Szukaj
Zamknij

Barely legal

barely legal

Fantazjować każdy może a czasami musi żeby nie zwariować. Wlepiając wzrok na ślady deszczu na szybie poddajmy się łagodnym jesiennym uderzeniom wiatru o szyby i odpłyńmy zatem od stanu prawnego AD 2009 aby zobaczyć co by mogło się zmienić w polskim Internecie gdyby istniało (wreszcie) jasne, szybkie do wyegzekwowania prawo dotyczące własności intelektualnej i praw autorskich…

Za podstawę rozważań weźmy świeże wyniki Megapanelu za sierpień 2009. Przyjrzyjmy się jakie serwisy mogą zacząć tracić na tym, że jakaś instytucja / organ prawny wytoczy mu sprawę albo tylko postraszy sądem. W zestawieniu wyciąłem te kategorie w których zdecydowana większość serwisów nie ma i nie będzie miała problemów z prawem (kategorie: „firmowe” czy „publiczne”) bo nie wyobrażam sobie żeby np. MEN zbudował sobie sieć P2P albo Pajacyk zaczął handlować kradzionym softem.

Nie zajmuje się też serwisami społecznościowym ani portalami – pojedyncze przypadki łamania regulaminu czy prawa (np. awatar przygotowany ze zdjęcia do którego osoba umieszczająca nie miała praw) nie są zagrożeniem dla tych podmiotów. Bać się powinni mniejsi i działający w niszach bardzo konkurencyjnych co prowadzi do zaostrzania szarej strefy i naginania przepisów.

Z drugiej strony wielu serwisów tworzących poszczególne kategorie jest częścią „grupy” z której dany portal potem buduje swój zasięg. Pamiętamy sprawę Interii i jej serwisu z przepisami. Niemniej jak napisałem powyżej przypadki ewidentnego łamania prawa wśród portali i serwisów społecznościowych są rzadsze.

Kategoria „Kultura i Rozrywka”:
> Torrenty.org – jeśli zacznie się zmasowany atak na serwisy P2P ze strony prawników to takie serwisy również będą odcinane albo wymuszane na firmach hostingujących upokarzające tłumaczenia się.
> Tekstowo.pl – ponieważ copy+paste jest prosty to takie serwisy masowo się pojawiają i znikają – ale co jeśli udowodnić, że nie działają zgodnie z prawem? Jeśli zamykano serwisy z napisami filmowymi pod pretekstem, że „tłumaczenie też podlega prawo autorskiemu” to jak może się bronić serwis publikujący (i zarabiający na reklamie) wyłącznie czyjeś dzieła do których ktoś może sobie rościć prawa?

Kategoria „Społeczności”:
> Peb.pl – murowany kandydat do kilku procesów. Za jego unikalny „content” kilka wytwórni filmowych i fonograficznych zapewne będzie długo się sądziło (i wygrają). Szkoda, że nie ma w tej kategorii Chomikuj.pl – mój kolejny kandydat do procesów i odszkodowań. Panowie prawnicy – nikt nie chce zarobić na procesowaniu się z nimi? Zwycięstwo gwarantowane i fejm i kasa…

Kategoria „Nowe Technologie””
> Pobieraczek.pl – murowany kandydat do zamknięcia (zaraz po Chomikuj.pl) bo w jego wypadku 80%-90% zasobów jest pirackich. Czysczenie i zostawienie tylko tego co jest legalne to śmierć dla takiego serwisu. Poza tym regulamin, który wymusza opłaty (standardowy chwyt prawny tzw. „mały druczek”) od mało świadomych użytkowników nadaje się już choćby dlatego do Rzecznika Konsumenta czy Rzecznika Praw Obywatela (ale to pewnie za mało medialny temat dla naszego kochanego prof. Kochanowskiego – on woli walić w kobiety)

Kategoria „Informacje, Publicystyka, Media”:
> Tutaj trudno wskazać kto może stracić. Zapewne i portalom trochę się dostanie (będą musiały podawać źródła, streszczać a nie cytować 90% artykuły itd.). Na pewno pierwsze jaskółki już są. Infor Biznes wytoczył sprawę i wygrał zmuszając do wycofania artykułów z serwisów, które kopiowały treści. Komu następnemu będzie chciało się sądzić? Oby jak największej ilości osób.

Kategoria „Styl życia”:
> Jak widzę kolejny serwis czy to „plotkarski” czy „lifestajlowy” z artykułami i zdjęciami to zastanawiam się czy naprawdę stać jest niszowych „wydawców” (tak do 100-200k UU) płacić za te wszystkie teksty oraz zdjęcia jakie publikują? Parę razy nawet miałem ochotę wysłać maila z pytaniem do „naczelnego” z prośbą o wytłumaczenie na jakiej podstawie „przedrukowują” zdjęcia z bloga TMZ czy innych ale odpuściłem sobie :) Żadnego serwisu nie oskarżam jednak – zawsze można się tłumaczyć, że „zdjęcia kupiliśmy od małej agencji fotograficznej a teksty piszą zaprzyjaźnieni blogerzy”. Taaa….

Kategoria „Edukacja”:
> tutaj też trup może słać się gęsto za sprawę „artykułów” sporządzonych za pomocą „współpracujących wolentariuszy”, którzy licznie kopiują z jednego miejsca opracowania, bryki, wykresy tworząc „nowe” opracowania, które potem kopiowane są przez „doświadczonych redaktorów” z serwisu konkurencyjnego. Ach tak przelecieć się po tych serwisach i ich „opracowaniach” takim oprogramowaniem do wykrywania „podobieństw” w tekstach…

Kategoria „Sport”:
> podobnie jak w kategorii „edukacja” ilość serwisów kopiująca od siebie, z siebie i poprzez siebie wytworzyła się bardzo dawno temu. najłatwiej przecież udać, że samemu się ogląda wszystkie mecze Ekstraklasy, notuje wyniki, tworzy statystyki i opisy spotkań. Wywiady, tabele ba nawet zdjęcia łatwo przemieszczają się w kategorii „sport” między serwisami. Nie podam żadnej nazwy – ten kto z branży ten wie kto komu podprowadza teksty i kto z kogo kopiuje :)

Kategoria „Motoryzacja”:
> podobnie jak w „stylach życia” czy „sporcie” – zdecydowana większość tekstów nie jest publikowana za zgodą np. właściciela zdjęć (takiego na przykład producenta samochódów), który być może nie życz sobie tego aby podawać złą PRowo informacje o jego samochodzie ilustrując je zdjęciem z jego materiałów. Naprawdę tych „młodych dziennikarzy blogerów” zaprasza się na testy samochodów po 100-200 tys. pln? Panowie z branży samochodowej – na ściganiu i pozywaniu maluczkich możecie trochę się odkuć! Innym przykładem problemów są ogłoszenia i ich prezentacja. Wroom i Adreso mogą być przykładem takiego konfliktu…

Kategoria „Turystyka”:
> w tym wypadku branża trochę kopie się sama pod stołem. Mnogość ofert i pośredników powoduje, że tworzenie „odkurzaczy”, które (podobnie jak w branży ogłoszeniowej) zasysają wszystko co jest po polsku i publikują jako „nasza unikalna oferta”.

Kategoria „Erotyka”:
> Niewiarygodne zestawianie serwisów, które w 99% nie mają racji bytu gdyby komuś chciało się śledzić swoje treści oraz dochodzić praw do nich przed sądami. Taki RedTube, Zbiornik.com czy Pornotuba to są agregatory zdjęć i filmów do których praw nie mają a wykorzystują je komercyjnie (chociażby świecąc reklamy przy nich albo pozwalając na oglądania większej ilości w zamian za wykupienie „abonamentu” w postaci Premium SMS). Naprawdę dziwię się, że żadna zachodnia wytwórnia filmowa nie zaczęła medialnej krucjaty z bandą prawników w zapasie – widząc na malejące zyski branży porno (oczywiście winny Internet) powinni lepiej zabezpieczać swoje prawa.

Pobieżny rzut oka na polskie serwisy pokazuje, że jeśli wprowadzone zostanie prawo lepiej dbające o wytwórców i ich działa i jeśli będziemy konsekwentnie je egzekwować okaże się, że założenie kolejnego „serwisu dla kobiet”, „społecznościówki dla fanów samochodów” czy „serwisu z serialami do ściągania” bazującego na kradzionych treściach od konkurencji będzie bardzo trudne.

Pamiętajmy, że tolerując serwisy, których treści bazują i czerpią korzyści z rozpowszechniania treści do których nie mają praw działamy źle dla własnych biznesów – niska bariera wejścia na rynek dla takiego „serwisu nieruchomości” z zajmumaną bazą danych ogłoszeń powoduje, że konkurowanie z złodziejem jest bardzo trudne, kosztowne i nie zawsze opłacalne w finałowym rozliczeniu.

Jak powiedział mi ostatnio właściciel jednego z serwisów newsowych – „Inwestuję od kilku lat w redakcję, dziennikarzy i fotografie. minutę po opublikowaniu mojego wywiadu z VIPem, który kosztował sporo czasu i wysiłku ten sam wywiad z tym samym zdjęciem pokazuje i świeci wokół niego reklamy około 10 innych serwisów w tym kilka spamblogów. Walka z nimi to użeranie się kilkuletnie po sądach po to aby gówniarz wyłączył serwer. Następnego dnia po wyroku założy kolejnych 10, 20, 100 podobnych spamblogów. I co ja mogę mu zrobić? Nic.”

  • Alex

    A masz zezwolenie od Hustlera na wykorzystanie fragmentu okładki oraz ich logotypu przy artykule dotyczącym łamania praw autorskich? Może nie życzą sobie tego aby zdjęcie z ich materiałów towarzyszyło takiemu PR-owo złemu artykułowi? ;) Ale to tylko pytanie retoryczne, bo pewnie takie użycie okładki mieści się w ramach dozwolonego użytku :)

    Nie wiem jednak czy warto łączyć temat nielegalnego kopiowania contentu (treści artykułów) innych niż „krótkie informacje prasowe” z tematem korzystania przez wiele serwisów z zapisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną – art. 12-15 na http://www.lex.com.pl/bap/student/Dz.U.2002.144.1204.html – są to dwie zupełnie różne kwestie.

  • Artur Kurasiński

    @Alex – no napisałem „źródło internet ;)” tę grafik znalazłem gdzieś na photobuckecie i nie wiedziałem czyje prawa i copyright mam podać :)

  • Co do „Panowie prawnicy – nikt nie chce zarobić na procesowaniu się z nimi? Zwycięstwo gwarantowane i fejm i kasa…” — ciekawe od kogo niby ta kasa? Od gromady leszczy i dzieciaków? ;-)

  • Artur Kurasiński

    @Olgierd – jak się dobrze przyjrzeć to parę portali plotkarskich bo można było zaskarżyć ;)

  • RomeoAD

    Artur, ty zarabiasz na zdjęciu okładki Hustlera z Photobucket, to trochę coś innego niż trzymanie sobie tego zdjęcia na dysku.

    Wydawcy muzyczni naciskają na odcinanie od sieci osoby ściągające mp3 rozpowszechniane bez ich zgody i jakiejkolwiek opłaty. Dlaczego nie zastosować takich rozwiązań w stosunku do serwisów newsowych typu copy-paste, które w odróżnieniu od ludzi kopiujących od siebie najnowsze mp3 ulubionego artysty sobie przypisują autorstwo do cudzej pracy? Gdyby odnieść wymagania wydawców do serwisów i blogów newsowych, to należałoby również odciąć od sieci tych co publikują newsy z podaniem źródła (o ile nie zapłacili za wykorzystanie materiału) jak i czytających te serwisy internautów.

    Z innej strony tego samego prawa autorskiego: załóżmy, że kilka lat temu jeden tancerz tłumaczył drugiemu tancerzowi jak należy nauczyć człowieka pewnej figury. Tłumaczył to w sposób posiadający znamiona dzieła w rozumieniu prawa autorskiego i pokrewnych. W obecnej chwili ów nauczany tancerz prowadzi szkołę tańca, w której wykorzystuje zdobytą wcześniej metodykę bez podawania jej autora ani odprowadzania za to opłaty. Stosując wykładnię przedstawianą przez wytwórców muzycznych, taka szkoła tańca jest piratem, nieprawdaż? Jeśli wziąć pod uwagę ilość osób na kursie tańca i czas w jakim to wystąpiło, to możnaby wyciągnąć z takiej sprawy naprawdę niezłe odszkodowanie!

    Czy na pewno to jest właściwe postępowanie?

  • @RomeoAd – masz rację, miał być dowcip (dopisałem na zdjęciu „źródło: internet”) ale jakoś to nie licuje z całym artykułem. Zmieniam.

    Co do Twojego przykładu – prawo autorskie dotyczy kopii, egzemplarza (np. patentu). Więc jeśli mówisz o podpatrywaniu i uczeniu się to niestety nie można mówić odnośnie Twojego przykładu o „piractwie umiejętności”…

    Co innego jeśli ten drugi tancerz na swoich zajęciach będzie się posługiwał podręcznikiem skopiowanym z notatek swojego pierwszego nauczyciela..

  • kmh

    Jedna poprawka: zbiornik.com działa na zupełnie innej zasadzie niż porn,red czy inny tube. Zaloguj się i sprawdź :)

  • michał l

    Co do serwisu zbiornik.com – nie wydaje mi się, żeby to był agregator. To bardziej erotyczna nasza klasa.

  • RomeoAD

    @Artur: metodyka nauczania pewnych umiejętności podlega patentowaniu – na pewno słyszałeś o metodzie Callana i wielu szkołach, które posługują się tym hasłem niekoniecznie nauczając zgodnie z tą metodyką.

    Sama metodyka jest algorytmem postępowania, takim samym jak w przypadku programów komputerowych. Jedyną różnicą jaką mogę wskazać jest to, że w USA można opatentować ‚symulowanie aplikacji biurkowej przez odpowiednie zachowanie strony www’ i próbować na tym dorobić się fortuny, zaś opatentowanie ‚nauki posługiwania się dolnymi kończynami tak, aby się nie przewrócić i odwzorować rytm muzyki’ by się w żadnym wypadku nie udało. Na szczęście nikt jeszcze nie opatentował pozycji baletowych i nie żąda ‚skromnych’ opłat od wszelkich grup baletowych ani oglądających tancerzy, gdyż jest to obecnie przyjmowane jako domena publiczna.

    Polskie prawo autorskie i prawo patentowe na szczęście jest nieco bardziej życiowe i uniemożliwia naginania go do własnych interesów w takim stopniu jak prawo USA, no ale doskonałe też nie jest. Oby ewoluowało w sposób niekrzywdzący ani twórców ani konsumentów.

    ps. Użycie logotypu w ilustracji jest równie niezręczne co zdjęcie okładki Hustlera :D chociaż rozumiem ideę takiej ilustracji i w moim odczuciu nie wydaje mi się to nadużyciem.

  • Artur Kurasiński

    @kmh – działanie zbiornik.com polega na tym, że udostępniają treści nie mając do nich praw autorskich za które pobierają opłaty – fakt, działają inaczej niż redtube, który świeci reklamy i przekierowuje do serwisów partnerskich.

    @michal l – agregują treści erotyczno / pornograficzne pobierające opłaty. większość część „treści” pochodzi od ich użytkowników cześć zgarniają z innych serwisów.

  • Artur Kurasiński

    @RomeoAD – bez przesady używać logotypu można pod określonymi warunkami. nie mogę sprzedawać produktów komputerowych i chwalić się, że mam firmę Apple ale mogę wykorzystać jej logo w celach informacjych.

    Poza tym – TPB na pewno nie mają nic przeciwko bo a) nie zarejestrowali znaku b) to nie jest firma c) to są piraci i mają gdzieś prawa autorskie.

  • kmh

    Artur: na zbiorniku większość materiałów pochodzi prosto od użytkowników – zdjęcia, filmy etc. Nie działa to tak, że każdy może sobie wrzucić dowolny filmik i go hostować w nieskończoność, a przynajmniej dopóki nie zapuka prawnik. Gdy na zbiorniku pojawi się fragment jakiegoś profesjonalnego pornola to sami użytkownicy go zgłaszają do moderacji, bo nie chcą, aby ich nie-tak-juz-prywatne konkurowaly z filmami tych, którzy chcą iść na skróty. Więc ta Twoja cześć którą „zgarniają z innych serwisów” jest bardzo, ale to bardzo mała, wręcz śladowa z przytoczonymi przez ciebie tubami.

  • specnaz

    Czytalem i nie wiem czy smiac sie czy plakac.

  • nomnomnom

    za długie

  • Pingback: OdSiebie.com – serwis zamknięty, twórca aresztowany! – vBeta.pl – blog o internecie, baza wiedzy o nowych programach, Web 2.0()

  • blue

    Nie wiem, jak w innych branżach, ale znam trochę realia turystyki i jeśli stanowi to jakikolwiek punkt odniesienia do sytuacji w innych branżach, to trochę się z prawdą mijasz…

    To, że dany serwis turystyczny publikuje agreguje oferty kilkudziesięciu touroperatorów i publikuje je jako własną ofertę jest tak samo legalne, jak legalnym jest uruchomienie fizycznego biura podróży (agentury) sprzedającego oferty różnych touroperatorów, czy choćby np. księgarni, ktora ma w swojej ofercie ksiażki dostępnych na rynku wydawców, czy sklepu spożywczego, który również sprzedaje te same produkty co 1000 innych sklepów… i to jest ogólna prawda o 3/4 rynku wszelakich produktów i usług…

    A wracając do branży turystycznej, to jestem niemal pewien, że większość z serwisów agregujących oferty ma podpisane umowy o sprzedaż z touroperatorami, których oferty sprzedaje, bądź ewentualnie z operatorami systemów rezerwacyjnych tychże touroperatorów… Zresztą, ma to sens w szczególności dlatego, że przecież oni zarabiają na sprzedaży wycieczek, a nie na ich prezentacji w Internecie (a do sprzedaży tych umów potrzebują jak najbardziej)…

  • Artur Kwiatkowski

    Temat ciekawy i bardzo kontrowersyjny, chciałbym napisać trochę co ja o tym myślę a więc:

    1) Serwisy które powstały w celu rozpropagowywania nielegalnego oprogramowania, muzyki, filmów bez wiedzy i zgody autorów tychże materiałów uważam, że powinny być zamykane a na ich autorów powinno się nakładać jakieś kary – ale nie koniecznie może takiej wysokości jak w USA.

    Bo powiedzmy sobie szczerze w twarz: Jeżeli Kowalski układa sobie w głowie niecny plan, że stworzy forum czy portal w którym będzie zamieszczać (lub jego użytkownicy których przyciągnie) nielegalny soft i dzięki temu będzie mieć jakieś odsłony a te odsłony następnie będą się przekładać na kasę z reklam – to taki Kowalski jest ch…. względem tych, których materiały propaguje po to by mieć z tego jakąś korzyść materialną.

    2) Jeżeli ktoś publikuje informacje np. na blogu z wycinkami z innych miejsc lub zamieszcza je w całości (tak jak Artur napisał u dołu swojego posta o jednym z właścicieli serwisu newsowego) a ten właściciel nie określił nigdzie że treści nie wolno kopiować – no to nie widzę sprawy i nie rozumiem żali. Prawo nie powinno robić czegoś za takiego właściciela serwisu z prostej przyczyny: nie każdy właściciel serwisu www nie chce by jego treści znajdowały się gdzieś jeszcze oprócz jego witryny – niektórych to nie boli (np. mnie :P). Jeżeli jednak ten właściciel zdefiniował gdzieś w swoim serwisie, że zabrania się kopiowania treści no to jest to wykroczenie i właściciel ma podstawę do tego żeby się wnerwić i żądać jakiegoś odszkodowania – ale tu również gdzieś w tym serwisie powinno być określone, że za przyłapanie przez właściciela serwisu gdzie indziej jego treści powinna być określona jakaś stawka typu np. 1000 zł (a co :P). (Ta stawka odszkodowania nie powinna być określana przez sąd, bo sądy o internecie wiedzą jeszcze mało.) Wtedy właściciel robi screena, przesyła to do odpowiedniego organu który powinien takimi sprawami się zajmować i jest zarobiony a w dodatku nielegalnie zamieszczona treść musi zniknąć.

    Może tu powstać pytanie dot. autentyczności screena – ale z drugiej strony taki organ odpowiedzialny za przyjmowanie takich doniesień, mógłby równie dobrze dostarczyć aplikację, która wykonuje takie screeny, jest odpowiednio zabezpieczona i nie pozwala na nadużycia. Wszystko po to, bym nie mógł zrobić screena z blogu AK74, obrobić go w photoshopie i wysłać do takiego organu w wersji na której widać, że na stronie głównej widnieje napis „Artur Kwiatkowski to pała” :)

    Tu powinna nastąpić taka współpraca między firmami zarządzającymi domenami a czymś w rodzaju policji odpowiedzialnej za obsługiwanie takich wniosków od osób poszkodowanych. Po to by było jasne, kogo ciągnąć do ew. odpowiedzialności za dane wykroczenie. Jeżeli domena jest zarejestrowana na mnie i w kontakcie administracyjnym jestem podany ja, to wtedy ja bekam jak pod moim url wystawiony zostanie nowy Photoshop.

    I tyle.

    Krew człowieka zalewa jak widzi, że rząd musi wprowadzać jakieś ustawy cenzurujące internet bo część ludzie jest nie OK, zatem musimy wszystkich traktować jakby mogli być nie OK? To w takim razie w bankach też powinni każdemu przystawiać lufę do głowy bo część z ludzi okrada banki, więc traktujmy wszystkich jak złodziei. Kiedy w końcu człowiek sam się opamięta i zrozumie, że chciwość to jest coś co nie popłaca tak samo jak cwaniactwo.

    Dużo jest elementów, które powinny zostać uregulowane w prawie po to, by nie było żadnych niejasności kto za co odpowiada i co za co komu może grozić. Tylko szkoda, że pracują nad takimi regulacjami osoby, które codziennie głównie wysyłają maile a jak mają zrobić tabelkę w XLS to już trochę się muszą nagłówkować. Szkoda że ludzie mający wiedzę w dziedzinie internetu i technologii są pomijani przez cały ten nasz sejm i że ich robotę wykonują nieodpowiedni ludzie. Jakby hydraulika wzywać do problemu ze swoim kontem bankowym… no ludzie !!

  • ojdas

    Z zaciekawieniem przeczytałem wpis A.K. i nasunęło mi się pytanie co do firmy Blomedia Sp. z.o.o., która jest właścicielem sieci blogów.
    Ów blogi piszą (za kasę) młodzi pasjonaci z różnych dziedzin tematycznych, jednakże teksty, które się tam pojawiają są opracowywane, a zdjęcia kopiowane z różnych serwisów/blogów na świecie. Ponadto pojawiają się we wpisach filmy z Youtube.
    Czy ktoś byłby tak dobry i oświecił mnie na jakiej podstawie prawnej firma ta funkcjonuje (chodzi mi oczywiście o prawa autorskie i blogi). Na każdym z serwisów widnieją reklamy Google lub firm, które wykupiły reklamę – czyli serwisy/blogi są nastawione na czystą komercję.

  • Artur Kwiatkowski

    ojdas – wydaje mi się, że nie ma podstawy prawnej na której bazuje Blomedia Sp. z o.o. – a raczej taka podstawa jeszcze nie została utworzona. Możliwe, że jeżeli nastąpią zmiany w prawie dot. internetu to wówczas ta firma może mieć problemy. A co do blogów… no to chyba wszyscy wiemy, że powstały one bo ludzie mieli potrzebę pisania i wymieniania się informacjami – tak więc jak namieszają w prawie to się to przełoży na tą naszą potrzebę odpowiednio.

  • dragon

    żal mi ciebie tyle mogę powiedzieć…
    wielce nbapalony…(„ojoj oni to mają nielegalnie…a tamci to ojojoj jacy oni są źli i niedobrzy”) boli cie to że się tak na tym dorobili ?? idąc tym zacofanym i idiotycznym, twoim, tokiem myślowym trzeba by było usunąć 90% stron internetowych na świecie…śmiać mi się chce po prostu z takich żałosnych artykułów…taka babka spod bloku w moherze – do sądu go podam ! na milicje !! ta dzisiejsza młodzież ! co się z tym światem porobiło !

  • Dracon

    @dragon O czym ty piszesz? Wyobraź sobie że jesteś sławnym piosenkarzem wydajesz płyty ale jakoś nikt ich nie kupuje wchodzisz na internet i widzisz jak jakiś baran rozsyła z lekkością coś co ty stworzyłeś to jak byś się czuł? Nie było by ci do śmiechu że jakiś dzieciak zarabia na twoim utworze.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę