Mona Lisa za 5 pln brutto

17:28 6th January 2010

mona lisa da vinci authalia

“Sprawa” firmy / fundacji / serwisu (sam nie wiem kim / czym jest ten twór posiadający kilka stron: taką taką taką taką no i oczywiście bloga) Authalia wyniknęła kilka tygodni temu kiedy parę osób na Flakerze komentowało start serwisu a potem Olgierd Rudak i Sławek Wilk zamieścił na swoim blogu wpis oceniający jego zdaniem dość krytycznie możliwości prawne tego serwisu. I nic by się nie stało gdyby nie reakcja Authalia, która postanowiła sądzić się z wymienionymi blogerami…

Olgierd prześwietlił sprawę z prawnego punktu widzenia i dał wyraz swojej dezaprobacie tu, tu. Sławek Wilk o Authalia wspomniał w dwóch wpisach tu i tu.

Sławka ściga prokurent, Olgierda sam prezez zarządu. Chcą aby blogerzy przestali rozpowszechniać “oczerniające i szkodliwe informacje” na temat Authalia. W “sprawie” wypowiedział się różne osoby Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych SA.

Olgierd zasugerował bowiem, że partnerstwo Authalia ogranicza się do zakupu licencji na podpis cyfrowy (czyli taka mniej więcej paralela – masz zainstalowanego windowsa na swoim kompie to mówisz, że kręcisz interesy z Gatesem i Microsoftem. ) a MKNiD tak naprawdę nie autoryzowało Authalia i nie nadało jej statusu organizacji zarządzania prawami autorskimi (tak jak ZAIKS czy FOTA).

O co więc chodzi? W wielkim skrócie Authalia chce stać się organizacją broniącą interesów praw autorskich na CAŁYM ŚWIECIE. Tak jest, dobrze przeczytaliście. W Chinach, Kongo, Rosji i we wszystkich tych krajach gdzie zli ludzie moga ma ulicy sprzedawac kopie nagrywana w kinie “Avatara” w wersji 4D (wersja z okularami + 1$). A co moze podlegać ochronie? Wszystko – zdjecie, naszyjnik, utwor muzyczny. Wszystko co jest wyprodukowane przez Ciebie czyli autora.

“Certyfikat z datą pewną autorstwa PWPW S.A.,kwalifikowanego podmiotu świadczącego usługi certyfikacyjne na podstawie upoważnienia wydanego przez Ministra Gospodarki Rzeczypospolitej Polskiej, wywołuje skutki prawne daty pewnej. Uzyskanie certyfikatu jest równoważne z przyznaniem Ci patentu na wyłączne korzystanie z utworu w 164 krajach Świata. Authalia.com zrównała Twoje możliwości ochrony twórczości z możliwościami wielkich wytwórni, wydawców i producentów.”

Czyli myśląc logicznie – po co nam urząd patentowy, stanie w kolejkach wydawania dużej kasy (od kilkuset do kilkunastu tysięcy złotych za wniosek patentowy w zależności od ilosci krajów, branż itd.) bo Authalia proponuje Ci drogi twórco za 5 złotych – tak, PIĘĆ ZŁOTYCH POLSKICH. Jak to możliwe? Czy zatem naprawdę żyjemy w Matriksie i właśnie Authalia nas z niego wyrwała odłączając od pomp i ssawek korpo-wampirów, stad dzikich prawników bez serca i konieczności jeżdzenia po wszystkich 164 krajach na świecie w celu rejestracji np. takiego zdjęcia?

Sami twórcy serwisu / usługi pokusili się aby dać dobry przykład i zastrzegli sobie wygląd klawisza na ich stronie www. A tak naprawdę rozwaliło mnie takie ogłoszenie tutaj:

“Za wykorzystaną przez nas (w celu dochodzenia odszkodowania) informację o bezprawnym wykorzystaniu utworu Użytkownika Authalii w jednym ze 164 państw możesz otrzymać nawet 1.000.000 punktów!”

Za czasów wypraw Kolumba miejscową (naiwną należy dodać) ludność przekupowano perkalem i paciorkami – dziś wirtualnymi punktami.

Na koniec aby nie zostawić Ciebie czytelniku jedynie z ponurymi myślami załączam parę zdań “ku pokrzepieniu serc”:

“Wierzymy w społeczeństwo, w którym wolna kultura spotyka się z szacunkiem dla pracy twórczej i właściwym wynagrodzeniem Twórców. Wierzymy, że w obliczu stworzonej przez nas szansy, ludzie z całego Świata skorzystają z niej i zechcą odebrać instytucjom i korporacjom władzę nad zarządzaniem twórczością, jej dystrybucją i promocją.”

Tak, myślę, że argumentacją “wiarą” jest trafne w społeczeństwie w którym 95% ludzi (podobno) jest Katolikami i wciela życiu codziennym zasady Dekalogu (tego Biblijnego nie Kieślowskiego). Wiara twoim największym przyjacielem!

“Wierzymy, że narzędzia kontroli społeczeństwa nie są potrzebne, a ludzie sami potrafią zgodnie z własnym sumieniem wspierać finansowo Twórców, których twórczość jest dla nich wartościowa. Wiemy, że ludzie są w stanie sami decydować o tym, co jest świetną książką, dobrą muzyką czy wartym obejrzenia filmem.”

Zachęcony sprawdziłem sam jak działa ta usługa. W ramach prowokacji “dziennikarskiej” (i tylko po to!) stałem się autorem praw do utworu “Mona Lisa” niejakiego Da Vinci (tak, to ten od książki “Kod Da Vinci” i filmu “Vinci”).

Mam nadzieję, że autor (lub właściciele praw) się nie będzie procesował ze mną i da mi rozporządzać swoim dziełem w 164 krajach – liczę na to, że Authalia będzie mnie broniła w sądach w tych krajach za te całe 5 pln brutto?

Jak by ktoś miał wątpliwości to tutaj mam odpowiednie certyfikaty a nawet plik sig

Dziękuję Ci Authalio – od dziś moje życie nabrało nowego sensu jako twórcy!

Wesołych Świąt :)

0:47 22nd December 2009

Życzę Wszystkim Wam znalezienia całej masy pięknych i użytecznych prezentów jak ten poniżej (to na razie tylko prototyp i to wirtualny ale cóż – tak być może będziemy konsumowali prasę już za parę lat).

Mag+ from Bonnier on Vimeo.

paid content płatności w internecie

Czas lekko (lub całkowicie) uchylić rąbka tajemnicy związanej z zaślepką pojawiającą się wczoraj przez cały dzień na moim blogu. Mogliście wybrać kwotę jaką bylibyście w stanie zapłacić za tydzień (5 PLN + VAT) lub miesiąc (9 PLN + VAT) dostępu i korzystania z treści na moim blogu. I jakie są wyniki? Zaskakujące…

First things first. Inicjatorem akcji był Michał Samojlik z Autentika. W akcji udział wzięli twórcy blogów: Grzesiek Marczak, Paweł Iwaniuk, Paweł Lipiec Maciek Budzich, Tomek Topa. Autentika przygotowała plugin do Wordpressa (tak więc jeśli coś nie działało to mogę jedynie przeprosić ale nie miałem wpływu na działanie pluginu).

W akcji wzięli udział blogerzy zaproszeni przez Autentika. Moja motywacja była prosta – sprawdzić poziom deklaratywności moich czytelników oraz oczywiście poddać pod publiczną dyskusję kwestię wynagradzania blogera za jego pracę. I chciałbym od razu małe sprostowanie poczynić – ze swojej strony mogę zagwarantować, że mój blog będzie bezpłatny ponieważ u podstaw jego działania leży promocja mojej osoby, firm i projektów w których biorę udział. Ja jednak mogę być wyjątkiem bo patrząc na poziom zaangażowania Tomka Topy czy Maćka Budzicha ich praca dawno przestała być czystym hobby i jak w przypadki Maćka może śmiało konkurować z “newsroomami” portali (policzcie ile czasu Maciek spędza na filmowaniu różnych wydarzeń, podróżach po Polsce i inwestowaniu w sprzęt).

Wideo opisujące badanie by Autentika / Michał Samojlik:

Wniosek numer jeden: w Polsce (jeśli uznać, że blogi, których autorzy brali udział w akcji można uznać za papierek lakmusowy) z blogowania nie utrzyma się nawet osoba, której blog notuje 70-80 tys. UU miesięcznie. Nie utrzyma się ponieważ jego czytelnicy nie będą w stanie płacić za dostęp do treści. Gratuluję Tomkowi Topie wiernych czytelników: w jego wypadku istnieje szansa, że po odjęciu VAT (22%) oraz podatku (przyjmijmy 19%) Tomek mógłby pomyśleć tylko o pracy nad rozwojem swojego bloga (zostanie mu “na rękę” jakieś ~ 5 tyś PLN).

Wniosek numer dwa: komentujący dzielą się na dwie wyraźne grupy – jedni atakują i bardzo silnie krytykują samą ideę dostęp płatnego wskazując, że “zawsze mogę poczytać o tym samym gdzieś indziej gdzie nikt ze mnie nie zedrze kasy”, śmieją się z “frajerstwa tych co zapłacą”, pukają się w czoło, zarzucają “bicie piany”, “wprowadzanie opłat jak za korzystanie z powietrze – blog ma być darmowy”. Druga grupa osób mówi “tak, ale pod pewnymi względami” czyli: brak reklam, profesjonalizacja przekazu i częstotliwość ukazywania się wpisów, szersze spektrum treści i lepszy poziom merytoryczny.

Wniosek numer trzy: patrząc na dwa poprzednie konkluzja jest prosta. W Polsce na chwilę obecną bycie w 100% “zawodowym” blogerem nie jest możliwe i jest mitem. Nie widać na “scenie blogosfery” nikogo kto zdołałby się utrzymać tylko z opłat za dostęp do treści. Śmiem zaryzykować twierdzenie, że nawet Kominek szybko by “wyłysiał” ze swoich wiernych followersów (a w rezultacie i z płatników za treści) gdyby witał na swoim blogu “cześć, to jest blog Kominka a to jest skarbonka Kominka”.

Wniosek numer cztery: W Polsce nie ma szans na powstanie, prowadzenie i rozwój blogów takiej jakości i pozimie jak wymieniane jednym tchem przez czytelników obcujących z “lepszymi blogami bo po angielsku”: TechCrunch, ReadWriteWeb, TheNextWeb, Robert Scoble, Joe Spolsky. Poguglujcie miłe Panie i Panowie i zobaczcie sobie jakie medialne siły (bo w niektórych przypadkach tak je trzeba już nazywać) wydawnicze stoją za tymi “prostymi blogami”.

Oczywiście – blogi w 90% nie zarabiają na subskrypcji i płatnym dostępie. Pamiętajmy jednak, że ponieważ 99% wartościowych blogów pochodzi z USA a tam od wieeelu lat płacenie kartę, wybierając pozycję z katalogu, składanie zamówienia telefonicznie jest tak powszechne jak u nas nie płacenie za nic.

Innymi słowy – porzućcie wszelką nadzieję Ci, którzy uważają i myślą startując swojego blogaska, że to będzie dochodowe źródło zarobku. Nie w Polsce, w kraju nad Wisła czyli nigdzie. Powód jest banalny: czytelnicy przyzwyczajeni do korzystania z szerokiego zakresu informacji jej przygotowanie traktują jako efekt uboczny. Stąd taka niebywała popularność “mac treści” w Internecie. Google lubi dużo, podlinkowane i dużo razy komentowane (choćby idiotycznie i jednym słowem).

Stworzenie, utrzymanie, zapełnianie treściami na poziomie “wysokim” w świetle tego co ludzie chcą konsumować nie ma sensu ekonomicznego – Polityka, Przekrój, Tygodnik Powszechny będą musiał stać się częścią koncernów, dla których medialnie opłaca się mieć “takie” nazwiska i historycznie popularne tytuły ale broń boże nie zarabiać na nich. Tak samo wygląda sytuacja z blogami – mogę spędzić dzień czytając i analizując jakiś trend. Po 8 godzinach wypluwam z siebie notkę na blogu – obszerną, z cytatami okraszoną autorską analizą, podpartą wywiadami z osobami, które wiedzą więcej.

Taka samą notkę (w sensie zagadnienia) “net-dziennikarz” czyli ktoś bez zaplecza wiedzy zerżnie z TechCruncha i opisze w 10 zdaniach (część z nich źle tłumacząc więc wyjdzie, że np. jest wzrost podczas gdy tak naprawdę autor napisał “spadek). Ponieważ jego blog / serwis działa w otoczeniu “samopozycjonującego się contentu podawnego za pomocą blogoidalnych serwisów” to jego notka zostanie przeczytana przez 30-50 tyś UU przez co zostanie wyświetlona odpowiednia ilość reklam na czym zarobi założyciel takiego serwisu.

Czytelnik (ja raczej powiedziałbym konsument) mając wizję przeczytania czegoś pobieżnie ale za darmo i alternatywę: zapłać (a dostaniesz coś więcej) wybierze w 90% tę pierwszą opcję. Czemu? Bo on nie widzi różnicy, męczy go czytanie długich tekstów, nie ma czasu na zagłębianie się w niuanse. Przeleci tekst, zakoduje sobie podstawowe informacje i popędzi do kolejnego darmowego żłoba.

Brzmi przygnębiająco? A skądże – przed płatnymi treściami nie ma ucieczki. Pojawią się, wzbudzą falę krytyki ale będą na stałe gościły w naszych RSSach. Nie ma ucieczki przed płaceniem za treści. Spowoduje to wykształcenie i sprofesjonalizowania serwisów niszowych ale to one będą najwcześniejszymi beneficjentami.

Nie zapłacę za dostęp do Gazeta.pl, WP.pl, Onet.pl (treść tych serwisów jest zbyt mało się różniąca od siebie) – zapłacę za dostęp do Wyborcza.pl, Filmweb, 2upBlog, wybranych blogów i paru tygodników opinii. Newsy czerpać będę garściami z bezpłatnych (straszliwie obłożonych reklamami) serwisów ale pogłębione analizy i wnioski będą płatne i dochodowe. Tak ja to widzę.

Zapraszam do śledzenia dyskusji dotyczących “płacenia blogerom” u moich fellow bloggers:
> DailyTech
> WebFan
> Antyweb
> MediaFun