Wielkie granie w Blue City!
19:00 29th March 2008

W dniach 5-6 kwietnia w warszawskim centrum handlowym „Blue City” odbędzie się największa impreza dla miłośników gier komputerowych podczas tej wiosny. Na ponad 4 tysiącach metrów kwadratowych zorganizowane zostaną turnieje, konkursy oraz zabawy związane z grami. Wszystko to podczas finału polskiej edycji imprezy „Kode5 Global Gaming Revolution”…
W imieniu swoim jak i reszty zespołu AdAction ogłaszam i zapraszam na Kode5 :)!
Poniżej oficjalna informacja prasowa dotycząca imprezy:
Organizatorzy polskiego Kode5 przygotowali mnóstwo atrakcji dla wszystkich, którzy odwiedzą „Blue City”. Będzie można na przykład wcielić się w gwiazdę rocka podczas turnieju w grę „Guitar Hero III - Legends of Rock”. W dwudniowym turnieju zawodnicy będą mogli co godzinę wygrać ciekawe i atrakcyjne nagrody. Najlepsi zawodnicy otrzymają w niedzielnych finałach (6 kwietnia) nagrody specjalne.
Atrakcje czekają także na osoby lubiące śpiewać – to dla nich zorganizowane zostaną rozgrywki w „SingStar Eska hity na czasie”. Wiele emocji przysporzy z pewnością finał rozgrywek superprodukcji „Call of Duty 4”, w którym weźmie udział sześć drużyn, a z członkami drużyn będzie można dodatkowo stanąć w szranki w rozgrywkach Deathmatch. Dla miłośników poważniejszych rozrywek Betsson.pl przygotuje pokaz i naukę w pokera.
Doskonale bawiąc się w Warszawie będzie można przenieść się do innego miasta, wirtualną jazdę po Lublinie będzie można odbyć dzięki wyścigom w Mercedesie klasy C po ulicach tego miasta w Second Life. Specjalnym wydarzeniem będzie na pewno przedpremierowy pokaz gry „Frontlines: Fuels of War” zorganizowany przez sklepy komputerowe Reactor na tydzień przed oficjalną polską premierą tej gry.
Na odwiedzających czekają także dodatkowe atrakcje, m.in. nagrody gwarantowane od sponsorów czy występy grupy rockowej Zbawiciele.
“Wydarzenia takie jak turniej KODE5 i imprezy jemu towarzyszące są okazją do spotkania wszystkich osób lubiących dobrą rozrywkę – zarówno graczy traktujących grę jako zabawę, jak i zawodowych wyjadaczy. Jedno jest pewne, połączy ich doskonała zabawa, którą zapamiętają na długo. ” – mówi Maciej Czerwiński z firmy Gradobicie.pl, współorganizatora turnieju Kode5 w Polsce.
Łączna wartość nagród rozdanych podczas kwietniowej imprezy przekroczy 100.000 zł. Większa część tej sumy będzie przeznaczona dla osób odwiedzających Kode5 i biorących udział w zabawach oraz rozgrywkach.
Jak zapewniają organizatorzy, polski finał Kode5 i wydarzenia mu towarzyszące, mają pokazać, że gry komputerowe to doskonała rozrywka dla całych rodzin. Filozofią tej imprezy jest pokazanie, że granie staje się rozrywką międzypokoleniową.
“Rozrywką, w której mogą uczestniczyć dzieci i rodzice, z której mogą korzystać znajomi i przyjaciele podczas spotkań towarzyskich” - mówi Jacek Jankowski, dyrektor zarządzający AdAction, organizatora turnieju Kode5 w Polsce.
Głównymi zawodami imprezy są finały Counter Strike i Warcraft III. 5 i 6 kwietnia w warszawskim „Blue City” zostanie wyłoniona najlepsza pięcioosobowa drużyna i najlepszy gracz, którzy pojadą na światowy finał „Kode5 Global Gaming Revolution”, gdzie będą reprezentować nasz kraj.
Więcej informacji:
Medale za Tybet
10:00 23rd March 2008

Sukces! Polscy zawodnicy mają zagwarantowane, że jeśli nie będą protestować i siedzieć cicho podczas letniej olimpiady w Chinach to dostaną medale. Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski słusznie prawi, że każdy akt publicznej symaptii dla Tybetańczyków chińskie władzy ukarzą odebraniem medalu…
I ma całkowitą rację. Generalnie to ja w życiu pewnie nie pojadę do takiego na przykład Tybetu i guzik mnie obchodzi, że chinole kogoś biją i do kogoś strzelają. To jest bardzo daleko stąd a w Polsce jak wiadomo są Święta i ważniejsze sprawy i poważniejsze problemy. Nikt nie chciał umierać za Gdańsk to nie będziemy się martwili jakimś Tybetem (gdzie to w ogóle jest??)
Dlatego w pełni zgadzam się z szefem PKOLu Panem Piotrem Nurowskim, że po co nam to całe zamieszanie z władzami chińskimi i narażanie się na odebranie tego wora medali jaki zapewne przywieziemy z tej imprezy. Zacytujmy ponownie Pana Nurowskiego:
“Nie powiem może czegoś odkrywczego i nowego, ale my jako wolontariusze, działacze ruchu sportowego, olimpijskiego ciągle podkreślamy, że polityka jak najdalej od sportu, że sportu nie należy wykorzystywać do polityki”
Bo jak wiadomo polityka nigdy nie mieszała się ze sportem. Tak jak USA, Rosja ani Niemcy nigdy nie używali sportowców jako marionetek w politycznych przepychankach. Po prostu nie wypada kalać świętej tradycji igrzysk kiedy to (ale głupi byli kiedyś ludzie!) przerywano wojny na czas trwania. Acha no i ten stary piernik, francuski baron w kółko golony co on tam mógł wiedzieć o imprezie sportowej. Sport to piwo, czipsy i reklamy w kablówce.
Cały wywiad z ex szefem Elektrimu, który jak widać nie do końca odnajduje się w roli reprezentanta sportowców bo jego myśli są po prostu zbyt genialne dla tak przyziemnej rzeczy jaką jest sport. Dobroć i wiara w reżim chiński jaka bije z jego słów może się chyba tylko równać z dobrocią Jarosława Kaczyńskiego.
“Jako działacz sportowy, jako człowiek jestem optymistą czasami trochę niepoprawnym. Wierzę, że tak jak w Korei Południowej w 1988 roku, w tym okresie poprzedzającym igrzyska zmieniła się, nie było już reżimu totalitarnego, dyktatury, nie było gwałcenia praw człowieka, w dalszym ciągu – może naiwnie - wierzę, że Chińczycy wykorzystają tę szansę.”
Podpowiem Panu Prezesowi - niech Pan się dobrze ustawi podczas imprezy otwarcia na trybunach. Może nawet będzie Pan potem widoczny w jakimś dokumencie jakie władze chińskie zapewne nakręcą z okazji igrzysk żeby pokazać, że cały świat swoją obecnością potwierdza słuszną linię polityki rządu. Może nawet wyjdzie z tego takie dzieło?
Podczas igrzysk w 1936 roku w Berlinie Amerykanie ugieli się pod presją nazistów i nie wystawili w jednym z finałowych biegów dwóch zawodników żydowskiego pochodzenia - pewniaków do medali. Na pewno z perspektywy czasu dla takiego mocarstwa jak Ameryka jest to upokarzające doświadczenie i mało chwalebny fakt historyczny. Błędy popełniają jak widać wszyscy - małe i duże kraje. Uczmy się na cudzych błędach.
Jeśli któryś z polskich sportowców podczas olimpiady pomimo oportunizmu i braku jaj PKOL zdecyduje się na nie na zademonstrowanie sympatii z Tybetem (w jakikolwiek sposób) będę dumny i szczęśliwy jako obywatel tego kraju. Czasami nie liczą się zdobyte medale by móc mówić, że dzięki temu coś się zmieniło w świecie.
Czasami po prostu jest potrzebny jakiś ludzki gest. Daliśmy radę ruskim to chińczycy będą nam mówili co mamy mówić i robić?
Nie nawołuję do bojkotu olimpiady przez sportowców (w tym polskich) ale do pokazania władzom chińskim, że sportowcy przybyli na igrzyska nie są bezwolnymi marionetkami. Mówienie o rozdzieleniu polityki i igrzysk w momencie kiedy organizuje je państwo świadomie gwałcące prawa człowieka od wielu lat jest przerażającym i ponurym żartem z całej idei igrzysk.
Pojedźmy na tę olimpiadę ale pokażmy, że niektórych spraw nie można ukryć pod warstwą flag, konfetti i tłumów na rozkaz uśmiechających się widzów.

Wolny Tybet
Save Tibet!
PKOL
The Official Website of the Beijing 2008 Olympic Games
Polska Dolina Piachu
17:10 22nd March 2008

Kto poprawnie rozszyfrował tytuł wie już, że na tapecie pojawi się Silicon Valley (jej polska wersja a raczej powody jej braku) i sprawa “polskiego Skype’a”. W październiku tego roku upłyną dwa lata od zakładu poczynionego w świetle reflektorów przez dwóch inwestorów. Panowie założyli się o to, że w Polsce możliwe jest powstanie “giganta high-tech” na miarę Skype’a…
W 2006 roku Tomasz Czechowicz (MCI) oraz Dariusz Wiatr (Hexagon Capital) dokonali zakładu mającego rozstrzygnąć się w czasie 2 lat. Tomasz Czechowicz twierdził, że “W maju dyskutowałem z ludźmi z różnych krajów podczas branżowej konferencji venture capital w Pradze. Wszyscy byliśmy pewni, że wkrótce w Europie Środkowej - bardzo możliwe, że właśnie w Polsce - narodzi się spółka technologiczna, której ranga na świecie będzie co najmniej porównywalna z firmą Skype.” Wiatr mu odpowiadał: “Jestem zazwyczaj optymistą, typem wolterowskiego Panglossa - mówi nam Dariusz Wiatr. - Ale ten pogląd to typowe myślenie życzeniowe. Taki scenariusz nie ma, niestety, w Polsce realnych szans i mogę się o to założyć.”.
Warunki zakładu zostały jasno określone: “Kiedy rozstrzygnięcie? Na koniec 2008 r. W jakich branżach ma działać firma? Szeroko pojęte high-tech, czyli m.in. internet, technologie mobilne i bezprzewodowe, informatyka, software, półprzewodniki, biotechnologia, zaawansowane technologie medyczne. Jaka ma być miara sukcesu? Polska spółka powinna zaliczać się w swojej branży do pierwszej trójki w Europie pod względem popularności marki, liczby użytkowników (klientów) lub udziału w rynku. Za sukces uznamy też pozyskanie inwestora z absolutnej czołówki światowych funduszy venture capital (typu Benchmark Capital, Sequoia czy Kleiner Perkins).”
Stawką zakładu była butelka kalifornijskiego wina Opus One o wartości 1.5 tys. złotych (teraz pewnie tańsza po spadku dolara) co już wtedy pokazywało, że obaj panowie raczej nie rzucają na szalę wiele. Podana data zakładu mija za 7 miesięcy. Można śmiało przyjąć, że żaden z warunków postawionych w zakładzie nie spełni się. Pospekulujmy dlaczego?
Niestety lista argumentów przeciw wyartykułowana przez Dariusza Wiatra nie straciła na mocy a nawet powiększyła się. Spróbujmy zatem sporządzić listę taką listę pod tytułem “Dlaczego w Polsce niemożliwe jest powstanie spółki high-tech konkurującej ze światowymi firmami?”
* brak kultury rynkowej i biznesowej na odpowiednim poziomie
Obie strony (inwestorzy i właściciele pomysłu) patrzą na siebie i postrzegają jako zło konieczne. Inwestorzy polscy w większości ofiary bańki 1.0 nadal patrzą podejrzliwie na “dotcomy”. Ich zachwyt ale i przerażenie budzi szybkość rozwoju serwisów i usług w Internecie - wiedzą, że chcą się załapać na trend ale nie wiedzą jak. Brak wiedzy i doświadczenia w prowadzeniu takich firm powoduje, że inwestuje się sumy grubo za duże w średnie pomysły a zarazem występuje lęk przed wyłożeniem wielkiej kasy na walkę z konkurentami z zagranicy.
Pomysłodawcy otumanieni wizjami “web-dwa-zero” produkują masowo wizjonerskie produkty czy usługi, które a) działają już na rynkach zachodnich b) nie są wcale takie świetne. Niska bariera wejścia na rynek powoduje, że za “biznes” biorą się osoby, które usłyszłały coś o naszej-klasie i myślą “mi też się uda powielić pomysł albo drenować jakąś niszę”. Przykładów proszę szukać na startups.pl. 90% ogłaszanych tam serwisów wyprodukowano za mniej niż 1 tys. złotych przez grupę dwóch osób (koder+grafik).
Efekt? Zniechęceni inwestorzy, którzy bombardowani są propozycjami inwestycji w kolejny “serwis wymiany zdjęć - lepszy niż flickr!” przestają mieć chęć i siłę na szukanie perełek. Bo perełki są, ale baardzo głęboko ukryte i jakoś same nie chcą wpaść w łapy inwestorów.
* brak podmiotów wyspecjalizowanych w finansowaniu małych spółek
Wbrew pozorom w Polsce nie ma firm, które zajmują się inwestowaniem w pomysły na bardzo wczesnym poziomie rozwoju. Nie ma ani “aniołów biznesu” z prawdziwego zdarzenia ani VC czy PE inwestujących małe pieniądze w celu zobaczenia czy biznes jest sensowny.
Wiem, że jest coś takiego jak BAS ale nadal twierdzę, że to nie ten kaliber. Potrzeba jest firm chętnie inwestujących poniżej 100 tys. złotych na zasadzie “masz pomysł - zrób wersję beta i sprawdzimy Twoje założenia w testach.
Będzie okej - jedziemy z kolejną transza”. Są za to gracze “mam 10 mln złotych i co mi zrobisz”. Jeśli Twój pomysł nie łapie się na spalenie w piecu od 1 mln złotych w górę to panowie garniuturowcy z “wieżowców szklanych drzwi” nie przerwą swojego sushi-lunczu żeby cię wysłuchać.
* mentalność polaków - dobra, stabilna praca jest lepsza niż swoja własna firma
Wiele młodych osób nie stać jest na rzucenie się na głęboką wodę własnego biznesu. Paraliżuje je strach związany z utrzymaniem siebie i pracowników. Brakuje pozytywnych przykładów i case studies, brakuje realnego wsparcia państwa (zmniejszenie czasu na rejestrację firmy nic nie zmieni!). Dodatkowo osoby, które mogą zrobić coś w branży kuszone są dobrze płatnymi posadami w bankach, sektorze IT czy mediach.
Rachunek jest prosty - wolę być inżynierem w Google’u niż ryzykować własnymi środkami budując swój pomysł. Trudno tutaj bezpośrednio winić same młody osoby, ale cóż - kto nie ryzykuje ten nie jedzie.
Łukasz Foltyn czy Maciej Popowicz albo Rafał Agnieszczak i Michał Brański też mogli pewnie pójść pracować u kogoś. Wybrali własne biznesy i nieźle z tego żyją. Można? Można. No pain no game.
* dostęp do internetu i nowych technologii
Nie jesteśmy może małym krajem ale za to dość słabo korzystającym z narzędzi jakimi dysponujemy. Raport, który powinien wstrząsnąć rządem (PO przecież jasno opowiadała się za rozwojem dostępu do Internetu czy się mylę?) a przeszedł w zasadzie bez echa pokazuje, że nasze miejsce jest koło Bułgarii. Nie koło Norwegii, Danii, Niemiec czy Francji ale właśnie koło Bułgarii.
70% rodaków ma dostęp do telefonii stacjonarnej a tylko 8,4 % do szerokopasmowego internetu. A my chcemy produkować amazony, skype’y i inne yahoo’sy. Kto to będzie oglądał i za pomocą czego? Będziemy ciągnąć internet z komórek?
* wsparcie administracji rządowej w dziedzinie nowych technologii
Tego tematu nie trzeb chyba rozwijać. Lepiej ogłosić budowę Centrum Nauki Kopernika i zwołać kilka konferencji niż pomyśleć i wcielić w życie plan pomocy młodym, innowacyjnym firmom. Wiadomo - w takim centrum jak już powstanie ktoś będzie musiał objąć stanowisko dyrektora za parę lat. Idealne miejsce dla byłego ministra, który taki wniosek na budowę podpisze.
A taka spółka technologiczna panie to nie wiadomo co robi. I zdjęcia na jej tle nie można zrobić do ministerialnego newslettera bo jak garaż może być siedzibą zwykłej spółki?
* wielkość polskiego rynku
Jesteśmy zbyt małym i za mało chłonnym rynkiem, aby w miarę szybko zbudować odpowiednio duży popyt na innowacyjny produkt czy usługę. Bez duże grupy użytkowników nie rozwinie się nawet Skype czy Joost. Czyli chodzi o kwestię skali.
Czyli co? Usiąść i płakać? Niekoniecznie.
Jest Psiloc i jest IVO. Są regularnie wygrywający zawody programistyczne grupy młodych osób. Są powracający zza oceanu ludzie, którzy pracowali w prawdziwej Dolinie Krzemowej i mogą przenieść tamtejsze zwyczaje i doświadczenie na nasz grunt.
Są też oddziały Google’a i innych dużych molochów IT, które oprócz tego, że same wysysają obecnie z rodzimego rynku talenty to za chwilę będą je musiały również od siebie wypuścić i może właśnie taka osoba założy firmę, która niczym w amerykańskim śnie przejdzie błyskawicznie drogę od rodzinnego garażu do korporacji rozpoznawalnej na całym świecie.
Wiara i nadzieja to potęga a tego nigdy nam Polakom nie brakowało ale na razie przejdźmy się po Pustyni Błędowskiej i kontemplujmy jej przyrodę. Albo jej brak.
UPADTE: Tutaj Gazeta Wyborcza drukuje więcej informacji o półmetku zakładu
I ciekawostka - Polska jest technologcznym zaściankiem - więcej tutaj
Zamiast życzeń
17:21 21st March 2008
Proszę Was o poświęcenie 20 minut z gorączki przygotowań świąt i obejrzenie poniższego nagrania. Nie powiem co tam jest, ale gwarantuję Wam, że po obejrzeniu spojrzycie na świat i ludzi inaczej. Czego Wam życzę z całego serca.
Wesołych Świąt!
Gronowładni - historia Grono.net
8:00 28th February 2008

Grono jest symbolem polskiego Internetu czy to się komuś podoba czy nie. Niezależnie od tego jak potoczą się losy samego serwisu i jego właścicieli Grono już zapisało się w historii polskiej sieci i serwisów społecznościowych. Publikując ten wywiad mam świadomość, że zostanie on potraktowany jako atak na serwis. Nic bardziej błędnego - do historii Tomka dodam niedługo (mam nadzieję) historię “z drugiej strony barykady” napisaną przez Michała Krzemienia (znanego pod nickiem CUBE-K) co pozowli spojrzeć na historię Grono z dwóch różnych perspektyw…
Wiem, że często narzekam na Grono zróżnych powodów - braki w jasnej strategii rozwoju, brak wyraźnego modelu biznesowego, mała aktywność moderatorów, wpadki małe i duże. Próbuję jednak pomimo szumu informacyjnego zrozumieć co leży u podstaw braku sukcesu komercyjnego Grono? Bo przecież wszystko było przygotowane odpowiednio - pomysł, użytkownicy, inwestorzy, medialna wrzawa.
Poniższy wywiad w po części odpowiada na powyżej postawione pytania. Ja w nim znajduję odbicie problemów na które często sam natrafiałem (i natrafiam) podczas rozmów / działań biznesowych. Umowa ustna to bzdet, zaufanie to jest coś z czym nie należy się afiszować a umowę spisuję się zawsze tak mało precyzyjnie żeby łatwiej potem się wycofać.
Lekturę wywiadu polecam szczególnie uczestikom ostatniego Ogólnopolskiego Barcampu - chcecie robić kolejnego Skype’a czy Google’a a tymczasem jeśli się nie zabezpieczycie (lub nie dobierzecie odpowiednich partnerów do biznesu) to jedyny co Wam zostanie to rachunki do zapłacenia. Cudze.
Enjoy.
AK74 - Zacznijmy od początku - Nazywasz się Tomasz Lis i jesteś?…
Jednym z wielu którzy próbują coś zawalczyć w e-biznesie :)
AK74 - Grono.net to pomysł kogo? Twój? Roberta Rogacewicza? A może wspólny? Kto i kiedy wpadł na myśl żeby zrobić taki serwis?
Ani mój ani tym bardziej Roberta.
Sam pomysł należy do Bronka czyli Piotra Bronowicza, który przyniósł go z Węgier. A później już z górki, wspólna realizacja. Ja, Wojtek Sobczuk i Bronek – kilka miesięcy pracy i wystartowało.
AK74 - Brandlay - firma tworząca Grono należy / należała do Ciebie? Jak wyglądają stosunki właścicielskie obecnie?
Po pierwsze nie firma tylko nieformalna grupa kreatywna – której byłem twórcą i której skład w zasadzie już podałem.
Początki były banalne – w ramach oszczędności razem z Wojtkiem, na przełomie 2002/2003 wynajęliśmy mieszkanie które było przede wszystkim pracownią. Po pewnym czasie do zespołu, na stałe dołączył Bronek. Nazwa to też czysty przypadek – to trochę przekręcone nazwisko autora jakiejś książki socjologicznej którą odkryłem na półce.
A aktualne stosunki właścicielskie – cóż – wiem pewnie tyle co ty, tyle co można znaleźć w mediach i oficjalnych dokumentach.
AK74 - W większości komunikatów prasowych jakie znalazłem jako twórcy Grono wymieniani są Robert Rogacewicz i Wojtek Sobczuk - Twoje imię i nazwisko się nie pojawia. Masz pomysł dlaczego?
Nie tylko moje się nie pojawia.
Jakikolwiek wpływ Roberta na projekt nastąpił półtorej roku po jego starcie, tak że mówienie o nim jako twórcy to co najmniej nadużycie. Niejednokrotnie już zdarzało się że trzeba było prostować informacje prasowe dotyczące udziału Roberta w projekcie. Nie wiem z czego takie podejście do tematu wynika… Megalomania?
AK74 - Czy myśląc o Grono.net widzieliście / czuliście, ze będziecie pionierami serwisów społecznościowych? A może po prostu kopiowaliście modele zachodnie z nadzieja, ze się przyjmą w Polsce?
To najciekawsze chyba.
Początkowo Bronek miał problemy z przekonaniem nas do tego projektu. Ze dwa tygodnie zajęło mu przekonywanie nas, że warto go realizować. Mięliśmy wtedy na tapecie zupełnie inne projekty – np. pierwszy portal konsumencki, porównywarkę produktów i cen – epinie.pl. Na szczęście gdy zaczęliśmy realizację z każdym dniem odkrywaliśmy ogromny potencjał tego typu serwisu.
Co ważne – wtedy w naszym rodzimym Internecie w zasadzie nawet nie funkcjonowało pojęcie społeczności, a na świecie takie serwisy jak MySpace czy LinkedIn dopiero się rodziły – nikt chyba nie spodziewał się, że nastąpi bum który w sumie trwa do dziś.
Jeżeli chodzi o wzorce to raczej skupialiśmy się na socjologicznym wtedy WiW i pracach socjologicznych, oczywiście Milgrama, sporo u nas wtedy też pisał o tego typu relacjach Edwin Bendyk.
AK74 - Na początku było cicho, potem Grono się rozpędzało i nagle (po paru latach) macie kilkaset tysięcy użytkowników - co wtedy zaczęliście robić? Szukać sponsorów / inwestorów? Jak się otrzymywaliście na początku? Pracy było mnóstwo i pieniądze musiały być wydawane na hosting, serwery..
I tu zaczyna się ciemniejszy rozdział – mało kto wtedy wierzył, że coś takiego ma sens. Oczywiście media dużo o nas pisały i chwaliły, ale pieniędzy musieliśmy szukać w moim portfelu. Przekonać kogokolwiek do inwestycji było niewykonalne. Każdy z nas szukał jakiegoś inwestora wśród znajomych, zaprzyjaźnionych firm - o funduszach inwestycyjnych wtedy nikt w zasadzie nie słyszał.
Wszystko robiliśmy metodami „chałupniczymi” - biuro i pracownia we własnym mieszkaniu, początkowo serwer to był zwykły domowy stary pecet, później wyszukiwanie jak najtańszego hostingu, a na poprawienie wydajności optymalizacja kodu i niestety przycinanie usług. Ludzi przybywało, wydajność nas zabijała a koszty rosły niebotycznie, kończyły mi się oszczędności, doszło nawet do tego, że prywatnie pożyczałem pieniądze żeby serwis działał.
AK74 - Po jakimś czasie w Grono zainwestowała osoba prywatna a potem (w zeszłym roku) fundusz Intel Capital. Mówi się, że Grono warte jest 100 mln pln. Jak Ty oceniasz wartość tego serwisu i inwestycji w niego?
100 mln!? Ciekawa wycena!
Tak czy inaczej miło, że ktoś wierzy w ten serwis – w mojej ocenie trzeba by tę liczbę podzielić przez pięć. Ale to i tak chyba całkiem sporo biorąc pod uwagę początki.
Pierwszym inwestorem był właśnie Robert Rogacewicz, kolega Wojtka. Stałem wtedy już pod ścianą - pieniądze się skończyły. Warunkiem inwestycji Roberta było moje odejście w cień, czy raczej nie wtrącanie się do biznesu. Przyjacielska umowa miała gwarantować mój udział, ale to już chyba temat na oddzielną historię.
AK74 - Jesteś świadom, że Grono nie ma najlepszego PR delikatnie mówiąc wśród internautów? Masz może pomysł dlaczego tak jest?
To grono ma jakiś PR? Chyba tylko czarny.
Jeżeli coś widać i słychać w mediach to przede wszystkim w kontekście wpadek i nieudolności. Po za tym Grono z serwisu o bardzo określonych cechach stało się serwisem do wszystkiego i niczego – trudno dbać o wizerunek nie wiadomo czego.
Gdy serwis startował bardzo dbaliśmy o media, nie unikaliśmy pytań, a nawet dążyliśmy do jak największego kontaktu z mediami – Bronek jako człowiek pośrednio z branży mediowej był w tym bardzo pomocny.
Pierwszy wywiad którego udzielili samodzielnie Robert i Wojtek spotkał się od razu mocną krytyką w komentarzach i zakończył sprostowaniem jeżeli chodzi o treść. Od tamtej pory, i to świadczy o braku PR, o gronie można usłyszeć chyba tylko w kontekstach biznesowych – a to zwykłego użytkownika przecież w ogóle nie interesuje, a dla mediów jest mało atrakcyjne.
AK74 - Sytuacja A.D. 2008 - Grono ma inwestora (nawet kilku - Intel, Piotr Wilam), w polskim internecie po sukcesie N-K zapanowała moda na serwisy społecznościowe. Wydaje się, że taki serwis jak Grono powinien iść do przodu jak burza trzymaczem wg GEMIUSA za grudzień 2007 ilość UU szacuje się na trochę powyżej miliona. Grono stanęło? Zamarło na jakiś czas? Czy może umiera?
A ty korzystasz z grona? Jak długo można korzystać z przeterminowanych wzorców?
Przecież większość z tego co tam jest to albo pomysły które były w planach już przy starcie serwisu, albo nieudolne kopie innych, już zrealizowanych pomysłów. Powielanie i poprawianie istniejących, dobrze radzących sobie gdzie indziej rozwiązań z pewnością nie jest dobrą drogą rozwoju w tego typu społeczności.
Kolejne ajaxowe błyskotki, które notabene też są już wszędzie, to trochę za mało jeżeli chodzi o interfejs. Początkowy sukces grona opierał się przecież o jego unikalność, wyjątkowość czy nawet tajemniczość. Powiem może frazes, ale Internet rozwija się tak szybko, że 4 lata to w jego skali prawie wieczność a grono w zasadzie stoi w miejscu.
AK74 - Śledzisz zapewne sytuacje w Gronie. Przyjmowanie ludzi, odpływ starej kadry, rotacje na stanowiskach PR i marketingu. Jak to oceniasz ze swojej perspektywy?
Nie, nie śledzę i paradoksalnie zgłasza się do mnie mnóstwo ludzi którzy już tam nie pracują i wypowiadają się co najmniej niepochlebnie o warunkach zatrudnienia, kłopotach z umowami, płatnościami… Ale nie chcę o tym mówić i komentować – nie poznałem tego osobiście. Natomiast wystarczy tylko obserwować rynek – rotacje kadrowe są tam bardzo widoczne nawet na zewnątrz, a to nie wróży dobrze żadnej firmie
AK74 - Czy w rozmowach biznesowych używasz argumentu, ze jesteś współtwórcą Grono? Jak jest to obierane?
Oczywiście że tak, dziwne było by gdybym nie przyznawał się do czegoś co współtworzyłem. Środowisko internetowe w Polsce jest dość niewielkie a ja aktywnie uczestniczę w jego życiu. Ludzie znają mój wkład w ten serwis… Chyba nie miałeś problemu z trafieniem do mnie?
AK74 - Patrząc na statystyki obecnie Grono nie jest serwisem, który się rozwija. W świetle wyników konkurencji a nawet serwisów z drugiej ligi można zaryzykować twierdzenie, ze Grono przezywa głęboką stagnacje. Jak widzisz rozwój tego serwisu w perspektywie 1-2 lat?
Trudne pytanie.
Serwis jak wszystkie serwisy tego typu po 2 – 3 latach ma czas dynamicznego rozwoju już za sobą. Teraz potrzeba tam stabilnej kadry zarządzającej i wreszcie profesjonalnego podejścia i rozwiązań. Czas amatorki powinien się już się skończyć. Myślę że dużą i dobrą rolę może odegrać tu Intel.
AK74 - Jak obecnie wygląda sytuacja właścicielska serwisu? Rościsz sobie prawa do udziałów w Grono? Prowadzisz działania prawne?
No to dla mnie bardzo nieprzyjemna sprawa.
Jak już wspominałem była przyjacielska umowa, którą do dziś próbowałem wyegzekwować. Niestety, kiedyś przyjaciel teraz nie ma dla mnie czasu. Jeszcze teraz, w lutym próbowałem rozwiązać problem polubownie, bez szumu. Kilka miesięcy zajęło mi gromadzenie niezbędnych dokumentów i dowodów działalności – ale co najważniejsze i też przykre – dosłownie w ciągu kilku dni moi adwokaci przekażą sprawę odpowiednim instytucjom.
I tu, pozwolisz, drobna uwaga dla wszystkich zaczynających biznes ze znajomymi – piszcie jakieś, nawet symboliczne umowy, bo później może się okazać, że pieniądze bardzo zmieniają postrzeganie przyjaźni i rzeczywistości, a odkręcanie tego jest kosztowne, pracochłonne i najzwyczajniej nieprzyjemne.
AK74 - Na forum GoldenLine w wątku dot. Grono wchodzisz w ostra polemika z Michałem Krzemieniem. W waszych postach widać, ze nie lubicie się zbytnio. Czy niechęć do Ciebie jest jakimś wyznacznikiem pracy w Grono?:)
Tak to odebrałeś?
Ja go nawet nie znam. Próbowałem podjąć po prostu rozmowę na forum publicznym. No może momentami wyglądało to dosyć ostro, ale nie tylko ja próbowałem wydobyć od niego jakieś konkretne wypowiedzi.
Co natomiast tyczy niechęci do mnie, myślę że z powodów o których wspominałem, ja i Bronek, czy raczej początki Grona, jesteśmy po prostu tematem tabu w firmie.
AK74 - Zostawmy Grono. Co Ty teraz robisz i nad jakimi projektami pracujesz obecnie?
Na brak zajęć raczej nie narzekam. Jestem managerem w dużej branżowej firmie notowanej na giełdzie, zajmuję się projektowaniem i opracowywaniem rozwiązań internetowych, tworzeniem kontentu. Po godzinach, jeżeli je mam, ze znajomymi kombinujemy co by można w naszym internecie jeszcze wymyślić i zrealizować.
Acha, niedawno skoczyłem na bungy – co, zapewniam cię, dla człowieka ze śmiertelnym lękiem wysokości jest życiowym sukcesem :)
AK74 - Tomku dziękuję za obszerny komentarz i podzielenie się informacjami.
PS. Seria wywiadów jaką raczę od pewnego czasu wszystkich czytelników jest próbą sprawdzenia czy taka formuła tego bloga sprawdzi się - czekam na odzew w komentarzach czy wrócić jednak do poprzedniej formuły czy też co pewien czas zamieszczać wywiady. Wasz głosy zadecydują o tym.
TUBA20 - zaproszenie
7:00 28th February 2008

Panie i Panowie! TUBA02 ponownie zawita do stolicy za sprawą Maćka Budzicha. Tym razem będzie marketingowo - interaktywnie. W panelu gości pojawią się znane i całkiem nowe polskie agencje interaktywne opowiadające o swoich case study. Nie zabraknie też informacji o marketingu szeptanym i politycznym…
Maciek Budzich zaczyna jawić mi się jako główny nakręcacz naszych rodzimych spotkań branżowych - pomaga nam i wspier Aulę a oprócz tego organizuje (z wydatną pomocą Artegence) spotkania z serii TUBA na których pojawiają się wszyscy wielcy świata reklamy i mediów (no prawie wszyscy). Na TUBIE po prostu wypada być do czego serdecznie zapraszam!
TUBA02
Tutaj znajduje się plakat w PDF imprezy.
Start: 16:00 (3 marca 2008, poniedziałek)
Miejsce: Warszawa, Multikino – Złote Tarasy
Koniec: ok. godz. 20:30
Oficjalny program:
1.Andrzej Szewczyk (Artegence) opowie o tym, jak zmienia się, i czy w ogóle jeszcze istnieje, granica między telewizją a internetem.
2. (180heartbeats) - case study Samsung-dobrerady.info – czyli Pani Bożenka z klubu Kreatywnych Księgowych od kuchni. Marcin opowie jak przygotowuje się kampanię wirusową dla wąskiej grupy specjalistów i jej efektach.
3. Adam Wysocki (NEXT) opowie o wprowadzaniu nowego produktu na rynek za pomocą bloga. To przedsięwzięcie (jeśli chodzi o blogi) zdobyło jak do tej pory najwyższe uznanie w konkursach branżowych – otrzymując w tym roku srebrne Effie za telewizjęnowejgeneracji.pl
4. Mariusz Woźnicki z agencji Harder&Harder przybliży kilka spraw związanych z tematem marketingu szeptanego (niestety u nas w Polsce zasługującego częściej na miano marketingu szemranego).
5. Kasia Dragović (Szkoła Mistrzów Reklamy) przedstawi krótki film o marketingu politycznym i jego konsekwencjach w Serbii i na Ukrainie.
6. Pokaz filmu Metropolis Fritza Langa - Metropolis to film nakręcony w 1927 roku przez niemieckiego reżysera Fritza Langa. Film, który już od niemal stulecia stanowi inspirację dla pokoleń twórców filmowych, został całkowicie odrestaurowany. Nowa edycja filmu trwa 118 minut, zawiera odnalezione (zaginione po wojnie) sceny, a także krótkie opisy tych fragmentów, które zostały wycięte, wbrew woli reżysera, niedługo po premierze filmu w 1928 roku. Oprawę muzyczną do tego filmu będzie realizował na żywo Dj Licky.
Jak dostać się na TUBE02?
Jeśli wybierasz się na TUBĘ02, przeczytaj uważnie poniższy akapit. Wstęp na TUBĘ02 jest bezpłatny. Aby jednak ułatwić nam zorganizowanie takiej imprezy postanowiliśmy przy tej edycji wprowadzić listę wstępu. Wystarczy wysłać zgłoszenie zawierające „TUBA02” w temacie, na mój adres (maciekMAUPAmediafun.pl).
Zgłoszenie powinno zawierać:
Imię i nazwisko
Firma (strona www, adres bloga itp)
e-mail kontaktowy
W ciągu dwóch dni organizatorzy wyślą potwierdzenie i szczegóły odbioru zaproszeń.
To wszystko, do zobaczenia na TUBIE02!
Zanox ląduje w Polsce
18:33 22nd February 2008

Kolejny wywiad - tym razem coś więcej na temat pojawienia się firmy Zanox na polskim rynku. Na pytania odpowiada Pani Karolina Romańska z firmy PR Synergic…
AK74 - Zanox pojawia się w Polsce w 2008 roku. Dlaczego dopiero teraz? Rynek urósł wystarczająco, czy po prostu trzeba ścigać się z konkurencją?
Strategią zanox jest stworzenie globalnej sieci partnerskiej. Dlatego też priorytetem było otwarcie biur w USA i Chinach. Odrobiliśmy zadanie domowe i teraz możemy także dać coś więcej Polsce. Więcej, czyli dodatkowy globalny polski traffic. Długo obserwowaliśmy i analizowaliśmy rynek w kraju. Działaliśmy poprzez silnego partnera ACR, który należy do K2 i tym samym przetarliśmy pierwsze szlaki. W miedzy czasie pracowaliśmy nad przygotowaniem pełnej strategii wejścia do Polski. Do tego należy też w pełni funkcjonująca strona www, polski interface, walutowanie w PLN i udostępnienie produktów tj. zanox-payTip w języku polskim.
AK74 - Jak Zanox ocenia konkurencję na rynku polskim? Czy Afilo TraderDoubler brani są pod uwagę jako realni konkurenci?
Oczywiście podchodzimy do każdego konkurenta z pełnym szacunkiem. Z TD znamy się już od lat konkurując na wielu europejskich rynkach. Afilo jest stosunkowo młodą siecią wiec jak na razie, ciężko jest się nam w tej kwestii wypowiedzieć. Jestem przekonany, że plusem zanox jest wieloletnie doświadczenie w skutek współpracy z dużymi graczami jak np. Amazon, Citibank a w Polsce Centralwings. Ponad to, obszerne możliwości techniczne (rozwinięte metody trackingu -możliwy tracking także bez cookies jak i tzw. basket tracking, gdzie reklamodawca może ustalić rożne prowizje dla wielu produktów z jednego koszyka oraz Webservices API, łącza XML), hotline 24h, 7 dni w tygodniu i oczywiście globalny zasięg zarówno dla reklamodawców jak i wydawców.
AK74 - Jak Zanox ocenia możliwości i potencjał usług “pay-per-action” vs. SEO i SEM?
PPA czy CPA (cost per action) jest bardzo korzystnym modelem rozliczania dla reklamodawcy. Daje możliwość dokładnego targetowania i analizowania wydatków na nowego klienta czy wygenerowania transakcji. Firmy coraz częściej odkrywają to narzędzie dla siebie i dostrzegają większe plusy niż w standardowym rozliczaniu się w modelu CPM za odsłony. Dlaczego? W CPA widza efekt i tylko za niego płacą.
Swoją drogą, dużo naszych partnerów działa w SEM i SEO. Więc te kanały niekoniecznie ze sobą konkurują. Reklamodawca ma z tego korzyść, bo definiuje CPA a partner próbuje tak zoptymalizować kampanię w wyszukiwarkach (google, netsprint, onet) aby uzyskać pozytywną marżę i nie odnieść straty. Ryzyko przejmuje więc partner, bo to on płaci w tym momencie za klik w wyszukiwarce, a otrzymuje w zamian wynagrodzenie za efekt. Model ten naprawdę się sprawdza, a reklamodawcy są zadowoleni, co widać po success story Expandera
AK74 - Jakie są plany do końca 2008 roku? Chcecie być liderem w swojej niszy czy tarkujecie ten rok jako “rozbiegówkę”?
Otwarcie biura w Warszawie było starannie przemyślane i przygotowywane; oczywiście ten rok jest dla nas niezmiernie ważny. Pragniemy wprowadzić w Polsce wysokie standardy na rynku „płać za efekt” i udowodnić, że wieloletnie doświadczenie, zaawansowana i innowacyjna technologia oraz globalny zasięg, to atuty umożliwiające walkę o przywództwo na tym rynku.
AK74 - Dziekuję za odpowiedź na pytania i życzę powodzenia!
Social lending w Polsce
16:21 18th February 2008

Kasa, zyski, finanse, pożyczki. Social lending powinnien być hitem zbliżającej się wiosny a na razie jakoś dość niemrawo informacje na temat trzech serwisów (Finansowo.pl / Monetto.pl / Kokos.pl) rozgrzewają polską blogosferę. W oczekiwaniu na kolejne newsy na temat pochodów konkuretów pozwolę sobie przyjrzeć się czym mogą powalczyć o nas czyli potencjalnych użytkowników…
Na początku słowem wprowadzenia - celem tego wpisu nie jest opisywanie zjawiska social lending a bardziej przyjrzenie się polskim firmom, które taką formą działalności się zajęły oraz sposobom za pomocą jakich chcą promować swój produkt. Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś o samym zjawisko zapraszam np. na bloga Marcina Sulikowskiego albo na najbliższe spotkanie Bootstrap gdzie temat p2p lending będzie głównym wątkiem.
Money, money, monetto
Aby chronologicznie chcieć podejść do tematu trzeba zacząć od Finansowo.pl. I tu mam problem bo serwis zaistniał jako pierwszy, ale nic o nim nie wiadomo poza tym, że ma jakieś plany walki z konkurencją. Od czasu powstania Finansowo.pl nie przebiło się z ofertą do szerokiego grona użytkowników a teraz gdy na rynku pojawiło się kilku dużych konkurentów może być już trudno. Czyżby target Fotki i Bajo kasy nie chce pożyczać ani zarabiać na pożyczkach? Na to wygląda na razie.
Kolejne jest Monetto.pl - projekt wykluł się jako efekt współdziałania krakowskiego funduszu technologicznego IIF oraz Łukasza Banacha z Prender Sp. z o.o. (założonej we wrześniu 2007 roku) oraz Sebastiana Kwietnia. Projekt został ogłoszony już w grudniu 2007 roku jako “pierwszy serwis social lending w Polsce”.
Przez kilka miejsc w polskiej sieci przetoczyły się mocne dyskusje dotyczące prawnych aspektów działalności takiego serwisu oraz po prostu tego czy w Polsce dorówna Zopa i Prosper pierwszym serwisem tego typu na świecie. Łukasz dawał mocny odpór wszystkim niedowiarkom i trollom wieszczącym upadek Monetto.pl przed startem - z różnym skutkiem bowiem nie mógł wesprzeć się działającym serwisem i jego wynikami.
Mocna merytorycznie dyskusja jaka miała miejsce na forum GoldenLine pokazała, że Monetto.pl ma wypracowane podstawy prawne, dobre konktaty strategicze (mBank!) oraz wiarę w to, że ich produkt stanie się wzorcowym przykładem serwisu typu social lending w Polsce. Jedyny problem jaki trapił (i trapi) Monetto to brak publicznej i otwartej działającej wersji serwisu. No i konkurencja ze strony działającego serwisu Finansowo.pl
Kokos rozbija bank
I wtedy nagle z Sopotu zaatakowała firma Blue Media a dokładnie Kokos.pl, który po cichu i nie czekając aż Monetto.pl się otworzy i pochwali swoimm serwisem uruchomił de facto pierwszy w Polsce serwis “social lending”. Wniosek? Jeśli zamierzasz walczyć z konkurencją upewnij się czy po opublikowaniu newsów o zamiarze wejścia na rynek możesz odpalić swój serwis szybko. Monetto na tym poległo i wydaje się (patrząc po ilości czasu od premiery Kokosa), że nie ma pomysłu jak sensownie odpowiedzieć.
Tak więc na rynku obecnie A.D. 2008 są trzy firmy ale wygląda na to, że walka o pierwsze miejsce rozegra się między dwoma serwisami - Monetto i Kokosem. Finansowo ma zbyt wiele do nadrobienia i nawet jeśli zaskoczy rynek informacją o podpisanej umowie z którymś z banków to na dzień dziesiejszy nie będzie się liczyć.
A przecież wcale nie jest powiedziane, że na rynku polskim muszą być obecne tylko trzy serwisy - może pojawi się gracz za zagranicy skuszony tak świetnie rozwijającym się rynkiem i przetartymi szlakami w dziedzinie prawnych niuasnów?
Podsumowanie
Na koniec małe zestawienie pokazujące plusy i minusy poszczególnych konkurentów:
Finansowo.pl - (właściciel Interaktywna Sp. z o.o. Wyniki za 2007 rok tylko samej Fotka.pl to 2,5 mln pln zysku)
Zalety - pierwszy serwis p2p lending w Polsce. I to tyle co można powiedzieć. Wyników nie znamy, liczby użytkowników też nie, ale nie jest ona chyba wysoka skoro Interaktywna nie chwali się nią.
Wady - brak wizji i rozwoju. praktycznie serwis jest taki sam jak na początku istnienia. Wygląda jakby na porzucony projekt na rzecz przynoszącej kasę i bardziej medialnej Fotka.pl
Ocena - Potencjał Fotki i innych serwisów ze stajni Rafała (Rafał Agnieszczak na privie sprostował - Interaktywa nie jest właścicielem Finansowo.pl) bo ak podaje w swoich ostatnich informacjach prasowych sama Fotka ma już 6 mln zarejstrowanych użytkowników może ostro namieszać bo akurat jako jedyni nie będą musieli kupować userów i tracić kasy na drogie kampanie. Z drugiej strony nie wiadomo czy społeczność, która odwiedza serwisy Interaktywnej to dobra grupa docelowa serisu p2p lendingowego…
Kokos.pl - (właściel Blue Media, która ma następujące wyniki finansowe w 2005:
Przychody: 34 504 420,42. Zysk netto: 460 353,60).
Zalety - odpalony i działający. Wsparcie firmy, która tworzy od wielu lat soft dla banków i branży mobilnej. Duuużo wolnej gotówki do zainwestowania aby bić się o pozycję numer jeden w polskim p2p lending. Dodatkowo sądząc po istnieniu spółki Blue Media Sales & Consulting SA firma może chcieć poszukać dodatkowej kasy na giełdzie.
Wady - p2p lending i budowa ośrodków www (Michał Samujło zwrócił mi uwagę na http://www.buddyschool.com/ czyli jednak coś robią jeśli chodzi o społeczności) nie jest silną stroną Blue Media. Brak wyraźnej promocji oraz brak silnego partnera w dziedzinie bankowości i finansów (i znowu sportsowanie - w marcu BM ma ujawnić kolejn fakty dotyczące partnerów stratgicznych Kokosa - za link dzięki Marcinowi.)
Ocena - mają kasę, mają doświadczenie ale nie robili nigdy niczego w sieci. Taka mieszanka może stworzyć albo giganta albo położyć na łopatki. Trudno ocenić na dzień dziesiejszy co dalej planują panowie z Sopotu i jak chcą neutralizować konkurencję.
Monetto.pl - (właściciel Prender Sp. z o.o. - kapitał spółki 284 000,00 z czego 198 800,00 należy do IFF a tylko 28 400,00 do Łukasza Banacha (resztę udziałów objeli Sebastian Kwiecień i Michał Jabłoński po tyle samo co Łukasz. Jeśli udziały mają odwzorować negocjacje to Łukasz sprzedał swój pomysł strasznie tanio. Chyba, że on tylko ma zarządzać firmą a pomysł pojawił się w głowie kogoś z IIF).
Zalety - IIF to Rafał Styczeń czyli twórca BillBird czyli człowiek, który zna i rozumie sprawy związane z finansami w sieci. Poza tym fundusz IIF daje stabilność finansową na starcie i know how do dalszych działań.
Wady - trzecie miejsce po falstarcie i kiepski z tym związany PR. W porównaniu do Blue Media zapasy gotówki nawet nie Prendera (bo to przecież tylko podmiot IIF mający dać instrumenty prawne do prowadzenia firmy) ale i samego IIF są małe. IIF ma kasę na inwestycje od PARPU i z własnych środków (w większości zamrożonych w innych projektach). IIF nigdy nie budował podmiotu społecznościowego (tak samo jak Blue Media dodać należy).
Ocena - wszystko zależy od tego z jakim serwisem Monetto w końcu wystartuje - zapewne po chwilowym nokaucie ze strony Kokosa chcą chwilę poczekać aby odpalić coś co przyćmi konkurenta. Oby nie czekali za długo i nie spalili pomysłu przed upublicznieniem.
PS. Wysłałem za pomocą formularza na stronie www zapytanie do Kokos.pl w sprawie odpowiedzi na pytania - do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. Szkoda.
Odrobina dystansu
20:46 8th February 2008

Odpadłem na kilka dni od klawiatury stacjonarnego komputera, wybiłem się z rytmu pisania i sprawdzania co piszą inni i muszę stwierdzić ze smutkiem, że life sucks kiedy trzeba znowu przeklikać się przez zaspy zaległej poczty i bardzo-ważnych-informacji na blogach. Naprawdę. Parę dni bez logowania (albo właśnie wylogowania) i zaczynam inaczej patrzeć na ten cały wirtualny zgiełk…
Odpalam srogo przekarmionego zasysacza RSS i popadam w lekką konsternację - a to Ziobro przejechał swój laptop a to Marcin Jagodziński wziął na fleki Alka Tarkowskiego z wdziękiem słonia w składzie porcelany a to znowu stąd i tamtąd krzyk się niesie, że naszą (czyli moja i Twoja) prywatność tylko GIODO może uchronić albo gorzej - już została skonsumowana przez google’owego Lewiatana.
MałyMiękki zapragnął Yahoo więc Google go glanuje płacząc co się stanie jak MS dostanie nową zabawkę. Parę osób na raz poczuło gwałtowną chęć pożyczania mi kasy. Oczywiście na niezły procent. Lichwa? Gdzie tam - social lending you fool!
A jeszcze parę dni temu zanim znowu mój umysł nie został okopcony Bardzo Ważnymi Informacjami śmieliśmy się z pewnej pani z pewnego państwa na A, która wynajmowała nam pokoje, że z poważną miną tłumaczyła nam jak ważne jest segregowanie śmieci a w szczególności wrzucanie resztek biologicznych do specjalnego pojemnika.
Potraktowałem sprawę bardziej zabawowo niż pragmatycznie i zmuszałem się do segregowania odpadów w domowym zaciszu.
Parę dni później ofukałem znajomego, który źle umieścił swoje śmieci w pojemnikach. Po powrocie do rodzinnego miasta-stolicy na widok śmietników z wylewającymi się sfermentowanymi resztkami jedzenia wzruszyłem ramionami - byłem u siebie, na swoich śmieciach (sic!) i nie musiałem się juz wygłupiać pomyślałem.
Błąd. Tak samo jak zatrzymywanie się przed pasami i przepuszczanie pieszych. Albo zbieranie odchodów swoich milusińskich. Albo nie wyrzucanie papierosów na ulicę. Może nie pomoże to nam zbudować drugiego Google’a ale na pewno poprawi relacje między nami. Te prawdziwe nie wirtualne.
I już wiem, że parę osób puknie się w głowę czytając to i pomyśli “po kiego piszesz takie bzdety baranie przecież to ja już wiem”. Ja też tylko kompletnie nie umiem tego zastosować w życiu. Ale zaczynam to dostrzegać z pewnego oddalenia kiedy można nabrać odrobiny dystansu do siebie.
Wrócmy jednak z obłoków na ziemię. Właśnie odbyła się 16-ta edycja Auli i mam wrażenie, że jest to jeden z najważniejszych projektów jakie do tej pory udało mi się współtworzyć ponieważ kompletnie nie chodzi w nim o zysk ale o edukowania i możliwość wymiany doświadczeń.
Aula nabiera rumieńców dzięki świeżemu zaciągowi kilku osób (dziwnym trafem wszyscy są z mafii z bednarskiej). Mamy już więc spory team, który realizuje naprawdę świetne pomysły i odważa się mięć jeszcze lepsze. 26 lutego będziemy mogli zaprezentować spotkanie pod hasłem Ogólnopolski Barcamp, które mam osobiście nadzieję da sposobność do rozmów o wypracowaniu jakieś wspólnej formuły spotkań.
Znowu w TVN tym razem bardziej niż zwykle oficjalnie z większą ilością gości i bogatszym programem a potem impreza dla wytrwałych. Zapowiadam z góry kilka niespodzianek! Wizyta Reshmy Sohoni z Seedcamp.com mam nadzieję pomoże zrozumieć i uwierzyć naszym lokalnym young entrepreneurs, że mogą ścigać się z innymi krajami i wcale nie jest to walka Wisły Kraków z Realem Barcelona.
Chcemy i będę osobiście naciskał aby takich wizyt dających możliwość kontaktu z zagranicznymi środowiskami było więcej bo pomagają walczyć z uprzedzeniami (nie uda się, nie mamy środków, po co walczyć z lepszymi) i być może pomogą realnie jakiemuś polskiemu start-up’owi.
Tak więc uszy do góry, zima łaskawa jest tego roku i widzimy się 26-go lutego!
Jak założyć internetowy bzdet
21:10 14th January 2008

Świat dziennikarski zwariował na punkcie Internetu. Po sukcesach Wiecie-Jakiego-Serwisu nawet osoby luźno związane z branżą zaczynają zaklinać rzeczywistość generując teorie dotyczące pięknego i prostego życia start-upów. Przez przypadek obejrzałem odcinek programu “Pierwszy milion” emitowanego na łamach Gazeta.pl będącego odpowiedzią na rynkowy głód wiedzy o tym jak stać się milionerem w działce nowych technologii…
W latach 90-tych w Polsce zdobyło ogromną popularność mądrość ludowa mówiąca, że “pierwszy milion trzeba ukraść”. To stwierdzenie (czy wręcz oskarżenie) jest wodą na młyn tych, którzy badając kulisy robienia biznesu w Polsce zakładają z góry, że każdy większy biznes musi bazować na jakimś przekręcie ZUSu, Skarbówki czy po prostu naiwnych obywateli.
Magiczny “pierwszy milion” miał się stawać przepustką do kolejnych gór dolarów i złota produkowanych już taśmowo - wszak pieniądz robi pieniądz jak głosi kolejne mądre powiedzenie więc dlaczego milioner nie może stać się miliarderem? Albo pierdyliarderem? Tym tropem najwyraźniej poszli twórcy “Pierwszego miliona“.
“Wystarczy 10 tys. zł, dobry pomysł (choćby skopiowany z zagranicy) i realny biznesplan” głosi podpis zwiastujący program pt. “Pierwszy milion - Jak założyć internetowy biznes”. Kawa na ławę, prościej już nie można chyba. Gdyby twórcy Partype.pl nie pośpieszyli się ze sprzedażą swojego dzieła to być może dziś byliby milionerami. A wszystko dzięki darmowemu programowi w necie.
Domyślam się, że produkcja powstała w wyniku w(y)rzucenia kasy przez zacny podmiot jakim jest Bank ING Nationale Nederlanden. Domyślam się, że program ma mieć “walory edukacyjne” i być może nawet coś przekazać o biznesie. Jakąś prawdę absolutną i ponadczasową. Niestety po wygraniu się czołówki twórcy programu wogóle przestali udawać, że się na czymś znają i pozwolili błyszczeć zaproszonym gościom.
Dziennikarz prowadzący drętwo odczytuje “…google i youtube to nie tylko jedne z najpopularniejszych adresów internetowych ale także przedsiębiorstwa które przynoszą ogromne zyski. Podobnie polski pomysl, portal Nasza-Klasa zarabia już spore pieniądze. Czy wobec tego portal internetowy to prosta droga do miliona (miliona czego? użytkowników czy pieniędzy? I w jakiej walucie? W szeklach i rublach transferowych też się liczy?”)?
Potem pojawia sie specjalista Pan Jakub Połeć. Pan Połeć mówi, że dla większości e-commerce’owych biznesów nie potrzeba wydatków na marketing. Większość z podmiotów osiąga “ogromną rentowność” korzystając z marketingu szeptanego. Słyszycie te hałasy? W tym momencie tysiące osób zajmujących się SEO i SEM właśnie zaczynają się pakować i przenosić do Irlandii gdzie zostało coś jeszcze do wypozycjonowania.
Kolejny zapytany - Pan Robert Kamiński z “Komputer w firmie.pl” - idzie jeszcze dalej: trzeba mieć 10 tys.pln i…. już. Interes można rozkręcać. W kolejnych miesiącach nasz budżet będzie pochłaniany przez wydatki tylko na ludzi, bo jak twierdzi Pan Robert technologia jest tania. W dalszej części swojej wypowiedzi Pan Robert zdradza źródło pozyskania 10 tys. pln - mBank. Wystarczy pójść, otworzyć konto i dostaje sie upragnione 10 tys. pln na swój wielki biznes.
A ja sobie myślę, że w mBanku jak i w każdym innym banku nasz pomysł i takprzedstawiony biznes plan spotkałby się z taką odpowiedzią (boże, w ktorym oddziale taką panią można zobaczyć??)
Milczeniem należy zbyć plansze z “szacunkowymi” wyliczenia dot. kosztów: np. “Za utrzymanie miesięczne strony www - 1000 pln”. Gdyby to wiedział YouTube to pewnie nie sprzedawałby sie Google’owi tylko wziął pożyczkę w mBanku na hosting. Najmniej komicznie wypada Pan Marek Zuber (ekonomista), który radzi, żeby “wszystko robić z głową i zacząć od planowania i strategii”. Tutaj trudno się do czegoś przyczepić.
Po co produkować zatem program, który zawiera błędy merytoryczne wielkie jak miłość Tuska do narodu? Czy to jest odpowiedź twórców na postawione pytanie - jak zarobić pierwszy milion - produkując taśmowo gnioty?
Ciekaw jestem czy po obejrzeniu takiej audycji gdybym sie zglosił z biznesplanem do któregoś z oddziałów ING to dostałbym kasę na mój plan “portalu za 10 tys. pln”? I jeśli nie to czy mógłbym pozwać Agorę albo ING? Hę?
Sukcesy programów popularyzujących biznes w stylu “Firma” Młodkowskiego pokazały, że nie dość, że w ludziach siedzą przedsiębiorcy to jeszcze to, że naprawdę chcę się zakładać własne działalności i tworzyć nowe miejsca pracy.
Szkoda żeby takie programy “informacyjne” jak “Pierwszy milion” miału psuć dobre wrażenie i zniechęcać ludzi poprzez podawanie wątpliwej jakości informacji. Chciałbym wierzyć, że to jednostkowy wypadek przy pracy młodej ekipy.
komentarzy brak »
