Szukaj
Zamknij

Ach ci dobrzy piraci…

współcześni piraci

Mówienie o tym, że X milionów osób korzysta z sieci p2p i ma to być dowodem na to aby wszyscy zaprzestali respektowania swoich praw w Internecie nie jest dobrym pomysłem. Wspieranie (Przekrój) się szwedzkim przykładem allemansretten (czyli w luźnym przekładzie prawa dostępu do natury) jest bardzo mocną próba nagięcia rzeczywistości…

Na początek definicja – przyjmuję za piractwo wszelką formę ściągania z sieci Internet utworów / plików bez uiszczenia tantiem ich twórcom. Nie interesuje mnie stan prawny w Polsce (użytek własny) ani procesy w Szwecji (przegięcie w drugą stronę). Po prostu jeśli ktoś coś wyprodukował a ktoś inny zamiast mu za to zapłacić po prostu kopiuje to nazywam taki fakt kradzieżą a cały proceder piractwem. Sieci P2P, serwisy warezowe, składowiska plików w stylu Chomikuj.pl czy kopiowanie płyt i sprzedawanie ich na bazarach – wrzucam do jednego worka.

Większość osób ściągających pliki za pomocą sieci p2p to nie bojownicy o „wolność naszą i waszą” ale zwykli szarzy ludkowie, którzy nie mają pieniędzy na pójście do kina za 25 pln czy kupienie płyty CD za 60 pln. Dlatego ściągają pliki i mają gdzieś to, że ktoś, gdzieś szafuje tak wielkimi słowami jak „wolność”. Kradną z lenistwa, głupoty ale i braku legalnych alternatyw. Dlatego sprawy TPB i ich problemy guzik interesują większość osób w innych krajach – oni po prostu chcą mieć dostęp do plików.

Szwecja jest bogatsza i tam też ściągają na potęgę powie ktoś. To fakt ale nie zapominajmy, że również był / jest to kraj bardzo „socjalny” a ludzie nastawieni roszczeniowo. Szwecja płaci obecnie za wiele lat bardzo opiekuńczego stylu sprawowania opieki nad obywatelami, którym rozdawano przywileje i zapomogi za nic. Wyrosło pokolenie „daj-mi-teraz”, które nie widzi nic złego w ściąganiu pirackich plików z Internetu. Oni tego żądają i dostają.

Proszę więc nie dorabiać ideologii do zwykłej kradzieży. Piractwo spod znaku p2p nie jest ani przejawem „cyfrowego wykluczenia” ani „walką z monopolem o wolność wyboru”. Co to za wybór i co to z walka jeśli realizowana jest z pomocą kradzieży cudzej własności? Oczywiście można bronić całości procederu powołując się na polskie prawo dopuszczające użytek osobisty (ale już nie programów komputerowych) czyli ściąganie plików bez ich rozpowszechniania. Co jeśli prawo zostanie zmienione? Nadal będziemy uważali, że nic się nie dzieje złego?

Zadaję sobie takie pytanie – dlaczego pomimo ogromnych (i stale idących w górę) cen benzyny nie pojedziemy sobie gdzieś w pole i nie wywiercimy dziurki w rurociągu aby tym samym zasilać nasz samochód? Albo dlaczego nie wepniemy się na klatce schodowej w skrzynkę i nie będziemy „korzystali” z czyjegoś dostępu do TV czy telefonu? Dlaczego nie skusimy się pójść „na skróty” aby uzyskać doraźny efekt i zysk?

Odpowiedź na powyższe jest prosta – ponieważ zabiera to więcej czasu, podlega wysokim karom, wymaga odpowiedniego sprzętu, zdolności i wiedzy oraz co najważniejsze jednoznacznie kojarzone jest z kradzieżą i przestępstwem. W przypadku ściągania plików z Internetu jest na to przyzwolenie społeczne, brak jasnych przepisów prawnych, każdy może to robić (dysponując minimalną wiedzą techniczną).

W Polsce przez wiele lat powstało wiele przejawów anomii społecznej sankcjonowanej przez system w którym żyliśmy. „Załatwić” coś oznaczało ukraść coś z fabryki (np. papier toaletowy albo płyn do mycia naczyń). Osoba „zaradna” życiowa to była taka postać, która korzystając z dobrodziejstw gospodarki „centralnie sterowanej” w której każdy miał mieć po równo (czyli w sumie nic) umiała wyprać kartki na paliwo aby zatankować ponownie samochód, zdobyć przydział na pralkę czy pojechać na wakacje po to aby sprzedać w Rumunii okulary i przywieźć za to dewizy. Była podziwiana i miała naśladowców. Rolowanie państwa (a więc pośrednio i obywateli) należało do dobrego tonu i miało społeczne przyzwolenie.

Trochę jednak za oknem się zmieniło a my nadal uważamy, że fajnie jak ktoś coś skołuje i nie zapłaci. Bo płacą tylko frajerzy i idioci.

Taka była rzeczywistość za czasów PRLu. Niestety – ustrój się skończył, mentalność została. „Załatwić” i „skołować” nadal są na topie. Wiodę biedny żywot studenta i nie mam kasy na pójście z dziewczyną do kina. Ściągam więc „z sieci” najnowszy film, siadam z nią w swoim akademiku, odpalam laptopa i tak spędzamy wieczór. Moje usprawiedliwienie? „Twórcy tego filmu nie zbiednieją, zapewna mają kieszenie pełne kasy. Poza tym wszyscy tak robią”. Nazywajmy jednak rzeczy po imieniu – kradzież jest kradzieżą. Nie poszedłeś do kina bo Cię nie stać a nie dlatego, że walczysz z wyimaginowanym Systemem.

Ludzie potępiające w czambuł wyrok szwedzkiego sądu zapominają o paru sprawach – TPB od początku robił sobie jaja ze wszystkich możliwych instancji szwedzkich i międzynarodowych. Oficjalnie przyznawali się do tego, że ich motorem działania jest chęć szerzenia „piractwa”. Elementy walki o
„wolny dostęp do twórczości” pojawił się całkiem niedawno na potrzeby procesu i jako element obrony w procesie. Poczytajcie sobie odpowiedzi TPB na listy od firm zgłaszających zastrzeżenia do plików na serwerach TPB – odpowiedź w większości była taka sama: „Walcie się gumową pałą. Wiemy, że popełniamy przestępstwo ale w Szwecji możecie nam naskoczyć bo tu jest inne prawo. Pa pa!”.

