• Listopad 10, 2009

    Książka, której nie będzie

    biblia gutenberga

    Kłopoty branży wydawniczej działającej na rynku gazet tradycyjnych stają się smutnym przykładem na to, że ewolucja jednego elementu systemu (Internet) wywołuje problem z adaptacją kolejnych (prasa, prawa autorskie, przemysł muzyczny i filmowy)…

    Morten Lund połamał sobie zęby na próbie zrobienia z tradycyjnej gazety super przedsiębiorstwa. Potentat medialny Robert Murdoch gotów jest walczyć z samym Google aby ratować swoje „stare” biznesy. Wydaje się, że spadki czytelnictwa dające się odczuć już dawno znacząco przyśpieszyły w okresie światowego kryzysu. Wszyscy z branży wiedzą, że trzeba się dostosować albo zniknąć z rynku.

    Bo co może zrobić firma z ogromnym doświadczeniem i historią, która produkowała do tej pory klisze fotograficzne a obecnie nikt prawie nie używa analogowych aparatów do robienia i wywoływania zdjęć ? Potulnie dać się dobić konkurencji, sprzedać majątek i inwestować w inne branże (jakie?) czy po prostu splajtować i dać się dobić konkurencji? Która firma stanie się Polaroidem naszych czasów a kto błyśnie geniuszem i wskoczy na miejsce lidera?

    Model wymyślony przez Apple (triada „oprogramowanie+sprzęt+model biznesowy„) aż się prosi aby przełożyć na nowe terytoria. Czy taką udaną implementacją będzie Kindle i Amazon? Czy może pojawi się inna firma, której przewaga w postaci praw autorskich będzie rozstrzygającym argumentem. Apple łatwo wygrał bo zmusił do produkowania nowych aplikacji.

    Amazon jest potęgą w sprzedaży książek (no i ostatnio butów:) w anglojęzycznej strefie wpływów ale znowu podobnie jak Apple – nie ma praw i poczytnych autorów. Która firma wykorzysta taką okazję? Czy w tym pojedynku zwycięzcą będzie Google i jego apetyt na digitalizację książek?

    Pomyślmy przez chwilę jakie zmiany mogą zajść jeśli jakaś firma uzyska technologiczną i biznesową przewagę w procesie walki o rynek wydawniczy?

    > hardware - pojawi się (podobnie jak w przypadku rynku komórek) kilka dominujących modeli czytników (przez analogię: iPhone, Android, Palm), które dzięki połączeniom ich z bibliotekami online pozwolą w pełni cieszyć się dostępnością naprawdę każdej książki na świecie. Czytniki będą „zamknięte” dla konkurencji (tak jak to stara się robić Apple z iPhonem), faworyzowały „swoje” treści. Podobnie jak w przypadku „otwartości” Androida i zamknięcia dla „wrogów” OS iPhone’a wygra ta firma, która przekona użytkownika bogactwem pozycji w sklepie, która można za pomocą czytnika wyszukać, obejrzeć i zakupić za pomocą kilku kliknięć.

    > software – będziemy musieli kupować książki i prasę z jakiegoś źródła. Podobnie jak w przypadku AppStore czy Amazon to będzie sprzedaż na poziomie globalnym jak i lokalnym bo przecież odwrotnie niż w przypadku aplikacji każda książka musi mieć swoją wersję językową. Nowy „Harry Potter” będzie zatem dostępny zatem w jednym dniu we wszystkich wersjach językowych o tej samej godzinie dla wszystkich czytelników na całym świecie.

    > brak pośredników - jeśli wydawca będzie działał globalnie nie będzie potrzebował umów i firm pośredniczących. „Harry Potter” zostanie przetłumaczony i udostępniony za pomocą jednej witryny. Nie będzie potrzeby szukania partnerów lokalnych. Zniknie problem dostępności (premiera światowa w jednym dniu i godzinie), barier cenowych (unifikacja).

    Czy obecnie na przykład Valve musi dogadywać się z kimś w Polsce jeśli chcą wprowadzić nową grę na rynek poprzez swojego Steam’a? Nie. Czy obecnie wydawca „Harrego Pottera” musi z kimś ustalić warunki wprowadzenia książki na rynek polski? Tak. Z lokalnym wydawcą a ten dalej z drukarnią i dystrybutorem co podwyższa koszt i przesuwa w czasie cały cykl.

    > reklama / generowanie zysku – w przypadku gazet zasadniczo zmieni się model sprzedaży reklam ponieważ tak jak w przypadku serwisów i domów mediowych role odwrócą się. Reklamę w gazecie dostarczanej do e-czytnika będzie sprzedawała firma, która obsługuje czytnik + sklep z którego jest gazeta pobierana.

    Innymi słowy – jeśli dana gazeta znajdzie się w ofercie Amazona i będzie sprzedawana do Kindle’a to za jakiś czas będzie musiała pogodzić się z tym, że musi oddawać część zysków swojemu „wydawcy”. Oczywiście sama gazeta może pozyskiwać reklamodawców i wyświetlać ich reklamy ale również „wydawca” będzie mógł zamieszczać swoje reklamy (aby uniknąć pustych powierzchni reklamowych).

    Model rozliczania się tak jak w AppStore jest bardzo kuszący – my dajemy platformę, wy treści. Dzielimy się 30:70. Jeśli nie powstaną rozsądne alternatywy to case Apple i jego sklepu do sprzedaży aplikacji będzie dominujący. A nie jest dobrze jeśli jesteś skazani na jednego monoplistę.

    > niebezpieczeństwa i wyzwania – są różne firmy związane z rynkiem wydawniczym. Małe 1-2 osobowe wydawnictwa i korporacyjne molochy. Patrząc na rozwój Internetu małe firmy mają bardzo duży problem w walce z większymi – tak samo będzie w przypadku procesy digitalizacji rynku wydawniczego. Rynek będzie dążył do scalania podmiotów – zapewne nie stanie się to szybko ale efekt będzie podobny jak w przypadku firm fonograficznych. Kilka dużych wydawnictw a potem „długi ogon” niszowych firm.

    > formaty – mając pełną kontrolę nad procesem wydawania i dystrybucji książki możemy ją dostarczyć klientowi w takiej postaci w jakiej on tego chce. Czytnik e-booków, wersja mobilna na ekrany komórek, audiobook – do koloru, do wyboru. Wersja językowe, przypisy, opracowania, komentarze autora – wszystko co znamy z rynku DVD możemy zastosować również w przypadku cyfrowej sprzedaży książek.

    Małe wydawnictwo będzie musiało poddać się i podpisać umowę z dużym „wydawcą” ponieważ inaczej nie będzie mogło zaistnieć na globalnym rynku. Dojdzie zapewne do paru „schizm” i prób tworzenia alternatyw (vide rynek aplikacji mobilnych na którym każdy producent OS komórek stawia własny „AppStore”).

    Pamiętacie przykład z firmą sprzedającą klisze? Przed erą skanerów i tanich technologii kopiowania taki Xerox był bogiem w branży. Przyszła zmiana i firma tej klasy i wielkości musiała zmienić swoje „dna” i zaczęła produkować drukarki oraz oprogramowanie do zarządzania obiegiem dokumentów w firmach.

    „Lasciate ogni speranza voi ch’entrate” głosił napis nad wejściem do bram piekła w „Boskiej Komedii” Dantego.

    Ciekaw jestem czy tak samo będzie się czytało dzieła tej klasy komuś kto nie dotknie stron i nie poczuje zapachu farby drukarskiej tradycyjnie wydanej książki?

    Pewnie niedługo się przekonamy.

    Podoba Ci się to co przeczytałeś? Pokaż to innym. Kliknij lubię to!
  • http://secondgate.pl zx

    Jeśli chodzi o małe wydawnictwa, to ja widzę raczej możliwości ich rozwoju i powstawania kolejnych. Tak, jak z AppStore – mali wydawcy w końcu mogą się przebić do mainstreamu, bo nie liczy się reklama, umowy itp, a to, co się faktycznie oferuje klientom.

  • http://www.revolver.pl artur

    @zx – no właśnie nie do końca. w appstore każdy „pisze swoją książkę” ale z drugiej strony są takie firmy jak EA, które lokalizują na iPhone’a swoje produkcje powszechnie znane (hity). Tak samo może być z książkami – będzie grupa „trzymająca treści” czyli prawa do bestsellerów a potem dłuuugi ogon tych, którzy będą dopiero wyławiali ciekawych autorów, podpisywali z nimi umowy i sprzedawali. Z drugiej strony znalezienie autora i „wyprodukowanie” ciekawej książki jest procesem o wiele kosztowniejszym i dłuższym niż przygotowanie aplikacji do appstore :)

  • http://brandcream.com Jakub

    Zgadzam sięj z zx-em – wydaje mi się,że digitalizacja rynku wydawniczego doprowadzi do wyrównania szans małych i dużych, a dodatkowo dla wielu autorów wydawcy staną się zbędni – pisarz sam będzie mógł wydać swoją książkę i umieścić ją w sklepie tak jak aplikację w AppStore; po co mu wydawca ?

    Po drugie uważam,że „bliski koniec drukowanej prasy” o którym wszyscy mowią, nie jest taki znowu do końca bliski. Owszem prasa codzienna (gazety) – tak, wkrótce przeniesie się do internetu, ale magazyny, prasa bogato ilustrowana, lifestyle’owa – tutaj moim zdaniem możemy mieć do czynienia z drugą młodością, zwłaszcza gdy inne media staną się nie-papierowe, ten segment może być ostoją „drukarstwa” i zyskać na atrakcyjności, również dla reklamodawców

    polecam ten filmik:
    http://magculture.com/blog/?p=4780

  • Artur Kwiatkowski

    No ja się też muszę zgodzić z poprzednikami.
    Mówiąc krótko jestem za tym, by autor miał jak największe możliwości rozdystrybuowania swojej książki czyli za maksymalizacją jego zysków a jednocześnie by autor nie był ograniczony sytuacją, że jeżeli wydaje u jednego to u drugiego już nie może – bo to paranoja i właśnie coś takiego opóźnia rozwój.

    Co do tego zapachu farby drukarskiej – to jestem za tym, by takie sklepy, które sprzedawałyby e-booki miały też drukarnie (lub partnera drukarnie) i wtedy w ofercie takiego sklepu powinna być jeszcze opcja „zamów w formie papierowej” – i wtedy jest wszystko cacy ! Ba, można by nawet dać klientom możliwość prenumerowania konkretnych np. czasopism w formie papierowej – czyli kolejny plus dla kurierów i temu podobnych. Może wtedy w końcu poczta polska została by wygryziona przez konkurentów bo doszło by do takiej sytuacji że PP nie jest w stanie obsłużyć wszystkich przesyłek czyli jednocześnie trzeba zwolnić miejsce dla konkurencji albo się rozwinąć.

  • Artur Kwiatkowski

    PS. co do ostatniego akapitu: zapomniałem wspomnieć o takim drobiazgu jak nasza natura i drzewa – więcej e-booków = mniej wykoszonych drzew i do tego powinniśmy dążyć! Żyjemy w czasach w których biurokracja i papierkowa robota sięga zenitu a ten cały papier się skądś przecież bierze. Może więc zamiast zabraniać korzystania z siatek foliowych i zastępować je papierowymi to moglibyśmy zrobić coś rozsądniejszego dla środowiska i nas samych! Coś takiego moim zdaniem miało by rację bytu.