GetApple.pl - nowe wieści!
15:53 25th April 2008

Drodzy MacUserzy. Jestem baaardzo mile zaskoczony Waszymi reakcjami na informacje o powstaniu inicjatywy GetApple. Dostaliśmy (ja i Paweł Nowak) wiele propozycji i próśb oraz zapytań - obiecuję na wszystkie odpowiedzieć…
Miło mi poinformować, że oprócz Warszaffki i Krakowa GA będzie się odbywać w Poznaniu i Trójmieście (chodź dochodzą mnie słuchy, że kilka kolejnych miast właśnie się wacha). Uwaga! Nie ma żadnych wytycznych co do miejsca organizacji (w sensie lokalizacji) - może to być świetlica w małej wsi jak i klub nocny w Wielkim Mieście. Decyzja należy do Was - jeśli czujecie, że jest potrzeba zorganizowania i poprowadzanie GA zapraszamy.
Organizatorzy:
Zachęcam do zgłaszania się jeśli komuś marzy się zdobycie doświadczenia jako organizator oraz wsparcia społeczności aplle’owców. W sprawach organizacji i wszelkie pytania związane z GA piszcie na: zorganizuje(at)getapple.pl. W najbliższym okresie opracujemy “wskazówki” dla wszystkich organizatorów GA w celu jak najlepszej komunikacji i standaryzacji.
Sponsorzy:
Jeśli natomiast uważasz, że Twoja firma zyska przez sponsoring takiej imprezy (w dowolnym z wymienionych miast) proszę zgłoś się do nas za pomocą maila: info (at) getapple.pl
Uczestnicy:
Wypatrujcie (po długim weekendzie zapewne) informacji na stronie GetApple - tam zamieszczane będą wszystkie newsy dotyczące GA z podziałem na miasta. Będą tam się pojawiać zdjęcia, relacje i zapowiedzi przyszłych spotkań oraz zapewne forum dyskusyjne dla społeczności jaka mamy nadzieję się wytworzy wokół spotkań.
Co do Warszawy - na 99% spotkania będą się odbywały w sushi barze Skorupka prawie w centrum Warszawy. Miejsca akurat starczy na rzutnik i około 20-30 osób. Z Pawłem ustaliliśmy, że aby zachować “networkingowy” charakter spotkań wybierzemy niedzielę godzinę 17.00 jako dzień i godzinę rozpoczęcia.
Oczywiście podczas spotkań będzie chcieli od Was uzyskać feedback - jeśli okaże się, że z jakiegoś powodu godzina i dzień nie pasują większości osób będziemy się dostosowywali do Waszych potrzeb.
Na koniec - złożyłem wniosek o przyjęcie GA w poczet spotkań typu Mac User Group - jeśli pracownicy wujka Jobsa pozytywnie nas zweryfikują to będziemy mieli lepsze przełożenie na różne oficjalne czynniki.
PS. Postanowiłem GetApple podłączyć do wora inicjatyw “około-aulowych” stąd logotyp GA będzie zapewne pojawiał się na Auli co pewien czas.
New Connect Club
23:12 24th April 2008

Skorzystałem z zaproszenia od Ewy Stępień i Michała Fabera organizatorów i animatorów NCClub. Mile zostałem zaskoczony atmosferą oraz drinkami i cateringiem. Pałaszując i popijając winem słuchałem opowieści Adama Maciejewskiego oraz Aleksa Osadzińskiego…
Spotkanie w czwartkowy wieczór zaingurowało cykl spotkań New Connect Club w zamyśle organizatorów - miejsce spotkań ludzi z branży IT oraz “garniturowców” z GPW i NC. Faktycznie garniturów było dużo na sali ale krawatów już mniej.
Spotkałem parę znajomych twarzy ale generalnie zaskoczył mnie brak wielu osób developujących swoje projekty widywanych na Auli. Czyżby jednak NC był traktowany jako zło konieczne w szukaniu funduszy? Ciekawy temat do sprawdzenia przy najbliższej okazji.

Adam Maciejewski - GPW - copyright by NCC
Jakby ktoś nie wiedział Adam Maciejewski jest członkiem zarządu NC. Alex Osadziński natomiast pracuje dla VC Trinity i działa od 20 lat w rejonie Doliny Krzemowej nad własnymi start-up’ami oraz przy doradzaniu i inwestowaniu w nie.

Michał Faber na NCC - copyright by NCC
Alex przedstawił prezentację jak działają VC w Dolinie, dlaczego warto być start-upem w US i jakie widzi główne różnice między działaniami funduszy w Stanach a w Europie. Generalnie bida z nędzą panowie i panie - sam Osadziński do tej pory przeputał na start-upy jakieś 230 mld $ (tak, tak - miliardów) jako osoba pracująca w Trinity. Jak to się ma do naszych krajowych VC wolę nie pytać - pewnie troche gorzej…

Alex Osadziński - facet z miliardami dolarów na pomysły - copyright by NCC
Trinity dostaje rocznie jakieś 3 tysiące pomysłów z czego finałowo inwestuje się w 10 pomysłów. Alex podkreślał jednak, że dla niego kontakt z młodym przedsiębiorcą jest świętością - zawsze odpisuje na maile i spotyka się z interesująco wyglądającymi projektami. Dlaczego? Proste - każdy z odrzuconych może być kolejnym Facebookiem albo Googlem. A taka świadomość boli VC.
W Dolinie ważna jest reputacja, którą buduje się latami - nikt normalny nie będzie traktował start-upy jak upierdliwe muchy bo zrażenie do siebie danego przedsiębiorcy może drogo kosztować kiedy to trafi się za jakiś czas na tego samego gościa, którego się wyrzuciło z “głupim” pomysłem.
Ciekawostkę jaką podkreślił parę razy Osadziński - w Stanach jest powszechny element “naiwności”. Taka naiwność skutkuje tym, że realizowane są projekty, które w Europie uznano by za debilne, dziecinne i głupie - w US nie dość, że traktuje się je poważnie i łoży kasę to zdobywają rynek i można na nich zarobić. Ot taka drobna różnica w mentalności między starym a nowym światem.
Po części oficjalnej można było “ponetłorkingować” do czego byliśmy zachęceni kolejnymi porcjami jedzenie i napitków - skorzystałem i jestem zadowolony. Jak na pierwsze spotkanie nie było źle - czekam na kolejne.
PS. Więcej fotek ze spotkania NCC znajdziecie tu
Ci, którzy zapisali się również na dzień otwarty na NewConnect mogli dostać taką fajną koszulkę zaprojektowaną przez Piotra Młodożeńca.

Ja co prawda nie miałem jej na sobie w czwartek ale jak się okazało po powrocie do domu wpasowałem się tematycznie w spotkanie zakładając hmmm… dość przedsiębiorczego t-shirta. A tak się dziwiłem dlaczego kilka osób ze zdziwieniem wpatrywało się w moją klatkę piersiową. Teraz wiem, ze nie chodziło o mięśnie…

RSS - walka ze krzakami :(
13:04 22nd April 2008
Przepraszam za brak polskich znakow, ale niestety walka z RSSem trwa i pomimo kilku dobrych pomyslow niestety nie udalo mi sie pozbyc problemu kodowania…
Wyglada na to, ze problem tkwi w FeedBurnerze - w WP zmienilem strone kodowa na UTF-8 oraz zgodnie z poradami Pawla Lipca pozmienielm troche flakow w WP. Nietstety nadal jak widac po poprzednich postach problem pozostal - w zwiazku z tym zwracam sie z prosba do szanownych zagladaczy na mojego bloga o pomoc :)
Za pozytywne rozwiazanie problemu stawiam nagrode na Auli (dla osob z Warszawy) a dla innych cos wymysle :)
UPADTE: Wygląda na to, że mam już rozwiązanie podpowiedziane przez Jarka Pendowskiego, któremu bardzo dziękuję za pomoc i zanalizowanie problemu! :)
GetApple - dorwij jabłuszko!
8:00 18th April 2008

Już za chwileczkę już za momencik w Warszawie i Krakowie będziesz mógł podzielić się swoją niewiedzą z innymi uczestnikami weekendowych spotkań. Dewizą spotkań będzie zdanie: “pokaż mi czego nie umiesz”. Zapraszamy wszystkich, którzy nie umieją i nie boją się do tego przyznać…
Podczas ostatniej Auli oficjalnie poinformowałem o GetApple czyli warsztatach dla słiczerów z Windows na Mac’a, którzy mają wreszcie to “cudowne” urządzenie w swoim ręku i nie za bardzo wiedzą co z nim zrobić :) Warsztaty będą się odbywać w którejś z warszawskich knajpek w centrum - będzie wi-fi, rzutnik i osoba prowadząca - od chętnych wymagane będzie posiadanie własnego sprzętu i kasy na herbatę / ciastko i tym podobne smakowitości.
GetApple jest całkowicie darmowe i nie jest inicjatywą związaną z SAD ani Apple ani żadną inną organizacją czy firmą. Amen. Niemniej jednak jeśli ktoś (firma) chce stać się sponsorem spotkań w Wawie czy Krakowie - zapraszam do kontaktu. Dogadamy się.
GetApple to spotkania dla pomyślane jako warsztaty z prostą formułą - nie zamierzamy uczyć tam czegoś wielkiego. Nie będzie to namiastka szkoleń ani streszczenia podręczników dostępnych w księgarniach z gatunku “how to..”. Chciałbym aby na GetApple pojawiały się osoby świadome czego nie wiedzą i z czym mają problemy.
Osoba prowadząca będzie cierpliwie wyjaśniała, tłumaczyła i pokazywała co i jak zrobić aby pozbyć się problemu czy uzyskać stosowany efekt. Nie chciałbym tłumów i raczej będę rezerwował na spotkania małe salki zdolne pomieścić 15-20 osób.
Będzie liczyła się szybkość zapisów a może jakaś praca domowa wykonana na rzecz spotkań. Albo może będziemy dobierali ludzi po problemach jakie chcą rozwiązać - zobaczymy, rozmowy i ustalenia trwają.
GetApple będzie odbywać się w dwóch miastach (jeśli ktoś z innego miasta poza stolicą i Krakowem chciałbym także zorganizować takie spotkanie zapraszam do kontaktu i omówienia spraw franczyzy). W Krakowie osobą prowadzącą spotkania będzie Paweł Nowak znany z appleblog.pl “mac ewangelista”. Polecam blog Pawła oraz jego drugi projekt - skarbnica wiedzy dla osób stawiających pierwsze kroki z nowym mac sprzętem.
Paweł oprócz GetApple prowadzi również szkolenia komercyjne więc takie warsztaty mogą stać się fajną i miłą opcją aby zapoznać się z maczkiem a potem pomyśleć o profesjonalnym pakiecie szkoleń. Po szczegóły w sprawach “GetApple Kraków” albo szkoleń zapraszam do skontaktowania się z Pawłem.
Oprócz tematów Mac’a chcemy (jeśli będzie zainteresowanie) w przyszłości pochylić się nad iPhone’m, iPod’em i innymi ciekawymi rozwiązaniami ze stajni Apple. Mam nadzieję, że formuła barcampowa i atmosfera weekendowa udzieli się wszystkim uczestnikom - w końcu chodzi o zabawę!
Zapraszamy gadżeciarzy / wyznawców PC / gejów i lesbijki / tramwajarzy / kolekcjonerów podstawek pod piwo / bogatych i rozrzutnych maniaków / biednych studentów zapożyczających się do ostatniej koszuli na swojego pierwszego “maczka”.
Słowem powitamy każdego. Nawet jeśli powiesz publicznie “Nienawidzę jobsa. nienawidzę Apple” przyjmiemy Cię z otwartymi ramionami i postaram przekonać, że jesteś w mylnym błędzie.
Jeśli nadal nie jesteś przekonany czy warto się zapisać i uczestniczyć w naszych spotkaniach - krótki film. Nadal nie chcesz dołączyć do nas?:)
Strzeż się geeka z Twitterem
8:00 12th March 2008

Wywiad z Markiem “Mr.Facebook” Zuckerbergiem przeprowadzony na SXSW przez Sarah Lacy stał się sławny w czasie paru godzin. Jeśi Twitter miały opcję “kill” to Sarah Lacy byłaby martwa już w czasie zadawania drugiego pytania. Dziś w sieci pojawił się cały zapis wideo wywiadu i każdy może wyrobić sobie zdanie na ten temat co stało się w Austin…
Wczoraj zachęcony nagłówkami RSS śledziłem lincz medialno - blogosferowy w serwisach polskich i zagranicznych. Zanosiło się na to, że będziemy świadkami pierwszego w dziejach morderstwa cyfrowego - po takiej ilości negatywnych ocen i kubłów brudów wylanych na dziennikarkę szacownego wydawnictwa inny komentarz nie przychodził mi do głowy.
Dziś rano zerknąłem na AntyWeb a potem na TechCrunch. Zaparzyłem sobie dzbanek herbaty i obejrzałem pełną relację z rzeczonego wywiadu w wersji pełnej 56 minut i 58 sekund. I zdębiałem.
Podpisuje się pod słowami Arringtona ten Pan upatruje źródło problemu w tym, że dziennikarka nie była geekiem ale seksowną młodą kobietą. Ratunku!!
Przytłaczająca liczba komentarzy dosłownie zmieszała z błotem dziennikarkę. Twitter zgrzytał i buczał od wpisów od których cierpły uszy. Użytkownicy tego zacnego serwisu używali sobie na całego podkręcając atmosferę w czasie trwania wywiadu. Patrząc na wpisy i komentarze na blogach wydawałoby się, że sam Szatan zstąpił do sali SXSW i ogłosił koniec świata.
Dla wielu osób pani Sarah Lacy właśnie zakończyła swoją karierę w mediach elektronicznych i powinna dostać dożywotni zakaz komentowanie świętych spraw dotyczących nowych mediów. Amen.
Żeby było jasne - ustalanie czy autorka wywiadu promowała swoją książkę, czy zadawała nudne pytania by jest tylko lansującą się dziennikarką, czy Zuckerberg jest “mało interaktywny” w czasie publicznych występów czy też która strona miała rację - ludzie krzyczaczy z sali, że “pytania są nudne” czy też osoby broniące Sarah Lacy. Nie chcę wchodzi w spory merytoryczne.
Każdy (zachęcam do obejrzenia wywiadu) może sobie wyrobić swoje zdanie po obejrzeniu tego wywiadu. Moje są następujące - Zucekerberg do gigantów krasomóstwa nie należy (Arrington twierdzi, że Zuckerberg jest bardzo trudną osobą jeśli chodzi o wywiady) i zapewne jego nieśmiała i wycofana postawa mocno kontrastowała z odbiorem dziennikarki.
Sarah Lacy faktycznie prezentowała się o niebo lepiej - ładna, uśmiechająca się może zbyt często zadawała dziwne pytania (czasami miałem wrażenie, że to jest randka a nie wywiad). Dodajmy, że wcześnie robiła już wywiady (do swojej książki) z Zuckerbergiem więc znają się i ich “zażyłość” może nie być udawana.
Być może kobieta dziennikarz zadająca banalne czasami (przyznaję bez bicia) pytania to było coś czego środowisko geeks i tekkies i wszelkiej maści zapaleńców z SXSW znieść nie mogło? To pytanie stawiam jako osoba uczestnicząca w ostatniej Auli podczas której widziałem reakcję uczestników na zapowiedź spotkań Geek Girls. Z sali posypały dość jarczmarno-koszarowe żarty. Wypadek przy pracy? Nie sądzę.
Wróćmy do SXWS. Pierwsza fala ataku została przypuszczona przez grupę osób komentujących wywiad na Twitterze potem rozlała się na blogi. Osoby wyposażone w laptipy na sali zapewne czytały komentarze innych (nie znajdujących się na konfernencji osób) jeszcze bardziej podgrzewające atmosferę. Krzyki i pohukiwania z sali stawały się głośniejsze aż do momentu kiedy sam Mark zapytał o co właściwie chodzi w pytaniach dziennikarki.
Oto chodziło publice, która za pomocą oklasków w zasadzie uniemożliwiła zadanie dalszych pytań. Lider pokazał sforze, że można przypuścić atak. Ludzie pokolenia zbudowanego z hierarchii ważności na Diggu dali upust swoim frustracjom. Burn the witch! Burn her!
Jedna z komentujących osób wpis Arringtona napisała: “If twitter helps a group of bored influential people pass their time, great. But let’s keep twitter in the background, and not let it replace valuable discourse or content. The fact you can use it to whine, or led credence to a story, is painful.”.
Komentuje emocjonalnie to co się stało na SXSW z czysto osobistego punktu widzenia. Na konferencjach na których ostatnio byłem czy też uczestniczylem jako organizator regularnie pojawia się kwestia “dopuszczenia głosów z sali” jako elementu “web-dwa-zerowego” podejścia do organizowania konferencji. Dajmy ludziom platformę to zapełnią ją ciekawymi i wiele wnoszącymi do dyskusji wątkami. Guzik prawda. Trele morele.
Nie wypada nie mieć np. Blipcasta i rzutnika pokazującego komentarze na żywo (ba, część wpisów tworzona jest przez ludzi siedzących na sali) uczestnikom. Po doświadczeniach z ostatniej Auli w TVN staje na stanowisku, że komunikator oznacza niestety dopuszczenie do głosu (demokratycznie a jakże!) sfrustrowanych, nihilistycznie nastawionych do życia pacjentów zamkniętych ośrodków.
Nie chcę oczywiście generalizować, ale nawet kilka głosów w stosunku do kilkuset uczestników robi złą atmosferę. Uwierzcie mi, że spędzanie czasu na czyszczeniu relacji z wulgaryzmów, linków do porno site’ów i innych pomysłowych prób zaistnienia jest dość męczące.
To nie zdaje egzaminu. Nie można zmusić ludzi do korzystania z narzędzi tylko w jeden (dobry) sposób. To jest klasyczny dylemat -dajesz ludziom narzędzia i oczekujesz, że wyniknie z tego tylko coś dobrego.
Na blogu Second Thoughts znalazłem bardzo trafne podsumowanie tego co stało się podczas wywiadu z Zuckerbergiem: “Depending on who you are, you will see this incident as either the triumph of the new media, the defeat of the old media, or a resounding indictment of all of them and the posting of another win for “games” and their gods.”
Dzieci rewolucji zjadają siebie żywcem ku uciesze innych dzieci. Tak ma wyglądać blofgosfera i social media? Proszę zatrzymać świat, ja wysiadam.
Moje wnioski osobiste płynące z obserwowanie wydarzeń na SXSW oraz polskich spotkań w duchu barcampowym:
My, Internauci oświeceni blaskiem swoich laptopów, rostrząsający na forach i blogach różnice między Web 2.0 a 3.0 i tym podobne akademickie dylematy działamy tak samo jak zwykły tłum na ulicy. Ktoś rzuci kamień (posta) ktoś potem powie, że widział “na własne oczy jak…” (post napisany na podstawie innego wpisu) i tak to się kręci. Niewiel się zmieniło od czasu pierwszego wydania tej książki. “Wielkie miasto” zmieniło się w “wielką sieć” a demonstracje na ulicach we flame’y na forach i w komentarzach w serwisach informacyjnych.
My, internauci lubimy krew i igrzyska - wystarczy nam rzucić na żer parę nie do końca prawdziwych faktów a w “social media” rozgorzeje bój na wyzwiska i kalumnie. Źródło informacji (wiadomo przecież - tradycyjne media kłamią) nie są już tak istotne co punkt widzenia i moc przebicia się ze swoją wersją. Acha, byle informacje była ze wszechmiar bulwersująca. I najlepiej w postaci wideo, żeby dało się zrobić “copy-paste” i wysłać znajomemu na gg.
Smutne są te nasze social media i rewolucja mająca zmienić na zawsze role nadawcy i odbiorcy.
PS. Na koniec polecam coś ze starej, telewizyjnej szkoły robienia wywiadów. To się nazywa energia i posłannictwo!
PPS. A to jest komentarz Lacy na Twitterze :)
TUBA20 - zaproszenie
7:00 28th February 2008

Panie i Panowie! TUBA02 ponownie zawita do stolicy za sprawą Maćka Budzicha. Tym razem będzie marketingowo - interaktywnie. W panelu gości pojawią się znane i całkiem nowe polskie agencje interaktywne opowiadające o swoich case study. Nie zabraknie też informacji o marketingu szeptanym i politycznym…
Maciek Budzich zaczyna jawić mi się jako główny nakręcacz naszych rodzimych spotkań branżowych - pomaga nam i wspier Aulę a oprócz tego organizuje (z wydatną pomocą Artegence) spotkania z serii TUBA na których pojawiają się wszyscy wielcy świata reklamy i mediów (no prawie wszyscy). Na TUBIE po prostu wypada być do czego serdecznie zapraszam!
TUBA02
Tutaj znajduje się plakat w PDF imprezy.
Start: 16:00 (3 marca 2008, poniedziałek)
Miejsce: Warszawa, Multikino – Złote Tarasy
Koniec: ok. godz. 20:30
Oficjalny program:
1.Andrzej Szewczyk (Artegence) opowie o tym, jak zmienia się, i czy w ogóle jeszcze istnieje, granica między telewizją a internetem.
2. (180heartbeats) - case study Samsung-dobrerady.info – czyli Pani Bożenka z klubu Kreatywnych Księgowych od kuchni. Marcin opowie jak przygotowuje się kampanię wirusową dla wąskiej grupy specjalistów i jej efektach.
3. Adam Wysocki (NEXT) opowie o wprowadzaniu nowego produktu na rynek za pomocą bloga. To przedsięwzięcie (jeśli chodzi o blogi) zdobyło jak do tej pory najwyższe uznanie w konkursach branżowych – otrzymując w tym roku srebrne Effie za telewizjęnowejgeneracji.pl
4. Mariusz Woźnicki z agencji Harder&Harder przybliży kilka spraw związanych z tematem marketingu szeptanego (niestety u nas w Polsce zasługującego częściej na miano marketingu szemranego).
5. Kasia Dragović (Szkoła Mistrzów Reklamy) przedstawi krótki film o marketingu politycznym i jego konsekwencjach w Serbii i na Ukrainie.
6. Pokaz filmu Metropolis Fritza Langa - Metropolis to film nakręcony w 1927 roku przez niemieckiego reżysera Fritza Langa. Film, który już od niemal stulecia stanowi inspirację dla pokoleń twórców filmowych, został całkowicie odrestaurowany. Nowa edycja filmu trwa 118 minut, zawiera odnalezione (zaginione po wojnie) sceny, a także krótkie opisy tych fragmentów, które zostały wycięte, wbrew woli reżysera, niedługo po premierze filmu w 1928 roku. Oprawę muzyczną do tego filmu będzie realizował na żywo Dj Licky.
Jak dostać się na TUBE02?
Jeśli wybierasz się na TUBĘ02, przeczytaj uważnie poniższy akapit. Wstęp na TUBĘ02 jest bezpłatny. Aby jednak ułatwić nam zorganizowanie takiej imprezy postanowiliśmy przy tej edycji wprowadzić listę wstępu. Wystarczy wysłać zgłoszenie zawierające „TUBA02” w temacie, na mój adres (maciekMAUPAmediafun.pl).
Zgłoszenie powinno zawierać:
Imię i nazwisko
Firma (strona www, adres bloga itp)
e-mail kontaktowy
W ciągu dwóch dni organizatorzy wyślą potwierdzenie i szczegóły odbioru zaproszeń.
To wszystko, do zobaczenia na TUBIE02!
MicroGooYahoo
16:56 13th February 2008

W światku internetowym od paru tygodni nic bardziej nie rozgrzewa komentatorów i specjalistów branżowych jak podchody Microsoftu i chęć przejęcia Yahoo. Większość komentarzy wskazuje tu na podtekst wojny MS ze znienawidzonym przez Ballmera Google’em i mają rację. Wydaje się, że ta firma, która kupi Yahoo zwycięży globalnie i postawi poprzeczkę kolejnemu konkurentowi bardzo wysoko…
Jeśli ktoś jakimś cudem nic nie wiem o całej sprawie polecam poczytać Antyweb gdzie Grzesiek w porządku chronologicznym dokumentuje całą zabawę i wojenkę dwóch największych potęg świata IT. To co rozpala umysły to oczywiście kwota przejęcia oraz wizja władzy i wpływów jakie dostanie zwycięska firma, która bardziej skusi Yahoo.
Google - wiadomo to potęga wyszukiwania informacji + reklama. Microsoft to prodcuent i dystrybutor systemu operacyjnego oraz słabnącej ale jednak przeglądarki będącej aktualnym liderem. Obie firmy są jakby z innych bajek - powstały zupełnie inaczej, w innych czasach i były odpowiedziami na zupełnie inne problemy. MS to prehistoria można rzec - firma debiutował w czasach kiedy dyskietka była jednynym słusznym sposobem archiwizacji danych a IBM jawił się jako wiecznie trwający gigant IT. Google to dziecko ery internetu i wyszukania - całość biznesu wywodzi sie z pracy rąk dwóch ludzi jako akademicki projekt.
Gates zaczynał swoją karierę od sprzedaży IBM MS-DOS a Page i Brin zaczynając biznesową przygodę swoje pierwsze pieniądze dostali od funduszu VC. Różnice i anegdotki świadczące o tym jak zupełnie różnymi firmami są MS i Google można by mnożyć. Na pewno jednak jako firmy rodem z kapitalistycznej, zgniłej Ameryki chcą jednego: nowej kasy a co za tym rządu dusz jakie mogą pozyskać.
Obie firmy bardzo pragną przekonać Yahoo do siebie ponieważ zasadniczo Yahoo ma wszystko to czego nie mają MS czy Google. Ten kto będzie mógł skorzystać z bazy danych userów Flickr, del.icio.us. czy Kelkoo znacząco zwiększy przewagę nad konkurentem. W momencie kiedy oprócz Facebooka (już skubanego kawałek po kawałku) na rynku internetowym nie został żaden duży i łakomy kąsek Yahoo stał się papierkiem lakmusowym w bitwie pomiędzy MS i Google. Kto da więcej. Kto jest bardziej zdeterminowany. Kto w następny rok wkroczy z pokaźnym bagażem nowych userów i przychodów.
Wizja przejęcia Yahoo nie daje spać żadnej ze stron. Determinacja rośnie. Informacje co i rusz zmieniają się o 180 stopni - odrzcuili ofertę MS. Przyjeli. Odrzucili. I tak w kółko. I pewnie jeszcze potrwa póki sztaby prawników i negocjatorów i przekupionych dziennikarzy nie wypalą się strzelając do siebie “super tajnymi” mailami szkalującymi konkurencję.
Czy wogóle rywalizacja o Yahoo możne coś znaczyć dla polskiego internauty? Mało ale jednak. Jeśli Yahoo zostanie kupione przez MS to pewnie zamiast portalu MSN (dziś polska premiera) znajdziemy tam brand Yahoo. Jeśli Google - zapewne Flickr połączony zostanie z Picassą. Przykładów konsumpcji “dóbr” Yahoo można mnożyć - tak pozytywnych jak i tych złych. Społeczność Flickr zaczęła produkować własne reklamy mające pokazać co się stanie jak ich ukochany serwis zamieni się w kolejną aplikację Microsoftu -przyszłość malowana jest w czarnych (no niebieskich) barwach.
Osobiście zgadzam się z argument, że próba wchłonięcia takiego kolosa jak Yahoo może okazać się mało zdrowa dla wchłaniającego. Kultura korporacyjna, dublowanie stanowisk (a w rezultacie ich redukcja), zamieszanie komptenecyjne może spodować, że świeżo upolowanego Yahoo zaczną opuszczać wartościowi pracownicy i pewnie wybiorą konkurencję. Pytanie ile pomysłów odpłynie z firmy i ile wartych? Ilu z pracowników założy własne firmy i już “na swoim” będzie robiło to samo tylko dla siebie? Być może okaże się, że firma po przejęciu straci część użytkowników na rzecz nowych serwisów i usług, które pojawią się jako odpowiedź np. na Flickr’a spod znaku MS czy Google’a.
Wychodząc z takiego założenia widać, że po Yahoo “historia się nie skończy” i, że to co dla jednych jest końcem dla innych będzie zaledwie początkiem biznesu. Czego życzę sobie, Wam i zwycięskiej firmie w walce o Yahoo.
Odrobina dystansu
20:46 8th February 2008

Odpadłem na kilka dni od klawiatury stacjonarnego komputera, wybiłem się z rytmu pisania i sprawdzania co piszą inni i muszę stwierdzić ze smutkiem, że life sucks kiedy trzeba znowu przeklikać się przez zaspy zaległej poczty i bardzo-ważnych-informacji na blogach. Naprawdę. Parę dni bez logowania (albo właśnie wylogowania) i zaczynam inaczej patrzeć na ten cały wirtualny zgiełk…
Odpalam srogo przekarmionego zasysacza RSS i popadam w lekką konsternację - a to Ziobro przejechał swój laptop a to Marcin Jagodziński wziął na fleki Alka Tarkowskiego z wdziękiem słonia w składzie porcelany a to znowu stąd i tamtąd krzyk się niesie, że naszą (czyli moja i Twoja) prywatność tylko GIODO może uchronić albo gorzej - już została skonsumowana przez google’owego Lewiatana.
MałyMiękki zapragnął Yahoo więc Google go glanuje płacząc co się stanie jak MS dostanie nową zabawkę. Parę osób na raz poczuło gwałtowną chęć pożyczania mi kasy. Oczywiście na niezły procent. Lichwa? Gdzie tam - social lending you fool!
A jeszcze parę dni temu zanim znowu mój umysł nie został okopcony Bardzo Ważnymi Informacjami śmieliśmy się z pewnej pani z pewnego państwa na A, która wynajmowała nam pokoje, że z poważną miną tłumaczyła nam jak ważne jest segregowanie śmieci a w szczególności wrzucanie resztek biologicznych do specjalnego pojemnika.
Potraktowałem sprawę bardziej zabawowo niż pragmatycznie i zmuszałem się do segregowania odpadów w domowym zaciszu.
Parę dni później ofukałem znajomego, który źle umieścił swoje śmieci w pojemnikach. Po powrocie do rodzinnego miasta-stolicy na widok śmietników z wylewającymi się sfermentowanymi resztkami jedzenia wzruszyłem ramionami - byłem u siebie, na swoich śmieciach (sic!) i nie musiałem się juz wygłupiać pomyślałem.
Błąd. Tak samo jak zatrzymywanie się przed pasami i przepuszczanie pieszych. Albo zbieranie odchodów swoich milusińskich. Albo nie wyrzucanie papierosów na ulicę. Może nie pomoże to nam zbudować drugiego Google’a ale na pewno poprawi relacje między nami. Te prawdziwe nie wirtualne.
I już wiem, że parę osób puknie się w głowę czytając to i pomyśli “po kiego piszesz takie bzdety baranie przecież to ja już wiem”. Ja też tylko kompletnie nie umiem tego zastosować w życiu. Ale zaczynam to dostrzegać z pewnego oddalenia kiedy można nabrać odrobiny dystansu do siebie.
Wrócmy jednak z obłoków na ziemię. Właśnie odbyła się 16-ta edycja Auli i mam wrażenie, że jest to jeden z najważniejszych projektów jakie do tej pory udało mi się współtworzyć ponieważ kompletnie nie chodzi w nim o zysk ale o edukowania i możliwość wymiany doświadczeń.
Aula nabiera rumieńców dzięki świeżemu zaciągowi kilku osób (dziwnym trafem wszyscy są z mafii z bednarskiej). Mamy już więc spory team, który realizuje naprawdę świetne pomysły i odważa się mięć jeszcze lepsze. 26 lutego będziemy mogli zaprezentować spotkanie pod hasłem Ogólnopolski Barcamp, które mam osobiście nadzieję da sposobność do rozmów o wypracowaniu jakieś wspólnej formuły spotkań.
Znowu w TVN tym razem bardziej niż zwykle oficjalnie z większą ilością gości i bogatszym programem a potem impreza dla wytrwałych. Zapowiadam z góry kilka niespodzianek! Wizyta Reshmy Sohoni z Seedcamp.com mam nadzieję pomoże zrozumieć i uwierzyć naszym lokalnym young entrepreneurs, że mogą ścigać się z innymi krajami i wcale nie jest to walka Wisły Kraków z Realem Barcelona.
Chcemy i będę osobiście naciskał aby takich wizyt dających możliwość kontaktu z zagranicznymi środowiskami było więcej bo pomagają walczyć z uprzedzeniami (nie uda się, nie mamy środków, po co walczyć z lepszymi) i być może pomogą realnie jakiemuś polskiemu start-up’owi.
Tak więc uszy do góry, zima łaskawa jest tego roku i widzimy się 26-go lutego!
Ty prosumencie!
21:28 23rd January 2008

Jest wybredną, złą i nielojalną jednostką. Kupuje tylko to o czym dowiedział się od znajomych. Konsumuje tylko towary niszowe, których reklamy nie uświadczy w telewizji czy radio. Kiedyś był zmorą marketerów teraz wreszcie znaleziono niszę dla takich przypadków - prosument!…
W Spale koło Łodzi 31.01-02.2008 odbędzie się konferencja próbująca wyjaśnić “jak zachowuje się klient w interaktywnych czasach, czyli generacja prosumentów w natarciu”.
Format konferencji jest oparty o Consumer Behaviour (Consumer Purchase Decision Process). Jak prowadzić skuteczne działania marketingowe i sprzedażowe w interaktywnych kanałach? Badania, case studies, dyskusje. Celem tegorocznej konferencji jest zbudowanie świadomości, jak media interaktywne zmieniają zachowania konsumentów oraz kryteria wyboru produktów i usług.
To świat, w którym konsumenci oczekują dialogu, poprzez swoją aktywność mają wpływ na markę oraz sposób postrzegania jej przez innych konsumentów. Przejmują inicjatywę i kontrolę nad marką. Dzięki 2nd IMM marketerzy poznają najbardziej efektywne, interaktywne narzędzia, sposoby wywierania wpływu na tzw. prosumenta oraz dowiedzą się, jak przekonać go do swojej marki.
Na ile internauci mają wpływ na naszą markę? Czy są odbiorcami czy nadawcami informacji o produktach? Czy mamy do czynienia z tworzeniem się społecznej piątej władzy?
O aktywnych postawach internautów w procesie poszukiwania i tworzenia informacji o produktach opowie raport firmy Gemius SA “Internauci - konsumenci czy prosumenci?”, przygotowywany specjalnie dla uczestników 2nd IMM, którzy poznają jego wyniki jako pierwsi.
Formuła konferencji oparta jest na modelu “Consumer Purchase Decision Process”, który pozwala prześledzić proces podejmowania decyzji przez prosumenta. Program konferencji “2nd Interactive Marketing Meeting” został podzielony na następujące bloki:
BLOK A | Jak z sukcesem wprowadzić markę na rynek? Czego pragniesz, Prosumencie, czyli rozpoznawanie potrzeb?
BLOK B | Kiedy i gdzie pokazywać markę? Jak Prosument szuka informacji o produkcie/usłudze?
BLOK C | Dlaczego Prosument ma wybrać właśnie Twoją markę? Jak ocenia wartość Twojej marki?
BLOK D | Czy, od kogo i kiedy Prosument kupi Twoją markę? Jak sprawić, żeby dokonał transakcji?
BLOK E | Pamiętasz? Wrócisz? Polecisz innym? Jak budować lojalność Prosumenta wobec marki?
Uczestnicy konferencji “2nd Interactive Marketing Meeting” będą także mogli wziąć udział w warsztatach dotyczących:
Planowania kampanii reklamowych w Internecie
Ideą warsztatów jest zrozumienie podstawowych elementów kampanii reklamowych w Internecie oraz roli Internetu w marketing-mixie.
Jak wygląda proces planowania kampanii internetowej i jakich informacji należy oczekiwać od domu mediowego?
Czy język reklamy internetowej jest tożsamy z językiem mediów tradycyjnych?
Zarządzania projektami e-marketingowymi
Ideą warsztatów jest omówienie procesu tworzenia projektu e-marketingowego pod kątem współpracy Klient - Agencja, z akcentem na wskazanie punktów styku Klient - Agencja istotnych dla powodzenia projektu (począwszy od briefingu, zasad komunikacji, przez harmonogram i zasady jego egzekucji, niezbędne akceptacje, przygotowywanie materiałów, testy, odbiór, weryfikację wyników).
Wasza klasa - nasza kasa
21:58 17th January 2008

Są takie miejsca w których nasze dane powinny być chronione i zabezpieczane z najwyższą troską. Są firmy, którym powierzając swoje nieraz bardzo intymne informacje o sobie powinny swoja reputacją gwarantować nam, że nigdy nie dopuszczą do ich wyjawienia. Wbrew temu co można przeczytać w ostatnich dniach na pierwszych stronach dzienników Nasza-Klasa przy tych innych firmach jest naprawdę małym pikusiem…
Na NK co i rusz spadają grom w postaci wypowiedzi prominentnych polityków (Gosiewski, Kwaśniewski) którzy to odkrywają, że ktoś umieścił profil na najbardziej popularnym serwisie społecznościowym. GIODO zaczeło kontrolę procedur i stanu zabezpieczeń NK w celu sprawdzenia jak przechowywane są dane, które podobno pod względem wielkości są drugie w Polsce (baza danych rzecz jasna). Pierwsza pod kątem ilości danych i wielkości jak zgaduję jest nasz kochany ZUS albo US.
Naprawdę to baza NK jest druga w Polsce? A co z bazą danych TPSA? A dowolnego operatora GSM? A banku PEKAO SA? Jakimi kryteriami kierował się GIODO wydając taką opinię - zgaduję, że ilością komentarzy, zdjęć i informacji zamieszczanych w profilu użytkownika NK? Czy naprawdę te dane można zestawiać z informacjami jakie na nasz temat mają zgromasz
Za kontrolą NK padają różne argumenty (ze zdecydowaną większością się zgadzam) - że jest dziurawe i można prosto wyjąć dane jak na przykład takie zdjęcia śpiącego twórcy NK po imprezie albo takie na którym widzimy Maćka “bawiącego się” z butlką hmmmm… soku (fotek nie opublikuję, poszukajcie sobie sami), że można prosto zdobyć numery GG i Skype i masę innych informacji. Przykładów bardziej nawet mrożących krew w żyłach można mnożyć. Prasa codziennie poczytuje sobie chyba za punkt honoru znaleźć nową kompromitującą rzecz dot Pana Gąbki.
I wiecie co? Gwiżdżę na to sobie. Dlaczego? Bo generalnie to ja mam kontrolę nad swoimi danymi - decyduję gdzie i co umieszczam. Jeśli ktoś jest nowym i całkiem świeżym internautą nie zdającym sobie sprawy, że po drugiej stronie nie zawsze siedzi miły kolega Czarek to jego sprawa. Nikt nikomu nie zabroni przecież zeskanowania swojego dowodu i opublikowanie go na stronie WWW. Można przecież nawet założyć bloga i z imienia i nazwiska opisywać zdarzenia ze swojego życia - kompromitując innych i siebie przy okazji. Można. Wszystko można.
Trzeba po prostu zdawać sobię sprawę co należy a czego nie wolno robić podczas korzystania z serwisów internetowych. Były kampanie dotyczące dzieci w sieci - może trzeba zrobić kampanie dla starszych ludzi, którzy ławą ruszyli zapisywać się do NK?
Na GoldenLine budowałem swój profil z uwagą i chciałem aby wszystko wyglądało profesjonalnie. Na Naszej-Klasie wrzuciłem parę luźnych informacji zapytany przez kolegów ze studiów co u mnie słychać. Nie zamieściłem takich informacji, które uważam, za cenne, kompromitujące czy dające możliwość zdobycia numeru konta bankowego czy wyciągnięcia ode mnie innych ważnych informacji. To jest kwestia edukacji i tak jak nauczyliśmy się nie otwierać maili z nagłówkiem “i love you” tak użytkownicy nauczą się (albo zostaną zmuszeni przez decyzję GIODO) do ukrycia części swoich danych.
A co mi tak naprawdę chodzi? O to, że media podniecając się NK (przoduje niestety pewien portal na literkę “gie”) nie widzą skali problemów jakie są i były obecne w naszym życiu zanim pojawiła się NK i wszyscy skupili się na niej. Wczoraj doszło do wykrycia dwóch o wiele groźniejszych przypadków nadużycia popełnionych przez firmy znane, szanowane i z usług których być może korzysta razem więcej polaków niż z serwisu NK.
Chodzi o sprawę firmy Visa i CitiBank. Pierwszej firmie coś się pokręciło i zabrała z kont użytkowników (wielu banków m.in: Raiffeisen Bank, Pekao SA czy Toyota Bank) poważne kwoty pieniędzy. Sprawę wyjaśniono i okazało się, że winę ponosi system - błąd podobno usunięto. Czy tylko aby wszystko wyjaśniono do końca?
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy użytkownikami Visy albo bank który usług tej firmy korzysta. Jedziemy samochodem i gdzieś na zabitej dechami stacji benzynowej tankuje paliwo płacąc kartą. Przepraszam - usiłując zapłacić ponieważ z naszego konta zniknęły nasze kochane pieniążki. Możemy dzwonić sobie na infolinię, pomstować i nic - nasz bank właśnie pozbawił nas środków do życia.
CitiBank okazał się super sprytny i pobierał 200% większą prowizję za kupno amerykańskiego dolara. “Zielony” kosztował ponad 4 złote kiedy chcieliśmy go kupić w nocy. Bank tłumaczy się, że…to jest kurs nocny. W NBP odpowiedziano, że “banki prywatne mogą dowolnie ustalać kurs walut”. I co powiedzieć na takie dictum? Zmienić bank następnego dnia? Kto zagwarantuje nam, że choć raz na kwartał nasz nowy bank nie zastosuje sobie nowego kursu w nocy okradając swoich klientów?
Teraz dochodzimy do tego o czym pisałem na samym początku - moje konto na NK podlega mojej kontroli. W zasadzie tylko ode mnie zależy (jeśli moje konto nie zostanie zhackowane) co upublicznię na swój temat. Oczywiście mogą pojawić się opisy jak w 6-tej klasie podwijałem spódnicę koleżankom (yyyy niech tylko nie czyta tego narzeczona!) albo jak wyglądałem po konsumpcji pierwszego w życiu jabola (kiepsko przyznaję).
Na to nie mam wpływu ale tego typu dane krążą po już po sieci - zobaczcie gdzie się udzielaliście na forach i grupach dyskusyjnych, pamiętajcie, że cały czas łapiecie cookies i pewnie korzystacie z masy spyware’owych aplikacji albo po prostu macie IE ustawione jako główna przeglądarka. Innymi słowymi - siejeci danymi w sieci tylko nie jest to banalnie prosto je wyłapać. W NK każdy głupi to zrobi i to jest różnica.
Moje dane jakie powierzam bankom, operatorom telefonii stacjonarnej i mobilnej, urzędom - krążą bez mojej wiedzy i kontroli. Podpisując na dokumencie jedno pole “zgadzam się na przetwarzanie danych przez firrmy trzecie..” otwieramy bramy piekła dla wszelkiej maści domokrążców, pań sprzedających wycieczki do Lichenia i ubezpieczenia w jednej osobie. Spróbujcie skasować z “publicznej” sfery wasze dane takie jak adres zamieszkania czy numer telefonu. Powodzenia.
Podsumumowując celem mojego przydługiego uzewnętrzenia była próba pokazania, że prasa kłamie, banki oszukują nas w biały (w nocy tylko CitiBank) dzień a jednym sprawiedliwym jest Pan Gąbka bo jego można wyłączyć (w zasadzie sam się cały czas skutecznie wyłącza). Kto się nie zgadza z moją tezą jest po prostu głupi a jego stara ma konto na Naszej Klasie ;)
UPDATE:
Visa jak donosi Gazeta.pl “chowa głowę w piasek”. Ja powiem dobitniej - pani rzecznik rżnie głupa. Ale to w końcu jest wpisane w “job description” każdego rzecznika. Gratulacje dla banków - zdaje się, że stanęły na wyskości zadania w sytuacji kryzysowej. Jak ta reklama konkurencji leciała? “Bezpieczeństwo twojego konta….bezecenne“?
UPDATE:
Poniższy tekst jest napisany przez Zbyszka Nowickiego z agencji interaktywnej D1, któremu bardzo dziękuję za możliwość zamieszczenia go na moim blogu:
“VISA or not to VISA
“Gdy zła wiadomość obiega glob, dobra właśnie wkłada kapcie. Gdy niewłaściwie i arogancko reagujemy na złą wiadomość odnoszącą sie do naszego biznesu, to właśnie sprezentowaliśmy konkurencji silniki odrzutowe”.
Błędy się zdarzają i awarie również. Czasami błędy dotykają tych, których systemy powinny być ultra bezpieczne w minimum 300%. Ważne, aby wiedzieć jak w tym momencie zareagować i z trudnego wyjść na prosta. Zachowanie VISA w obliczu awarii jest skrajnym przykładem braku profesjonalizmu molocha, który staje twarzą w twarz z sytuacja kryzysowa. Zarówno VISA jak i Pani Małgorzata O’Shaughnessy nie podołali problemowi, ani organizacyjnie, ani tonem formułowanych komentarzy.
Łatwo widać, ze planu działania nie było, a wszyscy spali spokojnie, parzyli 5 oclock tea i czytali wzrost notowań na NYSE. I nagle stało sie, VISA zanotowała błędnie powielone transakcje i miast natychmiast rozpocząć akcje zapobiegawcza dla konsumentów oraz informacyjna dla banków schowała głowę w piasek. Zmowa milczenia, pieniądze i błędne transakcje krążyłyby sobie w elektronicznym świecie, gdyby nie bliskość zakupów karta i korzystania z Internetu oraz bankowych rachunków elektronicznych gdzie podgląd transakcji możemy sprawdzać na bieżąco.
Dla wielu osób awaria i jej skutki w postaci naruszonego lub często ujemnego salda na koncie to nie powód , aby „Pokochać Każdy Dzień” parafrazując slogan VISA.
To co w sieci nastąpiło później najlepiej oddaje komentarz jednego z forów finansowych: “zmienię moja kartę VISA na MasterCard, a jak nie to pójdę do banku który to oferuje”. Oczywiście można było inaczej. Można było mimo braku planu podejść profesjonalnie do klientów końcowych i natychmiast po stwierdzeniu problemu rozpocząć akcje wyjaśniającą i zapobiegawczą.
Można było skorzystać z odpowiednich narzędzi do formowania opinii online w celu utrzymania wizerunku. W obliczu braku ekspertów od elektronicznego PR w zespole VISA, należało skorzystać z usług profesjonalistów, którzy potrafią kształtować i kontrolować informacje w sieci.
Teraz jest juz za późno, ale zalecamy taka profilaktykę na przyszłość.
Zbigniew Nowicki
Solution Consulting Director
Digital One”
komentarzy brak »
