Szukaj
Zamknij

Piłka kopana

Z tego co czytam w Internecie na forach i serwisach społecznościowych to kibiców w Polsce można podzielić na tych „normalnych” (większość) oraz „pseudo kibiców” (margines raptem kilkadziesiąt osób na cały stadion). O co więc chodzi?…

0. Głośno myślę zatem – czemu zatem organizacje zrzeszające „normalnych” kibiców nie potrafią skutecznie odciąć „pseudo kibiców” od biletów i wstępu na obiekty? Jeśli takie organizacje cieszą się poważaniem wśród „porządnych” kibiców to czemu nadal na wielu polskich stadionach widzimy race, zakłócanie porządku, walki na stadionie?

1. Ustaliliśmy już, że „pseudo kibice” są w mniejszość. Zatem władze klubu przy współpracy z policją mogą szybko, sprawnie i bez problemu za pomocą zapisów monitoringu wyłapać ich, osądzić oraz zastosować zakaz stadionowy na długie okresy. Prawda? Ba – mają przecież też do dyspozycji organizacje „normalnych” kibiców, którym też zależy żeby wojewoda nie zamykał całego stadionu z powody „wybryku kilku idiotów”. Prawda?

2. Policja w Bydgoszczy wydała ponad 900 tys złotych na zabezpieczenie meczu Pucharu Polski. Kibice Wiary Lecha zobowiązali się do pokrycia kosztów zniszczeń na stadionie (40 tys złotych). Resztę pokryją podatnicy. Między innymi ja ponieważ wśród 600 policjantów ochraniających „wiwatujących i cieszących się fanów” byli policjanci z Warszawy. Nie chcę żeby policjanci jeździli do Bydgoszczy – chciałbym żeby ścigali w Warszawie piratów drogowych i chronili moje mienie. Za to im płacę ze swoich podatków (wiem, strasznie często padający argument).

3. Oficjalny apel ze strony Wiary Lecha (rozumiem, że „normalnych” kibiców”) „Bardzo prosimy kibiców Lecha Poznań, którzy pojawią się na sobotniej manifestacji odpowiednie zachowanie; przebywanie w stanie trzeźwości, nie spożywanie alkoholu, godne zachowanie, nie wnoszenie broni oraz materiałów niebezpiecznych w myśl ustawy o bezpieczeństwie.”. Boję się zatem myśleć co ze sobą noszą „pseudo kibice”.

4. Moje miasto (w którym mieszkam) wydało 500 mln złotych na obiekt sportowy. Ten obiekt ma służyć rozrywce. Jego zarządzaniem zajmuje się prywatny, komercyjny klub, którego udziałowcem jest koncern medialny. Na obiekcie tego komercyjnego właściciela dochodzi do zakłócania porządku. Policja (urzędowo) musi pomagać w zaprowadzeniu porządku na stadionie. Klub żyje z reklam i biletów a policja z podatków ludzi, którzy sportem mogą nie być zainteresowani. Nie rozumiem czemu dopłacam do biznesu koncernowi ITI. Czemu policja musi zabezpieczać i rozdzielać zwaśnione kluby kiedy może robić w tym czasie co innego.

5. Policja nie jest jedyną instytucja, która może analizować zapis monitoringu i (uwaga!) nakładać zakazy stadionowe. To samo mogą na własną rękę robić kluby. Czemu tego nie robią zatem wiedząc, że tryb postępowania policji bywa bardzo długi?

6. Nakładanie i egzekwowanie zakazu stadionowego leży w gestii organizatora imprezy. Policja może pomóc ale nie oznacza to, że na bramce kontrolnej na stadionie staną policjanci i będą legitymowali wchodzących. Policja nie jest organizatorem meczów. Nie czerpie korzyści finansowych z rozgrywek. Nie sprzedaje biletów na mecze. Ustawowe zadania policji nie polegają na dublowaniu pracy ochroniarzy klubowych. Zmarły Prezydent Lech Kaczyński chciał znieść ten zapis. W końcu jednak podpisał.

7. Na życzenie organizacji kibicowskiej policjanci zostali wycofani ze stadionów. Argumenty o tym, że „policja biernie patrzy co się dzieje podczas meczów” jest prawdziwe bowiem wzrok policji nie może przeniknąć płotu, ściany i krat. Teraz wszystko wskazuje na to, że policja wróci i będzie obecna podczas meczów. Będzie w końcu „wspólny wróg” na którym można wyładować wściekłość za kolejną przegraną kochanego klubu?

8. Zarząd komisaryczny w PZPN cztery lata temu nie zdołał zrobić nic (pamiętajmy, że mówimy o czasach kiedy PiS był przy władzy a Min Ziobro wprowadzał „sądy 24-ro godzinne”. PZPN to taki piłkarski kościół katolicki. Rządzi się swoimi prawami, ma własne organy i komisje a jego zwierzchnik mieszka w innym państwie. Wywieranie nacisków na PZPN kończy się pomrukiem ze Szwajcarii i groźbami wykluczenia polskich zespołów z rozgrywek międzynarodowych. Tylko, że to wykluczenie de facto polskich klubów nie obowiązuje bo żaden z nich nie awansował wyżej niż do jednej szesnastej. Mała strata.

PZPN nie ma ochoty się reformować. Kluby podlegają PZPN. Rząd nie ma wpływu na PZPN ma za to na kluby (pośrednio) poprzez uprzykrzanie życia im jak i kibicom (wszystkim). Na dłuższą metę to jest strategia samobójcza. Na krótką (stosowana jako straszak) zdaje egzamin – kluby zaczynają „chcieć” współpracować postawione pod ścianą i pozbawiane części zysków. Pytanie dlaczego do tej pory tylko udawały, że mają ochotę na współpracę?

9. Na zakończenie powiem tylko, że żaden ze mnie fan, kibic czy nawet praktyk – na meczu ligowym byłem trzy razy w ciągu swojego całego życia. Dwa razy na Legii i raz na Polonii. Z meczów na Legii pamiętam rozwalanie autobusu w którym jechałem oraz krzyki na czarnoskórego Olisadebe oraz imitowania odgłosów małp. Nie pamiętam i nie mogę sobie przypomnieć kto krzyczał – „normalni” czy „pseudo kibice”?

Z meczu na Polonii zapamiętałem moje zdziwienie kiedy w przerwie część sektora na którym siedziałem wstała i wyszła a do nas podszedł jakiś kibic (znowu – nie mogę stwierdzić „normalny” czy „pseudo kibic”?) każąc nam „wypierdalać z ławek bo jest protest związany z podwyżką biletów wstępu i chcemy pokazać PZPN, kurwa, kto tu rządzi”. Posłusznie spierdoliliśmy.

Z drugiej strony mam to gdzieś, że rzadko chodzę na mecze – dlaczego moje zdanie nie ma się liczyć tak samo jak wytatuowanego i obwieszonego klubowymi barwami kibica? Wejść na stadion powinni tylko ci co „chcą oddać życie za klub”? WTF?

10. W przypadku polskiej piłki grupa „pseudo kibiców” nie będzie w stanie zapewnić wpływów do kas klubów z biletów czy sprzedaży gadżetów. Kluby powinny dbać również o „niedzielnych” kibiców, którzy ze swoimi rodzinami pojawią się na stadionie. Nie jest dla mnie ważne kto wszczyna bójki, kto ma do kogo urazę a z jakim klubem jest „zgoda”. Nie jest ważne jakie szaliki, tatuaże barwy czy jakie logo sponsora jest obowiązujące w tym sezonie. Przepraszam – mnie naprawdę interesuje tylko wynik spotkania.

Jeśli zarządy klubów i „organizacje kibiców” nie zrozumieją, że biznesowo nie opłaca się odstraszać „pikników” ze stadionów to polska piłka nawet ze swoim żenującym i przaśnym poziomem widowiska może być komercyjnym sportem zasilanym z portfela zwykłego „niedzielnego” zjadacza hot dogów ze swoimi rodzinami. Bo to właśnie oni będą sponsorować polską piłkę nożną w przyszłości. Bez niego polska liga wróci do poziomu sprzed 20 lat.

Na razie szef jednej z „organizacji kibiców” dosłownie pluł na takich kibiców a jego koledzy poturbowali kibica. Przy okazji szef Wiary Lecha doradza PZPN w zespole ds. kibiców.

Nie będę pisał, że boję się chodzić ze swoją rodziną na polskie stadiony. Bo pewnie bym się przemógł i kupił ten karnet, kupił tego hotdoga i jakoś przeżył 90 minut zasłaniając uszy dziecku żeby nie słyszało wulgarnych krzyków wokół mnie. Mnie od polskiej piłki ligowej odstrasza po prostu jej poziom. Nie jestem typem kibica, który jeździ „na wyjazdy”, co sezon kupuje nową koszulkę jak się zmieni logo sponsora. Wolę zainwestować w „zestaw kibica” (pilot + piwo + czipsy) i oglądać jak jakaś angielska drużyna ze środka tabeli rozjeżdża lidera.

Pytanie ilu jest takich kibiców kanapowych jak ja? Mniej czy więcej od tych, którzy obecnie przychodzą na mecze?

PS. Grafika ilustrującego ten wpis to jak przeczytałem „świetny przykład oprawy meczu”. Po prostu Podpalono przygotowane wcześniej transparenty. No cóż – przecież rac wnosić nie wolno.

PPS. Tymon Tymański nagrał taki kawałek „Kibolski”. Aktualne do dziś.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę