Jak zarabiać na GTD?
17:06 7th July 2010

AK74 – Michale – co to jest “Getting Things Done” i kim jest dla Ciebie David Allen?
Michał Śliwiński: Getting Things Done to taka świetna metodyka do zarządzania czasem, która w krótkim okresie zaowocowała tym, że udało mi się “zorganizować” jak bardzo tego potrzebowałem… a w długim okresie zaowocowała stworzeniem przeze mnie aplikacji wspierającej tą metodykę i całego biznesu wokół tego systemu.
Pan David Allen to właśnie autor tej metodyki i dla mnie osobiście to bardzo fajny gość, który nie dość, że jest moim osobistym guru od produktywności to jeszcze dobrym znajomym, bo miałem to szczęście go kilka razy spotkać i bliżej poznać.
David dzięki pozbieraniu kliku bardzo logicznych i sensownych metod zwiększających produktywność i “zapakowaniu ich” w jedną spójną metodykę “Getting Things Done”, znaną w skrócie jako GTD, pomógł ogarnąć się milionom na całym świecie. W tym i mi. Dlatego jestem mu za to bardzo wdzięczny.
AK74 – Obiecujesz, że jak kupię Twój soft to dzięki jego stosowaniu (i zasad GTD) moje życie będzie lepsze? Zarobię więcej pieniędzy, kobiet będą mnie wielbiły (bardziej)?
MŚ – Od obiecywania to są raczej politycy, im to pozostawię bo im to też najlepiej wychodzi. Szczególnie w tym tygodniu :-)
Mogę Ci jedynie powiedzieć to, że na pewno zaczniesz patrzeć na sprawy “przychodzące” do Ciebie w inny sposób i bardzo możliwe, że faktycznie Twoje życie będzie lepsze, bo “głowa” będzie lżejsza (nie będzie myślała o tylu rzeczach na raz).
Co do pieniędzy i kobiet, to sprawa bardzo indywidualna. Ja na pewno dzięki GTD i używaniu mojego narzędzia mam większe powodzenie u moich kobiet. Szczególnie u tej mojej półtora-rocznej, bo dzięki byciu “bardziej zorganizowanym” mam dla niej więcej czasu i mogę z nią się dłużej bawić.
AK74 – Po obejrzeniu kilku filmów doszedłem do wniosku, że GTD jest dla ludzi cierpiących na nerwicę natręctw – kładzenie przedmiotów w te same miejsca, nawyki, ciągłe pilnowanie się, sprawdzanie…
MŚ – Owszem, jestem osobą trochę nerwową, ale z tą nerwicą to bym nie przesadzał :-)
Nawyki to jest coś, to towarzyszy nam w życiu czy tego chcemy czy nie i czy używamy GTD czy nie. Nabieramy tych dobrych jak i tych złych nawyków, więc chodzi o to, aby te kiepskie eliminować i uczyć się tych konstruktywnych.
Dzięki temu, że wiem, gdzie lądują moje dokumenty, moje sprawy, gdzie zapisuję moje notatki, itd. mam spokojną głowę, bo wiem, że to jest w moim “systemie”. Więc jestem wyluzowany.
Najbardziej mnie denerwuje sama natura ludzka, bo czasami mój umysł płata mi figla i myśli sobie: “to jest proste, to zapamiętam, nie ma co tego zapisywać”… i potem jak potrzebuję tą informację, to nie mam bladego pojęcia co to było… i jestem zły, że tego nie zapisałem i sam dałem się sobie wykiwać.
Najtrudniejszym nawykiem jest “cotygodniowy przegląd” – czyli umówienie spotkania “samemu ze sobą” raz w tygodniu, aby przejżeć co jest do zrobienia, co zrobiłem i jakie mam cele na kolejny tydzień. Jako, że wiele osób w tym momencie odpada (ze mną włącznie), to przyjmuję zasadę mniej restrykcyjną, czyli że: “przegląd cotygodniowy powinien być zrobiony przynajmniej raz w miesiącu” :-)
AK74 – GTD wydaje się świetnym produktem dla Amerykanów – obiecuje szybką poprawę, kupujesz rozwiązanie problemów, jesteś “trendy” – czy dlatego zdecydowałeś się na wejście ze swoim oprogramowaniem do US zamiast do Europy?
MŚ – Kiedyś też myślałem, że Amerykanie są głupi, bo wszystko muszą mieć napisane jak do 6-letniego chłopca… ale z wiekiem zauważyłem, że za często u nas (w Polsce i generalnie w Europie) instrukcje są pisane jak do “kolegi z branży” i wiele razy używając lub ucząc się czegoś, przeklinałem osobę, która zakłada, że ja już to przecież wszystko wiem…. Dlatego zacząłem myśleć, że Amerykanie może wcale nie są aż tak głupi…. :-)
Jednak nie to było powodem uruchomienia Nozbe po angielsku i na rynek amerykański. Powodem był David Allen i jego książka i cała społeczność blogów, które powstały wokół GTD. Po prostu w Polsce czy w ogóle poza USA, prawie nikt nie zna GTD ani David Allena!
Gdybym przyjął myślenie jak większość startupów w Polsce, czyli: “uruchomię tutaj, jak się sprawdzi, to ruszę na świat”, to dzisiaj o Nozbe byśmy nie gadali, bo nie byłoby o czym.
Po prostu w tamtym czasie sam byłem bardzo aktywny na blogach i forach o GTD i właśnie widząc rosnące zapotrzebowanie na porządny soft do GTD i myśląc, że przecież sam mam coś takiego, napisanego na moje własne potrzeby, może warto by było to pokazać światu?
Dlatego któregoś razu jak już moja aplikacja wyglądała jako-tako i do tego miała już pierwsze elementy tego fajnego Web2.0-ego Ajaxa, oznajmiłem kolegom na blogach GTD, że mam taką appkę i chętnie liczę na ich feedback.
Skończyło się tym, że po tygodniu Nozbe był opisywany na większości tych blogów, poczynając od ZDNetu i Lifehacker’ze, na pierwszej stronie Delicious kończąc.
AK74 – Co wyróźnia Twoje oprogramowanie od konkurencji? Bo czytam pochwalne maile na stronie Nozbe.com i jestem pod wrażeniem – klienci kochają Twój soft. Jak to się robi?
MŚ – To jest chyba zbiór wielu czynników. Poczynając od tego, że staram się, aby moja aplikacja była prosta w obsłudze i celowo opieram ją głównie o trzy elementy GTD: Projekty, Konteksty i Następne Akcje. Dzięki temu ludzie szybko zaczynają z tego korzystać.
Słucham 37signals i pilnuję, aby dodawać te funkcje, które są faktycznie potrzebne i celowo unikam spraw komplikujących system. Często przez to tracę klientów, ale dobro ogółu moich użytkowników jest ważniejsze od zadowolenia kilku jednostek.
Poza tym kocham to robić i sam testuję na sobie każdą nową funkcję i myślę, że to widać trochę w samej aplikacji. Uważam, że jak ktoś kocha to co robi i do tego wykonuje to z pasją, to taka postawa się udziela innym. Może dlatego moi użytkownicy kochają moją aplikację :-)
Do tego nie tylko sprzedaję appkę. Razem z Maćkiem “Mediafunem” Budzichem składamy darmowy “Productive Magazine” – PDF z artykułami o produktywności najsłynniejszych blogerów na świecie.
Sam wygłupiam się przed kamerą na Youtube i wrzucam raz na jakiś czas video z tipsami i trickami o produktywności. Żyję tym i mam nadzieję, że przyczyniam się do tego, iż trochę osób daje radę “się lepiej zorganizować”. :-)
Konkurencja jest ogromna w moim sektorze – co rusz powstaje nowa aplikacja, próbująca zrewolucjonizować rynek, ale często takie próby kończą się tak samo szybkim startem jak i końcem. Konsekwencja, misja i ciągły rozwój zapewniają mi nie słabnącą rzeszę klientów i o to się codziennie staram.
AK74 – Pogadajmy o kasie. Można utrzymać siebie i swoją rodzinę z napisania jednego oprogramowania? Ilu masz klientów, ile kosztuje Twój produkt, jakie masz dochody i o ile wzrastają rocznie?
MŚ – Pewnie, że można. Nie tylko utrzymać rodzinę, ale do tego móc wypłacać sobie porządną pensję i utrzymać firmę. Wszystko to robiąc to, co się lubi i w takim wymiarze czasu, jaki się chce.
Mam wprawdzie mały zespół (asystentkę Delfinę i programistę Tomka), ale jesteśmy bardzo zgrani i efektywni. Teraz jestem właśnie w trakcie zatrudniania kolejnego programisty do zespołu. Już nie dajemy radę z tym nawałem pracy.
Plusem jest to, że pracujemy na odległość, każdy z domu, więc koszty operacyjne też są niskie, a produktywność spora.
Najwięcej inwestuję w rozwój firmy (często robimy coś przy pomocy zewnętrznych firm – outsourcing – dlatego nasz zespół może być mały) oraz w marketing. Biurem dla mnie jest moje mieszkanie. Mam do pracy dedykowany pokój.
Moja appka kosztuje 9.95 EUR (z Vatem) miesięcznie. W Polsce startujemy z ceną 19.95 PLN miesięcznie lub 179.95 PLN rocznie dla jednej osoby lub 49.95 PLN miesięcznie (449.95 rocznie) dla zespołu do 5 osób.
Moim targetem są głównie zapracowani ludzie biznesu i małe oraz średnie firmy, jak i zespoły w większych firmach. Dlatego myślę, że cena dwóch kaw w Coffee Heaven miesięcznie nie jest bardzo wygórowana, biorąc pod uwagę wzrost produktywności i wymierne korzyści z uzyskanego czasu. Czas to w końcu pieniądz.
Ilość użytkowników (mam konta darmowe i płatne) nie jest może oszałamiająca, bo to około 60 tysięcy, ale są to ludzie, którzy albo płacą, albo płacili, albo potencjalnie gotowi są płacić, a nie poszukiwacze kolejnej darmowej appki.
Od samego początku działalności notujemy regularne wzrosty. Oczywiście często miesiące układają się w sinusoidy, ale rok rocznie zwiększamy konkretnie dochód. Biorąc pod uwagę, że ponad 60% moich klientów to amerykanie i że w roku 2009 przeżyli oni największy kryzys w historii, fakt, że nasze dochody nie tylko nie spadły, ale wzrosły o ponad 30%, jest niezłym wyczynem. W tym roku będzie już znacznie lepiej.
AK74 -Nozbe.com ma wersję na iPhone’a iPada – czy “apple fanboys” dają Ci zarobić? Jak się sprzedają Twoje aplikacje w AppStore?
MŚ – Generalnie jest nieźle. Aplikacje na iPhone’a i iPad’a to po prostu punkt obowiązkowy dla takiego systemu jak Nozbe. Ludzie muszą mieć dostęp do swoich zadań i spraw także poza biurem.
Jako, że obecnie w Appstore jest bardzo tłoczno, sama appka na iPhone’a nie przynosi takich kokosów, ale powoduje, że potencjalny klient, widząc, że ma do czynienia z dobrą appką webową, synchronizującą się “przez chmurę” z appką na iPhone’a czy iPad’a, decyduje się na zakup abonamentu u mnie, a nie u konkurencji.
Najnowsza appka na iPada (obie wykonała firma Macoscope, znana z Maktury na Maca) się bardzo dobrze sprzedaje i daje dodatkowy efekt “hype” czy “buzz”…. więc jest dobrze. Odpaliliśmy w zeszłym tygodniu i już w wielu miejscach było o tym głośno.
Teraz skupiamy się na wersji offline Nozbe (będzie działała w HTML5) i w edycji na Androida, Blackberry i inne tego typu telefony. W końcu iPhone to nie 100% rynku :-) Szczególnie nie w Polsce.
AK74 – Masz płacących użytkowników spoza Polski – czemu chcesz próbować sprzedawać Nozbe.com w naszym kraju? Nie szkoda Ci czasu i nakładów?
MŚ – Zabrzmi to może bardzo pompatycznie, ale co tam: “mam misję” :-)
Artur, ja to robię, bo to lubię robić. Nie zamierzam brać kasy z funduszu Venture Capital czy (o chroń mnie!) POIG. Nie zamierzam wejść na giełdę lub sprzedać firmę i wyjechać na Seszele. Ja rozwijam biznes, dzięki któremu sam się uczę i sam staję się “lepszym człowiekiem” i chciałbym, aby także Europejczycy byli bardziej zorganizowani dzięki mojej aplikacji i moim “dobrym radom”.
Jednocześnie uruchamiamy aplikację po Polsku, po Hiszpańsku i po Holendersku. Za miesiąc po Niemiecku i Francusku. Potem czas będzie na Skandynawię i inne kraje. Sam jestem ciekaw jak to wyjdzie.
Czy z tego będzie biznes? Czy w Europie będą kupować? Trudno powiedzieć. Dalej cisnę sprzedaż w USA i dalej będę tam się rozwijał, ale mogę pozwolić sobie na rozwijanie Nozbe w różnych krajach, poznawaniu nowych ludzi i nawiązywaniu ciekawych kontaktów oraz kontynuowaniu misji produktywności w Europie i innych nie-anglojęzycznych krajach.
Mieszkałem w swoim życiu już na stałe i w Niemczech i w Hiszpanii i w Belgii, więc czuję się Europejczykiem i bardzo lubię poznawać nowe języki i nowe kultury. Dzięki Nozbe będę mógł to robić jeszcze bardziej i przy okazji może nawet zarobię trochę pieniędzy. A nawet jeśli będą to “grosze” w stosunku do tego co zarabiam w USA, będzie to na pewno świetne doświadczenie.
AK74 – Czy będziesz tworzył jakieś inne narzędzia oparte o zarządzanie czasem albo produktywność bazując na pozyskanych użytkownikach?
MŚ – Tak, właśnie kończymy aplikację komplementarną do Nozbe, która powinna spodobać się dużo szerszemu gronu użytkowników. Także tych, którzy nie znają GTD. Za kilka tygodni zaczną się zapisy do “private beta” i wtedy dam znać co to jest i dlaczego to zrobiliśmy.
Bardzo jestem podekscytowany tą aplikacją i nie mogę się doczekać, kiedy ją pokarzemy światu. W pierwszej wersji będzie także po angielsku, ale planujemy znacznie szybciej zrobić lokalne wersje językowe, niż tak jak to było w Nozbe, dopiero po 3 latach.
Niagaro.pl – polskie Spotify?
14:10 1st June 2010

Czy można zrobić coś nowego w dziedzinie słuchania muzyki za pomocą Internetu czy usług mobilnych? Można jeśli ma się możliwość przekonania właścicieli praw autorskich (czyli koncerny muzyczne). Czy można taki projekt przygotować w Polsce? Można jeśli ma się doświadczenie w serwowaniu muzyki oraz jeśli jest się jedną z wiodących stacji muzycznych w Polsce…
Podobno informacje, którymi z Wami się podzielę przekazuję jako pierwsza osoba “z mediów elektronicznych” w Polsce. Zobaczymy:) 1 czerwca (czyli dziś) zostałem zaproszony do siedziby Eurozet (właściciela między innymi: Radia Zet, Planeta.fm, AntyRadia, Plus Radia, Chili Zet) w celu zaprezentowania nowego projektu nad którym pracował zarząd Eurozet i Artegence. W bardzo miłej atmosferze (co prawda byłem 1 vs 6 osób:)
Eurozet w połowie czerwca wprowadzi na rynek Polski serwis pod nazwą Niagaro (tak, od tego wodospadu) za pomocą którego to będzie można słuchać muzyki jak i ściągać w postaci plików mp3 na swoje urządzenia (ważne – pliki mp3 nie będą zabezpieczane DRMami!). Co w tym projekcie jest nowego i być może rewolucyjnego? Katalog utworów jakie będą udostępnione za pomocą Niagaro liczony jest na 2 miliony całkowicie legalnych piosenek. Eurozet podpisał wszystkie niezbędne umowy i jest w stanie świadczyć usługi sprzedaży takiej ilości utworów.
Podstawową funkcją serwisu jest streaming (claim “największy strumień muzyki“) realizowany za pomocą WWW jak i mobile. Jak zapewniają twórcy (Bartek Wyszyński z Artegence i Sebastian Wojciechowski, pełnomocnik zarządu Eurozet) streaming jest obliczony na prawie dowolną liczbę użytkowników a sama usługa ma być stabilna. Sam serwis jest mieszanką Spotify, Last.fm i wielu innych serwisów dających możliwości tworzenia własnych playlist, słuchania utworów itd.
Logo, layout, filmy promujące, język – wszystkie te elementy odwołują się swoim charakterem do grupy docelowej (ja tak to określiłem na spotkaniu i nie widziałem wielkiego sprzeciwu) 12-20 lat. Krzykliwa kolorystyka, masa funkcjonalności znanych z serwisów społecznościowych wszystko to wskazuje, że Niagaro jest serwisem dla pokolenia Fotki czy ePulsa. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie widzę w tym nic złego i nie sądzę żeby serwis stał się przez to “monokulturowy”. Po prostu raczej młodzież będzie silniej reprezentowana w tym serwisie (w mojej opinii).
Pojawiła się też kwestia promocji innych stacji Eurozet przez Niagaro (np. czy AntyRadio będzie mogło tworzyć swoje playlisty i informować o tym swoich słuchaczy). Pewnym rozwiązaniem jest personalizacja layoutu (zmiana kolorów, logotypu) tak aby bardziej pasował np. do prowadzących audycje w AntyRadiu.
Nowością będzie możliwość “zgadywania” czego by chciał posłuchać użytkownik (system uczy się naszego gustu poprzez obserwację naszych akcji) czyli rekomendacji. Mechanizm Niagaro ma być zbudowany z podobnych elementów na których pracuje Filmweb i Gaminator. System ma być udoskonalany, sprawdzany i tuningowany
Dobra – pomysł na taki serwis nie jest nowy (jak wspomniałem już: w końcu podobnie działa Spoitfy i LastmFM) więc co jest nowością? Cena. Dostęp dzienny będzie kosztował (płatność za pomocą Premium SMS) 3 pln + VAT a miesięczny 9 pln + VAT. Jeśli przypomnimy sobie ilość zgromadzonych utworów (~ 2 mln) i popatrzymy na cenę to wychodzi na to, że możemy “ssać” dowolną ilość piosenek za bardzo rozsądną, miesięczną cenę. Haczyk? Ilość plików mp3 jakie ściągamy w ramach opłaty 9 pln + VAT to aż pięć sztuk. Wniosek jest prosty: twórcy Niagaro dogadali się tylko pod kątem streamingu nie sprzedaży – tutaj ich możliwości nacisku cenowego na “mejdżorsów” są takie same jak Nokia Music Store.
Niagaro na rynku będzie walczyło z Muzodajnią (której dobrze się powodzi) i…to tyle. Nie ma w zasadzie innego sklepu z tak bogatą ofertą. Dodając do tego możliwości promocji rozgłośni Eurozet i mamy mniej lub bardziej sprecyzowany obraz o co może powalczyć Niagaro – o jakieś 100-150 tys. RU w czasie 12 miesięcy przy fajnych promocjach, dogadaniem się z np. producentami FMCG i wykorzystaniem promocji w stylu “kup batonik i wykorzystaj kod aby ściągnąć nową Britney Spears”.
Czy Niagaro zniknie kiedy w Polsce pojawi się mityczny iTunes? Nie sądzę. iTunes bazuje na dealach globalnych i nie będzie za bardzo chciał robić gimnastyki cenowej specjalnie dla Polaków (czytaj: walcząc z lokalną konkurencją obniżał znacząco ceny). A ceny w iTunes są wysokie (szczególnie jeśli liczyć koszt utworu w walucie euro a nie dolarach amerykańskich). Zresztą jeśli nadal Apple będzie trzymało się swojej polityki to iTunes zobaczymy nad Wisłą najwcześniej w 2013-2015 roku. Nasz rynek cyfrowej sprzedaży plików jest nadal bardzo malutki w porównaniu do takich krajów Niemcy, Anglia, Francja.
Niagaro ma być dla Eurozet argumentem w walce z piractwem i nielegalnym pobieraniem utworów muzycznych w Polsce. Takie akcje jak “Nie Kradnę Muzyki”
na pewno nie spowodują odpływu i zamykania się serwisów warezowych i P2P – jako kraj jesteśmy nadal biedni i nie stać nas na konsumpcję muzyki (jak i kultury) na poziomie krajów zachodnich. Niagaro jest więc “wyciągnięciem ręki” do tych użytkowników, którzy kręcą nosem na ściąganie plików ale nie mają legalnej alternatywy.
Podstawowe funkcjonalności Niagaro:
• możliwość słuchania ulubionych utworów online, tworzenia własnych playlist i dzielenia się nimi z innymi
• możliwość legalnego ściągania muzyki na komputer lub telefon komórkowy
• playlisty celebrytów i artystów polskich
• intuicyjność i prostota obsługi
• trzy poziomy dostępu: darmowy, dla zarejestrowanych, odpłatny
• bardzo szeroka baza utworów, zawierająca nowości rynkowe i przeboje sprzed lat
• mechanizm badający gusta muzyczne użytkowników
• dostępność w wersji BETA – czerwiec 2010
Internet bezprzewodowy w Polsce – raport Webhosting.pl
11:03 24th May 2010

Ciekawy i obszerny raport udostępnił Webhosting.pl. Dowiecie się z niego jakie usługi związane z mobilnym Internetem i w jakich dokładnie cenach oferują nasi rodzimi operatorzy komórkowi…
Poniżej całość notki prasowej wraz z linkiem do pobrania raportu:
“Webhosting.pl. Portal technologii internetowych opublikował raport dotyczący usług mobilnego dostępu do Sieci w Polsce. Przebadano oferty czołowych rodzimych firm pod kątem ich możliwości, dostępnych urządzeń oraz poziomów cenowych. Redakcja przyznała trzy wyróżnienia w kategoriach „mobilny Internet dla studenta”, „mobilny Internet dla biznesu” oraz „mobilny Internet dla wymagających”
Mobilny Internet na dobre wpisał się w krajobraz polskich hoteli, lotnisk, dworców, centrów handlowych oraz plaż. Widok osoby z laptopem na kolanach nikogo już nie dziwi – bezprzewodowy Internet trafił „pod strzechy”, stając się usługą dostępną dla przeciętnego Kowalskiego. Ale jak wybrać najlepszą ofertę? Na to pytanie odpowiada najnowszy raport portalu Webhosting.pl.
Redakcja portalu Webhosting.pl wzięła pod lupę oferty największych dostawców Internetu mobilnego w naszym kraju – Era, Heyah, Play, Plus oraz Orange. Porównano je pod kątem zasięgu, dostępnych urządzeń, prędkości transmisji w sieci oraz poziomów cenowych. Raport pokazuje, że rynek mobilnego dostępu do Internetu w Polsce przeżywa okres rozwoju, a oferty stają się coraz bardziej dopasowane do potrzeb konkretnych użytkowników. Walka o klienta toczy się na dwóch płaszczyznach – ceny oraz wartości dodanych.
Zebrane w raporcie informacje pozwoliły przyznać przez redakcję portalu Webhosting.pl aż trzy wyróżnienia „Wybór Redakcji Webhosting.pl”.
* Usługa Play Online zdobyła wyróżnienie w kategorii „mobilny Internet dla studenta” za skrojone na miarę pakiety internetowe w najlepszych cenach oraz możliwość obniżenia kosztów mobilnego Internetu nawet o 50%.
* iPlus to wybór redakcji w kategorii „mobilny Internet dla najbardziej wymagających” – za duży wybór taryf, modemy w atrakcyjnej cenie, możliwość pobierania danych z prędkością do 21,6 Mbit/s oraz iPlusopobieracz, czyli dodatkowe 100 GB transferu danych w godzinach nocnych.
* Orange Business Everywhere zdobył wyróżnienie w kategorii „mobilny Internet dla biznesu” za wysoką niezawodność oraz niski koszt 1 GB transferu danych w droższych taryfach. Dodatkowy plus za duży zasięg sieci obejmujący ponad 60% populacji w technologii UMTS/HSDPA i 99,51% populacji w EDGE.”
6 komentarze »