Zanim zatem tak ochoczo zaczniecie powiewać flagami szwedzkiej czy polskiej Partii Piratów, zanim wyjdziecie na ulicę aby protestować przeciwko „złym kapitalistycznym koncernom” i zanim do końca uwierzycie, że wszystko powinno być darmowe – zastanówcie się. To o czym marzycie to czysta utopia. Bez możliwości czerpania zysków ze swojej pracy wytwórcy nie będą niczego tworzyli. Wy nie będziecie mogli zatem niczego ściągać i korzystać z ich pracy – to najprostsze wytłumaczenie. Koniec i kropka. Możecie sobie marszczyć noski i tupać nóżkami ale takie są zasady gospodarki rynkowej. Podaż i popyt żądzą również i Internetem.

Występ polskiej Partii Piratów na TMT’09 dowiódł, że w Polsce łatwo jest płynąć na fali demagogii. Nie usłyszałem nic z ust przedstawicieli tego stowarzyszenia (bo chyba cały czas nie mogą zebrać odpowiedniej ilości głosów aby stać się partią jeśli dobrze zrozumiałem) co by mnie zachęciło do ich wspierania. Potok banałów wsparty jakaś nowomową zasłyszaną na lewicowych zebraniach w ustach ludzi, którzy komunizm znają z podręczników historii jest dla mnie śmieszny i przerażający. Wszystko za darmo? Wszyscy mają mieć po równo? Cała władza w ręce ludu? Gdzieś to już było…

Zgadzam się – obecna sytuacja w której część Europy nie może korzystać z usług i serwisów, które w USA są dostępne jest bardzo bardzo zła i powoduje problemy. iTunes i Apple są przykładem pasywnego działania. Casus sklepu Nokia z cenami w okolicy 1 USD za utwór pokazuje, że jednak można. Jasne, że chciałbym obejrzeć w tym samym okresie co amerykańscy widzowie „Lost” czy „Dr House”. To jest ogromny błąd. Tak samo jak większość osób nie chcę płacić (albo inaczej – chcę mieć wybór) za opakowanie kolekcjonerskie, książeczki i naklejki – chcę dostać utwór po najniższej cenie bez marży pośredników i sklepów.

W samych koncernach potrzebne są zmiany na najwyższych szczeblach aby dostosować mentalność działań rodem z XIX wieku do nowoczesnych warunków i technologii. Potrzeba nowych rozwiązań prawnych dających się zastosować na całym świecie. Podpisuję się pod stwierdzeniem francuskich konstytucjonalistów – prawo do Internetu jest jednym z praw człowieka. Nie zmienia to faktu, że zmiany muszą zostać wdrożone w sposób przemyślany a nie pod dyktatem pistoletu przystawionego do skroni.

Chciałbym zamiast pozornego zamieszania wokół TPB większej dyskusji na przykład o Creative Commons. Chciałbym abyśmy przestali działać tylko w wybranych obszarach ale potrafili zdobyć się na spojrzenie na problem z dystansem. Chciałbym poważnej dyskusji o zastosowaniu p2p dla celów komercyjnych, zgodnych z prawem. Chciałbym dyskusji o stawkach, cłach i globalnych rozwiązaniach spraw praw autorskich.

Zanim wzniesiemy flagi i rozpoczniemy abordaż zastanówmy się czy przypadkiem nie zatapiamy jedynego okrętu na którym możemy popłynąć dalej.

PS. No proszę – czyżby TPB właśnie opuszczało swój okręt flagowy? Właśnie ogłosili, że zostają sprzedani. I gdzie się podziały hasła „zero komercji” czy „nigdy nie będziemy pracowali dla kogoś”? Pecunia non olet…

  • Zgadzam się, że tak po prostu kopiowanie cudzych dzieł to kradzież. Z drugiej strony rozumiem także tych, którzy nie zgadzają się z tym, że książka / bilet na film kosztuje sporo. A może po prostu zmniejszyć czas „życia” praw autorskich?

    Nowy film z Batmanem zarabia krocie i tak tylko przez pierwszych kilka miesięcy – gdyby wprowadzić prawo, że każde dzieło po 5 latach można już swobodnie kopiować (teraz jest to około 50, w różnych krajach różnie), to i producenci / autorzy powinni być zadowoleni, i szerokie grono ludzi w stylu „biednych studentów”.

    Ale to bardziej „teoretyczny przyczynek do dyskusji” niż realna propozycja…

  • Artur Kurasinski

    @Lukasz Internetowa2.pl – Zgadzam sie z Toba, ze duze koncerny leca w kulki. Stosuja rozna polityke w zaleznosci od kraju, wala ceny z sufitu i nie chca patrzec co sie dzieje wokol nich. Pokusa zagrania im na nosie w postaci stworzenie „podziemnego” kanalu dystrybucji jest wielka (i de facto tak sie dzieje) ale przeciwnik przyparty do muru zacznyn atakowac czesto na oslep powodujac jeszcze wieksze problemy. Vide TPB…

  • Piotr

    Ale my nigdzie nie płyniemy.

    Gdzie mogę kupić (do pobrania) muzykę w jakości CD nawet po cenie fizycznej płyty?
    Gdzie poza p2p i chomikami kupie audiobooki i e-booki?
    Gdzie poza p2p i uploadami kupie filmy?
    Gdzie kupie gry w rozsądnych cenach?

    Muzyki słucham tylko w telefonie i PC.
    Do kina nie chodzę – wcale nie z powodu cen.
    Z DVD mam kontakt dzięki wypożyczalni co mnie utwierdza w przekonaniu, że nie warto ich kupować – głównie przez kilkunastominutowe, niepomijalne bloki reklam.
    Gry kupowałem na Steam’ie do grudniowej rewolucji cenowej, teraz znowu jestem piratem (nie licząc okazyjnych zakupów na GOG).
    Znam 2 (słownie: dwa) miejsca gdzie są audiobooki: audioteka.pl (wymaga zgody na otrzymywanie spamu) i dosluchania.pl (bardzo mały wybór).
    Kupiłem expressivo ale jedynym źródłem e-booków są uploady i p2p.
    Muzykę kupiłem tylko raz w życiu (sic!) na jonathancoulton.com.

    Jedynie zakup oprogramowania nie stanowi żadnego problemu.

  • Tomek Z.

    Piractwo to akt przemocy wobec załogi lub pasażerów statku morskiego lub powietrznego. Powinieneś pisać „nielegalne rozpowszechnianie utworów”. A tak się składa, że w Polsce istnieje instytucja dozwolonego użytku i niektóre formy *pobierania* utworów z sieci nie są nielegalne. Oczywiście możesz nie oglądać seriali skopiowanych od kolegi, ale nie oznacza to, że osoby które tak robią łamią prawo.

