Szukaj
Zamknij

Dzieci Albionu

david beckham

I znowu napiszę o ściąganiu plików z netu, piraceniu, kradzieży i złym prawie to wszystko opisującym. Dla niektórych to może być nudny temat za co przepraszam ale mnie jakoś nadal interesuje sprawa korzystania z Internetu jako narzędzia do ściągania cudzej własności intelektualnej. Dla tych, których ten temat interesuje zapraszam do lektury – pozostali mogą poczytać sobie Pudelka dla odmiany…

No więc jest taki kraj co nazywa się Wielka Brytania – kraj na pewno zamożniejszy od Polski a do tego działa w nim choćby iTunes i pewnie parę innych serwisów za pomocą których można muzykę i filmy pobrać, zapłacić i cieszyć się nimi (legalnie!) w domowym zaciszu. No więc w tym kraju okazuje się, że jak podaje InternetStandard:

„Niemal 50% Brytyjczyków nielegalnie pobiera muzykę i filmy z Internetu”

Co w tym dziwnego myślę i czytam dalej:

„Firma Telindus, zajmującą się badaniami rynkowymi, opublikowała właśnie statystyki z których wynika, że połowa Brytyjczyków nigdy nie płaci za sciąganie muzyki, filmów oraz gier z Internetu. Jak wynika z badań tej firmy około 50% mężczyzn w Wielkiej Brytanii nielegalnie pobiera pliki z Internetu. Wśród kobiet wskaźnik ten zatrzymał się na poziomie 38%. Ponad połowa z osób deklarujących pobieranie plików chronionych prawami autorskimi z Sieci ma przy tym świadomość, że działa nielegalnie.”

Eee też nic nowego dumam sobie – panowie pewnie więcej grają w gry i oglądają filmów (wiadomo jakich) ale czytam dalej:

„Największą znajomością serwisów umożliwiających „darmowe” pobieranie filmów, muzyki oraz gier wykazali się internauci w wieku od 16 do 24 lat – aż 57% z nich doskonale orientuje się w serwisach należących do „szarej strefy” Sieci. Dla porównania, ten sam wskaźnik w grupie wiekowej 25-34 wynosi około 30%.”

Czyli dzieciaki głównie bawią się w ściąganie plików – też nic nowego w sumie, jedźmy zatem dalej:

„Badania firmy Telindus wykazały, że duża grupa użytkowników zupełnie nie przejmuje się kwestią praw autorskich uznając, że zawartość Internetu jest „niczyja”. 60% uczestników badania stwierdziło, że twórcy nie powinni czerpać korzyści z udostępniania swoich dzieł w Sieci. 25% badanych sądzi, że ma pełne prawo umieszczania treści multimedialnch w serwisach pokroju YouTube czy MySpace. Jedna na pięć zapytanych osób dodaje też, że po publikacji materiału w Sieci staje się on własnościa publiczną. 37% pobierających z Internetu deklaruje, że nawet nie ma pojęcia czyje właściwie prawa autorskie narusza aktami piractwa.”

Bingo. I to jest dokładnie to co chciałem przekazać w kilku poprzednich wpisach. Ponieważ takie zachowania są słabo penalizowane rośnie grupa (pokolenie), która uważa, że to co w sieci = jest darmowe. Skoro on i jego koledzy, ba ojciec z matką tak postępują to dlaczego on sam miałby robić inaczej? Nie widząc problemów z takim podejściem do kwestii opłat młoda osoba za chwilę nie będzie rozumiała po co ma płacić za plik z iTunes skoro ma go za „darmo”? Mentalność „nie płacę bo nie mam, nie płacę bo wszyscy kradną a świat jest zły” bardzo łatwo wykształcić i cholernie trudno zmienić.

Rozumiecie do czego piję? Wychowanie i narzucenie pewnych zachowań (wzorców) w młodym wieku kształtuje młodego człowieka – jeśli powiemy mu „masz, ściągnij płytę Britney – ona jest bogata i nie straci a dodatkowo nie dasz zarobić krwiopijczym wytwórniom” to chłopak weźmie sobie głęboko do serca taką radę.

Problem zacznie się w momencie kiedy ktoś za parę lat każe mu zapłacić za oprogramowanie (które też można „ściągnąć” – a on wie gdzie i jak). Albo za książkę. Albo za film. Albo za inną formę cudzej własności, która została „ucyfrowiona” i wrzucona do Internetu.

„Mark Hutchinson, menedżer z Telindus, uważa, że ludzie przestali przejmować się kwestią piractwa, gdyż przyzwyczaili się do tego, że dostają „coś za nic”. Stało się to dla nich wręcz naturalne. Dodał, że rynek potrzebuje nowego modelu, który zaoferuje rozwiązania pośrednie satysfakcjonujące wszystkich.”

Jasne. Oczywiste – nowe technologie wymuszają zmiany. Głębokie zmiany. Problem jednak w tym, że zanim ktoś wymyśli sensowne rozwiązanie spora grupa osób wejdzie w dorosłe życie w błogim przekonaniu, że w sieci wszystko jest darmowe a jeśli nie jest to trzeba zrobić tak aby było. Nie będą się zastanawiać czy można dany plik kupić legalnie – po prostu go ściągną bo tak robili zawsze.

Dlatego uważam, że przyzwalanie na ściąganie z Internetu na masową skalę powoduje szersze skutki niż dyskusja na poziomie „czy jeśli coś ściągam z sieci to czy kupię też płytę CD?” – ta dyskusja powinna się toczyć wokół tematu „czy w ogóle cokolwiek kupuję”. Pal licho brak wiedzy i świadomości stanu prawnego – tutaj chodzi o wyrabianie nawyków.

Chciałbym zobaczyć miny tych, którzy przekonują, że ludzie ściągają bo nie mają kasy, mieszkają gdzieś gdzie nie ma infrastruktury ani legalnych alternatyw, są zbyt słabo wyedukowani a na pewno przecież będą kupowali płyty w sklepie i chodzili na koncerty. Otóż może tak się zdarzyć, że nie będą kupowali a „koncertem” będzie się nazywało słuchanie empetrójek na klatce z odtwarzacza telefonu. Obym się mylił.

Tymczasem – naprzód dzieci Albionu!

PS. A TPB właśnie ogłosił, że będzie płatny. Zgroza.

  • Artur, rozumiem że od szeregu wpisów usiłujesz pokazać, że najlepiej byłoby zlikwidować instytucję dozwolonego użytku, ale to trochę zawracanie rzeki kijem…

    Wychowanie i narzucenie pewnych zachowań (wzorców) w młodym wieku kształtuje młodego człowieka.

    Owszem, masz rację, wychowanie kształtuje człowieka. Na temat wielu problemów dotyczących wychowania można byłoby mówić godzinami. Masz też rację w tym, że zaszczepiona za młodu pogarda do prawa zostawia ślady na całe życie. Ale dość starannie pomijasz jeszcze jeden czynnik — zdrowy rozsądek nabywcy. O czym będzie dalej…

    Jeśli powiemy mu “masz, ściągnij płytę Britney – ona jest bogata i nie straci a dodatkowo nie dasz zarobić krwiopijczym wytwórniom” to chłopak weźmie sobie głęboko do serca taką radę.

    Pytanie za sto punktów: widziałeś gdzieś takie „zalecenia” czy „rady”? Czy osoby mówiące / piszące o konieczności zmiany sposobów dystrybucji treści, konieczności zmian chorego systemu praw autorskich etc. coś takiego piszą? Pomijam trollowanie czy dziecięce fora dyskusyjne, mam na myśli poważne wypowiedzi? Nie spotkałem się z takimi, a i Ty pewnie będziesz miał problem z podaniem paru linków.

    Wróćmy do zdrowego rozsądku nabywców. Jakieś 10-15 lat temu koncerny tłumaczyły się, że płyty muszą być drogie, bo są w nich koszta promocji, tantiem etc. Echa tego stanowiska widać w tekście z 2002 roku: http://www.ftb.pl/news/437_0_1/krazek-cd-dlaczego-tak-drogo.htm

    Dowcip polega na tym, że ludzie nie są idiotami. Nowa płyta mocno lansowanego zespołu mogła kosztować te 50 zeta, ale czemu za „Dark Side of the Moon” w tym samym czasie trzeba było płacić 70 zeta? Toż tam nie było już kosztów promocji etc. Może po prostu była to zwykła chęć zdarcia za starą co prawda, ale świetną i znaną płytę? Tak narodził się brak zaufania do koncernów oraz powszechne przeświadczenie, że koncerny chcą zdzierać z ludzi kasę za wszelką cenę.

    Przeświadczenie to jest regularnie wzmacniane przez akcje RIAA i im podobnych oraz przez regularnie powtarzane próby przedłużania okresu praw autorskich. Za czasów mojej młodości było to 25 lat od śmierci twórcy, potem 50. Teraz już mamy limit 70 lat, a pojawiają się żądania wydłużenia tego okresu do lat 90-ciu. Legenda głosi, że wydłużanie tego okresu jest powiązane z groźbą wygaśnięcia praw do głównych bohaterów Disneya.

    Człowiek mający rozum i znający choćby odrobinę historię powstania i rozwoju praw autorskich widzi, że coś tu nie gra. Podobnie nie grają mu praktyki koncernów medialnych, które ze zwykłym zarabianiem dawno przestały mieć coś wspólnego. Zdrowy rozsądek podpowiada ludziom, że skoro koncerny chcą za dużo, to nie dostaną nic. I tak osoba, która mogłaby coś kupić, nie kupi niczego. A ja, choć nie pochwalam, to doskonale rozumiem.

  • http://przekroj.pl/cywilizacja_spoleczenstwo_artykul,4941,1.html
    Przekrój dziecięciem albionu jest również? Nie mam teraz czasu na dłuższą odpowiedźale może mi się w weekend uda dopisać jak ja to widzę – a widzę troszkę inaczej. ;]

  • @ Mikołaj – Ludzie w bogatym kraju o tradycjach demokratycznych (m.in. bez nalecialosci „wspolne = niczyje”) majacy dostep dolegalnych alternatyw z bogata tradycja koncertow wybieraja sciaganie z sieci zamiast kupowanie. Tyle. Dorob do tego jaka chcesz ideologie , ze cena jest za wysoka, ze ludzie „widza wilczy aptetyt cenowu koncernow”. Ja mowie, ze ludzie sa leniwi i glupi (en bloc) wiec zawsze wybiora dla nich mniejszy wysilek aby otrzymac korzysc.

    Ludzie maja w dupie legalnosc kiedy moga sciagnac cos kliknieciem myszki. A Ty starasz sie do tego zbudowac teorie, ze cena jest z wysoka.

    Nie przekonujesz mnie. Cena w sklepie Nokia Music (w Polsce!) to okolo 3.50 pln utwór a za caly album mniej wiecej 34.99 pln. Przyklad – „Madona – Hard Candy” w NM kosztuje 34.99 a w Empiku 64.99. I co? Widzisz jakis szturm? Mlodziez nawraca sie na legalne zakupy?

    Moze cena jest za wysoka? Obnizmy ja do 20 pln? 10 pln? Tylko to spowoduje, ze nagrywanie, promocja i caly biznes bedzie musial zwolnic dziesiatki tysiecy ludzi + zmniejszyc naklady na produkcje. Nie da sie zrobic dobrego, swiatowo jakosciowo albumu w studio wygluszanym pustymi opakowaniami po jajkach.

  • Jako dziwak (człowiek który wykorzystuje rozsądnie dozwolony użytek a jednocześnie nabywa prawa do wielu utworów – głównie książek, ale także muzyki) powiem, że rzeczywiście w mentalności większości internautów kształtuje się nieświadome kali ukraść krowę – dobrze, kaliemu ukraść krowę- źle. Z jednej strony nie przepadam za Zaiksem (który moim skromnym zdaniem winien być „zrestrukturyzowany” co najmniej), z drugiej artyści – szczególnie polscy, nie śpią na pieniądzach. Przydałaby się edukacja i ułatwianie młodzieży wydawania pieniędzy. Bo skoro ma iść i kupić, albo bawić się w jakieś przelewy, to przecież łatwiej mu ściągnąć – a wtedy do tego ma za free.
    Ważnym aspektem jest cena, jak i również ile z tych pieniędzy idzie dla autora. Szkoda mi 60 zł na płytę z której autor dostanie 5zł. Jakby zaoferował mi mtransfer bezpośrednio do siebie, to mógłbym mu posłać kilka złotych omijając płyty cd(których nie lubię) Zaiks(którego nie cierpię) i sklep (do którego nie chce mi się iść).

    Dozwolony użytek = TAK
    Pieniądze dla autorów = TAK
    Przesadzanie w którąkolwiek stronę = NIE

    To tyle ;)

  • abo

    w kwestii muzyki powiem tyle że owszem, sciągam pojedyncze utwory z sieci, ale płyty ulubionych wykonawców kupuję jak najbardziej oryginalne. z szacunku do twórcy i w trosce o jego finanse oraz dalszą działalnośc artystyczną ;)

    książki i kupuję i sciągam, nie stać mnie na kupno 3 książek w tygodniu (taki mniej-więcej mam przerób), bo to oznaczałoby wydawanie jakichś 400-450złych miesięcznie, a to zdecydowanie przekracza moje możliwości finansowe. więc kupuję 3-5 książek miesięcznie (te, do których będę chciała wrócić), reszta niestety w wersji elektronicznej.

    w kwestii filmów to samo-dla jednorazowego obejrzenia zasysam z netu, filmy ważne kupuję na oryginalnych DVD.

    niestety, przy moich zarobkach nie jestem w stanie pozwolić sobie na kupowanie tylu książek, filmów czy albumów muzycznych, na ile mam zapotrzebowanie. więc to, co jest dla mnie wartościowe, powoli i sukcesywnie kolekcjonuję w oryginale, a to, co zasadniczo jest mi potrzebne do jednorazowego użytku, znajduję w sieci, po czym naruszam radośnie prawa autorskie;)
    czy to mnie czyni złodziejką?

  • Artur Kurasinski

    @abo – obawiam się, że jednogłośnie tak :) czy kradzież pary butów z hurtowni tylko raz w miesiącu jest kradzieżą?:)

  • @abo nie rozumiem po co produkowałaś tyle tekstu. Wystarczyło napisać: „Kradnę i dorabiam do tego ideologię. Jestem złodziejką”.

  • Ja dziś trafiłem na coś takiego: http://www.infomuzyka.pl/Muzyka/1,83570,6824072,Koniec_ery_nielegalnego_sciagania_.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4402895

    Pytanie teraz na ile miarodajne są te wszystkie „badania” ?:)

  • equus

    Z Nokia Music nikt normalny póki co korzystał nie będzie, bo jest oparte na DRM, a jakość jest słaba. Płaciłem w życiu za muzykę w formatach elektronicznych, ale pod warunkiem, że była w MP3 jakości 320 kbps, a za niewielką dopłatą można mieć było format bezstratny. Jeśli Nokia Music pójdzie w takim kierunku, to zdecydowanie mocno się nimi zainteresuję, bo katalog mają całkiem imponujący. Inna rzecz, że definicja albumu u nich jest bardzo dziwna, bo 6-utworowa EP-ka kosztuje coś w granicach 7 PLN, a 7-utworowy singiel remiksowy jest uznany za album i kosztuje 35 PLN. Bez sensu.

  • equus

    W kwestii koleżanki Abo dorzucę jeszcze, że nie rozumiem, czemu wytwórnie muzyczne (i inne instytucje zajmujące się przerabianiem szeroko pojętych wytworów kultury) nie zauważyły jeszcze, że są ludzie, którzy przerób muzyki mają naprawdę spory i że być może dobrą rzeczą byłoby wymyślenie jakichś metod na nagradzanie ich zniżkami za regularne wydawanie pieniędzy na tego typu rzeczy. Choćby dlatego, że takie osoby są stałym i pewnym źródłem dochodu, jeśli już w ogóle wydają pieniądze na kulturę. A też i dlatego, że takie osoby bardzo często są świetnymi promotorami kultury/muzyki, bo lubią o niej mówić, nierzadko poświęcają jej wpisy na blogach albo i całe blogi. Właśnie teraz, gdy przemysł muzyczny powoli przechodzi na formaty elektroniczne i takie systemy „nagradzania” byłyby pewnie bardzo proste do stworzenia, przemysł muzyczny powinien moim zdaniem pójść w takim kierunku. Nie wiem, na ile jest to idea sensowna i możliwa do zrealizowania, ale moim zdaniem mogłaby mieć ręce i nogi.

  • equus

    Zjadłem, że chodzi o przerabianie (wytworów kultury) na pieniądze. ;)

  • Życie to jednak przewrotne jest nieco.

    http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,82011,6832896,P2P_w_Wielkiej_Brytanii_w_odwrocie.html

    Telindus przedstawia się jako „network integration specialist „. Jakie jest ich doświadczenie w badaniach społecznych? Jak dobrana była próbka 2000 osób, na których przeprowadzono sondę? O metodologii ani słowa.

    Trochę to dziwne.

  • ms

    @byte – przede wszystkim nie napisali czy do p2p zaliczyli rapidszery, czy też nie

  • ms

    A w ogóle to jak sądzicie czy oglądanie filmów pełnometrażowych które są wrzucone w całości na youtube jest ok – poza tym że są kiepskiej rozdzielczości i pocięte na kawałki 10 minutowe

  • zzz

    Dużo prawdu zostało tutaj napisane. Zgadzam się, że wraz ze skuteczniejszym ściganiem zwłaszcza ‚hurtowników’ powinny równolegle powstawać zmiany w dystrybucji treści. Na pewno rozwiązaniem nie jest drastyczny DRM. Nie może być tak, że klient który płaci za produkt ma mniejszą swobodę nim dysponowania niż pirat (np. Spore jego idiotyczne ograniczenia, muzyka niemożliwa do odtwarzania na sprzęcie konkurencji lub zwykłym chińskim noname itd.). Nie można karać, nie proponując niczego w zamian. To tylko prowadzi do eskalacji, a pokazowe akcje, czesto robione w idiotyczny sposób (choćby ostatnio ta matka która musiałą zapłacić górę $$$ za bodaj 23 piosenki…) nie przysporzy popularności anie zrozumienia ochronie praw autorskich. Jak dla mnie jedynym wyjściem jest zniesienie barier geograficznych w już dostepnych usługach oraz stworzenie nowych. Dlaczego nie mogę mieć łatwego dostępu do np. HULU, czy innego ABC (mogę przez VPN, wiem), gdzie mogę być na bieżąco z serialami? Czy nie dałoby się stworzyć dopasowanych do mojego kraju/regionu reklam? Niech będą w trakcie, przynajmniej wiem że ktoś na tym zarobi. Dlaczego jeżeli mowa o filmach nie pogodzić się z tym, że są dostepne już drugiego dnia po premierze i nie zaproponowac np. możłiwości obejrzenia filmu w żenującej jakości/rozdzielczości ale za darmo w opraciu o infrastrukturę YT czy jakiegoś jego klona? Klient rzuciłby okiem czy jest sens iść do kina (no, chyba że tutaj jest problem, bo wyszłoby jaki crap jest ostatnio), części by to wystarczyło. Kiedy skończyłoby się wyświetlanie w kinach od razu mogłąby być dostępna jakaś lepsza wersja za opłatą – nich będzie to np. jakość DVD, jak chca zarabiać na pudełkach/dodatkach itd. pozostanie Blue Ray. Że obciążenie dla infrastruktury? Oprzeć na torrentach, lub podobnym protokole.

    Naprawdę, rozwiązań jest masa, poterzeba tylko kogoś odważnego i z pieniędzmi.

  • Imię

    > Klient rzuciłby okiem czy jest sens iść do kina

    znam wielu nałogowych ściągaczy niemal wszystkiego co jest wydawane, po prostu ciągle coś się musi ściągać, dzień bez ściągnięcia filmu dniem straconym, i ci ludzie w kinie nie byli od lat, ostatni raz chyba w szkole, nawet jak film fajny, bardzo im się podoba a jakość ściągniętego pliku kiepska to nie pójdą do kina bo im szkoda kasy, pewnie jakby bilet kosztował 5-10zł to by nie szli bo ‚płacą już abonament za internet’…

    nałogowi ściągacze nie chodzą do kina, nie kupują muzyki, książek itp. w większości do gołodupcy nie mający kasy na tzw. kulturę, którzy muszą ściągnąć 10 filmów w miesiącu aby im się ‚koszt internetu zwrócił’…

    co do dzieciarni to inna sprawa, oni już od maleńkości mają zryty beret, że wszystko co w sieci to za friko jest, z nimi trudno dyskutować i coś im wytłumaczyć, po prostu nie widzą nic złego w tym, że zamiast kupić coś sobie sami znajdą w internecie (nie ściągną, nie ukradną, ale znajdą), mają takie samo myślenie (w sumie to słuszne) i dla nich to analogia, co my w kwestiach typu: po co płacić za przejazd autostradą? pojadę gorszą trasą i dłużej ale za friko…

  • z

    No i jak średnio świadomy użytkownik internetu, nie robiący zakupów za granicą (długo by wymieniać powody, niektórzy po prostu się boją itd.) nie ma piracić, jeżeli ktoś śmieje mu się w twarz czymś takim (nie żbeym był fanem P, przykłąd pierwszy z brzegu, jeden z wielu):

    Predator dla idiotów?
    http://www.film.gildia.pl/dvd/news/2009/07/predator-dla-idiotow
    Do sieci marketów Mediamarkt trafiły wydania Blu-ray filmów Predator z Arnoldem Schwarzeneggerem i Predator 2 z Danny Gloverem w rolach głównych. I nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie fakt, że u nas sprzedawane są one w cenach 149 zł za jedynkę i 139,99 zł za dwójkę, kiedy bez trudu można je zakupić w Sieci (np. tutaj i tutaj) za jedyne 10$ od sztuki! A reklamują się, że Mediamarkt nie dla idiotów…

  • Artur Kurasinski
  • Artur, czym różni się ściągnięcie z sieci od wypożyczenia książki z biblioteki?

    Wypożyczam książkę. Za darmo. Przeczytam. Autor nic bezpośrednio nie straci. Straci wirtualnie, bo nie kupię już oryginału (bo po co). Chyba, że bardzo mi się spodoba – wtedy kupię, bo będe chciał ją miec na półce.

    SKASUJMY BIBLIOTEKI! :)

  • @ g00rek – slyszalem juz taki argument i uwazam, ze w odniesieniu do piractwa spod znaku TPB czy innych serwisow jest malo logiczny. Czemu? W przypadku ksiazek i bibliotek nie placisz Ty jako uzytkownik ale placi panstwo, gmina czy inna instytucja (nie znam biblioteki w ktorej pracuja ludzie i czynsz za free). Wiec ktos placi tyle, ze nie Ty.

    Druga sprawa – ktos te ksiazke kupil dla biblioteki. Zaplacil autorowi.

    Trzecia – jedna ksiazke wypozyczy ile osob? kilkaset? kilka tysiecy? A ile osob sciaga pliki i korzysta z cudzej wlasnosci intelektualnej? Miliony.

  • Zgadzam się, ale nadal IMHO zjawisku jest bliżej do biblioteki niż kradzieży. Strata/zysk alternatywny to pojęcie dość skomplikowane – przy wypożyczeniu książki i tak autor „straci” kilkadziesiąt/set potencjalnych czytelników…

    Owszem, przy obecnym prawodawstwie i modelu to JEST de iuro złodziejstwo. I z tym nie chce dyskutować. Ale historia pokazała, że niezadowolone z różnych rzeczy masy ludzi potrafiły rozkradać dobra i majątki i zrównywać nierówności… Ot, niedawno rocznia zburzenia Bastylii nam minęła :) Summa summarum – czas pewnie na nowy model. Nie wierzę w to, że nagle artyści stwierdzą „nie tworzymy, bo kradniecie”. Bo by tak czy inaczej zdechli z głodu :) Może czas na inny model biznesowy, może czas na zmniejszenie cen (aby zwiększyć sprzedaż i na końcu jednak obrót). Ja na przykład, jako osoba wychowana w duchu giełdy przy Grzybowskiej powiedziałem sobie że zacznę kupować gry gdy ich cena spadnie poniżej 100 zł. Zacząłem :) Sukces iphone app store pokazuje że moc tkwi w niskich cenach. A sukces takich zespołów jak Artic Monkeys pokazuje że sukces tkwi w sieci… :>

  • Arturze w całej rozciągłości się z Tobą .. nie zgadzam.
    Większość rzeczy które opisałeś są z samego założenia złe i tyle.
    Polecam poszukanie jak kiedyś walczono z „piractwem” książek oraz dwie części dokumentu: Steal this movie.
    Pozdr

  • Fan Club Pw

    Czy wiesz ze prawa autorskie na samochód są w UK 15lat? Dlatego tyle się robi replik. Prawo autorskie 70 lat o wymysł koncernów, które to narzuciły u siebie ( w USA ) a potem reszcie świata.

    No skoro 1mln razy bardziej złożona rzecz jak auto jest chronione 15 lat to coś tu śmierdzi z tą muzą i ludzie to czują :)

    P.S.
    Info z TV i jednego z wielu programów o składaniu samemu auta

  • Fan Club Pw

    Jeszcze o bibliotece :) Książka do biblioteki kosztuje tyle samo co książka na prywatna półkę a płyta DVD z licencją do wypożyczalni jest 20 krotnie droższa. Czy to jest OK? Czy to źle że czujemy iż coś nie gra? :)

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę