Szukaj
Zamknij

Z cyklu „dlaczego warto kupić sobie tablet?”

Powód 10292342-gi czyli to naprawdę ładnie wygląda. Tylko czy nadal to jest prasa?

VIV Mag Interactive Feature Spread – iPad Demo from Alexx Henry on Vimeo.

i jak się robi takie cudo:

VIV Mag Featurette: A Digital Magazine Motion Cover and Feature for the iPad from Alexx Henry on Vimeo.

via NextWeb

  • Jedyne tablety, którymi jestem zainteresowany produkuje Wacom. ;)

  • Pięknie wygląda tylko ma tą samą wadę co strony we flashu – jest nie praktyczne.

  • To nie jest prasa, to jest tylko klip wideo. Demo czegoś, czego w najbliższych latach nie doświadczymy, a i nie wiem czy w ogóle. Ba, nawet prezentowane w grudniu demo tabletowej wersji Sports Illustrated jest tylko jednorazowym demonstratorem technologicznych możliwości firmy Wonderfactory.

    Przed codzienną produkcją takich treści trzeba odpowiedzieć sobie na setki pytań, począwszy od tak banalnych jak… brak jednolitego standardu, który będzie identycznie traktowany przez wszystkie urządzenia tabletoidalne. Kolejnym jest koszt realizacji takich wersji, który będzie olbrzymi. Każdy, kto otarł się o produkcję czasopisma czy gazety wie, co mam na myśli. Nie jestem przekonany, czy kasa z płatnego dostępu do takich treści pokryje koszt ich produkcji. O zarobku na razie nie mówię.

    Last but not least najważniejsze: czy ludzie to kupią? Przy czym mówiąc o ludziach nie mam na myśli geeków jarających się możliwościami technicznymi swoich urządzeń czy platform dostarczających treści. Mam na myśli Johna Doe czy polskiego Jasia Doła, którzy kibicują jednej drużynie i ewentualnie rzucą okiem na jakąś mniej ubraną sportsmenkę. Oni doskonale wiedzą, jak korzystać z magazynu papierowego — kupują, kartkują, coś przeczytają, a po kwartale wieszają całość na haku w wucecie. Tutaj nic się nie zmieniło od trzystu lat i nawet obca wersja językowa nie kłóci się z interfejsem.

    Tymczasem proces nauki obsługi takiego urządzenia oraz wyciskania z treści tych wszystkich informacji będzie długi i bolesny. Młodzież załapie go szybko, ludzie związani z szeroko pojętym IT pewnie też. Tyle że to wcale nie oznacza, że będą oni chcieli kupować takie wydania magazynów. Dla młodych roczna prenumerata to duży koszt, a i często zbyt długotrwałe zobowiązanie. Tymczasem wydawca decydujący się na takie rozwiązanie musi inwestycję projektować na parę lat do przodu. Nie wiem, czy zainteresowani, stanowiący 5-10% ogółu czytelników, będą w stanie sfinansować tworzenie takiego cuda. Być może sprawdzi się to dla kilku największych anglojęzycznych magazynów specjalistycznych, ale np. w Polsce nie widzę ani jednego tytułu, który mógłby sobie na to pozwolić.

  • @Piotr – w Polsce jesli ktos bedzie chcial byc obecnym na ipadzie czy innym tablecie to bedzie musial robic tresci w takim formacie. inaczej polegnie i bedzie „tylko” zwykla, „gorsza” gazeta. Koszta – oczywiscie, ze np. nie cala Gazeta Wyborcza bedzie tak animowana ale niektore jej stale elementy (tabelki, infografiki) da sie zanimowac malym nakladem. Poza tym to jest proces – zaczna od animacji tekstu, potem wieksze partie itd. Tak samo bylo z portalem – na poczatku byl tekst, teraz jest radio + tv (spadly koszta wytworzenia takich tresci). Czy ludzie to kupia? Kupia bo jest „nowe i lepsze” i mozna pokazac przewage konkurencyjna nad „zwyklym tekstem”.

  • „Takim formacie” czyli jakim? Nie ma specyfikacji, nie ma wspólnego standardu, nie wiadomo nawet czy te dwa dema mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością redakcyjną. Fakt, że można demo wyprodukować absolutnie nie oznacza, że można w ten sposób regularnie budować kolejne wydania czasopism czy gazet, mających równoległe wydania papierowe. To są naprawdę dwie różne rzeczy.

    Brnijmy dalej. Nie wiadomo nawet, jak tak naprawdę działa iPad, bo demonstracje i reklamy to jedno, a rzeczywistość drugie. Od razu przypomnę reklamę iPhone z bodaj trzykrotnym przyspieszeniem prędkości otwierania stron. Courier Microsoftu wygląda rewelacyjnie, ale tylko wygląda — w praktyce jeszcze nikt go nie używał. O innych tabletach wiadomo jeszcze mniej, bo promocyjne informacje prasowe nie mogą być podstawą do działań biznesowych.

    Sporo problemów i niewiadomych? Sporo. A weź pod uwagę, że to tylko część technologiczna, dużo łatwiejsza do ogarnięcia.

    Od strony redakcyjnej regularne tworzenie odpowiednika „Sports Illustrated” oznacza totalną rewolucję w newsroomie i całym zespole redakcyjnym. To konieczność szkolenia i budowy od nowa ekip pracujących nad takimi wydaniami, projektowania procesów produkcji takich treści etc. To wszystko oznacza gigantyczne kosztowne inwestycje trwające długimi miesiącami.

    Ano właśnie, koszty. Piszesz:

    Koszta – oczywiscie, ze np. nie cala Gazeta Wyborcza bedzie tak animowana ale niektore jej stale elementy (tabelki, infografiki) da sie zanimowac malym nakladem.

    Tyle że te animacje muszą czemuś służyć. Animowanie dla animowania nie ma najmniejszego sensu. A skoro mają czemuś służyć, to trzeba zaprojektować całą architekturę informacji dla serwisu. Pisząc to mam na myśli prawdziwą architekturę informacji, a nie zaprojektowanie wyglądu animacji.

    Poza tym to jest proces – zaczna od animacji tekstu, potem wieksze partie itd.

    Owszem. Tyle że pod spodem trzeba mieć narzędzia i strukturę docelowego serwisu. Inaczej kończy się to chaosem i nieustannym modyfikowaniem paneli zarządzania treścią, polami do opisu metadanych etc.

    Tak samo bylo z portalem – na poczatku byl tekst, teraz jest radio + tv (spadly koszta wytworzenia takich tresci).

    Teraz nadal jest tekst plus pliki MP3 oraz klipy wideo. Mówienie o tym per „radio” i „telewizja” to zwyczajna papka marketingowa. Radio i telewizja to godziny programu i sztaby ludzi, a nie dwa pokoje i 3-5 osób zajmujących się całymi multimediami. Posiadanie biblioteki kilkuset klipów i plików MP3 umieszczonych pod domenami FM i TV nie czyni z tej biblioteki ani radia, ani telewizji.

    Czy ludzie to kupia? Kupia bo jest “nowe i lepsze” i mozna pokazac przewage konkurencyjna nad “zwyklym tekstem”.

    Get real :)
    Nie mówimy o kupieniu tego przez parę tysięcy fanów nowych technologii. Mówimy o wolumenie sprzedaży, który usprawiedliwi gigantyczny koszt inwestycji oraz regularny koszt produkcji takich treści i pensje dla pracowników zdolnych te treści wyprodukować i odpowiednio włożyć do bazy, linkując i opisując.

    Teraz spójrz na odwiedzalność profili na YouTube, prowadzonych przez szereg redakcji papierowych. Spójrz na wolumen sprzedaży pism elektronicznych. Spójrz na nakłady pism specjalistycznych, za których treści chętniej się płaci, niż za treści ogólne. Spójrz na malejącą sprzedaż gazet, na redukcje etatów, na zastępowanie drogich profesjonalistów tanimi studentami, czyli na wypieranie dziennikarzy przez media workerów.

    Problemy związane z wprowadzaniem nowinek do redakcji znam dość dobrze od środka zarówno z perspektywy gazety codziennej, jak i tygodników czy miesięczników. Opór materii w redakcjach papierowych jest wręcz niewyobrażalny. Zaplecze techniczne też często pozostawia do życzenia, np. narzędzia nie pozwalają na łatwe wyszukiwanie podobnych tekstów w bazie i ich podlinkowanie. A to i tak nieźle, bo wiele redakcji specjalistycznych pism ma serwisy internetowe wołające o pomstę do nieba i przypominające ubiegły wiek. Tymczasem „tablet media” to jedna wielka interakcja wszystkich danych między sobą.

    PS. Naprawdę jesteś przekonany, że John Doe i Jaś Dół będą chcieli kupić magazyn elektroniczny pełny wodotrysków? Że będą w ogóle potrafili z niego korzystać? I że tych Johnów i Jasiów będą setki tysięcy w Polsce i miliony w USA na jeden tytuł? :)

  • @Mikolaj – zamiast generowac sensowne argumenty poczekaj do 3 kwietnia + 3 miesiace. Zobaczysz jak rynek prasowy wykrwawiony w boju z Internetem powita produkt Apple a potem inne. My tu mozemy sie sprzeczac co jest a co nie jest potrzebne uzytkownikom – dajmy im zaglosowac portfelami.

    ps. Co do telewizji: wole miec YouTube’a niz TVN. Last FM niz RadioZet. TechCrunch niz cale IDG polskie. Serio. Zgadnij czemu?:)

  • @Mikołaj
    Masz mnóstwo racji w tym, co piszesz ale jak sam zauważasz – dotychczasowy model po prostu powoli umiera. Pytanie tylko, na rzecz jakiego. To nie jest tak, że ludzie przestali czytać – oni przestają powoli kupować media w dotychczasowej formie. Dlaczego? To temat na naukową rozprawkę ale ważne jest, co stanie się wygodną alternatywą dla wciągania treści za pomocą monitora czy małego ekranu komórki. Tu urządzenia w stylu iPada, Slate czy co tam jeszcze się niebawem pojawi – te urządzenia mogą odnieść sukces a standard z czasem się wykształci, jak każdy przecież. To będzie bardzo interesujący rok dla prasy a ja bardzo jestem ciekawy jak będzie to wszystko ewoluowało. Jestem pod względem czytelniczym tradycjonalistą i przedkładam dotyk papieru nad mazanie touchscreena ale sam już chwytam się na tym, że o wiele więcej treści wchłaniam drogą elektroniczną, niż tradycyjną. Dalej lubię kupić sobie tygodnik ale już prasa codzienna praktycznie przestała istnieć w moim budżecie – zastąpił ją monitor i ekran komórki. Ciekaw jestem, jak wielu jest mnie podobnych. Podejrzewam, że dosyć sporo skoro firmy gwałtownie ruszają z produkcją tabletów a na rynku eczytników zaczyna robić się coraz ciaśniej. W końcu te trendy muszą mieć jakieś podstawy w badaniach rynkowych.

    Co do wodotrysków – w prasie codziennej są zbędne ale podejrzewam, że od Elle czy czego tam innego ładnie animowanego z chęcią zajrzy nie tylko moja żona ale i ja :)

  • Podobnych prób i wersji demo tego typu czasopism było bardzo dużo. Patrząc z perspektywy 5 letniego doświadczenia nie za bardzo widzę, jak „takie coś” da się wpisać w obecny model wydawniczy. Obecnie toczy się np. zażarta dyskusja w gronie wydawców, jak raportować e-wydania (tabelki, wykresy itp.). „Takie coś” nie wpisuje się w ten model (liczenie nakładu, tabelki, raportowanie, nie mniej niż w wydaniu papierowym)

    Nie jest to już gazeta tylko zwykła aplikacja lub gra. I nie będzie kosztowała 5 zeta jak teraz tylko 100-200 zł. Tylko, że wydawca będzie musiał konkurować bezpośrednio nie z innymi wydawcami gazet tylko z wydawcami gier i innych aplikacji. A na tym polu to mają obecnie bardzo marne doświadczenie…

  • @Bartłomiej – Nie zgodze sie. Nie rozumiem dlaczego przy dystrybucji cyfrowej to co obecnie gazety przygotowuje za cene 5 pln ma kosztowac 100 pln? Czy zatrudnienie 2 animatorow / specow od tabletow za 15 tys. pln miesiecznie wplynie negatywnie na sprzedaz, ktora moze skoczyc o 100-200%? Pomysl, ze taki Przekroj ma redakcje na ktora miesiecznie wydaje okolo 100 tys. pln i nadal utrzymuje sie z reklamy sprzedawanej na poziomie 50 tys. egzemplarzy. Dla nich zwiekszenie o 10-20% to bedzie siegniecie nieba. A dlaczego w dystrybucji cyfrowej nie mieliby nagle skoczyc do poziomu 200-300 tys. egzemplarzy? Raportowanie – ‚this is Inteeeernet’, tu wszystko jest mierzalne, klikalne i policzalne.

  • @ Artur:
    Zamiast generowac sensowne argumenty poczekaj do 3 kwietnia + 3 miesiace. Zobaczysz jak rynek prasowy wykrwawiony w boju z Internetem powita produkt Apple a potem inne. My tu mozemy sie sprzeczac co jest a co nie jest potrzebne uzytkownikom – dajmy im zaglosowac portfelami.

    Nie trzy miesiące, ale przynajmniej rok. No i ze dwa konkurencyjne tablety. Przez trzy miesiące to będzie brandzlowanie się, na podstawie którego można sobie wróżyć tak samo precyzyjnie, jak na podstawie fusów do kawy czy zawijasów papieru toaletowego.

    Cokolwiek będzie można mówić mniej więcej za rok, gdy od premiery iPada minie sporo czasu, gdy będą jakieś aplikacje / wdrożenia / projekty / serwisy dedykowane dużych i małych wydawców, no i gdy będą jakieś wyniki finansowe sprzedaży prenumerat całorocznych. Całorocznych, bo to o te trwa największa walka, to one dają kasę i to w tych kategoriach będzie rozpatrywany sukces lub porażka.

    @ Artur:
    Co do telewizji: wole miec YouTube’a niz TVN. Last FM niz RadioZet. TechCrunch niz cale IDG polskie. Serio. Zgadnij czemu?:)

    Ale zdajesz sobie sprawę, że osób podobnych do Ciebie jest circa about 1%? Oraz że ZU ma się do Ciebie tak, jak pod względem dziennikarskim przeciętna pogodynka do np. Oriany Falacci? :)

    @ Artur:
    @Bartłomiej – Nie zgodze sie. Nie rozumiem dlaczego przy dystrybucji cyfrowej to co obecnie gazety przygotowuje za cene 5 pln ma kosztowac 100 pln?

    Przyczyn jest kilka i o większości pisałem wyżej. Po prostu trzeba trochę znać branżę, żeby to rozumieć. Ale na szybko:

    1. Musisz zainwestować w infrastrukturę — modyfikacja / budowa istniejącego CMS-a, dedykowany serwis internetowy bądź aplikacja itp. Samo się nie zrobi, trzeba sypnąć kasą. A ta kasa musi się zwrócić.

    2. Musisz wyszkolić ludzi. Kto robił szkolenia wewnętrzne w jakimkolwiek tytule odległym od IT, ten doskonale zrozumie ból. Zmiana mentalności pracowników i przestawianie ich na nowe tory to koszmarnie skomplikowany, bolesny i długotrwały proces. A pracowników się nie wywali, bo wbrew wielu szefom nie są łatwi do zastąpienia.

    3. Musisz produkować więcej treści. Do papieru przygotowujesz zawsze X materiału — więcej się nie da, bo objętość numeru jest praktycznie stała. Możesz to skalkulować. W modelu elektronicznym nie ma przeszkód objętościowych, żeby zrobić więcej materiału — możesz puścić papierowe 80, 100 czy 500 stron. Przeszkody oczywiście są — finansowe. Dobra treść kosztuje. A przecież w modelu cyfrowym tej treści będziesz musiał dać więcej, choćby przez sam fakt aktualizacji starszych danych, że nie wspomnę o „fajerwerkizacji”.

    To tylko parę przyczyn, ale można byłoby o nich pisać długo.

    @ Artur:
    Czy zatrudnienie 2 animatorow / specow od tabletow za 15 tys. pln miesiecznie wplynie negatywnie na sprzedaz, ktora moze skoczyc o 100-200%? Pomysl, ze taki Przekroj ma redakcje na ktora miesiecznie wydaje okolo 100 tys. pln i nadal utrzymuje sie z reklamy sprzedawanej na poziomie 50 tys. egzemplarzy. Dla nich zwiekszenie o 10-20% to bedzie siegniecie nieba. A dlaczego w dystrybucji cyfrowej nie mieliby nagle skoczyc do poziomu 200-300 tys. egzemplarzy?

    Jako analityk prasowy to byś się nie sprawdził :>
    Sprzedaż skacząca o 100-200%? Jakim cudem? Skąd te pisma mają brać nowych czytelników Twoim zdaniem? To nie jest tak, że jest jakaś czytelnicza „ciemna materia”, której nikt nie widzi, a która po wprowadzeniu tabletów na rynek się automagicznie ujawni. Jeśli ktoś chce czytać Przekrój, to czyta go w tej chwili. Większość kupujących cyfrową prenumeratę jest obecnymi czytelnikami danego tytułu.

    Pisma sprzedają niewielkie liczby prenumerat elektronicznych. Ich strony internetowe odwiedzane są przez znikomy procent osób korzystających z komórek. Urządzeń, których jest w Polsce więcej, niż obywateli.

    Infor Ekspert udostępnił aplikację na iPhone dla swoich tytułów. Nie wiem, czy Apple podaje licznik pobranych kopii, sam chętnie się dowiem, ile osób zainteresował aplikacją duży wydawca wielu specjalistycznych tytułów. Ale nie sądzę, żeby szła w dziesiątki tysięcy, chyba że ktoś ciągle pobiera i kasuje ;)

    @ Artur:
    Raportowanie – ‘this is Inteeeernet’, tu wszystko jest mierzalne, klikalne i policzalne.

    Ano jest. I na podstawie tych wyników nie widzę zbyt wielu odważnych do wydawania sporej kasy w pierwszym rzucie. Żeby nie być gołosłownym, oto statystyki odwiedzin „mobilnych” z tego miesiąca dla pewnego specjalistycznego pisma dla hobbystów kompletnie niezwiązanych z IT:

    Odwiedzalność z urządzeń mobilnych — 0,18% ogółu odwiedzin, z czego:
    — 27% — BlackBerry
    — 24% — Sony
    — 20% — Windows Mobile
    — 13% — iPhone
    – SymbianOS — 7%
    – Android — 5%
    – iPod — 3%

    Tak wyglądają realia pism specjalistycznych w Polsce. Z kolei statystyki dla pisma kierowanego głównie dla USA wskazują oszałamiające 0,70% odwiedzin mobilnych. W obu przypadkach mamy do czynienia z serwisami, które są dostosowane do komórek.

    CoSTa:
    Masz mnóstwo racji w tym, co piszesz ale jak sam zauważasz – dotychczasowy model po prostu powoli umiera. Pytanie tylko, na rzecz jakiego. To nie jest tak, że ludzie przestali czytać – oni przestają powoli kupować media w dotychczasowej formie. Dlaczego?

    Odpowiedź jest względnie prosta — bo nie chcą płacić dziś za newsy z wczoraj. Oni już je słyszeli. Chcą i będą płacić za treści konkretne — analizy, raporty, kompleksowe rozwinięcia i podsumowania newsów. Pisane przez kogoś wiarygodnego, a nie kolesia który wczoraj pisał o dziurach w chodniku, dziś obrabia kampanię buraczaną, a jutro będzie analizował poczynania Mugabe czy losy Pinocheta. Takich „fachmanów” to oni mają w TV, która o katastrofie samolotu każe mówić facetowi, którego związki z lotnictwem ograniczają się do bycia pasażerem.

    CoSTa:
    To temat na naukową rozprawkę ale ważne jest, co stanie się wygodną alternatywą dla wciągania treści za pomocą monitora czy małego ekranu komórki. Tu urządzenia w stylu iPada, Slate czy co tam jeszcze się niebawem pojawi – te urządzenia mogą odnieść sukces a standard z czasem się wykształci, jak każdy przecież.

    A wyobrażasz sobie zarząd wydawnictwa X, który stwierdza „inwestujemy w standard A, zaś B i C odpuszczamy, najwyżej za Y miesięcy zainwestujemy ponownie”? Taki zarząd raczej odpyta specjalistów IT na temat problemu, a gdy usłyszy że nie ma standardu etc., to raczej odłoży decyzję na kilka miesięcy. Owszem, prekursorzy będą… tyle że nie u nas. I generalnie tak jak nie ma sensu porównywanie rynku komórek w Japonii, USA i Polsce, tak nie ma sensu porównywanie rynków wydawniczych.

    CoSTa:
    Co do wodotrysków – w prasie codziennej są zbędne ale podejrzewam, że od Elle czy czego tam innego ładnie animowanego z chęcią zajrzy nie tylko moja żona ale i ja :)

    Tyle że dla samego „zajrzy” nikt się nie będzie pieprzył w wydawanie setek tysięcy w przeróbki CMS-ów, szkolenia, zatrudnianie firm czy specjalistów do tworzenia takich bajerów. Decyzję podejmuje się w oparciu o Excela, a ten musi pokazać wprost — koszt przygotowania takiego wydania wynosi X, 100% pokrywanych jest z prenumerat rocznych, prenumeraty krótsze i osoby kupujące pojedyncze wydania to czysty zysk. Tyle że Excel jeszcze jakiś czas takich rzeczy pokazywał niestety nie będzie…

  • @Mikolaj – Powtorze – poczekaj ze swoimi mega racjonalnymi argumentami do trzech miesiacy po premierze iPada i wtedy mniej wiecej bedzie mozna stwierdzic czy tablety uratuja prase czy raczej nie. Na razie wszystkie Twoje predykcje sa poprawne ale maja sie jak stan rynku mobilnego przed wejsciem iPhone’a. Kazdy twierdzil, ze telefon bez MMS bedzie smieszny i nikt go nie kupi za 500 $. A jak jest to widac – klient nie okazal sie racjonalny.

  • @Mikolaj – a mozesz podac zrodla z ktore cytujesz jesli chodzi o mobile?

  • Artur:
    @Mikolaj – Powtorze – poczekaj ze swoimi mega racjonalnymi argumentami do trzech miesiacy po premierze iPada i wtedy mniej wiecej bedzie mozna stwierdzic czy tablety uratuja prase czy raczej nie.

    W przypadku produktów Apple zamiast twardych danych w świat wypuszczane są komunikaty marketingowe, powielane przez fanbojów i media workerów jako prawda objawiona. Podobnie będzie z iPadem — już mogę obstawiać masę komunikatów o sukcesie, tworzeniu nowego rynku, rewolucyjnych rozwiązaniach i takie tam.

    Takie pieprzenie w bambus mnie nie interesuje, bo po prostu nie jest wiarygodne. Wiarygodne są twarde dane, ale po pierwszym kwartale sprzedaży wciąż będą publikowane bajania reklamowe pod udziałowców.

    Z perspektywy ratowania prasy coś sensownego da się powiedzieć za rok. Choćby z tego powodu, że iPad musi się upowszechnić, że trzeba zrobić pod niego aplikacje / serwisy, że trzeba poobserwować zachowania użytkowników w różnych segmentach rynku etc. Idealne byłoby sprzedanie setek tysięcy czy kilku milionów urządzeń w krótkim czasie, np. w ciągu miesiąca. Wtedy moglibyśmy obserwować względnie niesterowane zachowania użytkowników. Względnie, bo przecież i tak wszystko idzie przez Apple, które może wewnętrznie sterować zachowaniami.

