AdAction wchodzi do globalnej gry

19:32 16th October 2008

adaction iga worldwide

Polska dołączyła do czołówki światowego przemysłu reklamy w rozrywce. Stało się to za sprawą umowy podpisanej między największą siecią reklamy w grach, IGA Worldwide, a firmą AdAction, specjalizującą się w wykorzystaniu gier w działaniach marketingowych…

Przepraszam za prywatę (sic!) na swoim blogu ale poniższa informacja jest po prostu ważna z mojego punktu widzenia i chciałbym się nią podzielić. Na razie jest to prosty copy+paste informacji prasowej ale obiecuję wywiad z ludźmi stojącymi za AdAction (ważna informacja dla czytelników - tak, współpracuję z tą firmą i tak, to jest jej reklama).

“Umowa podpisana obejmuje współpracę przy umieszczaniu reklam dynamicznych w grach komputerowych i na konsole w sieci IGA Worldwide kierowanych do polskich graczy. Sieć obejmuje swoim zasięgiem około 30 milionów graczy w 150 krajach świata.

Jej reklamy wyświetlane są blisko 300 milionów razy na tydzień. Wśród firm, które zdecydowały się na emisję reklam w grach, są m.in. BMW, Nokia, Intel, Burger King, Red Bull, Gillette, Ben Sherman i T-Mobile.

Polski rynek ma być w Europie jednym ze strategicznych regionów w działalności IGA. – Amerykanie poszukiwali w Polsce partnera blisko rok. Rozmawiali z wieloma firmami związanymi z mediami i reklamą. Tym bardziej cieszy nas uzyskanie statusu wyłącznego partnera na Polskę. – mówi Adam Dyba, prezes AdAction, firmy zajmującej się m.in. reklamą dynamiczną w grach jak i produkcją gier reklamowych.

W kwietniu 2008 r. odbyła się pierwsza polska oficjalna kampania z wykorzystaniem sieci IGA Worldwide – reklamowane był turniej gier komputerowych KODE5 oraz serwis dla graczy GameCorner.pl.

Reklama dynamiczna, czyli taka która pozwala na uruchomienie kampanii w ciągu kilku dni, stanowi jedną z najszybciej rozwijających się form marketingu w grach. Jej wartość ma osiągnąć w 2010 roku 1 miliard dolarów, a w 2012 roku ponad 2,5 miliarda.

Polski rynek reklamy w grach jest dopiero w fazie początkowej. Eksperci przewidują, że to właśnie nad Wisłą dynamika rozwoju będzie jedną z najszybszych w Europie. - Rodzimy rynek reklamy w grach szacowany jest na 3 mln zł rocznie i jego rozwój oscyluje w okolicach 115 procent w skali roku. W Polsce możemy na dziś dotrzeć do ponad 350 000 graczy, liczba ta także rośnie niezwykle dynamicznie. – tłumaczy Adam Semik dyrektor sprzedaży AdAction.

Jak pokazują analizy firmy badawczej Nielsen, 25 procent aktywnych graczy pamięta dobrze reklamy widziane w grach. Aż 35 procent męskiej grupy graczy uważa, że reklamy pomagają podejmować decyzje zakupowe. Dla branży reklamowej jest jeszcze jedna dobra wiadomość: średnia wieku gracza to 29 lat.

To doskonały grupa docelowa dla wielu reklamodawców. - Reklamy w grach umieszczane są w sposób nieinwazyjny i prezentowane w formatach znanych z życia. W trakcie grania widzimy na przykład reklamowy plakat na ścianie budynku albo uliczny billboard. – wyjaśnia Robert Stępniewski z agencji HYPERmedia. – W obecnym świecie marketerzy poszukują nowych form dotarcia do klientów i a media stale rywalizują o ich zainteresowanie.

Obecność marki w grze daje szanse na długie obcowanie z marką, jeśli jest to robione umiejętnie pozwala także poprzez rozrywkę nauczyć i przyzwyczaić klienta do korzystania z ich produktu. To niezwykle cenne i niespotykane w innych mediach. – dodaje.

Współczesne kampanie w grach on-line to precyzyjne określenie zarówno typu gry, jak i targetowanie geolokalizacyjne (reklamy emitowane są w wybranych miejscach i regionach). Reklamy produktów FMCG, ubrań czy obuwia, umieszczane są w grach przygodowych, zręcznościowych, a także społecznościowych (np. The Sims). Marki motoryzacyjne to oczywiście marketing w zaawansowanych grach wyścigowych, np. Colin McRae, czy Trackmania Nations.

AdAction przygotował specjalny serwis internetowy pozwalający obejrzeć gry, w których można zamieszczać reklamy wraz z formatami reklamowym i przykładami obecności reklamowej. (http://planner.adaction.pl).

Informacje o AdAction:

AdAction to spółka zajmująca się rozrywką w Internecie, na urządzeniach mobilnych oraz w grach na komputery PC oraz konsole do gier. W portfelu usług spółki można znaleźć między innymi produkcję gier reklamowych dla wielu platform (Internet, mobile, konsole, komputery PC), przygotowanie i budowę contentu dla serwisów internetowych w zakresie rozrywki, organizowanie społeczności wokół gier on-line czy prowadzenie złożonych działań i kampanii wykorzystujących gry jako medium reklamowe.

www.adaction.pl

Dodatkowych informacji udziela:
Jacek Jankowski
CEO AdAction
jacek.jankowski@adaction.pl
mobile: +48 667 940 279

Kontakt dla mediów i obsługa PR:
Wolfgang Laskowski
WLMedia.pl – public relations, e-marketing
wolfgang.laskowski@wlmedia.pl
tel.: +48 510 189 555

Jak to robią trzydziestolatkowie?

22:23 15th April 2008

elfy elfy a gdzie klocki lego?

Takie (i inne bardziej filozoficznie) pytania dręczyły mnie onegdaj kiedy byłem kilka lat młodszy (tak, był taki czas). Hmmm. Robią to częściej? Z większą ilością osób? Lubią puszczać muzykę i wykorzystywać jakieś gadżety? A może po prostu mówią do siebie podczas? Teraz kiedy przekroczyłem rubkion wieku sam mogę sobie odpowiedzieć na powyższe pytania…

Mowa oczywiście (he he) o grach fabularnych (ang. Role Playing Game) którymi zauroczony z różną siłą jestem od ponad 18 lat. Udało mi się załapać na same początki mody, kserowanie podręczników, wykonywanie własnych narzędzi do losowania wyników, tworzenie tabel postaci i godziny, setki godzin grania wszędzie gdzie popadnie. Acha żeby było jasne - czczę tylko jeden system. Adeki górą! :)

Z lekkim niesmakiem przypominam sobie, że w liceum lubiłem zostawać po części oficjalnej aby wraz z grupka kolegów (koleżanki średnio chciały bawić się w “takie” rzeczy) przesiewać kolejne labirynty i mordować kolejne bestie. Dziś grupki młodzieży via net wesoło “levelują” swoje postacie ewentualnie “ekspią”. Brrrr.. O czasy! O morale! Gdzie jest duch prawdziwego grania w RPG!?

Zostawmy jednak młodzież, która jest dla pokoleń starszych zawsze inna, dziwna i gorsza. Tym razem chciałbym podzielić się refleksją na temat sesji wyjazdowych (zazwyczaj weekendowych) w czasie których w końcu znużeni życiem, pracą (żona, dziećmi, komputerem, rybkami itd. itp.) mogą z dala od domowych pieleszy po prostu grać, grać i grać…

Przeżyłem całkiem niedawno taką sesję weekendową. Ponieważ z roku na rok spada liczba okazji na wspólny wyjazd, dlatego każda szansa wyrwania się wspólnego i zagrania w “erpegi” tudzież “rólgry” (jak ktoś kiedyś pięknie spolszczył RPG) jest bezcenna.

Po ostatnim wyjeździe nasunęło mi się kilka ogólnych wniosków, którymi chciałbym się podzielić a propos takiego spędzania czasu:

> Trzydziestolatkowie na sesji wyjazdowej zachowują się jak 15-to latkowie na obozie harcerskim. Z tą różnicą, że teraz można pić alkohol i palić papierosy bez wizji kary ze strony zastępowego. I karnego obierania ziemniaków.

> Posiadania laptopa staje się niestety częstsze niż prawidłowo wypełniona postać gracza. Dodatkowo niestety dzięki wi-fi można słać sobie informacje i śmiać się z nich na głos czym rozwala się cały klimat sesji. Dzięki MacBookowi można robić głupie zdjęcia kamerką i pokazywać siedzącym obok graczom.

> Mistrz Gry popełnia błąd pozwalając wejść na sesję “postaciom czarującym” jeśli tylko jeden z graczy nie dysponuje takimi mocami (he he he Filipie, nie mogłem się powstrzymać!)

> Muzyka na sesji z elementu towarzyszącego staje się (za sprawę ipoda) elementem wspólnego przeżywania - każdy gracz chce puścić “swój” kawałek i kręci kółkiem ipoda z zaciekłością nie reagując na uwagi i prośby o ściszenie np. takiego kawałka puszczonego w trakcie skradania się do przeklętych kurhanów…

> Piwo “Kasztelan” jest be. rum holenderski jest okej.

> Stajnie za oknem (dźwięk) i konie (zapach) stają się mało istotnymi elementami otaczającego środowiska o 4.00 rano

> Nadal nie mogę pozbyć się wrażenia, że następnego dnia przy śniadaniu wszyscy współwypoczywając patrzą się na nas i myślą sobie po cichu “który z nich to ten ogromny barbarzyńca ucinający na raz 4 głowy trolli?

>…Ewentualnie matka małego dziecka może myśleć tak “jak ja się dowiem, który z tych ZCADASDA@@#! w nocy wyszedł na dach i darł się udając mantikorę czy inne bydlę!!”

> Turlanie kośćmi jest fajne. Nadal.

> Nie zagram już w WoW. Jest nudny i przewidywalny jak zmęczony Mistrz Gry o 6.00 nad ranem.

> Każdy wyjazd musi mieć swoją piosenkę przewodnią. Tym razem był to Tymon Tymański (na Tranzystorach) i utwór “Lubię“. Hymnem poprzedniego wyjazdu był ten kawałek w wykonaniu Kukiza pod wszystko mówiącym tyułem “Pieśń o Małyszu, czyli frustracje sprawozdawcy sportowego”.

> Granie w weekend wyklucza sen. Po dwudniowej sesji moje zapotrzebowanie na sen skoczyło o jakieś 200%. Nie wiem kiedy to odeśpię - może wezmę krótki urlop? Albo wyjadę na kolejny weekend-maraton?

PS. Jakby ktoś nie widział tego jeszcze - co się dzieje kiedy gra się w RPG zbyt poważnie.

PPS. Dziękuję Michałowi, Filipowi, Henrykowi, Kamilowi i Tomkowi za dwa dni oderwania (dosłownie i w przenośni) od rzeczywistości. Jakby co to oczywiście piszę się na kolejną wyprawę :)

Wielkie granie w Blue City!

19:00 29th March 2008

Kode5 5-6 kwietnia BlueCity Warszawa

W dniach 5-6 kwietnia w warszawskim centrum handlowym „Blue City” odbędzie się największa impreza dla miłośników gier komputerowych podczas tej wiosny. Na ponad 4 tysiącach metrów kwadratowych zorganizowane zostaną turnieje, konkursy oraz zabawy związane z grami. Wszystko to podczas finału polskiej edycji imprezy „Kode5 Global Gaming Revolution”…

W imieniu swoim jak i reszty zespołu AdAction ogłaszam i zapraszam na Kode5 :)!

Poniżej oficjalna informacja prasowa dotycząca imprezy:

Organizatorzy polskiego Kode5 przygotowali mnóstwo atrakcji dla wszystkich, którzy odwiedzą „Blue City”. Będzie można na przykład wcielić się w gwiazdę rocka podczas turnieju w grę „Guitar Hero III - Legends of Rock”. W dwudniowym turnieju zawodnicy będą mogli co godzinę wygrać ciekawe i atrakcyjne nagrody. Najlepsi zawodnicy otrzymają w niedzielnych finałach (6 kwietnia) nagrody specjalne.

Atrakcje czekają także na osoby lubiące śpiewać – to dla nich zorganizowane zostaną rozgrywki w „SingStar Eska hity na czasie”. Wiele emocji przysporzy z pewnością finał rozgrywek superprodukcji „Call of Duty 4”, w którym weźmie udział sześć drużyn, a z członkami drużyn będzie można dodatkowo stanąć w szranki w rozgrywkach Deathmatch. Dla miłośników poważniejszych rozrywek Betsson.pl przygotuje pokaz i naukę w pokera.

Doskonale bawiąc się w Warszawie będzie można przenieść się do innego miasta, wirtualną jazdę po Lublinie będzie można odbyć dzięki wyścigom w Mercedesie klasy C po ulicach tego miasta w Second Life. Specjalnym wydarzeniem będzie na pewno przedpremierowy pokaz gry „Frontlines: Fuels of War” zorganizowany przez sklepy komputerowe Reactor na tydzień przed oficjalną polską premierą tej gry.

Na odwiedzających czekają także dodatkowe atrakcje, m.in. nagrody gwarantowane od sponsorów czy występy grupy rockowej Zbawiciele.

“Wydarzenia takie jak turniej KODE5 i imprezy jemu towarzyszące są okazją do spotkania wszystkich osób lubiących dobrą rozrywkę – zarówno graczy traktujących grę jako zabawę, jak i zawodowych wyjadaczy. Jedno jest pewne, połączy ich doskonała zabawa, którą zapamiętają na długo. ” – mówi Maciej Czerwiński z firmy Gradobicie.pl, współorganizatora turnieju Kode5 w Polsce.

Łączna wartość nagród rozdanych podczas kwietniowej imprezy przekroczy 100.000 zł. Większa część tej sumy będzie przeznaczona dla osób odwiedzających Kode5 i biorących udział w zabawach oraz rozgrywkach.

Jak zapewniają organizatorzy, polski finał Kode5 i wydarzenia mu towarzyszące, mają pokazać, że gry komputerowe to doskonała rozrywka dla całych rodzin. Filozofią tej imprezy jest pokazanie, że granie staje się rozrywką międzypokoleniową.

“Rozrywką, w której mogą uczestniczyć dzieci i rodzice, z której mogą korzystać znajomi i przyjaciele podczas spotkań towarzyskich” - mówi Jacek Jankowski, dyrektor zarządzający AdAction, organizatora turnieju Kode5 w Polsce.

Głównymi zawodami imprezy są finały Counter Strike i Warcraft III. 5 i 6 kwietnia w warszawskim „Blue City” zostanie wyłoniona najlepsza pięcioosobowa drużyna i najlepszy gracz, którzy pojadą na światowy finał „Kode5 Global Gaming Revolution”, gdzie będą reprezentować nasz kraj.

Więcej informacji:

Kode5

Gradobicie.pl

AdAction

Pecetowe zaległości z grania

22:07 8th January 2008

Commando ZX Spectrum

Pod koniec roku wykorzystując pretekst świątecznego wydawania kasy w celu uszczęśliwiania bliskich sprawiłem sobie prezent robiąc z dawna oczekiwany upgrade domowego PCeta tak aby mógł pograć w tytuły, które wyszły w ciągu ostatnich 12-tu miesięcy. Oprócz samego sprzętu rzecz jasna uzbroiłem się w kilku tytułów na które od dawna ostrzyłem sobie zęby…

Zgłupiałem na starość i jeszcze raz za ciężko zarobione resztki mamony dokonałem upgrade’u swojego komputera. Blaszak dostał wszystko nowe poza obudową. Dlaczego? Bo jak się okazało moja chęć wymiany procesora pociągnęła wymianę płyty głównej a w rezultacie pamięci no i oczywiście karty graficznej bo od niej się wszystko zaczęło - nie obsługiwała pixel shaderów czy innego badziewia bez którego żadne gry już nie chodzą.

Chcesz zagrać - zapłać. I to suto. Odżałowało, dołożyłem elektronicznych bebechów i zacząłem instalować jak leci. Na pierwszy ogień poszedł klasyk:

“Medal Of Honor - Airborne”

medal of honor - airborne

Poszeł na sam początek poszedł ponieważ czuję ogromny sentyment do w serii MOH - zagrywałem się nią przez kilka lat (ostatnio w wersję multilpayer). MOHA uważam za dobrą kontynuację ale nie za rewolucje. Świetnie klimatowi gry zrobiło dodanie motion blur kiedy biegamy po planszach poprawienie poruszania się postaci i parę innych głównie wizualnych bajerów - te wyszły naprawdę wspaniale. “Bohaterowie spadają z nieba” jak głosił slogan reklamujący grę - i zaiste trzeba być boahterem z żelaznymi nerwami kiedy to podczas kolejnego desantu widzisz jak spada na ciebie do palący się wrak alianckiego szybowca transportowego a Ty widzisz swoich kolegów bezwładnie opadających w kieruku ziemi bez spadochronów…Brr…

Eliminacja przeciwników i ich AI jest w porządku czasami nawet gryzłem zęby z wściekłości kiedy świeżo upatrzony niemiecki żołnierz chował się albo zmieniał pozycję zaskakując mnie strzałem zza węgła. Miodność poziomów (mój ulubieniec - ostatnia misja z ogromną wieżą w środku miasta!) jest niestety zepsuta długością całej gry - da się ją skończyć w 2-3 wieczory. Niestety gra jest po prostu za krótka! Wiem, że teraz w modzie jest dzielenie gier na małe epizody i sprzedawanie ich jak kiedyś handlowali encyklopediami, ale błagam o grę która przykuje mnie na dłużej do monitora!

Rozgrywka wciąga, są świetnie pomyślane plansze, niestety nie ma więcej ilości broni ani innych gadżetów. Ocenę wersji multiplayerpozostawiam innym ponieważ pingi miałem tak wysokie, że nie byłem w stanie zagrać porządnie ani razu. Może to kwestia świąt i dużej ilości osób na serwerach zabijających nudę?

“Splinter Cell: Double Agent”

splinter cell double agent

To kolejny tytuł jaki kupiłem i do tej pory leżał w szufladzie ze względu na kaprysy mojej karty graficznej. Pierwszy zgrzyt: Sam Fisher i jego głos (klimatyczny Michael Ironside) w polskiej wersji został zdubignowany przez Mirosława Bakę. Efekt jest podobny jak w przypadku polskiej wersji “Pro Evolution 6″ kiedy to Roman Kołtoń i Mateusz Borek beznamiętnym głosem odczytują mierne tłumaczenia. Sam Fisher po prostu zgubił gdzieś jaja i przez całą grę myślałem czy aby naprawdę w Polsce nie ma innych nawet nie aktorów, ale lektorów, którzy by nie nagrali lepszych dialogów.

Wróćmy do samej gry - może się starzeję, ale jeśli pierwszymi częściami “Splinter Cell’a” zagrywałem się po poranki i noce znajdując przyjemność w wynajdowaniu coraz to innych opcji na unieszkodliwienie przeciwników bez naruszania ołowiem ich ciał to w przypadku “SCDA” po prostu ziewając czasami nad schematycznością szedłem jak po sznurku od misji do misji.

Nie pomogły zwroty akcji, możiwość działania na szkodę rodzimej agencji itd. Po prostu Agent Fisher stał się nudny dla mnie i już. A szkoda bo potencjał serii wydawał się po części “Pandora Tomorrow” bogaty i wyglądało na to, że fani komputerowych “skradaczy” mogą liczyć na kolejne fajne odcinki sagi o dzielnym agencie walczącym ze złem tego świata.

UbiSoft zapowiedziało kontynuację “skradającego się Sama” w postaci gry “Splinter Cell: Conviction”. Czy to będzie w końcu przełom w serii? Niestety tak, ponieważ nasz Fisher zaczyna biegać po…mieście zamiast wykorzystywać mroki różnych pomieszczeń….

Wiedźmin

Wiedźmin PC

Na początku wielka ulga. Biały Wilk w komputerowym wykonaniu jest o niebo lepszy niż jego filmowy odpowiednik. Po kilku godzinach spędzonych na kierowaniu Geraltem mogę powiedzieć, że jak na polską grę poziom jest okej. Czy jednak naprawdę jest to przełom i nowość w gatunku RPG? Śmiem wątpić. Animacje Tomka Bagińskiego przy dłuższym obcowaniu z intro zaczynają ujawniać swoje braki (w scenie w której Geralt idzie tyłem jest jakiś dziwny loop włosów - kołyszą się ona tak samo w tym samym rytmie.

Dziwny bug jak na takiego speca z Platige Image, nie?). Mnie najbardziej zraziło intro połączone z treningiem w wiedźmińskim dworzyszczu - ani to fajne dla takiego 33 latka jak ja, ani budzące grozę ani zabawne. Drewniana Triss z plastikowymi piersiami nie zrobiła na mnie wrażenia. Ani przeraza. Ani inni mechaniczni wiedźmini. Ani…Dość.

Jednym słowem - Wiedźmin może jest grą udaną, ale nie dla mnie i mojego targetu wiekowego (a grało się onegdaj w eRpegi, oj grało się dłuuugo i gra nadal). Misje w stylu “weź-przynieś-mi-coś-za-co-ja-dam-ci-coś-co-zaniesiesz-kolejnemu-NPC”. Klimat Sapowskiego przejawia się w dosadnych wiąchach rzucanych przez nomen omen magów oraz występowaniu postaci z twórczości ASa. Jak dla mnie ciuy za mało żeby wpadać w błogostan - ciekaw jestem jaką popularnością będzie się cieszył Wiedźmin np. w USA gdzie ludzie grają w gry bez znajomości literatury (sic!) wszelakiej. Hardkor panie, hardkor.

Jednym słowem - jeśli masz 15-25 lat, znasz Wiedźmina głównie z opisów typu “oderwał mu policzek zręcznym ciosem, “strzyga poleciała pchnięta magiczną energią” tudzież “Yen-wyszeptał wtulony we włosy czarodziejki wiedźmin..” to gra dla Ciebie. Innych zapraszam do książek i komiksów o Białym Wilku - mniejszy kac w konfrontacji swoich wyobrażonych bohaterów z rzeczywistością przedstawioną.

“S.T.A.L.K.E.R. Schadow Of The Chernobyl”

S.T.A.L.K.E.R Shadow Of The Chernobyl

Kiedyś zarywałem noce ratując popromienny świat ocalałych resztek ludzkości w świecie Fallouta i pogodziłem się już z tym, że być może nigdy nie będzie mi dane ponownie zanurzyć się w podobnie psychodeliczn klimaty. Mijał lata i straciłem nadzieję. Prawie.

Stalker a właściwie S.T.A.L.K.E.R. (a co oznacza skrót dowiedzą się Ci z Was, którzy skończą grę) to najlepsza moim zdaniem gra stanowiaca mix FPP / RPG ostatnich czasów (dziwne ale zmiksowane w sposób wspaniały!). Nie jest to klasyczny RPG może bo nie ma w niej opcji tuningowania statystyk postaci (rozdzielanie punktów) ale poprzez w miarę prosty system właściwości przedmiotów i broni czyni ze ukraińskiego S.T.A.L.K.E.R.a suprę grę ze scenariuszem na podstawie którego bracia Wachowscy mogliby się duuuużo uczyć dla swoich wydumanych części Matriksa.

Uwaga spoiler!
Dla tych, którzy nie mają zamiaru grać i kończyć gry - różne wersje zakończeń. Chylę czoła przed scenarzystami gry!

Braki typowego dla RPG systemu awansu zastąpiono Artefaktami czyli znajdowanymi w Zonie (strefie) przedmiotami obdarzonymi nadnaturalnymi zdolnościami (leczenie skutków promieniowania, zmniejszanie skutków obrażeń z broni palnej itd.). Wędrówki po lokacjach Zony, mijanie samotnych bądź siedzących w grupach stalkerów (i słuchanie o czym mówią albo jak grają smętnie zawodząc na gitarze!) przyprawia o dreszcze. Dodajmy, że oprócz przeciwników w postaci żołnierzy, innych stalkerów, mutantów możemy paść ofiarami wszechobecnej radiacji z którą poradzić sobie możemy pijąc flaszkę bimbru. Gra na długie, klimatyczne godziny. RE-WE-LA-CJA!

“Orange Box”

Orange Box

To gratka dla tych, którzy do tej pory nie mieli możliwości zagrać w HL2, HL2 Episode 1 i 2, CS Source ale też chcieli położyć swoje łapska na Portalu czy Team Fortress 2. Wielu z moich znajomych wybrało właśnie po to “Pomarańczowe Pudełko” aby pogiercować w przedziwną mieszaninę multiplayer i FPP jako oferuje TF2. Co do HL2 Episode 2 powie tylko tyle, że zaczynam powoli nudzić się odgrzewanymi kawałkami serii HL2 i jeśli Valve planuje wydawać nadal coś co może stanowić miłą sub grę na parę godzin jako high-end product to ja spasuje przy następnej premierze.

Ile można strzelać do Striderów (okej, tym razem mniej z wyrzutni rakiet) ile razy można mordować główych bohaterów aby ich potem cudem ocalać? Nuuuudy! Bardzo ciekawym elementem promocji i marketingu stał się system STEAM dzięki któremu można nie dość, że ściągać nowości to jeszcze klient STEAMa daje mi możliwość stania się komunikatorem podczas gry dzięki czemu mogę śledzić gdzie (i czy) grają moi znajomi a dodatkowo porozmawiać z nimi podczas rozgrywki. Jeśli Valva czegoś nie schrzani dzięki w miarej prostej aplikacji będzie nie podzielnie rządziło w niszy “gier na żądanie” kupowanych w wersji bez nośnika za pomocą przelewu dzięki czemu zaraz po obejrzeniu trailera z gry będzie ją będzie można powitać na swoim twardym dysku.

Podsumowując - brawo dla Valve za tak znakomity wielopak gier, brawo za TF2 (obejrzyjcie sobie filmiki z poszczególnymi bohaterami z gry - na przykład z Heavy’im)

PS. Prawdopodobnie mijające święta będą ostatnimi w czasie których Mikołaj podłożył mi pod choinkę grę na PC. Nie płaczę i nie histeryzuję i bez większego żalu rozstaję się z moim “domowym centrum rozrywki” jakim przez lata był (w różnych konfiguracjach) mój PC. Postępu nie da się zatrzymać a sklepy kuszą promocjami konsol coraz bardziej i bardziej.

I LCD staniały i jakoś 2-3 tys. pln za 37” nie straszne już jak kiedyś. A ceny elektroniki maja jeszcze spadać po styczniu - w to mi graj!

Co spieprzyłem w mijającym roku?

13:37 4th January 2008

płacz dziecino - nikt cię nie rozumie...

Kiedy już opadnie węglowodanowy haj wywołany makowcem, kiedy z głowy wywietrzeją procenty od taniego rosyjskiego szampana i obudzimy się (znowu!) w nowym roku (znowu!!) zaczyna do nas docierać zwykła rzeczywistość bez lukru, gruba, tłusta wtedy czas na podsumowanie w iście polskim stylu - czego nie udało mi się zrobić w poprzednim roku? Co schrzaniłem, popsułem lub czego nie zrobiłem dopuszczając się grzechu zaniechania?…

Piewców pozytywnego myślenia przepraszam i odsyłam tu. Malkontetów, wiecznie narzekających pesymistów i żerujących na wpadka innych dewiantów - dziś witam z otwartymi ramionami i zapraszam do uczty.

Co prawda z podobnym pomysłem wyszedł Grzegorz Marczak z AntyWeba ale ja będę biczował się za swoje dokonania i błędy. A co, trzeba mieć odwagę powiedzieć “tak, to ja zrobiłem!” jak się miało odwagę klepać jadaczką i prężyć muskuły :)

Numero uno w moim prywatnym rankingu “fucked up badly” zajmuje (taaaadaaam!):

Spellarena - Zamiast hiciora wyszedł kapiszon. Robiłem, pieściłem, dmuchałem i chuchałem. Po 3 latach pracy okazało się, że nie dość, że przestałem wierzyć w skuteczość telepracy to jeszcze straciłem do końca zaufanie do polskich programistów (szczególnie tych ogłaszających sie na listach dyskusyjnych i branżowych forach).

Planowałem szybko wypuścić wersj beta a wyszło, że jest ledwie blada aplha ponieważ dalszy developmnet pochłania krocie. Co poszło źle - rozminąłem się w szacunkach ilości czasu na produkcję i chłonnością polskiego rynku (oczywiście planowałem wersje obcojęzyczne ale w drugiej kolejności).

Dziś zabrałbym się do tego zupełnie inaczej i to jest jedyne pocieszenie. Gra żyje, ale potrzebuje wsparcia dobrego flashowca i programisty C++ na okres 2-3 miesięcy żebu dopieścić wszystkie niezbędne elementy.

Przy okazji muszę uprzedzić wszystkich, którzy liczą na to, że zrobią grę i wepchną ją jakiemuś portalowi w zamian za podział kasy z reklamy itd. To jest możliwe jeśli jesteś dużym podmiotem i masz silne argumenty (np. już zbudowaną bazę graczy). Inaczej wszyscy będą Cię traktować jakbyś miał szminkę na ustach (takie odwołanie do sceny z filmu “Blow” z J.Deep’em)…

NaKanapie.pl - serwis, który wyrósł na zasadzie współpracy mojej z grupą zdolnych programistów z Poznania (Ida Rolek i Piotrek Zagdański). Pomysł (opisany tu) jaki przyszedł mi do głowy w 2006 roku skonfrontowałem z publiką podczas pierwszego Innowatorium. Pomysł nadal uważam (zresztą nie tylko ja) za dobry i możliwy do zrealizowania (mix pomyslu “social shopping + social recommender”). Jest dobry pomysł, jest świetny zespół…Co poszło zatem źle?

Banalna sprawa - $. Niestety nie udało mi / nam się doprowadzić do końca rozmów z dwoma podmiotami gotowymi do inwestycji. Nie jest to do końca wina moja czy zespołu (opóźnienia po stronie inwestorów, brak rozeznania, zbyt mały poziom wiedzy itd.) ale jednak pozostaje żal - można było już od 6-ciu miesięcy pracować i rozwijać fajny pomysł a tak nadal operujemy na poziomie domowego garażu i mam wrażenie, że za chwilę ktoś wdroży podobny pomysł szybciej i lepiej.

Smutny wniosek jest taki, że pomimo rozczarowania polskimi VC i BA nadal muszę szukać u nich pomocy. Mam już dość wymiany jednego listu przesyłanego pocztą w czasie 30 dni po to aby podpisać kartkę A4 i wysłać ją z powrotem aby znowu po czasie około miesiąca otrzymać informację, że w umowie trzeba nanieść poprawki…Auuuu!!!! Szlag mnie trafił. Chyba jednak w tym roku spróbuję w Anglii czy innych Wyspach Bergamutach.

PowiedzNie.org” - przyznaję, że po namyśle uważam swój udział i zaangażowanie w taką akcję za błąd. Dostałem (słusznie bądź nie) po uszach i dupsku od wielu osób z blogosfery, została mi przyczepiona etykietka mało wiarygodnej osoby. Rozumiem i mając na uwadze wszystkie komentarze jakie otrzymałem uważam, że branie udziału w tego typy akcjach (na styku korporacja / media / internet / blogi) zawsze nieść będzie ze sobą duże ryzyko. Pytanie czy warto je podejmować.

killer app - no jakoś nie udało mi się wymyśleć do tej pory. Nad czym boleję, bo lubie mieć dużo zer na koncie, fajny samochód w garażu pod domem w cichej dzielnicy willowej. Ale obiecuję wiernym czytelnikom tego bloga błyskawiczną i ekskluzywną relację z tego wydarzenia jeśli nastąpi.

Czy coś pozytywnego wynika dla mnie z powyższych? Ależ oczywiście. Pewnie w przyszłym roku taka lista (bądź podobna) poszerzy się o kilka zaczętych projektów i akcji. Tak już jest - “once a start-up, always a start-up“. To chyba jakaś skaza na psychice - niektórzy nigdy nie dorastają a niektórzy zawsze są w fazie “start-up beta” :)

A na koniec pozdrawiam wszystkich tych, których listy wpadek i błędów są dłuższe niż moja - cieszę się Waszym nieszczęściem jak prawdziwy Polak! :)

Aula 10 - głębsze podsumowanie

11:55 12th October 2007

aula polska 10 - historyczna data!

Autor zdjecia: Krzysztof Kowalczyk

W czwartek 11 pazdziernika Aula Polska odbyla sie po raz dziesiaty. Obfitowala w kilka niespodzianek ze strony prelegentow jak i nas czyli organizatorow. Kto byl ten mam nadzieje jest swiadom swojej roli w tym wiekopomnym wydarzeniu (Aula to najdluzej funkcjonujaca impreza tego typu w Warszawie) a Ci ktorzy ogladali nas za pomoca przekazu wideo tez moga czuc sie bohaterami tego wydarzenia…

Janek Zajac z Wydziału Psychologii UW pokazal i udowodnil nam istnienie sieci czy tez uklad za pomoca sznurkow. Moze to zabrzmiec groteskowo, ale wszyscy uczestnicy zabawy bawili sie jak male dzieci w piaskownicy laczac sie wzajemnie i podajc koncoki kolorowych nitek. Janek poprosil nas o laczenie sie z ludzmi, ktorych znamy z imienia i nazwiska, z ktorymi znamy sie ze studiow itd. Wnioski zostaly zaprezentowane za pomoca badan uzytkownikow Bloxa.

Michal Berezowski z IQS Quant zaprezentowal pierwsze w Polsce badania focusowe przeprowadzone w swiecie SL na jego uczestnikach. Michal oczarowal wszystkich plotkami i smaczkami ze swiata Second Life. Dla mnie najwazniejsze bylo potwierdzenie tezy jaka czesto sam prezentowalem - dla uzytkownikow SL ich swiat nie jest gra! Nie postrzegaja go jako taki poniewaz nie ma tam mozliwosci wygrania, przejscia na wyzszy poziom czy cyt. “walenia mieczem po lbach”.

Poniewaz nagle wypadl kolejny prelegent Kuba Kozik z Instytutu Wzornictwa (bedzie wpis w dzienniczku!) glos zabral Aleksander Zioło z Warsztatów Analiz Socjologicznych. Alek mowil o inicjatywie prowadzenia blogow dot. wydarzen politycznych (wybory we Francji oraz teraz nasze lokalne) oraz o nabieraniu odwagi przez wielkich umyslow tego swiata do Internetu i roli jaka moze odgrywac w badaniach czy tez w analizie post wyborczej.

Piotr Pietrzak z IBM (z “wielkiego niebieskiego” jak sam sie okreslil) opowiadal o tym jak z puntku widzenia dostawcy hardware;u wyglada rynek i trend tworzenia platform 2.0. Otoz nie rozni sie on niczym od zwyklych portali poza wieksza iloscia plikow do wymiany danych oraz konstrukcji serwerow (IBM proponuje swoje BladeCenter’y jako panaceum na bolaczke wymiany duzych ilosci danych). Przyszlo mi do glowy, ze koledzy z Grona (ktorych nadal zapraszam do pojawiania sie na Auli) powinni zapytac sie o probe rozwiazania problemu kogos z aulowiczow - np. Pawla Rutkowskiego, ktory zwierzyl mi sie, ze problem malej wydolnoci serwerow Grono rozwiazal w 2 tygodnie jako domowe zadanie.

Staszek Małolepszy i Krzysiek Urbański opowiadali o projekcie jaki tworza z Jarkiem Lipszycem - WolneLektury.pl. Projekt jest ciekawy, non-profit i pro publico bono wiec warto trzymac reke na pulsie. Generalnie chodzi o to aby w domenie publicznej pokazywaly sie i byly dostepne online utwory polskich pisarzy i poetow - na razie problemem jest prawo (jesli dobrze pamietam to prawo zakazuje “uwalniac” utwor do 70 lat po smierci autora), ktore jak nam pare razy podkreslal Staszek “powoduje, ze dzisiejsi maturzysci nie dozyja wolnych wydan Milosza“. Ja jestem sam zainteresowany wspolpraca z chlopakami poniewaz projekt NaKanapie.pl nabiera tempa i kolorow.

10 Aula byla przelomowa z kilku powodow - po pierwsze po raz pierwszy bylismy widoczni i slyszani w sieci dzieki TransmisjeOnline.pl za co chcialbym goraco podziekowac. Mam nadzieje, ze wszystkim sluchajacym nas i ogladajacym udziela sie atmosfera rocznicy :)

Po drugie - za tydzien spotykamy sie w Wisle na najwiekszym w kraju meetingu organizatorow imprez takich jak Spode2.0, GrillIT, 3Camp.pl itd. Mamy nadzieje, ze uda sie wypracowac formule jednego spotkania w roku na ktorym pojawia sie np. najciekawsi panelisci z poszczegolnych miast.

Po trzecie - mamy juz wlasna domene, logo i strone - aulapolska.pl (skutecznie polozylem wordpressa w nocy wiec strona nie dziala) na ktorej od 25 pazdziernika (czyli od nastepnej 11 Auli) pojawiac sie beda zapowiedzi i opisy spotkan.

Po czwarte - na Auli 10 pojawilo sie ponad 50 osob co sygnalizuje, ze beda problemy lokalowe z nastepnymi edycjami. Pomyslow jest kilka np. karac tych, ktorzy sie wpisuja i nie pojawiaja (taka kara z wykluczeniem na jedno spotkanie) albo restrykcyjniej podchodzic do zapisow z faworyzowaniem osob, ktore juz sie pojawiaja (czyli taki krag wzajemnej adoracji - wejsc moze tylko osoba polecona przez aktywnego aulowicza). Dlaczego tak? Ano dlatego, ze nie chcemy zmieniac lokalu (Novell Polska jest bardzo goscinnym i przytulnym miejscem) i nie chcemy popmowac ilosci osob. 40-50 to jest grupa odpowiednia. 80-100 nie bardzo nam sie widzi jako spotkanie osob, ktore sie znaja po imieniu.

Na koniec chcialbym podziekowac wszystkim, ktorzy do tej pory pojawili sie choc raz na Auli. Mam nadzieje, ze rownie jak ja i Krzysiek Kowalczyk nie macie poczucia straconego czasu w te czwartkowe wieczory. Chcialbym zyczyc sobie i wszystkim gosciom abysmy mogli kiedys powiedziec - “…a pamietasz Aule? Tam przychodzil taki gosc co potem zrobil X a Google kupil go potem za 10 mld$” :)

Do zobaczenia w Wisle albo 25 pazdziernika!

Aula 9 - podsumowanie

16:18 28th September 2007

aula 9 - zuki atakuja!

Dziewiąte spotkanie w ramach Auli przebiegło bardzo sprawnie, chociaż to ja a nie Krzysiek tym razem zawiadywałem czasem he he. Prawie jubileuszowe spotkanie został okraszone wizytą Rafała “Ragniego” Agnieszczaka, który wkroczył na salę akurat kiedy jego ukochana Fotka.pl była poddawana lekkiej krytyce z ust kolegi z Grono, który właśnie kończył swój występ…

Do rekoczynow o dziwo nie doszlo, Rafal cierpliwie wysluchal do konca a potem jak zostalem przez niego poinformowany utarl nosa gronowcom wygrywajac zaklad o flaszke wody ognistej (chodzilo o ogladalnosc Twittera). Ogolnie w kuluarach czesto i gesto padaly stwierdzenia, ze problem przedstawiony przez duet z Grono (wydajnosc serwerow pod katem katalogowania i wyswietlania b.duzej ilosci plikow graficznych) zalicza sie do gatunku rozwiazywalnych ale trzeba miec do tego: a) wiedza, b) doswiadczeniem c) cierpliwoscia. Nie twierdze, ze wszystkie te skladowe nie wystepuja w szeregach programistow Grono. Twierdze natomiast, ze na sali byly co najmniej dwie-trzy osoby, ktore takie problemy podobnej klasy rozwiazywaly albo wlasnie rozwiazuja komercyjnie i mozna bylo wykorzystac spotkanie w celu pogadnia z nimi.

Rzucam hinta for free - panowie z Grono, poszukajcie kontaktow nie formalnych z adminami z Allegro, wlasnie kilka dni temu uporali sie z problemami wyswietle grafik w aukcjach (hint by Ida Rolek).

Co do innych prelegentów - ja opowiedziałem o starcie NaKanapie.pl jako serwisu kulturalnego i niszowego w naszym polskim Internecie (wiem, wiem slyszalem, ze zjedza nas Kozaczko-Pudelki). Nie jest zle, ale moze byc jeszcze lepiej nad czym nasz maly zespol uporczywie pracuje. W przyszlym roku obiecujemy kolejne czesci: muzyke i film, ktore to maja stac sie dopelnieniem naszego serwisiku.

Piotrek “wnet” Wrzosiński opowiedział o rozwoju Money.pl oraz zachęcił do korzystania z serwisu. Jeśli masz dobry pomysł i uważasz go za wartościowy dla serwisu finansowego - skontaktuj się z Piotrkiem.

Ostatnia osoba, ktora wystapila byl nasz dobry znajomy Tomek “Merlin” Kolinko. Tomek jak sie dowiedzielismy od kilku lat pobiera nauki dotyczace zachowan i wystepow dla duzych grup osob stad zapewne jego talenty aktorskie. Tomek jesli nie wiecie jest osoba, ktora z duzym trudem mozna zakwalifikowac do niszy “wynalazcow” poniewaz jego metody dzialania oraz dokonania w tej dziedzinie jak dla mnie wymieszane sa z umiejetnosciami programistycznymi oraz komicznymi.

Tomek zaprezentowal nam swoj pomysl na Platforma Mobilnej Rozrywki w skrocie “Zuk”. Tomek pokroil realnego Zuka (samochod dostawczy w wersji chlodnia), podlaczyl MacBooka i zamierza zrobic z tego tandemu zabojcza bron na kosmitow. Projekt powstal w pewne 24 godziny weekendowe, Tomkowi nie udalo sie zamknac calosci prac w czasie dwoch dni, ale obiecuje, ze samochod bedzie niedlugo gotow na obrone wszechswiata. Tomek poleca poogladac sobie taka stronke, ktora zawiera wiele fajnych gadzetow jesli ktos chce podazyc droga Tomka. Acha jesli chcecie byc up-to-date to sledzcie poczynania Tomka i jego ekipy na blogu projektu

Dyskusje w kuluarach trwaly dlugo, pizza jak zawsze byla smaczna a nastepnym razem bedziemy obchodzili okragla rocznice: 10-te spotkanie Auli Polskiej. Dziekuje i zapraszam w imieniu swoim jak i Krzyska Kowalczyka.

Nowy wspaniały świat

21:58 23rd September 2007

metaplace

Wykrakałem. Stało się. Nadchodzi pogromca wszystkich sekond lajfów, łorkraftów i innych tibii. Nic tak nie rozwija gry jak tworzenie jej przez samych graczy (hmm gaming 2.0 ?) prawda stara jak świat. Pokolenie graczy RPGów tworzących własne systemy, postacie i bohaterów wie to doskonale. Panie i Panowie - powitajmy meta-grę za pomocą której możemy stworzyć własny świat massive multiplayer online…

Jestem geniuszem i wizjonerem. Tak proszę się do mnie zwracać (będę banować komentujących jeśli nie będziecie się tak do mnie zwracali - tak jak to robi inny geniusz Rubik na swoim forum) Wykrakałem bo na początku tego roku popełniłem ten wpis wskazując kierunki zmian jakie powinny zajść w przyszłości w dziedzinie tworzenia nowych rozwiązań i platform oferujących wirtualne światy. Proszę przeczytać co w swojej skromnej genialności napisałem:

Czego możemy oczekiwać w przyszłości po grach sieciowych “MMO 2.0?
> social game developing - tworzenie rozwiązań i opcji na zasadzie zamian w otwartym kodzie.
> mash-upy - branie części świata (np. ekonomia) i implementowanie go do drugiego uniwersum
> swobodne przemieszczanie się między światami = możliwość konwersji postaci (współczynniki / finanse itd.)
> upowszechnienie kodu = szybszy czas developowania nowych rozwiązań i funkcjonalności
> otwarcie świata gry lub też wydzielenie jego części i oddanie pod zarządzanie użytkownikom”

Otóż dziś trafiłem na informację o projekcie Metaplace. A Metaplace to:

“Metaplace is a next-generation virtual worlds platform designed to work the way the Web does. Instead of giant custom clients and huge downloads, Metaplace lets you play the same game on any platform that reads our open client standard. We supply a suite of tools so you can make worlds, and we host servers for you so that anyone can connect and play. And the client could be anywhere on the Web.”

Dawno temu w grze “Populus” gracz wcielał się w rolę Boga. Teraz może stać się twórcą gier - i nie jest to produkt z serii “tycoon” tylko platforma z krwi i kości do budowy wirtualnych światów.

TADAAAM! Po pierwsze jeśli dobrze zrozumiałem z tego co jest na stronie opisane, wszystko ma się dać skalować - niezależnie od tego jaki sobie świat wykreujemy twórcy Metaplace (czyli firma Areae) poradzą sobie z kilkoma milionami naszych graczy. Wszystko oparte o te same rozwiązania, które znamy: RSS, wyszukiwanie, tagowanie itd. Jakiego typu gry można będzie tworzyć? Każde - shootery, klasyczne RPGi, puzzle - wszystko co sobie wymyślimy i zażyczymy. Ja chyba bym chciał spróbować np. wrzucić swój wirtualny świat jaki stworzyliśmy z kolegami grając wspólnie w AD&D.

Na razie dostępna jest tylko grafika 2D ale na tym filmie pomysłodawca Metaplace, Raph Koster wyjaśnia i pokazuje co będzie dostępne w przyszłości - avatary 3D są już w planach.

“Build a virtual apartment and put it on your website. Work with friends to make a huge MMORPG. Share your puzzle game with friends. We have a vision: to let you build anything, and play everything, from anywhere.”

Podstawową różnicą dotyczącą wszystkie gry MMO obecne na rynku jest ograniczenie się do własnego zamkniętego świata. Jest to naturalne dla twórców - chcesz pograć, zapłać. Metaplace będzie platformą zatem “no more walled gradens”. Mój komandos będzie mógł pograć w berka z ninją z gry kolegi. Jeśli narzędzie udostępnione będą proste Metaplace ma szansę szybciutko zakasować Second Life. Ciekaw jestem ich modelu biznesowego - czy będą narzucali coś (np. pobierali 10% flat fee od obrotu w każdym wirtualnym świecie stworzonym na systemie Metaplace?) czy podejdą w styli “web-dwa-zero” i dadzą szansę samym graczom na wymyślenie nowej formy dzielenia się przychodami. Jeśli będzie fajna na pewno znikną koszmarni “chińscy farmerzy” i boty, które są udręką i zmorą wszystkich MMO.

Dlaczego uważam, że Metaplace może być hitem na skalę MySpace? Daje możliwość kreacji dowolnego wirtualnego świata. Platforma jest otwarta (żadne tam API nie jest potrzebne, grzebiesz w kodzie jak chcesz) i daje możliwość łączenia różnych uniwersów. Pomyślcie o takiej platformie, która łączyłaby google, myspace i itunes. kosmos.

Metaplace wspiera, hostuje, rozwija kod - ludzie tworzą treść (content), nadzorują i rozwijają własne światy. Każdy nowy film może sobie stworzyć w ramach promocji uniwersum z postaciami z tegoż filmu. Każda firma tworząca gry może szybciutko stworzyć wersję multiplayer i przetestować swój produkt. A to wszystko da się operować za pomocą narzędzi znanych twórcom stron www. Twórcy zapewniają o wsparciu widżetami - kto by nie chciał zamieścić swojego player taga z historią postaci z WoW z jej poziomem, broniami? Ha. Teraz możesz sobie wstawić to na Facebook’a. Po prostu wszystko co zawsze chciałem zrobić z wirtualnym światem teraz będę mógł robić sam!

Metaplace brzmi jak utopijny pomysł. A każda utopia niesie ze sobą zagrożenia. Pojawią się na pewno światy “pirackie” czyli np. ktoś skopiuje założenia np. z Eve Online albo z WoW i zrobi z nich swój własny. Ktoś zrobi grę opartą o cykl “Star Wars” i nie będzie chciał płacić tantiemów Lucasowi. Ktoś zrobi po prostu wirtualny burdel z nastolatkami. Ktoś inny włamie się do czyjegoś świata i zmieni tekstury bohaterom na wzorki z penisami. Ech. Na pewno będzie sporo kwestii prawnych do rozwiazania - biedni prawnicy!

I na koniec ostatni cytat: “Metaplace allows more diversity. Right now, there are lots of people who want to use virtual worlds for research, or education, or business, but it’s just too darn hard to get one going. Now you can create a world in just a few minutes and start tailoring it to your needs. Basically, we wanted to democratize the process of making online spaces of all sorts.”

Demokracja jak część reguł gry komputerowej? Hmm czemu nie. W niektórych państwach nawet teraz demokracja jest już tylko zabawą dla tych, którzy mają władzę.

PS. Pamiętacie z filmów z cyklu “Alien” korporację która często pojawiała się (m.in jej wytorem był android Bishop)? Nazywała się Weyland-Yutani a jej hasło brzmiało “building better worlds” - jakże pasuje do Metaplace!:)

PPS. I jest już kolejny rywal - ScreenCaster. Idea podobna jak w przypadku Metaplace - zbuduj własny wirtualny świat z gotowych elementów. Trochę wyglądem przypomina Second Life.

UPADATE (za Wirtualnymi Mediami):

“Koncerny medialne, technologiczne i spółki kapitałowe zainwestowały w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ponad miliard dolarów w firmy działające w segmencie wirtualnych światów.

Jak informuje serwis Marketing Charts, powołując si8ę na badanie firmy Virtual Worlds Management, w okresie od października ubiegłego do października obecnego roku, inwestycje w 35 wirtualnych światów przekroczyły poziom miliarda dolarów.

Przeważająca część pochodzi z dwóch transakcji. Koncern Walt Disney Co. wyłożył 700 milionów dolarów na zakup skierowanego do dzieci Club Penguin, a Intel Corp. za 110 milionów dolarów przejął firmę Havok, zajmującą się tworzeniem grafiki w wirtualnych światach.

Pozostałe 196,8 miliona dolarów zostało zainwestowanych w 33 firmy, m.in. Doppelganger, Double Fusion, Emergent, Gala i Network Game Interaction. Poza Walt Disney Co. i Intelem, największymi inwestorami byli w badanym okresie Redpoint Ventures, Charles River Ventures, Rustic Canyon Partners, CBS, Time Warner i Peacock Equity Fund.”

Wielka transformacja

13:08 21st August 2007

transformersi do boju!

Lubie ogladac filmy, ktore juz od momentu pojawienia sie newsow o ich realizacji okrzyknieto glupimi gniotami. Co wiecej - uwielbiam zaszyc sie z pudlem pop-cornu w piatkowe popoludnia kiedy to w kinach jeszcze nie ma takiej masy widzow i konsumujac analizowac. Albowiem tego typu filmy zazwyczaj sa kopalni informacji na temat naszej rzeczywistosci i (pop)kultury…

Socjologowie dawno juz zauwazyli zwiazek miedzy spolecznymi napieciami a powstawaniem czy tez wrecz modami na pewne gatunki filmowe. Kiedy swiat zmrozony byl zimnowojennym obledem na swiecie truimfy swiecily filmy z James Bondem. Poobserwujcie zreszta jakim swietnym lusterm nastrojow spolecznych byla ta produkcja - patrzac po postaciach “bad guys” (szaleni naukowcy, skosnoocy karatecy, rosyjscy zabojcy, arabscy terrorysci) mozna bardzo dokladnie wskazywac w ktorym roku powstal dany odcinek.

Superman przeciez jakby nie bylo tez leczyl kompleksy amerykanskich przedmiesc - ze swoim nadprzyrodzonymi silami dawal odpor wszystkim zlym mocom czajacym sie na ludzi z wolnego kontynentu. Ostatnio szeroko komentowana smierc Kapitana Ameryki wskazuje na to, ze spoleczenstwo potrzebuje nowego typu herosow. Bardziej wspolczesnych, majacych lepszy kontakt z mlodzieza i nie zanudzajacych publike jezykiem wzietym z poprzedniej epoki.

I popultura daje natychmiast odpowiedz - mamy takich asow, mamy taka odtrukte. Zerknijcie na planowane badz realizowane wielkie widowiska ze stajni Hollywood -nie twierdze, ze wiekszosc ale duza czesc to sa typowe “wyladowywacze” negatywnych emocji. Z ostatnich tego typu produkcji “ku pokrzepieniu serc” warto wspomniec “Die Harder 4.0″ gdzie umeczony ale walczacy za wolnosc wasza i nasza “typowy i szary” amerykanski glina daja odpor zlym technologicznym mocom. A kysz hakerze! Dostaniesz palka po lapkach od John’a McClane’a jesli tylko zachce Wam sie zaatakowac dobra Ameryke. Znacie? Znamy. To obejrzycie tez czesc 5 i 6 zapewne.

Umiejetnosc “odczytywania” trendow w kinie amerykanskim moze nie jest czyms co w Polsce jest bardzo wazne i potrzebne ale moze dostarczyc niezlego ubawu. Ogladajac trailery do “Transformersow” czyli filmu o duzych robotach co to sa samochodami albo czlogami (jasny kod: militarnosc jest be, samochod = wolnosc) doszedlem do wniosku, ze gdzie jak gdzie ale w tym filmie nie moze zabraknac wojskowych gadzetow. Nie jest tajemnica, ze w Pentagonie dziala komorka majac dbac o dobry PR armii amerykanskiej -jesli w swojej produkcji pokazujesz zolnierzy wujka Sama jako “cool guys” to armia zalatwi Ci lotniskowiec do zdjec a nawet pusci pare rakiet ku uciesze gosci na planie filmowym.

“Transformersi” to kluczowy przyklad zjadania wlasnego ogona przez popkulture - z japonskiej bajki dla dzieci zrobiono prawie powazne dzielo przez speca od wybuchow i kosmicznych katastrof - Michael Bay’a. Tworca m.in. “Pearl Harbor” , “Armagedonu” czy “The Rock” podszedl do tematu swietnie - rzetelnie zebral wszystkie zabawki jakie U.S. Army mu dali i wrzucil je na blue screen dodajac kapitalna postacie robotow (ach marzy mi sie taki film o Mechach gdzie beda walki i rakiety i wogole wszystko bedzie:).

Calosc oglada sie swietnie, postacie glownych bohaterow (zywych aktorow) sa moze infantylne ale wiarygodne. Sceny ataku zlych transformersow na baze w Katarze sa zrobione tak, ze az zal sie robi tych fruwajacych w powietrzu strzepow kadlubow i rozwalanych pancerzy czolgow. Uczta dla oczu wszystkich tych, ktorzy nie do konca zdusili w sobie malych chlopcow z marzeniami o wlasnej armii plastykowych zolnierzykow. Duzo czasu zajmuja sceny pokazujace uzbrojenie, wykorzystanie i efektywnosc broni made in USA. To naprawde robi wieksze wrazenie niz nasza parade na dzien Wojska Polskiego ( a propos parady proponuje zazajomic sie z tekstem

I co sie dziwic - dokladnie taki ma byc wykreowany obraz niezwyciezonej, swietnie uzbrojonej armii gotowej skopac tylek kazdemu bad guy’owi. To wlasnie dlatego film Bay’a dostal wsparcie US Army - po co produkowac propagandowy szit, skoro mozna zrobic to rekoma fachowcow i za pieniadze wytworni filmowych. Film zatem widowiskowy, dzieci az podskakuja, dorosli podziwiaja kraglosci heroiny a auto maniacy zachlystuja sie kazda scena w ktorej pokazuje sie samochod powyzej 100 tys. $. Dolozmy do tego mega product placement (ja doliczylem sie GMC, Panasonica i Ebay’a) i mamy taaaaki hit na lato.

Zostawmy jednak kino i wrocmy do rzeczywistosci wojen w XXI wieku. Czy naprawde caly ten szmelc technologiczny jest w stanie wygrac za nas wojne? Armia amerykanska wyposazona w te wszystkie AWACSy, Predatory i inne satelity walczaca w wielu zakatkach swiata niestety dostaje w tylek? Niestety poniewaz to oznacza, ze kwestie przejecia obowiazkow beda musialy rowniez poniesc inni partnerzy symaptycznego Dżordża Dablju Busza. Polacy beda mogli sie o tym przekonac bo polscy zolnierze w Afganistanie juz zaczeli przelewac swoja krew a o sprzecie amerykanskiej klasy moga tylko pomarzyc.

W samej armii amerykanskiej nie jest tez tak wesolo. Natrafilem kiedys na intrygujacy opis jednej z gier strategicznych urzadzanych przez Joint Forces Command w skrocie JFCOM (calosc opisana jest w ksiazce Maclolma Gladwella “Błysk!” bynajmniej nie traktujacej o tematach militarnych - ksiazke szczerze polecam!). Otoz norma w armii amerykanskiej jest, ze tego typu symulacje prowadzi sie kilka razy w roku z udzialem wszystkich swietych traktujac je jako najtansza opcje sprawdzania procedur i taktyk.

JFCOM maja swiezo w pamieci Operacje Pustynna Burza z 1991 roku i byskawiczne zwyciestwo nad armia Saddama Husajna stwierdzilo, ze frontalny atak i starcie sie w otwartym boju stanie sie przezytkiem. Ilosc sprzetu i mozliwosci armii USA nie daja praktycznie zadnemu przeciwnikowi szans na wygranie otwartego konfliktu. Sugerowano zatem zeby pocwiczyc walke z przeciwnikiem rozproszonym, znajacym teren, uderzajacym z dalekiego zasiegu i mobilnego. Zwolano wiec dowodcow, wlaczono mega komputery i zaczeto planowanie. Podzielono sily na “niebieskich” i “czerwonych” oraz wybrano scenariusz - na bliskim wschodzi miejscowy watazka siedzacy na zasobach ropy zaczyna sie panoszyc. Ameryka nie moze juz dluzej zwlekac i zaczyna przygotowania do militarnego roztrzygniecia konfliktu.

Na dowodce “czerwonych” wybrano emerytowanego wojskowego armii amerykanskiej z okresu wojen w Wietnamie - Van Ripera. Skracajac caly proces przygotowan (niebiescy mieli wszystko - satelity, samoloty szpiegowskie, hakerow itd.) po rozpoczeciu dzialan Riper poslal na dno 16 okretow US Navy z 20 tys. ludzi na pokladzie podczas gdy “niebiescy” nie oddali ani jednego strzalu. Oczywiscie Riper symulowana wojne tak czy siak by przegral ale takie straty na jakie narazil armie przyprawily generalow o palpitacje serca.

Co takiego zrobil Riper? Ano wykorzystal wszystko to co dzisiejsi planisci i komputery nie uznaja za zagroznenie badz nie biora pod uwage. Kiedy linie lacznosci Ripera przecieto, zagluszono telefony komorkowe, oslepiono radary i wedlug standardow wspolczesnej wojny powinnien lezec i blagac o litosc - ten zamiast sie poddac zorganizowal lotne brygady wywiadowcow na motorach oraz porozumiewal sie z wlasnymi oddzialami za pomoca alfabetu morsa, sygnalow dymnych itd. Na koniec za pomoca malych lodzi zblizyl sie do wielkich jednostek i wpakowal w nie samosterujece rakiety.

No wlasnie - i na co nam te wszystkie lasery-bajery skoro zawsze prosciej jest strzelic zza wegla strzala unurzana w truciznie?

Stare ale jare.

Aula 7 - podsumowanie

14:23 17th August 2007

getup.pl

Giełda leci na łeb na szyję, koalicja sie rozpada, Warszawa rozkopana jak za czasow II wojny ale pomimo tych powiedzmy szczerze obiektywnych trudnosci Aula Polska odbyła sie po raz siodmy…

..A na poczatku zostalem spryskany dezodorantem Axe…zartuje :) Pojawily sie natomiast pytania dot. akcji i tego bloga, zapytano mnie sie ile kasy na tym przycialem i czy jem tylko produkty Unilvera. Poniewaz zostalem juz przez czesc blogosferowiczow otagowany “Mr.Flog” a przez czesc po prostu odsadzony od czci i wiary nie pozostaje mi nic innego jak kontynuowac ciezka prace walki z cenzura - zapraszam na protest bloga bedzie tam sie dzialo niedlugo wiele ciekawych rzeczy.

Ale do rzeczy - tym razem Krzysiek “Ubik” kreatywnie wykorzystal czas zazwyczaj poswiecany na oczekiwanie na spoznialskich i przypomnial nam jeden z filmikow nakreconych dla BMW jako viral w 2001 roku. Poniewaz nikt z uczestnikow Auli ni potrafil odpowiedziec prawidlowo na zagadke Krzyska (Krzysku, przypomnisz?) wiec dajemy szanse rowniez wszystkim nie obecnym na popisanie sie swoja wiedza.

Kolejna osoba prezentujaca sie na Auli 7 byl Maciek Budzich, tworca i cierpliwy uzupelniacz bloga MediaFun.pl. Maciek podzielil sie z nami swoimi watpliwosciami dot. pojec i rozmytych definicji marketingu szeptanego, virali, e-commerce itd. Podczas swojego wystapienia (o zgrozo, 20 minut! :) ilustrowal swoja przemowa licznymi filmikami. Mam nadzieje, ze zamiesci spis tychze w swojej prezentacji do sciagniecia :)

Poniewaz Aula7 miala charakter wakacyjny (ze wzgledu na pogoda i liczbe zebranych aulowiczow) wiec wystapien nie bylo duzo i drugim, ostatnim bylo przedstawienie nowego serwisu a wlasciwie gieldy uslug GetUp.pl. Chlopaki z GetUp.pl (a dokladnie: Paweł Wyborski, Bartłomiej Mańkowski i Maciej Czyżowicz) pokazali nam serwis i opisali swoje pomysly na jego rozwoj. W skrocie ma to dzialac tak, ze zglaszaja sie uslugodawcy i uslugobiorcy w jedno miejsce, licytuja ulsuge i wybieraja partnera. Wydaje sie proste i skuteczne, jednak ja i Wojtek Chojnacki z ktorym pare lat temu stworzylem cos podobnego (platforma eskalibur) mielismy kilka uwag dot. sposobu przyciagania i namawiania ludzi do skorzystania z uslug takiego mechanizmu.

Oprocz mnie do projektu GetUp.pl swoje zdanie krytyczne wyglosilo kilka innych osob z sali wskazujac na mielizny i rafy czyhajace na kazdego tworce drugiego elance.com czy guru.com :) Niemniej jednak diabel tkwi w szczegolach i zapewne (co sugerowalem) skupienie sie i wysycenie jednej niszy (np. uslugi budowalne badz motoryzacyjne) powinno pomoc w rozbudowie serwisu.

W czesci “pizza+pogaduchy” dowiedzialem sie, ze pomysl Alka Tarkowskiego, ktory namowil mnie na dolaczenie ze swoimi tematami do jego grupy na PTI w Wisle przeszedl przez glosowanie - zapraszam wiec do Wisly na jesienna konferencje, ktora w tym roku obiftowac bedzie w wystapienia osob znanych z tzw. blogosfery. Byl to pomysl Piotra Fuglewicza aby rozruszac lekko skostniala organizacje - szczegoly tutaj.

Kolejna edycja za dwa tygodnie - wypocznijcie, urlopujcie sie i wroccie opaleni na Aule ver. 8.0! :)