Szukaj
Zamknij
Nowe Technologie

Witaj znienawidzona szkoło!

Nie wiem czy takie hasło komukolwiek z obecnych uczniów przejdzie przez gardło w czasie uroczystości „nowego roku szkolnego” ale zapewne w ich głowach (oraz ich rodziców) takie stwierdzenie może często gościć. 1 września do szkół (po nudnych i obfitujących w opady deszczu wakacjach) pójdą młodzi ludzie aby zdobywać „wiedzę”…

Po pierwsze zachęcam do przeczytania felietonu Jana Hartmana. Po drugie zastanówcie się czy to co pisze autor Newsweeka to prawda (w odniesieniu do Waszych indydwidualnych doświadczeń związanych ze szkolnictwem na różnych poziomach). Po trzecie przygotujcie siebie i swoje dziecina kolejne reformy systemu oświaty, które ciągną się od roku 1999 i końca ich nie widać.

A propos reform. Nie wiem czy wiecie (lekki suchar) ale miłościwie nam panujący rząd chce nasze dzieci (pisze nasze bo wszak wiadomo, że „wszystkie dzieci nasze są„) uszczęśliwić i dać każdemu dziecku…laptopa. Jakim cudem? Nie cudem tylko za pomocą twardej kasiory pochodzącej z opłat operatorów komórkowych za wykorzystywanie częstotliwości.

Nie jest to temat nowy – Premier Tusk już w 2008 roku mówił o potrzebie „informatycznej rewolucji w szkołach”. Pokłosiem tych deklaracji był zespół z szefem kancelarii premiera Tomaszem Arabskim na czele a na szkolenie nauczycieli rząd wysupłał ze kiesy 16 mln zł. Kasę a góra urodziła mysz (ponownie jak to bywa w zakamarkach urzędów wszelakich)

Dobra to co złego w tym, że nasze kochane robaczki dostaną swój malutki komputer? Czyż zamiast krytykować nie powinniśmy krzyczeć unisono „dziękujemy! dziękujemy!”? Otóż nie bo ten pomysł to jedna wielka bzdura – przynajmniej w takim kształcie.

Po pierwsze komputery w szkołach już są. Według danych z MEN w szkołach podstawowych (liczba uczniów 2,1 mln), gimnazjach (liczna uczniów 1,2 mln) i szkołach ponadgimnazjalnych (liczba uczniów 1,4 mln) znajduje się (licząc razem wszystkie szkoły) ponad 500 tys komputerów. No tak powiecie ale łatwo licząc widać, że uczniów w Polsce jest 4,7 mln a komputerów raptem 500 tys więc nadal jest ogromna przepaść (w dodatku zapewne mówimy o zwykłych PC a nie laptopach).

Po drugie komputery są również w większości (80%-95%) polskich gospodarstw domowych. Nie wpływa to ani na poziom nauki ani rozwijania umiejętności za pomocą e-learningu. Domowe komputery służą do „serfowania po internecie i grania” (a czego można było się spodziewać?). Dobra, wróćmy jednak do tych komputerów w szkołach.

No dobrze ale czy słyszeliście żeby komputery w szkołach były wykorzystywane do czegoś więcej poza lekcjami informatyki? Innymi słowy – nawet jeśli zwiększymy liczbę komputerów to czy sam fakt ich pojawienia się w szkołach coś zmieni? A oprócz samych komputerów są rzutniki, ekrany multimedialne…

Po pierwsze nie wszystkie zajęcia muszą odbywać się z użyciem komputerów. Po drugie przy jednym komputerze może usiąść dwóch uczniów. Po trzecie obecne komputery nie są prawie w ogóle wykorzystywane. Powód? Brak kadry (pan od wuefu przy okazji prowadzi kółko komputerowe i ma klucz od „sali komputerowej”) po drugie brak wytycznych, po trzecie brak oprogramowania, materiałów. Po czwarte wyobrażacie sobie 60-cio letniego nauczyciela, który całe życie mazał kredą po tablicy a teraz ma prowadzić multimedialne lekcje?

Efekty eksperymentu z laptopami w szkołach miałem okazje obejrzeć (i posłuchać) podczas spotkania w 2010 roku w ramach projektu „Szkoła 2.0„. Jeden z przedstawicieli szkół (nie będę wymieniać której szkoły) opowiedział jak wyglądało wrzucenie do sal lekcyjnych laptopów i uszczęśliwienie nimi nauczycieli i uczniów. Ano wyglądało tak, że nauczyciel nie mając żadnego doświadczenia traktował laptop jak książkę (kazał czytać tekst z ekranu). Nie było mowy o żadnym efekcie „sieciowym” (czyli, że grupa dzieci coś wykonuje a potem dzieli się wynikami z inną grupą) bo nie było do tego żadnego software’u.

Dodatkową kwestią była sprawa przechowywania sprzętu (zamykana na klucz szafka) co w zasadzie uniemożliwiało korzystanie z komputera poza lekcjami („a po co jeszcze gówniarz coś zniszczy). Ostatnią sprawą banalną była kwestia…ładowania baterii. Laptopy szybko zużywały swoje akumulatory a w klasie nie było gniazdek (kto mógł przewidzieć, że nagle 30 osób będzie chciał korzystać z prądu). Nie będę wspominał o serwisowaniu i podmianie sprzętu (dziecko nie może przecież pozostać bez lapotopa, który jest naprawiany), systemie operacyjnym, przechowywaniu plików (kto kupi te wszystkie serwery?), bezpieczeństwie danych itd…

Podaję powyższy przykład aby pokazać skalę zjawiska i jego złożoność – nie jest problemem kupić za 1 mld złotych laptopy dla 350 tys uczniów. Problemem jest zmiana organizacji pracy w szkole, stworzenie zaplecza, programu (w rozumieniu wytycznych z MEN oraz narzędzi), szkoleń dla nauczycieli oraz systemu serwisowania takiej masy sprzętu (bo on się będzie psuł i to częściej niż w biurze w rękach dorosłej osoby).

Projekt „laptop dla ucznia” ślicznie wygląda na papierze i w ramach kampanii wyborczej będzie być może pełnił rolę zapychania ust przeciwnikom mówiącym, że Minister Hall nic nie zrobiła pozytywnego jeśli chodzi o reformy szkolnictwa poza ustawką ze spuszczonymi spodniami. No przecież dajemy sprzęt, wywalamy kupę kasy – doceńcie to!

Jeśli ktoś by chciał się zapytać „a czy może w innych krajach ktoś nie próbował takiego czegoś – może da się wyciągnąć wnioski bez wydawnia 1 mld złotych?” to odpowiadam: tak, podobny „eksperyment” miał już miejsce. W 2004 roku rumuński rząd subsydiował rozdawanie bonów na zakup komputera (o wartości 200 euro) najbiedniejszym rodzinom wychowującym dzieci w wieku szkolnym. Efekt? Można poczytać w m.in tym raporcie.

„That winning such a voucher substantially increases the likelihood that households own a home computer. As expected, higher rates of computer ownership among winners also led to increased computer use. But computer use was mostly focused on games and appeared to displace the time spent doing homework and reading for pleasure. Moreover, the effect on homework appears to have had real consequences for school performance. We …nd that children in household who won a voucher had signi…cantly lower school grades in Math, English and Romanian, with most estimates clustered around an e¤ect size of 1/3 of a standard deviation. On the other hand, we estimate that children in household who won a voucher had signi…cantly higher scores in a test of computer skills and in self-reported measures of computer ‡uency. There is also evidence that winning a voucher increased cognitive ability, as measured by the Raven’s Progressive Matrices test.”

Innymi słowy -badacze nie stwierdzili wpływu na kształcenie (czasami nawet obniżenie wyników) nie ma oprócz zwiększenia umiejętności obsługi komputera. Być może to jest kwestia państwa, być może czasu. Niemniej warto zadać politykom pytanie dlaczego bez przeprowadzenia badań chcą uszczęśliwić nas za 1 mld złotych (z naszych własnych kieszeni)?

Ciekawe wnioski wysuwa Dominik Batorski (jedna z osób pracujących nad Diagnozą Społeczną) – polecam się z nimi zapoznać.

  • Anonim

    Z tym zatrzymaniem reform to jesteś bardzo blisko programu PiS :) „Należy skończyć z przeciągającą się reformą edukacji (…) Reforma stworzyła całe grupy zainteresowanych tym, żeby nigdy się nie skończyła. To różni edukatorzy, ewaluatorzy, eksperci, urzędnicy i wydawcy podręczników, najczęściej jednorazowego użytku” niestety zmian nie da się uniknąć i nie ma co się dziwić reformom. Chociać może faktycznie nie ma co nazywać rozwoju oświaty reformą, bo ta jest bliżej rewolucji, która edukacji może tylko zaszkodzić.  Szkoła potrzebuje ewolucyjnej strategii dłuższej niż panowania ministrów, którzy sprzątają po poprzednikach i sieją ziarna nie czekając na plewy. 
    Niestety faktem jest, że nośne slogany z lewa „Laptop dla ucznia” i z prawa „Jeden podręcznik” nabierają mocy jerhońskich trąb przez wyborami, a potem cichną i odchodzą w niepamięć. 

  • Moim zdaniem dziwienie się takim reformom (rewolucjom ;) ) to objaw normalności, bo jak się czyta to co Donek ze swoją ekipą wymyślą, to po prostu ręce opadają.

    Może zamiast robić reformy dla samych reform, które jedynie szkodzą, warto by się zastanowić nad choć częściowym uwolnieniem szkolnictwa? U nas home-schooling i porządne prywatne szkolnictwo (porządne, a nie z przymusowym programem nauczania) praktycznie nie istnieją.

  • Pamiętam, że w jednej szkole w Polsce zrealizowali tego rodzaju pseudo-projekt i uczniowie podstawówki dostali netbooki. Oczywiście te najtańsze.
    Ja swojego netbooka kupowałem, gdy był jednym z najlepszych modeli dostępnych na rynku i w ciągu 1,5 roku zdążył się praktycznie rozłożyć. Wygląda naprawdę okropnie, a i technicznie nie jest w najlepszym stanie. Teraz wyobraźcie sobie, że państwo fundnęło takie komputery, ale znacznie gorszej jakości.

    Przynajmniej producent i serwis takich netbooków nieźle sobie zarobią. ;)

  • Total__

    80-95% gospodarstw domowych posiada komputer? Według diagnozy społecznej jest to góra 60-65%. No chyba, że ograniczasz się do rodzin z dziećmi, ale w takim razie pisz konkretnie…

  • Anonim

    zacytuje Dominika Batorskiego: „Już dwa lata temu komputer w domu miało 87% dzieci w wieku przedszkolnym. W szkołach podstawowych dzieci z komputerami jest jeszcze więcej. Jaki jest więc sens rozdawania komputerów?”

  • Total__

    Ok, czyli chodzi o gospodarstwa w dziećmi. Teraz się w 100% zgadzam :)

  • Hurkiler

    Kurasinski kiedy wyjebiesz ten czarny syf ze swojej strony?Juz 3 raz tu zagladam od tygodnia i nadal widze ciemnosc.W HTML za dzieciaka robilem lepsze stronki.Pozbadz sie kolego tych partaczy,bo tracisz 90% czytelnikow.Na zadnej „normalnej” przegladarce nie mozna cie czytac.

  • Hurkiler

    No przepraszam na Operze dziala.20MB strona glowna!!!

  • Anonim

    Czarny syf?:)

  • Anonim

    A co kontrektnie nie dziala?:)

  • Spotkałem się z badaniem wykazującym, że to, czy dostęp do komputera wpływa pozytywnie na rozwój umiejętności i wiedzy dziecka zależy głównie od… domu rodzinnego. Szczególnie tego, czy w rodzinie panuje szacunek do wiedzy i nauki, a dzieci jeszcze przed otrzymaniem kompa czytały książki.
    Jeśli tak, to komputer bywał kreatywnie wykorzystywany i pomagał w nauce.

    Gdy dzieciaki wcześniej się nie uczyły, nie czytały, a ich rodzice uważali, że szkoła to zło, to komputer był wykorzystywany głównie do grania, marnowania czasu na YouTube itp. i ostatecznie wpływał na pogorszenie wyników w nauce – zamiast odrabiać lekcje dzieciaki grały albo bezrefleksyjnie zżynały prace domowe z internetu.

  • Łukasz Wiszniewski

    By stworzyć szkołę 2.0 nie wystarczy  rozdać laptopy czy tablety, konieczna jest jak słusznie zauważono cała głęboka  reforma szkolnictwa. Laptopy/ tablety to ostatnie ogniwo tej całej układanki. Moim zdaniem większą bolączką jest brak szerokopasmowego internetu w domach polskich uczniów co z tego, że laptop jest jak  internetu brak, tzw wykluczenie cyfrowe.  Ja osobiście bym się skłaniał do wyboru eczytników np kindla. Czytniki sprawiły by, że taki przeciętny gimnazjalista miałby te 10 kilo mniej na plecach. Jedna sprawa mnie nurtuje odnośnie polskiego szkolnictwa, czy w polskim parlamencie nie ma woli i mocy sprawczej by stworzyć jeden spójny niezmieniający się co roku  program edukacyjny? Czy nie można wprowadzić wydawnictwa państwowego, które będzie za nasze podatki wydawał uczniom książki. Przecież starożytna  historia Polski nie zmienia się co 2 lata a pantofelek czy też jakaś tam rozwielitka nie ewoluuje co roku. Książki wydawane przez państwo najlepiej w formie elektronicznej w połączeniu z czytnikami to był by milowy krok w polskiej szkoły ale na takie warunki to będą miały może moje wnuki a jak dobrze pójdzie to może i dzieci :) 

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę