisie.
Zsumuj wyniki. Zacznij płakać – nie stać cię na serwer, opiekę admina, nawet na opłacenie tylko Twojego czasu i pracy nad dalszym rozwojem…
5. “kreatywne zapożyczenie”
Albo po prostu zerżnięcie designu / layoutu / ikonek / logo wstaw co chcesz. Często znajdując (ww 99% w USA) serwis na którym chcemy się wzorować uznajemy, że skoro tam sprawdził się taki układ strony, grafiki, kolory i nawigacja to koniecznie trzeba go powtórzyć. Bzdura. Są serwisy w których zgubi się osoba z Europy (np. serwisy japońskie i koreańskie i to nie dlatego, że mają inną stronę kodową)
6. “Nie ma darmowych obiadów”
Po prostu nie ma. Przyjmijcie to jako prawdę objawioną. Największy błąd jaki można popełnić to założenie, że dany projekt X można stworzyć bez żadnych środków. To nie jest fizycznie możliwe i przeczy logice. ZAWSZE wykonujcie jakąś pracę. Jeśli poświęcasz swój czas na projektowania grafiki a kolega na kodowanie to także pracujecie. Tyle, że bez wynagrodzenia. Wasze posiłki sponsorowane przez rodziców i spanie to także koszta.
Bardzo często słyszę “w ten pomysł zainwestowałem tyle co koszt domeny”. Bzdura. Zainwestowałeś swoją wiedzę, doświadczenie, czas i masę innych rzeczy (kontakty, relacje z innymi ludźmi, czas) TO SĄ CAŁKOWICIE WYMIERNE I POLICZALNE KOSZTA. Nie możesz twierdzić, że nie wydałeś nic skoro w tym samym czasie mógłbyś pracować nad komercyjnym projektem i zarobić coś na nim.
Innymi słowy – każdy projekt kosztuje, każdy projekt musi mieć swój budżet i harmonogram. W przyrodzie nie występują “darmowe obiady” – zawsze ktoś za nie płaci tyle, że nie zawsze w gotówce. Im szybciej to zrozumiesz tym mniej błędów popełnisz.
7. “…technologia jest tania. Zróbmy to!”
…jeśli wiesz jak z WP zrobić portal.
…jeśli myślisz jak z treści wyciąganej z RSS zrobić lidera rynku newsów.
…jeśli opanowałeś jooml’ę i zastanawiasz się nad zrobienie sieci sklepów online.
…jeśli na pytanie na czym działasz odpowiadasz na wszystko: “linux”.
To oznacza, że padłeś ofiarą bardzo taniego dostępu do technologii co powoduje, że każdy (czytaj: z mierną znajomością) może założyć “największy sklep w sieci”, prowadzić “najlepszy portal newsowy” albo “tworzyć konkurencję do innych wiodących serwisów społecznościowych”. Bariera wejścia jest bardzo niska – konkurencja będzie rosła w postępie geometrycznym. Jeśli możesz coś zrobić nie oznacza to, że a) musisz b) można na tym zarobić.
Dam Ci przykład. Możesz pójść do parku i zamiast chlebem karmić kaczki metalowymi kulami. Możesz tylko po co? Tak samo po co chcesz zakładać kolejny opiniotwórczy blog, serwis plotkarski, sklep z elektroniką czy konkurencję N-K? Tylko dlatego, że umiesz postawić bazę danych i napisać parę linijek kodu? To naprawdę aż tak jara Cię? Chcesz błysnąć w towarzystwie informacją “..a wiecie taki tam startup robię”? Jeśli chcesz podziałać tak naprawdę charytatywnie to schroniska dla psów chętnie przyjmą każdą wolną parę rąk. Tam na pewno się zrealizujesz i wykażesz.
8. “…mam świetną domenę!”
Nie, nie masz. Pozwól, że powiem Ci: Dobre domeny to “sex.com” i “porn.com” – reszta (ok, upraszczam oczywiście) są tak dobre jak znajdujące się za nimi biznesy. Przykładów można mnożyć na poparcie tez obu stron ale błagam niech Cię nie zwiedzie magia nazwy domeny. Domena rzecz nabyta – możesz dokupić potem lepszą albo pozycjonować kilka na tysiące sposobów. SEO / SEM to jest alchemia i dużo osób wskaże Ci zupełnie różne kierunki. Nic jednak nie zmieni faktu, że na początku sama domena jest tyle warta ile ktoś będzie chciał za nią dać. Koniec i kropka.
Przykład – pewien jegomośćna GL twierdzi, że ma świetną domenę pod serwis dla niań i opiekunek dla dzieci. Domena to “dagmama.com” Dziwił się, że z grupy 20 komentujących nikt nie wiedział co to znaczy i upierał się, że ta domena przebije swojsko brzmiącą “niania.pl”. Morał: są wśród nas pozytywni wariaci (Jurek Owsiak) i są po prostu wariaci.
9. “jestem świetnym grafikiem / programistą – będą dobrym przedsiębiorcą”
Bzdura. Nie ma większej korelacji. Dużo osób będących dobrym freelancerami nie potrafi zarządzać firmą: rekrutować, zwalniać, motywować, wyznaczać cele, rozliczać z nich i masę, masę innych codziennych spraw jakie ma na głowie każdy właściciel firmy – niezależnie dużej czy małej. To jest bardzo bardzo trudne zadania, nie kończące się po 8-miu godzinach pracy i wiążące Cię bardziej niż praca na etat w korporacji. W firmie najwyżej wyleją Cię na pysk w przypadku fuckupu.
Jeśli masz własny biznes dostaniesz po dupie od ZUSu, US, banków oraz całej reszty dłużników. Odpowiedzialny właścieciel przychodzi pierwszy i wychodzi ostatni. Płaci najpierw swoim pracownikom a potem sobie a na końcu z uśmiechem wypisuje delegacje i wnioski urlopowe podczas gdy sam nie wyjedzie na wakacje przez 2-3 lata.
Mówisz, że byłeś grafikiem na etacie? Programowałeś na zlecenia? Chłopie, nie masz w ogóle zielonego pojęcia o prowadzeniu własnej firmy. Doucz się, poczytaj a najlepiej popytaj kogoś z doświadczeniem. Pomnóż swoje problemy razy dwa i zobacz czy nadal dopina Ci się kasa na życie.
10. “…chcę założyć własny start-up / projekt / portal bo to jest modne. Każdy ma start-up mam i ja.”
Czy to wymaga komentarza? Jak często to słyszycie? Ja za często.
A teraz proszę, słucham co macie do powiedzenia na podstawie swoich doświadczeń.
Wujek Dobra Rada zasiada w fotelu, zapalił cygaro i zamienia się cały w słuch…
I na koniec żebyście nie odebrali tego całego, długiego postu tak zupełnie na serio, proszę graficzka z bardzo zabawnego kocio-hambugerowego serwisu:

51 komentarze »

March 31st, 2009 at 8:26 am
Święte słowa.
Ja tylko dodam.
Czytelniku, do którego skierowany jest ten tekst.
Nie przejmuj się tonem Wujka Dobra Rada – Artura Kurasińskiego.
Ale przeczytaj tekst uważnie – a zwłaszcza punkt 9.
I pragnąc odpalić swój start-up – poszukaj wśród bliskich kogoś, kto już prowadzi długo biznes.
To może być nawet – albo najlepiej – sklep osiedlowy. I poproś go o korepetycje. Z ZUSu, obsługi banków, kontrahentów, zarządzania kosztami i podatkami.
Mówię serio. Bo możesz być najgenialniejszym przedstawicielem nurtu web 3.0 i 4.0, ale to właśnie przez niewiedzę o prozie życia małego przedsiębiorcy – zamkniesz swoją firmę i pójdziesz odpracowywać długi jako grafik komputerowy w zakładzie reklamy zewnętrznej, koło sklepu wujka na osiedlu.
A to przecież byłoby bez sensu :)
March 31st, 2009 at 8:33 am
10 ways to kill your start-up — 29 znaków
10 metod na zabicie firmy — 25 znaków
Oczywiście można to ująć zgrabniej kosztem paru liter więcej, ale uwierz — da się to zmieścić w jednej linijce. To tak w ramach czepiania się ;o)
Post sensowny i zabrakło mi w nim właściwie tylko jednego — informacji, że nawet po pojawieniu się bogatego wujka sypiącego kasą (BA, VC etc.) nadal trzeba policzyć, jak będą wyglądały finanse po odstawieniu od cycka. Nie sztuka zdobyć kilkaset tysięcy UU dysponując milionami z inwestycji. Sztuka to utrzymać te kilkaset tysięcy i wyjść na swoje po odcięciu dopływu gotówki od inwestora.
March 31st, 2009 at 8:37 am
@ Mikolaj – jakos inaczej sobie ten tytul po polsku wymyslilem, wiec byl dluzszy :)) Ale fakt, mozna krocej.
Co do BA, VC, PE – odradzam. stalem sie defetysta szukania w ten sposob kasy i uzalezniania swoich kolejnych dzialan od tego co powie pan z pieniazkami. Naprawde nie idzcie ta droga :)
March 31st, 2009 at 8:42 am
Arturze, tak sobie myślę, że pod Twoimi 10 błędami to każdy VC się podpisze. Bo jak szczerze możesz sobie powiedzieć, że przy swoim startupie tych błędów nie popełniasz, to chyba szansa na kasę od VC jest, nie? A jeśli wiesz co robisz (co chcesz robić) to nie ma mowy od uzależniania się od “od tego co powie pan z pieniazkami. ” Zarabiasz, nikt się nie wtrąca :))) Czyż nie?
March 31st, 2009 at 8:45 am
BA, VC, PE – tak, ale pod warunkiem, że potrafisz stać się dla Pana/Pani z pieniążkami partnerem.
A do tego – poza pomysłem na biznes – trzeba też mieć znacznie więcej niż “nieco” wiedzy biznesowej (doświadczenia) i dobrego prawnika.
March 31st, 2009 at 8:49 am
@ Kinia – sam popełniam (nadal) część z tych błędów. Niechętnie się przyznaję, postawiony pod ścianą będę się desperacko bronił ale takie są fakty. Może nie powiem których żeby się nie kompromitować – ale “nie jesteście sami!” :)))
March 31st, 2009 at 8:51 am
@ Kamil – wiesz tu jest problem bo w większości (ze swojego doświadczenia powiem) dla nich stajesz się partnerem jeśli masz działający dłużej nie rok biznes oparty o Twój pomysł. Inaczej wynajdą tysiąc “nie” żeby dać Ci do zrozumienia, że się nie znasz i jesteś po prostu małym, szarym człowiekiem z pomysłem (nawet jeśli już działa).
Mam awersją do tych panów :)
March 31st, 2009 at 9:07 am
http://www.iwillteachyoutoberich.com/blog/8-stupid-frat-boy-business-ideas/ Tak inspiracyjnie.
Btw: Ziomek Michno (Ideo) na 3. XRAii mówił, że propozycje realizacji startupów przychodzą identyczne, jak startup, o którym akurat jest głośno ;-)
March 31st, 2009 at 9:10 am
@ Krzysiek Tancula – dobre, dobre! :)
March 31st, 2009 at 9:30 am
Ciezka praca, cierpliwosc oraz pamiec ze at the end of the day wynikiem tej zabawy maja byc pieniadze. Czyli jak nie wiesz jak na tym zarabiac, nawet nie zaczynaj, a jak juz zaczniesz ustaw sobie cel czasowy na osiagniecia. Jesli go sporo przekroczysz, wycofaj sie i sprobuj od nowa z czyms innym.
March 31st, 2009 at 9:32 am
Artur nie przestawiles zegarka :) Jak tu robic interesy bedac godzine za wszystkimi ;)
March 31st, 2009 at 9:47 am
Dobre podsumowanie ostatniego pędu do własnych serwisów.
Jednak ma to swoje pozytywne strony – agencje mają klientów ;)
March 31st, 2009 at 10:25 am
dobry tekst! każdy, kto zamierza cokolwiek zwojowac powinien go traktowac jako swój dekalog!!
dzięki,
pzdr
TW
btw:
rozwaliło mnie: “Guzik. Padniesz Ty i Twój uber pomysł”…
March 31st, 2009 at 10:39 am
Ja przede wszystkim podziękuję.
Sam często mam pomysł na start up, staram się unikać klonów, tworzę coś, co moim zdaniem potrzebują ludzie, ale…
W swoim entuzjazmie nie widzę wielu problemów, szukam partnera, chcę działać, a tu nie można… a pomysł taki idealny.
Uważam, że kreatywność i wyobraźnia to dobre cechy, ale na szczęście są ludzie, którzy potrafią ostudzić popędy pokazując podstawowe problemy i błędy.
Więcej czasu muszę spędzać nad swoimi pracami i być dość sceptycznym co do swoich idei (i słuchać się wujków dobrych rad ;D).
March 31st, 2009 at 10:42 am
Artur: eeee taaaam awersję :)
Teraz po prostu wiesz na co zwracać uwagę :)
March 31st, 2009 at 11:31 am
Bardzo ciekawy i pouczający post.
Jeśli chodzi o kwestię “każdy ma swój serwis” to niestety ale trzeba przyznać rację – na fali popularności n-k zaczęło wyrastać wiele nowych serwisów w mniej lub bardziej udany sposób naśladowując pierwowzór. Jeszcze na portalach zleceniowych można dostrzec bystrzaków, którzy chcą zamówić sobie stworzenie podobnego portalu społecznościowego, mając wielką nadzieję, że spełni się ich sen “od pucybuta do milionera”. To bardzo nęcąca wizja – “szybko rozwijający się portal, artykuły w telewizji, posty w necie, reklamodawcy pchający się drzwiami i oknami” :) , tylko że mamy przecież coś takiego jak czynnik ludzki – nigdy nie wiadomo jak dokładny będzie odbiór strony. Można wzorować się na najlepszych, ale to i tak nie będzie gwarantować sukcesu. I jak Autor dobrze wspomniał, musi być zaplecze, musi być kasa na serwery i rozwijanie kodu, grafiki, często na reklamę. Ludziom też trzeba coś płacić, pomimo iż często hobbyści którzy robią takie portale, lubią to co robią, jednak za każdą (dobrą) pracę należy się wynagrodzenie.
Moim zdaniem dużo pomaga pasja w tym co się robi. Nie typowy słomiany zapał zbudowany w oparciu o “wizje sukcesu”, ale pasja wynikająca z rzeczywistej chęci urzeczywistnienia czegoś potrzebnego, czego jeszcze nie ma, bądź czegoś co będzie lepsze niż konkurencja. Ludzie obdarzeni prawdziwą pasją w tym co robią, potrafią poradzić sobie z narastającymi problemami, bo zwykle starają się myśleć, co pomaga przetrwać im wiele złych momentów. Oczywiście każdy ma uzdolnienia w innym kierunku i trudno wymagać, aby dobry grafik lub programista był dobrym biznesmenem i na odwrót.
Dlatego czemu ma nie śmieszyć fakt, iż często-gęsto na stronach na które wchodzimy siedzi sobie wygodnie google z reklamami, pomimo iż oczekiwany zysk z takich reklam na pewno nie pokrywa kosztów utrzymania? A jeśli już pojawi się reklama to taka która kłuje w oczy, vide największe portale informacyjne. To wygląda trochę na desperacką chęć zysku – jeśli dodamy do tego papkę informacyjną, to robi się gniot, którego nie chce się oglądać.
Wracając do serwisów zleceniowych – wejdźcie na pierwszy lepszy taki portal i poszukajcie jakie zlecenia są często oferowane. “Zlecę napisanie artykułu, przeklejenie ogłoszenia…itd” – w jaki sposób portal ma być unikalny i wiarygodny, skoro ich autorzy idą na łatwiznę i obstawiają się cudzą pracą.
Zrobienie porządnego startupu to praca, praca i przede wszystkim wysiłek. Wysiłek skupiony na tworzeniu wiarygodnej treści (tak tak, napisanie dobrego artykuły to nie jest kwestia 1 godziny, bynajmniej), interesującej oprawy graficznej, mądrze skomponowanego regulaminu, czy też faq-ów.
Jak dobrze Autor wspomniał, “regulamin z pudelka” zamiast pisany przez właściciela. Kto jak kto, ale zwykle właściciel serwisu wie najlepiej co chce osiągnąć, i co tu da przeklejenie, a nawet częściowa zmiana jego punktów.
I trudno oczywiście oczekiwać jakichkolwiek gwarancji – możemy tylko obserwować i wyciągać wnioski, czy projekt jest lub ma szansę być opłacalny, czy warto brać się za coś następnego, tak jak wspomniał kolega Grzegorz.
A co do VC lub podobnych “źródeł finansowania” bądź “partnerów”. Artur dobrze prawi – same pieniądze bądź załatwienie sobie gościa z kasą, który będzie czerpał procent od naszych dochodów w zamian za swoje usługi (np. reklamę lub marketing), nie jest dobrym rozwiązaniem, przynajmniej nie dla większej ilości startupów. I trzeba się naprawdę solidnie zastanowić nad tą kwestią.
Bo tak naprawdę nie wiadomo na kogo trafisz. Niestety ale są takie osoby, które pomimo iż będą miały procent od tego co robisz, będą próbowały wyciągnąć i wyłudzić więcej. Zwykle to “wyjadacze”, szefowie większych firm, mający u siebie trochę do powiedzienia. Nie wierzysz? jak usłyszysz od takiego “my lubimy mieć czasem coś za darmo” to może zmienisz zdanie. Jak zobaczysz jak ludzie zmieniają się pod wpływem pieniędzy i dotychczasowi “znajomi” wbijają Ci nóż w plecy, to może zaczniesz się zastanawiać, komu tak naprawdę można ufać. Same pieniądze na start lub kredyt nie wystarczą, trzeba wiedzieć ile można zainwestować, czy to się zwróci, jakie mniej więcej będzie ryzyko. Pod tym kątem bardzo ciekawy był w tv ostatnio program “kapitalny pomysł”. Czasem naprawdę dziwi, jak niektórzy lekkomyślnie podchodzą do swoich pomysłów, bazujący na tym, że jeśli pomysł jest fajny a ja “coś potrafię”, to od razu chwyci i będzie sukces i będzie kasa. Naprawdę podziwiam jury że z poważnymi minami potrafiło wytrzymać niektóre momenty.
Osobiście uważam, że oprócz zwykłej opłacalności w szybkim bądź wolniejszym tempie, ważna jest też wiarygodność i dbanie o docelowego klienta takiego startupu. Czasem można zarobić mniej, ale zdobyć uznanie, które pozwoli zdobyć lepszą pracę, założyć nowy lepszy biznes…itd Myślę, że lepsze to, niż zdobycie na krótką metę większej ilości pieniędzy (np. z denerwujących reklam), a odstraszanie naprawdę wartościowych użytkowników. Bo przecież nie wszystko kręci się wokół popularności, pieniądza i zysków z reklam.
Racja, jakiś wymierny efekt na końcu musi być, żeby było także zadowolenie, ale koncentrowanie się na kasie może przywieźć efekt odwrotny do zamierzonego. Dla przykładu, przywołajmy taką rzecz. Trafiamy na jakiś portal. Ze wszystkich stron oczywiście banery krzyczą “portal jest darmowy”, “ogłoszenie za free”, a po pewnym czasie “zmiana regulaminu” i dostęp płatny. Oczywiście użytkowników zwabionych “darmowością” już trochę jest, więc można zamknąć klatkę i “doić”. To wręcz nadaje się na punkt 11 – “jak startup będzie popularny – zadbam o pieniądze”
To ja bym dodał jako punkt 11 – tak na marginesie :)
pozdrawiam Autora za ciekawy i dający wiele do myślenia tekst
March 31st, 2009 at 11:35 am
[...] róbcie tego, co już robią inni. Odpalanie kolejnych start-trupów to mżonka. Powtarzanie i kopiowanie sprawdzonych pomysłów jest dobre, jeśli macie duży [...]
March 31st, 2009 at 12:08 pm
Zabrakło mi jednak czegoś: “NIE MYŚL, NIE MÓW, NIE PISZ O TWORZENIU STRONY/PORTALU/SERWISU WEB 2.0″
Ja dostaję alergii na to sformułowanie, zwłaszcza jak się okazuje że oznacza to na przykład możliwość komentowania treści.
March 31st, 2009 at 12:18 pm
Odnośnie punktu 3 z Twojej notki: jak będziesz myślał o zastosowaniu jego w ramach projektu “Szufler”, to daj znać – pomogę. Serio!
March 31st, 2009 at 12:36 pm
Święte słowa :)
March 31st, 2009 at 12:50 pm
Jesteśmy ludżmi i popełniamy błędy. Nie ma szans realizując duży projekt nie popełnić błędów. Chodzi tylko o to by ich nie było za dużo, albo nie były takiego kalibru, który rozłoży całość. No i pokora do rynku oraz cierpliwość. Dobry produkt nie ma szans powstać w tydzień, a nawet jeśli to w kolejnym będą 3-inne podobne od konkurencji. I po kolejnych 3 miesiącach żaden nie przetrwa.
March 31st, 2009 at 1:27 pm
@ Marek Kasperski – masz racje, chyle glowe w pokorze – Szufler ma duzo bledow usability, zmieniamy i poprawiamy ale niestety moja wiedza jest za mala – naprawde moglbys pare podpowiedzi podrzucic?
March 31st, 2009 at 1:40 pm
Już napisałem, a ja nie rzucam słów na wiatr.
Masz mój e-mail (musiałem wpisać w ramach pola wymaganego przy dodawaniu komentarzy :).
March 31st, 2009 at 2:21 pm
Arturze, bardzo mądrze napisałeś i, co więcej, z ikrą, ale: to nie są tylko słowa dla stratupów. Gros wannabe venture-kapitalistów i ekspertów od doradzania start-upom wydaje się nie zdawać sobie sprawy z połowy tego, co napisałeś.
March 31st, 2009 at 2:27 pm
@ Julia Krysztofiak-Szopa – myślę, że wymieninie przez Ciebie ludzie są w stanie zrozumiec oczywiste wszak prawdy tyle, ze udaja, ze nie wiedza o co chodzi :) ignorance is bliss :)
March 31st, 2009 at 3:03 pm
Wszystko jest dla ludzi – także ten wpis. Gratz Arturze, dobra robota!
March 31st, 2009 at 4:20 pm
Artur, jaki jest target twojego bloga ?
March 31st, 2009 at 4:24 pm
@ Don Buggatti vel Gagatto: Szczerze? Nigdy nie myślałem o tym, że pisze “pod konkretna” grupe. Jesli juz to kieruje swoje posty do osob z grup w jakich sie obracam – Aula, barcampy, startupy itd.
March 31st, 2009 at 4:30 pm
Tzn ze w tej branży jest b. dużo retardów z przypadku, skoro takie posty są potrzebne. Przerażające. Przez nich loty takich blogów muszą być raz na jakiś czas zaniżane do elementarza.
March 31st, 2009 at 4:39 pm
Don Buggatti vel Gagatto: podejrzewalem w Twoim poprzednim pytaniu taki kontekst :) Wiesz, niestety i stety – nikt nie rodzi sie w pelni gotowym biznesmanem czy przedsiebiorca – wsrod masy ludzi na barcampach sa tez brylanty do oszlifowania.
Na Auli przyjelismy taka startegie – dajemy im za darmo max co mozemy reszte musza sobie sami robic (zbierac informacje, networkingowac).
Jasne, ze jest orka na polu, jasne, ze to w wiekszosci jest walenie w sciane i zamiast sie zajmowac komunikowaniem oczywistosci lepiej robic swoje.
Mnie jakos pociaga edukowanie – takie zboczenie. Chce pomagac jesli to byloby realizowane za pomoca prostych wpisow na blogu.
Amen :)
March 31st, 2009 at 5:07 pm
To znaczy, że nie będę miał dziewczyn za darmo jak Zuckerberg?:P
Złamałeś mi życie!:P
March 31st, 2009 at 5:49 pm
Rzeczywiscie, to edukowanie to jest takie zboczenie. Przykład z karmieniem kaczek metalowymi kulkami jest zboczony. Co na to Liga Ochrony Przyrody?
Rzeczywiście, to co wypisują ludziska na goldenlajnach i innych to bywa mocno “retardowe”. Tym to już nic nie pomoże. Zajmijmy sie resztą.
Pomogłoby takie edukowanie, żeby na gdzieś w stylu publicznego wiki były zestawione oszacowania przychodów, wydatków, ilości czegoś tam, za różne rzeczy istotne w stratupach.
Pomoże odsyłanie do materiałów CambridgePythona. Do tych tutaj http://www.cambridgepython.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=127&Itemid=116
Najlepiej z własnym komentarzem, które z nich mają sens, które nie?
March 31st, 2009 at 5:52 pm
Artur, aight spoko.
March 31st, 2009 at 7:54 pm
Ostatnio DHH z 37signals miał bardzo fajną prelekcję na FOWA Dublin o:
“The Real World”
Gdzie mówi o robieniu nie “startupu” ale “biznesu”…. in the real world.
Gorąco polecam! Tutaj link:
http://www.37signals.com/svn/posts/1657-the-real-world-a-video-of-davids-talk-at-fowa-dublin
March 31st, 2009 at 9:05 pm
@Nozbe. … i w tej prelekcji stwierdza (3:14), że po pierwsze należy umieć sobie powiedzieć “fuck the real world” =D
March 31st, 2009 at 9:15 pm
@ Nozbe – świetna prezentacja choć zaczynam reagować alergicznie na mądrości by Signals37 :))
March 31st, 2009 at 9:53 pm
W ramach działań edukacyjnych możnaby jeszcze to
http://pl.wikipedia.org/wiki/Startup
April 1st, 2009 at 1:31 am
Spoko artykuł, ale startup wannabe już jest trochę oklepane. Poza tym, jak ktoś chce niech próbuje – albo mu rynek utrze nosa, albo nie. Przynajmniej coś robi :)
April 1st, 2009 at 5:20 pm
No to teraz czekamy na poradnik w uwalaniu startupów dla zaawansowanych :)
Np. niedoszacowanie skali problemu, zbyt mały budżet, brak rozsądnej strategii, brak dość dużego zobowiązania członków zespołu, niezdecydowanie, brak lidera (zarządzanie przez demokrację)… :)
April 2nd, 2009 at 1:07 pm
cyt. “start nie będzie kosztował tak wiele jak w niszach już bardzo nasyconych (społeczościówki wszelkiego typu, serwisy informacyjne itd.)”
..od kiedy społecznościówki (głodne krowy) to nasycona NISZA (może miałeś na myśli mainstream)? Proponuję, żebyś najpierw poczytał to http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=nisza albo to http://marketing.ebiznes.org.pl/nisza,produkt.htm, a później używał słów, których znaczenia nie znasz.
Taka dygresja, reszta artykułu na poziomie. W ogóle masz flow w piórze i na papierze. Zazdroszczę takiej lekkości.
April 6th, 2009 at 1:38 pm
to co to jest ta dagmama???
April 7th, 2009 at 1:20 am
@ Krzysztof Spilka: nie wiem czy zrozumiales kontekst – trudno jest startowac w niszach w ktorych jest duza konkurencja (nasycenie). Spierasz sie o to, ze w Polsce nie ma nasycenia starupami majacymi na celu podboj spolecznosci czy chodzi Ci o jezyk polski? Nie ma takiego sformulowania jak “nasycic nisze”? No to je wlasnie stworzylem. Prof. Miodek da mi za to order.
April 7th, 2009 at 1:23 am
@ PeterWWW: wedlug goscia, ktory chcial stawiac taka domene to po skandynawsku bodjaze (cytuje z glowy) jest wlasnie “niania”.
April 9th, 2009 at 5:10 pm
@Artur no moze w Skandynawi to jest neizla domena:)
(poza drobnym szcegolem ze po Szwedzku to sie chyba pisze dagmamma- ale moze to element typo strategy:) zreszta po holendersku wszytko sie zgadza.
mnie ostatnio rozwalil gosc, kotry uwazal ze jak ktos wykupil domeny nasza-klasa i fotka to reszta sie juz wlasciwie sama zrobila (i jeszce dobudowal teorie o zbawczym ‘-’ w NK) LOL
April 19th, 2009 at 3:32 pm
Bardzo fajny artykuł.
@ Arturze, a jak się trzyma Twój start-up -> Apteo ? Zwrócił się ? :)
Pozdrawiam
April 19th, 2009 at 3:36 pm
@ Grzesiek – nie tyle co się zwrócił co na siebie zarabia. Po koniec kwietnia będę publikował oficjalnie dane za 10 miesięcy jego istnienia.
April 19th, 2009 at 4:31 pm
@ Artur sorry jeśli to zabrzmiało zgryźliwie, fakt że akurat pod tym tematem pytam to przypadek. Ciekaw jestem jak wychodzi Wam gonienie czołówki, co zmieniło się po wejściu na rynek doz.pl, a może macie jakąś tajną broń :) No to czekam na podsumowanie i życzę sukcesów.
Pozdrawiam
April 19th, 2009 at 4:38 pm
@ grzesiek – nie zmieniło się wiele. DOZ ma swoje problemy – ich “core biznesem” nie jest sprzedaż wirtualna ale w aptekach patronackich. DZ zawiesił ostatnio sprzedaż leków na receptę co świadczy o tym, że chyba przegrali procesy. DZ chce wejść w realne apteki z programem partnerskim – my (apteo) ma 7 aptek i hurtownie co daje nam sporą przewagę (i z niej korzystamy). Pod kątem obrotów jesteśmy na rynku 3-4-ci według naszych wyliczeń czyli jest dobrze.
April 19th, 2009 at 6:59 pm
Według statystyk DOZ jest jednak liderem, budując społeczność. Mógłbyś napisać coś więcej o problemach DOZ ? Rzeczywiście hurtowania to już jest argument przetargowy. Zaskoczyłeś mnie Waszym wynikiem, to świadczy o tym, że jednak da się. Szczerze gratuluje.
April 19th, 2009 at 7:06 pm
@ grzesiek – DOZ jest liderem pod katem UU odwiedzajacych ich strone. Konwersja itd. pewnie pokazalaby juz cos innego – oni maja full info na temat lekow co dobrze google sobie zapamietal – gorzej z “call to action”. Apteo DOZ i DZ maja te sama grupa docelowa ale inaczej realizujemy nasze dzialania – DOZ to moloch uczacy sie internetu, DZ jest malym punktem aptecznym z ambicjami a Apteo ma solidne zasady i szybko sie rozwija (20-30% wiecej kasy zarabiamy miesiecznie). Kto wygra? Miejsce jest dla trzech firm :)
April 30th, 2009 at 8:18 am
[...] National Geographic przyszedł czas na kolejny projekt Artura Kurasińskiego (krytycznie nastawionego do tworzenia start-upów tworzonych bez ładu i składu) i tu kolejne [...]