GetApple - dorwij jabłuszko!

8:00 18th April 2008

getapple.pl apple mac

Już za chwileczkę już za momencik w Warszawie i Krakowie będziesz mógł podzielić się swoją niewiedzą z innymi uczestnikami weekendowych spotkań. Dewizą spotkań będzie zdanie: “pokaż mi czego nie umiesz”. Zapraszamy wszystkich, którzy nie umieją i nie boją się do tego przyznać…

Podczas ostatniej Auli oficjalnie poinformowałem o GetApple czyli warsztatach dla słiczerów z Windows na Mac’a, którzy mają wreszcie to “cudowne” urządzenie w swoim ręku i nie za bardzo wiedzą co z nim zrobić :) Warsztaty będą się odbywać w którejś z warszawskich knajpek w centrum - będzie wi-fi, rzutnik i osoba prowadząca - od chętnych wymagane będzie posiadanie własnego sprzętu i kasy na herbatę / ciastko i tym podobne smakowitości.

GetApple jest całkowicie darmowe i nie jest inicjatywą związaną z SAD ani Apple ani żadną inną organizacją czy firmą. Amen. Niemniej jednak jeśli ktoś (firma) chce stać się sponsorem spotkań w Wawie czy Krakowie - zapraszam do kontaktu. Dogadamy się.

GetApple to spotkania dla pomyślane jako warsztaty z prostą formułą - nie zamierzamy uczyć tam czegoś wielkiego. Nie będzie to namiastka szkoleń ani streszczenia podręczników dostępnych w księgarniach z gatunku “how to..”. Chciałbym aby na GetApple pojawiały się osoby świadome czego nie wiedzą i z czym mają problemy.

Osoba prowadząca będzie cierpliwie wyjaśniała, tłumaczyła i pokazywała co i jak zrobić aby pozbyć się problemu czy uzyskać stosowany efekt. Nie chciałbym tłumów i raczej będę rezerwował na spotkania małe salki zdolne pomieścić 15-20 osób.

Będzie liczyła się szybkość zapisów a może jakaś praca domowa wykonana na rzecz spotkań. Albo może będziemy dobierali ludzi po problemach jakie chcą rozwiązać - zobaczymy, rozmowy i ustalenia trwają.

GetApple będzie odbywać się w dwóch miastach (jeśli ktoś z innego miasta poza stolicą i Krakowem chciałbym także zorganizować takie spotkanie zapraszam do kontaktu i omówienia spraw franczyzy). W Krakowie osobą prowadzącą spotkania będzie Paweł Nowak znany z appleblog.pl “mac ewangelista”. Polecam blog Pawła oraz jego drugi projekt - skarbnica wiedzy dla osób stawiających pierwsze kroki z nowym mac sprzętem.

Paweł oprócz GetApple prowadzi również szkolenia komercyjne więc takie warsztaty mogą stać się fajną i miłą opcją aby zapoznać się z maczkiem a potem pomyśleć o profesjonalnym pakiecie szkoleń. Po szczegóły w sprawach “GetApple Kraków” albo szkoleń zapraszam do skontaktowania się z Pawłem.

Oprócz tematów Mac’a chcemy (jeśli będzie zainteresowanie) w przyszłości pochylić się nad iPhone’m, iPod’em i innymi ciekawymi rozwiązaniami ze stajni Apple. Mam nadzieję, że formuła barcampowa i atmosfera weekendowa udzieli się wszystkim uczestnikom - w końcu chodzi o zabawę!

Zapraszamy gadżeciarzy / wyznawców PC / gejów i lesbijki / tramwajarzy / kolekcjonerów podstawek pod piwo / bogatych i rozrzutnych maniaków / biednych studentów zapożyczających się do ostatniej koszuli na swojego pierwszego “maczka”.

Słowem powitamy każdego. Nawet jeśli powiesz publicznie “Nienawidzę jobsa. nienawidzę Apple” przyjmiemy Cię z otwartymi ramionami i postaram przekonać, że jesteś w mylnym błędzie.

Jeśli nadal nie jesteś przekonany czy warto się zapisać i uczestniczyć w naszych spotkaniach - krótki film. Nadal nie chcesz dołączyć do nas?:)

Jak to robią trzydziestolatkowie?

22:23 15th April 2008

elfy elfy a gdzie klocki lego?

Takie (i inne bardziej filozoficznie) pytania dręczyły mnie onegdaj kiedy byłem kilka lat młodszy (tak, był taki czas). Hmmm. Robią to częściej? Z większą ilością osób? Lubią puszczać muzykę i wykorzystywać jakieś gadżety? A może po prostu mówią do siebie podczas? Teraz kiedy przekroczyłem rubkion wieku sam mogę sobie odpowiedzieć na powyższe pytania…

Mowa oczywiście (he he) o grach fabularnych (ang. Role Playing Game) którymi zauroczony z różną siłą jestem od ponad 18 lat. Udało mi się załapać na same początki mody, kserowanie podręczników, wykonywanie własnych narzędzi do losowania wyników, tworzenie tabel postaci i godziny, setki godzin grania wszędzie gdzie popadnie. Acha żeby było jasne - czczę tylko jeden system. Adeki górą! :)

Z lekkim niesmakiem przypominam sobie, że w liceum lubiłem zostawać po części oficjalnej aby wraz z grupka kolegów (koleżanki średnio chciały bawić się w “takie” rzeczy) przesiewać kolejne labirynty i mordować kolejne bestie. Dziś grupki młodzieży via net wesoło “levelują” swoje postacie ewentualnie “ekspią”. Brrrr.. O czasy! O morale! Gdzie jest duch prawdziwego grania w RPG!?

Zostawmy jednak młodzież, która jest dla pokoleń starszych zawsze inna, dziwna i gorsza. Tym razem chciałbym podzielić się refleksją na temat sesji wyjazdowych (zazwyczaj weekendowych) w czasie których w końcu znużeni życiem, pracą (żona, dziećmi, komputerem, rybkami itd. itp.) mogą z dala od domowych pieleszy po prostu grać, grać i grać…

Przeżyłem całkiem niedawno taką sesję weekendową. Ponieważ z roku na rok spada liczba okazji na wspólny wyjazd, dlatego każda szansa wyrwania się wspólnego i zagrania w “erpegi” tudzież “rólgry” (jak ktoś kiedyś pięknie spolszczył RPG) jest bezcenna.

Po ostatnim wyjeździe nasunęło mi się kilka ogólnych wniosków, którymi chciałbym się podzielić a propos takiego spędzania czasu:

> Trzydziestolatkowie na sesji wyjazdowej zachowują się jak 15-to latkowie na obozie harcerskim. Z tą różnicą, że teraz można pić alkohol i palić papierosy bez wizji kary ze strony zastępowego. I karnego obierania ziemniaków.

> Posiadania laptopa staje się niestety częstsze niż prawidłowo wypełniona postać gracza. Dodatkowo niestety dzięki wi-fi można słać sobie informacje i śmiać się z nich na głos czym rozwala się cały klimat sesji. Dzięki MacBookowi można robić głupie zdjęcia kamerką i pokazywać siedzącym obok graczom.

> Mistrz Gry popełnia błąd pozwalając wejść na sesję “postaciom czarującym” jeśli tylko jeden z graczy nie dysponuje takimi mocami (he he he Filipie, nie mogłem się powstrzymać!)

> Muzyka na sesji z elementu towarzyszącego staje się (za sprawę ipoda) elementem wspólnego przeżywania - każdy gracz chce puścić “swój” kawałek i kręci kółkiem ipoda z zaciekłością nie reagując na uwagi i prośby o ściszenie np. takiego kawałka puszczonego w trakcie skradania się do przeklętych kurhanów…

> Piwo “Kasztelan” jest be. rum holenderski jest okej.

> Stajnie za oknem (dźwięk) i konie (zapach) stają się mało istotnymi elementami otaczającego środowiska o 4.00 rano

> Nadal nie mogę pozbyć się wrażenia, że następnego dnia przy śniadaniu wszyscy współwypoczywając patrzą się na nas i myślą sobie po cichu “który z nich to ten ogromny barbarzyńca ucinający na raz 4 głowy trolli?

>…Ewentualnie matka małego dziecka może myśleć tak “jak ja się dowiem, który z tych ZCADASDA@@#! w nocy wyszedł na dach i darł się udając mantikorę czy inne bydlę!!”

> Turlanie kośćmi jest fajne. Nadal.

> Nie zagram już w WoW. Jest nudny i przewidywalny jak zmęczony Mistrz Gry o 6.00 nad ranem.

> Każdy wyjazd musi mieć swoją piosenkę przewodnią. Tym razem był to Tymon Tymański (na Tranzystorach) i utwór “Lubię“. Hymnem poprzedniego wyjazdu był ten kawałek w wykonaniu Kukiza pod wszystko mówiącym tyułem “Pieśń o Małyszu, czyli frustracje sprawozdawcy sportowego”.

> Granie w weekend wyklucza sen. Po dwudniowej sesji moje zapotrzebowanie na sen skoczyło o jakieś 200%. Nie wiem kiedy to odeśpię - może wezmę krótki urlop? Albo wyjadę na kolejny weekend-maraton?

PS. Jakby ktoś nie widział tego jeszcze - co się dzieje kiedy gra się w RPG zbyt poważnie.

PPS. Dziękuję Michałowi, Filipowi, Henrykowi, Kamilowi i Tomkowi za dwa dni oderwania (dosłownie i w przenośni) od rzeczywistości. Jakby co to oczywiście piszę się na kolejną wyprawę :)

DRM wiecznie żywy

19:00 10th April 2008

DRM i ziemia obiecana

Panie i Panowie. A jednak polska myśl technologiczna daje o sobie znać! Polska firma wprowadza to co właśnie jest wycofywane przez liderów. Dzięki genialnemu wizjonerstwu możemy cieszyć się w Polsce korzystaniem z technologii zabezpieczeń DRM w polskich filmach. Taadaam!…

Na stronę plaformadrm.pl trafiłem z tego z linku skuszony ofertą polskich filmów do pobrania firmowaną przez Polską Szkołę Filmową. Wszedłem, pooglądałem ale przezornie zerknąłem na sposób płatności oraz system zabezpieczeń. Niestety zgodnie z przewidywaniami jest to DRM. Nie wiem dlaczego ale polscy twórcy filmowi z uporem maniaka forsują DRM jako technologie, która zbawi nas wszystkich.

Rozumiem, że Polska to nadal dziki kraj i wszyscy kradną ale niech ktoś wytłumaczy wszystkim świętym, że zabezpieczenie kopii filmu DRM nie daje ŻADNYCH gwarancji. Ten sam film można bowiem ściągnąc z sieci p2p albo przegrać od kolegi. DRM utrudnia życie jedynie osobom, które legalnie nabędą plik.

Żeby było jasne - nie chcę generować kolejnej dyskusji “DRM kontra reszta świata” ale zwrócić uwagę na zaściankowość rodzimych akcji i prób wprowadzenia porządku za cenę forsowania złych rozwiązań w imię naiwnego przekonania, że “super technologia rozwiąże wszystkie problemy”. Jeśli iTunes wycofał się ze sprzedaży zabezpieczonych plików rok temu to warto naśladować wujka Gatesa czy Jobsa?

A propos innowacyjności - próbowałem sciągnąć “Odę do radości” z iTVP jakiś czas temu i wspominam to doświadczenie z zażenowaniem. Problemy z system płatności a potem właśnie z DRMem, który nie pozwolił mi na odpalenie pliku ponieważ przekroczyłem czas “autentykacji” (z powodu….opóźnienia w autoryzacji płatności).

Na stronie firmy, która stworzyła “platformę” do ściągania filmów znalazłem takie oto słowa:

“Zmiany zachodzące we współczesnym świecie, pozwalają zauważyć wzrastającą rolę produktów informatycznych w codziennym życiu. Wystarczyło piętnaście lat od wprowadzenia do powszechnego użytku, przyjaznych narzędzi, ułatwiających korzystanie z sieci (komputery PC, system Windows), aby zmieniły się ludzkie przyzwyczajenia.”

Nie wiedziałem, że Windows ma 15 lat. Czy Gates i Balmer o tym wiedzą? Dzwońcie do Microsoftu!! Nie wiedziałem też, że PC ma 15 lat. Kurde to na czym ja grałem w Tetrisa w 1989? Pewnie na trąbce.

“Zmieniło się podejście do czerpania wiedzy i szukania informacji na różne tematy. Nieskończone i różnorodne zasoby Sieci stały się także niezwykle konkurencyjną alternatywą dla dotychczasowych źródeł rozrywki. Internet przestał być luksusem, a stał się niezbędnym narzędziem poznania, bez którego trudno się obejść.”

Tak jest. Dlatego nadal płacę za ten “niezbędny” luksus 200 pln brutto TP S.A. Co miesiąc. Podobno moża taniej, ale w centrum stolicy żadna firma - powtarzam ŻADNA - świadcząca usługi (poza internetetm z powietrza za który po testach podziękowałem - mieszkam między wysokimi budynkami i zasięg rwie mi się) nie może dociągąć mi kabla do domu poza tepsą.

“Dzieje się tak również w naszym kraju mimo, że opłaty za dostęp do sieci należą do najwyższych w Europie. Stało się oczywiste, że nie da się powstrzymać zachodzących zmian. Warto jest za nimi podążać, a nawet starać się być o krok przed.”

Tak! Kto nie maszeruje ten ginie! Kto nie wprowadza technologii z której wszyscy się wycofują ten nie stoi na straży postępu! Technologia zawsze z partią! Polska młodzież używa DRM ku chwale ojczyzny! P2P is bad! Very bad!!

“Szybko postępujący rozwój technologiczny stawia przed firmami usługowymi, takimi jak PLAFORMA DRM, konieczność nadążania za wzrastającymi wymaganiami klienta; klienta dysponującego coraz łatwiejszym dostępem do Internetu, szybszym łączem, sprawniejszym komputerem, multimedialnym telefonem i miejmy nadzieję coraz zasobniejszym portfelem, którego zawartość jest skłonny przeznaczyć na korzystanie z oferowanych mu usług.”

Zauważyliście? “Plaforma DRM”. Nie “Platforma” i nie “Paltforma” jak widnieje w opisie strony. Może ta zabawa słowem “platforma” ma jakieś drugi dno i głębszy sens? Może to krypto manifest nowej partii politycznej?

“Współpracującym z nami firmom oferującym dostęp do Internetu, właścicielom portali internetowych oraz innym podmiotom zainteresowanym legalną dystrybucją filmów w internecie dostarczamy rozwiązanie, które zapewni im dodatkowe dochody z tytułu poszerzenia portfolio świadczonych usług.”

“Zachęcamy także Państwa do nawiązania z nami współpracy i czerpania korzyści ekonomicznych z nowych możliwości i usług jakie niesie ze sobą globalny postęp.”

ATM ma swojego “voda”, Interia ma swojego i jeszcze istnieje coś takiego jak Netino. Niw słyszałem żeby te projekty przynosiły lukratywne przychody.Ba! Taki ATM w zasadzie cały czas dokłada i nawet nie promuje swojej usługi.

“Mając nadzieję na owocną współpracę pragniemy zaznaczyć, że Platforma DRM dostarcza swoim klientom rozwiązania oparte na wieloletnich i różnorodnych doświadczeniach. Chcielibyśmy podkreślić także, że firma nasza, zatrudniając wykwalifikowanych specjalistów w dziedzinie informatyki, telekomunikacji, finansów i mediów, wspiera i promuje myśl technologiczną na terenie Polski.”

Szczególnie wspomnienie o specjalistach z dziedziny finansów mnie zaciekawiło. Kreatywna księgowość?

Nie wiem czy ktoś powiedział Wajdzie, Lubaszence, Krauzemu, Machulskiemu jak bardzo się wygłupili dając swoje twarze i firmując jakby nie było ten projekt swoimi nazwiskami. Banialuki, które wygadują (założe się, że nie wiedzą wogóle o czym mówią) pokazują dobitnie, że a) niektórymi kwestiami nie powinni się zajmować artyści b) głupota jest cechą występującą nawet wśród ludzi z Oskarem c) kult nowych technologii jest wprost proporcjonalny do wiedzy o nich.

Na marginesie po co płacić za “palformę” skoro można mieć podobny produkt za darmo? Przykłady znajdą się szybko jeśli tylko chce się ich poszukać.

Odpalcie np. przemówienie reżysera i producenta Machulskiego. Gdybyście nie wiedzieli na jakiej stronie jesteście można by odnieść wrażenie, że twórca “Killerów” mówi o unikalnej metodzie prażenia guano nietoperzy albo o rafinacji ropy naftowej. Podobny poziom ogólności i zrozumienia. Dobrze, że nie czyta z kartki jak Wajda.

Szczególeni mnie rozwalił tekst Machulskiego “to na pewno przerośnie nasze oczekiwania na tak albo i na nie”. Tough. Trudno zaprzeczyć. Oraz taka perełka “życzę powodzenia w tym europejskim i uczciwym przedwsięzięciu”. Eeeee bo jeśli nie europejskie to podejrzane i złodziejskie? Ejże co to za radiomaryjna retoryka?

Sorry panowie twórcy ale trzymajcie się z dala o “przełomowych nowinek technicznych”, “fascynujących technologii”. Róbcie swoje ekranizacje lektur szkolnych (Wajda), komedie (Machulski) albo komedie (Lubaszenko) a w międzyczasie poczytajcie trochę gazet i newsów. Podobno Amerykanie wylądowali na księżycu! Proszę nie kompromitujcie siebie biorąc udział w czymś o czym najwyraźniej nie macie zielonego pojęcia.

Dziwaczne wywody Andrzeja Wajdy mówiącego o “przybliżaniu widzowi filmów” w kontekście zastosowania DRM budzą śmiech. A potem zażenowanie, że to właśnie tacy ludzie jak Machulski, Wajda i Lubaszenko stają się “ekspertami” od ‘nowych mediów” i wyznaczają standardy w polskiej branży filmowej.

Dziwi mnie obecność w tym gronie “technokratów” Krzysztofa Krauzego - miałem go za rozsądnego faceta, który nie ulega łatwo trendom i instynktom stadnym. Szkoda. Pomimo tego, że jako jedyny mówił do rzeczy.

UPDATE: Telewizja Polska sięga po p2p :)

Plejada plotek

8:28 10th April 2008

dorota doda rabaczewska tvn

Taki dzień musiał kiedyś nadejść. Duży koncern medialny ładuje solidną kasę i odpala serwis mający stać się konkurencją dla innych tworzonych przez amatorów serwisów plotkarskich. ITI rusza na łowy plotek i sensacji nakierowanych na target Magdy M…

Plejada.pl wystartowała jakiś czas temu (pisał już o tym np. Kuba Filipowski) a jej redaktor naczelną została Karolina Korwin Piotrowska osoba o bogatym doświadczeniu w pracy z mediami elektronicznymi. Mam nadzieję, że epizod z Ahoj.pl pomoże w zrozumieniu internetu bo jakoś nie pamiętam żeby to co robiła Pani Karolina za czasów Ahoja szarpało statystykami portalu.

Anyway. Z innej beczki - ciekaw jestem jaką oglądalność dostanie w prezencie Centrum Handlowe Plejada w Sosnowcu (www.plejada.com.pl) z ruchu wygenerowanego przez zagubionych i słabo pamiętających prawidłowy adres internautów. Może ich też ITI kupi?

Plejada jako serwis plotkarski jest grzeczny, dopieszcza swoich bohaterów i pokazuje ich jako ładnych i mądrych. To taki styl jaki spotkać możemy w prasie spod znaku “people” gdzie nie opłaca się napisać prawdy o przepytywanej gwieździe ponieważ następnym razem manager takiego pacjenta nie zgodzi się na wywiad. Ujawnione brudy zwiększą zatem sprzedaż jednorazowo a potem ciężko będzie szukać kolejnych gwiazd chętnych do publicznego dawania ciała.

Jak sam serwis się nam przedstawia? Plejada.pl to w zamierzeniach twórców “nowy, niezależny, informacyjno-rozrywkowy kanał tematyczny w internecie” - nie wiem od czego ma być niezależny skoro redakcję karmi ręka ITI. Może to taki zwrot mający służyć w rozmowach z gwiazdami “niezależnie co piszą inni - my możemy napisać, że byłeś pijany jak świnia i ćpałeś kokę!”. Przepraszam, że się czepiam ale jakoś nie czuję tutaj ducha “indie” i anty-korporacyjnego luzu w gronie takich firm jak Onet / ITI / TVN.

Dalej czytamy “Nastawiamy się na informacje pozytywne, pogłębione, jesteśmy zdecydowanie bardziej łagodni niż konkurencja, ale w poszukiwaniu prawdy posuwamy się znacznie dalej niż inni. Nasze informacje są rzetelne, sprawdzone i prawdziwe. Jesteśmy dalecy od oskarżania i obrażania kogokolwiek. Nie ma u nas donosów. Zawsze powołujemy się na źródła.”

Subtelny kop w miękkie podbrzusze Pudelka i serwisów żyjących z informacji od czytelników i nawiedzonych fanów z komórkami z aparatami fotograficznymi. Plejada ostro rozgranicza i rozdaje uwierzytelnienia - dobre to co sprawdzone i przygotowane zgodnie z dziennikarską starannością. Taka taktyka może zdać egzamin jeśli nikt nie złapie redakcję Plejady na tworzeniu newsów na kolanie i wątpliwej treści.

Z daleka widać, że Plejada poszła tam gdzie Pudelek i podobne serwisy wejść nie mogą - za scenę teleturnieju, na plan serialu itd. Wreszcie ktoś konsumuje i przetwarza to co się produkuje w takiej machinie jak TVN i podaje to internautom. O kanibalizacji nie może być mowy bo treści produkowane przez Plejadę są po prostu specyficzne i dostosowane do medium internetu. Brawo.

Co ciekawe Plejada czyli tuba TVN pisze rowniez o konkurencji! I to pisze w sposób wyważony i poprawny. Przykład tutaj. To kolejny wyróżnik Plejady od internetowej konkurencji - patrzcie, możemy i umiemy współpracować a nie zagryzać się w boju o bardziej krawego newsa.

Plejada w zasadzie mogłaby być multimedialnym dodatkiem do “Vivy”, “Gali” czy “Twojego Stylu” - stonowane wypowiedzi i brak “mięsa” newsów charakterystyczny dla internetowych “pudelków” epatujących zdjęciami majtek B.S. upapranych krwią menstruacyjną pokazuje, że droga do sukcesu dla Plejady została wytyczona poprzez dobre relacje z reklamodawcami.

Dla koncernu medialnego to jedyna słuszna droga - pozwala to na przerzucanie budżetów między podmiotami i tworzenie ofert reklamowych “cross-platformowych” (kupcie tyle a tyle czasu w TV a dorzucimy Wam tyle i tyle odsłon na naszym serwisie) oraz buduje sobie zaplecze internetowe dość małym kosztem.

Czy zatem “internetowa prasa plotkarska” powinna się bać? Nie sądze. Stracą raczej portalowe quasi-plotkarskie serwisy (Plotek, XoXo, Pomponik.pl itd.) tworzone ze ścinków newsów, które nie weszły na “jedynkę”. Czytelnicy Pudelka trzymać się będą tego serwisu ponieważ radykalizm materiałów jest tam specyficzny a piętnowanie “gwiazdorzenia” polskich celebrytów jest kultowe.

Żaden inny gracz nie zdecyduje się na glanowanie gwiazd ponieważ kiedyś będzie wyciągał do nich rękę (przy promocji kolejnego serialu, imprezy, sprzedaży płyty itd.) Agora, TVN, Bauer nie może zrazić do siebie lokalnych gwiazd - o2 może i musi nawet.

Różnica styli jest ogromna - weźmy newsa o Wielkim Artyście Rubiku na Pudelku i tym w Plejadzie. To są zupełnie różne style i trafiające do zupełnie innych odbiorców. Mnie się bardziej podoba styl Pudelka - zawsze fajniej kopać leżącego i obserwować jak polskie “gwiazdki” raz po raz spadają z ramówek wraz z nimi walą się kredyty, plany życiowe i kupione domy. Mniam.

Pojawienie się Plejady to sygnał dla całego rynku medialnego, że czas też aby “duzi” zaczeli grodzić i wyrzucać “małych” z ich zagród i poletek. TVN ładuje kasę o wiele większą niż o2 będzie w stanie dać na rozwój Pudelka. Oznacz to, że czeka nas podział na low-costową prasę plotkarską i tę okraszoną eksluzywnymi wywiadami i klipami w jakości HQ 16:9. O2 flirtował z tv w pudelku ale to nie ta liga - ITI pokazał kły i szybko zgarnia co jest mu należne.

Ciekawie może wyglądać odpowiedź Polsatu w świetle ich zakupów ostatnich oraz zmian kadrowych. Czy Marcin Pery stanie się pardon my french koniem pociągowym części interenetowej Polsatu? Polsat ma w ręku świetny produkt - prawa do ME 2008. Można wokół tego zrobić wydarzenie internetowe, postawić ogromny serwis, zbudować społeczność. Z drugiej strony - Polsat ma dziwny talent do spieprzania szans na zaistnienie w sieci. Może to taka karma. Szczególnie, że o Polsat sam przyznaje, że nie ma odpowiedniej infrastruktury aby zrobić dobrą transmisję w sieci…

Elementy przewagi “Plejady” nad “pudelkami i kozaczkami tego świata”:

> sklep online - dobry pomysl chociaż to Mango :)
> wersja mobilna - w formule onetowej “lajt”. krok w przyszłość teraz mało osób z tego skorzysta
> materiały video 16:9 - nie do pobicia dla konkurencji bez własnego zaplecza TV
> merytoryka materiałów - pamiętacie lemon.tv? no to właśnie o takiej różnicy mówię.
> promocja w kanałach TVN - bez komentarza
> duży brat, budżet, stabilność - bezcenne
> eksluzywność materiałów - nie do pobicia przez konkurencję internetową.

PS. Dopóki gwiazdy i idole będą wygadywały podobnej klasy bzdury dopóty Plejada i Pudelek żyć będą spokojnie. Jak widać nasze lokalne gwiazdy dzielą i pod tym względem kosmiczne odległości od zachodnich kolegów - no może lekko zbliża się w swoich “filipinkach” posłanka Anna “Zdrowaś-Maryja-Zawsze-Dziewica” Sobecka.

WWWódko pozwól klikać

18:05 7th April 2008

wódka Finlandia

Premier Kaczyński miał rację i pomimo, że swojego urzędu już nie piastuje ku uciesze europejskich żydo-masonów jego myśl wielką jest nadal. Nasz olbrzym intelektu stwierdził, że przeciętny internauta podczas korzystania z internetu pije piwo i ogląda pornografię. Pornografię wycofał już EMPiK a sprzedaż alkoholu w sieci została właśnie oficjalnie ocenzurowana…

No dobra, tym razem Kaczyński nie miał z tym nic wspólnego (oby). Bomba wybuchła już wcześniej - 25 stycznia 2008 kiedy to dziennik “Polska” opublikował artykuł, w którym poinformował, że zdaniem PARPA handel alkoholem w sieci jest nielegalny. Według gazety zgodnie z ustawą sprzedaż detaliczna alkoholu może być prowadzona wyłącznie w stacjonarnych sklepach inaczej sprzedawcy grozi utratę koncesji na lat 3.

Krzysztof Brzózka szef Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) oficjalnie deklaruje: “Prowadzenie sprzedaży alkoholu zarówno za pośrednictwem stron internetowych, jak i z dostawą na telefon wykracza poza warunki sprzedaży dopuszczalne przez ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi”. Kto chce może nawet zobaczyć tego Pana w krótkim nagraniu video.

Trudno dyskutować z faktami - od lat w Polsce mówi się o gwałtownym spadku granicy wieku związanej z pierwszym kontaktem z alkoholem i wzrostem liczbu uzależnień wśród osób młodych czy wręcz dzieci. Działania PARPA uznać należy za chwalebne, potrzebne i szczytne. PARPA za główny argument swojego sprzeciwu sprzedaży alkoholu w internecie podaje chęć ograniczenia dostępu do trunków przez osoby nieletnie. To również należy wspierać.

Zakaz sprzedaży alkoholu w sieci wynika według PARPA z uchwalonej w 1982 roku Ustawy o wychowaniu w trzeźwości. W 1982 roku na pewno nikt nie przewidywał, że coś takiego jak internet połączy kiedyś wszystkie socjalistyczne narody i pozwoli im na zakup alkoholu. No może tacy tytani pióra jak Jerofiejew. Facet miał łeb jak sklep u miał do niego nalać.

Wracając do meritum - generalnie dyrektor Brzózka ma rację. Ustawodawca (państwo) nie zweryfikował ustawy pod kątem zmian, które zaszły w otaczającej nas rzeczywistości. Pytanie tylko czy ustawodawca zapomniał tylko o sprzedaży alkoholu przez sieć? Całkiem niedawno przez sejm poprzeniej kadencji przetoczyła się batalia o sprzedaż leków sieci - argumenty były podobne podpierane dowodami i wspierane przez środowisko aptekarzy krzyczące, że apteki w sieci to najgorsze co się mogło przydarzyć. Ustawa w obliczu walk wyborczych została wrzucona do kąta, ale jej widmo nadal wisi nad wszystkimi e-aptekami. Jak to będzie wyglądało ze sprzedażą alkoholu?

Dyrektor Brzóska nawet przedstawia podobną argumentację - brak kontroli tożsamości, brak mechnizmów weryfikacji wieku kupującego (”kurier dostarczający paczkę to nie kierownik sklepu”). Dziwi nagłe zainteresowanie Agencji (najstarsze polskie sklepy sprzedające alkohol robią to już od ponad sześciu lat) i fakt, że PARPA tworzy bardzo zły precedens związany z handlem w sieci. Pozytywnym sygnałem jest reakacja Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), która ustami jej szefa Andrzeja Arendarskiego wyraziła zaniepokojenie z zaistniałej sytuacji i problemami przedsiębiorców.

W opinii KIG obecne przepisy ograniczają prowadzenie działalności gospodarczej, są też niedostosowane do obecnych realiów rynkowych, prawnych i technologicznych. Brawo. W końcu ktoś to dostrzegł i być może na czas zareaguje. Szkoda, że nie było / nie ma organizacji broniącej apteki internetowe.

Niestety PARPA idzie dalej i chce ściagć także te sklepy i ich właścicieli, którzy…zakończyli już działalność polegającą na sprzedaży alkoholu. Tak tak. Ostrze sprawiedliwości zatem sięgnie w przeszłość aby ukarać tych, którzy rozpijali pańszczyźnianych chłopów.

“To dziwne, bo w 2003 roku PARPA przesłała nam swoje oficjalne stanowisko, że jeżeli ktoś posiada sklep, w którym sprzedaje alkohol i ma stosowne zezwolenie, to sprzedaż alkoholu przez internet jest jakby ofertą tego sklepu. Problemem było sprawdzenie wieku nabywcy. Teraz PARPA zmienia swoje stanowisko, mimo że nie zmieniły się przepisy prawa” - twierdzi Joanna Tymińska, dyrektor Biura Działalności Gospodarczej i Zezwoleń Urzędu m.st. Warszawy w wywiadzie dla Gazety Prawnej. I komu wierzyć?

Konsekwencje są proste i znane. Brzózka: W stosunku do tych, którzy zostaną “przyłapani” na sprzedaży alkoholu w sieci, będą prowadzone postępowania, które mogą skończyć się utratą koncesji. - Nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. Koncesję będą mogli odzyskać dopiero po 3 latach. Tyle PARPA i jej szef.

W wywiadzie dla Przekroju aktor i właściel firmy Winarium Marek Kondrat skomentował doniesienia o zakazie handlu w taki sposób:

“Ta ustawa to nieporozumienie – wyraża swój sprzeciw Marek Kondrat, aktor, właściciel sieci sklepów Winarium sprzedających alkohol również w Internecie. To hipokryzja, wywalczyliśmy w Unii zezwolenie na nazywanie winem jaboli, a nie umiemy bronić tradycji picia wina.”

Nasuwa się wiele pytań o odpowiedzi na które powinno zacząć powinni się martwić wszyscy Polacy handlujący w internecie. Przecież pewnego dnia moż okazać się, że wózki dziecięce, wyroby z drewna i plastiku, pierniczki i czekoladowe zajączki również nie mogą być sprzedawane za pomocą internetu ponieważ “ustawodawca nie stworzył warunków prawnych do sprzedaży za pośrednictwem internetu”. Ładna formułka? Ładna. A jaka prawdziwa.

Oczywiście można biadolić nad tym, że żadna ustawa nie pomoże w zachowaniu przepisów prawa jeśli nie zmieni się mentalności sprzedawców tradycyjnych (to przecież w sklepach, supermarketach, straganach czy punktach barowych sprzedawana jest większość alkoholu). O tym PARPA zapomina bo prościej pokazać jest kilkadziesiąt sklepów i powiedzieć “oni są winii, oddawajcie licencje!”.

Podsumowując - ze smutkiem coraz częściej stwierdzam, że internet stanowi świetny przykład “czegoś złego czychającego w ciemnościach” na każdego Kowalskiego tego świata. Bo przecież reklamy i sponsoring przemysłu spirytusowego jakoś PARPie nie przeszkadza. Założe sie, że nawet “wspaniała” akcja “szukania” testera wódek upiecze się firmie Bols. A handel w sieci trzeba ocenzurować, prześwietlić i postawić pod pręgierzem. I będzie jak za dawnych czasów - po wódkę będą jeździć taksówki z korporacji “Egzotik”. Może o to w tym wszystkim chodzi?

Ustawa na którą powołuje się PARPA:
Ustawa z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2007 r. nr 70, poz. 473 z późn. zm.)

Wielkie granie w Blue City!

19:00 29th March 2008

Kode5 5-6 kwietnia BlueCity Warszawa

W dniach 5-6 kwietnia w warszawskim centrum handlowym „Blue City” odbędzie się największa impreza dla miłośników gier komputerowych podczas tej wiosny. Na ponad 4 tysiącach metrów kwadratowych zorganizowane zostaną turnieje, konkursy oraz zabawy związane z grami. Wszystko to podczas finału polskiej edycji imprezy „Kode5 Global Gaming Revolution”…

W imieniu swoim jak i reszty zespołu AdAction ogłaszam i zapraszam na Kode5 :)!

Poniżej oficjalna informacja prasowa dotycząca imprezy:

Organizatorzy polskiego Kode5 przygotowali mnóstwo atrakcji dla wszystkich, którzy odwiedzą „Blue City”. Będzie można na przykład wcielić się w gwiazdę rocka podczas turnieju w grę „Guitar Hero III - Legends of Rock”. W dwudniowym turnieju zawodnicy będą mogli co godzinę wygrać ciekawe i atrakcyjne nagrody. Najlepsi zawodnicy otrzymają w niedzielnych finałach (6 kwietnia) nagrody specjalne.

Atrakcje czekają także na osoby lubiące śpiewać – to dla nich zorganizowane zostaną rozgrywki w „SingStar Eska hity na czasie”. Wiele emocji przysporzy z pewnością finał rozgrywek superprodukcji „Call of Duty 4”, w którym weźmie udział sześć drużyn, a z członkami drużyn będzie można dodatkowo stanąć w szranki w rozgrywkach Deathmatch. Dla miłośników poważniejszych rozrywek Betsson.pl przygotuje pokaz i naukę w pokera.

Doskonale bawiąc się w Warszawie będzie można przenieść się do innego miasta, wirtualną jazdę po Lublinie będzie można odbyć dzięki wyścigom w Mercedesie klasy C po ulicach tego miasta w Second Life. Specjalnym wydarzeniem będzie na pewno przedpremierowy pokaz gry „Frontlines: Fuels of War” zorganizowany przez sklepy komputerowe Reactor na tydzień przed oficjalną polską premierą tej gry.

Na odwiedzających czekają także dodatkowe atrakcje, m.in. nagrody gwarantowane od sponsorów czy występy grupy rockowej Zbawiciele.

“Wydarzenia takie jak turniej KODE5 i imprezy jemu towarzyszące są okazją do spotkania wszystkich osób lubiących dobrą rozrywkę – zarówno graczy traktujących grę jako zabawę, jak i zawodowych wyjadaczy. Jedno jest pewne, połączy ich doskonała zabawa, którą zapamiętają na długo. ” – mówi Maciej Czerwiński z firmy Gradobicie.pl, współorganizatora turnieju Kode5 w Polsce.

Łączna wartość nagród rozdanych podczas kwietniowej imprezy przekroczy 100.000 zł. Większa część tej sumy będzie przeznaczona dla osób odwiedzających Kode5 i biorących udział w zabawach oraz rozgrywkach.

Jak zapewniają organizatorzy, polski finał Kode5 i wydarzenia mu towarzyszące, mają pokazać, że gry komputerowe to doskonała rozrywka dla całych rodzin. Filozofią tej imprezy jest pokazanie, że granie staje się rozrywką międzypokoleniową.

“Rozrywką, w której mogą uczestniczyć dzieci i rodzice, z której mogą korzystać znajomi i przyjaciele podczas spotkań towarzyskich” - mówi Jacek Jankowski, dyrektor zarządzający AdAction, organizatora turnieju Kode5 w Polsce.

Głównymi zawodami imprezy są finały Counter Strike i Warcraft III. 5 i 6 kwietnia w warszawskim „Blue City” zostanie wyłoniona najlepsza pięcioosobowa drużyna i najlepszy gracz, którzy pojadą na światowy finał „Kode5 Global Gaming Revolution”, gdzie będą reprezentować nasz kraj.

Więcej informacji:

Kode5

Gradobicie.pl

AdAction

Medale za Tybet

10:00 23rd March 2008

olimipiada berlin 1936

Sukces! Polscy zawodnicy mają zagwarantowane, że jeśli nie będą protestować i siedzieć cicho podczas letniej olimpiady w Chinach to dostaną medale. Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski słusznie prawi, że każdy akt publicznej symaptii dla Tybetańczyków chińskie władzy ukarzą odebraniem medalu…

I ma całkowitą rację. Generalnie to ja w życiu pewnie nie pojadę do takiego na przykład Tybetu i guzik mnie obchodzi, że chinole kogoś biją i do kogoś strzelają. To jest bardzo daleko stąd a w Polsce jak wiadomo są Święta i ważniejsze sprawy i poważniejsze problemy. Nikt nie chciał umierać za Gdańsk to nie będziemy się martwili jakimś Tybetem (gdzie to w ogóle jest??)

Dlatego w pełni zgadzam się z szefem PKOLu Panem Piotrem Nurowskim, że po co nam to całe zamieszanie z władzami chińskimi i narażanie się na odebranie tego wora medali jaki zapewne przywieziemy z tej imprezy. Zacytujmy ponownie Pana Nurowskiego:

“Nie powiem może czegoś odkrywczego i nowego, ale my jako wolontariusze, działacze ruchu sportowego, olimpijskiego ciągle podkreślamy, że polityka jak najdalej od sportu, że sportu nie należy wykorzystywać do polityki”

Bo jak wiadomo polityka nigdy nie mieszała się ze sportem. Tak jak USA, Rosja ani Niemcy nigdy nie używali sportowców jako marionetek w politycznych przepychankach. Po prostu nie wypada kalać świętej tradycji igrzysk kiedy to (ale głupi byli kiedyś ludzie!) przerywano wojny na czas trwania. Acha no i ten stary piernik, francuski baron w kółko golony co on tam mógł wiedzieć o imprezie sportowej. Sport to piwo, czipsy i reklamy w kablówce.

Cały wywiad z ex szefem Elektrimu, który jak widać nie do końca odnajduje się w roli reprezentanta sportowców bo jego myśli są po prostu zbyt genialne dla tak przyziemnej rzeczy jaką jest sport. Dobroć i wiara w reżim chiński jaka bije z jego słów może się chyba tylko równać z dobrocią Jarosława Kaczyńskiego.

“Jako działacz sportowy, jako człowiek jestem optymistą czasami trochę niepoprawnym. Wierzę, że tak jak w Korei Południowej w 1988 roku, w tym okresie poprzedzającym igrzyska zmieniła się, nie było już reżimu totalitarnego, dyktatury, nie było gwałcenia praw człowieka, w dalszym ciągu – może naiwnie - wierzę, że Chińczycy wykorzystają tę szansę.”

Podpowiem Panu Prezesowi - niech Pan się dobrze ustawi podczas imprezy otwarcia na trybunach. Może nawet będzie Pan potem widoczny w jakimś dokumencie jakie władze chińskie zapewne nakręcą z okazji igrzysk żeby pokazać, że cały świat swoją obecnością potwierdza słuszną linię polityki rządu. Może nawet wyjdzie z tego takie dzieło?

Podczas igrzysk w 1936 roku w Berlinie Amerykanie ugieli się pod presją nazistów i nie wystawili w jednym z finałowych biegów dwóch zawodników żydowskiego pochodzenia - pewniaków do medali. Na pewno z perspektywy czasu dla takiego mocarstwa jak Ameryka jest to upokarzające doświadczenie i mało chwalebny fakt historyczny. Błędy popełniają jak widać wszyscy - małe i duże kraje. Uczmy się na cudzych błędach.

Jeśli któryś z polskich sportowców podczas olimpiady pomimo oportunizmu i braku jaj PKOL zdecyduje się na nie na zademonstrowanie sympatii z Tybetem (w jakikolwiek sposób) będę dumny i szczęśliwy jako obywatel tego kraju. Czasami nie liczą się zdobyte medale by móc mówić, że dzięki temu coś się zmieniło w świecie.

Czasami po prostu jest potrzebny jakiś ludzki gest. Daliśmy radę ruskim to chińczycy będą nam mówili co mamy mówić i robić?

Nie nawołuję do bojkotu olimpiady przez sportowców (w tym polskich) ale do pokazania władzom chińskim, że sportowcy przybyli na igrzyska nie są bezwolnymi marionetkami. Mówienie o rozdzieleniu polityki i igrzysk w momencie kiedy organizuje je państwo świadomie gwałcące prawa człowieka od wielu lat jest przerażającym i ponurym żartem z całej idei igrzysk.

Pojedźmy na tę olimpiadę ale pokażmy, że niektórych spraw nie można ukryć pod warstwą flag, konfetti i tłumów na rozkaz uśmiechających się widzów.

Wolny Tybet

Wolny Tybet
Save Tibet!
PKOL
The Official Website of the Beijing 2008 Olympic Games

Polska Dolina Piachu

17:10 22nd March 2008

Polska Dolina Krzemowa

Kto poprawnie rozszyfrował tytuł wie już, że na tapecie pojawi się Silicon Valley (jej polska wersja a raczej powody jej braku) i sprawa “polskiego Skype’a”. W październiku tego roku upłyną dwa lata od zakładu poczynionego w świetle reflektorów przez dwóch inwestorów. Panowie założyli się o to, że w Polsce możliwe jest powstanie “giganta high-tech” na miarę Skype’a…

W 2006 roku Tomasz Czechowicz (MCI) oraz Dariusz Wiatr (Hexagon Capital) dokonali zakładu mającego rozstrzygnąć się w czasie 2 lat. Tomasz Czechowicz twierdził, że “W maju dyskutowałem z ludźmi z różnych krajów podczas branżowej konferencji venture capital w Pradze. Wszyscy byliśmy pewni, że wkrótce w Europie Środkowej - bardzo możliwe, że właśnie w Polsce - narodzi się spółka technologiczna, której ranga na świecie będzie co najmniej porównywalna z firmą Skype.” Wiatr mu odpowiadał: “Jestem zazwyczaj optymistą, typem wolterowskiego Panglossa - mówi nam Dariusz Wiatr. - Ale ten pogląd to typowe myślenie życzeniowe. Taki scenariusz nie ma, niestety, w Polsce realnych szans i mogę się o to założyć.”.

Warunki zakładu zostały jasno określone: “Kiedy rozstrzygnięcie? Na koniec 2008 r. W jakich branżach ma działać firma? Szeroko pojęte high-tech, czyli m.in. internet, technologie mobilne i bezprzewodowe, informatyka, software, półprzewodniki, biotechnologia, zaawansowane technologie medyczne. Jaka ma być miara sukcesu? Polska spółka powinna zaliczać się w swojej branży do pierwszej trójki w Europie pod względem popularności marki, liczby użytkowników (klientów) lub udziału w rynku. Za sukces uznamy też pozyskanie inwestora z absolutnej czołówki światowych funduszy venture capital (typu Benchmark Capital, Sequoia czy Kleiner Perkins).”

Stawką zakładu była butelka kalifornijskiego wina Opus One o wartości 1.5 tys. złotych (teraz pewnie tańsza po spadku dolara) co już wtedy pokazywało, że obaj panowie raczej nie rzucają na szalę wiele. Podana data zakładu mija za 7 miesięcy. Można śmiało przyjąć, że żaden z warunków postawionych w zakładzie nie spełni się. Pospekulujmy dlaczego?

Niestety lista argumentów przeciw wyartykułowana przez Dariusza Wiatra nie straciła na mocy a nawet powiększyła się. Spróbujmy zatem sporządzić listę taką listę pod tytułem “Dlaczego w Polsce niemożliwe jest powstanie spółki high-tech konkurującej ze światowymi firmami?”

* brak kultury rynkowej i biznesowej na odpowiednim poziomie

Obie strony (inwestorzy i właściciele pomysłu) patrzą na siebie i postrzegają jako zło konieczne. Inwestorzy polscy w większości ofiary bańki 1.0 nadal patrzą podejrzliwie na “dotcomy”. Ich zachwyt ale i przerażenie budzi szybkość rozwoju serwisów i usług w Internecie - wiedzą, że chcą się załapać na trend ale nie wiedzą jak. Brak wiedzy i doświadczenia w prowadzeniu takich firm powoduje, że inwestuje się sumy grubo za duże w średnie pomysły a zarazem występuje lęk przed wyłożeniem wielkiej kasy na walkę z konkurentami z zagranicy.

Pomysłodawcy otumanieni wizjami “web-dwa-zero” produkują masowo wizjonerskie produkty czy usługi, które a) działają już na rynkach zachodnich b) nie są wcale takie świetne. Niska bariera wejścia na rynek powoduje, że za “biznes” biorą się osoby, które usłyszłały coś o naszej-klasie i myślą “mi też się uda powielić pomysł albo drenować jakąś niszę”. Przykładów proszę szukać na startups.pl. 90% ogłaszanych tam serwisów wyprodukowano za mniej niż 1 tys. złotych przez grupę dwóch osób (koder+grafik).

Efekt? Zniechęceni inwestorzy, którzy bombardowani są propozycjami inwestycji w kolejny “serwis wymiany zdjęć - lepszy niż flickr!” przestają mieć chęć i siłę na szukanie perełek. Bo perełki są, ale baardzo głęboko ukryte i jakoś same nie chcą wpaść w łapy inwestorów.

* brak podmiotów wyspecjalizowanych w finansowaniu małych spółek

Wbrew pozorom w Polsce nie ma firm, które zajmują się inwestowaniem w pomysły na bardzo wczesnym poziomie rozwoju. Nie ma ani “aniołów biznesu” z prawdziwego zdarzenia ani VC czy PE inwestujących małe pieniądze w celu zobaczenia czy biznes jest sensowny.

Wiem, że jest coś takiego jak BAS ale nadal twierdzę, że to nie ten kaliber. Potrzeba jest firm chętnie inwestujących poniżej 100 tys. złotych na zasadzie “masz pomysł - zrób wersję beta i sprawdzimy Twoje założenia w testach.

Będzie okej - jedziemy z kolejną transza”. Są za to gracze “mam 10 mln złotych i co mi zrobisz”. Jeśli Twój pomysł nie łapie się na spalenie w piecu od 1 mln złotych w górę to panowie garniuturowcy z “wieżowców szklanych drzwi” nie przerwą swojego sushi-lunczu żeby cię wysłuchać.

* mentalność polaków - dobra, stabilna praca jest lepsza niż swoja własna firma

Wiele młodych osób nie stać jest na rzucenie się na głęboką wodę własnego biznesu. Paraliżuje je strach związany z utrzymaniem siebie i pracowników. Brakuje pozytywnych przykładów i case studies, brakuje realnego wsparcia państwa (zmniejszenie czasu na rejestrację firmy nic nie zmieni!). Dodatkowo osoby, które mogą zrobić coś w branży kuszone są dobrze płatnymi posadami w bankach, sektorze IT czy mediach.

Rachunek jest prosty - wolę być inżynierem w Google’u niż ryzykować własnymi środkami budując swój pomysł. Trudno tutaj bezpośrednio winić same młody osoby, ale cóż - kto nie ryzykuje ten nie jedzie.

Łukasz Foltyn czy Maciej Popowicz albo Rafał Agnieszczak i Michał Brański też mogli pewnie pójść pracować u kogoś. Wybrali własne biznesy i nieźle z tego żyją. Można? Można. No pain no game.

* dostęp do internetu i nowych technologii

Nie jesteśmy może małym krajem ale za to dość słabo korzystającym z narzędzi jakimi dysponujemy. Raport, który powinien wstrząsnąć rządem (PO przecież jasno opowiadała się za rozwojem dostępu do Internetu czy się mylę?) a przeszedł w zasadzie bez echa pokazuje, że nasze miejsce jest koło Bułgarii. Nie koło Norwegii, Danii, Niemiec czy Francji ale właśnie koło Bułgarii.

70% rodaków ma dostęp do telefonii stacjonarnej a tylko 8,4 % do szerokopasmowego internetu. A my chcemy produkować amazony, skype’y i inne yahoo’sy. Kto to będzie oglądał i za pomocą czego? Będziemy ciągnąć internet z komórek?

* wsparcie administracji rządowej w dziedzinie nowych technologii

Tego tematu nie trzeb chyba rozwijać. Lepiej ogłosić budowę Centrum Nauki Kopernika i zwołać kilka konferencji niż pomyśleć i wcielić w życie plan pomocy młodym, innowacyjnym firmom. Wiadomo - w takim centrum jak już powstanie ktoś będzie musiał objąć stanowisko dyrektora za parę lat. Idealne miejsce dla byłego ministra, który taki wniosek na budowę podpisze.

A taka spółka technologiczna panie to nie wiadomo co robi. I zdjęcia na jej tle nie można zrobić do ministerialnego newslettera bo jak garaż może być siedzibą zwykłej spółki?

* wielkość polskiego rynku

Jesteśmy zbyt małym i za mało chłonnym rynkiem, aby w miarę szybko zbudować odpowiednio duży popyt na innowacyjny produkt czy usługę. Bez duże grupy użytkowników nie rozwinie się nawet Skype czy Joost. Czyli chodzi o kwestię skali.

Czyli co? Usiąść i płakać? Niekoniecznie.

Jest Psiloc i jest IVO. Są regularnie wygrywający zawody programistyczne grupy młodych osób. Są powracający zza oceanu ludzie, którzy pracowali w prawdziwej Dolinie Krzemowej i mogą przenieść tamtejsze zwyczaje i doświadczenie na nasz grunt.

Są też oddziały Google’a i innych dużych molochów IT, które oprócz tego, że same wysysają obecnie z rodzimego rynku talenty to za chwilę będą je musiały również od siebie wypuścić i może właśnie taka osoba założy firmę, która niczym w amerykańskim śnie przejdzie błyskawicznie drogę od rodzinnego garażu do korporacji rozpoznawalnej na całym świecie.

Wiara i nadzieja to potęga a tego nigdy nam Polakom nie brakowało ale na razie przejdźmy się po Pustyni Błędowskiej i kontemplujmy jej przyrodę. Albo jej brak.

UPADTE: Tutaj Gazeta Wyborcza drukuje więcej informacji o półmetku zakładu

I ciekawostka - Polska jest technologcznym zaściankiem - więcej tutaj

Zamiast życzeń

17:21 21st March 2008

Proszę Was o poświęcenie 20 minut z gorączki przygotowań świąt i obejrzenie poniższego nagrania. Nie powiem co tam jest, ale gwarantuję Wam, że po obejrzeniu spojrzycie na świat i ludzi inaczej. Czego Wam życzę z całego serca.

Wesołych Świąt!

iPhone chce (do) biznesu

8:00 14th March 2008

iphone sdk business

14 dni po wypuszczeniu SDK dla iPhone’a firma Apple ogłosiła 100 tysięczne pobranie tego pakietu aplikacji (tylko w USA!). Oznacza to, że wierna armia gorliwych wyznawców religii kościoła Apple’a pod wezwaniem św.Jobsa dostała do rąk narzędzia do walki z Bablionem nie tyle już Microsoftu co całej branży telefonii komórkowej…

Mam taką swoją prywatną teorię - myślę, że Gates i Ballmer mają kilka laleczek voodoo, których bardzo często używają (może nawet sie wymieniają nimi?). Jedna przedstawia Steve’a Jobs’a a dwie pozostałe Larry’ego Page’a i i Sergey’a Brin’a. Laleczki są wyciągane przy okazji ogłaszania przez Apple lub Google nowych informacji dotyczących rozwoju obu firm.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni laleczka Jobsa została zapewne nieźle zmaltretowana - Apple wypuścił swój zestaw narzędzi deweloperskich do iPhone’a czym oficjalnie zaprosił programistów do pisania nowych aplikacji na swoim telefonie. Dodajmy, że z sukcesem jak widać po ilości pobrań.

Jobs ma powody do zadowolenia - iPhona sprzedaje się bardzo dobrze. Wyniki zaprezentowane podczas tej konferencji pokazują, że magia Apple’a działa. W USA rynek przeglądarek mobilnych został zmonoplizowany przez Safari (ponad 70%). Udział iPhone w sprzedaży smrtphones uplasował się na poziomie 28% (cytuję z głowy). To oznacza, że Jobs ze swoim telefonem wdarł się na ciężki rynek szturmem i zajął świetny przyczółek do dalszych działań.

Kto podczas ogłaszania debiutu iPhone’a widział w tym wydarzeniu tylko przełom w telekomunikacji ten mylił się bardzo. Jobs za pomocą Apple zamierza konsekwentnie realizować strategię żywcem wziętą z pola walki o muzykę - najpierw hardware (iPod), potem software (iTunes) i możliwość sprzedaży online (znowu iTunes).

To samo zamierza powtórzyć z iPhone’m - najpierw słuchawka, potem software do niej (kontrolowany przez Apple) a na końcu sklep AppStore gdzie każdy developer będzie mógł sprzedawać swój produkt za dowolną cenę. Gdzie jest haczyk? Apple zabierze 30% (można dyskutować czy to jest dużo czy mało - patrząc na praktyki polskich operatorów GSM uważam, że to bardzo uczciwy podział) oraz ma głos decydujący jaki soft może być wystawiane w AppStore - zarzekają się na razie, że pozwoli to na kontrolę eleminację pornografii, wirusów i wszelkiego innego zła epoki cyfrowej.

Stworzenie sklepu z którego oprogramowanie ściagane może być za pomocą telefonu nie jest niczym nowym - patrząc jednak na fakt, że Apple kontroluje i decyduje jakie aplikacji mogą być wgrywane na ich urządzenie nie można nie zauważyć, że firma z Cupertino jest monopolistą z ludzką twarzą. Albo grasz tak jak my chcemy albo produkuj soft do szuflady.

Z drugiej strony - masz małą firmę w garażu ze świetnym produktem - wrzucasz na AppStore i czekasz na kasę co miesiąc od Apple’a. Zero kosztów utrzymania ruchu, promocji (założę się, że znalezienie się w “Top 10′ aplikacji w AppStore będzie miało siłę “efektu Digg’a”) i dostajesz 70% kasy. Miodnie.

Dłuższą część konferencji zdominowała tematyka biznesowych narzędzi jakie pojawią się w nowym updacie dla iPhone. Nie obyło się bez sojuszu z wrogiem - soft iPhone 2.0 będzie zawierał wsparcie dla Microsoft Exchange. Ten ruch pokazuje, że ponad krytyką “evil software from Redmond” Jobs potrafi dostrzeć pieniądze leżące w firmach i dużych korporacjach.

Prostota tworzenia softu na iPhone’a miały obrazować testy przeprowadzone przez grupy inżynierów z branży gier komputerowych (Electronics Arts i SEGA). Dostali oni do ręki iPhony i SDK i w czasie 2 tygodni mieli pokazać co można zrobić w tak krótkim czasie.

EA przedstawiła wersję gry “Spore” a Nintendo w zasadzie całkowicie grywalną iPhonow’ą wersję “Super Monkey Ball”. Jeśli to prawda o nie marketingowy chwyt to czeka nas wysyp gier na iPhone’a - 10 milionów użytowników na pewno chce w coś pograć na swoich jabłkowych cacuszkach.

Dla tych, którzy chcą dokładnie widzieć co oferuje SDK i jakie zmiany pojawią się w firmware 2.0 zapraszam na blog Appleblog Pawła Nowaka (swoją drogą dzięki Pawłowi odkryłem co to znaczy znaleźć się w “rodzinie” Apple’a - Paweł bardzo cierpliwie sekundował mi w moich potyczkach z MacBookiem i dodawał otuchy. Pawle, jeszcze raz dziękuję!).

A tu znajdziecie parę cierpkich słów na temat SDK - nie wszystko wygląda tak różowo jakby deweloperzy chcieli..

PS. Acha no i oczywiście wyścig zbrojeń kręci się dalek - firmware 2.0 został już złamane. Jak zareaguje Apple?