  • lu

    no ale problem polega na tym, że żadnymi zakazami tego trendu nie odwrócisz.
    grzmieniem mateforami o prl-u i piętnując złodziejstwo nie zmienisz faktu, że ściąganie jest procederem ogólnoświaowym (a nie jedynie postsocjalistycznym, jak starasz się udowodnić). i z takim faktem twórcy powinni sobie zacząć radzić – to nie jest tak, że kiedy wszystko będzie za darmo nikt nie będzie płacił twórcom (nie będę się zagłębiała w przykłady źródeł dochodu twórców innych niż sprzedaż kopii ich dzieł) – tak już jest. na mniejszą skalę na razie, ale ta skala tylko będzie rosnąć.
    czas przestać płakać nad rozlanym mlekiem i zastanowić się nad sensowną przyszłością. opartą nie o mechanizmy represji (co mi znów wydaje się mocno podobne do czegoś, co już kiedyś było), tylko o sensowne mechanizmy rynkowe.

  • Artur Kurasinski

    @ Tomek Z – podalem swoja definicje piractwa sieciowego.

  • Tomek Z.

    „Przyjmuję za piractwo wszelką formę ściągania z sieci Internet utworów / plików bez uiszczenia tantiem ich twórcom” – wyjątkowo kiepska definicja. Rozważmy sytuację: prosisz brata o nagranie filmu z TV, nazajutrz przychodzisz do niego i z cyfrowej nagrywarki zgrywasz go na DVD albo pendrive. Wg powyższej definicji nie jest to piractwo. Jeśli jednak leje deszcz a obaj macie szybkie łącza, brat wrzuca ci film przez p2p albo ftp. I to jest piractwo.

    Pomijam fakt, że pod twoją definicję podpadają utwory których twórcy zrzekli się praw majątkowych oraz utwory, których ochrona prawnoautorska wygasła.

  • Artur Kurasinski

    @lu – przeciez o tym wlasnie mowie. chcialem tylko pokazac, ze nadal pewne procesy pozostaje zwykla kradzieza i przestepstwem.

    powiem tak – jako autor drukujacy np. komiks jesli zobacze, ze ktos zrobil jego wersje pdf umiescil to na tpb albo na chomikuj.pl to na pewno nie podziekuje mu, nie podziele jego zapalu do tego aby walczyc z globalnym uciskiem.

    wiem, ze duze koncerny maja mase kasy i uplynie troche czasu zanim sie wykrawia. natomiast nie zgadzam sie, ze teraz zostawiamy tworcow mowiac im „sorry internet zabija nasze kanaly dystrybucji – nie mozemy nic zrobic ani wam pomoc”.

    musimy dazyc do sytuacji w ktorej kazdej ze stron bedzie sie oplacalo rozpowszechniac w sieci.

    co z tego, ze sa sklepy cyfrowe (prosze – w polsce nokia) skoro mlody obywatel z malym kieszonkowym powie – mam to w dupie. moge zaplacic 50 groszy a nie 3 pln? A za 50 groszy biznes nie bedzie sie kreci.

  • @Piotr

    Co do muzyki w plikach w jakości CD – polecam niezmiennie Magnatune.com. Sensowne licencjonowanie, sensowne ceny, formaty plików do wyboru (WAV included). Jedyny problem to ubogi ilościowo i jakościowo katalog :/.

    @Artur
    Mnie rozwala kompletny brak zainteresowania wytwórni naszym rynkiem. Tu wbrew pozorom są ludzie, którzy chcą płacić za treści (jak wszędzie zapewne), problem w tym, że w dobie internetu nie da się ukryć, że to samo mogę kupić za granicą mojego kraju taniej, niż w jego granicach i wcześniej. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których taniej wychodzi mi ściągnięcie filmu z Amazona niż kupienie go w Merlinie o Empiku nie wspominając (o ile będzie w ogóle dostępny). O dysproporcji w zarobkach się nawet nie wypowiem, bo i po co?

    Kradnę, głupio mi z tego powodu, o ile mogę kupuję to, co mi w oko/ucho wpadło. Kradnie się za prosto – klik i treści same spływają. Z tym się nie da walczyć inaczej, niż edukując. Wtłaczając do głów już w szkole, że niektórzy ciężko pracują, by inni mogli coś obejrzeć/posłuchać/w coś pograć. Młodzież nie zna wartości muzyki czy filmów, nie ma pojęcia, ile kosztuje sesja nagraniowa i że ktoś za to musi zapłacić a nie będzie robił tego za free. Brak świadomości tak podstawowych kwestii jest wręcz porażający i raczej tu widziałbym główny problem z piractwem. Kradnę ale czuję mocne szczypanie w okolicach sumienia i w miarę możliwości to szczypanie staram się rugować kupując skradzione utwory. Większość złodziei jednak tego szczypania nie doświadcza a czynność, którą wykonują uważają za naturalną. I chyba tu jest pies pogrzebany a nie w długości obowiązywania majątkowych praw autorskich czy co tam innego się przywołuje.

  • lu

    >>wiem, ze duze koncerny maja mase kasy i uplynie troche czasu zanim sie wykrawia. natomiast nie zgadzam sie, ze teraz zostawiamy tworcow mowiac im “sorry internet zabija nasze kanaly dystrybucji – nie mozemy nic zrobic ani wam pomoc”.

    my czyli kto? bo tu jest cała zabawa. nie czuję się odpowiedzialna za ten stan rzeczy, nie uważam, że to ja powinnam za twórców i wielkie kompanie coś wymyślać.

    możesz określić, kto twoim zdaniem powinien coś w tej sytuacji robić?

  • Artur Kurasinski

    @ Piotr – na chomikuj.pl nie kupujesz nic tylko dajesz w lape zlodziejom. Ktokolwiek z osob zarzadzajacych Chomikuj.pl odprowadza tantiemy do polskich organizacji zbiorowego zarzadzania typu ZAIKS?

    zakup muzyki na telefon i nie tylko: prosze bardzo – sklep nokia, muzodajnia

    Rozumiem natomiast Twoje pretensje – moj sposob korzystania z cyfrowych utworow jest podobny – telefon komorkowy, laptop. Nosniki fizyczne tylko w ostatecznosci. Niestety na dzien dzisiejszy nie ma rozwiazania, ktore pozwala na bycie w 100% zgodnym z prawem. To o co apeluje to nie zaslanianie sie kwestiami „braku uregulowan” bo to prowadzi do sytuacji w ktorej za pare lat w momencie kiedy bede juz legalne sklepy i serwisy nadal spora czesc naszego spoleczenstwa bedzie mowila „eee za drogo, eee za malo wygodnie, eee po co skoro sa takie mozliwosci jak p2p”.

  • lu

    >>@lu – przeciez o tym wlasnie mowie. chcialem tylko pokazac, ze nadal pewne procesy pozostaje zwykla kradzieza i przestepstwem.

    im dłużej będzie się to piętnowało, tym dłużej nikt z tym nic nie będzie robił. nazywanie ludzi złodziejami oznacza zamknięcie się na jakąkolwiek poważną dyskusję. może lepiej jednak spróbować pójść w stronę jakiejkolwiek komunikacji zwrotnej między artystami, producentami a użytkownikami i dojść do czegoś, zamiast się nawzajem wyzywać od złodzei i krwiopijców

    >>co z tego, ze sa sklepy cyfrowe (prosze – w polsce nokia) skoro mlody obywatel z malym kieszonkowym powie – mam to w dupie. moge zaplacic 50 groszy a nie 3 pln? A za 50 groszy biznes nie bedzie sie kreci.

    ale przecież taki osobnik płyty na pewno nie kupi. naprawdę wolisz nic niż 50 groszy?

  • Artur Kurasinski

    @lu – jesli cokolwiek kiedykolwiek sciagnales to powinnies czuc sie odpowiedzialny jak cholera. to mi przypomina taka scenke – rozbija sie ciezarowka z cytrynami. ludzie chodza wokol, lapia do siatek te , ktore nie zostaly rozgniecone. na pytanie policjanta dlaczego to robia odpowiadaja „przeciez lezalo na ulicy”…

    Jasne, ze ani Ty ani ja nie bedziemy glosami branymi pod uwage. Prawdopodobnie UE sie tym zajmie + koncerny ustala miedzy soba. To co my jako konsumenci mozemy zrobic to glosno mowic co nas sie nie podoba i stosowac naciski w ramach prawa. Ale w granicach prawa.

  • Artur Kurasinski

    @ lu – jestem przeciwny. chcesz powiedziec, ze mozna nazwac „kreatywnym uzyczeniem” fakt, ze ktos kopiuje plyty na stadionie? istnienie warezowych serwisow z softem (ktory prosciej jest przeciez kupic w sieci) nie zmniejsza sie pomimo dostepnosci takiej metody.

    mentalnosc ludzi + warunki pozwalaj na to zeby czesc osob olewala i kradla bo nie moze byc lapana. Bo sady sa ospale. Bo polityce maja w nosie prawa autorskie i bija sie o stolki. Wiec przyzwolenie jest. I jest wykorzystywane.

    burmistrz NY wdrazyl taki program – „zero tolerancji”. Kazda zniszczona szyba, spluniecie na ulicy, obelga spotykala sie z reakcja policjanta (w skali w zaleznosci od popelnionego wykroczenia). I to zadzialo. Nie uswiadamianie, ze to i to jest be – lapiesz goscia za fraki i mu tlumaczysz „rzuc papierek na ulice jeszcze raz a dostaniesz mandat”. Tylko to dziala. Niestety.

  • Srogi Luśnia

    I znowu porównywanie ściągania muzyki do kradzieży dóbr materialnych… Tak ciężko zrozumieć, że w pierwszym przypadku nie ma straty, która występuje tylko w drugim przypadku? Mówienie o stracie powodowanej przez ściąganie muzyki jest głupotą. Kiedyś tę muzykę nagrywałem z radia, teraz ją ściągam z internetu (co zresztą w Polsce jest legalne). Gdzie jakakolwiek strata?

    Przy okazji – lubię mieć oryginalne płyty i kupuję je, ale bardzo rzadko w Polsce. Nie jestem w stanie pojąć jak to jest, że często bardziej opłaca mi się kupić płytę na angielskim czy nawet amerykańskim eBayu (normalne, pełne wydanie) wliczając wysyłkę do Polski, niż w dowolnym polskim sklepie (okrojone wydanie bez książeczki i z paskudnym napisem „wydanie polskie”).

    I jeszcze jedno – prawie żadnej płyty nie kupiłem bez przesłuchania jej wcześniej z mp3. Wolę wiedzieć co kupuję. Więc w moim przypadku ściąganie muzyki z internetu przyczyniło się wręcz do zysku koncernów płytowych (bo akurat artyści to z tego wszystkiego dostają najmniej…).

  • lu

    ściągnęłam :)
    a Ty nie? czy twoje poczucie odpowiedzialności wypływa właśnie z tego? dlaczego i w jaki sposób mam się czuć odpowiedzialna? jakiego rodzaju postępowanie powinnam teraz zastosować? posypać głowę popiołem? zwrócić wszystkie cytrynki na pakę ciężarówki? nie rozumiem, do czego mnie namawiasz.

  • lu

    >>burmistrz NY wdrazyl taki program – “zero tolerancji”. Kazda zniszczona szyba, spluniecie na ulicy, obelga spotykala sie z reakcja policjanta (w skali w zaleznosci od popelnionego wykroczenia). I to zadzialo. Nie uswiadamianie, ze to i to jest be – lapiesz goscia za fraki i mu tlumaczysz “rzuc papierek na ulice jeszcze raz a dostaniesz mandat”. Tylko to dziala. Niestety.

    matko święta, przerażasz mnie. i nadal nie rozumiesz, albo po prostu unikasz odpowiedzi na pytania. postawię je więc jeszcze raz:

    – do czego doprowadzi program zero tolerancji w przypadku ściągania płyt? do tego, że matka dzieciom za 23 piosenki będzie płacić setki tysięcy baksów? kara powinna być adekwatna do czynu, czy nie?

    – uważasz, że rozwiązanie siłowe naprawi system? uważasz, że nie ma lepszego rozwiązania biznesowego niż lanie obywateli pałką?

    – kto zyska na programie zero tolerancji?

    – uważasz siebie za człowieka, którego trzeba złapać za fraki i nos wcisnąć mu w kupę na chodniku, żeby zrozumiał? czy uważasz, że ten syndrom dotyczny tylko innych?

  • Artur Kurasinski

    @ lu – jesli wprowadzimy alternatywe i mozliwosc sciagania plyt / utworow za pomoca sklepow w stylu iTunes to jestem za pelna penalizacja osob, ktore wykorzystuja p2p do sciagania pirackich plikow.

    jesli mozesz byc legalny a nadal kradniesz – podlegasz karze.

  • Artur Kurasinski

    @ lu – ściągałem i wstydze sie tego. teraz nie sciagam niczego do czego nie mam praw (nie posiadam nosniki cyfrowe). staram sie kupowac legalnie a jesli czegos nie moge zdobyc to pozyczam od osob, ktore to kupily. nie kopiuje jednak plyt ani gier.

  • Piotr

    @Artur Kurasinski: „na chomikuj.pl nie kupujesz nic tylko dajesz w lape zlodziejom. Ktokolwiek z osob zarzadzajacych Chomikuj.pl odprowadza tantiemy do polskich organizacji zbiorowego zarzadzania typu ZAIKS?”

    Ale czemu mnie (klienta) miałoby to obchodzić? Idąc po bułki nikt się przecież nie zastanawia czy i jak właściciel sklepu rozlicza się z piekarnią.

    @Artur Kurasinski: „zakup muzyki na telefon i nie tylko: prosze bardzo – sklep nokia, muzodajnia”

    Pierwszy to klon iTunes – bez ich aplikacji nie dowiem się co jest w środku, a drugi ma DRM i muzykę w stratnych formatach.

    @Artur Kurasinski: „To o co apeluje to nie zaslanianie sie kwestiami “braku uregulowan” bo to prowadzi do sytuacji w ktorej za pare lat w momencie kiedy bede juz legalne sklepy i serwisy nadal spora czesc naszego spoleczenstwa bedzie mowila “eee za drogo, eee za malo wygodnie, eee po co skoro sa takie mozliwosci jak p2p”.

    Po pierwsze piractwo istnieć będzie zawsze, niezależnie od dostępności i cen – z tym trzeba się po prostu pogodzić i wrzucić w koszty. W hipermarketach jest więcej kradzieży niż w małych sklepach – mimo wszystko powstają nowe.

    Mylisz się, że nie można zaoferować nic ponadto co jest dostępne w p2p:
    – wyszukiwarka (zob. np. midomi.com)
    – możliwość wyboru formatu,
    – dobre otagowanie,
    – funkcje społecznościowe (recenzje, sugestie),
    – bonusy (dzwonki, tapety),
    – backup i sieciowy folder z muzyką – wielokrotne pobieranie tych samych utworów na różne maszyny,
    – szybki download,
    itd…

    Z tym, że za parę lat będziemy to mieli za darmo w jakimś MusicPirateBay.

    Albo po prostu nikt już nie będzie nawet szukał czegoś lepszego.
    Ja za muzyką rozglądałem się ostatni raz (ponad dwa lata temu), za audiobookami i e-bookami kilka miesięcy temu – pisałem też do kilku wydawnictw.
    Teraz jak czegoś szukam to od razu na uploadach / p2p.

  • Artur Kurasinski

    @ Srogi Luśnia – masz wlasne studio nagraniowe i wlasna wytwornie. nagrywasz swoja plyte. wydajesz ja. ktos ja ripuje i wrzuca do sieci. duzo osob ja pobiera w takiej postaci. ty jako artysta zarabiasz mniej niz sie spodziewales (w zasadzie nic).

    Jak wytlumaczysz takiem artyscie, ze to co robia inni jest w porzadku i legalne?

    Mozliwosc zapoznania sie z utworem jest potrzebna – tu sie zgodze.
    Osluchiwanie plyt bylo juz mozliwe i popierane przez wszystkich w 2000 roku. Z tym, ze takim projektom jak LastFM nikt nie zarzuca piractwa.

  • Artur Kurasinski

    @ Piotr – Co Ci moge powiedziec na Twoje argumenty? Sciagaj zatem, piratuj, kradnij. Masz wolny wybor ale pamietaj o konsekwencjach swoich dzialan.

    Jesli idac do sklepu, ktory wiesz, ze jest speluna prowadzona przez przestepcow puszczasz oko i udajesz, ze nie interesuje Cie skad jest towar, ktory kupujesz? Sad tego nie kupi na szczescie.

  • Tomek Z.

    Arturze, nie odpowiedziałeś mi. Czy nagranie filmu z TV na magnetowid jest dla Ciebie akceptowalne? Czy obejrzenie nagranego filmu u brata jest OK? A zabranie kasety od brata i obejrzenie w domu? A zgranie od brata na DVD i obejrzenie w domu? A przesłanie przez brata via FTP i obejrzenie w domu? Interesuje mnie moment, w którym opłata uiszczona przez stację telewizyjną (przyjmijmy, że prywatną, komercyjną) za emisję filmu przestaje Ci wystarczać i zaczynasz czuć, że odbiorca musi koniecznie sam jeszcze raz coś uiścić.

  • Piotr

    @Artur Kurasinski: „Sciagaj zatem, piratuj, kradnij. Masz wolny wybor ale pamietaj o konsekwencjach swoich dzialan.”

    Przykre jest, że konsekwencji żadnych nie ma jeśli np. szyfruje się dyski.
    Za muzykę na na nośnikach nikt mi nic nie zrobi.

    @Artur Kurasinski: „Jesli idac do sklepu, ktory wiesz, ze jest speluna prowadzona przez przestepcow puszczasz oko i udajesz, ze nie interesuje Cie skad jest towar, ktory kupujesz?””

    Oczywiście, że mam wyżuty sumienia choć główną motywacją do zakupów byłaby lepsza jakość (utworów, tagów itp.).
    Ale jak sam zauważyłeś szerokiego wyboru to ja nie mam.

    Alternatywą CD nie są mp3, nie kupię ich mimo, że słoń nadepnął mi na ucho, a utwory i tak pewnie skonwertuję do stratnego formatu. Fakt to kwestia widzimisię – nie chce czegoś gorszego niż dostają nabywcy CD.
    Mojej bezpłatnej kolekcji nikt mi nigdy nie wyłączy, a serwery DRM były już wyłączane – nie zapłacę za konieczność nagłego nagrywania kolekcji na CD.

    Zły pirat tylko w ten weekend zostawił w AppStore ponad 15 euro nie licząc innego oprogramowania i wsparcia dla bezpłatnych projektów.

    Jeśli chcesz rzetelnie rozmawiać o piractwie to powinieneś ograniczyć się do software (z wyłączeniem gier).

  • Artur Kurasinski

    @Tomek Z. – Niestety nie podam Ci dokladnej definicji ani miejsca w ktorym nastepuje zlamanie prawa czy tworca ponosi koszta. Na czuja moge Ci odpowiedziec tylko tak – jesli robisz to sporadycznie i w malym zakresie (ty + 2,3 osoby) to nie dzieje sie nic zlego. Natomiast jesli wrzucasz utwor do miejsca w ktorym moze z niego skorzystac miliony innych osob to jest zlamanie prawa.

    Jest cos takiego jak uzytek na wlasne potrzeby – porzyczajac ksiazke koledze nie lamiesz prawa. Skanujac ja i umieszczajc w sieci aby mogly z nie korzystac miliony osob jest zle i naganne.

  • johnnyQ

    @ak74
    „@ Tomek Z – podalem swoja definicje piractwa siecioweg”

    fajnie, rozumiem, że jutro np. podasz swoją definicję wykroczenia drogowego i kogoś zjedziesz z góry na dół, to to TWOJA definicja?

    wspominasz program „zero tolerancji” i przyjmujesz proste wyjaśnienia zjawisk jako pewnik, poczytaj gladwella to zobaczysz, że to nie było takie proste. po pierwsze NY nie był jedynym miastem USA, w którym spadła przestępczość, po drugie w NY (i innych miastach) znacznie zwiększono wydatki na policję, co skutkowało zwiększeniem ilości funkcjonariuszy, to m.in. dzięki nim można było ścigać te drobne przestępstwa w ramach programu „zero tolerancji”, po trzecie: rozwój gospodarczy=miejsca pracy=zmniejszająca się przestępczość. i jeszcze pewnie mnóstwo innych czynników

  • johnnyQ

    @ak74
    „Na czuja moge Ci odpowiedziec tylko tak – jesli robisz to sporadycznie i w malym zakresie (ty + 2,3 osoby) to nie dzieje sie nic zlego.”

    haha, jak kradnę jedną pomadkę to nie jest to tak złe jak ukraść dwie pomadki

    kradzież to kradzież kolego

  • Artur Kurasinski

    @johnnyQ – nie mozesz wylaczac uzytku dozwolnego. Pozyczajac ksiazke nie popelniasz przestepstwa.

  • Artur Kurasinski

    @johnnyQ – dokladnie tak. zaznaczylem na poczatku, ze podaje wlasna definicje i jej sie trzymam.

  • johnnyQ

    użytek dozwolony nie mówi nic o ilości osób, sposobie pożyczania, zakresie i częstotliwości, ważniejsze są inne czynniki

    chcesz poważnie rozmawiać o „piractwie” to nie baw się w tworzenie własnych definicji piractwa, ale poczytaj trochę o złożoności tej problematyki, kwestiach prawnych, społecznych i kulturowych, to co Ty robisz to sprowadzenie wszystkiego do jednego mianownika (kradzież) i rzucenie hasła – teraz możmy rozmawiać

  • Artur Kurasinski

    @JohnnyQ – dokladnie to zrobilem – aby nie dyskutowac o 100 rzeczach skupilem sie na pewnym wycinku. Mozesz to przyjac na potrzeby tej dyskusji lub tez nie – masz prawo.

    Poczytalem, mam swoje zdanie, ktore wyrazilem – nie ma dobrego piractwa, sa luki w prawie i braki w wyksztalceniu uzytkownikow.

  • Tomek Z.

    @Artur – w opisanej przeze mnie sytuacji nie nastąpiło złamanie prawa. Nie nastapiłoby też, gdyby brat mieszkał w USA i przesyłał mi serial pocztą na płytkach. Oczywiście, koncerny chciałyby abym płacił za samą możliwość opowiedzenia mi przez brata o czym jest ten serial tudzież wygwizdywanie na ulicy motywu muzycznego, ale to odsuńmy na bok.

    Ogólnie ludzie nie lubią być dymani. A jak już było podnoszone wyżej, są dymani ewidentnie, skoro kupno filmu w Australii z transportem przez bite PIĘTNAŚCIE TYSIĘCY KILOMETRÓW ciągle kosztuje mniej niż kupno w Empiku za rogiem.

    Wytwórnie kinowe zauważyły już, że jednoczesne premiery hiciorów na całym świecie OPŁACAJĄ SIĘ. Bo w tym całym piractwie filmów chodziło m.in. o to, że osoby, które obejrzałyby film w kinie, nie chciały czekać pół roku aż film trafi do dzikiego kraju. I popatrz, jeśli film pojawia się jednocześnie także tutaj, to część diviksiarzy jednak idzie do kina. W taki oto sposób piractwo kinematograficzne przyczyniło się do poprawienia jakości usługi dystrybucji filmów kinowych. Jeśli film ma trafić na warezy w pierwszy weekend, to sprawmy, żeby w pierwszy weekend był dostępny dla dwóch miliardów a nie dwustu milionów.

    Teraz czekamy na podobny ruch w temacie seriali. Żeby nie trzeba było czekać dwóch lat i być skazanym na lektora czytającego zrypane tłumaczenia odcinków wyświetlanych w pomylonej kolejności.

    Duzi gracze zawsze woleli zachować status quo ale zmiany są nieuniknione. Nowe rozwiązania będą rewolucyjne lub ewolucyjne, dobra twórczość będzie wynagradzana zawsze ale to, kto zgarnie kasę za pośrednictwo, jest akurat najmniej istotne.

  • RomeoAD

    @Artur: »[…] Co to za wybór i co to z walka jeśli realizowana jest z pomocą kradzieży cudzej własności? […]«

    Przecież w taki sposób zasiedlono tereny obecnego USA, a po 200 latach obecni potomkowie złodziei i morderców (uogólniam) mają pretensję, że ktoś robi tak samo w innej dziedzinie. Historia zna więcej takich przypadków.

    »masz wlasne studio nagraniowe i wlasna wytwornie. nagrywasz swoja plyte. wydajesz ja. ktos ja ripuje i wrzuca do sieci. duzo osob ja pobiera w takiej postaci. ty jako artysta zarabiasz mniej niz sie spodziewales (w zasadzie nic).«

    Nine Inch Nails poradziło sobie z tym problemem, sami udostępniają swoją twórczość na zasadach zbliżonych do oprogramowania shareware. Tak, wiem że nie jest to metoda dostępna dla każdego – najpierw trzeba zdobyć uznanie rynku i fanów. Ale mylisz się co do jednego – artyści zarabiają na występowaniu na żywo, wydanie płyty to mały ułamek kwoty z koncertów. Chyba że się dotrze do szczytu, ale wówczas można postępować jak NIN. Nieznany nikomu artysta nie ma kasy na własne studio, wytwórnię itp. Płaci za to jak za każdy towar. Nie ma też własnej sieci dystrybucji, zwykle zleca to dużym graczom. W efekcie dostaje może do 5% wartości ceny płyty (o ile jest autorem tekstu i muzyki) od sprzedanej sztuki. Przy czym nie jest to zarobek netto, bo wcześniej artysta wydał kasę na studio, produkcję, oraz dystrybucję. Zarabiają na tym pośrednicy/dystrybutorzy i ich współpracownicy (reklama/promocja). Artysta zarabia mniej niż się spodziewał – w zasadzie prawie nic.

    Inna sprawa – czy kupując książkę biblioteka płaci więcej za egzemplarz niż zwykły czytelnik? Wszak powinna zapłacić za wersję z prawem do wypożyczania – tak samo jak w przypadku filmów na DVD. O rany, jak autorzy książek przez to biednieją!

    Moim zdaniem wszyscy przeginają – tzw. piraci poprzez czyn zbliżony do kradzieży, ale nie do końca nią będący w świetle prawa, jak również tzw. twórcy treści poprzez czyn zbliżony do wymuszenia haraczu/kradzieży, który również prawnie ma zagwarantowane istnienie po legalnej stronie. Jedni i drudzy korzystają z faktu, że prawo nie nadąża za życiem. A przecież każdy z nas jest w stanie ocenić, czy to co robi jest ok czy nie. Czy przestępstwem jest obejrzenie zripowanego filmu, który potem jeszcze 3x obejrzy się w kinie? Czy przestępstwem jest pożyczenie gry na PSP koledze na miesiąc w zamian za uzyskanie dostępu do jego kierownicy? Czy przestępstwem jest podłożenie utworu z płyty CD, którą wcześniej się kupiło w sklepie, pod filmik wrzucony na youtube, którym chcemy się podzielić z rodziną i znajomymi?

  • Tomek Z.

    @Artur
    „nie ma dobrego piractwa, sa luki w prawie i braki w wyksztalceniu uzytkownikow.”

    To, co dla Ciebie jest luką w prawie (czyli dozwolony użytek), dla innych jest fundamentalną wolnością jednostki, dzięki której możliwe jest trwanie społeczeństw, rozwój kultury oraz twórczości opartej na dokonaniach poprzedników. Wyraźnie sympatyzujesz z takim podejściem, w którym mama zaglądająca do podręcznika dziecka musiała wykupić osobną licencję na dostęp do treści.

    Gdyby starożytni Grecy mogli skutecznie wdrożyć DRM a potem barbarzyńcy by im spalili mechanizmy uwierzytelniania i autoryzacji, to by jednak było szkoda.

    Ale mogę się mylić. Sprzedawałem używane podręczniki więc mam ewidentne braki w rozróżnianiu dobrego i złego.

  • Artur Kurasinski

    @ Tomek Z. – Fundamentalnym prawem kazdego obywatel panstwa jest opieka prawna i jasnosc zasad. Od dawien dawna byly archiwa i antykwariaty i nikt nie mowil, ze sa zle. Nadal nie sa. Problem jest w SKALI.

    Nikt nie zabrania wziac piosenki Stinga i jej zremiksowac, ba nawet na tym zarabiac jesli zaplacisz odpowiednie oplaty.

    Mowienie o wolnosci i trwaniu spoleczenstw w momencie kiedy kazdy moze ukrasc cudza wlasnosc jest dosc zastanawiajace. Naprawde wierzysz w to, ze swiat dazy do tego aby wszyscy mieli dostep do wszystkich tresci na rownych zasadach? A kto to sfinansuje?

  • Tomek Z.

    @Artur „Mowienie o wolnosci i trwaniu spoleczenstw w momencie kiedy kazdy moze ukrasc cudza wlasnosc jest dosc zastanawiajace”
    W sumie o to mi chodziło – żebyś się jeszcze raz zastanowił.

  • yaca

    Żal czytać takie wypociny.

    Ściąganie plików bez licencji (tzw, piractwo) jest równe kradzieży? A z jakiej racji? Uproszczenia myślowe i populizm goni w tym wywodzie jedno drugie.

    MOŻE i jest tak, że wielu ludzi ściąga z lenistwa/braku kasy na dane medium (muzykę/film/grę). Ale:

    – to jest akurat w polskim prawie LEGALNE

    – może to nie jest kwestia „lenistwa”/niechęć wydawania kasy tylko chęć sprawdzenia towaru przed zakupem – nie na darmo badania pokazują, że ludzie ściągający muzykę wydają na nią WIĘCEJ niż ci, którzy nie ściągają – gdzieś tu się gubi logika szkukania „złodzieja”

    Więc ok – przyjąwszy, że większość działa bezmyślnie itd. itp. możemy ich zostawić za nami. Bo nie chodzi o ideały wyznawane czy nie przez większość ale o pewne PRAWA. Bo większość kupy też spływa zawsze zgodnie z ciśnienem wody w spłuczce – akurat zgodnie z prawem grawitacji. Co nie oznacza, że ta większość o tym prawie decyduje. Decydować o prawie można gdy się trochę człowiek nad nim zastanowi, gdy oprze swe zastanawianie na pewnych ideałach i zbierze spójne wnoski.

    Jak się tego nie rozumie to nam wychodzi populizm – taki jak powyższy artykuł.

    Więc teraz o tzw. „własności intelektualnej”. Osobiście rzygam tym terminem. Bo przecież o ŻADNEJ „własności” mowy być nie może. To czym się nazywa ogólny zbiór praw odnoszących się do tego terminu to tak naprawdę PRAWNIE USANKCJONOWANE MONOPOLE.

    Monopole na wykorzystanie określonego sposobu na zarabianie pieniędzy. Np. przez sprzedaż utworu (muzycznego, filmowego, książkowego). Gdy zostały wprowadzone miały służyć wzrostowi INNOWACYJNOŚCI. I teraz najlepsze:

    Jakim prawem mają być ścigani ludzie za słuchanie muzyki gościa, który zmarł w 1980 roku (Lennon) a nie mają być ścigani słuchający gościa zmarłego w 1791 r. (Mozart)? Paranoja prawda? Gdzież tu szerzenie innowacyjności?

    Odpowiem więc: prawem zdzierstwa bez granic i bez rozsądku. Obecne prawo doyczące tzw. praw autorskich jest CHORE. Inaczej tego nazwać nie można. I wymaga NATYCHMIASTOWEJ reformy. Ale wiem… łudzę się. To byłoby akurat rozsądne. To mogłoby rzeczywiście dać wsparcie artystom zamiast 90-95% kasy pompować do kieszeni molochów medialnych.

    Dlatego moje osobiste zdanie to: WALIĆ TO.

    Ja – „pirat” (chociaż nie lubię tego słowa, cholera nawet nie mam statku) – „złodziej” (jak go szanowny autorze nazywasz w tym felietonie) mam zamiar wszędzie gdzie tylko mogę ignorować to durne prawo. To złodziejskie, bydlęce, pazerne, niehumanitarne, odczłowiaczające prawo. I nie dam złamanego grosza Mega-hiper-duper „gwiazdom” promowanym przez „wielkich i tłustych gigantów muzyki”.

    Ale bardzo chętnie wydam kolejne kasę na koncie PayPal na muzykę Radiohead. Ha! Pablo Honey kupię nawet sobie na niedługie urodziny w Empiku (bo mam taki kaprys i chcę sobie móc postawić płytkę w kolekcji). I dlatego, że mnie stać.

    Bo stać mnie jest na coś, co mi się podoba. A jak mi się podoba to zapłacę i 20 razy. A jak mi się coś wciska i rząda kasy i grozi ściganiem to dopóki będę się w stanie zabezpieczyć (a wierzcie, że potrafię) to NIE MAM ZAMIARU płacić za ciastko, które chcę tylko powąchać i nigdy więcej nie dotykać.

  • Artur Kurasinski

    @yaca – czy nie mozesz zamiast sciagac na swoj komputer / urzadzenie nie mozesz odsłuchac online? mozesz

    poza tym zerknij na poczatek mojego wpisu, przeczytaj moja definicje do ktorej sie odnosze a potem wroc i mozemy porozmawiac.

    „Ściąganie plików bez licencji (tzw, piractwo) jest równe kradzieży” – tak. prawo polskie co prawda pozwala na sciaganie plikow ale nie ich ropowszechnianie -a zadna sieci p2p tak nie dziala (tzn. pobierajac plik jednoczesnie stajesz sie jego nosnikiem).

    Udowodnij mi, ze im wiecej plikow sciagasz tym wiecej muzyki, filmow kupujesz – prosze, czekam.

    Poza tym co to sa „pliki bez licencji”??? Nie wiem czy wiesz, ale autor nie pozbywa sie nigdy praw autorskich do swojego dziela (moze zbyc prawa majatkowe). ZAWSZE plik / utwor ma swojego wlasciciela i autora.

  • RomeoAD

    @Artur: »Nie wiem czy wiesz, ale autor nie pozbywa sie nigdy praw autorskich do swojego dziela (moze zbyc prawa majatkowe). ZAWSZE plik / utwor ma swojego wlasciciela i autora.«

    W polskim prawie jest to prawda, ale np. w prawie UK albo USA już nie, bo niemajątkowe prawa autorskie można sprzedać. Ba, nawet w Polsce jeśli pracujesz na rzecz firmy i tworzysz dzieło w rozumieniu prawa autorskiego zgodnie z umową o pracę, to autorem tego dzieła jest firma a nie ty jako jednostka. I nie chodzi tu o kwestie majątkowe.

    Dzieła (w rozumieniu ustawy) mogą nie posiadać właściciela i autora, wówczas zaliczane są do domeny publicznej – tak jest np. z tradycyjnymi kolędami.

  • piardek

    o, teraz to odważny a dlaczego w wywiadzie z piratem nie przedstawiał swoich poglądów i nie reagował na idiotyczną próbę dorobienia ideologii do kradziejstwa na wielką skalę

  • artur, na marginesie powyższej dyskusji (której nie mam niestety czasu przestudiować), i niezależnie od definicji piractwa – przełożenie nielegalnych / nieautoryzowanych ściągnięć z sieci na stratę z tytułu niższej sprzedaży legalnych kopii nie jest oczywiste. badania często wykazują brak związku, zamówione niedawno przez rząd holenderski wskazują że p2p lekko zwiększa zyski, trudno zrobić badania całościowe, a do tego te wskazujące bezsprzecznie na negatywny związek są często krytykowane za błędy metodologiczne.
    to oczywiście nie jedyny argument przeciw piractwu – ale przyjęło się sprawę traktować jako zdroworozsądkową, a może tak wcale nie jest? albo jest różnie w różnych przypadkach (pamiętajmy o Radiohead / NIN).

  • Artur Kurasinski

    @ Alek Tarkowski – mi chodzi o sam fakt czerpania korzyści lub przyczyniania się do spadku wpływów artystów bazuję tutaj na polskich danych i informacjach od wydawców. Oceniają (np. wydawca Kazika czy L.U.C.a), że mniej więcej 50-60% tego co jest przez ludzi słyuchane (akurat tych artystów) pochodzi ze źródeł innych niż oficjalne wydawnictwa.

    Co do NIN / Radiohead – piękne przykłady niestety nie do zastosowania przez kapele, ktora wlasnie debiutuje i chce sie przebic. Nigdy nie zdobeda takiej masy krytycznej aby wydawac plyty za free a grac na koncertach za kase.

  • Artur zapominasz tylko, że wydawcy w przypadku braku piractwa zaczną zachowywać się jak typowi monopoliści (wynika to z podstaw mikroekonomii). Mamy obecnie taką sytuację, że albo to wydawcy/artyści będą czuć się okradani z powodu piractwa, albo konsumenci będą czuć się okradani przez monopolistę w postaci wydawnictwa.

  • Anonim

    @Artur Kurasinski: „bazuję tutaj na polskich danych i informacjach od wydawców. Oceniają (np. wydawca Kazika”

    Niech zgadnę, Kazika się więcej pobiera z internetu niż kupuje pirackie CD.
    Gdzie można legalnie (odpłatnie) pobrać płyty Kazika?
    Według mojej wiedzy – nigdzie :(

  • matmis

    @Gdzie można legalnie (odpłatnie) pobrać płyty Kazika

    Odpłatnie można zamówić CD Kazika na przykład w merlin.pl. A potem zgrać sobie do mp3 w ramach dozwolonego użytku.

    Konieczność czekania paru dni na przesyłkę i obsługi enkodera mp3 to nie jest aż tak wielki ból, żeby opłacało się zakładać firmę usługową, która zrobi to za klientów :-)

    @Poza tym co to sa “pliki bez licencji”???

    chodziło o „ściąganie plików bez licencji”, w znaczeniu „ściaganie bez pozwolenia”, a nie „plików bez pozwolenia”. Natomiast „pliki bez licencji”, to takie pliki, dla których licencji nie mamy lub nie znamy i nie jest łatwo domniemać, jaka to licencja. albo takie dla których w ogóle nie trzeba licencji – nie są to utwory podlegające ochronie, np. pliki które zawierają treści ustaw.

    Dobra, w sumie to ta blogowa dyskusja o piractwie mnie nie obchodzi.

    Poza tym, że podoba mi się ten pomysł a la Nine Inch Nails i właśnie się nim zająłem w nieco innym kontekście:
    http://suzeren.wikispaces.com – „Na tym wiki obecnie zastanawiamy się, w jaki sposób można by produkować darmowe serie gier c-RPG i zarabiać przez zrzucanie się fanów na kolejną edycję.”

  • Piotr R.

    @matmis: „Odpłatnie można zamówić CD Kazika na przykład w merlin.pl. A potem zgrać sobie do mp3 w ramach dozwolonego użytku.
    Konieczność czekania paru dni na przesyłkę i obsługi enkodera mp3 to nie jest aż tak wielki ból, żeby opłacało się zakładać firmę usługową, która zrobi to za klientów :-)”

    Transmisja danych cyfrowych Pocztą Polską to relikt przeszłości.
    Gdybyś zaproponował to samo w odniesieniu do serwisów www czy poczty elektronicznej każdy rozsądny człowiek popukałby się w czoło.
    Nie wiem czemu audio / video miałoby stanowić jakiś szczególny przypadek.

    A jeśli chodzi o zorganizowanie sprzedaży w internecie to można skorzystać z jakiegoś pośrednika np. http://www.e-junkie.com, cała operacja sprowadza się zatem tylko do przygotowania plików np. mp3 + flac i ustalenia cen.

  • Paulina ze Szwecji

    „allemansrätten”, nie „allemansretten” :]

  • no tak, droga opieka zdrowotna, najwyzsze podatki na swieciei wszechobecna biurokracja zaprawde wyrabiaja u Szwedow postawe rozczeniowa…

  • *roszczeniowa

  • @Paulina ze Szwecji: dzięki za zwrócenie uwagi – kopiowałem skądś i widać w źródle był błąd :)! Tack så mycket :)

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę