Szukaj
Zamknij

Internet jako źródło cierpień

kazik staszewski

Spotkanie w klubie Chłodna25 zorganizowane przez redakcję dziennika „Metro„, które odbyło się pod hasłem „debaty o prawach autorskich w Internecie” pokazało że nie tylko artyści, wytwórnie, użytkownicy, konsumenci czy prawnicy lub etycy mają problem z interpretacją przepisów a sama branża jest silnie podzielona w tym co należy robić…

Wbrew temu co napisał dziennik „Metro” (byłem jednym z moderatorów dyskusji więc mogę przedstawić też swój punkt widzenia) nie powstał żaden wspólny projekt ani nie nastąpiła zgoda ponad podziałami. Zgromadzeni artyści, działacze i eksperci (Tomek Grewiński reprezentujący wytwórnię Kayax, Muniek Staszczyk, Kazik Staszewski, Jurek Owsiak, Sidney Polak, L.U.C., Sławek Pietrzak szef wytwórni SP Records, Hirek Wrona dziennikarz muzyczny, Jarek Lipszyc i medioznawca Mirek Filiciak) spierali się o wszystko i pod każdą postacią.

To, że na końcu zostając już prawie sam (oprócz L.U.C.a) Jurek Owsiak zaproponował aby edukować w szkołach i on to samo może robić na swoim Przystanku nie traktowałbym jako „głos branży” tylko pojedynczą opinię i to w dodatku nie artysty ze świata muzyki…

Podsumowując: branża muzyczna (na sali nie pojawił się żaden reprezentant branży filmowej co wywołało komentarze, że twórców filmowych wspiera PISF dając im kasę na produkcję więc co tam kogo interesuje co się dzieje z jego filmem…) ma problem w zrozumieniu o co toczy się gra, jakie wywoła efekty i co zrobić aby nie tracić na cyfrowej dystrybucji. Branża uważa, że jej nikt nie broni, świat jest zły a internauci nie chcą za nic płacić (Pietrzak, Wrona, Grewiński). Z drugiej strony technologia, postęp, zmiana paradygmatu artysta / wytwórnia / konsument pcha twórców na nowe wody i wymusza poszukiwanie innych form zarobkowania (taki pogląd podzielali Polak, L.U.C. i Owsiak).

To co ja zrozumiałem z tego co mówili artyści – nie możecie oczekiwać od nas, że zmienimy z dnia na dzień model biznesowy. Nie możecie naciskać i zmuszać nikogo do koncertowania jeśli ta osoba nie chce albo po prostu nie lubi takiej formy kontaktu z fanami. Przystawianie pistoletu do głowy i mówienie o rewolucji technologicznej wyzwala w twórcach postawy skrajne – nikt nie chce słyszeć, że to co robil przez x lat teraz MUSI ulec zmianie często niszcząc cały model zarabiania.

Z drugiej strony – rewolucja trwa i idzie do przodu. Nie da się „zawrócić kijem Wisły” i zmuszać ludzi do kupowania płyt CD. Nie da śię zamknąć wszystkich serwisów p2p, serwerów warezowych. Prawo jest obecnie mało przystające do rzeczywistości (mówi się w nim o „egzemplarzach” a więc egzemplarz musi być realny, istnieć jako nośnik) i musi się zmienić. Na pewno nikt nie chce aby artyści i wytwórnie tracili na tym co robią. Pytanie tylko co mają robić kiedy społeczeństwo wokół jest biedne, internet ma już prawie połowa społeczeństwa a ściągnięcie płyty Kazika czy Muńka zajmuje 5 minut…

Na szczęście szybko okazało się, że cała żółć i agresja jest kierowana przeciwko serwisom zarabiającym na przechowywaniu czy też udostępnianiu plików. Jest raczej pewne, że uda się nakłonić internautów do kupowania legalnie muzyki, filmów, książek czy gier za pośrednictwem elektronicznych kanałów sprzedaży – trzeba zmienić prawo, zaoferować systemowe rozwiązania na terenie co najmniej samej Europy. Wejście samego iTunes’a wiele nie zmieni (bo co jeśli ktoś chce masowo sprzedawać swoją twórczość za 1 grosz a nie 0,99 centa?) potrzeba zdrowej konkurencji. Zdania były także podzielone pod kątem penalizacji.

Hirek Wrona i Sławek Pietrzak chcieli aby np. ZPAV i policja urządziła przykładowe zatrzymania piratów co miało by wpłynąć na resztę „ściągaczy”. Czy to zatrzymanie ma być właśnie początkiem fali procesów? A czy taki serwis powstał kompletnie „oddolnie” czy też któraś z organizacji ochrony praw autorskich wspomaga go?

Nie rozumiem (nadal) postawy spod znaku „wszystko co w sieci jest i musi pozostać darmowe”, argumentów „muzyka jest za droga a ja chcę mieć dużo płyt bo kocham wykonawcę X”, tłumaczenia „zmowami koncernów”, „użytkiem osobistym” czy też „wolną kulturą jest podstawowym prawem każdego internauty”. Nie rozumiem tego, że naprawdę są ludzie, którzy chcą uwolnić całą twórczość licząc na to, że artyści będą nadali (motywowani czym?) tworzyli i wydawali za darmo ku uciesze fanów, którzy łaskawie pojawią się na koncercie pokazując swą aprobatę.

Nie kupuję tego z wielu powodów ale najbardziej chyba wkurza mnie to, że część ich „głosicieli” po prostu nie ma styczności z tematem „zarabiania na własnej twórczości, która może być zdigitalizowana a przez co rozpowszechniana w Internecie bez zgody autora”. A co powiesz Panie Designerze kiedy drukarki 3D pozwalać będą za śmieszną cenę kopiować Twoje projekty i „drukować” sobie zaciszu domowym wszystko to co Ty sobie zaprojektowałeś? Kto będzie kupował (i po co?) „designerskie” sztućce czy przedmioty domowego użytku kiedy będzie mógł sam w swoim domu je zrobić bazując na Twoim projekcie?

Generalnie postawę artystów (poza Sidneyem i L.U.C.em) można określić „czuję się okradanym, zamykać wszystkich złodziei i zero ściągania z sieci bo to zachęca do piratowania naszej twórczości”. Kazik lekko zrezygnowany mówił, że on już nie chce nikogo ścigać ale żeby zrobić „coś” żeby ktoś go nie okradał.
Młodsi artyści jak Sidney i LUC wskazywali, że nie ma sensu w ograniczaniu dostępu czy karaniu – należy tworzyć legalne alternatywy (iTunes, Nokia Store) z abonamentami, ofertami specjalnymi i całą masą ułatwień aby internauta miał od razu możliwość pobrania utworu w wielu wersjach na różnych urządzenia.

W dramatyczne i bardzo radykalne tony uderzał Sławek Pietrzak postulując odcinanie (model francuski) od sieci osoby ściągające, przywoływał liczby (120-150 milionów złotych państwo polskie traci podobno według jego wyliczeń na piractwie). Postawę jego można skwitować „zero elastyczności – ściąganie muzyki z sieci jest przestępstwem i należy je surowo karać bo dlaczego artysta ma chodzić głodny i być zmuszanym do grania „do kotleta” jeśli nie chce koncertować?”

Muniek Staszczyk (o którym krążą legendy, że wywiadów nie autoryzuje mailowo bo nie ma i nie korzysta z Internetu) zmył się po angielsku po 40 minutach spotkania. Szkoda bo na tle tego co mówili jego koledzy z branży faktycznie wyłania się obraz polskiego grajdołka gdzie każdy bawi się swoimi zabawkami ale nie ma kogoś kto potrafi spojrzeć bardziej globalnie niż tylko przez pryzmat swojej wytwórni czy płyty.

Szkoda panowie artyści – sami sobie robicie kuku uważając, że „te” sprawy Was nie dotyczą. Jeśli nie wy będziecie uczestniczyli w przygotowaniu przepisów to zrobią to za was urzędnicy bez doświadczenia branżowego. I to bez waszego wpływu co zapewne skończy się znowu jakąś aferą i dąsanie się na rząd i premiera.

Bardzo podobało mi się co mówił Jerzy Owsiak. Apelował o dystans młodzieży (można powiedzieć, że Owsiak najlepiej ze zgromadzonych zna i wie czego młodzież słucha z racji organizacji Przystanku Woodstock) i zrozumienie jej zachowań – nie wszyscy wiedzą, że „ściąganie” jest złe i karalne. Owsiak zaapelował o stworzenie programu edukacji i zaprosił wszystkich chętnych artystów i działaczy z branży na Przystanek w celu promocji i nagłośnienia prawa autorskiego i problemów związanych ze ściąganiem utworów z Internetu.

Zobaczymy natomiast ilu kolegów i osób z branży wykorzysta taką okazję – jako, że po 2h spotkania na sali został Jurek Owsiak i LUC to niezbyt dobrze wróży całości dalszych „wspólnych” manifestacji. Nie byłem przekonany czy wszyscy, którzy siedzieli na scenie mieli takie same pomysły na rozwiązanie problemu i byli gotowi iść ręka w rękę – raczej co jakiś czas podnosiły się propozycje mniej lub bardziej sprzeczne ze sobą.

Do wszelkiej maści relatywistów mam jedną propozycję i apel – czytajcie uważnie ustawy i ich oficjalne interpretacje przez prawników a nie lokalnych „guru” na forach dyskusyjnych. Głupio będzie dyskutować na komendzie z policjantami, „..że Wam się wydaje, że..”. Prawo polskie może jest kulawe ale na szczęście pozwala dość łatwo wskazać kto łamie prawo w momencie np. rozpowszechniania z zyskiem plików w sieci Internet.

PS. Bardzo ciekawe głosy i reakcje na postulaty artystów dotyczące wykorzystywania pirackich produktów
PPS. A taki przykład wykorzystania nowych mediów w promocji swojej twórczości wkurza i zachęca do obchodzenia prawa (przepisów). Po co to robić i komu to służy? I pod tym podpisuje się sam Bono?

Materiały wykorzystane i omawiane podczas debaty:

> Diagnoza Internetu 2009
> Prezentacja „Metro przeciwko piractwu”

Polecam też ciekawe linki podesłane przez Alka Tarkowskiego (który bardzo żałował ale nie mógł się pojawić):
> W Holandii rośnie sprzedaż muzyki mimo dużej ilości użytkowników sieci P2P
> Raport dotyczący tego holenderskiego fenomenu
> Coś o „Guitar Hero” i skutkach grania dla branży…
> O dzieleniu się muzyką – okiem etnomuzykologa / etnografa napisany przy okazji dość głośnego procesu Joela Tennenbauma, niedawno skazanego w Stanach za ściąganie.
> Unia bierze się za „wolność” Internautów

  • Owsiak najlepiej ze zgromadzonych zna i wie czego młodzież słucha z racji organizacji Przystanku Woodstock) i zrozumienie jej zachowań – nie wszyscy wiedzą, że “ściąganie” jest złe i karalne.

    Proszę Was… Nie wiedzieć o tym, że to jest złe i karalne może nie wiedzieć co najwyżej uczeń czwartej klasy podstawówki, ale wszyscy starsi są już na tyle rozgarnięci, że chyba wiedzą, co wolno, a czego nie…

    Ludzi nie trzeba zmieniać/edukować, tylko dać im nowe możliwości.

  • Moze nie bede odnosil sie po kolei do tego, co napisales, ale warto nieco uswiadomic o paru sprawach zwiazanych z muzyka w sieci. Po pierwsze nie jest prawda to, ze cala muzyka w sieci jest nielegalna. Jest pelno sieciowych wytworni (netlabeli), ktore sluza wlasnie do wypromowania roznych zespolow / muzykow / producentow, skad mozna za darmo sciagnac album i (lub tez nie) wesprzec dobrowolnie taki podmiot przelawajac pare groszy via Paypall. Niektore z nich rezygnuja z tego w zupelnosci i po prostu po paru latach „oferowania’ „darmowki”, i zbudowawszy wokol siebie marke i duza ilosc odbiorcow, chca po prostu, aby sluchacze placili za albumy – tak bylo w przypadku legendarnego Thinnera. Wspomniales o Nokia Store, ktory jest projektem z rodzaju ‚pozal sie boze’. Pod wieloma wzgledami (cena, jakosc poloczona z DRM, z ktorego juz sie wszyscy wycofuja, niemozliwosc korzystania z Firefoxa) jest to moim zdaniem braku elastycznosci i bycia na bierzaco, jak potencjalny klient muzyki oczekuje i CZEGO korzysta.

    Nastepna kwestia jest taka, ze to czesto sami majorsi nakrecaja owe piractwo w sieci. Kilka miesiecy temu na swoim blogu napisalem, jak programy P2P nie ladnie wykorzystuje m.in. Atlantic Records. Kwestia kolejna to owa wyciek muzyki do sieci. Niestety nadchodzi era dystrybucji muzyki, w ktorej samo wydawanie muzyki nie bedzie wystarczalo na to, aby muzyk/ zespol mogl aktywnie dzialac i rozwijac sie. Wydawanie EPek lub tez longplayow bedzie dodatkiem do wystepow, ktorych odpowiednie ceny biletow na takie wydarzenia beda rekompensowaly zespolom dochody z muzyki. Chociaz jak sie okazuje – szum medialny wokol nowej plyty zespolu Kazika zadzialal na jego korzysc – plyta jest w dalszym ciagu numer uno na OLiS’ie. Same wytwornie musza takze zastanowic sie nad tym, jakie kroki nalezy poczynic, aby ludzi przekonac, ze warto kupowac legalna plyte, anizeli ssac ja nielegalne z netu. Oczywiscie propozycja przedstawiona przez Jurka Owsiaka – zwiazana z edukacja i praca u podstaw – jest jednym z rozwiazan. Ale same wytwornie musza zrozumiec, ze np. powinny informwac dobitnie, ze kupienie legalnej plyty sytuuje konsumenta wyzej od tego, ktory sciaga z netu. Nie wiem moze jakis dodatkowy bonus do plyty albo tez wtajemniczenie tego odbiorce w ekslusywny kontent – wiem ze w przypadku plyty Eminema to sie sprawdza. Nastepna propozycja – jakis czas temu wyczytalem, ze w UK powstala taka wytwornia muzyka, ktora sama oddaje glos co ma wydac, a co nie swoim odbiorcom. Pyta sie, co chcieli by, aby zostalo wydane i w taki sposob sonduje sie konsumentuje i buduje sie spolecznosc ludzi, ktorzy zapewne kupia taka plyte: w formie fizycznej lub cyfrowej.

    Tak czy inaczej – muzycy / zespoly / wytwornie plytowe musza po prostu znalezc nowy model biznesowy. Bardziej dywersyfikujac zrodla dochodu z tego typu dzialalnosci, z ktorych czerpali do tej pory lwia czesc profitow. Wisly kijem nie zawrocisz, podobnie jak zmiany technologiczne polaczone z nowa dystrybucja tresci, czyli rowniez muzyki.

  • Pingback: Muzyka z sieci | libart.pl()

  • Komentarz do wpisu wymaga czasu, więc teraz odniosę się na szybko tylko do relacji ze zdarzenia publikowanej na Blipie — była do dupy. Nie wiem, czy miałeś na to jakikolwiek wpływ. Jeśli nie, to OK. Jeśli tak, to powinieneś za karę przepisać wszystkie teksty z kokpitu ^metro do jednego pliku ;)

  • @mikolaj – nie mialem!! :) nie mam nic wspolnego z redakcja „metra” ani koncernem Agora :)))

  • Piotr R.

    „nie możecie oczekiwać od nas, że zmienimy z dnia na dzień model biznesowy”

    O ile pamiętam pierwszy iPod pojawił się 8 lat temu, wtedy też już zabili Napstera – najwyraźniej artyści przez ten czas byli zahibernowani.

  • Piotr R.

    A propos ciekawych linków – sto lat walki twórców z postępem w ich własnych słowach:
    http://tinyurl.com/100-years-of-Big-Content-feari

  • kruczek1

    Proszę bardzo artystów zwolenników odcinania od internetu, wielotysięcznych kar i więzień dla piratów, o zaprezentowania swoich działań w wyjściu na przeciw młodym ludziom i im potrzebom.

    Czy ich płyty dostępne są w wersji elektronicznej? Czy mogę kupić ją taniej, w dobrej jakości? Czy nie, czy muszę kupić płytę fizycznie, a tym samym dać zarobić fabryce pudełek, fabryce naklejek, fabryce książeczek, panu składającemu, tłoczni, panu od transportu, panu od układania płyt na półce, zrzucić się na dobrą półkę w empiku i dołożyć na folię?

    Naprawdę, chcę kupować muzykę i wynagradzać trud artystów. Nie chcę fizycznego nośnika – chcę plik z muzyką, który będzie u mnie na dysku, który będę mógł przegrać na swój ulubiony odtwarzacz (a więc bez zabezpieczeń DRM – to nie ma sensu, jak ktoś chce ukraść to znajdzie sposób). Chcę kupić taniej niż w sklepie (czasem zdarzają się sprzedaże elektroniczne drożej niż w sklepie – to jest porażka), chcę dobrą jakość (dlaczego marnej jakości mp3? dlaczego nie bezstratny flac?).

    Wielu młodych ludzi których znam, naprawdę – chce kupowałoby muzykę przez internet, wygodnie, bez wychodzenia z domu, taniej niż w sklepie i w zadowalającej jakości. Dlaczego tego nam się nie umożliwia? Takie kontrakty z wytwórniami? Brak chęci? Wiedzy? Platformy? Nie opłaci się?

  • Jesu

    „Wielu młodych ludzi których znam, naprawdę – chce kupowałoby muzykę przez internet, wygodnie, bez wychodzenia z domu, taniej niż w sklepie i w zadowalającej jakości. Dlaczego tego nam się nie umożliwia? Takie kontrakty z wytwórniami? Brak chęci? Wiedzy? Platformy? Nie opłaci się?”

    Nie, bo pośrednicy nie zarobią :(

  • Obecnie plus i 4200 utworów co miesiąc za 10zł to krok do tych co ściągają lecz nadal wolą kupić 1gb za 2.44zł na chomikuj lub za darmo na odsiebie czy rapidshare. Pamiętajmy jedno że NIEZNAJOMOŚĆ PRAWA NIE ZWALNIA Z JEGO PRZESTRZEGANIA.

  • shw

    „nie wszyscy wiedzą, że “ściąganie” jest złe i karalne”
    nie wszyscy nawet wiedza, ze wcale nie jest karalne i wcale nie jest zle!

    co do zmiany modeli biznesowych, co do grania koncertow przez tych, ktorym sie wyraznie tego nie chce – prosze bardzo – wolny rynek, ale nie oczekujcie, ze bedziemy tworzyc i wspierac prawo, ktore sluzy tylko temu, zeby przy waszym widzimisie i zachciankach, zapewnic satysfakcjonujace zyski.
    wiele branz musialo zmienic model biznesowy „z dnia na dzien” i nikt nie placze za nimi, ze nagle ich uslugi staly sie mniej oplacalne lub zupelnie zniknely z rynku. a juz na pewno panstwo nie wprowadzalo prawa zmuszajacego obywateli do korzystania z uslug i produktow takiej branzy.
    nie mozecie tez wymagac, ze w celu utrzymania potencjalnych (!!!) zyskow artystow czy wytworni, nalezy ograniczyc swobode i prywatnosc wszystkich obywateli – i to za pieniadze tych samych uciskanych.
    chcecie zarabiac pieniadze – liczcie na siebie, a nie na policje podsluchujaca obywateli i latajaca im po domach. jezeli klient nie chce placic 50 zl za pizze, to nie znaczy, ze to klient jest winny i nalezy sprawdzic co on tam podjada w domowym zaciszu, a znalezc cene, ktora klient jest w stanie zaplacic za nasz produkt.
    zauwazcie, ze od czasu do czasu jakas firma z jajami, z tej badz innej branzy opartej o copyright robi akcje w stylu – zaplac ile uwazasz za sluszne – i zarabia – chociaz nikt do placenia nie zmusza. ludzie to wbrew pozorom nie banda chciwych zlodziei, a po prostu klienci, ktorzy kalkuluja ile moga wydac na to czy inne dobro i ile jest ono dla nich warte. sztuka jest znalezc ta cene i cieszyc sie z zyskow, bo wbrew choremu przekonaniu wielu ludzi z branzy, ta cena prawie nigdy nie wynosi 0.

  • Muzyka dostępna w sieci za darmo może być doskonałą forma promocji koncertów.
    Spopularyzowane w ten sposób kawałki można sprzedawać do filmów, reklam, można wydawać produkt premium dla audiofili i kolekcjonerów, można wydawać specjalne edycje rozbite na ścieżki do remiksów- granicą jest tylko kreatywność.
    Muzycy mogą poza tym być sponsorowani przez twórców sprzętu, itd itp.
    Rozdawanie produktu za darmo coraz lepiej sprawdza się w wielu dziedzinach, a ci którzy będą traktowali swoich fanów i odbiorców jak złodziei, po prostu stracą publikę na rzecz tych którzy traktują ich jak ludzi (przykład metalika- Limp Bizkit) 
    Czasy się zmieniają, pojawią się zespoły które zabiorą Kaziowi i podobnym kasę z przed nosa, bez pozywania słuchaczy.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę