Szukaj
Zamknij

eClicto – rewolucji nie będzie

eClicto Kolporter SA

Od 3 dni mam możliwość testowania czytnika książek eClicto. Ściągam i czytam różne książki starając się chłodnym okiem spojrzeć na produkt Kolportera. Czy eClicto przewróci rynek do góry nogami i stworzy nową modę na czytanie książek i prasy na cyfrowym ekranie czy raczej to będzie pierwszy produkt na którym następcy i konkurencja będą się uczyli jakich błędów nie popełniać?…

O przymiarkach do premiery czytnika pisałem już pod koniec października – poprosiłem wtedy Maciej Topolskiego o odpowiedzenie na parę pytań związanych z eClicto.

Nie chciałbym się skupiać i opisywać co zawiera pudełko, jak uruchomić czytnik oraz z jakich sposobów łączenia się z księgarnią korzysta eClicto. Odeślę więc Was do bardzo rzetelnej i dobrej recenzji na blogu Pawła Wimmera, który aż w 5 wpisach przedstawiał swoje przygody z polskim czytnikiem książek.

Chciałbym skupić się na kwestiach trochę wykraczających poza sam software i hardware. Na samym początku krótk ded eClicto to po prostu czytnik. Nie multimedialny odtwarzacz, nie ubogi „crunchpad”, nie „wielofunkcyjne” urządzenie biurowe. eClicto służy czytaniu książek. Jeśli nastawisz się na taki sposób korzystania z tego urządzenia nie będziesz rozczarowany. Nie ma najmniejszego sensu porównywać eClicto do Kindle czy Nook.

Ciekawa rzecz wyniknęła kiedy pokazywałem znajomym swój czytnik. KAŻDY z nich automatycznie zaczynął „smyrgać” palcem po ekranie myśląc, że mają przed sobą ekran dotykowy. Pokazuje to jak szybko zadmowiło się w nas przekonanie, że jeśli coś ma ekran i nie jest to komputer to jego obsługa musi odbywać się za pomocą gestów (od razu prostuję – eClicto nie ma ekranu dotykowego).

Spróbuję przybliżyć Wam moje wnioski z korzystania z eClicto. Po pierwsze – czytniki Amazona czy Barnes & Nobel są z innego uniwersum – są częścią ekosystemu i przedłużeniem e-commerce (Amazon bardzo sprytnie i mądrze zastosował politykę Apple łączenia software z harwdare a całość okraszone usługą). Po drugie – nie miałem okazji fizycznie korzystać z tych urządzeń więc byłbym niesprawiedliwy w ocenie.

Wróćmy do eClicto. Poza zainstalowanymi pozycjami możemy oczywiście wgrać nowe książki. Proces korzystania z e-księgarni w sumie jest podobny – wybierasz, płacisz, wgrywasz pozycję i czytasz. Martwi mnie czas oczekiwania na potwierdzenie (10 minut) nie wiem skąd się on bierze. Zakupioną pozycję transferujesz (za pomocą kabla USB) z komputera na czytnik i możesz już zacząć z niej korzystać. Ceny pozycji możliwych do zakupu poprzez „eClicto Store” są średnio dwa razy mniejsze niż cena np. w Merlinie.

To nadal za dużo – kupując e-książę za 12-15 pln mam tylko samą treść. Chciałbym dostać coś dodatkowego np. biografię i zdjęcie autora, informacje (nawet z wikipedii) dotyczącą innych dzieł autora, jakieś szczątkowe recenzje (nawet z zagranicznych serwisów).

Dostępność tytułów – niestety moje rozczarowanie budzi brak możliwości zakupu prasy. Jestem fanem czytania na bieżąco i w zasadzie tylko dlatego (jeśli) zakupię taki czytnik. Nadal wolę obcować z literaturą w sposób standardowy. Może czasami kiedy chcę wyjechać na dłuższe wakacje a nie chcę dźwigać zbędnych kilogramów wybrałbym elektroniczny czytnik.

Czytanie – nie spodziewałem się, że to napiszę ale czytanie na wyświetlaczu eClicto jest bardzo komfortowe. Zrobiłem parę sesji w różnych warunkach oświetlenia i zmęczenia moich oczu – ani razu nie miałem podobnego uczucia jakie towarzyszy zbyt długiemu obcowaniu z monitorem LCD komputera.

Możliwość sterowania wielkością czcionki przy dobrym kontraście i kolorze wyświetlacza sprawia, że czytnik szybko stał się moim towarzyszem w drodze do kuchni czy khm khm toalety. Szybkość czytania tekstu w moim przypadku nie odbiegała od standardowego czasu spędzonego nad tekstem wydrukowanym na papierze. To dobrze bo spodziewałem się, że będę miał problem z przyzwyczajeniem się do wyświetlacza.

Muzyka – tutaj mały zonk. Niestety nie dane mi było posłuchać niczego na eClicto z banalnego powodu – wejście słuchawkowe zastosowane to microjack a nie standardowy minijack. Efekt – 90% słuchawek nie będzie pasowało a przejściówki nie kupisz w budce ruchu. Nie wiem co kierowało inżynierom – wybrali bardzo złe rozwiązanie jak domyślam się mające zaoszczędzić miejsca.

Zdjęcia i grafika – 4 odcienie szarości nie nadają się do oglądania zdjęć. Martwi mnie to bo zupełnie nie wiem dlaczego Kolporter nie zainwestował w 16 odcieni będzie standardem. To jest niezbyt dobry znak dla Kolportera – produkcja czytników kosztuje, raczej nie będziemy zmieniali ich częściej niż telefony komórkowe a przy cenie 899 pln szansa na zmianę czytnika na model lepszy będzie bardzo mała. Osobiście nie widzę potrzeby posiadania dwóch czytników w domu – rzadko się zdarza żebym czytał z żoną w tym samym czasie i potrzebował kolejnego egzemplarza czytnika dla siebie.

Cena czytnika eClicto (899 złotych) skazuje ten produkt na konkurowanie z wypasionymi odtwarzaczami multimedialnych (iPod Classic z 160GB z kolorowym wyświetlaczem, możliwością odtwarzania wideo dysku kosztuje 950 pln). Nie wróżę takiemu podejściu sukcesu – na dzień dzisiejszy nie znam nikogo komu taki czytnik byłbym niezbędny do pracy czy zabawy. Niepotrzebna zabawka za prawie 900 pln? Dzieci i starsi zagłosują portfelami i kupią na święta Xboksy, iPod Touch czy któregoś z tańszych netbooków. eClicto jako wymarzony prezent pod choinkę / komunię? Nie sądzę.

Komunikcja – Brak możliwości aktualizacji software’u i zakupu książek poprzez WiFi. Taki model konsumpcji książek skazuje nas na combo „komputer-czytnik” bo bez kabla USB i komputera z dostępem do Internetu nic nowego nie przeczytamy.

Bateria – myślałem, że stosując 4 odcienie szarości zdecydowanie obetnie się zużycie procesora i pobór mocy przez wyświetlacz. Niestety mój model eClicto dociągał do 6-7 godzin pracy. Jeśli zatem marzy mi się wyprawa na miesiąc czasu z zapasem książek to dostęp do prądu jest kluczowy. Szkoda bo w sumie to właśnie na wakacjach czy urlopie najczęściej padam ofiarą „zaczytywania się”.

Ochrona praw autorskich – niby pliki kupowane przez sklep eClicto są zabezpieczone w technologii DRM. Z drugiej strony mój czytnik po podłączeniu do innego komputera zachowuje się jak zewnętrzny dysk z którego mogę przegrywać PDFy, pliki w formacie ePub (i małe zaskoczenie – nie mogę wgrać niczego w formacie TXT!) czyli jest to zaproszenie do ściągania i wyświetlania ebooków leżących na serwerach warezowych…Trochę schizofreniczne podejście.

Ergonomia i funkcjonalność – mnie jako czytelnikowi eClicto zaspokoił całkowicie. Wybierałem książki, kupowałem je i czytałem. Co jednak jeśli takie urządzenie nie będzie tylko elektroniczną książką ale służyło np. nauce? To co wypunktowała moja żona jako naukowiec: eClicto brakuje możliwości robienia zakładek (całej strony czy danej części tekstu), sprawdzania słów (nie mówię o sprawdzaniu czegoś w wikipedii – prosty podstawowy słownik np. języka angielskiego byłby całkiem wystarczający) czy też (to znowu wymaga łączenia się z siecią) możliwości sprawdzania przypisów, autorów i podobnych tekstów.

Wybór książek – obecny jest zbyt mały żeby przyciągnąć sporą rzeszę czytelników. Oferta nie jest nastawiona ani na młodego czytelnika (lepsza reprezentacja książek np. SF czy fantasy) ani na żadnego w zasadzie – z obecnej oferty księgarni zainteresowało mnie (i byłbym w stanie zapłacić) może 5% pozycji. Bardzo mało.

W mojej ocenie podbić rynek zdoła taka firma, która będzie miała pełną ofertę gazet (choćby z promocjami od Tesco), tygodników (z programem telewizyjnym czy tzw „people” jak Gala czy Viva) czy miesięczników (Twój Styl, Pani itd.) i dotowała (podobnie jak operatorzy GSM) urządzenia tak aby płacić co miesiąc małą sumę a zarabiać na prowizjach za sprzedaż egzemplarzy.

Na zakończenie trzeba zauważyć, że eClicto jakby nie było jest pionierem a ci zawsze mają najgorzej (i dostają po dupie od rynku). Sam czytnik nawet w takiej postaci jak obecna w cenie 150-200 pln byłby świetnym gadżetem dla młodzieży uczącej się czy studentów. Przy cenie 899 złotych opłaca się kupić netbooka. Rewolucji związanej z nowymi sposobami czytania książek nie da się zatrzymać ale nie wydaje mi się, żeby eClicto stał na jej czele – raczej będzie lokalną ciekawostką.

Na pocieszenie należy dodać, że każdy producent takiego urządzenia bez silnego umocowania wśród polskich wydawnictw będzie w tej samej sytuacji jak Kolporter – samym czytaniem książek (w Polsce od wielu lat dramatycznie niski) nie zawojuje się rynku nawet jeśli to będzie Kindle czy Nook. Nie ma treści nie ma potrzeby korzystania z drogiego gadżetu.

Ocena końcowa: eClicto kup jeśli lubisz czytać książki w nowym formacie, jesteś gadżetomaniakiem, masz za dużo pieniędzy albo chcesz wiedzieć i korzystać z takich urządzeń już teraz (powód na pewno jakiś znajdziesz). Jeśli stać Cię na czytnik książęk za 899 złotych to zapewne masz już MacBooka, iPoda, iPhone’a i strasznie nie możesz się doczekać aż przyjdzie przed Świętami paczka z Kindle z Amazona :)

PS. Za możliwość testowania dziękuję Grupie Kapitałowej Kolporter SA reprezentowanej przez Rzecznika Prasowego Macieja Topolskiego.

PPS. Zapraszam do zapoznania się z testami czytników eClicto, Kindle i iRiver na fajnym blogu BookHunters (prowadzonym przez dziewczyny!:) dokonanych i opisanych przez kilku innych blogerów. Warto mieć lepszy obraz niż tylko informację ode mnie :)

  • Hm… przegrywa z książkami, bo na starcie trzeba włożyć w to 900 zł, za co książek sobie nakupię, że hej.

    Przegrywa z netbookiem, bo kosztuje niewiele mniej niż netbook, baterią ma niewiele lepszą, a netbook pozwala na o wiele więcej niż tylko czytanie książek.

    Nadaje się do czytania książek lepiej niż telefon, ale tu znowu – za połowę ceny smartfona mamy 1/10 jego funkcjonalności.

    Gdyby chociaż to trzymało kilkanaście godzin na baterii, ale tak to jest dodatkowe urządzenie które trzeba co chwilę ładować.

    Chyba jestem w targecie, bo sporo książek czytam i potrafię wydać dużą kasę na elektroniczne gadżety, ale to mnie ni cholery nie przekonuje.

  • Jeśli ktoś ma potrzebę czytania książek elektronicznych, to eclicto tę potrzebę spełnia. Netbook jest jednak mniej poręczny, a ekrany komórek wciąż trochę za małe (choć na swoją 9300 nie narzekam).

    Nie wiem czy e-czytniki nie są po prostu jakąś formą pośrednią do ultranotebooków/tabletów, gdzie będzie oczywiste że mogę poza czytaniem książek czytać gazety, przeglądać strony www itd. Blisko tego modelu jest już Kindle.

    Gdy będą czasopisma, kolor, zdecydowanie taniej niż w księgarni, no i przede wszystkim gdy nie trzeba będzie z takim czytnikiem obchodzić się jak z jajkiem (bo to jednak urządzenie elektroniczne) – może zaskoczyć.

  • Pingback: Rózga Świętego Mikołaja...()

  • Piszesz:

    Z drugiej strony mój czytnik po podłączeniu do innego komputera zachowuje się jak zewnętrzny dysk z którego mogę przegrywać PDFy, pliki w formacie ePub (i małe zaskoczenie – nie mogę wgrać niczego w formacie TXT!) czyli jest to zaproszenie do ściągania i wyświetlania ebooków leżących na serwerach warezowych…Trochę schizofreniczne podejście.

    Sugerujesz, że czytnik nie powinien pozwalać na wyświetlanie innych plików ePub, niż zakupione w Kolporterze? A co z darmowymi lub robionymi w domu?

  • Pingback: Tweets that mention eClicto – rewolucji nie będzie | AK74 - Artur Kurasiński blog (cc) 2007-2009 -- Topsy.com()

  • Artur Kurasinski

    @Mikołaj – chodzi mi o sytuację w której z dziwnych przyczyn nie obsługiwane są formaty: txt, doc, rtf, wspierane tylko DRM a z drugiej strony mogę wrzucić piracką kopię Harrego Pottera w PDFie i na eClicto to wyświetlę. Mnie to dziwi – albo zamykamy możliwość dodawania własnych aplikacji ręcznie (AppStore) albo dajemy wolną rękę.

  • czytnik po podłączeniu do innego komputera zachowuje się jak zewnętrzny dysk z którego mogę przegrywać PDFy, pliki w formacie ePub (…) czyli jest to zaproszenie do ściągania i wyświetlania ebooków leżących na serwerach warezowych…Trochę schizofreniczne podejście.

    Schizofreniczne? Nonsens, to jedyne możliwe podejście. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek zaawansowany użytkownik (a tylko tacy są w tej chwili potencjalnymi klientami) zakupił czytnik bez możliwości swobodnego czytania własnych plików.
    Zachęcanie do warezu? Nonsens. Kto chce korzystać z warezów i tak korzysta. Czytnik zaś z ekosystemem to właśnie SZANSA na zarobek, bo wreszcie będzie można wersję cyfrową kupić, a nie szukać na warezach. Ponadto co, jak mam papierową książkę, to mam np. drugi raz płacić za elektroniczną wersję?
    Posiadanie wersji cyfrowych jest zresztą legalne, a moim zdaniem nie ma w tym nic bardziej nagannego niż w korzystaniu z biblioteki miejskiej.

  • Przede wszystkim pytanie do Państwa zainteresowanych z Kolportera: czemu to ustrojstwo ochrzczono tak skrajnie idiotycznie? Czy nikt z osób odpowiedzialnych za promocję tego urządzenia nie miał za grosz weny – i nazwa ta musiała być koniecznie angielskobrzmiąca (choć przecież podkreśla się, że to polski produkt)? Oraz mieć przyrostek „e”, a zaraz po nim wielką literę, tak jak w nazwie „iPod” itd.?
    Druga rzecz, na „filmie instruktażowym” tekst do czytania zajmuje całkowitą szerokość ekranu, od krawędzi do krawędzi, bez nawet minimalnego marginesu. Tego z pewnością nie czyta się dla oka wygodnie.
    Oraz w ogóle, wzornictwo tego urządzenia jest toporne. Nie mówiąc o tym, że w tym wypadku prekursorstwo jest lansowaniem na starcie nieco przeterminowanych technologii, o czym napisał zresztą ostatnio ^pwrzosin:
    http://wnet.bblog.pl/wpis,dlaczego;e-reader;to;kiepski;prezent;na;swieta;2009,39087.html

  • Piszesz: „eClicto to po prostu czytnik. Nie multimedialny odtwarzacz, nie ubogi “crunchpad”, nie “wielofunkcyjne” urządzenie biurowe. eClicto służy czytaniu książek. Jeśli nastawisz się na taki sposób korzystania z tego urządzenia nie będziesz rozczarowany. Nie ma najmniejszego sensu porównywać eClicto do Kindle czy Nook.”

    Chyba żartujesz! To ta sama klasa produktu. Kindle, którego jestem szczęśliwym posiadaczem to też tylko czytnik książek zwiążany z księgarnią. Porównanie ma w tym przypadku głęboki sens, a ucieczka od niego jest wywieszeniem białej flagi przed bitwą!

    Piszesz: „eClicto brakuje możliwości robienia zakładek (całej strony czy danej części tekstu), sprawdzania słów (nie mówię o sprawdzaniu czegoś w wikipedii – prosty podstawowy słownik np. języka angielskiego byłby całkiem wystarczający) czy też (to znowu wymaga łączenia się z siecią) możliwości sprawdzania przypisów, autorów i podobnych tekstów.”

    To wszystko ma Amazon Kindle. Kolporter nie ma całościowego spojrzenia na swój produkt – znam wiele firm, które za sukces uważają fakt działania systemu operacyjnego, ale świat poszedł dalej – w kierunku kompleksowych ekosystemów.

    Piszesz: „W mojej ocenie podbić rynek zdoła taka firma, która będzie miała pełną ofertę gazet (choćby z promocjami od Tesco), tygodników (z programem telewizyjnym czy tzw “people” jak Gala czy Viva) czy miesięczników (Twój Styl, Pani itd.) i dotowała (podobnie jak operatorzy GSM) urządzenia tak aby płacić co miesiąc małą sumę a zarabiać na prowizjach za sprzedaż egzemplarzy.”

    W pełni się zgadzam! Ale w Kolporterze nie dostrzegam tego impetu i wizji (napisałem o tym w swoim blogu – wydali masę pieniędzy na Koronę Kielce – dla nich noga jest ważniejsza od głowy, niestety).

  • Maciej Litwiniuk

    Dzięki za tę recenzję. Czyli już wiem, że 900 na eClicto nie zostawię – całkowicie mnie zaskoczyłeś brakiem odcieni szarości i krótką żywotnością baterii. Co do ceny również się zgodzę – czytnik nawet do 400, maksymalnie 500pln byłby dobrym prezentem, gadżetem, na który można sobie spokojnie pozwolić. 899 to już prawie 1tys, a tu się pojawia bariera psychologiczna… Również za te 900pln to wifi powinno być w standardzie, a nie w wersji premium (sic! to to może być jeszcze droższe?) jak to chyba kolporter zapowiadał gdzieś.

  • Pingback: Czytniki e-booków – recenzje internautów «()

  • @TesTeq – nie prowadze porownań miedzy Nook, Kindle i eClicto poniewaz pierwszych dwoch czytnikow nie mialem okazji testowac a nie lubie opinowac cos z czego sam nie korzystalem. Tylko tyle :)

  • Pingback: eClicto w akcji « Testy konsumenckie 2.0()

  • Chodzi mi o sytuację w której z dziwnych przyczyn nie obsługiwane są formaty: txt, doc, rtf, wspierane tylko DRM a z drugiej strony mogę wrzucić piracką kopię Harrego Pottera w PDFie i na eClicto to wyświetlę. Mnie to dziwi – albo zamykamy możliwość dodawania własnych aplikacji ręcznie (AppStore) albo dajemy wolną rękę.

    Jeśli chodzi o wsparcie dla formatów, to tak jak pisałem u siebie — uważam ograniczenie się w praktyce wyłącznie do ePub i PDF za sporą porażkę. Ktoś na konferencji powiedział, że liczba książek w formacie TXT czy RTF jest znikoma. Nie brał najwyraźniej pod uwagę stron z twórczością początkujących autorów. Udostępnianą za darmo, często całkiem dobrej, no i w różnych językach.

    Natomiast możliwość wrzucania własnych plików być musi. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł kupić czytnik, który nie pozwoli mi na wrzucenie moich własnych notatek, stron przekonwertowanych do takiego formatu etc. Mam tego sporo w telefonie, więc pewnie miałbym i na czytniku.

  • Pingback: eClicto w testach - WebFan()

  • nie no, panowie – w czym problem, aby przekonwertować plik txt czy rtf do pdfa jesli eclicto supportuje pdf…? stawiam znak zapytania bo z tego co znalazlem w necie są różnice pomiedzu epub a pdf i eclicto jest bardziej dostosowany do epub niz pdf.

  • Pingback: Kolporter szykuje nowe eClicto | Eksiazki.az.pl - książki elektroniczne, darmowe ebooki, audiobooki()

  • Pingback: Dlaczego iPad wygra z czytnikami ebooków - Apple Blog()

  • Pingback: Nie kupujcie iPada. Nie ma po co. | AK74 - Artur Kurasiński blog (cc) 2007-2010()

  • Pingback: Co inni spieprzyli w tym roku? | AK74 - Artur Kurasiński blog (cc) 2007-2010()

  • Pingback: eClicto – czytnik straconej szansy | Świat Czytników()

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę