Snapka.pl – zdjęcia twojego życia
17:26 11th July 2010

AK74 – Sebastianie – „startowanie” własnego projektu takiego jak Snapka.pl po tym jak radziłeś innym jak szukać inwestora, budować startup może być trudne? „Życzliwi” pospieszą z komentarzami „o, zobaczcie robi klona”…
Sebastian Kwiecień – Rzeczywiście, wiele razy doradzałem startupom jak szukać inwestora, bazując na własnych doświadczeniach – ze „swoimi” startupami robiłem „rundki po inwestorach” – z tej perspektywy Snapka to kolejny taki projekt. Natomiast czego nauczyłem się przy tych poprzednich projektach to, że nie istnieją przepisy na sukces, trzeba być po prostu przygotowanym na różne niespodzianki po drodze i działać – to jest ekscytujące za każdym razem.
A co do klonowania – czy każdy programista piszący „hello world” robi klona? Tak – na czymś się musi uczyć, tak i ja do tego podchodzę. Zrobiłem klona DailyBooth i patrzę jak zadziała na naszym rynku. Może zadziała, może nie zadziała – w obu sytuacjach czegoś się nauczę. Nie widzę w klonowaniu nic złego.
AK74 – Snapka.pl to jak sam określiłes polski DailyBooth. Rozumiem, że śledzisz ten serwis i znasz jego dobre i złe strony? Wiesz co zrobić aby w polskich realiach taki serwis stał się potrzebny i dochodowy.
SK – Tak, śledzę ten serwis i chcę zobaczyć jak pewne pomysły przełożą się na polki rynek. Jeśli chodzi o dochodowość – to było podstawowe założenie w którym chciałem się odróżnić od DB – mam pomysł na model biznesowy, inna sprawa czy się on sprawdzi, zobaczymy.
AK74 – Paul Graham założyciel m.in. Y Combinator zwykł mawiać żeby tworzyć serwisy, które zmieniają nasze życie i rozwiązują jakieś problemy. Jaki problem rozwiązuje Snapka? W czym może mi ułatwić życie?
SK – Snapka jest w pewnym sensie kolejnym serwisem społecznościowym – rozwiązuje więc takie same problemy jak każda społecznościówka – pozwala ludziom ciekawie spędzać czas w gronie przyjaciół. W Snapce stawiamy nacisk na ekspresję przez proste fotki – lubię o tym myśleć jako o „emotikonach do kwadratu” – takie spontaniczne foto zazwyczaj oddaje więcej niż 140 znaków w niejednym mikroblogu. Tym samym wchodzimy w interakcję z rozmówcą na innym poziomie – według psychologii społecznej mowa ciała jest ważnym elementem komunikacji niewerbalnej.
AK74 – Opisujesz Snapka.pl jako „ultimate #samoblip machine“ co pokazuje do której grupy docelowej może on być kierowany. I znowu – czy naprawdę Blip czy Flaker albo inny Śledzik muszą zacząć używać Snapka.pl? Czy raczej nie dorobią sobie takiej funkcjonalności w miesiąc czasu i pozwalą korzystać z niej swoim użytkownikom?
SK – To idzie w trochę inną stronę – akurat przekaz „ultimate samoblip machine” jako slogan ma trafiać do ludzi, którzy używają blipa i jeśli często wrzucają samoblipy – czyli fotki przedstawiające samego siebie – wtedy Snapka może być dla nich lepsza poprzez koncentrację na tej właśnie funkcji. Tutaj raczej widzę pewną re-segmentację rynku mikroblogowego niż zmuszanie kogoś do czegoś. Liczę na to, że pewna grupa ludzi wybierze Snapkę jako swoją platformę, a spięcie z popularnymi platformami typu Facebook, Twitter i Blip pozwoli im pozostać w kontakcie ze znajomymi w tamtych serwisach.
AK74 – Szczerze przyznajesz, że nie masz wymyślonego modelu biznesowego dla swojego serwisu. Zatem można oczekiwać, że gdy Ci się znudzi po prostu go zamkniesz bo będziesz traktował jako hobby?
SK – Tak jak wspomniałem wcześniej, istnienie modelu biznesowego jest jednym z elementów odróżniających Snapkę od DB i trochę już o tym napisałem na moim blogu. W każdym razie, podstawowym elementem modelu są płatne funkcje premium, które stopniowo będziemy udostępniać. Oczywiście model może ulegać modyfikacjom, w zależności od tego jaki będzie odzew użytkowników. Na tym etapie nie przewidujemy reklam i osobiście zależy mi na tym, aby ten stan utrzymać. Co do drugiej części pytania – zawsze rozważam ryzyko inwestycji ale nigdy nie rozpatruję scenariusza „co będzie jak mi się znudzi”, bo to działa destrukcyjnie na zaangażowanie, można dojść do wniosku, że w ogóle nie warto uruchamiać żadnego projektu. Widzę kilka scenariuszy jak może się ten projekt rozwinąć, mam pomysły w jakich grupach docelowych go testować, jestem przekonany, że chwyci.
AK74 – Jak byś opisał idealnego użytkownika Snapka.pl?
SK – Idealny użytkownik to taki, który przede wszystkim lubi komunikować się z innymi, i w tym celu korzysta z nowych mediów i multimediów, chce dzielić się ze znajomymi swoimi zdjęciami i przemyśleniami, pokazać co go interesuje, cieszy lub boli, i w tej rozmowie wirtualnej chce wykorzystywać nie tylko tekst, ale i obraz. Snapka ma mu to ułatwić.
AK74 – Ponieważ na tym etapie Snapka.pl to prototyp co się stanie gdy jednak serwis „zaskoczy” i „obrośnie” użytkownikami?
SK – Oczywiście liczę na to, że serwis zaskoczy i obrośnie użytkownikami. W takiej sytuacji poszukam dla niego odpowiedniego partnera biznesowego, który pozwoli jeszcze bardziej się rozwinąć i być może zaproponować jakieś synergie – to pokaże czas.
Autentika: teraz robimy swoje
16:01 10th July 2010

AK74 – Michale – Po sprzedaży Onetowi Waszego serwisu „Jak Elvis” chyba zasmakowało Wam tworzenie własnych projektów? Inicjatywa MamStartup.pl ma na celu pomoc w realizacji projektów za zamian za pewien procent udziałów. Możesz powiedzieć coś więcej na ten temat?
Michał Samojlik – Nie wyjawię chyba wielkiego sekretu, jeśli powiem, że zadania agencji interaktywnej są często “powtarzalne” i tak niespokojny duch jak ja potrzebuje ciągłych odskoczni od podstawowej działalności.
Mając doświadczenie w realizacji kilku ciekawych projektów, które sprzedaliśmy, a także widząc realną potrzebę na niskobudżetowe ale wysokojakościowe produkcje, powstała idea Mam Startup. Trochę mylnie kojarzy się z kolekcjonowaniem pomysłów, ale tak naprawdę chodzi o ludzi. Bez nich nie ma projektu ani sukcesu. Także w Mam Startup szukamy ludzi z pomysłami, nie odwrotnie.
AK74 – Mnie martwi jeden aspekt „chodzi o profesjonalną produkcję internetowych startupów przez Autentikę, po kosztach, bez marży. Naszą marżą będzie część udziałów w projekcie.” Znając rynek agencji interaktywnych (szczególnie warszawskich) nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że Wasze „po kosztach” zamknie się w sumie poniżej kilkunastu tysięcy złotych..
MS – Długo przygotowywaliśmy się do uruchomienia projektu. Gotowe są zespoły projektowe, dedykowane Mam Startup, odpowiednie procedury. Zresztą pierwszy projekt już się tworzy. Koszty w tej układance są kwestią kluczową.
Udało się to tak ułożyć, że naprawdę otrzymujemy rozsądne kwoty. Od początku celowałem w efekt, który pozwoli każdemu kto zarabia już kilka tys. zł miesięcznie zamówić swój startup. To nie mrzonki, inaczej to nie miałoby racji bytu.
Podejmujemy ryzyko, bo wiemy, że w zamian za tak duże rabaty mamy szansę w kilku projektach osiągnąć większą stopę zwrotu niż przy standardowym zleceniu.
AK74 – Nie prościej było ogłosić, że poszukujecie fajnych pomysłów i wybranym z nich oferujecie np. 10-20% udziałów przy czym realizacją i pokrywaniem kosztów zajmujecie się Wy? Największym problemem polskich startupów jest zerowa płynność finansowa..
MS – Największym problemem moich startupów byli ludzie, a w zasadzie ich brak. Zajęło mi chwilę, nim się nauczyłem, że nic się nie dzieje samo, że projekt nie kręci się jak przysłowiowa “śnieżna kula”. Szukamy więc zaangażowanych ludzi. Ich wkład finansowy gwarantuje, że wniosą to co mają najlepsze. Bo Autentika daje z kolei swoje atuty: wiedzę, produkcję, kontakty.
AK74 – Za kasę z programu 8.1 właśnie wypuszczacie na szerokie wody Wasz najnowszy projekt czyli Admatik albo „automagiczna sieć reklamowa”. Ponieważ nadal nie znajduję w tym pomyśle zdecydowanej jakościowej różnicy pomiędzy Waszym pomysłem a AdTaily poproszę zatem Ciebie o wyjaśnienie – dlaczego blogerzy i „mali wydawcy” mają zacząć zgłaszać się do Was?
MS – Ale dlaczego tylko blogerzy i mali wydawcy? Własnie to jest spora różnica – my jesteśmy dla wszystkich: mamy sprawdzone modele rozliczeń – CPM i CPC (za parę dni), mnogośc kreacji (m.in. billboardy i rectangle), adsensowy system licytacji, który optymalizuje kupno i sprzedaż.
Moim zdaniem jest dużo różnic, które pozwolą i Adtaily i Admatikowi jednocześnie działać na rynku reklamy, niekoniecznie bijąc się o te same budżety.
AK74 – Mam pewne przeczucia, że Admatik powstał w celu sprzedaży jakiemuś konkurentowi Agory np. portalowi Onet albo Interia czy WP. Możesz zaprzeczyć albo potwierdzić?:)
MS – Bliżej mi do zaprzeczenia niż potwierdzenia. Wierzę w ten projekt i robimy wiele by go rozruszać. Byłbym jednak głupi czy nieszczery, nie biorąc pod uwagę jakiejkolwiek transakcji w przyszłości.
AK74 – Wróćmy do rynku interaktywnego w Polsce. Z Twojej perspektywy co się zmieniało w czasie ostatnich 2-3 lat? Budżety, świadomość klientów, zakres usług w samych agencjach?
MS – Z pewnością Klienci są ostrożniejsi w wydawaniu pieniędzy. Złotówki są obracane na wiele stron, zanim ktokolwiek złoży podpis pod umową realizacji. To wymusza więcej wysiłku po stronie agencji, ale jest też mobilizujące.
Drugą rzeczą jest pęd technologii i nowych trendów, za którym często nasi Klienci nie nadążają. Co tu dużo mówić, sami musimy niemal codziennie kopać sieć w poszukiwaniu aktualnych rozwiązań. Spory wysiłek kładziemy na edukację i szerzenie dostępnych możliwości. Z satysfakcją przyznaję, że parę razy nas za to chwalono.
AK74 – „Social media szał” – jak ocenisz zmiany i powstawania kilkunastu nowych podmiotów zajmujących się tylko tworzeniem i obsługą fanpages na Facebooku? Mają szansę na utrzymanie się na rynku?
MS – Jest tak jak ze wszystkim. Są ludzie, którzy to robią dobrze, są tacy, którym się to jedynie wydaje i szukają sposobu na modny zysk. Rynek jest bezlitosny i umie liczyć fanów, czy lajki. Na koniec dnia zostaną jedynie Ci pierwsi, jak w każdej nowej usłudze.
AK74 – Czy bariera rynkowa aby funkcjonować jako „agencja interaktywna” nie jest nadal za niska? Zdarza Ci się stawać do przetargów dla dużych klientów z firmami złożonymi z dwóch studentów programistów i ich kolegi grafika?
MS – Po pierwsze mało kiedy wiadomo kto jest konkurentem, więc trudno powiedzieć. Może nie jest aż tak ekstremalnie jak mówisz, ale rzeczywiście podmiotów jest cała masa. Przewagą większych jest fakt, że student nie wyprodukuje tony papierów jaka jest niezbędna do porządnego konkursu czy przetargu (i może na szczęście). Druga sprawa, że widziałem projekty małych zespołów będące klasę lepsze od ich profesjonalnych agencyjnych kolegów.
AK74 – Po przygodach z PewnaGrupa.pl mam bardzo mieszane i raczej negatywne wrażenia związane z poziomem profesjonalizmu polskich freelancerów. Ciekaw jestem jaki Wy macie wrażenia i doświadczenia w pracy w Autentika? Korzystacie z freelancerów czy raczej staracie się wszystko robić „in-house”?
MS – Wszystko prócz animacji mamy w środku. A jako, że bardzo rzadko nasi Klienci potrzebują ruchomych efektów, to i z freelancerów korzystamy rzadko. Do tego są to ciągle Ci sami, sprawdzeni ludzie.
Nie wrzucałbym wszystkich freelancerów do jednego worka. Są słabi partacze, są solidnie ludzie z dobrym warsztatem.
AK74 – Autentika brała udział w pracach nad między innymi GoldenLine i Gover.pl. Takie duże projekty posiadające określone cele są mile widziane przez agencje? Czy raczej podejmujecie się ich ze względu na prestiż i „fajny case w portofiio”?
Duże projekty to ulubione nasze tematy. Robiąc małe rzeczy nie w pełni wykorzystujemy posiadanej wiedzy i oprogramowania. Nie boimy się ani złożonych funkcjonalnie platform, ani serwisów z wysokimi wymogami bezpieczeństwa czy wydajności.
Nieskromnie powiem, że gdyby ktoś miał świadomość jak wygląda Admatik od środka to Oscar dla Autentiki murowany. Wystarczy powiedzieć że napisaliśmy własny adserwer i system statystyk.
Jak zarabiać na GTD?
17:06 7th July 2010

AK74 – Michale – co to jest “Getting Things Done” i kim jest dla Ciebie David Allen?
Michał Śliwiński: Getting Things Done to taka świetna metodyka do zarządzania czasem, która w krótkim okresie zaowocowała tym, że udało mi się “zorganizować” jak bardzo tego potrzebowałem… a w długim okresie zaowocowała stworzeniem przeze mnie aplikacji wspierającej tą metodykę i całego biznesu wokół tego systemu.
Pan David Allen to właśnie autor tej metodyki i dla mnie osobiście to bardzo fajny gość, który nie dość, że jest moim osobistym guru od produktywności to jeszcze dobrym znajomym, bo miałem to szczęście go kilka razy spotkać i bliżej poznać.
David dzięki pozbieraniu kliku bardzo logicznych i sensownych metod zwiększających produktywność i “zapakowaniu ich” w jedną spójną metodykę “Getting Things Done”, znaną w skrócie jako GTD, pomógł ogarnąć się milionom na całym świecie. W tym i mi. Dlatego jestem mu za to bardzo wdzięczny.
AK74 – Obiecujesz, że jak kupię Twój soft to dzięki jego stosowaniu (i zasad GTD) moje życie będzie lepsze? Zarobię więcej pieniędzy, kobiet będą mnie wielbiły (bardziej)?
MŚ – Od obiecywania to są raczej politycy, im to pozostawię bo im to też najlepiej wychodzi. Szczególnie w tym tygodniu :-)
Mogę Ci jedynie powiedzieć to, że na pewno zaczniesz patrzeć na sprawy “przychodzące” do Ciebie w inny sposób i bardzo możliwe, że faktycznie Twoje życie będzie lepsze, bo “głowa” będzie lżejsza (nie będzie myślała o tylu rzeczach na raz).
Co do pieniędzy i kobiet, to sprawa bardzo indywidualna. Ja na pewno dzięki GTD i używaniu mojego narzędzia mam większe powodzenie u moich kobiet. Szczególnie u tej mojej półtora-rocznej, bo dzięki byciu “bardziej zorganizowanym” mam dla niej więcej czasu i mogę z nią się dłużej bawić.
AK74 – Po obejrzeniu kilku filmów doszedłem do wniosku, że GTD jest dla ludzi cierpiących na nerwicę natręctw – kładzenie przedmiotów w te same miejsca, nawyki, ciągłe pilnowanie się, sprawdzanie…
MŚ – Owszem, jestem osobą trochę nerwową, ale z tą nerwicą to bym nie przesadzał :-)
Nawyki to jest coś, to towarzyszy nam w życiu czy tego chcemy czy nie i czy używamy GTD czy nie. Nabieramy tych dobrych jak i tych złych nawyków, więc chodzi o to, aby te kiepskie eliminować i uczyć się tych konstruktywnych.
Dzięki temu, że wiem, gdzie lądują moje dokumenty, moje sprawy, gdzie zapisuję moje notatki, itd. mam spokojną głowę, bo wiem, że to jest w moim “systemie”. Więc jestem wyluzowany.
Najbardziej mnie denerwuje sama natura ludzka, bo czasami mój umysł płata mi figla i myśli sobie: “to jest proste, to zapamiętam, nie ma co tego zapisywać”… i potem jak potrzebuję tą informację, to nie mam bladego pojęcia co to było… i jestem zły, że tego nie zapisałem i sam dałem się sobie wykiwać.
Najtrudniejszym nawykiem jest “cotygodniowy przegląd” – czyli umówienie spotkania “samemu ze sobą” raz w tygodniu, aby przejżeć co jest do zrobienia, co zrobiłem i jakie mam cele na kolejny tydzień. Jako, że wiele osób w tym momencie odpada (ze mną włącznie), to przyjmuję zasadę mniej restrykcyjną, czyli że: “przegląd cotygodniowy powinien być zrobiony przynajmniej raz w miesiącu” :-)
AK74 – GTD wydaje się świetnym produktem dla Amerykanów – obiecuje szybką poprawę, kupujesz rozwiązanie problemów, jesteś “trendy” – czy dlatego zdecydowałeś się na wejście ze swoim oprogramowaniem do US zamiast do Europy?
MŚ – Kiedyś też myślałem, że Amerykanie są głupi, bo wszystko muszą mieć napisane jak do 6-letniego chłopca… ale z wiekiem zauważyłem, że za często u nas (w Polsce i generalnie w Europie) instrukcje są pisane jak do “kolegi z branży” i wiele razy używając lub ucząc się czegoś, przeklinałem osobę, która zakłada, że ja już to przecież wszystko wiem…. Dlatego zacząłem myśleć, że Amerykanie może wcale nie są aż tak głupi…. :-)
Jednak nie to było powodem uruchomienia Nozbe po angielsku i na rynek amerykański. Powodem był David Allen i jego książka i cała społeczność blogów, które powstały wokół GTD. Po prostu w Polsce czy w ogóle poza USA, prawie nikt nie zna GTD ani David Allena!
Gdybym przyjął myślenie jak większość startupów w Polsce, czyli: “uruchomię tutaj, jak się sprawdzi, to ruszę na świat”, to dzisiaj o Nozbe byśmy nie gadali, bo nie byłoby o czym.
Po prostu w tamtym czasie sam byłem bardzo aktywny na blogach i forach o GTD i właśnie widząc rosnące zapotrzebowanie na porządny soft do GTD i myśląc, że przecież sam mam coś takiego, napisanego na moje własne potrzeby, może warto by było to pokazać światu?
Dlatego któregoś razu jak już moja aplikacja wyglądała jako-tako i do tego miała już pierwsze elementy tego fajnego Web2.0-ego Ajaxa, oznajmiłem kolegom na blogach GTD, że mam taką appkę i chętnie liczę na ich feedback.
Skończyło się tym, że po tygodniu Nozbe był opisywany na większości tych blogów, poczynając od ZDNetu i Lifehacker’ze, na pierwszej stronie Delicious kończąc.
AK74 – Co wyróźnia Twoje oprogramowanie od konkurencji? Bo czytam pochwalne maile na stronie Nozbe.com i jestem pod wrażeniem – klienci kochają Twój soft. Jak to się robi?
MŚ – To jest chyba zbiór wielu czynników. Poczynając od tego, że staram się, aby moja aplikacja była prosta w obsłudze i celowo opieram ją głównie o trzy elementy GTD: Projekty, Konteksty i Następne Akcje. Dzięki temu ludzie szybko zaczynają z tego korzystać.
Słucham 37signals i pilnuję, aby dodawać te funkcje, które są faktycznie potrzebne i celowo unikam spraw komplikujących system. Często przez to tracę klientów, ale dobro ogółu moich użytkowników jest ważniejsze od zadowolenia kilku jednostek.
Poza tym kocham to robić i sam testuję na sobie każdą nową funkcję i myślę, że to widać trochę w samej aplikacji. Uważam, że jak ktoś kocha to co robi i do tego wykonuje to z pasją, to taka postawa się udziela innym. Może dlatego moi użytkownicy kochają moją aplikację :-)
Do tego nie tylko sprzedaję appkę. Razem z Maćkiem “Mediafunem” Budzichem składamy darmowy “Productive Magazine” – PDF z artykułami o produktywności najsłynniejszych blogerów na świecie.
Sam wygłupiam się przed kamerą na Youtube i wrzucam raz na jakiś czas video z tipsami i trickami o produktywności. Żyję tym i mam nadzieję, że przyczyniam się do tego, iż trochę osób daje radę “się lepiej zorganizować”. :-)
Konkurencja jest ogromna w moim sektorze – co rusz powstaje nowa aplikacja, próbująca zrewolucjonizować rynek, ale często takie próby kończą się tak samo szybkim startem jak i końcem. Konsekwencja, misja i ciągły rozwój zapewniają mi nie słabnącą rzeszę klientów i o to się codziennie staram.
AK74 – Pogadajmy o kasie. Można utrzymać siebie i swoją rodzinę z napisania jednego oprogramowania? Ilu masz klientów, ile kosztuje Twój produkt, jakie masz dochody i o ile wzrastają rocznie?
MŚ – Pewnie, że można. Nie tylko utrzymać rodzinę, ale do tego móc wypłacać sobie porządną pensję i utrzymać firmę. Wszystko to robiąc to, co się lubi i w takim wymiarze czasu, jaki się chce.
Mam wprawdzie mały zespół (asystentkę Delfinę i programistę Tomka), ale jesteśmy bardzo zgrani i efektywni. Teraz jestem właśnie w trakcie zatrudniania kolejnego programisty do zespołu. Już nie dajemy radę z tym nawałem pracy.
Plusem jest to, że pracujemy na odległość, każdy z domu, więc koszty operacyjne też są niskie, a produktywność spora.
Najwięcej inwestuję w rozwój firmy (często robimy coś przy pomocy zewnętrznych firm – outsourcing – dlatego nasz zespół może być mały) oraz w marketing. Biurem dla mnie jest moje mieszkanie. Mam do pracy dedykowany pokój.
Moja appka kosztuje 9.95 EUR (z Vatem) miesięcznie. W Polsce startujemy z ceną 19.95 PLN miesięcznie lub 179.95 PLN rocznie dla jednej osoby lub 49.95 PLN miesięcznie (449.95 rocznie) dla zespołu do 5 osób.
Moim targetem są głównie zapracowani ludzie biznesu i małe oraz średnie firmy, jak i zespoły w większych firmach. Dlatego myślę, że cena dwóch kaw w Coffee Heaven miesięcznie nie jest bardzo wygórowana, biorąc pod uwagę wzrost produktywności i wymierne korzyści z uzyskanego czasu. Czas to w końcu pieniądz.
Ilość użytkowników (mam konta darmowe i płatne) nie jest może oszałamiająca, bo to około 60 tysięcy, ale są to ludzie, którzy albo płacą, albo płacili, albo potencjalnie gotowi są płacić, a nie poszukiwacze kolejnej darmowej appki.
Od samego początku działalności notujemy regularne wzrosty. Oczywiście często miesiące układają się w sinusoidy, ale rok rocznie zwiększamy konkretnie dochód. Biorąc pod uwagę, że ponad 60% moich klientów to amerykanie i że w roku 2009 przeżyli oni największy kryzys w historii, fakt, że nasze dochody nie tylko nie spadły, ale wzrosły o ponad 30%, jest niezłym wyczynem. W tym roku będzie już znacznie lepiej.
AK74 -Nozbe.com ma wersję na iPhone’a iPada – czy “apple fanboys” dają Ci zarobić? Jak się sprzedają Twoje aplikacje w AppStore?
MŚ – Generalnie jest nieźle. Aplikacje na iPhone’a i iPad’a to po prostu punkt obowiązkowy dla takiego systemu jak Nozbe. Ludzie muszą mieć dostęp do swoich zadań i spraw także poza biurem.
Jako, że obecnie w Appstore jest bardzo tłoczno, sama appka na iPhone’a nie przynosi takich kokosów, ale powoduje, że potencjalny klient, widząc, że ma do czynienia z dobrą appką webową, synchronizującą się “przez chmurę” z appką na iPhone’a czy iPad’a, decyduje się na zakup abonamentu u mnie, a nie u konkurencji.
Najnowsza appka na iPada (obie wykonała firma Macoscope, znana z Maktury na Maca) się bardzo dobrze sprzedaje i daje dodatkowy efekt “hype” czy “buzz”…. więc jest dobrze. Odpaliliśmy w zeszłym tygodniu i już w wielu miejscach było o tym głośno.
Teraz skupiamy się na wersji offline Nozbe (będzie działała w HTML5) i w edycji na Androida, Blackberry i inne tego typu telefony. W końcu iPhone to nie 100% rynku :-) Szczególnie nie w Polsce.
AK74 – Masz płacących użytkowników spoza Polski – czemu chcesz próbować sprzedawać Nozbe.com w naszym kraju? Nie szkoda Ci czasu i nakładów?
MŚ – Zabrzmi to może bardzo pompatycznie, ale co tam: “mam misję” :-)
Artur, ja to robię, bo to lubię robić. Nie zamierzam brać kasy z funduszu Venture Capital czy (o chroń mnie!) POIG. Nie zamierzam wejść na giełdę lub sprzedać firmę i wyjechać na Seszele. Ja rozwijam biznes, dzięki któremu sam się uczę i sam staję się “lepszym człowiekiem” i chciałbym, aby także Europejczycy byli bardziej zorganizowani dzięki mojej aplikacji i moim “dobrym radom”.
Jednocześnie uruchamiamy aplikację po Polsku, po Hiszpańsku i po Holendersku. Za miesiąc po Niemiecku i Francusku. Potem czas będzie na Skandynawię i inne kraje. Sam jestem ciekaw jak to wyjdzie.
Czy z tego będzie biznes? Czy w Europie będą kupować? Trudno powiedzieć. Dalej cisnę sprzedaż w USA i dalej będę tam się rozwijał, ale mogę pozwolić sobie na rozwijanie Nozbe w różnych krajach, poznawaniu nowych ludzi i nawiązywaniu ciekawych kontaktów oraz kontynuowaniu misji produktywności w Europie i innych nie-anglojęzycznych krajach.
Mieszkałem w swoim życiu już na stałe i w Niemczech i w Hiszpanii i w Belgii, więc czuję się Europejczykiem i bardzo lubię poznawać nowe języki i nowe kultury. Dzięki Nozbe będę mógł to robić jeszcze bardziej i przy okazji może nawet zarobię trochę pieniędzy. A nawet jeśli będą to “grosze” w stosunku do tego co zarabiam w USA, będzie to na pewno świetne doświadczenie.
AK74 – Czy będziesz tworzył jakieś inne narzędzia oparte o zarządzanie czasem albo produktywność bazując na pozyskanych użytkownikach?
MŚ – Tak, właśnie kończymy aplikację komplementarną do Nozbe, która powinna spodobać się dużo szerszemu gronu użytkowników. Także tych, którzy nie znają GTD. Za kilka tygodni zaczną się zapisy do “private beta” i wtedy dam znać co to jest i dlaczego to zrobiliśmy.
Bardzo jestem podekscytowany tą aplikacją i nie mogę się doczekać, kiedy ją pokarzemy światu. W pierwszej wersji będzie także po angielsku, ale planujemy znacznie szybciej zrobić lokalne wersje językowe, niż tak jak to było w Nozbe, dopiero po 3 latach.
2 komentarze »
