Szukaj
Zamknij

Pokolenie bez zobowiązań?

emo girl

Raport Morgan Stanley przygotowany na podstawie „przesłuchania” 15-to letniego stażysty tej właśnie instytucji finansowej nie pozostawia złudzeń nie tylko dla właścicieli przemysłu wydawniczego ale również dla przemysłu fonograficznego, filmowego oraz co najgorsze chyba dla wszystkich geeków tego świata – dla wszelkiej maści klonów Twittera. Nastoletni włodarze Internetu mają w nosie, że coś jest modne i trzeba za to płacić. Model „freemium” dla nich nie istnieje…

Dzięki wypowiedziom piętnastoletniego chłopca tak dziś wygląda rzeczywistość wśród europejskich nastolatków:

> nie płacimy za muzykę, nie płacimy za filmy.
> jeśli jesteś bogaty – masz iPoda.
> nie lubimy reklam – szczególnie tych natrętnych i „fajowych” (niezależnie czy mówimy o Internecie, telewizji czy outodoorze).
> jeśli jesteś biedny – słuchasz muzyki używając swojego telefonu komórkowego
> nikt nie kupuje płyt CD (około 80% znajomych przyznaje się do „ściągania” muzyki i filmów)
> nikt nie słucha radia
> chętnie kupujemy gry konsolowe – w ogóle lubimy grać
>…gazety? Co to są gazety? Za to trzeba płacić?!
> tak, chodzimy do kina bo traktujemy to jako możliwość przebywania w grupie. Inne „aktywności społeczne” – raczej nie namówisz nas na to.
> Internet – tak bardzo chętnie
> nie używamy Twittera za to chętnie korzystam z Facebooka
> nie oglądamy telewizji – wolimy treści wideo, które sami możemy wybierać i oglądać o dowolnej porze
> telefony Sony Ericsson są super (sic!) bo „mają dużą pojemność i walkmana i są stosunkowo tanie w porównaniu do innych aparatów w tej klasie cenowej”

Co dla nastolatków jest „cool”? – „wszystko z ekranem dotykowym, telefony z dużą pamięcią i ilością opcji dedykowanych muzyce, przenośne urządzenia, które można podłączyć do Internetu i wypasione ogromne telewizory – im większy ekran tym lepiej” (co jest dziwne bo wcześniej chłopak deklarował, że telewizji nie ogląda więc albo grają albo traktują telewizor jako ekran komputera)

A co nie jest fajne? „Telefony wielkości cegły, duże i mało poręczne z czarno-białym wyświetlaczem. urządzenia z baterią mniej trzymającą niż jedna godzina i wszystko co ma kable”.

Oczywiście – jeden nastolatek pracujący jako stażysta (kto w tym wieku pracuje?) na pewno nie może być uznany za reprezentatywną próbkę całego swojego pokolenia. Z drugiej strony nawet jeśli coś pokręcił czy zmyślił (a niby czemu miałby tak robić?) to obraz jaki przedstawia jego opis jest szokujący. Rośnie pokolenie dla którego etyka i moralność zastąpione jest przez łatwość dostępu do dóbr na zasadzie „chcę to biorę”.

Konsumpcja mediów zmienia się o 180 stopni i nie zostawia wiele miejsca dla firm, które szybko nie wskoczą na platformę Internetu. Kto nie maszeruje ten ginie – kto nie udostępnia treści darmowych w Internecie ten przestaje istnieć. Model freemium ma kiepskie zastosowanie bo tak naprawdę po skorzystaniu z „darmowej” próbki młodzież nie chce za nią płacić mając alternatywę ściągnięcia pirackiej kopii.

Rośnie więc pokolenie młodych konsumentów dla których TPB (albo jej podobne) jest zwykłą platformą rozrywki i treści taką samą jak YouTube czy Hulu.

Ciekaw jestem kiedy zorientują się, że muzyka i filmy nie rosną na drzewach a ich ulubieni artyści aby walnąć sobie w żyłę czy zalać w trupa w celu pobudzenia weny twórczej też muszą mieć na to kasę?

Ja stawiam, że jak pójdą do pracy i zaczną spłacać pierwsze kredyty.

  • nie wiem jak to o mnie świadczy ale ja w tym nie widzę nic szokującego, nowego czy zaskakującego … wystarczy popatrzeć na lewo na prawo, pogadać z nimi na codzień i masz to co tu wypisałeś na wyciągnięcie ręki a nawet więcej…

    oni są bardziej świadomi niż Ci się wydaje…niestety…

  • Nie no, oczekiwanie od piętnastolatka, że zamiast na imprezki, szpan i ciuchy wyda cokolwiek na kulturę… Artur, jesteś – ujmijmy to – dużym facetem :). Chyba już za „dużym”, by pamiętać jak to za „nastu” bywało… Spoko, nastolatek musi sobie podstawy wykształcić a zakupy przyjdą wraz z uniezależnieniem się finansowym od kieszonkowego.

  • @Arvind – a ja widzę w tym co powyższe (zostawiajac problem czy to w ogole moze byc jaka uogolniana prawda) pewna zmiane – po pierwsze stare media staja sie malo atrakcyjen calosciowo. Pare lat temu telewizja juz nie byla sexy a teraz w zasadzie wszystko – a radio dostalo sie najwiecej.

    Mnie szokuje podejscie do sciagania i legalnosci – w zasadzie staje sie „naturalne”, ze trzeba sciagac utwory z sieci bo inaczej jest sie w mniejszosci i leszczem..

  • @ CoSta – jasne, mam ponad dwa razy tyle co ten dzieciak, ale nie pamietam abym w latach kiedy nie mialem wystarczajacej kasy z kieszonkowego chodzilem do sklepow i wynosilem ksiazki czy kasety pod kurtka…

  • @artur
    Problem w dostępności. Nie mieliśmy wszystkiego na wyciągnięcie ręki i tyle. Inne nośniki implikowały inne używanie (wymienialiśmy się ze znajomymi namiętnie wszystkim co dało się obejrzeć lub posłuchać), teraz to kwestia podesłania linka. dzieciaki nie traktują tego jak złodziejstwo bo dlaczego by mieli? Jest w necie czyli leży na ulicy. Zgadzam się, że tę mentalność trzeba zmienić ale nie widzę tu problemu w dzieciakach, raczej w kompletnie oderwanej od rzeczywistości edukacji nie potrafiącej przystosować młodego człowieka do życia we współczesnym świecie. Dzieciaki mają inne punkty odniesienia – coś co dla Ciebie i dla mnie jest złodziejstwem dla nich w ogóle nie stanowi problemu. Ale czy to wina piętnastolatków? Nie sądzę.

  • mja

    Nie wiem co tu jest „szokujacego”. Wszyscy wola podazac po lini najmniejszego oporu. Po co sie trudzic (wszak zaplacenie nawet przez net za utwor jest trudem..), skoro mozna miec to samo bez takiego wysilku? IMO to naturalne i nie tyczy tylko nastolatkow. Tylko wyczuleni ludzie na punkcie legalnosci (np. ja) placa za to co inny moga „ukrasc”.

    Nie przeraza mnie wizja, ze wszystkie dobra kultury audiowizualnej beda piracone, ewolucja zrobi swoje i artysci znajda sposob by znalezc przychod na igle, czy butelke…

  • tetek

    Wszystkie wytwórnie narzekają, że przez piractwo tracą miliardy dolarów. Skąd? Jak? Gdzie? Chyba przez wydawanie kasy na opłacanie firm, które skarżą staruszki i tworzenie zabezpieczeń DRM.
    Czy każdy, kto ściągnie album z netu to potencjalny klient? Czy gdyby nie mógł ściągnąć – poszedłby i kupił? Skąd mają taką wiedzę? Kto im dał ten rząd dusz?
    Czy każdy, kto ściągnie kinówkę z netu nie pójdzie do kina?
    Wytwórnie chciałbyby by tak myślano – wtedy można mówić, że ktoś „kradnie” im kasę.
    Samo pojęcie kradzieży też tu nie przystaje – kradzież wiąże się z „zabraniem” czegoś komuś – definitywnym. Czy jeżeli Kazio ściągnie album z netu, to wytwórnia już go nie może sprzedawać? Został jej zabrany? Copy != Move
    I czy na pewno poniosła szkodę na mieniu? Czy gdyby Kazio nie mógł ściągnąć – nie obszedłby się smakiem? Skąd pewność, że popędził by do sklepu po płytę?
    Wszelkie badania nad zjawiskiem piractwa wskazują, że nie. Co więcej – piractwo stymuluje rynek. W krajach gdzie jest iTunes częstą praktyką było kupowanie muzy, a następnie ściąganie jej w MP3 (format bez DRM) by to coś grało na czymś innym niż iPod.
    Podobnie z piraceniem oprogramowania. Wiadomo – każdy Andrzej musi mieć pełne Adobe CS4 – nawet jeżeli Photoshop’a używa do rozjaśnienia zdjęć z urodzin cioci Wiesi, a Dreamweaver’a do otwierania plików tekstowych. No ale hej! Przecież używa profesjonalnych programów – jest profesjonalistą! Tylko czy to oznacza, że Adobe straciła 12 tyś. PLN netto bo Andrzej nie kupił pakietu? Straciła potencjalnego klienta? Wątpię…
    Cieżko to wszystko porównywać do np. kradzieży auta. Naprawdę chciałbym by moją komórkę, którą ostatnio ukradzono – spiracono. W ten sposób miałbym ją i ja, i ten co ją spiracił. Chociaż on ją miałby w ten sposób za darmo. Niestety po prostu zajebał.
    Piractwo to nie plaga. Ściganie „piratów”, którzy tworzą z tego sposób bycia spowoduje tylko protesty społeczne. Lepiej edukować. Starać się dotrzeć, a nie robić z normalnych obywateli kryminalistów. A Ci co chcą spiracić zawsze znajdą drogę.

  • Pomijasz tez fakt, że generalnie artyści zarabiają na koncertach, a nie na płytach wydawanych przez koncerny. Na płycie udostępnionej w Sieci też zarabia się więcej, niż odpala wytwórnia, czego przypadek Radiohead najlepszym dowodem.

    W przypadku kina jest ciut inaczej, ale ludzie do kina wciąż chodzą. Widuję tam również nastolatki, więc nie jest tak, że wszystko sobie ściągają. Inna rzecz, czy gdyby za jakiś niewielki miesięczny abonament udostępnić możliwość ściągania nieograniczonej liczby filmów, to nie dałoby to dodatkowych zysków. Kolekcjonerzy i tak kupią sobie na półkę specjalne wydanie DVD / Blue-Ray.

  • Artur Kurasinski

    @Mikołaj – wszyscy artyści zarabiają na koncertach? nawet mała, młoda kapela, która właśnie wydała swoim sumptem swój pierwszt kawałek (pardon – wrzuciła go na myspace)? I dont think so.

  • tetek

    No ok – ale ciężko w kwesti piractwa mówić o „spiraceniu koncertu” bądź „ściągnięciu koncertu” no nie?

  • kuba

    Artur:
    Mysle ze nie nalezy przesadzac – mysle ze kazdy z nas majac 15lat
    muzyke i filmy bral od kolegi a nie ze sklepu. Przegrywalo sie kasety z muzyka i przegrywalo sie kasety vhs. Po prostu. Teraz jest o wiele latwiejszy dostep. Wtedy nikt nie zastanawial sie nad tym czy to jest moralne czy etyczne, teraz zastanawiaja sie ‚madre glowy’ i bija na alarm.

    Od zawsze tez wszystko co duze i kolorowe bylo cool, teraz moze doszlo
    ze jeszcze musi miec dotykowy ekran. Sam pamietam ze w podsatwowce dzieciaki sie przechwalaly kto ma wiekszy telewizor, a kto ma video a kto ma komputer i jaki. Tak samo jest wsrod 20/30/40/50latkow. Kto ma jaki telefon, samochod, kto ma jaki dom, kto gdzie jezdzi na wakacje…..

    Prawdodpobonie w srodowisku czytelnikow tego bloga respect wzbudzaja wlasciciele kompletu gadzetow z ugryzionym jablkiem…dlaczego nastolatki mialyby byc inne?

  • Artur Kurasinski

    @kuba – jak mialem 15 lat to moglem pozyczyc pare ksiazek i kilkadziesiat kaset na raz. gdybym mial teraz 15 lat to mam majac do dyspozycji sredniej klasy lacze broadband moge ssac kilkaset utworow dziennie a takich jak ja sa miliony. Widzisz do czego pieje? Niedawno w usa wszyscy pukali sie w glowe, ze hipoteka i dawania wszystkim jak leci kredytow bylo od zawsze i nic sie nie dzialo – do czasu Wielkiego Kryzysu Na Rynku Nieruchomosci…

    To, ze cos bylo nie implikuje, ze musi takie samo byc w przyszlosci…

  • Artur Kurasinski

    @tetek – jesli sciagniesz z netu jakis utwor (filmowy, muzyczny) to szanse, ze go kupisz radykalnie sie zmniejsza. przekonuje mnie twierdzenie co do odsluchiwania albo probek (np. 20 sekundowych). Natomiast umozliwienie (inaczej – nie walczenie z tym) zassania calosci albumu „na probe” jest dla mnie hipokryzja. Rozumiem, ze jak przesluchasz „darmowe probki” to popedzisz kupisz cala plyte w polskim sklepie za 50-80 pln?

    A teraz pomysl sobie tak – masz 15 lat. Mozesz kopiowac co chcesz. Masz 19 lat i zaczynasz zarabiac pierwsze pieniadze – na co wydasz? Na CD czy mp3, ktore „masz za darmo”? Bardzo bardzo watpie. Nawyki, przyzwolenie spoleczne, brak uregulowan prawnych, mentalnosc + bieda = piractwo czyli korzystanie z cudzej wlasnosci bez uiszczania oplat.

    co do softu – tutaj prawo mowi (wszedzie) jednoznacznie. musisz zaplacic za kopie inaczej jestes zlodziejem i ponosisz konsekwencje swojego czynu.

  • tetek

    Pewnie znasz ale:
    http://media2.pl/badania/50240-piraci-kupuja-najwiecej-muzyki.html
    http://www.idg.pl/news/58897/Piraci.kupuja.wiecej.html

    Co do „przyzwyczajeń” – na studiach piło się na umór – teraz nie ma na to miejsca. W średniej imprezy i dyski co piątek i sobotę. No i ciężkie niedziele. Też nie ma na to czasu. Przyzwyczajenia to coś co się zmienia. Ale tak – trzeba wychowywać. Nie – nie można ścigać pietnastolatków i robić z nich kryminalistów

  • Jakoś za moich czasów jak się miało 15 lat to chodziło się kraść jabłka do sadu (na własny użytek), a teraz mimo swojej kryminalnej przeszłości kupuję je w sklepie.

    A już zupełnie nie trafia do mnie argument, że ktoś ma dobre łącze to może zassać kilkaset piosenek dziennie itd. A kiedy to przesłucha? Ściągnie tylko tyle ile będzie mu potrzebne.

    Nie mówiąc już o sytuacji, że ktoś naściągał sobie kilkaset GB, ale nawet tego nie słuchając/oglądając wszystko skasował. Czy to jest piractwo? W końcu to jak potrzymanie przez chwilę w rękach płyty DVD w Empiku?

  • @lambchop – jasne, a zabranie komus samochodu na chwile to tylko przejazdzka, wydzwonienie karty w telefonie to tylko zabawa itd. itp.

    „Nie mówiąc już o sytuacji, że ktoś naściągał sobie kilkaset GB, ale nawet tego nie słuchając/oglądając wszystko skasował. Czy to jest piractwo? W końcu to jak potrzymanie przez chwilę w rękach płyty DVD w Empiku?”

    odpowiedz sobie sam: czy kradziez ze sklepu butow po czym wyrzucenie ich do smieci bez uzywania jest kradzieza?

  • „odpowiedz sobie sam: czy kradziez ze sklepu butow po czym wyrzucenie ich do smieci bez uzywania jest kradzieza?”

    Oczywiście, że jest. Tyle, że ja pisałem o czymś innym (przynajmniej w moim odczuciu).

    Zresztą wszystkie te rozważania są nieważne bo to te 15-latki postawią na swoim czy tego chcemy czy nie. Łyżką rzeki nie zawrócisz.

  • OMG, to już ze świata 15-latków trzeba pisać „raporty” na podstawie pojedynczego wywiadu, jakby nie dało się (przynajmniej z niektórymi) porozmawiać? Naprawdę tak wygląda rzeczywistość nastolatków? W Polsce?
    Że nie oglądają telewizji, nie słuchają radia, nie chodzą do kina na filmy?

    Dziwi mnie Twoje zdziwienie ściąganiem. A co, mają kupować płyty w „polskiej cenie” za 40 złotych? Za moich nastoletnich czasów było lepiej bo poza płytami (wówczas dla mnie koszmarnie drogimi), były tańsze kasety.
    Swoją drogą mało kto zauważa, że legalna muzyka jest dziś *droższa*. W 1994-95 roku płyta zagraniczna kosztowała 30-40zł, ale kaseta 10-12zł. Biorąc pod uwagę inflację dziś kosztowałby ok. 20zł ale … kaset już nie ma, a płyty mp3 za te pieniądze się nie kupi.

    Zresztą wtedy i tak najtaniej wychodziło przegrać kasetę od kolegi, często jedna osoba kupowała oryginał, a reszta od niej przegrywała. Ciekawe czy wtedy też byś bił w dzwony, że młode pokolenie myśli że muzyka rośnie na drzewach.

  • @ Robert Drózd – nie dziwni mnie sciaganie plyt, 4chan i wiele dziwnych rzeczy, ktorymi internet szybko obrosl. To, ze ktos kradnie nie budzi mojego zdziwienia co raczej niechec do brania udzialu w tym procederze oraz mowienie o tym, ze jest to stan naturalny.

    Co do kupowania – jesli uwazasz, ze cena uprawnia do kradziezy zapraszam do okradzenia paru salonow z mercami czy lexusami. Tez sa za drogie.

    Na razie brak jest prawnego uregulowania w tej dziedzinie – uzytek osobisty IMHO maci wiecej niz wyjasnia. Ja protestuje przed tym aby kapitulowac przed argumentami, ze „wszysycy tak robia” i zmianami prawnymi pod dyktat osob, ktore nie lubia placic za produkty. Ja lubie bo mam kase i rozumiem konsekwencje.

  • @artur: gdzie piszę że cena uprawnia do kradzieży? Stwierdzenie zależności nie jest wartościowaniem. Stwierdzam że skoro nie ich stać, to ściągają, tak jak kiedyś przegrywali z kasety na kasetę. Tyle, że kiedyś był to użytek własny, a teraz okazuje się, że jest to kradzież.

  • @Robert Drózd – wywnioskowałem to z tego fragmentu:

    „Dziwi mnie Twoje zdziwienie ściąganiem. A co, mają kupować płyty w “polskiej cenie” za 40 złotych? Za moich nastoletnich czasów było lepiej bo poza płytami (wówczas dla mnie koszmarnie drogimi), były tańsze kasety.”.

    „Stwierdzam że skoro nie ich stać, to ściągają, tak jak kiedyś przegrywali z kasety na kasetę.” wiec obaj się zgadzamy, że w dużej czesci kwestia piractwa zwiazana jest z zasobnoscia portfeli a nie idelogia i „walka z systemem”.

  • Eeee… czekaj, czekaj, jedziesz demagogią i dobieraniem faktów pod tezę :/
    Ale i tak argumenty masz dość słabe. Podobnie jak słabe jest pomijanie istnienia dozwolonego użytku czy generalizowanie na podstawie jednego nastolatka. To tak, jakbyś patrząc na zachowania gimnazjalistów doszedł do wniosku, że rośnie pokolenie pijących, palących i ćpających bezmyślnych kurewek, którym towarzyszą bandyci handlujący dragami. Można i tak, ale to właśnie demagogia…

    Wracając do tematu: mała młoda kapela wrzuca kawałek na MySpace właśnie po to, żeby ludzie do niego linkowali i „jumali”, przekazując wieść o utworze i zespole. To inwestycja, bez której pies z kulawą nogą nie kupi ich płyty, bo po prostu nie będzie miał pojęcia o ich istnieniu.

    Gdy ta kapela zacznie być popularna w swoim mieście, to zacznie dawać koncerty po klubach. Tak to działa i w Polsce, na takie koncerty od znajomych dostaję zaproszenia. Paru zaczęło z tego żyć, żyjąc z koncertów właśnie. Zaś jednego z dobrych kumpli łatwiej byłoby mi spotkać na koncertach w USA czy Japonii, niż w Olsztynie…

    Zresztą szerzej na ten temat niedawno pisał CoSTa: http://costa.kofeina.net/index.php/2009/07/04/artysto-zadbaj-o-siebie-sam/

  • Artur Kurasinski

    @Mikolaj – absolutnie nie biore wypowiedzi jednej osoby jak glos calego pokolenia czy grupy spolecznej. Niemniej jego stosunek do sciagania z sieci jest ktoryms z kolei sygnalem jaki obserwuje (poprzednio na TMT dystkutowalem z Partia Piratow – mlodymi ludzmi – na ten sam temat i dostalem podobne odpowiedzi na ktore wskazuje „badania” na 15-to latku.

    Nie generalizuje „dozwolonego uzytku” – uwazam, ze po prostu w Polsce ten przepis jest naginany bardzo znaczaco. Co oznacza „dozwolony uzytek” w przypadku ludzi z terabajtami muzyki i filmow? Skad oni to maja? Z jakich legalnych i fizycznych swoich czy kolegow nosnikow skopiowali te dane?

    Mowmy o Polsce i zostawmy NIN i Radiohead w spokoju. Znam wiele przypadkow starych i mlodych kapel, ktore sa swietne i zasluguja na uznanie komercyjne poprzez kupowanie ich plyt – czesto wydawanych przez nich samych na zasadzie wypalania krazka CD.

    I wiesz co? I ani Lech Janerka, Pogodno, „Ryszard” Tymanski, L.U.C. jakos pomimo udostepnianie swoich kawalkow na licznych serwisach kasy w Polsce nie zarobili – wszyscy oczywisci koncertuja (mniej lub bardziej) i wszyscy chca zyc z muzyki.

    Wszyscy tez mowie, ze w wiekszosci wypadkow ich naklad sprzedany w Empiku czy Kolporterze trzeba mnozyc x 10 jesli chodzi o ilosc plyt sprzedanych na wiejskich straganch, bazarach i rozkladanych lozek.

    Powiedz im o MySpace i koncertach – wysmieja Ci. I beda mieli racje bo sukces Arctic Monkeys jest wyjatkiem potwierdzajacym regule – zespol zeby odniesc skutek musi miec zajebisty PR i mieszkac w Anglii / Niemczech lub USA.

  • Artur Kurasinski

    @Mikolaj – i jeszcze jedno: przyklad Aurora Project nie udawadnia nic.

    Chca 17 dolcow za swoje nagrania? Juz widze te kolejki w polskich sklepach aby kupic mloda, nikomu nie znana kapele za ponad 50 pln. Jasne – „sciagnie sie” ja na komore i ajpoda ale za darmo.

    Czy oni z datkow (bo tak to trzeba nazwac) pojada w trase, wejda do studia, zamkna sie na 2-3 miechy aby stworzyc fajny material? Nie sadze – z datkow to oplaca moze jedna licencja do jakiegos programu muzycznego.

  • p10

    @Artur – ‚złodziej’ to za mało powiedziane. Ja wolę jak się mnie nazywa mordercą … przemysłu fonograficznego.
    młode zespoły zarabiają prawie wyłącznie na koncertach i kasy z zaiksu. kasę z płyt czy nawet wywiadów do bravo zgarniają koncerny.

  • @Artur
    Aurora Project chce 17 dolców za fizycznie wytłoczoną płytę CD (kupno via Amazon.com). Natomiast za pliki w przeróżnych formatach i jakościach (losslessy included) proszą od 5 euro w górę (jeśli ktoś uważa dać więcej za stosowne). To tak by wyjaśnić potencjalne nieporozumienie. Sądzę, że to całkiem sensowna oferta, dostępność od ręki, jakość jako się rzekło topowa… IMO nie można zrobić klientowi łatwiej. Po prostu się nie da. Można co najwyżej taniej ale 5 euro to dla słuchacza rocka progresywnego raczej nie jest chyba jakiś wielki wydatek (zakładam, że jest nim człowiek nieco starszy niż piętnastolatek).

    Przy okazji – sprzedaż płyt CD maleje z roku na rok. Jest jakiś tego powód a powodem jest chęć szybkiego, wygodnego kupowania (także pod impulsem), najlepiej wprost z urządzenia, na którym się muzyki słucha lub na które w prosty sposób można muzykę wrzucić (stąd sukces iTunes i ekosystemu Apple – nie bez kozery to zdaje się teraz największy sklep z muzyką w Stanach). Bardzo wiele się w sposobie dostępu do mediów zmieniło przez ostatnie lata a nastolatki są grupa najsilniej i najszybciej te zmiany adoptującą i je zresztą kreującą przy okazji. Problem nie leży w dostępie ale w edukacji i wychowaniu. A to już broszka rodziców i – w o wiele mniejszym stopniu – szkoły. Dopóki dzieciaki będą rosły w przeświadczeniu, że nie robią nic złego, dokładnie nic się nie zmieni. Ale czy wina tu jest dzieciaków? Nie sądzę.

    Tak więc nie ma co załamywać rąk tylko trzeba uświadamiać, na czym ten biznes polega. Miło by było też ze strony biznesu, by zauważył cywilizacyjne zmiany i się zaczął do nich dostosowywać. A że zmiany mają spore tempo, by działo się to nieco szybciej, niż dzieje się obecnie.

  • Artur, piszesz jak ktoś kto zaczyna zdanie „dawniej młodzież była inna” ;-).
    Mając 15 lat nie znasz świata bez internetu, jest to równie naturalne, jak odkręcając wodę w łazience oczekujesz że będzie leciała. Gdyby firmy fonograficzne zostały przyparte do muru, pewnie zmieniły by model dystrybucyjny muzyki. Nie sądzę, że jeśli wchodzisz do sklepu kiedy gra w nim radio, nazywasz się piratem, bo nie masz pewności że sklep zapłacił dziadkom z Zaiksu tantiem ;). Słuchając radia nie zastanawiasz się czy muzyka jest legalna za pośrednictwem tego medium. Dla 15 latków takim medium jest internet, a co do muzyki i twórców. Wszyscy dawno zapomnieli że tworzenie muzyki powinno być pasją, a nie zawodem. Jeśli jesteś dobry, miliony przyjdą na twój koncert, jeśli nie, twórz, rozwijaj się, ale nie każ mi za to płacić. Dziś Michał Anioł byłby pewnie grafikiem, a Szopen zarabiałby na muzyce do reklamówek, a tworzyli by na swój użytek dokładnie tak samo genialnie z potrzeby tworzenia (mam taką idealistyczną nadzieję). Czy artyści powinni chodzić głodni? Nie. Ci dobrzy nie. Ale nazywanie mnie piratem, mordercą, pedofilem muzycznym to gruba przesada. Przypominam że prawa autorskie powstały bardziej jako obrona muzyka przed muzykiem. Ja jako konsument mam mieć prawo posłuchać tego towaru zanim go kupię. To tak jakby w ciemno kupowało się obraz, bez oglądania. Jak pożyczam książkę też jestem piratem, to biblioteki są wcieleniem zła, ileż to tracą autorzy książek na bezpłatnym czytelnictwie. Koncerny wmówiły nam przez częste powtarzanie prawdę dla nich najwygodniejszą. Mam nadzieję że ten 15 latek nigdy się nie zmieni ;-) i wszystko wróci do podstaw.

  • Julek

    Artur, nie bardzo rozumiem dlaczego ściąganie muzyki jest dla Ciebie równoznaczne z zabijaniem przemysłu fonograficznego. Jeśli w Polsce zagraniczne płyty kosztują po 70-80pln, to jak myślisz, ile takich płyt może kupić przeciętny 15-latek? Ba, przeciętny 25latek? A skoro płyt nie kupi, to myślisz, że pójdzie na czyjś koncert?
    Jak myślisz, skąd takie zainteresowanie np koncertami LUCa, skoro właściwie żadna tv ani radio go puszczają? Piszesz, że wrzucanie muzyki do internetu nic nie daje, ale naprawdę wierzysz, że na jego koncerty chodzą tylko nabywcy płyty..? Serio serio?:)

    Nie jestem może reprezentatywny dla swojego pokolenia, ale przyznaję się – ściągam dużo muzyki, której nie mam szans poznać w innych mediach. I jak poznaję ciekawy zespół kupuję płytę. Idę na koncert. Jadę na festiwal. I bynajmniej nie tylko na te najbardziej popularne jak Opener. Ergo chyba jednak nie morduję muzyki..?

  • @Mikolaj – absolutnie nie biore wypowiedzi jednej osoby jak glos calego pokolenia czy grupy spolecznej.

    Na pewno? To popatrz na początek swojego wpisu :)

    Dzięki wypowiedziom piętnastoletniego chłopca tak dziś wygląda rzeczywistość wśród europejskich nastolatków

    Jak dla mnie to jest właśnie generalizowanie i branie jednego przypadku jako modelu całej generacji :>

    Niemniej jego stosunek do sciagania z sieci jest ktoryms z kolei sygnalem jaki obserwuje (poprzednio na TMT dystkutowalem z Partia Piratow – mlodymi ludzmi – na ten sam temat i dostalem podobne odpowiedzi na ktore wskazuje “badania” na 15-to latku.

    OK, ale to są jednak dwie różne rzeczy. Oni ściągają dlatego, że tak jest najłatwiej i najszybciej. Dla nich Internet to chleb powszedni i coś, co istnieje „od zawsze”. My jeszcze pamiętamy czasy, gdy nawet telefon stacjonarny w domu nie był rzeczą oczywistą, tymczasem dla nich Internet po prostu jest.
    Owszem, część ze ściągających (również tych starszych) robi to dlatego, że nie ma ochoty płacić. Ale część robi to dlatego, że po prostu systemy dystrybucyjne dają dupy (tego nie sposób łagodniej nazwać) i on nie ma szans na legalny zakup. I nie chodzi o to, żeby miłośnik garażowej kapeli z Bangkoku mógł rano kupić mleko, bułki, kilo czereśni i ich płytę w sklepie w miasteczku w Bieszczadach. Bardzo często tych produktów nie są w stanie kupić ludzie dysponujący akceptowaną wszędzie kartą kredytową z odpowiednim zapasem gotówki. Kto jest temu winny? Nie powiesz mi chyba, że użytkownik…

    Nie generalizuje “dozwolonego uzytku” – uwazam, ze po prostu w Polsce ten przepis jest naginany bardzo znaczaco.

    Czekaj, czekaj. To, że ktoś tłumaczy swoje zachowanie „dozwolonym użytkiem”, nie oznacza że ma rację. I od tego należałoby zacząć. A sama kwestia dozwolonego użytku jest dyskutowana nawet między prawnikami. Wszyscy są zgodni, że mogę sobie przekopiować DVD od rodziny, mogę też od kumpla. Ale gdzie się owo kumpelstwo kończy, tego nikt Ci nie da rady zapisać. Mamy takie czasy, gdzie pozostajemy w związkach towarzyskich z ludźmi, z którymi nigdy nie widzieliśmy się na oczy. Tego żaden prawnik nie rozstrzygnie raz na zawsze. Z tego samego względu są dyskusje, czy mogę legalnie ściągnąć wiszący gdzieś w sieci DVD. I to jest dyskusja dla prawników, a nie dla nas.

    Co oznacza “dozwolony uzytek” w przypadku ludzi z terabajtami muzyki i filmow? Skad oni to maja? Z jakich legalnych i fizycznych swoich czy kolegow nosnikow skopiowali te dane?

    A skąd mam wiedzieć? Przecież tego nie da się generalizować. Dawno temu ludzie zakładali „spółdzielnie”, żeby kupować zachodnie pisma hobbystyczne. Nikogo nie było stać na to, żeby kupować 10 tytułów co miesiąc, ale 10 osób kupujących regularnie po jednym tytule każdy mogło się potem tym wymieniać. Skąd mam wiedzieć, czy małolaty w klasie gimnazjalnej też nie wpadły na taki pomysł?

    Mowmy o Polsce i zostawmy NIN i Radiohead w spokoju.

    Nope. Tak się po prostu nie da dyskutować o Internecie. Polska nie ma własnego zamkniętego Internetu. Polska to nie jest jakaś odległa planeta z innym społeczeństwem, bez kontaktu z resztą świata. Globalizacja dotyczy również nas…

    Znam wiele przypadkow starych i mlodych kapel, ktore sa swietne i zasluguja na uznanie komercyjne poprzez kupowanie ich plyt – czesto wydawanych przez nich samych na zasadzie wypalania krazka CD.

    Kupujesz ich płyty? Chodzisz na koncerty? To ich wspomagasz. I do tego dochodzi jeden problem: takich osób musi być więcej. A życie czasem jest wredne i okazuje się, że ktoś realizuje się artystycznie, ale ten przekaz dociera do bardzo wąskiej grupy odbiorców. I na to nikt jeszcze niczego nie poradził…

    I wiesz co? I ani Lech Janerka, Pogodno, “Ryszard” Tymanski, L.U.C. jakos pomimo udostepnianie swoich kawalkow na licznych serwisach kasy w Polsce nie zarobili – wszyscy oczywisci koncertuja (mniej lub bardziej) i wszyscy chca zyc z muzyki. Wszyscy tez mowie, ze w wiekszosci wypadkow ich naklad sprzedany w Empiku czy Kolporterze trzeba mnozyc x 10 jesli chodzi o ilosc plyt sprzedanych na wiejskich straganch, bazarach i rozkladanych lozek.

    Wiesz, ja naprawdę nie kojarzę od dawna bazarów i rozkładanych łóżek i ta argumentacja to dla mnie demagogia. A wiejskie stragany… już widzę na nich olbrzymie zapotrzebowanie na Janerkę, Pogodno czy Tymańskiego. Obawiam się, że tam jednak ciut inna muzyka się sprzedaje. Ale gdybyś nawet miał rację i na wiejskich straganach było zapotrzebowanie na Janerkę et consortes, to oznaczałoby prostą rzecz: zaopatrzenie daje dupy. Albowiem płyty tych wykonawców leżą w Empiku czy Merlinie po 10-30 zeta i za tyle też sprzedawałyby się na tych straganach.
    Obawiam się też, że mówienie o dziesięciokrotności nakładu sprzedawanego na lewo jest mitem z dawnych lat. Owszem, takie przebicia miały płyty zespołów disco polo 15 lat temu, ale to naprawdę nie przekładało się na całą branżę. Zresztą w czasach, gdy bazary były siedliskiem pirackich płyt, nie widziałem tam nigdy niszowych artystów. Było sporo płyt aktualnie lansowanych gwiazd i gwiazdek, ale z prostej przyczyny — piracka płyta była 3-4 razy tańsza od płyty w Empiku. Podrabianie to też biznes i nikt nie będzie tracił siły na zarabianie na Janerce po 2-3 złote na płycie, skoro tym samym nakładem środków może zarobić na jednym CD 20-30 złotych.

    Piszesz o „licznych serwisach” z muzyką w Polsce. Znam raptem jeden, iPlay. Co oczywiście o niczym nie świadczy, bo generalnie słucham radia. Ale otworzyłem go i spojrzałem na cenę pierwszej z brzegu płyty — padło na „Sounds of the Universe” Depeche Mode. W sklepach CD kosztuje 62,99 PLN, w Empik.com 56,99 PLN, w iPlay album zakodowany w WMA 39,99 PLN. W tym samym czasie płyta w Amazonie kosztuje 13,99 USD (42,67 PLN), album w iTunes 9,99 USD (30,47 PLN), a zakodowany w MP3 w Amazonie nawet za 8,99 USD (27,42 PLN).
    Pomijając kwestię siły nabywczej przeciętnej polskiej wypłaty to nie sądzisz, że coś jest nie tak? I że ktoś nas robi w wała tymi cenami? I że nie są to nabywcy, ale koncerny muzyczne? Sprzedaż plików w życiu się w Polsce nie przyjmie, jeśli będziemy musieli za to samo płacić 30-40% więcej, niż Amerykanie, Anglicy czy Australijczycy.
    Przerabialiśmy to z grami komputerowymi. Kiedyś nowa kosztowała 150-200 zeta za dowolny tytuł, jeśli nie więcej. I ponoć nie można było sprzedawać taniej, a lokalizacja gry to już kompletnie była pozbawiona sensu. Dopiero piraci i piractwo na poziomie ponoć 95% nauczyło firmy, że zlokalizowaną grę można sprzedać tanio, a i tak wyjść na swoje. Po raz kolejny okazało się, że zarabiasz na ilości sprzedanych egzemplarzy, a nie na kosmicznej marży.

    A ten długi wywód można skomentować tak: jeśli ktoś na bezczelnego chce nas wyryćkać bez mydła, to niech się nie dziwi, że sam jest ryćkany.

    Powiedz im o MySpace i koncertach – wysmieja Ci. I beda mieli racje bo sukces Arctic Monkeys jest wyjatkiem potwierdzajacym regule – zespol zeby odniesc skutek musi miec zajebisty PR i mieszkac w Anglii / Niemczech lub USA.

    Wiesz, naprawdę nie lubię demagogii. Wszystko jest kwestią oczekiwań, grupy docelowej etc. i powyższy przykład nie jest wyjątkiem. Oni już nie muszą zakładać strony na MySpace, bo są znani i nie muszą wyrabiać sobie marki. O tym pisałem, co skwapliwie przemilczałeś :>
    Jednak bycie znanym wcale nie oznacza możliwości „położenia laski” na autopromocji. Być może powinni te strony na MySpace założyć, żeby pojawiać się także tam, gdzie przebywa młode pokolenie? W końcu jaka jest szansa, że nastolatek usłyszy o Janerce czy innych takich niszówkach? Do odbiorcy trzeba dotrzeć, a nie czekać aż się pojawi. Last but not least warto sobie wychowywać kolejne pokolenia klientów, bo bez tego nawet najlepsza kariera może się nagle zakończyć ‚bez powodu”.

    @Mikolaj – i jeszcze jedno: przyklad Aurora Project nie udawadnia nic.

    CoSTa już pokazał, że nie czytałeś uważnie jego wpisu. A ja do jego wypowiedzi dorzucę jeszcze to, że sam wpis jest dowodem na słuszność takiej polityki. Licząc na koncerny muzyczne CoSTa pewnie w życiu by nie usłyszał o tej kapeli, a tak zakupił płytę i sprawę opisał. Ile osób tym zachęcił — tego nie wiem. Ale możliwe że to ta różnica zrobi kapeli różnicę między wpieprzaniem suchego chleba, a zjedzeniem bułki z masłem.

    Czy oni z datkow (bo tak to trzeba nazwac) pojada w trase, wejda do studia, zamkna sie na 2-3 miechy aby stworzyc fajny material? Nie sadze – z datkow to oplaca moze jedna licencja do jakiegos programu muzycznego.

    Wybacz, ale taką pisaniną sugerujesz, że nie masz pojęcia ani o handlu, ani o ochłapach rzucanych artystom przez koncerny muzyczne. A że takie pojęcie jednak masz, to w zasadzie chyba zaczynasz trollować pod własną tezę :>

    Przeczytaj http://www.music-tech.com/business.php?subaction=showfull&id=1112329919&archive=&start_from=&ucat=2& — wrzucam dwa cytaty:

    If you are giving a typical deal with a $250,000 advance (which you have to use to pay for the recording, and only get whatever is left over to live on for pretty much the remainder of your career), and the record label does the typical promotion for your release, it basically comes down to the fact that you need to sell over 1,000,000 copies of your album before you will see one cent from royalties!

    oraz

    Greg Adams […] had a solo artist deal with Epic. He released two great CDs through them […] and according to him, with each royalty statement, he somehow owed Epic more money! He has basically been forced to go the independent route for his next CD which he is just wrapping up now. The head of a local jazz organization […] has decided to help Greg release his next CD independently. Greg has a decent following in the LA area and many radio stations that are just waiting for his next release, so he will have no problems selling at least a few thousand copies on his own and even if he doesn’t sell more than 10,000 copies, he will make more money than he got from Epic.

    Jak patrzę na te cyferki oraz podejście do klienta prezentowane przez Aurora Project, to może się okazać że na tym wszystkim wyjdą całkiem nieźle. O koncertach nie wspomnę, bo z tego też coś będą mieli. I być może polscy artyści powinni zacząć myśleć o MySpace oraz Internecie ciut poważniej.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę