Szukaj
Zamknij

Mamy prawo do dopalaczy

Rząd na szybko zmienia prawo, adwokaci nie chcą (na razie) bronić właścicieli sklepów z dopalaczami, media nakręcają histerię a o dopalaczach jeśli do tej pory jeszcze jakimś cudem ktoś nie słyszał to teraz już wie i pewnie zajrzy tam żeby zobaczyć o co tyle krzyku…

Jestem przeciwny delegalizowaniu dopalaczy w taki sposób w jaki to chce zrobić rząd. Po pierwsze ponieważ jest to naginanie prawa (nawet jeśli ma to służyć dobru społecznemu) po drugie nie widzę pozytywnych skutków związanych z zamknięciem sklepów i rozgonieniem klienteli. Serio.

Dopalacze mają najlepszy czas antenowy o jakim mogą pomarzyć twórcy kampanii reklamowych. Teraz już na pewno każde dziecko będzie chciało pójść i zamiast flaszki taniego wina wciągnąć coś z „klasera”. Reklama dźwignią handlu. Wiadomo czemu ten krzyk – idą wybory można zapunktować w sprawie „ważnej dla społeczeństwa”. Najlepiej zrobić groźną minę, wciągnąć powietrze i powiedzieć, że zamknie się to „całe zło” raz na zawsze.
(można użyć też słów już znanych: „Już nikt nigdy przez tego Pana życia pozbawiony nie będzie”).

Otóż guzik prawda. Niczego nie zmieni poza tym, że klienci ponad 1000 sklepów (!!) w Polsce trafią z powrotem do dilerów sprzedających podobnej klasy gówno tyle, że kompletnie „poza radarem” i w szarej strefie, która ma gdzieś płacenie podatków.

Z oficjalnych doniesień medialnych: 3 osoby zmarły, 300 hospitalizowano z powodu skutków zażywania dopalaczy (to podejrzenie). Dla porównania ile zanotowano przypadków śmiertelnych wynikających ze spożywania alkoholu sprzedawanego przez koncesjonowane przez państwo sklepy? A ile osób zmarło albo będzie umierało od palenia tytoniu z banderolą ministerstwa skarbu? A w wyniku spożycia grzybów? Kilka tysięcy razy więcej?

Powiedzmy to sobie szczerze – nie ma żadnych dopalaczy. Są narkotyki, suplementy diety, leki i cała masa środków z których można zrobić produkt wpływający na stan zdrowia człowieka. Dopalaczem może być proszek do prania (smażony na patelni), yerba mate, nawóz sztuczny, klej modelarski czy film porno.

„Dopalaczem” może być wszystko bo złożona jednostka jaką jest człowiek może uzależnić się od wszystkiego. Problem w tym, że w takich środków jest ogromna, olbrzymia ilość. Ludzkość od zarania dziejów bez pomocy techniki zbierała, gotowała, mieliła, wdychałam i jadła to co rosły w ziemi – część produktów okazywała się dość specyficzna w odbiorze, że zaczęto ich używać w celach rozrywkowych.

Możemy zatem mówić o zamknięciu konkretnych sklepów ale nie likwidacji „dopalaczy” rozumianych jako substancje psychoaktywne. To nie jest możliwe bo oznaczałoby wycofanie 90% produktów z legalnego obiegu. W najlepszym razie cały biznes zejdzie do podziemia. Czy rząd naprawdę nie ma mechanizmów kontroli innych niż gwałtowna zmiana prawa?

Dam przykład. Bazując na durnym prawie, które mi jako właścicielowi apteki internetowej każe monitorować transport każdego opakowania na przykład aspiryny (chłodnia, oddzielne pomieszczenie w środku transportu), zapisać imię, nazwisko (oraz dbać aby pacjent po otrzymaniu leku mógł się skontaktować z farmaceutą).

Wprowadzone zmiany w polskim prawie były motywowane chęcią „ochrony rynku farmaceutycznego przed wprowadzaniem podróbek substancji leczniczych z nieznanych źródeł”.

Jakaż ironia losu sprawiła, że kiedy e-apteka nie może sprzedać leku (tej samej aspiryny, którą możesz kupić na stacji benzynowej gdzie opakowanie może leżeć lata w pełnym słońcu) bez kontroli a narkotyki i substancje uzależniające są legalne i dostępne na życzenie. W każdym większym mieście w Polsce. W kraju w którym alkohol i papierosy sprzedawane są tylko „pełnoletnim obywatelom”.

A może tak – każda osoba sprzedająca towar MUSI wydobyć od osoby kupującej jej dowód tożsamości. Każdy sklep MUSI prowadzić ewidencję i udostępnia ją na żądania choćby SANEPIDU. Sprzedaż może się odbyć tylko w sklepie certyfikowanym, podlegającym kontroli pod kątem jakości towaru i jego właściwości.

Osobom poniżej wieku X nie wolno sprzedać (wiem, 90% obejdzie ten zakaz ale dobre i to). Każda substancja sprzedawana w takim sklepie MUSI mieć podany skład chemiczny. Efektem będzie informacja, że obywatel X przewieziony do szpitala po zażyciu substancji Y jest obsłużony bo wiadomo co i gdzie kupił. Tyle pomysłu i teoretyzowania – to nie zatrzyma biznesu „dopalaczowego” ale przynajmniej pomoże w ratowaniu ludzi, którzy zażywają te substancje.

Nie rozumiem nadal jednej rzeczy – jak to się dzieje, że jeśli ja prowadząc sprzedaż leków muszę monitorować tabletkę aspiryny to facet sprzedający dopalacze potencjalną truciznę robi to bez jakiejkolwiek kontroli? Gdzie było państwo, kontrole z GIFów (które potrafią wlepić mandat za ukruszony podjazd do apteki w imię dobra pacjenta!), Ministerstwo Zdrowia, Urząd Skarbowy?

Wracając do sedna – pozwalając zmienić prawo w taki sposób sami sobie kręcimy bicz na własny tyłek. Raz użyta w taki sposób sprawiedliwość (a łamiące prawo i jadące po bandzie) będzie łatwym kąskiem dla innych ekip. „Pamiętacie jak walczyliśmy z dopalaczami? No to teraz jest tak samo tylko, że musimy zrobić to jeszcze lepiej. W imię Waszego dobra oczywiście drodzy obywatele!” – boję się takich łatwych porównań, szybkich uchwał w Sejmie nad ranem a po kilku latach procesów i łamania komuś kariery i życia jakiś średniego szczebla urzędas wyduka „przepraszamy, ale to nie nasza wina, że Pan Kowalski został zatrzymany w areszcie przez 3 lata”.

Dopalacze są wszędzie. Był i będą. Każdy student przed sesją sam sobie robi „dopalacze” z kawy, pobudzaczy sprzedawanych bez recepty czy specyficznych gatunków kaw czy herbat. Wypite w nadmiernej ilości napój energetyzujący też podpada pod definicję dopalacza. Każdy z nas wie jak „podkręcić” swój organizm, jak go otumanić i jak się wyluzować. Jego prawo czym się zabija byle to nie wpływało na mnie.

Mam prawo się zabijać jak chce – jedząc za dużo tłustego mięsa, nie uprawiając sportów, nie badając swoich piersi i macicy, biorąc narkotyki i pijąc alkohol. Mam wolną wolę i jeśli nie przekraczam prawa to zostawcie mnie w spokoju jak i moje uzależnienia.

Skutki społeczne? Statystycznie ilość osób umierających na zawał spowodowany zbyt wysoką ilością cholesterolu jest X razy wyższa niż odsetek ludzi umierających w wyniku przedawkowania narkotyków. Rozbijanie więzi społecznych, anomia? Biorąc pod uwagę same wypadki drogowe spowodowane wpływem alkoholu powinniśmy od razu wieszać na drzewie każdego, kto przyznaje się do picia i prowadzenia pojazdu. Prewencyjnie.

Słyszałem, że na fali przestępstw związanych z użyciem maczet i noży ma nastąpić zmiana prawa w wyniku której nie będzie można kupić maczety w sklepie bez pozwolenia. Kiedy wdałem się w dyskusje żoną na ten temat dowiedziałem się, że w Polsce nie mogę pójść do sklepu i kupić kija bejsbolowego ponieważ państwo i prawo traktuje ten przedmiot jako broń.

Czy oznacza to, że kolekcjoner sportowy dostanie wyrok jak przestępca złapany z pistoletem? Co jeśli okaże się, że w moim mieszkaniu policja znajdzie suplement diety w skład którego wchodzą substancje „z listy dopalaczy”?

Jeśli prawo polskie zmieni się to ja apeluję również o zatrzymanie dystrybucji syropów na kaszel np. Tussipect (zawierających efedrynę), napoju Coca-Cola (kofeina), wszystkich napojów energetyzujących (tauryna), większość ziół i chwastów (np. bieluń dziędzierzawa), podtlenku azotu, czekolady, World of Warcraft, porno i parę innych wynalazków, leków i powszechnie dostępnych substancji zmieniających stan zdrowia, wpływających na świadomość a zażywanych w większych dawkach prowadzących do zgonu.

A na końcu zmodyfikujmy sobie wszyscy poziom adrenaliny w organizmach obywateli – podwyższony poziom tego hormonu jest bardzo niebezpieczny. I będziemy mieli raj na ziemi.

  • Oprócz zbliżających się wyborów i chęci zapunktowania w społeczeństwie, hałas wokół dopalaczy jest jeszcze IMHO pomysłem na odwrócenie uwagi opinii publicznej od dziury budżetowej, rosnącego długu publicznego i paru innych problemów gospodarczych kraju.

  • Fajna notka.
    Warto zauważyć również, że nawet jeśli wybiją polskich sprzedawców to mamy UE i sklepy internetowe w Austrii, w których pełno ludzi kupuje te produkty kolekcjonerskie. :-)

  • @Krasus – Marcin mysle, ze akurat tym razem to znowu PO dostalo goracy kartofel i musi szybko cos z nim zrobic. Dopalacze naprawde staly sie zbyt widzialne na kazdym kroku…

  • @Marcin – no wlasnie, nawet tego nie pisalem. Przeciez zawsze moge droga pocztowa slac z kraju w ktorym dopalacze sa legalne (np. UK) do Polski. Tu nie nastepuje sprzedaz a przepis o posiadaniu narkotykow (jesli zdecyduja sie do wrzucenia tam dopalaczy) laskawie PO nam ucywilizowalo. Nie ma jak zatrzymac dopalaczy. Trzeba je wciagac w normalny obieg. Tak samo jak prostytuki i trawe! :)

  • Bardzo fajna notka. I zbieżna z tym co myślę :) BTW wiesz jak bardzo denerwujące sa blogi w których nie ma przycisku LIKE? ;)))

  • „Facebook like” plugin By Ahmed Hussein. Sprawdzony, działa, 10 sekund roboty.

  • dobra zainstalowalem ale jestem lama – jak go uruchomic?

  • 1. Dopalacze mają działanie podobne jak narkotyki, więc powinny być zdelegalizowane. Bardzo sensowny wydaje mi się tu pomysł PiS-u, by każdy dopalacz musiał przechodzić badania, etc.
    2. Sprzedaż przeniosłaby się do podziemia, ale wtedy można by ją legalnie zwalczać, a teraz nie można.
    3. Prawda, że nikotyna i alkohol też zabijają, ale mają mniej szkodliwy wpływ niż dopalacze, więc zrozumiałem, że są legalne. Poza tym wiadomo jak wpływają na człowieka, jak leczyć w razie nadużycia, etc, a w odniesieniu do dopalaczy mało wiemy.
    4. Prawda, że naszych oczach premier Tusk odgrywa spektakl, a co bardziej spostrzegawczy widzą to już od 3 lat, że to jest aktor, którego celem jest władza sama w sobie, a nie jako narzędzie do wprowadzania jakichś zmian.

  • Nie rozumiem nadal jednej rzeczy – jak to się dzieje, że jeśli ja prowadząc sprzedaż leków muszę monitorować tabletkę aspiryny to facet sprzedający dopalacze potencjalną truciznę robi to bez jakiejkolwiek kontroli?

    To jest dość proste — Ty sprzedajesz produkty spożywcze, on korzysta z luki prawnej i sprzedaje materiał kolekcjonerski. Taki sam, jak znaczki, monety i cholera wie, co jeszcze. Mógłbyś spokojnie prowadzić sprzedaż lekarstw do kolekcjonowania na takiej samej zasadzie, jak prowadzone są sklepy z dopalaczami. Tyle że wtedy raczej nie byłbyś atrakcyjny ani dla dotychczasowych odbiorców, ani dla młodocianych palantów chcących coś przyćpać.

    Gdzie było państwo, kontrole z GIFów (które potrafią wlepić mandat za ukruszony podjazd do apteki w imię dobra pacjenta!), Ministerstwo Zdrowia, Urząd Skarbowy?

    Kontrole były, niewiele dały. Jeśli prawnicy przygotują Ci listę rzeczy do zrobienia, a księgowi pouczą jak prowadzić księgi, to wszelkie te instytucje mogą Ci skoczyć na warsztat. Jedne nie mają prawa do kontroli, innym przedstawiasz takie papiery, że nie mają się do czego przyczepić. I gdyby nie ów „Tajfun”, to nadal mogłyby skoczyć, bo nie byłoby masowych zgłoszeń o zatruciach, które posłużyły za pretekst do akcji Sanepidu.

    PS. Trzeba było obejrzeć wczorajszą konferencję prasową Ministerstwa Sprawiedliwości. Była tam m.in. mowa o tym, że osoby sprzedające dopalacze poza granicami Polski też mogą być ścigane.

    PS2. Jestem bardzo ciekaw, jaką ripostę przygotują prawnicy pracujący dla branży dopalaczy i na jakie przepisy będą się powoływać. Zapas piwa mam, jakieś chipsy do przegryzania też, chętnie pooglądam ;)

  • Sławomir:
    1. Dopalacze mają działanie podobne jak narkotyki, więc powinny być zdelegalizowane.

    A wszyscy powinni być piękni, zdrowi i bogaci. Nasz dzielny parlament może uchwalić nawet to, że Ziemia jest płaska, ale od samej uchwały czy delegalizacji problem nie zniknie.

    Sławomir:
    Bardzo sensowny wydaje mi się tu pomysł PiS-u, by każdy dopalacz musiał przechodzić badania, etc.

    Przykro mi, ale to kolejny projekt pisany na kolanie pod publiczkę. Tak jak Artur napisał — dopalacze w obecnej postaci nie różnią się z perspektywy handlowej od rozpuszczalnika czy butaprenu. Tych też żreć nie można, a ludzie się nimi narkotyzują od lat. Jeśli ustawa będzie nierówno traktować producentów czy produkty nieprzeznaczone do spożycia, to będzie mogła zostać zaskarżona. A jeśli zrobi wyjątek dla klejów etc., to dopalacze zaczną być sprzedawane jako klej. I nie jest istotne, że zawartością można sobie najwyżej skleić powieki na amen, klienci się znajdą.

    Sławomir:
    2. Sprzedaż przeniosłaby się do podziemia, ale wtedy można by ją legalnie zwalczać, a teraz nie można.

    Tak, jak zwalczane są narkotyki? Z podobnymi sukcesami? Tworzenie kolejnej fikcji tylko po to, żeby zabłysnąć przed wyborcami? Po co?

    Sławomir:
    3. Prawda, że nikotyna i alkohol też zabijają, ale mają mniej szkodliwy wpływ niż dopalacze, więc zrozumiałem, że są legalne.

    Serio? Obawiam się, że znaczna część tego zielska jest mniej groźna, niż kilka flaszek obalonych przez małolata.

    Sławomir:
    Poza tym wiadomo jak wpływają na człowieka, jak leczyć w razie nadużycia, etc, a w odniesieniu do dopalaczy mało wiemy.

    I to jest chyba jedyne zdanie, które mogę uznać za sensowne i z którym mogę się zgodzić.

    Sławomir:
    4. Prawda, że naszych oczach […]

    Po cholerę ta agitka?

  • @Mikołaj: przyjmuję krytykę, co więc lepszego proponujesz w ramach zwalczania dopalaczy, chyba że uważasz, że obecna sytuacja jest prawidłowa?

  • @Mikołaj

    ad. 1 Wiadomo, że od samej delegalizacji problem nie zniknie, ale na pewno pomoże to zwalczać dopalacze, bo na razie jest to utrudnione.

    ad. 2 Tak, tak, jak narkotyki, czyli nieudolnie, ale jednak czasem kogoś się złapie. Lepiej czasem kogoś niż nikogo.

    ad. 3 Etykietując sensowną i prawdziwą wypowiedź mianem „agitki” w niczym nie zmieniasz jej trafności. A zdanie wypowiedziane po to, żeby podsumować aspekt polityczny tematu „Dopalacze”

  • Jak już pisałem u siebie a sprowadza się do podsumowania:

    1. Dopalacze są efektywne medialnie i powodują widowiskowe „zejścia” – tępić.

    2. Fajki zabijają w kilkadziesiąt lat, nie ma tego „efektu” widowiskowego – koncerny są bezpieczne.

    Albo na równi traktujemy wszystkie szkodliwe używki albo nie czepiajmy się dopalaczy.

  • Nie mam nic przeciwko zdelegalizowaniu coca-coli, hamburgerów, i tłustej golonki. Moje składki idą na leczenie ludzi chorych na cukrzycę, miażdżycę itd. I oczywiście zakazać papierosów oraz ograniczyć spożycie % w narodzie. Tak, to byłby raj na ziemi dla mnie.

  • @lavinka

    Jak bym wskazanych przez Ciebie rzeczy nie delegalizował, bo bez nich życie jest smutniejsze. A co do składek, to powinny być dobrowolne ubezpieczenia. Płacisz masz opiekę, nie płacisz-nie ma!

  • Sławomir:
    ad. 1 Wiadomo, że od samej delegalizacji problem nie zniknie, ale na pewno pomoże to zwalczać dopalacze, bo na razie jest to utrudnione.

    Na pewno to taki przepis będzie martwy, cała reszta to przypuszczenia. Przy czym mając przykład martwego prawa dotyczącego handlu narkotykami nie wprowadzałbym kolejnego o analogicznej skuteczności. To zwyczajne psucie prawa.

    Sławomir:
    ad. 2 Tak, tak, jak narkotyki, czyli nieudolnie, ale jednak czasem kogoś się złapie. Lepiej czasem kogoś niż nikogo.

    Guzik prawda. Uchwalanie złego i martwego prawa jest groźniejsze dla kraju, niż brak przepisów. Albowiem martwe i powszechnie lekceważone przepisy sugerują, że wszystkie pozostałe przepisy można traktować w taki sam sposób. To jest podkopywanie szacunku do prawa, co dla każdego państwa kończy się źle. Od razu dodam, że tego szacunku nie da się wymusić ani indoktrynacją, ani policyjną pałą, ani kolejną piękną ustawą.

    Sławomir:
    ad. 3 Etykietując sensowną i prawdziwą wypowiedź mianem “agitki” w niczym nie zmieniasz jej trafności. A zdanie wypowiedziane po to, żeby podsumować aspekt polityczny tematu “Dopalacze”

    Jassssssssssne… „prawda”, „sensowna i prawdziwa wypowiedź”, „trafna”… To są chwyty wmawiające czytającemu, jaką ocenę ma wystawić poglądom następującym po tych chwytach. Chwyty ładne, tyle że nieskuteczne — robienie z ludzi idiotów ma dość krótkie nogi. Jeśli więc nie będziesz wrzucał ideologii do dyskusji o realnym problemie, będę zobowiązany.

    Sławomir:
    co więc lepszego proponujesz w ramach zwalczania dopalaczy, chyba że uważasz, że obecna sytuacja jest prawidłowa?

    Nie jest prawidłowa. Co nie oznacza, że mam w rękawie kilkanaście doskonałych rozwiązań na każdą okazję, nie jestem politykiem.

    Jeśli zaś pytasz, co _ja_ bym zrobił, to odpowiadam: warunkowo zalegalizował. Przy czym warunki ustawiłbym następujące:

    1. Produkcja wyłącznie po uprzednim przebadaniu składników, przez firmę objętą nadzorem takim samym, jak producenci farmaceutyków. Żadnego mieszania w pralce „Frania” składników wrzucanych z worka szufelką do węgla.
    2. Produkcja wyłącznie z przebadanych i znanych środków pochodzenia naturalnego. Zero syntetyków.
    3. Towar dokładnie opisany, łącznie ze skutkami ubocznymi oraz metodami pierwszej pomocy i numerami alarmowymi.
    4. Sprzedaż wyłącznie osobom pełnoletnim, w aptekach, pod kontrolą i za rejestracją nabywców.
    5. Zero sprzedaży wysyłkowej i dowozu do domu, natomiast sprzedaż może być 24/7/365, podobnie jak fajki czy gorzała.
    6. Całość oczywiście solidnie opodatkowana, żeby sami kupujący finansowali swoje leczenie.
    7. Jako element całości wprowadzenie zajęć uświadamiających, czym branie prochów grozi. Podobnie jak czym grozi palenie czy picie. I nie na zasadzie nudnego marudzenia o marskości wątroby, bo tego żaden dzieciak nie zrozumie. Szereg organizacji wypracowało całkiem niezłe metody edukacyjne i nie trzeba odkrywać koła od nowa.

    Dopiero po takiej warunkowej i koncesjonowanej legalizacji można wprowadzać restrykcje dla tych, którzy te zapisy omijają. Mamy bowiem jasny podział na rzeczy legalne i nielegalne. Wiadomo, jakie warunki należy spełniać, żeby prowadzić produkcję, handel i sprzedaż, jak też co trzeba zrobić, żeby towar zakupić. Kto tych zapisów nie przestrzega, niech idzie siedzieć, niech traci majątek etc.

    To rozwiązanie jest dalekie od ideału i oczywiście nie zapobiegnie narkomanii. Ma jednak dwie zalety: jakoś problem ucywilizuje, a przy okazji zapewni wpływy do budżetu.

  • @Mikołaj

    Gwarantuję Ci, że po wprowadzeniu choćby połowy z Twoich warunków całość przeniosłaby się do podziemia, czyli efekt taki, jak delegalizacja.

  • Wydaje mi się, że w całym ww. rozumowaniu jest pewna luka.
    Otóż nadużyciem jest porównywanie „dopalaczy” do pospolitych substancji typu klej, rozpuszczalnik itp. Zasadnicza różnica polega na tym, że tych ostatnich nie sprzedaje się w specjalnych sklepach, puszczając oko do małolata pt „kolekcjonuje się przez papierową rurkę”. Nóż kuchenny lub siekiera, mimo swoich teoretycznie śmiercionośnych możliwości, nie są jednak sprzedawane w sklepach z bronią.
    Pomysł z delegalizacją chyba jednak nie wypali, bo lista rozmaitych środków będzie poszerzać się dynamicznie.
    Dlatego właśnie osobiście popieram to co się dzieje, bo tępiona jest _forma_ sprzedaży czyli udostępnienie gówniarzerii szkodliwych substancji „na talerzu” z wyraźną sugestią spożycia.

  • pewien gość

    Teraz zaczynacie ich bronić, ale u mnie w mieście były to jedne z większych źródeł z których pochodziły prawdziwe narkotyki – od marihuany na heroinie kończąc. I tak, dobrze ze ich nie chcą bronić.

  • paula

    To zabawa w cicuciubabkę, bo inwencja i możliwości chemików są duże. Narkotyki były, są i będą. Prohibicja nie jest żadnym rozwiązaniem, więc założenie, że delegalizacja pozwoli na skuteczną walkę z narkomanią jest trochę naiwna. Co najmniej. Poza tym, jeżeli prawo na równi traktuje wszystkie narkotyki, to wrzuca je do jednego worka. Więc nie robi różnicy handlarzom czym handlują. Jeżeli chodzi o nastolatki, to z tego, co pamiętam większe wrażenie na mnie robiła informacja, że od heroiny można się uzależnić po jednym zażyciu, niż to, że można za jej posiadanie iść do więzienia. Zresztą – zabronić czegoś nastolatkom :) Jasssne, to zawsze działa.

  • GiX

    E tam – „sranie w banie” jak to mówią. Wiadomo, po co sprzedawane są dopalacze, wiadomo, że nie w celach kolekcjonerskich. Stan aktualny to naigrywanie się z prawa i uczenie młodzieży kombinowania i jego obchodzenia już od najmłodszych lat.
    IMHO: zakazać sprzedaży, wprowadzić przepis, że każdy taki (czy inny) specyfik dopuszczony na nasz rynek musi przejść badania sprawdzające wpływ na organizm człowieka itp. Podobnie jak to jest lekami.
    Jeśli są jakoweś „nieszkodliwe” substancje tego typu to sprzedawać w aptekach. Jaki jest sens sklepów z dopalaczami? Nikt nie tworzy przecież osobnych sklepów specjalizujących się np. w lekach leczących przeziębienie…

  • Jakub

    Brawo Artur! Mam takie samo zdanie na ten temat jak Ty – dobrze że są jeszcze samodzielnie myślący ludzie w tym kraju:)

    Dla uzupełnienia polecam ten art.:

    http://nczas.home.pl/wiadomosci/polska/dopalacze-czyli-o-wyzszosci-mafii-nad-panstwem-opiekunczym/

  • Sławomir:
    A dlaczego uważasz, że narkotyki mają być nielegalne, a ludzie je używający wieszani na najbliższej latarni?

    Narkotyki nie są złe, wręcz przeciwnie.
    To NIEKTÓRZY ludzie je niewłaściwie używają.

    Nie wiem czy masz świadomość, że będąc za nielegalnością narkotyków odpowiadasz za kilkadziesiąt tysięcy zabitych ludzi rocznie – tych przypadkowych, normalnych przechodniów, o dilerach, producentach itd. związanych z bandytką narkotykową nawet nie wspomnę.

    Pytasz jaki sposób? Bardzo prosty – pełna legalizacja narkotyków tak jak to było do początków XX wieku zanim USA nie poszły w wojny opiumowe a potem w totalitaryzm ideologiczny.
    Dzięki legalizacji zniknie cała bandytka z tym związana, upodlenie ludzi – prostytuowanie się – oraz zagrożenie dla reszty – kradzieże, napady itd.
    Zniknie oferowanie narkotyków przez dilerów z ławki szkolnej, parkowej czy krzesła obok w barze – bo zniknie cały nielegalny handel, zyski i powody.
    Będą brać tylko Ci co zechcą, kupią sobie w aptece za grosze. W każdym społeczeństwie jest grono ludzi, które chce tylko coś spróbować, które chce się okazjonalnie (od święta) wynieść ponad szarzyznę – – i na tym się kończy – oraz tacy, którzy nie radzą sobie ze okrucieństwem i zgrozą istnienia i tego świata inaczej niż ćpając.

    Jedynym powodem, dla którego NIEKTÓRE narkotyki są nielegalne jest tylko to, że nie da się ich obłożyć akcyzą, a są konkurencją dla alkoholu i nikotyny. Które to narkotyki są legalne bo przynoszą Władzom gigantyczne zyski.

    Więc ponowię swoje pytanie – dlaczego TY uważasz, że narkotyki mają być nielegalne.

  • A może przy okazji zalegalizujemy morderstwo, gwałt i kradzież?
    Jak się bawić, to na całego.
    Wybacz Arnold, ale to są brednie. Osobiście znam kilka osób, które „tylko chciały spróbować”. Jednych już nie ma, inni stracili wszystko.

  • Marcin

    @pejot – napisałeś taka bzdurę że.. ręce opadają – jakie dla człowieka który spróbował narkotyków ma znaczenie jego legalność/nielegalność? Jak widzisz to że coś jest nielegalne nie sprawia że ludzie nie umierają, tak jak wszelkie nakazy i zakaz nie spowodują zmniejszenia idiotów na drodze.
    Szczerze to bawią mnie wypowiedzi o nielegalizowaniu czegoś tylko dlatego że kilka osób robi na tym gigantyczne pieniądze..

  • Artur – sorry ale chyba ten tekst napisałeś po jakimś dopalaczu.

    Porównujesz skurwysynów i ich narkotyki do Coca Coli tylko dlatego że cwaniaki wykorzystują luki w prawie?

    Jasne teraz wszyscy jadą po bandzie chcąc pokazać, jacy są wspaniali przed wyborami. Jasne prawo pisane na kolanie jest złe.

    Ale jak słyszę kretynizmy o tym, że każdemu powinno być wolno decydować o tym co robi to krew mnie zalewa.

    Może zalegalizujmy dopalacze i będą je sprzedawać nieletnim tak samo jak wódkę i fajki (bo tego też państwo nie potrafi kontrolować). No a za sprzedaż pod szkołą będzie najwyżej mandat 500 PLN?

  • $pejot
    „Wybacz Arnold, ale to są brednie. Osobiście znam kilka osób, które “tylko chciały spróbować”. Jednych już nie ma, inni stracili wszystko.”

    Czy w tym czasie kiedy Twoi znajomi tracili wszystko lub umierali z przedawkowania narkotyki byly legalne? Nie byly oczywiscie. Czy to im pomoglo w czymkolwiek? Chyba tyle, ze zamiast isc do sklepu musieli sie kontaktowac z szemranymi typami. Moze bardziej byloby im wstyd wejsc do sklepu z szyldem „Zielono mi” (bo zobaczy ich sasiadka) niz umowic sie w ciemnym zaulku z dilerem.

  • Dominik

    No jeszcze trochę (kwiecień 2011) i zwykłe zioła i naturalne substancje lecznicze również będą uznane za nielegalne…

  • d_n_s

    Problem jest 1 – brak definicji DOPALACZE. Od tego wszystko zaczęło się i zakończy, a regulacje są wskazane.

  • Grzegorz:

    To, że ktoś znalazł lukę w prawie i działa na jego granicy, w żadnym wypadku nie uprawnia *organów państwowych* do robienia tego samego. Państwo, w którym cel uświęca środki to państwo totalitarne, w którym prawo obowiązuje tylko obywateli i można je chwilowo wyłączyć „w słusznej sprawie”.

    Choćby ci goście na antenie Domowego Przedszkola obdzierali słodkie szczeniaczki ze skóry, powinno się im pokazać, że sprawiedliwość triumfuje, a nie, że prawo w dupie mają obie strony. Ta szopka, którą oglądamy ostatnio, to nic innego, jak osobiste porachunki prezydenta i premiera z konkretną marką sklepów.

    Kiedy GIF wydaje decyzję o wycofaniu leku z dalszego obrotu, nie organizuje szeroko zakrojonej akcji we współpracy z policją. Nie wkracza o tej samej godzinie do wszystkich aptek w kraju i nie plombuje ich z tej okazji do wyjaśnienia, wydając tymczasowy zakaz prowadzenia działalności.

    Co do zaś kwestii metody zwalczania, to muszę się przychylić do zdania, że najprostsza jest legalizacja narkotyków. Dopalacze oscylują w okolicach 50 PLN. Jeden gram trawy kosztuje w obrocie pozaprawnym jakieś 30 PLN. Jego wytworzenie to jakieś 0,50 PLN. Nawet, jeśli pomnożymy cenę dziesięciokrotnie i dodamy do tego akcyzę, otrzymamy cenę absurdalnie niską w porównaniu z obecną.

    Znika konieczność popełnienia przestępstwa, znika ryzyko, znikają w związku z tym ogromne marże kolejnych pośredników. Taka cena po pierwsze deklasuje jakiekolwiek substytuty, a po drugie czyni jakikolwiek nielegalny import cenowo nieatrakcyjnymi.

    Przede wszystkim jednak istotna jest sama legalność procederu. Jeśli ludzie nie mają ciągłej świadomości bycia przestępcami, nie zachowują się jak przestępcy. Spodziewam się po pierwsze mniejszego spożycia narkotyków (owoc przestając być zakazanym traci część swego uroku), a po drugie niższy odsetek innych przestępstw i wykroczeń. Ponieważ pieprzę głupoty, proponuję zapoznać się bliżej z problemem narkomanii w takiej choćby Portugalii.

  • @Marcin

    „@pejot – napisałeś taka bzdurę że.. ręce opadają – jakie dla człowieka który spróbował narkotyków ma znaczenie jego legalność/nielegalność?”

    Dla tych, którzy koniecznie chcą sobie spieprzyć życie lub już to zrobili faktycznie nie ma to znaczenia. I tak spróbują.
    Chodziło mi o tych, którzy nie próbowali, ale dzięki powszechnej dostępności (po legalizacji) będą to mieli na każdym rogu i może się skuszą (a co, spróbuje sobie, wszyscy mówią, że takie fajne i nawet w TV reklamowali przed dobranocką). Jakoś nie chce mi się wierzyć, że legalizacja spowoduje spadek zainteresowania. Może być odwrotnie.

  • jed

    Tylko ze motyw jest taki ze dopalacze jeszcze bardziej ryją banie takiemu debilowi niz trawsko, mowcie co chcecie ale mnie osobiscie wkurzaja te malolaty, idziesz do sklepu se przycpac a gdzie inwencja tworcza kreatywnosc , wszystko podane na tacy;)

  • pejot:
    Ale po co ta histeria?
    Za stary jestem i zbyt wykształcony byś mi próbował wmawiać, że jak ktoś weźmie okazjonalnie jakiś narkotyk to już jest martwym narkomanem.
    Jakoś do XX wieku nikt tego nie bronił ludziom a jednak istniejesz. Nie doszło do zagłady ludzkości.

    No i czy nie odróżniasz gwałtów, morderstw i kradzieży od naćpania się nikotyną, alkoholem, albo kokainą czy marihuaną?

    Palisz papierosy albo pijesz piwo, wino, wódkę? To masz natychmiast przestać. Zabraniam Ci!
    Jakim prawem?
    A jakim prawem Ty chcesz innym zabronić spożywania tego co chcą?

    Grzegorz Marczak:
    „Ale jak słyszę kretynizmy o tym, że każdemu powinno być wolno decydować o tym co robi to krew mnie zalewa. ”

    Bo?
    Chcesz decydować o tym co ja mogą jeść, pić, słuchać, oglądać, czytać, co robić pod kołdrą itd.?
    O czym jeszcze?

    Nie dostrzegasz, że to podbicie cen narkotyków powoduje ich powszechną dostępność w szkolnych ławkach?

    Nie dostrzegasz, że to robienie z papierosów i alkoholu wielkiego tabu, casusu dorosłości napędza najpierw dziecięcych klientów a potem dorosłych producentom tych narkotyków?

    Jako dziecko, od małego, chodziłem do sklepiku i kupowałem rodzicom papierosy, wino, piwo – a mimo to nigdy nie paliłem, nie piłem, nie wąchałem butaprenów itp., nie łykałem, nie wciągałem, nie wkłuwałem ,
    nie uzależniłem się nawet od kawy czy czekolady.
    Dlaczego? Bo u mnie w domu nie było to tabu, nie robiono z tego histerii, nie było to przekroczeniem progu dorosłości, buntu, a podczas wychowania pokazano mi jak wyglądają uzależnieni i dla mnie osoby „biorące/pijące/palące” były słabymi psychicznie debilami a nie KIMŚ.

    Arek

  • Arnold, manipulujesz pojęciami jak cyrkowiec. Idź do jakiejś szkoły i rozdaj dzieciakom po paczce extazy. W końcu to ich konstytucyjne prawo mieć odlot.

    Alkohol jest dostępny powszechnie, czy przez to zmniejszył się problem alkoholizmu?
    Nie rozumiesz jednej sprawy. Nie chcę nikomu niczego zabraniać. Chciałbym tylko ograniczyć/zlikwidować dostęp, który poprzez „mądre sklepy” jest ułatwiony.

    A to , że zostałeś dobrze wychowany, żeby pomimo ilości złych pokus jakoś wyjść na ludzi to zasługa Twoich rodziców, a nie jakiegoś tabu.

  • @ Arnold Buzdygan

    „Sławomir:
    A dlaczego uważasz, że narkotyki mają być nielegalne, a ludzie je używający wieszani na najbliższej latarni?”

    Nielegalne, bo niszczą zdrowie, więzy rodzinne i uzależniają. Wszystko to w dalece większym stopniu niż alkohol. Oczywiście z zachowaniem proporcji i rozsądku, bo jeden joint jest lepszy, niż 2 litry wódki. Nie gadaj głupot o wieszaniu na latarni, bo metoda obśmiewania rozmówcy jest dobra w przedszkolu.

    „Narkotyki nie są złe, wręcz przeciwnie.
    To NIEKTÓRZY ludzie je niewłaściwie używają”

    Narkotyków nie można w przeciwieństwie do noża kuchennego czy spirytusu używać dobrze. Każde użycie jest złe. Mniej lub bardziej, ale jednak. No niszczy zdrowie, etc.

    Nie wiem czy masz świadomość, że będąc za nielegalnością narkotyków odpowiadasz za kilkadziesiąt tysięcy zabitych ludzi rocznie – tych przypadkowych, normalnych przechodniów, o dilerach, producentach itd. związanych z bandytką narkotykową nawet nie wspomnę.

    „?Niby dlaczego Jeśli więc byłyby legalne, a przez to łatwo dostępne, to ludzie by ich nie brali? Jakoś w Holandii tak się nie stało.”

  • artur

    @Grzegorz –

    „Ale jak słyszę kretynizmy o tym, że każdemu powinno być wolno decydować o tym co robi to krew mnie zalewa.”

    Jesli chcesz aby ktos (panstwo, politycy, celebryci, duchowny przywodca) mowil co masz robic i jak sie zachowywac – uszanuje to. niemniej ja chce miec wiekszy margines wolnosci i swobody w ramach spoleczenstwa w ktorym zyje.

    Ciekaw jestem jak swoim dzieciom bedziesz wybijal z glowy sprawy picia wody, sztachania sie jointem – zabronisz im wychodzenia z domu, zainstalujesz kamere na ich glowach a moze porozmawiasz i bedziesz edukowal?

    Wierzysz w to, ze Twoje dzieci NIGDY nie siega nawet z ciekawosci po jakis produkt w stylu dopalacze / trawka?

    „Może zalegalizujmy dopalacze i będą je sprzedawać nieletnim tak samo jak wódkę i fajki (bo tego też państwo nie potrafi kontrolować). No a za sprzedaż pod szkołą będzie najwyżej mandat 500 PLN?”

    Nie chodzi o legalizowanie dopalaczy. Chodzilo mi o pokazanie, ze to z czego robione sa doplacze jest powszechnie dostepne i wystepuje w wielu innych prodiuktach. Delegalizowanie dopalaczy musi pociagnac za soba zmiany w farmacji i wielu innych dziedzinach. Ja nie chce zeby panstwo wycofalo mi szare mydlo bo wystepuje w nim srodkek, ktory tez mozna wykorzystac w dopalaczach.

    Jestem za legalizacja miekkich narkotykow, produkowanych przez panstwo w bezpiecznych warunkach i z wykorzystaniem sprawdzonych srodkow. Dopalacze pokazaly, ze jest zapotrzebowanie na 1000 sklepow w Polsce – to jest olbrzymia skala.

    Naprawde wiek jest bariera dla zakupu alkoholu i tytoniu? Slyszales o pijanych w sztok 10-12 latkach? Skad maja alkolol – wszystkim kupuja starsi koledzy?

    To czym sie truje, zabijam to moja prywatna sprawa dopoki mam ubezpieczenie, nie robie tego w taki sposob, ze przeszkadzam innym.

  • pejot:
    Nic nie mieszam, to Ty stosujesz demagogię.
    Mówimy o tym, że dorośli ludzie – ponoć nie będący niewolnikami Władz tylko OBYWATELAMI – powinni mieć prawo do elementarnej wolności dotyczącej ich samych. Czyli prawo do spożywania czego chcą, nawet jeśli im to wg niektórych szkodzi.
    A Ty mi wyskakujesz z argumentami o rozdawaniu narkotyków dzieciom. Normalnie jak kiedyś pewien gostek antypornograficzny, który na moje słowa o tym, że każdy dorosły może sobie nagrać seks i pokazywać innym, wyskakiwał mi z tekstem „to weź kamerę i nakręć seks z dziećmi”.
    Jeżeli nie chcesz nikomu zabraniać to nie wiem o co się sprzeczamy.
    Chcesz utrudnić dostęp – to jedyną drogą jest pełna legalność i dostępność narkotyków w aptekach. Bo póki będą nielegalne póty będą na tyle drogie, że opłaci się dilerowi samemu przynieść do szkoły nawet.
    Chcesz zmniejszyć zużycie narkotyków – wyeliminować się nigdy i nigdzie nie da – to trzeba dzieciom w pierwszych klasach szkoły pokazać ćpuna miotającego się obitej klatce z głodu narkotykowego, pójść do szpitala onkologicznego i pokazać palaczy „wypluwających” płuca itd. , pokazać zapitych meneli w barłogach.
    Gwarantuję, że wtedy zniknie nimb chwały otaczający kolegów naruszających wiekowe tabu a staną się oni zwykłymi głupcami.
    Oczywiście – zawsze ktoś wpadnie w uzależnienie bo jakiś odsetek społeczeństwa jest po prostu kompletnie nieprzystosowany do życia na tym podłym świecie i inaczej nie daje sobie rady. Nawet seks potrafi dla niektórych stać się nałogiem.
    I gwoli ścisłości – nikotyna jest narkotykiem równie silnym co heroina, a alkohol niebywale i podstępnie destrukcyjny. Mimo to oba są legalne i co gorsza lekceważone.

    Sławomir:
    Narkotyki używana od święta nie są destrukcyjne i nie uzależniają.
    To jak są one używane zależy od KULTURY.
    I w wielu sytuacjach są błogosławieństwem – po alkoholu kobiety tracą hamulce, a mężczyźni robią się odważniejsi ;) , nikotyna działa jak amfetamina (niestety o wiele gorzej uzależnia) , kokaina likwiduje uczucie zmęczenia, głodu, polepsza samopoczucie, opiaty znieczulają, uspokajają itd. itp.
    Bez narkotyków nie byłoby bezbolesnych zabiegów choćby nawet u dentysty, nie mówiąc już o poważnych operacjach.
    Nie mów więc, że narkotyki to zło wcielone.
    Są tacy, co twierdzą, że są wręcz konieczne dla dobrego stanu ludzkiego organizmu – nie tylko samopoczucia – bo od zarania były spożywane z różnym pokarmem i nasze organizmy się do nich przyzwyczaiły to raz a dwa za mało ich wytwarzają samodzielnie (tak jak to jest z witaminą C i D, jodem itd. których kiedyś był nadmiar w pożywieniu).

    pozdrawiam
    Arek

  • TJ

    Fajnie Arturze, że jednak poruszyłeś temat.

    Zgadzam się, że w przypadku Państwa reguła „cel uświęca środki” nigdy nie może być stosowana. Kiedyś z Romana Kluski zrobiono przestępcę skarbowego, również media tak się o nim wypowiadały. Obyśmy się nie zdziwili jak obecni szefowie dopalaczy otrzymają wielomilionowe odszkodowania z naszych podatków.

    Co należy zrobić? Spowodować, by dopalacze przestały być atrakcyjne dla dorosłego człowieka, wystarczy zdepenalizować wielokrotnie bezpieczniejszą marihuanę. Będzie tańsza i czystsza. Sklepom z dopalaczami zniknie spokojnie 80% rynku i już nie będzie to taki super interes.

    Dzieciaki zaś należy edukować. Uczymy ich jak przechodzić przez ulicę, uczmy ich też czym jest bezpieczny seks, czym są i czym groża narkotyki (od kawy po heroinę). Nie ściemniajmy im, że to co legalne jest mniej szkodliwe od tego co jest nielegalne bo to g… prawda i tracimy swój autorytet w oczach młodego człowieka.

    Dzieciaków nie można zamknąć w złotej klatce. Starajmy się po prostu, aby nie musiały się uczyć na własnych błędach.

    pozdrawiam
    Tomek

  • ‎* Alkohol uzależnia znacznie mniej niż narkotyki.
    * Będę przeciwnikiem narkotyków, ponieważ tak mówię.
    * Będę przeciwna narkotykom, ponieważ pieniądze z handlu narkotykami idą na rozmaite cele, takie jak terroryzm.

    by J. Pitera.

    To ostatnie zdanie najlepsze. Domyślałem się, że politycy martwią się o los terrorystów. Biedni ci terroryści, skąd będą brali pieniądze kiedy zalegalizujemy narkotyki ;)

  • Arnold

    „Narkotyki używana od święta nie są destrukcyjne i nie uzależniają.”

    To powiedz zatem gdzie jest ta granica do kiedy nie są destrukcyjne i nie uzależniają, a od kiedy są? Raz na miesiąc jest ok, a raz na 29 dni już nie?

    „Bez narkotyków nie byłoby bezbolesnych zabiegów choćby nawet u dentysty, nie mówiąc już o poważnych operacjach.”

    Owszem, do zabiegów można je stosować, ale nie słyszałem, żeby były stosowane u dentysty. Jednak nie tylko narkotyki znieczulają.

    „Są tacy, co twierdzą, że są wręcz konieczne dla dobrego stanu ludzkiego organizmu – nie tylko samopoczucia. ”

    To nie jest dowód na nic. To, że ktoś, coś twierdzi to nie jest dowód na nic, z wyjątkiem tego, że coś twierdzi.

    „bo od zarania były spożywane z różnym pokarmem i nasze organizmy się do nich przyzwyczaiły”

    Jakoś wódkę piję już 10 lat, a wciąż mój organizm nie może się do niej przyzwyczaić :)

  • Sławomir:

    Co to znaczy, że „narkotyki są szkodliwe”? Bo ja mogę powiedzieć, że „płyny są szkodliwe” i będę miał tyle samo racji. Jak nie wierzysz, to napij się wybielacza. Albo rozmawiamy o konkretnych substancjach (ostatnio głośne marsze promowały ideę legalnych konopi), albo możemy się licytować na uogólnienia.

    Inna sprawa, że ewentualna szkodliwość narkotyków jest zupełnie nieistotna. Istotna jest szkodliwość *społeczna*. Państwu nie powinno być nic do tego, co kto robi sobie we własnym pokoju. Nawet jeśli codziennie o 19:02 wkłada sobie w tyłek osinowy kołek i śpiewa najlepsze przeboje Maryli Rodowicz. Podejrzewam, że każdego roku z powodu perforacji jelita grubego umiera w szpitalach kilka osób, a kilkaset innych musi poddać się doraźniej hospitalizacji z powodu obecności ciała obcego w dupie. Ścigać z urzędu?

  • Patrys

    „Co to znaczy, że “narkotyki są szkodliwe”?”

    Szkodliwe znaczy, że używając zgodnie z przeznaczeniem szkodzisz sobie zdrowiu. Przeznaczeniem wybielacza nie jest jego spożywania, a przeznaczeniem amfetaminy czy dopalaczy jest ich spożywanie.

    Jeśli ktoś nie wychodząc z pokoju robi jakieś głupoty to proszę bardzo, ale skąd wiesz, że jeśli ktoś w pokoju weźmie LSD, to nie wyjdzie po 10 minutach z siekierą zabijać złe duchy, patrz-ludzi?

  • Sławomir:

    Po pierwsze, przeznaczeniem alkoholu, papierosów, słodyczy etc. jest szkodzenie sobie. Chyba, że używasz piwa jako przycisku do papieru, ale wtedy robisz to niezgodnie z przeznaczeniem.

    Po drugie, nie rozmawiamy o LSD. A nawet gdybyśmy rozmawiali, to pokaż mi jakiś dowód na to, że ludzie zażywający kwasy są bardziej skłonni do przemocy od ludzi pijanych. Albo że w ogóle są skłonni w jakimś istotnym odsetku (ludzie całkowicie trzeźwi też bywają skłonni do przemocy, ale łączenia patologii z trzeźwością nie uważamy za normę).

    Polecam zainteresować się działalnością profesora Davida J. Nutta, który poświęcił swoje życie badaniu szkodliwości narkotyków. W zeszłym roku został usunięty ze stanowiska przewodniczącego Brytyjskiej Rady ds. Narkotyków za opublikowanie raportu na temat szkodliwości poszczególnych substancji. Dość powiedzieć, że wyniki były bardzo nie na rękę rządowi.

  • Patrys

    Po pierwsze, przeznaczeniem słodyczy etc. jest ich spożywanie, a skutkiem jest szkodzenie. To tak jakbyś powiedział, że przeznaczeniem telewizora jest niszczenie sobie wzroku.

    Po drugie, nie chodzi o to, że są bardziej skłonni do przemocy, tylko o to, że na LSD mogą mieć błędne przeznaczenie, że np. biją w swojej obronie podczas gdy atakują. A jeśli nie mówimy o kwasach, to popatrz np. z perspektywy rodzica. Nie ma on prawa oczekiwać od dziecka, które mu zawdzięcza istnienie i na którego jest utrzymaniu, by to chociaż nie wpierdzielało dopalaczy?

    Polecam bycie otwartym na argumenty strony przeciwnej. Pozdrawiam!

  • Sławomir:

    Chyba nie powiesz mi, że ludzie kupują landrynki, żeby się najeść?

    Jeśli chodzi o LSD, to pan Nutt zmierzył, że ludzie po jego zażyciu mają raczej skłonności do kochania całego świata, niż do biegania z siekierą. A regularnie zażywany narkotyk jest nieco mniej szkodliwy od jazdy konnej.

    Swoje zdanie o dopalaczach wyraziłem kilka komentarzy wyżej. Schemat jest prosty. Istnieje popyt na narkotyki. Narkotyki są nielegalne. Znajduje się furtka w prawie, dzięki której można sprzedawać specyfiki ziołowe. Ziołowe preparaty zostają zakazane i stają się nielegalne. Pojawiają się preparaty sztuczne, bardziej szkodliwe, ale jednak legalne. I tak do usranej śmierci.

  • Patrys

    Nie żeby się najeść, tylko żeby je zjeść! Takie to skomplikowane?

    Powiedz Panu Nuttowi, żeby się przeszedł do Monaru, a potem do stadniny konnej i porównał te 2 kategorie ludzi, którzy tam przebywają :)

    A schemat jest prawdziwy, ale lepiej przeszkadzać sprzedawcom tego syfu, niż nic nie robić.

  • Sławomir:

    Ludzie jedzą słodycze, bo powoduje to taką a nie inną reakcję chemiczną w organizmie i w efekcie kończy się miłym uczuciem. Z tego samego powodu ludzie palą akurat konopie, a nie szyszki sosny. Inaczej dzieciaki wpierdzielałyby brukiew na patyku zamiast Chupa Chups.

    Drugi argument jest co najmniej nie na miejscu. W Monarze nie siedzą ludzie zażywający kwasy, tylko ci ładujący sobie w żyłę najtańsze gówno, jakie udało im się kupić. To nie są ludzie dotknięci problemem legalizacji konopi ani kwestią dopalaczy. Ludzie po LSD nie łapią AIDS nie kończą na dworcu. Przestań używać wielkiego worka nazywającego się „narkotyki”, bo substancja substancji nierówna.

  • Patrys

    Tak, chodzi o miłe uczucia, co nie zmienia faktu, że przeznaczeniem słodyczy jest ich jedzenie-jak powiedziałem, a nie niszczenie sobie zdrowia-jak Ty powiedziałeś :)

    Drugi argument nie odnosił się do dopalaczy, tylko do poglądu przywołanego przez Ciebie Pana Nutta, który jak mówisz twierdzi że REGULARNE zażywanie narkotyków jest zdrowsze od jazdy konnej! Zacznij więc codziennie jeść 1 gram amfetaminy, a ja zacznę codziennie uprawiać jazdę konną. Spotkamy się za 3 lata i poprosimy Pana Nutta, żęby stwierdził, który z nas jest zdrowszy!

  • Sławomir:

    A czytać ze zrozumieniem próbował?

    „_Jeśli_ _chodzi_ _o_ _LSD_, to pan Nutt zmierzył, że ludzie po jego zażyciu mają raczej skłonności do kochania całego świata, niż do biegania z siekierą. A regularnie zażywany _narkotyk_ jest nieco mniej szkodliwy od jazdy konnej.”

    Gdzieś tu znalazłeś coś na temat innych substancji?

  • Patrys

    Zatem, ponawiam propozycję: Ty bierzesz codziennie LSD, a ja codziennie uprawiam jazdę konną. Po 3 latach zapraszamy Pana Nutta i poprosimy o stwierdzenie, który z nas jest zdrowszy.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę