<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: Pokolenie bez zobowiązań?</title>
	<atom:link href="http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/</link>
	<description>blog o mediach elektronicznych, nowych technologiach, biznesie i kulturze masowej. na ostro.</description>
	<lastBuildDate>Fri, 30 Jul 2010 17:10:30 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
	<item>
		<title>By: Mikołaj</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77892</link>
		<dc:creator>Mikołaj</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 16 Jul 2009 17:23:30 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77892</guid>
		<description>&lt;blockquote&gt;@Mikolaj – absolutnie nie biore wypowiedzi jednej osoby jak glos calego pokolenia czy grupy spolecznej.&lt;/blockquote&gt;
Na pewno? To popatrz na początek swojego wpisu :)

&lt;blockquote&gt;Dzięki wypowiedziom piętnastoletniego chłopca tak dziś wygląda rzeczywistość wśród europejskich nastolatków&lt;/blockquote&gt;

Jak dla mnie to jest właśnie generalizowanie i branie jednego przypadku jako modelu całej generacji :&gt;

&lt;blockquote&gt;Niemniej jego stosunek do sciagania z sieci jest ktoryms z kolei sygnalem jaki obserwuje (poprzednio na TMT dystkutowalem z Partia Piratow – mlodymi ludzmi – na ten sam temat i dostalem podobne odpowiedzi na ktore wskazuje “badania” na 15-to latku.&lt;/blockquote&gt;
OK, ale to są jednak dwie różne rzeczy. Oni ściągają dlatego, że tak jest najłatwiej i najszybciej. Dla nich Internet to chleb powszedni i coś, co istnieje &quot;od zawsze&quot;. My jeszcze pamiętamy czasy, gdy nawet telefon stacjonarny w domu nie był rzeczą oczywistą, tymczasem dla nich Internet po prostu jest.
Owszem, część ze ściągających (również tych starszych) robi to dlatego, że nie ma ochoty płacić. Ale część robi to dlatego, że po prostu systemy dystrybucyjne dają dupy (tego nie sposób łagodniej nazwać) i on nie ma szans na legalny zakup. I nie chodzi o to, żeby miłośnik garażowej kapeli z Bangkoku mógł rano kupić mleko, bułki, kilo czereśni i ich płytę w sklepie w miasteczku w Bieszczadach. Bardzo często tych produktów nie są w stanie kupić ludzie dysponujący akceptowaną wszędzie kartą kredytową z odpowiednim zapasem gotówki. Kto jest temu winny? Nie powiesz mi chyba, że użytkownik...

&lt;blockquote&gt;Nie generalizuje “dozwolonego uzytku” – uwazam, ze po prostu w Polsce ten przepis jest naginany bardzo znaczaco.&lt;/blockquote&gt;
Czekaj, czekaj. To, że ktoś tłumaczy swoje zachowanie &quot;dozwolonym użytkiem&quot;, nie oznacza że ma rację. I od tego należałoby zacząć. A sama kwestia dozwolonego użytku jest dyskutowana nawet między prawnikami. Wszyscy są zgodni, że mogę sobie przekopiować DVD od rodziny, mogę też od kumpla. Ale gdzie się owo kumpelstwo kończy, tego nikt Ci nie da rady zapisać. Mamy takie czasy, gdzie pozostajemy w związkach towarzyskich z ludźmi, z którymi nigdy nie widzieliśmy się na oczy. Tego żaden prawnik nie rozstrzygnie raz na zawsze. Z tego samego względu są dyskusje, czy mogę legalnie ściągnąć wiszący gdzieś w sieci DVD. I to jest dyskusja dla prawników, a nie dla nas.

&lt;blockquote&gt;Co oznacza “dozwolony uzytek” w przypadku ludzi z terabajtami muzyki i filmow? Skad oni to maja? Z jakich legalnych i fizycznych swoich czy kolegow nosnikow skopiowali te dane?&lt;/blockquote&gt;
A skąd mam wiedzieć? Przecież tego nie da się generalizować. Dawno temu ludzie zakładali &quot;spółdzielnie&quot;, żeby kupować zachodnie pisma hobbystyczne. Nikogo nie było stać na to, żeby kupować 10 tytułów co miesiąc, ale 10 osób kupujących regularnie po jednym tytule każdy mogło się potem tym wymieniać. Skąd mam wiedzieć, czy małolaty w klasie gimnazjalnej też nie wpadły na taki pomysł?

&lt;blockquote&gt;Mowmy o Polsce i zostawmy NIN i Radiohead w spokoju.&lt;/blockquote&gt;
Nope. Tak się po prostu nie da dyskutować o Internecie. Polska nie ma własnego zamkniętego Internetu. Polska to nie jest jakaś odległa planeta z innym społeczeństwem, bez kontaktu z resztą świata. Globalizacja dotyczy również nas...

&lt;blockquote&gt; Znam wiele przypadkow starych i mlodych kapel, ktore sa swietne i zasluguja na uznanie komercyjne poprzez kupowanie ich plyt – czesto wydawanych przez nich samych na zasadzie wypalania krazka CD.&lt;/blockquote&gt;
Kupujesz ich płyty? Chodzisz na koncerty? To ich wspomagasz. I do tego dochodzi jeden problem: takich osób musi być więcej. A życie czasem jest wredne i okazuje się, że ktoś realizuje się artystycznie, ale ten przekaz dociera do bardzo wąskiej grupy odbiorców. I na to nikt jeszcze niczego nie poradził...

&lt;blockquote&gt;I wiesz co? I ani Lech Janerka, Pogodno, “Ryszard” Tymanski, L.U.C. jakos pomimo udostepnianie swoich kawalkow na licznych serwisach kasy w Polsce nie zarobili – wszyscy oczywisci koncertuja (mniej lub bardziej) i wszyscy chca zyc z muzyki. Wszyscy tez mowie, ze w wiekszosci wypadkow ich naklad sprzedany w Empiku czy Kolporterze trzeba mnozyc x 10 jesli chodzi o ilosc plyt sprzedanych na wiejskich straganch, bazarach i rozkladanych lozek.&lt;/blockquote&gt;
Wiesz, ja naprawdę nie kojarzę od dawna bazarów i rozkładanych łóżek i ta argumentacja to dla mnie demagogia. A wiejskie stragany... już widzę na nich olbrzymie zapotrzebowanie na Janerkę, Pogodno czy Tymańskiego. Obawiam się, że tam jednak ciut inna muzyka się sprzedaje. Ale gdybyś nawet miał rację i na wiejskich straganach było zapotrzebowanie na Janerkę &lt;em&gt;et consortes&lt;/em&gt;, to oznaczałoby prostą rzecz: zaopatrzenie daje dupy. Albowiem płyty tych wykonawców leżą w Empiku czy Merlinie po 10-30 zeta i za tyle też sprzedawałyby się na tych straganach.
Obawiam się też, że mówienie o dziesięciokrotności nakładu sprzedawanego na lewo jest mitem z dawnych lat. Owszem, takie przebicia miały płyty zespołów disco polo 15 lat temu, ale to naprawdę nie przekładało się na całą branżę. Zresztą w czasach, gdy bazary były siedliskiem pirackich płyt, nie widziałem tam nigdy niszowych artystów. Było sporo płyt aktualnie lansowanych gwiazd i gwiazdek, ale z prostej przyczyny -- piracka płyta była 3-4 razy tańsza od płyty w Empiku. Podrabianie to też biznes i nikt nie będzie tracił siły na zarabianie na Janerce po 2-3 złote na płycie, skoro tym samym nakładem środków może zarobić na jednym CD 20-30 złotych.

Piszesz o &quot;licznych serwisach&quot; z muzyką w Polsce. Znam raptem jeden, iPlay. Co oczywiście o niczym nie świadczy, bo generalnie słucham radia. Ale otworzyłem go i spojrzałem na cenę pierwszej z brzegu płyty -- padło na &quot;Sounds of the Universe&quot; Depeche Mode. W sklepach CD kosztuje 62,99 PLN, w Empik.com 56,99 PLN, w iPlay album zakodowany w WMA 39,99 PLN. W tym samym czasie płyta w Amazonie kosztuje 13,99 USD (42,67 PLN), album w iTunes 9,99 USD (30,47 PLN), a zakodowany w MP3 w Amazonie nawet za 8,99 USD (27,42 PLN).
Pomijając kwestię siły nabywczej przeciętnej polskiej wypłaty to nie sądzisz, że coś jest nie tak? I że ktoś nas robi w wała tymi cenami? I że nie są to nabywcy, ale koncerny muzyczne? Sprzedaż plików w życiu się w Polsce nie przyjmie, jeśli będziemy musieli za to samo płacić 30-40% więcej, niż Amerykanie, Anglicy czy Australijczycy.
Przerabialiśmy to z grami komputerowymi. Kiedyś nowa kosztowała 150-200 zeta za dowolny tytuł, jeśli nie więcej. I ponoć nie można było sprzedawać taniej, a lokalizacja gry to już kompletnie była pozbawiona sensu. Dopiero piraci i piractwo na poziomie ponoć 95% nauczyło firmy, że zlokalizowaną grę można sprzedać tanio, a i tak wyjść na swoje. Po raz kolejny okazało się, że zarabiasz na ilości sprzedanych egzemplarzy, a nie na kosmicznej marży.

A ten długi wywód można skomentować tak: jeśli ktoś na bezczelnego chce nas wyryćkać bez mydła, to niech się nie dziwi, że sam jest ryćkany. 

&lt;blockquote&gt;Powiedz im o MySpace i koncertach – wysmieja Ci. I beda mieli racje bo sukces Arctic Monkeys jest wyjatkiem potwierdzajacym regule – zespol zeby odniesc skutek musi miec zajebisty PR i mieszkac w Anglii / Niemczech lub USA.&lt;/blockquote&gt;

Wiesz, naprawdę nie lubię demagogii. Wszystko jest kwestią oczekiwań, grupy docelowej etc. i powyższy przykład nie jest wyjątkiem. Oni już nie muszą zakładać strony na MySpace, bo są znani i nie muszą wyrabiać sobie marki. O tym pisałem, co skwapliwie przemilczałeś :&gt;
Jednak bycie znanym wcale nie oznacza możliwości &quot;położenia laski&quot; na autopromocji. Być może powinni te strony na MySpace założyć, żeby pojawiać się także tam, gdzie przebywa młode pokolenie? W końcu jaka jest szansa, że nastolatek usłyszy o Janerce czy innych takich niszówkach? Do odbiorcy trzeba dotrzeć, a nie czekać aż się pojawi. Last but not least warto sobie wychowywać kolejne pokolenia klientów, bo bez tego nawet najlepsza kariera może się nagle zakończyć &#039;bez powodu&quot;.

&lt;blockquote&gt;@Mikolaj – i jeszcze jedno: przyklad Aurora Project nie udawadnia nic.&lt;/blockquote&gt;
CoSTa już pokazał, że nie czytałeś uważnie jego wpisu. A ja do jego wypowiedzi dorzucę jeszcze to, że sam wpis jest dowodem na słuszność takiej polityki. Licząc na koncerny muzyczne CoSTa pewnie w życiu by nie usłyszał o tej kapeli, a tak zakupił płytę i sprawę opisał. Ile osób tym zachęcił -- tego nie wiem. Ale możliwe że to ta różnica zrobi kapeli różnicę między wpieprzaniem suchego chleba, a zjedzeniem bułki z masłem.

&lt;blockquote&gt;Czy oni z datkow (bo tak to trzeba nazwac) pojada w trase, wejda do studia, zamkna sie na 2-3 miechy aby stworzyc fajny material? Nie sadze – z datkow to oplaca moze jedna licencja do jakiegos programu muzycznego.&lt;/blockquote&gt;
Wybacz, ale taką pisaniną sugerujesz, że nie masz pojęcia ani o handlu, ani o ochłapach rzucanych artystom przez koncerny muzyczne. A że takie pojęcie jednak masz, to w zasadzie chyba zaczynasz trollować pod własną tezę :&gt;

Przeczytaj http://www.music-tech.com/business.php?subaction=showfull&amp;id=1112329919&amp;archive=&amp;start_from=&amp;ucat=2&amp; -- wrzucam dwa cytaty:

&lt;blockquote&gt;If you are giving a typical deal with a $250,000 advance (which you have to use to pay for the recording, and only get whatever is left over to live on for pretty much the remainder of your career), and the record label does the typical promotion for your release, it basically comes down to the fact that you need to sell over 1,000,000 copies of your album before you will see one cent from royalties!&lt;/blockquote&gt;

oraz

&lt;blockquote&gt;Greg Adams [...] had a solo artist deal with Epic. He released two great CDs through them [...] and according to him, with each royalty statement, he somehow owed Epic more money! He has basically been forced to go the independent route for his next CD which he is just wrapping up now. The head of a local jazz organization [...] has decided to help Greg release his next CD independently. Greg has a decent following in the LA area and many radio stations that are just waiting for his next release, so he will have no problems selling at least a few thousand copies on his own and even if he doesn&#039;t sell more than 10,000 copies, he will make more money than he got from Epic.&lt;/blockquote&gt;

Jak patrzę na te cyferki oraz podejście do klienta prezentowane przez Aurora Project, to może się okazać że na tym wszystkim wyjdą całkiem nieźle. O koncertach nie wspomnę, bo z tego też coś będą mieli. I być może polscy artyści powinni zacząć myśleć o MySpace oraz Internecie ciut poważniej.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>@Mikolaj – absolutnie nie biore wypowiedzi jednej osoby jak glos calego pokolenia czy grupy spolecznej.</p></blockquote>
<p>Na pewno? To popatrz na początek swojego wpisu :)</p>
<blockquote><p>Dzięki wypowiedziom piętnastoletniego chłopca tak dziś wygląda rzeczywistość wśród europejskich nastolatków</p></blockquote>
<p>Jak dla mnie to jest właśnie generalizowanie i branie jednego przypadku jako modelu całej generacji :&gt;</p>
<blockquote><p>Niemniej jego stosunek do sciagania z sieci jest ktoryms z kolei sygnalem jaki obserwuje (poprzednio na TMT dystkutowalem z Partia Piratow – mlodymi ludzmi – na ten sam temat i dostalem podobne odpowiedzi na ktore wskazuje “badania” na 15-to latku.</p></blockquote>
<p>OK, ale to są jednak dwie różne rzeczy. Oni ściągają dlatego, że tak jest najłatwiej i najszybciej. Dla nich Internet to chleb powszedni i coś, co istnieje &#8220;od zawsze&#8221;. My jeszcze pamiętamy czasy, gdy nawet telefon stacjonarny w domu nie był rzeczą oczywistą, tymczasem dla nich Internet po prostu jest.<br />
Owszem, część ze ściągających (również tych starszych) robi to dlatego, że nie ma ochoty płacić. Ale część robi to dlatego, że po prostu systemy dystrybucyjne dają dupy (tego nie sposób łagodniej nazwać) i on nie ma szans na legalny zakup. I nie chodzi o to, żeby miłośnik garażowej kapeli z Bangkoku mógł rano kupić mleko, bułki, kilo czereśni i ich płytę w sklepie w miasteczku w Bieszczadach. Bardzo często tych produktów nie są w stanie kupić ludzie dysponujący akceptowaną wszędzie kartą kredytową z odpowiednim zapasem gotówki. Kto jest temu winny? Nie powiesz mi chyba, że użytkownik&#8230;</p>
<blockquote><p>Nie generalizuje “dozwolonego uzytku” – uwazam, ze po prostu w Polsce ten przepis jest naginany bardzo znaczaco.</p></blockquote>
<p>Czekaj, czekaj. To, że ktoś tłumaczy swoje zachowanie &#8220;dozwolonym użytkiem&#8221;, nie oznacza że ma rację. I od tego należałoby zacząć. A sama kwestia dozwolonego użytku jest dyskutowana nawet między prawnikami. Wszyscy są zgodni, że mogę sobie przekopiować DVD od rodziny, mogę też od kumpla. Ale gdzie się owo kumpelstwo kończy, tego nikt Ci nie da rady zapisać. Mamy takie czasy, gdzie pozostajemy w związkach towarzyskich z ludźmi, z którymi nigdy nie widzieliśmy się na oczy. Tego żaden prawnik nie rozstrzygnie raz na zawsze. Z tego samego względu są dyskusje, czy mogę legalnie ściągnąć wiszący gdzieś w sieci DVD. I to jest dyskusja dla prawników, a nie dla nas.</p>
<blockquote><p>Co oznacza “dozwolony uzytek” w przypadku ludzi z terabajtami muzyki i filmow? Skad oni to maja? Z jakich legalnych i fizycznych swoich czy kolegow nosnikow skopiowali te dane?</p></blockquote>
<p>A skąd mam wiedzieć? Przecież tego nie da się generalizować. Dawno temu ludzie zakładali &#8220;spółdzielnie&#8221;, żeby kupować zachodnie pisma hobbystyczne. Nikogo nie było stać na to, żeby kupować 10 tytułów co miesiąc, ale 10 osób kupujących regularnie po jednym tytule każdy mogło się potem tym wymieniać. Skąd mam wiedzieć, czy małolaty w klasie gimnazjalnej też nie wpadły na taki pomysł?</p>
<blockquote><p>Mowmy o Polsce i zostawmy NIN i Radiohead w spokoju.</p></blockquote>
<p>Nope. Tak się po prostu nie da dyskutować o Internecie. Polska nie ma własnego zamkniętego Internetu. Polska to nie jest jakaś odległa planeta z innym społeczeństwem, bez kontaktu z resztą świata. Globalizacja dotyczy również nas&#8230;</p>
<blockquote><p> Znam wiele przypadkow starych i mlodych kapel, ktore sa swietne i zasluguja na uznanie komercyjne poprzez kupowanie ich plyt – czesto wydawanych przez nich samych na zasadzie wypalania krazka CD.</p></blockquote>
<p>Kupujesz ich płyty? Chodzisz na koncerty? To ich wspomagasz. I do tego dochodzi jeden problem: takich osób musi być więcej. A życie czasem jest wredne i okazuje się, że ktoś realizuje się artystycznie, ale ten przekaz dociera do bardzo wąskiej grupy odbiorców. I na to nikt jeszcze niczego nie poradził&#8230;</p>
<blockquote><p>I wiesz co? I ani Lech Janerka, Pogodno, “Ryszard” Tymanski, L.U.C. jakos pomimo udostepnianie swoich kawalkow na licznych serwisach kasy w Polsce nie zarobili – wszyscy oczywisci koncertuja (mniej lub bardziej) i wszyscy chca zyc z muzyki. Wszyscy tez mowie, ze w wiekszosci wypadkow ich naklad sprzedany w Empiku czy Kolporterze trzeba mnozyc x 10 jesli chodzi o ilosc plyt sprzedanych na wiejskich straganch, bazarach i rozkladanych lozek.</p></blockquote>
<p>Wiesz, ja naprawdę nie kojarzę od dawna bazarów i rozkładanych łóżek i ta argumentacja to dla mnie demagogia. A wiejskie stragany&#8230; już widzę na nich olbrzymie zapotrzebowanie na Janerkę, Pogodno czy Tymańskiego. Obawiam się, że tam jednak ciut inna muzyka się sprzedaje. Ale gdybyś nawet miał rację i na wiejskich straganach było zapotrzebowanie na Janerkę <em>et consortes</em>, to oznaczałoby prostą rzecz: zaopatrzenie daje dupy. Albowiem płyty tych wykonawców leżą w Empiku czy Merlinie po 10-30 zeta i za tyle też sprzedawałyby się na tych straganach.<br />
Obawiam się też, że mówienie o dziesięciokrotności nakładu sprzedawanego na lewo jest mitem z dawnych lat. Owszem, takie przebicia miały płyty zespołów disco polo 15 lat temu, ale to naprawdę nie przekładało się na całą branżę. Zresztą w czasach, gdy bazary były siedliskiem pirackich płyt, nie widziałem tam nigdy niszowych artystów. Było sporo płyt aktualnie lansowanych gwiazd i gwiazdek, ale z prostej przyczyny &#8212; piracka płyta była 3-4 razy tańsza od płyty w Empiku. Podrabianie to też biznes i nikt nie będzie tracił siły na zarabianie na Janerce po 2-3 złote na płycie, skoro tym samym nakładem środków może zarobić na jednym CD 20-30 złotych.</p>
<p>Piszesz o &#8220;licznych serwisach&#8221; z muzyką w Polsce. Znam raptem jeden, iPlay. Co oczywiście o niczym nie świadczy, bo generalnie słucham radia. Ale otworzyłem go i spojrzałem na cenę pierwszej z brzegu płyty &#8212; padło na &#8220;Sounds of the Universe&#8221; Depeche Mode. W sklepach CD kosztuje 62,99 PLN, w Empik.com 56,99 PLN, w iPlay album zakodowany w WMA 39,99 PLN. W tym samym czasie płyta w Amazonie kosztuje 13,99 USD (42,67 PLN), album w iTunes 9,99 USD (30,47 PLN), a zakodowany w MP3 w Amazonie nawet za 8,99 USD (27,42 PLN).<br />
Pomijając kwestię siły nabywczej przeciętnej polskiej wypłaty to nie sądzisz, że coś jest nie tak? I że ktoś nas robi w wała tymi cenami? I że nie są to nabywcy, ale koncerny muzyczne? Sprzedaż plików w życiu się w Polsce nie przyjmie, jeśli będziemy musieli za to samo płacić 30-40% więcej, niż Amerykanie, Anglicy czy Australijczycy.<br />
Przerabialiśmy to z grami komputerowymi. Kiedyś nowa kosztowała 150-200 zeta za dowolny tytuł, jeśli nie więcej. I ponoć nie można było sprzedawać taniej, a lokalizacja gry to już kompletnie była pozbawiona sensu. Dopiero piraci i piractwo na poziomie ponoć 95% nauczyło firmy, że zlokalizowaną grę można sprzedać tanio, a i tak wyjść na swoje. Po raz kolejny okazało się, że zarabiasz na ilości sprzedanych egzemplarzy, a nie na kosmicznej marży.</p>
<p>A ten długi wywód można skomentować tak: jeśli ktoś na bezczelnego chce nas wyryćkać bez mydła, to niech się nie dziwi, że sam jest ryćkany. </p>
<blockquote><p>Powiedz im o MySpace i koncertach – wysmieja Ci. I beda mieli racje bo sukces Arctic Monkeys jest wyjatkiem potwierdzajacym regule – zespol zeby odniesc skutek musi miec zajebisty PR i mieszkac w Anglii / Niemczech lub USA.</p></blockquote>
<p>Wiesz, naprawdę nie lubię demagogii. Wszystko jest kwestią oczekiwań, grupy docelowej etc. i powyższy przykład nie jest wyjątkiem. Oni już nie muszą zakładać strony na MySpace, bo są znani i nie muszą wyrabiać sobie marki. O tym pisałem, co skwapliwie przemilczałeś :&gt;<br />
Jednak bycie znanym wcale nie oznacza możliwości &#8220;położenia laski&#8221; na autopromocji. Być może powinni te strony na MySpace założyć, żeby pojawiać się także tam, gdzie przebywa młode pokolenie? W końcu jaka jest szansa, że nastolatek usłyszy o Janerce czy innych takich niszówkach? Do odbiorcy trzeba dotrzeć, a nie czekać aż się pojawi. Last but not least warto sobie wychowywać kolejne pokolenia klientów, bo bez tego nawet najlepsza kariera może się nagle zakończyć &#8216;bez powodu&#8221;.</p>
<blockquote><p>@Mikolaj – i jeszcze jedno: przyklad Aurora Project nie udawadnia nic.</p></blockquote>
<p>CoSTa już pokazał, że nie czytałeś uważnie jego wpisu. A ja do jego wypowiedzi dorzucę jeszcze to, że sam wpis jest dowodem na słuszność takiej polityki. Licząc na koncerny muzyczne CoSTa pewnie w życiu by nie usłyszał o tej kapeli, a tak zakupił płytę i sprawę opisał. Ile osób tym zachęcił &#8212; tego nie wiem. Ale możliwe że to ta różnica zrobi kapeli różnicę między wpieprzaniem suchego chleba, a zjedzeniem bułki z masłem.</p>
<blockquote><p>Czy oni z datkow (bo tak to trzeba nazwac) pojada w trase, wejda do studia, zamkna sie na 2-3 miechy aby stworzyc fajny material? Nie sadze – z datkow to oplaca moze jedna licencja do jakiegos programu muzycznego.</p></blockquote>
<p>Wybacz, ale taką pisaniną sugerujesz, że nie masz pojęcia ani o handlu, ani o ochłapach rzucanych artystom przez koncerny muzyczne. A że takie pojęcie jednak masz, to w zasadzie chyba zaczynasz trollować pod własną tezę :&gt;</p>
<p>Przeczytaj <a href="http://www.music-tech.com/business.php?subaction=showfull&amp;id=1112329919&amp;archive=&amp;start_from=&amp;ucat=2&#038;amp" rel="nofollow">http://www.music-tech.com/business.php?subaction=showfull&amp;id=1112329919&amp;archive=&amp;start_from=&amp;ucat=2&#038;amp</a>; &#8212; wrzucam dwa cytaty:</p>
<blockquote><p>If you are giving a typical deal with a $250,000 advance (which you have to use to pay for the recording, and only get whatever is left over to live on for pretty much the remainder of your career), and the record label does the typical promotion for your release, it basically comes down to the fact that you need to sell over 1,000,000 copies of your album before you will see one cent from royalties!</p></blockquote>
<p>oraz</p>
<blockquote><p>Greg Adams [...] had a solo artist deal with Epic. He released two great CDs through them [...] and according to him, with each royalty statement, he somehow owed Epic more money! He has basically been forced to go the independent route for his next CD which he is just wrapping up now. The head of a local jazz organization [...] has decided to help Greg release his next CD independently. Greg has a decent following in the LA area and many radio stations that are just waiting for his next release, so he will have no problems selling at least a few thousand copies on his own and even if he doesn&#8217;t sell more than 10,000 copies, he will make more money than he got from Epic.</p></blockquote>
<p>Jak patrzę na te cyferki oraz podejście do klienta prezentowane przez Aurora Project, to może się okazać że na tym wszystkim wyjdą całkiem nieźle. O koncertach nie wspomnę, bo z tego też coś będą mieli. I być może polscy artyści powinni zacząć myśleć o MySpace oraz Internecie ciut poważniej.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Julek</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77887</link>
		<dc:creator>Julek</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 16 Jul 2009 08:22:18 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77887</guid>
		<description>Artur, nie bardzo rozumiem dlaczego ściąganie muzyki jest dla Ciebie równoznaczne z zabijaniem przemysłu fonograficznego. Jeśli w Polsce zagraniczne płyty kosztują po 70-80pln, to jak myślisz, ile takich płyt może kupić przeciętny 15-latek? Ba, przeciętny 25latek? A skoro płyt nie kupi, to myślisz, że pójdzie na czyjś koncert? 
Jak myślisz, skąd takie zainteresowanie np koncertami LUCa, skoro właściwie żadna tv ani radio go puszczają? Piszesz, że wrzucanie muzyki do internetu nic nie daje, ale naprawdę wierzysz, że na jego koncerty chodzą tylko nabywcy płyty..? Serio serio?:)

Nie jestem może reprezentatywny dla swojego pokolenia, ale przyznaję się - ściągam dużo muzyki, której nie mam szans poznać w innych mediach. I jak poznaję ciekawy zespół kupuję płytę. Idę na koncert. Jadę na festiwal. I bynajmniej nie tylko na te najbardziej popularne jak Opener. Ergo chyba jednak nie morduję muzyki..?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Artur, nie bardzo rozumiem dlaczego ściąganie muzyki jest dla Ciebie równoznaczne z zabijaniem przemysłu fonograficznego. Jeśli w Polsce zagraniczne płyty kosztują po 70-80pln, to jak myślisz, ile takich płyt może kupić przeciętny 15-latek? Ba, przeciętny 25latek? A skoro płyt nie kupi, to myślisz, że pójdzie na czyjś koncert?<br />
Jak myślisz, skąd takie zainteresowanie np koncertami LUCa, skoro właściwie żadna tv ani radio go puszczają? Piszesz, że wrzucanie muzyki do internetu nic nie daje, ale naprawdę wierzysz, że na jego koncerty chodzą tylko nabywcy płyty..? Serio serio?:)</p>
<p>Nie jestem może reprezentatywny dla swojego pokolenia, ale przyznaję się &#8211; ściągam dużo muzyki, której nie mam szans poznać w innych mediach. I jak poznaję ciekawy zespół kupuję płytę. Idę na koncert. Jadę na festiwal. I bynajmniej nie tylko na te najbardziej popularne jak Opener. Ergo chyba jednak nie morduję muzyki..?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Swiderek</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77881</link>
		<dc:creator>Swiderek</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 15 Jul 2009 21:42:06 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77881</guid>
		<description>Artur, piszesz jak ktoś kto zaczyna zdanie &quot;dawniej młodzież była inna&quot; ;-).
Mając 15 lat nie znasz świata bez internetu, jest to równie naturalne, jak odkręcając wodę w łazience oczekujesz że będzie leciała. Gdyby firmy fonograficzne zostały przyparte do muru, pewnie zmieniły by model dystrybucyjny muzyki. Nie sądzę, że jeśli wchodzisz do sklepu kiedy gra w nim radio, nazywasz się piratem, bo nie masz pewności że sklep zapłacił dziadkom z Zaiksu tantiem ;). Słuchając radia nie zastanawiasz się czy muzyka jest legalna za pośrednictwem tego medium. Dla 15 latków takim medium jest internet, a co do muzyki i twórców. Wszyscy dawno zapomnieli że tworzenie muzyki powinno być pasją, a nie zawodem. Jeśli jesteś dobry, miliony przyjdą na twój koncert, jeśli nie, twórz, rozwijaj się, ale nie każ mi za to płacić. Dziś Michał Anioł byłby pewnie grafikiem, a Szopen zarabiałby na muzyce do reklamówek, a tworzyli by na swój użytek dokładnie tak samo genialnie z potrzeby tworzenia (mam taką idealistyczną nadzieję). Czy artyści powinni chodzić głodni? Nie. Ci dobrzy nie. Ale nazywanie mnie piratem, mordercą, pedofilem muzycznym to gruba przesada. Przypominam że prawa autorskie powstały bardziej jako obrona muzyka przed muzykiem. Ja jako konsument mam mieć prawo posłuchać tego towaru zanim go kupię. To tak jakby w ciemno kupowało się obraz, bez oglądania. Jak pożyczam książkę też jestem piratem, to biblioteki są wcieleniem zła, ileż to tracą autorzy książek na bezpłatnym czytelnictwie. Koncerny wmówiły nam przez częste powtarzanie prawdę dla nich najwygodniejszą. Mam nadzieję że ten 15 latek nigdy się nie zmieni ;-) i wszystko wróci do podstaw.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Artur, piszesz jak ktoś kto zaczyna zdanie &#8220;dawniej młodzież była inna&#8221; ;-).<br />
Mając 15 lat nie znasz świata bez internetu, jest to równie naturalne, jak odkręcając wodę w łazience oczekujesz że będzie leciała. Gdyby firmy fonograficzne zostały przyparte do muru, pewnie zmieniły by model dystrybucyjny muzyki. Nie sądzę, że jeśli wchodzisz do sklepu kiedy gra w nim radio, nazywasz się piratem, bo nie masz pewności że sklep zapłacił dziadkom z Zaiksu tantiem ;). Słuchając radia nie zastanawiasz się czy muzyka jest legalna za pośrednictwem tego medium. Dla 15 latków takim medium jest internet, a co do muzyki i twórców. Wszyscy dawno zapomnieli że tworzenie muzyki powinno być pasją, a nie zawodem. Jeśli jesteś dobry, miliony przyjdą na twój koncert, jeśli nie, twórz, rozwijaj się, ale nie każ mi za to płacić. Dziś Michał Anioł byłby pewnie grafikiem, a Szopen zarabiałby na muzyce do reklamówek, a tworzyli by na swój użytek dokładnie tak samo genialnie z potrzeby tworzenia (mam taką idealistyczną nadzieję). Czy artyści powinni chodzić głodni? Nie. Ci dobrzy nie. Ale nazywanie mnie piratem, mordercą, pedofilem muzycznym to gruba przesada. Przypominam że prawa autorskie powstały bardziej jako obrona muzyka przed muzykiem. Ja jako konsument mam mieć prawo posłuchać tego towaru zanim go kupię. To tak jakby w ciemno kupowało się obraz, bez oglądania. Jak pożyczam książkę też jestem piratem, to biblioteki są wcieleniem zła, ileż to tracą autorzy książek na bezpłatnym czytelnictwie. Koncerny wmówiły nam przez częste powtarzanie prawdę dla nich najwygodniejszą. Mam nadzieję że ten 15 latek nigdy się nie zmieni ;-) i wszystko wróci do podstaw.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: CoSTa</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77876</link>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 15 Jul 2009 06:57:13 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77876</guid>
		<description>@Artur
Aurora Project chce 17 dolców za fizycznie wytłoczoną płytę CD (kupno via Amazon.com). Natomiast za pliki w przeróżnych formatach i jakościach (losslessy included) proszą od 5 euro w górę (jeśli ktoś uważa dać więcej za stosowne). To tak by wyjaśnić potencjalne nieporozumienie. Sądzę, że to całkiem sensowna oferta, dostępność od ręki, jakość jako się rzekło topowa... IMO nie można zrobić klientowi łatwiej. Po prostu się nie da. Można co najwyżej taniej ale 5 euro to dla słuchacza rocka progresywnego raczej nie jest chyba jakiś wielki wydatek (zakładam, że jest nim człowiek nieco starszy niż piętnastolatek).

Przy okazji - sprzedaż płyt CD maleje z roku na rok. Jest jakiś tego powód a powodem jest chęć szybkiego, wygodnego kupowania (także pod impulsem), najlepiej wprost z urządzenia, na którym się muzyki słucha lub na które w prosty sposób można muzykę wrzucić (stąd sukces iTunes i ekosystemu Apple - nie bez kozery to zdaje się teraz największy sklep z muzyką w Stanach). Bardzo wiele się w sposobie dostępu do mediów zmieniło przez ostatnie lata a nastolatki są grupa najsilniej i najszybciej te zmiany adoptującą i je zresztą kreującą przy okazji. Problem nie leży w dostępie ale w edukacji i wychowaniu. A to już broszka rodziców i - w o wiele mniejszym stopniu - szkoły. Dopóki dzieciaki będą rosły w przeświadczeniu, że nie robią nic złego, dokładnie nic się nie zmieni. Ale czy wina tu jest dzieciaków? Nie sądzę.

Tak więc nie ma co załamywać rąk tylko trzeba uświadamiać, na czym ten biznes polega. Miło by było też ze strony biznesu, by zauważył cywilizacyjne zmiany i się zaczął do nich dostosowywać. A że zmiany mają spore tempo, by działo się to nieco szybciej, niż dzieje się obecnie.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Artur<br />
Aurora Project chce 17 dolców za fizycznie wytłoczoną płytę CD (kupno via Amazon.com). Natomiast za pliki w przeróżnych formatach i jakościach (losslessy included) proszą od 5 euro w górę (jeśli ktoś uważa dać więcej za stosowne). To tak by wyjaśnić potencjalne nieporozumienie. Sądzę, że to całkiem sensowna oferta, dostępność od ręki, jakość jako się rzekło topowa&#8230; IMO nie można zrobić klientowi łatwiej. Po prostu się nie da. Można co najwyżej taniej ale 5 euro to dla słuchacza rocka progresywnego raczej nie jest chyba jakiś wielki wydatek (zakładam, że jest nim człowiek nieco starszy niż piętnastolatek).</p>
<p>Przy okazji &#8211; sprzedaż płyt CD maleje z roku na rok. Jest jakiś tego powód a powodem jest chęć szybkiego, wygodnego kupowania (także pod impulsem), najlepiej wprost z urządzenia, na którym się muzyki słucha lub na które w prosty sposób można muzykę wrzucić (stąd sukces iTunes i ekosystemu Apple &#8211; nie bez kozery to zdaje się teraz największy sklep z muzyką w Stanach). Bardzo wiele się w sposobie dostępu do mediów zmieniło przez ostatnie lata a nastolatki są grupa najsilniej i najszybciej te zmiany adoptującą i je zresztą kreującą przy okazji. Problem nie leży w dostępie ale w edukacji i wychowaniu. A to już broszka rodziców i &#8211; w o wiele mniejszym stopniu &#8211; szkoły. Dopóki dzieciaki będą rosły w przeświadczeniu, że nie robią nic złego, dokładnie nic się nie zmieni. Ale czy wina tu jest dzieciaków? Nie sądzę.</p>
<p>Tak więc nie ma co załamywać rąk tylko trzeba uświadamiać, na czym ten biznes polega. Miło by było też ze strony biznesu, by zauważył cywilizacyjne zmiany i się zaczął do nich dostosowywać. A że zmiany mają spore tempo, by działo się to nieco szybciej, niż dzieje się obecnie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: p10</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77868</link>
		<dc:creator>p10</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 14 Jul 2009 18:58:01 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77868</guid>
		<description>@Artur - &#039;złodziej&#039; to za mało powiedziane. Ja wolę jak się mnie nazywa mordercą ... przemysłu fonograficznego.
młode zespoły zarabiają prawie wyłącznie na koncertach i kasy z zaiksu. kasę z płyt czy nawet wywiadów do bravo zgarniają koncerny.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Artur &#8211; &#8216;złodziej&#8217; to za mało powiedziane. Ja wolę jak się mnie nazywa mordercą &#8230; przemysłu fonograficznego.<br />
młode zespoły zarabiają prawie wyłącznie na koncertach i kasy z zaiksu. kasę z płyt czy nawet wywiadów do bravo zgarniają koncerny.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Artur Kurasinski</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77866</link>
		<dc:creator>Artur Kurasinski</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 14 Jul 2009 16:24:05 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77866</guid>
		<description>@Mikolaj - i jeszcze jedno: przyklad Aurora Project nie udawadnia nic.

Chca 17 dolcow za swoje nagrania? Juz widze te kolejki w polskich sklepach aby kupic mloda, nikomu nie znana kapele za ponad 50 pln. Jasne - &quot;sciagnie sie&quot; ja na komore i ajpoda ale za darmo.

Czy oni z datkow (bo tak to trzeba nazwac) pojada w trase, wejda do studia, zamkna sie na 2-3 miechy aby stworzyc fajny material? Nie sadze - z datkow to oplaca moze jedna licencja do jakiegos programu muzycznego.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Mikolaj &#8211; i jeszcze jedno: przyklad Aurora Project nie udawadnia nic.</p>
<p>Chca 17 dolcow za swoje nagrania? Juz widze te kolejki w polskich sklepach aby kupic mloda, nikomu nie znana kapele za ponad 50 pln. Jasne &#8211; &#8220;sciagnie sie&#8221; ja na komore i ajpoda ale za darmo.</p>
<p>Czy oni z datkow (bo tak to trzeba nazwac) pojada w trase, wejda do studia, zamkna sie na 2-3 miechy aby stworzyc fajny material? Nie sadze &#8211; z datkow to oplaca moze jedna licencja do jakiegos programu muzycznego.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Artur Kurasinski</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77865</link>
		<dc:creator>Artur Kurasinski</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 14 Jul 2009 16:16:35 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77865</guid>
		<description>@Mikolaj - absolutnie nie biore wypowiedzi jednej osoby jak glos calego pokolenia czy grupy spolecznej. Niemniej jego stosunek do sciagania z sieci jest ktoryms z kolei sygnalem jaki obserwuje (poprzednio na TMT dystkutowalem z Partia Piratow - mlodymi ludzmi - na ten sam temat i dostalem podobne odpowiedzi na ktore wskazuje &quot;badania&quot; na 15-to latku.

Nie generalizuje &quot;dozwolonego uzytku&quot; - uwazam, ze po prostu w Polsce ten przepis jest naginany bardzo znaczaco. Co oznacza &quot;dozwolony uzytek&quot; w przypadku ludzi z terabajtami muzyki i filmow? Skad oni to maja? Z jakich legalnych i fizycznych swoich czy kolegow nosnikow skopiowali te dane?

Mowmy o Polsce i zostawmy NIN i Radiohead w spokoju. Znam wiele przypadkow starych i mlodych kapel, ktore sa swietne i zasluguja na uznanie komercyjne poprzez kupowanie ich plyt - czesto wydawanych przez nich samych na zasadzie wypalania krazka CD.

I wiesz co? I ani Lech Janerka, Pogodno, &quot;Ryszard&quot; Tymanski, L.U.C. jakos pomimo udostepnianie swoich kawalkow na licznych serwisach kasy w Polsce nie zarobili - wszyscy oczywisci koncertuja (mniej lub bardziej) i wszyscy chca zyc z muzyki.

Wszyscy tez mowie, ze w wiekszosci wypadkow ich naklad sprzedany w Empiku czy Kolporterze trzeba mnozyc x 10 jesli chodzi o ilosc plyt sprzedanych na wiejskich straganch, bazarach i rozkladanych lozek.

Powiedz im o MySpace i koncertach - wysmieja Ci. I beda mieli racje bo sukces Arctic Monkeys jest wyjatkiem potwierdzajacym regule - zespol zeby odniesc skutek musi miec zajebisty PR i mieszkac w Anglii / Niemczech lub USA.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Mikolaj &#8211; absolutnie nie biore wypowiedzi jednej osoby jak glos calego pokolenia czy grupy spolecznej. Niemniej jego stosunek do sciagania z sieci jest ktoryms z kolei sygnalem jaki obserwuje (poprzednio na TMT dystkutowalem z Partia Piratow &#8211; mlodymi ludzmi &#8211; na ten sam temat i dostalem podobne odpowiedzi na ktore wskazuje &#8220;badania&#8221; na 15-to latku.</p>
<p>Nie generalizuje &#8220;dozwolonego uzytku&#8221; &#8211; uwazam, ze po prostu w Polsce ten przepis jest naginany bardzo znaczaco. Co oznacza &#8220;dozwolony uzytek&#8221; w przypadku ludzi z terabajtami muzyki i filmow? Skad oni to maja? Z jakich legalnych i fizycznych swoich czy kolegow nosnikow skopiowali te dane?</p>
<p>Mowmy o Polsce i zostawmy NIN i Radiohead w spokoju. Znam wiele przypadkow starych i mlodych kapel, ktore sa swietne i zasluguja na uznanie komercyjne poprzez kupowanie ich plyt &#8211; czesto wydawanych przez nich samych na zasadzie wypalania krazka CD.</p>
<p>I wiesz co? I ani Lech Janerka, Pogodno, &#8220;Ryszard&#8221; Tymanski, L.U.C. jakos pomimo udostepnianie swoich kawalkow na licznych serwisach kasy w Polsce nie zarobili &#8211; wszyscy oczywisci koncertuja (mniej lub bardziej) i wszyscy chca zyc z muzyki.</p>
<p>Wszyscy tez mowie, ze w wiekszosci wypadkow ich naklad sprzedany w Empiku czy Kolporterze trzeba mnozyc x 10 jesli chodzi o ilosc plyt sprzedanych na wiejskich straganch, bazarach i rozkladanych lozek.</p>
<p>Powiedz im o MySpace i koncertach &#8211; wysmieja Ci. I beda mieli racje bo sukces Arctic Monkeys jest wyjatkiem potwierdzajacym regule &#8211; zespol zeby odniesc skutek musi miec zajebisty PR i mieszkac w Anglii / Niemczech lub USA.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Mikołaj</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77864</link>
		<dc:creator>Mikołaj</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 14 Jul 2009 16:00:46 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77864</guid>
		<description>Eeee... czekaj, czekaj, jedziesz demagogią i dobieraniem faktów pod tezę :/
Ale i tak argumenty masz dość słabe. Podobnie jak słabe jest pomijanie istnienia dozwolonego użytku czy generalizowanie na podstawie jednego nastolatka. To tak, jakbyś patrząc na zachowania gimnazjalistów doszedł do wniosku, że rośnie pokolenie pijących, palących i ćpających bezmyślnych kurewek, którym towarzyszą bandyci handlujący dragami. Można i tak, ale to właśnie demagogia...


Wracając do tematu: mała młoda kapela wrzuca kawałek na MySpace właśnie po to, żeby ludzie do niego linkowali i &quot;jumali&quot;, przekazując wieść o utworze i zespole. To inwestycja, bez której pies z kulawą nogą nie kupi ich płyty, bo po prostu nie będzie miał pojęcia o ich istnieniu.

Gdy ta kapela zacznie być popularna w swoim mieście, to zacznie dawać koncerty po klubach. Tak to działa i w Polsce, na takie koncerty od znajomych dostaję zaproszenia. Paru zaczęło z tego żyć, żyjąc z koncertów właśnie. Zaś jednego z dobrych kumpli łatwiej byłoby mi spotkać na koncertach w USA czy Japonii, niż w Olsztynie...

Zresztą szerzej na ten temat niedawno pisał CoSTa: http://costa.kofeina.net/index.php/2009/07/04/artysto-zadbaj-o-siebie-sam/</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Eeee&#8230; czekaj, czekaj, jedziesz demagogią i dobieraniem faktów pod tezę :/<br />
Ale i tak argumenty masz dość słabe. Podobnie jak słabe jest pomijanie istnienia dozwolonego użytku czy generalizowanie na podstawie jednego nastolatka. To tak, jakbyś patrząc na zachowania gimnazjalistów doszedł do wniosku, że rośnie pokolenie pijących, palących i ćpających bezmyślnych kurewek, którym towarzyszą bandyci handlujący dragami. Można i tak, ale to właśnie demagogia&#8230;</p>
<p>Wracając do tematu: mała młoda kapela wrzuca kawałek na MySpace właśnie po to, żeby ludzie do niego linkowali i &#8220;jumali&#8221;, przekazując wieść o utworze i zespole. To inwestycja, bez której pies z kulawą nogą nie kupi ich płyty, bo po prostu nie będzie miał pojęcia o ich istnieniu.</p>
<p>Gdy ta kapela zacznie być popularna w swoim mieście, to zacznie dawać koncerty po klubach. Tak to działa i w Polsce, na takie koncerty od znajomych dostaję zaproszenia. Paru zaczęło z tego żyć, żyjąc z koncertów właśnie. Zaś jednego z dobrych kumpli łatwiej byłoby mi spotkać na koncertach w USA czy Japonii, niż w Olsztynie&#8230;</p>
<p>Zresztą szerzej na ten temat niedawno pisał CoSTa: <a href="http://costa.kofeina.net/index.php/2009/07/04/artysto-zadbaj-o-siebie-sam/" rel="nofollow">http://costa.kofeina.net/index.php/2009/07/04/artysto-zadbaj-o-siebie-sam/</a></p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: artur</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77863</link>
		<dc:creator>artur</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 14 Jul 2009 14:45:01 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77863</guid>
		<description>@Robert Drózd - wywnioskowałem to z tego fragmentu:

&quot;Dziwi mnie Twoje zdziwienie ściąganiem. A co, mają kupować płyty w “polskiej cenie” za 40 złotych? Za moich nastoletnich czasów było lepiej bo poza płytami (wówczas dla mnie koszmarnie drogimi), były tańsze kasety.&quot;.

&quot;Stwierdzam że skoro nie ich stać, to ściągają, tak jak kiedyś przegrywali z kasety na kasetę.&quot; wiec obaj się zgadzamy, że w dużej czesci kwestia piractwa zwiazana jest z zasobnoscia portfeli a nie idelogia i &quot;walka z systemem&quot;.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Robert Drózd &#8211; wywnioskowałem to z tego fragmentu:</p>
<p>&#8220;Dziwi mnie Twoje zdziwienie ściąganiem. A co, mają kupować płyty w “polskiej cenie” za 40 złotych? Za moich nastoletnich czasów było lepiej bo poza płytami (wówczas dla mnie koszmarnie drogimi), były tańsze kasety.&#8221;.</p>
<p>&#8220;Stwierdzam że skoro nie ich stać, to ściągają, tak jak kiedyś przegrywali z kasety na kasetę.&#8221; wiec obaj się zgadzamy, że w dużej czesci kwestia piractwa zwiazana jest z zasobnoscia portfeli a nie idelogia i &#8220;walka z systemem&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Robert Drózd</title>
		<link>http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/comment-page-1/#comment-77862</link>
		<dc:creator>Robert Drózd</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 14 Jul 2009 14:40:03 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.kurasinski.com/?p=1746#comment-77862</guid>
		<description>@artur: gdzie piszę że cena uprawnia do kradzieży? Stwierdzenie zależności nie jest wartościowaniem. Stwierdzam że skoro nie ich stać, to ściągają, tak jak kiedyś przegrywali z kasety na kasetę. Tyle, że kiedyś był to użytek własny, a teraz okazuje się, że jest to kradzież.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@artur: gdzie piszę że cena uprawnia do kradzieży? Stwierdzenie zależności nie jest wartościowaniem. Stwierdzam że skoro nie ich stać, to ściągają, tak jak kiedyś przegrywali z kasety na kasetę. Tyle, że kiedyś był to użytek własny, a teraz okazuje się, że jest to kradzież.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