    Artur:
    Na razie wszystkie Twoje predykcje sa poprawne ale maja sie jak stan rynku mobilnego przed wejsciem iPhone’a. Kazdy twierdzil, ze telefon bez MMS bedzie smieszny i nikt go nie kupi za 500 $. A jak jest to widac – klient nie okazal sie racjonalny.

    Nie chce mi się bić piany na temat ajfona. W kwietniu pisałeś o „szarlotce z konkurencji”, co pociągnąłem u siebie. Tezę tam zawartą — rewolucją nie jest dość przeciętna słuchawka, ale ryczałtowa opłata za nielimitowany dostęp do Sieci — podtrzymuję, a sam wpis bardzo chętnie bym zaktualizował o dane do końca 2009 roku… gdyby były dostępne.

    Artur:
    @Mikolaj – a mozesz podac zrodla z ktore cytujesz jesli chodzi o mobile?

    Niestety, danych klientów nie mogę ujawnić. O ile mam zgodę na publikowanie danych procentowych, to nie mam zgody ani na podanie adresu, ani nawet na podawanie danych liczbowych. Ba, nawet tematyki czy rzędu wielkości odwiedzin — jak anonimizacja, to anonimizacja. Ale odwiedza je ciut więcej osób, niż zespoły redakcyjne z rodzinami ;)

    Żeby było zabawniej: te same 0,18% odwiedzalności „mobilnej” spotkałem w czterech serwisach „nieinformatycznych”, do których statystyk mam dostęp. Wszystkie dotyczą niszowej tematyki specjalistycznej, odległej od IT oraz newsów. Prawdę mówiąc spodziewałem się raczej odwiedzalności o rząd większej, gdzieś w okolicach 1,5-2,5%.

  • Anonim

    jak rzekła młodziutka Cerro do króla Vridanka na ich pierwszej schadzce: „Niebrzydka rzecz, ale czy ma jakieś zastosowanie praktyczne?”

    :)

  • Artur

    @Mikolaj –

    „W przypadku produktów Apple zamiast twardych danych w świat wypuszczane są komunikaty marketingowe, powielane przez fanbojów i media workerów jako prawda objawiona.” – to faktycznie straszny grzech :)

    Czemu zatem Nokia, Samsung, Palm nie robia tego samego? Chyba chca sprzedawac wiecej swoich produktow?

    Co do iPada – kluczem bedzie sukces w USA a potem duplikowanie ekosystemu wydawania e-gazet w innych krajach. Przyklad (jak zawsze) przyjdzie z gory – w tym wypadku od czolowych amerykanskich wydawcow. Jesli oni zaakceptuaj reguly gry Apple to iPad stanie sie standardem w branzy.

    Kiedy Polska branza wydawnicza przerzuci sie na tablety – nie mam pojecia. Ciekawym krokiem byloby subsydiowanie tabletow podobnie jak to robia operatorzy komorkowi.

  • O, z perspektywy Apple powielanie komunikatów marketingowych jako prawdy objawionej to żaden grzech. Ba, absolutnie każda firma / serwis / człowiek zazdrości im tego i to zupełnie słusznie :)

    Natomiast nie zgodzę się, że sukces w USA przełoży się automagicznie na sukces gdzie indziej. Rynek amerykański różni się od rynku europejskiego czy azjatyckiego i nie ma przełożenia 1:1. Dotyczy to samochodów, komórek, żarcia czy rynku prasowego. Prawdę mówiąc chyba tylko sukces Microsoftu z jego systemami operacyjnymi jest wyjątkiem… potwierdzającym regułę.

    Najpierw zobaczymy, jak to będzie działać w USA. Potem zobaczymy, czy Apple będzie miało ochotę modyfikować ekosystem iPada do warunków azjatyckich czy europejskich. Na końcu będzie sprawdzian rzeczywistej reakcji rynku — zarówno wydawców, jak i klientów. O ustalaniu standardu pogadamy za 2-3 lata, gdy produkty konkurencji pojawią się na rynku i będzie można sprawdzić ścieżki, którymi podążają wydawcy i klienci.

    Inna rzecz, że to będzie pasjonujący rok i już teraz należy zrobić sobie zapasy paluszków i piwa, żeby obserwować wszystkie rozgrywki ;)

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę