Szukaj
Zamknij
Blogi

Marcin Ogdowski: Misja stabilizacyjna? W Afganistanie toczy się prawdziwa wojna.

Książka Marcina Ogdowskiego „Z Afganistanu: Alfabet Polskiej Misji” (na codzień dziennikarza w portalu Interia.pl) jest ciekawym wydarzeniem pod kilkoma względami. Po pierwsze autor opisywał konflikt afgański nie siedząc przy komputerze w Polsce tylko uczestnicząc w życiu bazy i polskich żołnierzy wysłanych na „misję stabilizacyjną”. Po drugie de facto książka powstała na podstawie bloga „Z Afganistanu” – co prawda nie nie jest to pierwsze tego typu wydawnictwo w Polsce ale nie wiem czy nie najważniejsze.

Po trzecie lektura samej książki bardzo zmienia obraz medialny jaki jest nam serwowany: zamiast patriotycznej pulpy i samych dzielnych wojaków Marcin opisuje życie żołnierzy takie jakie jest naprawdę: w czasie patrolu dyskutuje się o kładzeniu kafelków, w kafejkach internetowych ogląda erotykę, za ubikację służy rura wbita w ziemię a po postrzale modli się aby wylądować w amerykańskim szpitalu na dłużej żeby nie mieć kontaktu z polską służbą zdrowia.

marcin ogdowski z afganistanu.pl alfabet polskiej misji

Pytałem się Marcina czy nie będzie miał problemów z MON po publikacji swojej książki z uwagi na opisany mało znane publicznie fakty z życia „misjonarzy”. Autor odparł, że najważniejsze jest dla niego żeby opisać prawdę i tym samym pomóc polskim chłopakom służącym na misjach.

Koszta stacjonowania w Afganistanie to nie tylko cena sprzętu i paliwa. To także stracone zdrowie a często i śmierć żołnierzy, który wcale nie pojechali tam „na ochotnika” jak się okazuje. Ciekaw jestem komu weterani z Iraku i Afganistanu wystawią rachunek.

Po czwarte: takie książki i blogi są bardzo potrzebne. Pokazują (domyślam się, że Marcin i tak cenzurował znacznie to co pisze ale polecam poczytać komentarze na jego blogu – pojawiają się tam autentyczni żołnierze i ich rodziny mówiące szczerze i do bólu co sądzą) obraz, który znają tylko ci, którzy byli na miejscu w polskiej bazie i mogli rozmawiać z żołnierzami.

Warto pokazywać jak wygląda sytuacja naprawdę żeby polskie społeczeństwo potrafiło stanąć murem za ludźmi, których sami wyslaliśmy tysiące kilometrów od ojczyzny żeby za nas nadstawiali karku (chodzi mi o medialną nagonkę na żołnierzy oskarżonych o atak na wioskę Nangar Khel. Media stworzyły obraz żołnierzy, którzy pojechali po „łatwą kasę” więc nie należy im współczuć).

I ostatni wtręt. Nawiązując do wydarzeń „świętowania” w Warszawie 11 listopada. Jestem ciekaw który z protestujących (nieważne: z prawa czy lewa) w imię „ukochania ojczyzny” i pokazania ile ona dla niego znaczy dałby się zamknąć w Rosomaku i wystawić na strzały RPG przez kilka miesięcy.

Albo patrolować na piechotę w pełnym słońcu mając kilkadziesiąt kilogramów na plecach. I stale, cały czas mieć świadomość, że na wsparcie może liczyć tylko ze strony Amerykanów bo w polskiej bazie znowu popsuł się helikopter…

Niezależnie od tego jakiego typu masz pogląd na wysyłanie polskich żołnierzy na taki i podobne misje musisz przyjąć do świadomości, że oni kiedyś wrócą do społeczeństwa. Wielu z objawami PSTD albo po prostu jako kaleki, którym wojsko nie potrafi pomóc a w Polsce nikt nie zaoferuje im rehabilitacji, leków, pomocy psychologicznej im i ich rodzinom na odpowiednim poziomie.

I to będzie prawdziwe zakończenie „polskiej misji stabilizacyjnej w Afganistanie”. Egzamin dla nas wszystkich z odpowiedzialności za los żołnierzy, którzy pojechali na rozkaz polityków walczyć u boku sojuszników gdzieś do dalekiego kraju.

AK74 – Marcinie gratuluję świetnej książki. „Z Afganistanu.pl: Alfabet Polskiej Misji” czyta się jednym tchem i żal, że jest tak krótka (przynajmniej ja mam takie poczucie). Przez wiele lat, kiedy bywałeś w Afganistanie, na pewno zebrałeś ogromną ilość informacji, a potem pojawił się blog – nie chciałeś napisać większej książki? A może planujesz kolejne części?

Marcin Ogdowski – Dziękuję za miłe słowa. Cieszy mnie zarzut – często zresztą powtarzany przez Czytelników – że książka jest za cienka. Że zamiast 250, mogłaby mieć znacznie więcej stron. „Alfabet” wywodzi się z blogu – jest jego poszerzoną i inaczej usystematyzowaną wersją. Planowałem dać tym, którzy go kupią, coś nowego, ale nie mogłem przesadzić. Bo „Książka oparta na blogu” jest nie tylko sloganem; jest autentyczną wartością, której nie chciałem się pozbywać.

– A jeśli idzie o plany – zastanawiam się nad dwoma projektami. Jednym z nich jest war-fiction osadzony w realiach polskiej misji w Afganistanie.

AK74 – Co najbardziej Cię uderzyło – jaka różnica w oficjalnym przekazie medialnym? Czym różni się „twój” Afganistan od tego, który co pewien czas pojawia się mediach i komunikatach MON?

MO – W mediach brakuje przysłowiowego potu i krwi. Newsy poświęcone Afganistanowi ilustruje się obrazkami jadącej kolumny, czy nudnymi przebitkami z baz. Szczytem dynamiki są kadry sprzed kilku lat, powstałe w czasie fire-testu niedaleko bazy. Słowem – nuda.

– A oficjalny przekaz? Cóż, jest nieautentyczny. Żeby nie było wątpliwości – nie czynię zarzutu osobom z pierwszej linii, które wytwarzają wszelkiego rodzaju informacje. One robią to, czego się od nich oczekuje. Zaś przełożeni – polityczni i wojskowi decydenci – chcą utrzymania mitu misji stabilizacyjnej. Temu wszystkiemu towarzyszy pozostałość po sowieckiej mentalności – wciąż popularne wśród wyższej kadry dowódczej przekonanie, że o armii można pisać tylko radosne propagandówki.

W efekcie, jeśli już coś na temat Afganistanu się pojawia, zwykle jest to relacja w stylu „przyjechali żołnierze i rozdali paczki”. Szkoda, bo mało kto to kupi. No i marnuje się w ten sposób niesamowity potencjał paru dziewczyn i chłopaków w mundurach, którzy służyli w Afganistanie na etatach prasowych czy w Combat Camerze.

AK74 – Pisałeś bloga i… co takiego się stało, że postanowiłeś nagle zmienić nośnik? Papier jest bardziej wiarygodny? Chciałeś jakoś podsumować to, co robiłeś na blogu? A może zamykasz bloga i to jest Twoje pożegnanie z tematem Afganistanu?

MO – Nie żegnam się z Afganistanem – misja potrwa do 2014 roku i do tego czasu chciałbym tam jeszcze kilka razy pojechać. Książka to wyraz moich ambicji, typowych dla kogoś, kto zajmuje się dziennikarstwem pisanym.

AK74 – Marcinie, po co cywil (czyli Ty), jedzie do Afganistanu i to parę razy? Szukałeś przygody życia? Materiału na nagradzany reportaż? Zdjęcia życia? Założenie bloga?

MO – W blog zostałem wrobiony (śmiech), o czym piszę w książce. A motywacje…? Lubię ten rodzaj napięcia, który mi towarzyszył w Iraku czy w Afganistanie. Pociąga mnie możliwość obserwowania tego, jak ludzie radzą sobie w skrajnych sytuacjach. Nie bez znaczenia jest też świadomość, że robi się coś wyjątkowego. Dodaj do tego egzotyczne środowisko, chłopięce fantazje i masz odpowiedź.

AK 74 – Polscy żołnierze stacjonujący w Afganistanie wierzą w charakter „stabilizacyjny” ich działań? Wybuchające Rosmaki i ludzie ginący od IDE to już wojna czy jeszcze stabilizacja?

MO – Są jeszcze walki w wioskach i częste, niekiedy wręcz uporczywe ostrzały baz.

– Nasi żołnierze są na wojnie. Oczywiście, nie wszyscy jej doświadczają. Logistyk czy sztabowiec ma niewielkie „szanse”, że znajdzie się w ogniu. Ba, przeżyje misję we w miarę komfortowych warunkach (bo do ostrzału baz można się przyzwyczaić). W tym czasie pojedynczy pluton bojówki, zwłaszcza gdy mówimy o letnich zmianach, może stracić połowę ludzi.

Niewielu z nich zginie, ale sporo zostanie rannych, a drugie tyle nie wytrzyma „ciśnienia” i napisze wniosek o rotację. Takich strat nie ponosi się na „misji stabilizacyjnej”. Zwykli żołnierze doskonale o tym wiedzą. I są jak Zagłoba w reklamie piwa bezalkoholowego – gdy mówią „misja stabilizacyjna”, puszczają oko. Albo słychać w ich głosie drwinę czy ironię…

AK74 – Jakbyś scharakteryzował przeciętnego żołnierza, decydującego się na wyjazd do Afganistanu – dorosły mężczyzna szukający szansy na zarobek, czy też żądny przygód straceniec?

MO – Na pewno nie straceniec. Z takim nikt by nie chciał służyć, bo ci, którzy tam jadą, mają zamiar wrócić. A „zjeb”, jak mówią w wojsku, mógłby te plany pokrzyżować.
– Kasa? Nikt nie ukrywa, że ma znaczenie, tym bardziej, że jak na polskie warunki, jest naprawdę niezła. Przygoda i adrenalina też pchają w takie miejsce.

marcin ogdowski z afganistanu.pl alfabet polskiej misji

Nie zapominajmy również, że wojsko to miejsce pracy, a w takim rozlicza się z wyników. Zaś udział w misji to dziś nieodzowny warunek robienia kariery w mundurze. A skoro o tym mowa – obecnie na misję wyjeżdżają zwarte oddziały, których dowódcy i żołnierze, po prostu, dostają taki rozkaz. Oczywiście, jak ktoś chce, to się wymiga, wówczas jednak ryzykuje nieprzedłużenie kontraktu.

AK74 – Słyszałem, że polscy żołnierze kupują części umundurowania i uzbrojenia w sklepach na terenie baz. Słyszałem, że sami dozbrajają i umacniają swoje samochody, którymi jeżdżą na patrole (chodziło chyba o Honkery). Nie wspomnę o butach, których podeszwy się rozpadały i zacinających się pistoletach. Teraz możemy być dumni z naszego wojska, czy nadal pojawiają się takie problemy?

MO – Nadal dokupuje się elementy wyposażenia osobistego, na co zresztą żołnierze dostają pieniądze. Może nie tyle, by starczyło na wszystko, ale jednak. Jeśli idzie o cięższy sprzęt – tu już dawno skończyły się czasy radosnej twórczości. Nasze rosomaki czy użyczone przez Amerykanów MRAP-y to maszyny najwyższej klasy. Niestety, nie zmienia to faktu, że i one mają słabe punkty, ale taka jest przecież materia wojny…

AK74 – Sam pisałeś, że wśród naszych żołnierzy bardzo mało osób mówi po angielsku. Jak w takim razie żołnierze funkcjonują w bazach wielonarodowych? Na patrolach? W trakcie operacji?

MO – Znają podstawowe zwroty, więc jakoś sobie radzą. Nie poprowadzą luźniej, towarzyskiej rozmowy w bazie, ale w boju – gdzie zresztą bardziej liczą się gesty niż słowa – są w stanie współdziałać. Tak naprawdę nieznajomość angielskiego staje się problemem na szczeblu dowódczym. I choć znam niejeden żenujący przykład „niemego” oficera, generalnie kadra jest w stanie dogadać się z sojusznikami.

AK74 – Mówi się, że Amerykanie traktują naszych chłopaków jak piąte koło u wozu – to się zmieniło czy nadal tak jest? Jesteśmy fajnym aliantem tylko w mediach?

MO – Cóż, Amerykanie bez trudu zastąpiliby nasz kontyngent jedną ze swoich brygadowych grup bojowych. To oczywiste, że nasza obecność nie jest konsekwencją jakichś wyjątkowych atutów militarnych. Jesteśmy użyteczni, bo dzięki takim jak my, można mówić o międzynarodowym charakterze operacji.

– To jednak perspektywa odgórna – spójrzmy z dołu. Zwykły Jankes – z oddziału, który wpadł w zasadzkę, i któremu polski pluton z sił szybkiego reagowania uratował tyłek – nie powie o naszych wojskowych złego słowa. W tym samym czasie – dość wspomnieć sytuację sprzed paru miesięcy – oficer szczebla operacyjnego zarzuci naszym dowódcom asekuranctwo. Trudno w tym przypadku o jednoznaczną odpowiedź.

AK74 – Misja stabilizacyjna w sumie dobiegła końca. Al Kaida zdziesiątkowana, cel podstawowy, czyli pojmanie (lub zabicie) Osamy bin Ladena zrealizowany. My wycofujemy się w 2014 roku – Amerykanie zaraz po nas. Na miejscu nie zostawimy kwitnącej demokracji ani odbudowanego kraju. Warto było? Jakbyś na takie pytanie odpowiedział?

MO – Nie warto. Jest coraz mniej nadziei, że unikniemy scenariusza, w którym po opuszczeniu Afganistanu przez siły z Zachodu, władzę znów przejmą talibowie.

AK74 – Część opinii publicznej ma bardzo złe zdanie na temat polskiej roli w misji w Afganistanie. Tragedie takie jak w Nangar Khel są bardzo medialne i działają na niekorzyść tych, którzy twierdzą, że Polska wstępując do NATO oprócz korzyści otrzymała także zadania jako sojusznik. W opinii żołnierzy na miejscu Polska zrobiła dobrze biorąc udział w tej wojnie?

MO – Zapytany w ten sposób żołnierz przywoła argumenty profesjonale – że wojsko się ostrzelało, że dostało trochę nowego sprzętu, itp. Uważam, że to nie on powinien być adresatem takiego pytania – że stawiać je powinniśmy politykom. Wojsko nie jest od tego, by definiować sobie polityczne cele – było już tak w naszej nieodległej historii i nie najlepiej to wspominamy.

AK74 – Na swoim blogu prowadzisz bardzo dużo akcji wspierania polskich żołnierzy – przekazujesz prośby o interwencje, wyjaśniasz, tłumaczysz cywilom niektóre sprawy. Skąd w Tobie taka chęć pomocy ludziom w mundurach? Jesteś niespełnionym żołnierzem?

MO – Wojsko fascynowało mnie od zawsze, ale nie, nie jestem niespełnionym żołnierzem. Nie chciałbym funkcjonować w strukturze, w której nie ma możliwości kontestacji idiotycznych pomysłów przełożonych. Pomagam, bo daje mi to satysfakcję. Bo pozwala budować kolejne relacje, niezbędne w dziennikarskim fachu. Bo dzięki temu sam się czegoś uczę.

AK74 – Największe zaskoczenie podczas pobytu w Afganistanie? Co Cię najbardziej zdziwiło, zaskoczyło, a może przeraziło?

MO – Śmierć żołnierza w wyniku wybuchu IED. W jednej chwili zmęczeni i znudzeni wracaliśmy do bazy, w drugiej nasz patrol był już uboższy o jednego zabitego i pięciu rannych. W tym samym czasie w Polsce (czy gdziekolwiek indziej), ktoś zdołał, nie wiem…, co najwyżej przerzucić kanał w telewizorze.

Więcej o Afganistanie oczami Marcina przeczytasz na:

> Blogu „Z Afganistanu.pl”
> Facebooku

A tutaj film promujący książkę:

PS. Warto dodać, że patronami medialnymi książki są również (między innymi) blogerzy: Paweł Opydo (Playr) i Tomasz Tomczyk (znany jako „Kominek”)

  • Anonnimwstydu

    „W jednej chwili zmęczeni i znudzeni wracaliśmy do bazy, w drugiej nasz
    patrol był już uboższy o jednego zabitego i pięciu rannych. W tym samym
    czasie w Polsce (czy gdziekolwiek indziej), ktoś zdołał, nie wiem…, co
    najwyżej przerzucić kanał w telewizorze.”

    wyjezdzam rano do pracy za 2500brutto by zarobic na kredyt i chleb, starym nieuzbrojonym wozem bez kamizelki gdzie przez 8-10 osob inni ludzie beda atakowac moja psychike a wracajac zastanawiam sie … dzis na drodze zginie okolo 30 osob jutro kolejne 30 osob, pewnie 100 rannych i tak w dzien w dzien do 65 lat a moze i dluzej. 

    w afganistanie dostaje z dodatkami 10k, nie wiem ale za jedzenie i spanie nic chyba nie place?, jezdze uzbrojonym wozem w kolumnie, jesli nie wiem zginelo 5 naszy na x lat misji to juz nie wiem co jest gorsze, zycie rok na misji za 100tys do kieszeni czy 4 lata na polskich drogach z zerowy zyskiem, emerytura w wieku ilu 35? 40lat?.  Tam przynajmniej komus pomagam a cale niebezpieczenstwo i stres bierze sie ze swiadomosci jej istnienia. Bo kto mysli ze to on dzis zginie jako 1/30 na drodze, jesli zginie rodzina zostanie na lodzie, zero odszkodowania? Na wojnie kazdy mysli ze to bedzie on. Jest stres tu i tu.

    Tak jak żołnierzom wstyd jest ze ktos im wypomina tak mnie dzis wsytd jest za slowa o przerzucaniu kanalu.

    Dzis zginie 30 osob tylko na polskich drogach. W bolu krzyku, ich rodziny nie dostana nic.

    Cos jeszcze do dodania?

  • W takim razie co jeszcze tutaj robisz? Jesteś głupi, że jeszcze nie pojechałeś do Afganistanu, czy po prostu sam nie wierzysz w swoje pieprzenie? :)

  • Bzdury piszesz (o zarobkach) zolnierzy. „Zginelo 5 naszych na x lat”, czlowieku co tym piszesz za idiotyzmy????

  • Polistenes

    I za to właśnie cenię Marcina Ogdowskiego, za wyważenie, wiedzę i pokorę czyli mądrość. 

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę