Aula wants you!
19:31 25th July 2008

Dziś kompletna prywata - wrzucam informację o poszukiwanej osobie do rozwoju projektu Auli Polskiej. Jeśli będziesz zainteresowan(a)y proszę skontaktuj się proszę z podaną na końcu wpisu osobą.
Aula Polska - poszukujemy osoby (płeć i wiek nie istotne!) posiadającą następujące przymioty i umiejętności: dobry organizator, project manager, łebski zarządzający, osoba interesująca się zagadnieniami pojawiającymi się na spotkaniach z cyklu Aula (oraz innych imprezach tego typu w całej Polsce) mająca rozeznanie w nowych mediach.
Zakres zadań - współpraca nad merytoryczną i organizacyjną stroną spotkań Aula Polska (oraz TechAula i KreoAula). Praca zdalna odpada więc tak naprawdę szansę mają osoby mieszkające w stolicy (chyba, że zadeklarujesz się, że podróżowanie pociągiem relacji Warszawa-Szczecin kilka razy w miesiącu na własny koszt jest okej)
Nie wymagamy znajomości na pamięć wpisów z TechCrunch ale umiejętności zorganizowania co dwa tygodnia spotkania dla 100 osób i kilkoma ciekawymi prelegentami. Praca w ciekawych warunkach z bardzo ciekawymi ale wymagającymi ludźmi.
Poznasz wszystkich mikro i makro celebrytów, pogrzejesz się w blasku start-up’ów i dowiesz się co to znaczy robienie imprezy po której zostaje 20 pustych pudełek pizzy. Kontakty i znajomości gratis.
W miesiąc będziesz miał więcej wizytówek niż masz do tej pory na LinkedIn czy GL. Naprawdę warto! Mówimy o pracy oczywiście z wynagrodzeniem finansowym - nie szukamy darmowych jeleni.
Zainteresowany? Zainteresowana? Kontaktuj się z Igorem Dzierżanowskim pod mailem: igor (małpa) revolver.pl
Quo vadis Seedcamp?
23:47 24th July 2008

Ponieważ wiele osób jest zainteresowanych kolejną edycją Seedcamp 2008 poprosiłem Reshmę Sohoni (CEO) o kilka słów wyjaśnienia czego można oczekiwać po kolejnej odsłonie, dlaczego europejskie start-up’y powinny atakować rynek amerykański i jak wygląda współpraca z wygranymi projektami z poprzednich edycji…
Z Reshmą miałem już przyjemność przeprowadzić mini wywiad przed Aulą w TVN oraz TMT. Obecnie wszyscy chętni na Seedcamp mogą składać wnioski do 10 sierpnia. Szczegóły na blogu Aula Polska. Jeśli macie jakieś pytania, problemy z wypełnieniem wniosku - zgłoście się do mnie (artur małpa revolver.pl) a ja przekieruję Was do odpowiedniej osoby. Śpieszcie się! Czasu został mało!
AK 74 - Reshma, Seedcamp idea seems to expand rapidly. What do you want to do in next 1-2 years?
Reshma Sohoni - True. It’s amazing how the brand has built and how well most of the SC ‘07 companies are developing. In the next 1-2 years we want to refine the model more, prove some successes from our 3 years of investing, and actually to put more money to work in the early stage.
Along with this look for some announcements of how we are investing outside the main Seedcamp event. So, it’s a great opportunity for early stage teams all across Europe to access funding through Seedcamp beyond the main Week. We are already seeing our platform of bringing and helping build the ecosystem working. So, we’ll do more events and raise the bar on entrepreneurship in Europe
AK 74 - Let’s talk about CEE markets. US economy is now in trouble - do you agree that maybe it is the time for more aggressive promotions of european start-ups? Perhaps weak dollar is the best way to conqure western markets?
RS - The dollar is weak but so is the economy and so is therefore the world’s largest group of consumers. Consumption is key so I do agree that we can leverage Europe’s strengths, the Euro, and definitely be more aggressive. But it is important to ensure the US consumer is included in these solutions. Plus it’s important to keep thinking about how to solve problems and dislodge incumbents with better solutions.
Not just to think of it from a pure economic standpoint. The weak economy in the US is a strong reality check and maybe the ROW is not as dependent or singularly tied to the US but lasting economic weakness in the US will have a domino impact everywhere and isn’t really good for anyone
AK 74 - What do you expect from Seedcamp in this year? Can we see any brilliant new services or products?
RS - We do expect to get more complete/whole teams applying (strong technically and business-wise). We keep sounding the horn on this all across the 15 or so cities we’ve traveled. Along with that message we keep saying over and over again we want ambitious new ideas solving real problems addressing large market needs.
So, we’ve set that challenge. We do expect to see less me too ideas and more unique concepts. Again, the applications will tell if these messages have been taken on board or not
AK 74 - Do you have feedback from selected teams? Do you know what is going on with Kublax, MyBuilder, Tabelfinder, Rent Mine Online or Zemanta?
RS - Absolutely, we continue to support and work very closely with each of our SC ‘07 winners. Just follow the story of Zemanta (a CEE company). That’s really a prototypical team and company we’re trying to attract to Seedcamp. Ambitious, super techie, really balanced, articulate, incredibly hungry team. Kublax is in the Fin Svcs space and so it’s no easy feat to launch what they are doing.
They’re plugging away, have raised capital, and are in private Beta right now. MyBuilder is realizing Revenue, the site is improving all the time, have raised money, and have a huge partnership with an offline giant as well. RMO, Hypernumbers, and TF are moving along as they’ve had to adjust their models, go through some growing pains. But they continue to move forward as they are incredibly passionate about what they are building.
Pomysły są bardzo tanie. Nadal.
18:00 23rd July 2008

Do zapoznania się z moimi przemyśleniami zapraszam dziś wszystkich, którzy budzą się rano i mają 10 przełomowych pomysłów, które mają wygenerować więcej kasy niż N-K i Pudelek razem wzięte. Masz łeb pełen nowatorskich pomysłów? Wake up Neo. Nie jesteś sam a w dodatku zapewne zaliczasz się do grupy osób, które swoją przygodę z biznesem zaczynają i kończą od zapisania swojego pomysłu…
Pamiętam, że nie tak dawno temu strasznie mnie parę razy przeciągnął i publicznie piętnował m.in. Rafał Agnieszczak za moje “wizjonerstwo” i kłapanie dziobem na blogach i forach zamiast popracować i coś pokazać skończonego. Rafał krytykował w swoim stylu to (który ugh, często gęsto trudno znieść), że zamiast coś zrobić z tych kilkunastu projektów jakie szumnie zapowiadałem na razie żadnego nie widać. Wtedy obruszałem się bo nie wiedziałem różnicy między wymyśleniem projektu a jego realizacją. Dziś przyznam rację. Błądziłem.
Powiem oczywistą oczywistość - pomysły są tanie jak barszcz. Nadal. Tym bardziej teraz w dobie bardzo taniej technologii. Pomysły pojawiają się z zaskoczenia. Atakują swoją wizją z ukrycia i potrafią nieźle namieszczać w głowach. Każdy z nas ma kilka “killerów” pomysłów zdolnych w ich przekonaniu zmienić świat a w najgorszym wypadku potwornie się wzbogacić.
Problemem nie jest ilość pomysłów czy też ich jakość. Problemem jest ich egzekucja. Jeśli Ty wpadłeś na dany pomysł oznacza to, że statystycznie szansa na wykiełkowanie takiej samej w przybliżeniu idei jest duża. Bardzo duża. Pomysł na papierze równa się zero złotych. ZERO.
Opowieści o dawaniu kasy na biznes po obejrzeniu skrawka papierku z zapisanymi wytycznymi włóżcie między bajki - zdarza się to może raz na 1000 firm. Masz tysiące pomysłów dziennie? Nie zarobiłeś więc ani złotówki. Sam pomysł jest w 99,9% przypadków guzik wart.
Przestałem się dziwić inwestorom, że wolą zobaczyć konkret - prototyp, wersję beta, pierwszych użytkowników. Cokolwiek co pozwoli na uwiarygodnienie pomysłu na podstawie którego projekt jest realizowany. Dziwicie się? Ja nie. Widziałem i słyszałem tak absurdalne pomysły, których właściciele zaklinali się, że działają - szkoda, że nigdy nie próbowali ich realizować bo wtedy całe to szaleństwo wyszło by na wierzch.
Szansa na to, że kiedyś myślałeś o tym, że fajnie by móc zrobić serwis do wymiany kontaktów z kolegami z klasy nie oznacza, że właśnie wymyśliłeś Naszą-Klasę. Z dużym prawdopodobieństwem zrobiłbyś kolejny serwis networkingowy taki jak Sztambuch czy Szkolne Lata - poprzedników N-K którzy nie odnieśli sukcesu. Dlaczego? Pomysł był przecież taki sam. Był i co z tego - różniło się wykonanie.
Znam i widziałem wiele prostych, wręcz prostackich pomysłów w różnych branżach, które na papierze wydawały się tak sztampowe, że szczęki bolały od ziewania w czasie lektury ich biznes planów. W praktyce okazywało się, że realizacja pomysłu stanowiło o sukcesie całego biznesu. Wzięcie się za bary z problemami często oznaczało zmianę pierwotnych założeń i weryfikowanie całości planów.
Pamiętaj, że w Excelu napiszesz każdy plan bizesowy i wyliczysz wirtualny zysk - niestety to nadal będzie wirtualny zysk. Fetyszyzacja BP przez VC czy BA opiera się na założeniu, że skoro poświęcisz trochę czasu i zmastrujesz BP to znaczy, że wykonałeś mały krok w stronę realizacji projektu. Pokładanie ogromnej wiary w zapiski excela kończy się bardzo boleśnie.
Zachłystywanie się wynikami w trzecim kwartale drugiego roku jest bardzo głupie. Być może nie będziesz miał czasu nawet przeżyć jednego roku ze swoim nowym projektem jeśli nie zbudujesz solidnych podstaw dla swojego projektu.
Przełomowe pomysły trafiają się bardzo rzadko. Liczenie, że to właśnie Ty wymyślisz coś co zmieni bieg historii i uczyni Cię milionerem są bardzo bardzo małe (co nie znaczy, że nie należy próbować).
Co zrobić aby postarać się pozbyć się gorączki pomysłów? Moja sugestia - zrób porządnie jeden mały, malutki projekt od początku do końca. Wyznacz sobie realistyczne założenia i wdroż je. Postaraj się mieć panowanie nad całym projektem od startu do jego końca.
Po takim “test drive’ie” możesz skuteczniej skalować problemy i wyzwania stojące za kolejnymi projektami. Wiedza jaką nabierzesz będzie Twoim kapitałem. Wiedzy dotyczącej prowadzenie projektów nie można wyczyrać z blogów czy e-booków.
W życiu nie dałbym pracy przy swoich projektach Project Managerowi, który nie ma realnego doświadczenia. Nie wierzę w szkoły wyższe, studia reklamowo-biznesowe, nie zaryzykuję kasy i projektu dla osoby, której realne doświadczenie nie obejmuje pracy z grafikami, programistami, liderami projektu. Nie.
Doświadczenie prowadzenia projektów opartych o nowe media wykuwa się w ogniu walki. Tego nie można nauczyć się z jednej książki czy podczas sesji. Teorię zostawmy uniwersytetom - jeśli chcesz robić duże i dochodowe biznesy nie możesz działać w oparciu o wiedzę teoretyczną nawet sprzedawaną przez jakiegoś lokalnego guru.
Informacje dla wszystkich wiecznych “start-uperów”. Jeśli nadal uważasz, że masz wartościowe pomysły leżące w szufladzie Twojego biurka to jesteś w błędzie.
Dobre pomysły to tylko te, które są zrealizowane.
Nie próbuj zrozumieć Apple
8:36 16th July 2008

Premiera nowego iPhone’a (określana “ipokalipsą”) prawie na całym świecie (bo bez Polski) udowodniła, że racjonalność wyborów konsumentów łatwo jest zmanipulować. Pisanie artukułów przez tuzów i znawców branży telekomunikacyjnej, rysowanie infografik czy porównywanie modeli konkurencji - wszystko to stało się tylko paliwem dla lepszej sprzedaży nowego-starego telefonu made by Jobs…
Nie jestem fanboyem nadgryzionego jabłka, nie piszę tego aby bić pokłony ego Jobsa (które jest wieeelkie). Chcę pokazać, że jeśli nawet coś jest gorsze technologicznie to dzięki odrobinie relatywizmu i wszczepienia całej masy pozytywnych skojarzeń produkt może stać się obiektem pożądania wbrew logice. Miliony wyznawców nie mogą się mylić, prawda? Prawda.
Czyżbym zaczął zdradzać objawy schizofrenii? Przestaję lubić i wielbić produkty z logo Apple’a? Skądże. Próbuje tym postem pomóc wszystkim tym posiadaczom innych i lepszych w ich rozumieniu produktów takich koncernów jak Nokia, Samsung czy Sony dlaczego nie mają szans z kultem iPhone’a. Po prostu jesteście z innej ligi.
Im szybciej to zrozumiecie i wzruszycie ramionami na kolejnej imperezie na której zamiast sluchać waszych wakacyjnych opowieści z Meksyku ktoś brutalnie skradnie uwagę tłumu słuchaczy (znowu!) wyjmując apple-cacko tym prędzej zaczniecie spokojniej spać po nocach (i może wróci do Ciebie dziewczyna?).
11 lipca ruszyła sprzedaż iPhone’a 3G jak się określa w mediach - nowy telefon został wyposażony w możliwość transmisji danych 3G właśnie i odbiornik GPS a do jego obsługi zaprzegnięto App Store czyli sklep / bank oprogramowania. I co? Przez weekend w USA tylko sprzedano 1 mln słuchawek. Czyli w dwa dni sprzedano 1/10 tego co Apple upłynił w skali całego roku.
Widzieliście kiedyś kolejki pod sklepem Nokii (są wogóle takowe?) albo biwakujących klietów pod szyldem Samsunga? Pewnie nigdy ich nie zobaczycie bo wyżej wymienione firmy działają zgodnie z logiką rynkową - jest zapotrzebowanie, zapewniamy sprzęt. Apple dziala inaczej.
Robi zamieszanie, wypuszcza plotki i dawkujemy informacje. Potem ogranicza sprzedaż. A potem z uśmiechem wali Cię w ryj kiedy chcesz już wystany aparacik uruchomić. Why Steve? For money. W przeciwieństwie do retoryki PiS ciemny lud to kupuje!
Nie wierzę żeby nikt w Apple nie uczył się na własnych błędach. Podobnie jak przed rokiem brak nowych serwerów uniemożliwił obsługiwanie autoryzacji przez co iTunes i iPhone stały się na parę ładnych godzin iBrickiem. Mało tego - nowy iphone został już złamany ku uciesze sprzedawców z ebay i allegro.
Czyli co - robią nas w konia? Tak. Widać układ sado-maso świetnie współpracuje z nowoczesnymi strategiami sprzedaży. Poniżyć klienta, odebrać nadzieję a potem rzucić na koniec jakiś ochłap.
I co? I nic. iPhone sprzedaje się jak zimna woda z limonką na pustyni Gobi. Ludzie pragną go a Apple go im daje. Proste jak drut. Nie pomogą apele o zachowanie rozsądku, pokazywanie, że z iPhone’a nie da się wysłać MMS, zaznaczyć tekstu i go skopiować i dziesiątki innych błędów i ograniczeń. Nikt nie słucha, wszyscy kupują. Na całym świecie.
Jeśli doczytałeś do tego momentu i jesteś wkurzony na Jobsa, Apple i to małe “gie” zwane iPhonem to mam dla Ciebie prezent. Dowód, że Jobs nie jest bogiem i popełnia błędy. Otóż iPhone wcale nie jest pierwszym telefonem wyprodukowanym przy współpracy Apple. W 2005 roku na rynku pojawiła się Motorola ROKR E1 (znana też jako model E790) posiadająca uwaga, uwaga - support iTunes! Nie słyszłeś o tym telefonie? Nic dziwnego - został szybciutko wycofany (za info dziękuję Kacprowi Suliszowi).
Nie sprawdził się, rynek nie zaakceptował, ludzie nie kupili. Apple poniósł klęskę i musiał rakiem się wycofać się ze współpracy z Motorolą. Ha! Czyli jednak Apple potrafi robić knoty, których ludzie nie kupią! Co nie znaczy, że sam Jobs nie uczy się na własnych błędach - to zła informacja dla nokiofilów co i rusz wciskających mi jakieś błyskotki popełnione na mulącym się Symbianie.
Nokia chce kupić i otworzyć Symbiana? Po co, dla kogo? Zanim to zrobi Google przejedzie się po rynku swoim Androidem i zaleje świat słuchawkami ze swoim softem. Zostanie tylko Appe i Google i pokój zapanuje w galaktyce. Tako rzeczę ja.
A co słychać u nas w związku z całym tym zamieszaniem? Play pręży muskuły i chce wprowadzić iPhone’a szybciej niż Orange. Poczekamy, zobaczymy. Jak na razie kluczem do sukcesu jest aktywacja via iTunes na co wpływu nie mają żadne firmy z Polski.
Poczta Polska nienawidzi e-commerce
18:30 30th June 2008

Jak to możliwe, że w środku Europy w 40-to milionowym kraju w XXI wieku państwowa firma nie jest zainteresowana zwiększanie ilości przesyłek? To możliwe jest tylko w Polsce. Poczta Polska bowiem dokłada do przesyłek i nie w smak jest jej wzrost liczby przesyłek…
W kontekście informacji Gazety (od 1 lipca 2008 ceny paczek zdrożeją średnio o 20%) mówienie o tym, że Poczta Polska działa normalnie i prawidłowo jest absurdalnym żartem. Model biznesowy tej organizacji zakłada dofinansowanie paczek jest wpisany w jej działania i jak się wydaję traktowany jest jako efektywny model walki z konkurencją.
“Ceny tej usługi pozostają znacznie poniżej deklarowanych przez Pocztę Polską kosztów jej świadczenia” mówi o cenach Poczty urzędnik z Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Bardzo ciekawe - to znaczy, że im więcej e-sklepów w Polsce powstanie tym większe straty generować będzie Poczta. Jednym słowem przedsiębiorczość naszych rodaków jest przyczyną upadku Poczty Polskiej.
Ktokolwiek musiał korzystać z usług pocztowych wie jakiego poziomu się spodziewać - niszczenie paczek, problemy z obsługą na prostym poziomie, opóźnienia w dostarczeniu korespondencji (mnie zdarzyło się czekanie na list polecony przez dwa tygodnie! List został nadany w Warszawie i miał trafić do firmy oddalonej w lini prostej o 10km).
Strajk pocztowców (a dokładnie związkowców z “Solidarności) z początku czerwca pokazuje, że związaki zawodowe zachowują się czasami jak ludzie chcący rozpalić ognisko na tonącym statku więc tną i piłują resztki drewna. Znam wielu ludzi (spoza branży e-commerce), której strajk przyniósł dotkliwe straty finansowe w wyniku zaprzestania świadczenia usług przez Pocztę.
Ci ludzie będą pierwszymi, którzy zmienią firmę jeśli tylko będzie taka możliwość choćby cena nawet był taka sama albo lekko wyższa. Korzystanie z usług firmy, która działa na takim poziomie jak Poczta Polska jest biznesowym tańcem na linie - reklamacje związane z zaginionym, opóźnionymi bądź po prostu zniszczonymi przesyłkami na Poczcie jest jakimś ponurym żartem.
Czy jest wyjście z tej sytuacji? Oczywiście. Konkurencja w postaci Kolportera i InPost zapowiedziała, że będzie starała się pomóc rynkowi e-commercowi. Kolporter chce dystrybuować paczki i listy poprzez sieć saloników i punktów sprzedaży (czyli około 1 tys. punktów) co umożliwi odbiór i wysyłkę w większości miejsc w Polsce.
InPost pod koniec roku chce wprowadzić nową usługę o której mówi tajemniczo, że będzie przełomowa. Tak się składa, że miałem okazję już tę usługę zobaczyć. Pomysł nowatorski, ma siłę przebicia i myślę, że będzie szybko zdobywał popularność. Nie widziałem czegoś takiego na rynku polskim i hmm za granicą również nie.
Jeśli InPost zaiwestuje odpowiednią sumę w swój projekt to może śmiało myśleć o wyparciu wraz z Kolpoterem Poczty Polskiej z rynku obsługi podmiotów żyjących z e-commerce. A to spora biznes wystarczy spojrzeć sobie na wykresy poniżej:

Sektor e-commerce rosnący o około 60% rocznie jest jak dla mnie lepszym biznesem niż reklama - powierzchni portalu nie da się rozbudować tak aby wygenerować dodatkowe odsłony a powierzchnię magazynu i owszem.
Sukces Allegro pokazał, że Polacy kochają handel (zresztą nadal widać to spacerując po polskich ulicach) i dziwnym nie jest, że Internet jest dla naszych rodaków naturalnym narzędziem do zarabiania pieniędzy.
Czy Poczta Polska przegra bitwę o polski e-commerce? Przepraszam, ale to jest głupie pytanie. Ona już rzuciła rękawicę i dawno machnęła ręką na ten sektor gospodarki. Widać to po zachowaniu dyrektorów, przewodniczących związków i członkach zarządu biernie pozwalających aby konkurencja połykała rynek.
Nie wiem czy istnieje jakieś prawo i paragraf pod które podpaść mogą osoby zarządzające Pocztą Polską ale gdyby przyjąć spiskowy punkt widzenia ala PiS to polska firma rozkładana jest przez podejmowanie decyzji narażających ją na straty finansowe w ogromnym wymiarze. Jeśli ktoś świadomie walkowerem oddaje prywatnej konkurencji rynek przesyłek wart 500-800 mln rocznie to ja pytam się kto rządzi w takiej firmie? Myszka Miki? Reksio i spółka? W takim kontekście czytając kodeks pocztowca można odnieść wrażenie, że ktoś sobie robi jaja.
Decyzja o podwyższeniu opłat zamiast wdrożenia programu naprawy zmierzającego do poprawienia sytuacji wew. firmy (pewnie bez zwolnień grupowych się nie obędzie) pokazuje, że takie molochy jak Poczta w zasadzie są żywymi trupami. Kolejne podwyższki wiszą w powietrzu tylko UKE zażądał jedynie, by rozłożyć je w czasie, aby “uniknąć znacznego spadku przystępności usługi dla użytkowników, szczególnie konsumentów”.
PS. Inny ciekawy artykuł można znależć tu. Wynika z niego, że 40% mieszkańców UE deklaruje chęć robienia e-zakupów. Biedna, biedna Poczta Polska..
Twoja bardzo osobista domena
17:48 29th June 2008

Jak donosi Gazeta.pl amerykańska organizacja ICANN (nadzorująca światowy system internetowych adresów) przegłosowała nowy i rewolucyjny system tworzenia domen. W skrócie - będzie można tworzyć własne domeny!..
ja.arturkurasinski albo głupi.artur albo one.night.in.paris (”Paris” jako nazwa miasta oczywiście!) - takie skojarzenia na szybko przyszły mi do głowy. ICANN argumentował stworzenie możliwości rejestracji nowych domen jako wyraz zwiększania sie znaczenia Interentu w życiu społeczeństw.
Obecnie jest 21 (Gazeta.pl piisze o 19-tu ale na stronie ICANN jest informacja o 21 - podaje zatem za ICANN) domen tzw. najwyższego poziomu (np. “.com”, “.org”) oraz 240 domen krajowych (np. “.pl”, “.us”, “.tv”). Za chwilę ICANN może zarządzać kilkoma milionami domen.
Poza argumentacją związaną z “oddawaniem władzy ludziom” można oczywiście wskazać wątek czystko komercyjny - nowe domeny to nowy zastrzyk kasy. Można sobie wyobrazić, że większość firm będzie chciała mieć własną domenę (np. my.cola, we.love.iphone, your.apple) więc potencjał wpływów dla firm zajmujących się handlem domenami jest ogromny.
Decyzja ICANN jest to o tyle dziwna poniewważ w zeszłym roku ta sama organizacja odrzuciła po raz kolejny wniosek lobby pornograficznego domagający się wprowadzenia domeny z końcówką “xxx”. Wtedy argumentowano, że stworzenie takiej domeny pozwoli na kontrolę odgórną przez państwo tresći zawartych na tak oznaczonych witrynach co stanowi dość poważne ograniczenie praw obywatelskich.
Czy tworzenie nowych domen będzie atrakcyjne? Stawiam, że tak - firmy SEO z radością powitają nowe możliwości pozycjonowania marek i produktów. Po drugie wprowadzenie takiego systemu spowoduje odchodzenie od żmudnego zapamiętywania dziwnych adresów - na przykład kampania produktu finansowego może opierać się o domenę “zajrzyj.do.naszego.banku”.
Domeny będą coraz bardziej przypominały potoczny język i brały z niego przykład jeśli chodzi o wykorzystanie składni. Ciekawe może być to, że zamiast wpisywać np. coca-cola możemy wpisać ugaś.pragnienie. Fajne? Sam nie wiem.
Czy oznacza to, że firmy rzucą się rejestrować swoje domeny - pewnie nie tak ochoczo bo w końcu trzeba będzie zdecydować się jaki adres podajemy w reklamie czy na wizytówce - czy ten stary na przykład w domenie “com” czy ten w nowej domenie.
Czeka nas rewolucja? Poczekamy i zobaczymy. Na razie “dotcomy” mogą spać spokojnie.
Społeczności mobilne - czy już czas?
13:23 27th June 2008

Powoli możemy zapomnieć o Web2.0. Szał minął, wiadomo tyle, że ciężko na tym zarobić poza sprzedaniem całego serwisu firmie, która go sprzeda kolejnej (to a propos N-K, przepraszam musiałem). Przed nami nowa terra incognita i shangri-la dla inwestorów z wypchanymi kieszeniami czyli “mobile social networks” ewentualnie “location based social networks”…
Społeczności w Internecie są już w miarę poznane a sama nisza wysycona. Jeśli w Polsce możliwy był case N-K to na rynku zdominowanym przez Facebooka i MySpace nikt nie wierzy w pojawienie się kolejnego gracza takiej wielkości jak te czołowe serwisy. A więc co będzie “next big thing”?
Źródełko zaczyna wysychać i większość firm (w tym Google jak pisałem tu) od dłuższego już czasu patrzy łakomie na użytkowników telefonii komórkowej. Dlaczego? Bo każdy telefon to elektroniczny portfel ad hoc (dla małych opłat Premium SMS) z możliwością doliczenia ceny do rachunku klienta i rozliczenia się z operatorem.
Drugi ważny powód - osoby korzystające z komórek są przyzwyczajone do płacenie za wszystko – SMSy, tapety, dodatkowe minuty, dzwonki, obudowy, naklejki na słuchawkę - jednym słowem są dobrze rokującymi klientami nie marudzącymi przy kasie. I działają impulsowo - dokonują zakupów tu i teraz. Idealny klient w cyfrowych czasach.
Trzecim ogromnie ważnym faktem jest penetracja rynku - W Polsce np. mówi się o 40 milionach kart SIM (oficjalnie nie wiadomo jaka liczba jest nie aktywnych). Komórkę nosi i korzysta w większości jedna osoba co czyni z telefonu komórkowego bardzo osobiste narzędzie – bardziej niż komputer. 40 milionów kart SIM to prawie 3 razy więcej niż użytkowników Internetu w Polsce!
Mamy więc takie świetne warunki i co? I nic. Jak do tej pory żaden z mobilnyh serwisów społecznościowych (na świecie jak i w Polsce) nie stał się drugim Facebook’iem czy MySpace’em. Idea tworzenia mobilnych serwisów społecznościowych jest w miarę prosta – użytkownicy mogą się komunikować ze sobą (czatować), powiadamiać gdzie są (lokalizacja i GPS), opisywać przestrzeń (geo-tagging) czy po prostu korzystać z cyfrowych map.
Dodajmy do tego możliwości mash-up’owania z innymi aplikacjami (np. Twitter) i wydawało by się, że wszyscy powinni oszaleć i się rejestrować. A jednak coś nie żre. Nie ma szału, ludzie nie korzystają masowo z takich serwisów. Czemu?
W Polsce podstawową barierą jest chciwość (nie bójmy się użyć tego słowa) operatorów, którzy stawiają zaporowe ceny za transfer danych. Stawki są tak duże, że nikomu (a najmniej potencjalnemu targetowi takiej usługi czyli pre-paidowej młodzieży) nie opłaca się pozostawać online co jest warunkiem koniecznym aby korzystać ze większości funkcjonalności.
Po co wykupować usługę szukania znajomych jeśli mogę zrobić to raz dziennie (na tyle mnie stać)?. Albo po co mieć możliwość czytania komentarzy na twittero podobnej aplikacji skoro mogę to zrobić przez 5 min dziennie?
Drugą barierą jest usługa lokalizacji na której bazuje większość usług. W Polsce wygląda to tak, że operatorzy mają soft ale ponieważ nie chcą inwestować w coś co nie przynosi zysków więc ich platformy mają małą przepustowość i są obarczone błędami ( W Plusie lokalizacja może mieć błąd do kilkuset metrów).
By interes się kręcił lokalizacja musi działałać w sieciach wszystkich operatorów co jest dość dużym wyzwaniem finansowym i technologicznym (różnice w stawkach, różnice w platformach i technologiach) dla twórców serwisów.
W Internecie możesz stworzyć prostą aplikacją działającą na każdym komputerze. W sieciach komórkowych musisz pamiętać o różnicach między modelami telefonów, sieciami operatorów, prędkością transmisji danych i stawkach. Jednym słowem masakra.
Zastosowanie GPS ma sens tylko w tych aparatach, które posiadają taki hardware a więc wycinamy tym samym jakieś 80-90% słuchawek. GPS w komórkach dopiero się upowszechnia i zdobywa rynek - zapewne stanie się tak powszechny jak aparat ale zajmie to 2-3 lata.
Można ominąć samych operatorów i lokalizować użytkownika po masztach nadawczych ale taki sposób jest bardziej skomplikowany – wymaga specyficznych aparatów oraz nie jest tak dokładny jak standardowa metoda (tu w zasadzie można mówić już tylko o promieniu w zasięgu którego znajduje się użytkownik). Taką usługę mogą sobie testować for free użytkownicy “starych” iPhone’ów.
Jaki więc model biznesowy mogą obrać serwisy społecznościowe? Jak na razie (przepraszam ponownie za ironię) sprzedawanie siebie innym podmiotom. Plazes został kupiony przez Nokię, Google kupił sobie Jaiku i Dodgeball, Vodafone ma Zyb – na razie jest to jedyna przynosząca duży przychód wersja „exitu” z biznesu.
Jak to może wyglądać w Polsce? Wydaje się, że nie ma opcji dla twórców serwisów poza współpracą z operatorami do momentu kiedy na rynku nie pojawią bardziej zaawansowany aparaty mogące wykorzystaywać lokalizację po BTS. W przejęcie rynku przez iPhone nie wierzę więc musimy czekać na to aż bardziej wypasione słuchawki zdominują rynek.
Pytanie czym tak naprawdę zainteresować użytkowników? Randki - już są (w Polkomtelu chociażby). Lokalizowanie dzieci czy psów - też już jest. Czatowanie przez komórkę z inną osobą? To może być fajne jeśli ceny spadną znacząco (nawiązując do dyskusji pod tym wpisem zgadzam się co do kwoty - musi to być około 10-20 pln)
Odpowiadając na pytanie postawione w tytule - social mobile networks na pewno są atrakcyjnym (już) kąskiem dla istniejących serwisów (wersja mobilna Facebook jest uważana za wzór dla innych serwisów) ale jeśli mają powstawać jako odrębne byty muszą (a.d. 2008) liczyć się z problemami: operatorów (technologia, infrastruktura, stawki), aparatów (brak GPS i Symbiana w zdecydowanej większości modelów telefonów) oraz edukowaniem i rozbudzniem potrzeb użytkowników aby korzystali z takiej formy komunikacji.
…ale kto zrobi to pierwszy wygra wirtualnego Świętego Graala. Zdobędzie podziw, kasę i rękę księżniczki.
PS. Ciekawy fakt z rynku amerykańskiego - według badań przeprowadzonych przez wchodzący w skład grupy reklamowej Interpublic dom mediowy Universal McCann wynika, że 85 procent Amerykanów z tej grupy wiekowej korzysta obecnie z co najmniej jednej platfromy Web 2.0 do komunikacji z rodziną i znajomymi.
Z drugiej strony - w ubiegłym roku prawie połowa dorosłych Amerykanów twierdziła, że nigdy ich nie wysyłała. W 2008 wskaźnik ten spadł już do 41 procent. Wyobrażacie sobie taką sytuację w Europie?
Ciekawe serwisu i usługi mobilne bazujące na sieciach społecznościowych:
> Aki Aki
> DodgeBall
> Plazes
> Jaiku
> Zyb
> Mocospace
> Mig33
> Belysio
> Brighkite
> MeetMoi
> Mobiluck
> Bluepulse
> Loopt
o2 - terapia tlenowa polskiej sieci
20:51 26th June 2008

Od jakiegoś czasu z o2 nie wyszedł żaden news dotyczący nowych projektów (a swego czasu Michał zapowiadał ich wysyp w tym roku). Zacząłem się niepokoić - zupełnie niepotrzebnie bo właśnie dziś światło dzienne ujrzał kolejny projekt sygnowany “tlenowym” trade markiem - Otwarte24.pl. Korzystając z okazji wyciągnąłem Michała Brańskiego (jednego z trójki właścicieli o2) na spytki co sądzi o Allegro i polskim e-commerce.
AK 74 - Zgodnie z zapowiedzią o2 realizuje kolejne projekty - ostatni, który ujrzał to Otwarte24.pl - darmowa platforma dla e-sklepów. W notce prasowej mówisz, że “Otwarte24.pl to idealna alternatywa dla wszystkich sprzedawców, którzy mają już dość wysokich opłat za wystawianie aukcji”. Chcecie teraz mierzyć się z Allegro i Świstakiem?
Nadrzędna motywacja to odblokować tę energię (tłumioną czasami strachem przed zainwestowaniem czasu i pieniędzy w otwarcie sklepu), zasoby (dojście do atrakcyjnych towarów, towar zimujący w magazynach, polonusi i emigracja zarobkowa handlująca z zagranicy) i talenty (rękodzieło, rzemieślnicy, projektanci biżuterii, odzieży, torebek itd.), z których do tej pory profitowały platformy aukcyjne, a właściwie ta jedyna, czyli Allegro.
Zachęcać też będziemy SuperSprzedawców Allegro do usamodzielniania się. Ci ludzie działają na niskich marżach (albo na wysokich marżach, ale przy niskiej skali ten zarobek zjadają koszty stałe), więc darmowa platforma sklepów wydaje się wymarzona.
AK 74 - Na świecie serwisy społecznościwo zakupowe i rekomendacyjne nie są może super popularne, ale wydaje się, że to jedyna droga do tego żeby oprócz czystego e-commerce przebić konkurencję. Allegro wypuściło CoKupić.pl - jak myślisz czy czeka nas wysyp takich serwisów na innych platformach (Agito, Hoopla, Zakupy.com)?
Uważam, że ta idea może wyłącznie kwitnąć jako dobrze spozycjonowane w Google’u treści. A to nie jest proste, konkurencja jest duża na każde hasło.
Nie jestem przekonany, czy ludzie będą wyrabiali sobie w nawyk chodzenia przed każdym zakupem do takiego typu serwisów. Raczej skoczą do Google’a i zdadzą się na top 20 wyników (bo zakładam, że w przypadku szukania recenzji na te 20 wyników jakieś 15 to będą oferty sprzedaży, a 5 to jakiś tam rodzaj recenzji - czy to na forach, czy to w serwisach typu CoKupic.pl).
AK 74 - Patrząc na serwisy można o2 można odnieść wrażenie, że interesuje was zasięg kosztem jakości użytkowników - nie macie ochoty wysycać nisz? Naprawdę tylko na masowości można w Polsce zrobić biznes?
Robimy jedno i drugie. Zajmujemy segmenty masowe, a kiedy się w nich rozgościmy, to robimy segmentację na jeszcze mniejsze widownie/targety. Tak zaraz zrobimy z naszą gałęzią contentu gospodarczego, tak zrobiliśmy już na rynku shopping guide’ów.
Mamy serwisy i ilościowe i jakościowe - inaczej się nie da, jeśli ktoś chce być koncernem medialnym (in spe). Więcej na razie nie zdradzam, bo to byłoby nieroztropne.
AK 74 - Radar.pl - jak podsumujesz rok na rynku tego projektu? Nie stał się tak popularny jak wstępnie zakładałeś? Gdzie leży przczyna?
Nigdy nie uciekaliśmy się do nieetycznego SEO. To właściwie podsumowuje, skąd taka pozycja. Drugi czynnik - nie pobieramy wynagrodzenia od sklepów, a więc też nie finansujemy z tych opłat SEM-u w Google’u. Czym innym są płatne porównywarki cen jak nie czystym “arbitrażem ruchu” opartym o pieniądze inwestowane w SEO i SEM?
Zbudowaliśmy rozpoznawalną markę, ogromną bazę sklepów (tutaj profitujemy z tego, że nie pobieramy opłat), poprawiamy ciągle produkt, niedługo wejdzie trochę innowacji w oparciu o engine Radaru.
AK 74 -Projekty e-commerce’owe zaczynają być w o2 coraz bardziej widoczne - nie wierzycie już w reklamę czy po prostu dywersyfikujecie przychody?
Wierzymy w reklamę, ten rynek się więcej niż podwoi w ciągu 3 lat. Można sobie wymarzyć lepszy segment dla prowadzenia biznesu?
70% naszych zasobów R&D idzie na rozwój projektów ukierunkowanych na reklamodawców. 30% na e-commerce, ogłoszeniówkę oraz projekty dalekosiężne, takie z potencjałem na bycie “game-changerami” - choć one przecież też służą do tego, aby pomieścić reklamę.
AK 74 - Jak oceniasz polski rynek e-commerce? Wszystko już zostało ustalone, karty rozdane czy wręcz przeciwnie - czeka nas okres przejęć i pojawiania się dużych projektów?
Nic nie zostału ustalone (vide: eBay na świecie - vs Amazon, vs w pewnym sensie Google). Rynek się rozdrobni, czego m.in. my będziemy beneficjentami.
AK 74 - Dokąd zmierza o2 - budujecie sieć biznesów związanych z Internetem ale nie do końca “portalowych”. Czy o2 czymś nas zaskoczy w tym roku? Wejdziecie w branżę muzyczną albo kupicie supermarket? Bo w grupie o2 jest już developer pośrednik nieruchomości (NextHome) i finansowy (NextMoney)? Zaczynam mieć problemy z ogranięciem “core” biznesu o2 :)
90% naszego biznesu to czysty internet. Ale dokonaliśmy już 4 inwestycji w rzeczy z pogranicza internetu i off-line’u i szukamy dalej ciekawych przedsiębiorczych ludzi. Ale zaręczam - w e-commerce w rodzaju sklepu internetowego ze sprzedażą zmagazynowanych towarów nie wejdziemy. Więcej o tej działalności i jej rozwoju podamy w chwili, gdy uruchomimy stronę naszego “funduszu” dla przedsiębiorców, zarówno czystointernetowych, jak i z pogranicza on- i off-line.
AK 74 - Z innej beczki. Taka masa projektów wymaga dużego personelu. Jak szybko rośniecie - ile osób zatrudniacie obecnie?
Nie licząc autorów oraz osób satelickich to ok. 150 osób.
AK 74 - Nie zaczynacie jako o2 cierpieć na problemy dużej firmy z papierkami urlopowymi i przygotowywaniem paczek świątecznych?
Ani trochę, to nas nie uwiera. Po prostu Jacek Świderski (wspólnik zajmujący się m.in. finansami, kwestiami prawnymi, administracją, CRM-ami) potrafi wyważyć wymogi profesjonalnego biznesu z byciem ludzką firmą. Może też mnie na to narzekam, bo to nie moja dyscyplina.
AK 74 - Czujesz, że masz korporację do zarządzania? Bawi Cię to jeszcze?
Bawi mnie to na wielu poziomach. Tyle jest do zrobienia, tyle pieniędzy “leży na ulicy”. Od 11 lat jakoś realizuję się zawodowo i nigdy nie miałem pustki w głowie. Nigdy nie czułem się lepiej niż dziś.
Zachęcam ludzi do tego samego. Bo w następnej rewolucji (biotechnologie, nano, alternatywna energia) już naprawdę nie będzie sposób wziąć udziału bez dużego kapitału bądź wykształcenia w naukach (bardzo) ścisłych.
AK 74 - Co planujecie jeszcze w tym roku - zdradz troche swoich planow.
Nie mogę powiedzieć nic więcej poza tym, że staramy się nie przespać czegoś.
Miłościwie nam oceniający
19:33 24th June 2008

Allegro w przeciwieństwie do swojego partnera z grupy Gadu-Gadu nie zasypia gruszek w popiele i buduje nowe serwisy i usługi. W Toruniu ma powstać dział R&D firmy, który ma zająć się między innymi rozwojem serwisu CoKupić.pl…
Jeśli komuś nazwa serwisu nie jest obca to ma rację - o CoKupić.pl pisano już w grudniu 2007 roku. Od tego czasu nie było wiadomo co właściwie dzieje się z tym serwisem. Aż do dziś.
Kiedy dostałem newsa o “opinotwórczym serwisie zakupowym” zamarłem. W końcu od paru lat sam próbowałem podobny tematycznie (bo nie w skali) projekt postawić na nogi (Odia.pl verl NaKanapie.pl). Rekomendacje, pomoc w podejmowaniu decyzji, dawania prostych i szybkich podpowiedzi - a wszystko to podlane dobrym sosem algorytmów pomagających podjąć trafny wybór - wszystko to jest bardzo sexy pomysłem dla dużych graczy z działki e-commerce.
Ogłaszając na pierwszym Innowatorium pomysł na serwis z gatunku rekomendacji społecznych byłem już po rozmowie z rzecznikiem Allegro - stąd w końcówce prezentacji Guruu widać jako partnera serwisu właśnie Allegro (co było zresztą na wyrost, ale chciałem zabłysnąć czymś przed publiką).
Co można powiedziedć o CoKupić.pl? Ponieważ w grudniu news o “lanczu” serwisu mi umknąło postawnowiłem teraz w nim poszperać. Poklikałem chwilę, poczytałem sobie i zmarszczyłem swój nosek.
Czy to jest usługa przełomowa na warunki polskie? Nie. Dlaczego? W gruncie rzeczy jest to system pokazujący przedmioty i komentarze z nimi związane z platformy Ceneo oraz samych aukcji Allegro. Po co więc robić dwa razy to samo? (Leo why?…)
CoKupić.pl jest proste ale o wiele za proste (żeby nie użyć innego terminu) żeby stanowiło zarzewie Wielkiego Serwisu Społecznościowego (a taki chyba plan ma zespół Allegro sądząc po informacjach prasowych - cóż jak widać kac po N-K nie wszystkim minął).
Nie wierzę w bezinteresowane komentarze (zaraz zlecą się wszelkiej maści szeptacze i “operatorzy PR” żeby wystawiać pozytywne recenzje przedmiotów), nie wierzę już w “mądrość tłumów” i darmowe nabijanie komentarzy pod iphonem czy książką kucharską - coś / ktoś musi spowodować, że ludziom będzie się chciało wysilić swoje szare komórki i przelać na ekran monitora swoje mądrości.
Jednym słowem jeśli Allegro+Ceneo nie wymyśliły fajnego pomysłu na to jak zmusić ludzi do wypowiedzi a potem odpowiednio to filtrować CoKupić.pl podzieli los wielu innych serwisów - będzie się kręcił na średnim poziomie zasilany “ujzerami” od wielkiego brata.
CoKupić.pl jest agregatorem tresci i funkcjonalnosci z dwoch serwisow - nie rozumiem gdzie ma się wytworzyć zatem społeczność - w komentarzach? Ludzie będą wchodzili przez platformę aukcyjną na ten serwis żeby zostawiać komentarze licytowanych przedmiotów? A po co skoro te przedmioty znikną zaraz a same aukcje zostaną zamknięte? Hę?
CoKupić.pl cierpi na przypadłość młodych serwisów - mizerię treści. Nawet jeśli serwis rozwijany był (pewnie chodziło o spinanie go z systemem Ceneo i Allegro) od grudnia 2007 to ubogość treści jest podstawowym mankamentem - w końcu po coś ludzie mają tu przychodzić. Po co? Żeby sprawdzić cenę (mogą od tego Ceneo), żeby obejrzeć sam produkt (mają od tego Allegro )?
Wartością takiego serwisu powinna być pomoc w wyborze produktu oraz pogłębiona informacja na jego temat (wykraczająca poza standardowe info z opakowania). Nie widzę tego na razie. Może istnieje jakiś sprytny plan ściągania informacji i komentarzy. Może - na razie nie widzę jaki.
Podoba mi się uwspólnienie logowania (mając konto na Allegro automatycznie mogę zalogować się do CoKupić.pl) być może to będzie fajny ficzer dla “opornych” - boję się tylko, że za chwilę okaże się, że w CoKupić.pl jest taka sama liczba zarejestrowanych użytkowników co w Allegro…
Czekamy zatem na kolejne ruchy z Torunia - jak widać nie tylko piernikami i o. Rydzykiem to miasto stoi :)
UPDATE Napisał do mnie Daniel Chiżyński z CoKupić.pl z polemiką dotyczącą mojej recenzji serwisu. Poniżej wklejam całość maila Daniela w oryginalnym brzmieniu:
Może cokupic.pl nie zatrzęsie internetem jak nk (to był fenomen chyba nie do powtórzenia), ale uważam, że wypełnia znaczną lukę powstałą w procesie podejmowania decyzji zakupowcych . W Polsce brakuje dużego serwisu z opiniami, a przecież większość osób od tego zaczyna swoje zakupy.
Dlatego podstawową funkcjonalnością cokupić.pl są właśnie opinie o produktach wraz z nowym standardem opiniowania produktów. Ustandaryzowanie opinii użytkowników pozwoli w końcu faktycznie uczynić opinie użytecznymi.
Na czym to polega? A na tym, że dla każdego produktu zostały przygotowane przez nas oceny (plusy, minusy, użycie, opisz siebie), dzięki czemu użytkownicy mający takie samo zdanie o produkcie tak samo nam to przekażą.
Kolejne funkcjonalności mają pomóc Użytkownikom w wymianie informacji między sobą. Kupując produkt przez Internet oprócz opisu i opinii opieramy się także na zdjęciu - najczęściej jednym zdjęciu. Chcemy to zmienić i dajemy userom możliwość dodawania swoich zdjęć (a nawet filmów) do produktów. W ten sposób informacje o produkcie będą pełne: opis, opinie, zdjęcia, filmy - a jeśli ktoś będzie nie zdecydowany może skorzystać z forum grup, społeczność doradzi co kupić.
Liczę na to, że ludzie będą nam, a właściwie sobie, przekazywać informacje o produktach. Zachęcamy ich do tego dodatkowo nagrodami. Wszelkiej maści szeptacze i PR-wcy, będą w znacznym stopniu ograniczeni, dlatego że tylko użytkownicy allegro (a to już samo w sobie jest barierą) mogą zalogować się w cokupic.
Nie zgodzę się, że cokupić.pl cierpi na mizerie treści. Chcieliśmy właśnie tego uniknąć i dlatego w serwisie jest aktualnie ponad 1 100 000 produktów, do których można wystawić opinie. Zadbaliśmy także, dzięki Ceneo, o opinie. Występują one po to, żeby Użytkownicy nie napotkali pustego serwisu, a z czasem będą zastępowane opiniami w naszym standardzie. Jak na tydzień funkcjonowania serwisu jest sądzę, że jest nieźle.
Naszym celem jest być pierwszym miejscem skąd się zaczyna zakupy. Zdaje sobie sprawę, że nie będzie łatwo, ale przecież najpierw kupujący szukają informacji o produktach, a te znajdą w cokupic.pl :)
Mam nadzieję, że przybliżyłem Ci trochę ideę naszego serwisu. Chciałbym więcej i składniej napisać, ale na razie narzekam na brak czasu. Jeśli będzie miał jakieś pytania to przyjemnością na nie odpowiem.
Daniel Chiżyński
Teoria Hubberta zabije Google?
0:43 24th June 2008

Zastanawiałeś się kiedyś co się stanie kiedy nie będzie Cię stać na zatankowanie samochodu? Kiedy cena za baryłkę ropy będzie tak wysoka (powyżej 200 $), że trzeba będzie ograniczyć transport publiczny? Co stanie się z nami, mieszczuchami i naszymi giełdami, elektronicznym obrotem pieniędzy, wirtualnymi światami i klonowaniem pomysłów zza granicy?…
Ja trochę zacząłem się bać. No może na razie tylko troszkę. Media zrobiły swoje - zasiały w mojej głowie rychłą wizję zgonu całej naszej cywilizacji technicznej zasilanej ropą naftową. Szczególnie po obejrzeniu takiego filmu jak Crude Awakening (dostępny na Google Video).
Po obejrzeniu filmu zacząłem szperać w sieci i szukać informacji na potwierdzenie tez stawianych w filmie (znajdujemy się blisko dna beczki, surowce się kończą, idzie koniec świata) albo na ich zaprzeczenie. Był sobie kiedyś taki gość Marion King Hubbert, który mówił, że świat zmierza do kryzusu spowodowanym ograniczeniem wydobycia ropy naftowej - po prostu zacznie brakować tego surowca. Słynną “krzywą Hubbert’a” można opisać tak:
“Peak oil is the point in time when the maximum rate of global petroleum production is reached, after which the rate of production enters terminal decline. If global consumption is not mitigated before the peak, a world energy crisis may develop because the availability of conventional oil will drop and prices will rise, perhaps dramatically”
Hubbert przewidział już w latach 60-tych, że w czasie 10-15 lat nastąpi kryzys na rynku paliwowym. Co prawda kryzys lat 70-tych po części tylko wynikał ze zmniejszania się zasobów ropy (o wiele większe były względy polityczne) niemniej jednak Hubbert pokazał (zgadł?), że istnieje związek między ilością wydbobywanej ropy a jej ceną.
Czy wiesz, że?:
> na każdą kalorię w USA i krajach rozwijających się przypada 10 kalorii wodorowęglanowej,
> 70% paliw idzie na transport. 98% całej energii używanej do transport pochodzi z ropy.
Czy sie na to godzimy czy nie ropa odpowiedzialna jest za rozwój technologiczny społeczeństw. Ropa i produky ropopochodne znajdują zastosowania w tylu miejscach , że prościej chyba jest pokazać gdzie nie wystepują. Komputery, procesory, telefony komórkowe - nie mogły być wyprodukowane gdyby nie ropa.
Czy wiesz, że?:
> energia pozyskiwana z wodoru jest za droga i mało opłacalana (na wyprodukowanie energii odpowiadającej 1 galonowi potrzeba zużyć trzech czterech galonów starej, dobrej ropy)
> elektrownie atomowe - aby pokryć zapotrzebowanie eneregtyczne świata musielibyśmy zbudować 10 tys. nowych elektrowni atomowych zużywających uran w czasie 2-3 dekad. 10 tysięcy nowych elektrowni!
> biomasa - ogromnie mało efektywna w produkcji na skalę przemysłową.
> etanol, biodiesel - to samo co w przypadku wodoru - za dużo zużywamy energii do jego produkowania. Ile powierzchni przeznaczonych na uprawę żywności możemy przeznaczyć na uprawę energii? Ile takiej powierzchni jesteśmy szybko dostosować?
> energia wiatrowa - nie wszędzie mozna ja wykorzystac i zainstalować a koszty w związku z odległościami i przesyłem energii sa bardzo duże.
Co nam zatem pozostaje? Energia słoneczna. Droga ale przy obecnej ilości konsumpcji energii z surowców kopalnianych “wystarczy” pokryć połowę stanu Kalifornii ogniwami słonecznymi aby słońce zasilało całą światową gospodarkę.
Jak na razie jest to trudna do wyobrażenia ponieważ ilość do tej pory wytworzonych baterii słonecznych zajęła by przestrzeń 10km2 (tak twierdzą aurorzy filmu - mi się to wydaje zbyt mało realistyczne patrząc ile ogniw używają choćby Grecy, Hiszpanie, Włosi).
Obecne zapotrzebowanie światowe to 25-30 miliarda baryłek rocznie i rośnie - na razie nie ma żadnej alternatyw dla surowców kopalnianych. Zapotrzebowanie rośnie w dużym tempie ponieważ do kurka z ropą ustawiają się już takie gospodarki jak Chiny, Indie a w kolejce czeka już Afryka.
Jak może wyglądać życie “po szczycie”? Mormoni zaleją świat :) Tylko oni poradzą sobie bez samochodów, komputerowych i cyfrowego złomu. A poważnie - ewolucja czlowieka i wywołana przez niego rewolucja technologiczna nie pozwoli nam na cofnięcie się do czasów rolniczych. Ewoulucja nigdy nie działa wstecz. Będziemy musieli się przyzwyczaić do nowych warunków. Do życia bez samolotów, statków i paliwożernych TIRów.
Tania ropa naftowa i możliwosc jej szybkiego i prostego wydobycia ukształtowaly społeczeństwa na takim poziomie jaki obecnie widzimy. Rozpasana konsumpcja, marnotrawienie paliw, złe gospodarowanie zasobami. Tania ropa się kończy a wraz z nią skończą się możliwości korzystania z bardzo taniego i prostego w sposobie wydobycia surowca.
Albo zaczniemy grzebać głębiej albo zaczniemy wykorzystywać dotą nie opłacalne sposoby pozyskiwania paliw (a jest ich trochę - np. syntetyczna benzyna, która była produkowana już podczas II Wojny Światowej).
Światowy system finansowy w dużym uproszczeniu uzależniony jest od na ropy naftowej i (w jeszcze wiekszym uproszczeniu) od nastrojów konsumenckich wielkich gospodark (np. USA). Globalizacja doprowadziła do połączeń wielu “krwioobiegów” finansowych różnych organizacji i panstw w wyniku czego “kichnięcie” w USA wywołuje “sztorm” w Europie.
Sytuacja która może nastąpić (może, ale nie musi w końcu szacunki naukowców mogą być błędne) jest wydarzeniem bez precedensu - do tej pory ropa naftowa zawsze towarzyszyła człowiekowi od 150 lat. Pokolenia wychowywały się z widokami ulic, stacji benzyowych, samochodów, fabryk, samolotów i innych wytworów myśli technicznej zasilanych ropą.
Czy świat może żyć dalej bez niej? Skąd się bierze nasza wiara, że uda nam się rozwikłać akurat ten problem? Świat bez ropy będzie mógł wyżywić 1.5 mld może 2 mld ludzi. To prawie trzy razy mniej niż żyje obecnie. Politycy nie zareagują przed wybuchem kryzysu - będą gasić jego skutki. Tak było zawsze i nic nie wskazuje na to aby miało to się zmienić.
Wyobrażacie sobie, że np. Obama podczas decydującej debaty powie “Rodacy, czeka na kryzys! Przestańcie konsumować, kupować takia a takie produkty, wyłącznie klimatyzatory w biurach i samochodach.” Wyobrażacie sobie, że kiedykolwiek któryś z polityków popełni samobójstwo na oczach wyborców?
A jeśli politycy nie zamierzają zrobić nic to nie popłynie kasa do biur, uniwersytetów, think tanków na badania i rozwój alternatywnych źródeł energii. Koło się zamyka.
“Nie bedzie niczego” mawial Kononowicz. Czasami najtrudniej byc prorokiem we wlasnym kraju :)
Wracając do tytułu - może wcale i teoria Hubberta nie zabija naszego (nie) kochanego molocha. Google już w 2006 roku oglosił, że zamierza zbudować największą korporacyjna sieć baterii słonecznych na potrzeby firmy. Może to był tylko eksperyment i przymiarka do czegoś większego?
7 komentarze »
