Szukaj
Zamknij

Dziękujemy za palenie. A teraz won.


15 listopada w Polsce skończyła się demokracja. 15 listopada w Polsce znowu można będzie odetchnąć powietrzem wolnym od tytoniowego dymu. Dwie strony barykady, dwa zupełnie inne pakiety argumentów, odwołań, dowodów i prób pokazania kto ma rację. Ja mogę sobie pozwolić na stronniczość i bezczelność stwierdzając, że obrońcom „praw palaczy” tytoń zniszczył zwoje mózgowe. I to dawno…

Nie wiem jak będzie egzekwowany nowy przepis, nie wiem co spowoduje w sferze handlowej (czy knajpy dostaną po kieszeni) nie wiem czy Sejmu przegłosował ustawę pod wpływem zimnej kalkulacji czy „zbiorowego obłędu lobby nie palących”. Mam to gdzieś. Od wczoraj mogę wejść do dowolnej knajpy i cieszyć się prawie czystym powietrzem. Prawie bo przez x lat kiedy w danym miejscu palono zapach oraz substancje czynne tak po prostu z dnia na dzień sobie nie przestaną istnieć.

Jacek Żakowski publicysta utożsamiany z lewą stroną myśli politycznej w wywiadzie dla Gazety Wyborczej opisuje siebie jako „murzyna” czyli obywatela gorszego gatunku, którego państwo swą ostrą ręką każe za jego niezbyt popularne nawyki. Rany boskie. Spodziewałem się podobnego bełkotu z kręgu osób dotkniętych „święta chorobą smoleńską” ale nie od osoby, której felietony były na jakimś poziomie (chociaż mam wrażenie, że czytając teksty Żakowskiego w „Polityce” czytam o tym samym. Podobnie jak felietony Paradowskiej).

Z tego co mi wiadomo tytoń jest substancją uzależniającą. Jeśli wierzyć doniesieniom angielskich lekarzy (The Academy of Medical Sciences), którzy opublikowali w „The Lancet” (raczej poważna periodyk) artykuł w którym wnosili o zmianę klasyfikacji używek (lub też narkotyków jak kto woli). Wyszło bowiem, że tytoń ma bardziej niszczący wpływ na organizm ludzki niż zażywanie LSD czy konopi. Rozumiem, że to może być argument ( dla zwolenników palenia), że być może angielscy lekarze są ofiarami „poprawności politycznej” i ich rewelacje są produkowane przez wgląd na „faszystowski reżim nie palących”.

Z tego co przeczytałem również Pani Magda Papuzińska koleżanka redaktora Żakowskiego z „Polityki” nie pozostawia suchej nitki na decyzji Sejmu:

„Argument, że społeczeństwo będzie płaciło za naprawę mojego zdrowia uszkodzonego paleniem, jest nieprawdziwy, bo płacąc podatki zawarte w cenie papierosów z całą pewnością pokryłam już koszty tego ewentualnego leczenia. Zresztą, jak zapewniają ogłoszenia na paczkach z tytoniem, będę żyła krócej.”

Ciekawi mnie bardzo czy Pan Żakowski i Pani Papuzińska włączą się tym samym w lobbing na rzecz tych pacjentów, którzy poprzez swoje rzadki lub terminalne stadia choroby są przez NFZ traktowani jako zło konieczne. Bo skoro palą (a coś mi się wydaję, że duet Papuzińska i Żakowski ćmi na potęgę) to mają świadomość, że w przypadku stwierdzenia u nich np. raka przełyku kasa z akcyzy za paczkę fajek nie obejmie całościowego leczenie ich organizmów.

Nie obejmie bo nie może – kilogram tytoniu kosztuje około 260 złotych, z czego większość ceny stanowią podatki: akcyzowy (95 zł za każdy kilogram plus 31,41 proc. maksymalnej ceny detalicznej) oraz VAT. Podatek akcyzowy i VAT w zdecydowanej większości idą na spłaty zadłużenia skarbu Państwa a nie są kierowane do Ministerstwa Zdrowia (aby tworzyć dodatkowe rezerwy dla NFZ na choroby związane z paleniem).

Paradoksalnie więc naszemu rządowi opłaca się nie tworzyć nowych przeszkód w reklamie czy sprzedaży papierosów – podatek akcyzowy ze sprzedaży tytoniu jest obok alkoholowego jednym z bardziej pewnych źródeł wpływów do budżetu państwa (pomimo akcji promocyjnych i kasy z UE na przeciwdziałania w Polsce nadal pali około 30% rodaków).

Argumenty o „zamachu na wolność”, „psucie demokracji”, „tworzenie gett dla palaczy” itd. traktuję jako mniej lub bardziej wytwory chorych i zasnutych dymem umysłów. Palić można nadal na ulicy (nie pod wiatą gdzie znajdują schronienie inne osoby), w samochodzie (byle nie służbowym – bo palenie pozostawia raz zapach dwa substancje unoszące się w powietrzu) czy w swoim domu. Nie można palić w tzw. miejscach publicznych (urzędach, pubach, dyskotekach). Nie rozumiem zatem.

Trend światowy (tak, ten ohydny wytwór politycznej poprawności) jest taki, że kolejne państwa zabraniają palenia tytoniu w sferze publicznej. Dla przeciwników takiego podejścia jest argument, że wyklucza się ich osoby z życia społecznego. Drodzy palacze – może w końcu sobie to uświadomcie, że Wasz nałóg nie jest elemenetem naturalnym. Adam nie jarał w Raju (to argument dla chrześcijan), pierwsze człekokształtne nie ganiały się po dżungli z petami w łapach (to argument dla ewolucjonistów).

Wasze palenie jest wynikiem uzależnienia się. Takiego samego jak uzależnienie od narkotyków, hazardu czy alkoholu. Powinno się Was zamykać, leczyć lub też izolować od ludzi, którzy są zdrowi i nie życzą sobie kontaktu z Waszym nałogiem. To, że chodzicie po ulicach jako normalni obywatele (podobnie jak w przypadku spożywania alkoholu) jest wynikiem tego, że Wasz nałóg jest powszechny i traktowany jako „normalny”.

Jeśli słowo tytoń zastąpimy na przykład inną używką (trawa, konopie itd) nagle okazuje się, że poparcie spada, nikt nie krzyczy, że jego prawa są łamane bo pojawia się policjant i wsadza nas do pierdla „posiadanie”. Czyli jedne używki są be drugie cacy pomimo, że te dopuszczone przez prawo (jak pokazują badania naukowców) szkodzą bardziej i powodują większy (negatywny) wpływ na osoby je zażywające.

Innymi słowy – worki na głowę, kabiny szczelnie zamykane, samochody z klimatyzacją i część. Trujcie sie dalej, narkotyzujcie do woli. Wybierzcie swój rodzaj odejścia z tego świata ku uciesze koncernów tytoniowych oraz Ministerstwa Finansów. Tylko nie mieszajcie do tego demokracji, praw człowieka, wolności bo szafujecie hasłami, które są populistyczne i śmieszne.

Na koniec polecam lekturę (ostrzegam: to mało czytelny tekst) tego dokumentu omawiającego (ze strony medycznej)skutki wprowadzenia zakazu palenia w kilku amerykańskich miastach. Natomiast szokujące są dane związne z Polską (z 2008 roku):

„Palenie tytoniu jest najważniejszą przyczyną zgonów wśród mężczyzn i jedną z czterech najważniejszych wśród kobiet [1]. Nałóg ten wciąż jest dużym problemem społecznym w Polsce, mimo że w ciągu ostatnich 25 lat odnotowano znaczne zmniejszenie liczby osób palących, zwłaszcza mężczyzn. Obecnie w Polsce pali ok. 37% mężczyzn i 23% kobiet [2]. Szkody zdrowotne będące następstwem palenia papierosów są wielonarządowe, ale największe znaczenie mają choroby układu sercowo-naczyniowego, schorzenia nowotworowe oraz przewlekła obturacyjna choroba płuc.

Palenie zwiększa umieralność ogólną, a także ryzyko zgonu z powodu choroby niedokrwiennej serca, udaru mózgu, tętniaka aorty i niektórych nowotworów. Palenie tytoniu przyspiesza rozwój miażdżycy w naczyniach wieńcowych. Wykazano, że ryzyko wystąpienia zawału serca przy paleniu do 5 papierosów dziennie zwiększa się o 50%, a przy wypalaniu 20 sztuk wzrasta 4-krotnie [3]. Podobnie rośnie ryzyko wystąpienia udaru mózgu i nowotworów. Zagrożony jest również ten, kto pali tylko okazjonalnie, gdyż każdy wypalony papieros zwiększa ryzyko chorób odtytoniowych [4, 5].

Oszacowano, że co drugi palacz umiera z powodu chorób odtytoniowych [6]. Ocenia się, iż palenie tytoniu jest w Polsce przyczyną 2-krotnie większej liczby zgonów z powodu chorób układu krążenia niż w krajach Europy Zachodniej. Zachorowalność na raka płuca w Polsce należy do najwyższych w Europie, co wiąże się przede wszystkim z dużym rozpowszechnieniem zarówno czynnego, jak i biernego palenia papierosów. Już kilkanaście lat temu udowodniono, że bierne palenie, czyli długotwałe narażenie na dym tytoniowy w miejscu pracy i/lub zamieszkania, wiąże się z istotnym wzrostem ryzyka sercowo-naczyniowego.

Na przykład względne ryzyko zgonu z powodu choroby niedokrwiennej serca biernego palacza wynosi 1,2–1,7 w porównaniu z osobami nienarażonymi na dym tytoniowy [5, 7, 8]. Podobnie rośnie ryzyko wystąpienia zawału mięśnia sercowego [9]. Chociaż dym wdychany przez biernych palaczy różni się składem od głównego strumienia dymu tytoniowego, skutki biernego palenia są podobne do powikłań spowodowanych paleniem czynnym [7]. Ze społecznego punktu widzenia palenie bierne jest podobnie szkodliwe jak palenie aktywne.

Podstawą skutecznego leczenia nikotynizmu w gabinetach lekarskich jest edukacja pacjenta oraz leczenie wspomagające, przede wszystkim farmakologiczne. Należy jednak pamiętać, że osiągnięcie sukcesu na poziomie populacyjnym wymaga szerokiej edukacji całego społeczeństwa i jego przedstawicieli w organach ustawodawczych [10]. Duże znaczenie ma również edukacja środowisk opiniotwórczych [11].”

Gdybym był na poziomie artykułów Jacka Żakowskiego napisałbym coś w duchu niedawnych publicznych deklaracji: „nie zabijajcie nas! chcemy tworzyć dla polski!”. Myślę jednak, że to jest tak samo głupi argument jak próba bronienia palenia i palaczy.

Tego się nie da obronić.

  • Szczerze to zdziwił mnie artykuł Żakowskiego, bo nie sądziłem, że mógł wymyśleć coś tak głupiego, nie biorąc pod uwagę logicznej części argumentu za zakazem palenia w miejscach publicznych. Ale w sumie jako palacz nie ma bezstronnej opinii.

    Mi palacze nie przeszkadzają, dopóki nie muszę wdychać tego dymu. Wg mnie całe oburzenie w Polsce wynika z braku kultury obywateli. No bo skoro palę, powinienem postarać się nie dymić na niepalących. No a jeśli nie palę, to powinienem zostawić przestrzeń dla konsumentów tego nałogu.

    Niestety, jak historia pokazuje, ludzie, nie tylko w Polsce, wolą najpierw sobie skakać do gardeł. I niestety, jak historia pokazuje, ludzie będą zajmować się tym głupim tematem podczas gdy istotne ustawy przechodzą w milczeniu…

  • Ktoś kiedyś powiedział że im człowiek inteligentniejszy tym lepiej potrafi sobie wytłumaczyć dlaczego brać/pić/palić. Sądzę że to mogło zadziałać w tym momencie – zostało to wytłumaczone tylko SOBIE.

  • Zauważ, że umysły nie „zasnute dymem papierosowym” także potrafią sprzeciwiać się zakazowi palenia w miejscach publicznych.

    Zakaz palenia w miejscach publicznych należących do ogółu (np. przystanki autobusowe, urzędy) jest ok., bo tak chce większość, a to ona posiada te miejsca. Natomiast nakazywanie przedsiębiorcom, zabraniania swoim klientom palenia jest ograniczeniem wolności, które to można stosować tylko po prawomocnym wyroku 

    Właściciele pubów, czy restauracji powinni mieć wolność wyboru, czy robią lokal dla palących, czy dla nie palących, w końcu posiadają prawa do lokalu, a ty nie musisz się pchać do zakopconych pomieszczeń.

    Z liberalnymi pozdrowieniami, Kamil

  • Istotne jest jedno i tylko jedno pytanie: czyją wolność i czyje prawa naruszam otwierając knajpe, kino, teatr lub cokolwiek, w którym wolno palić?

  • Palacze to zwykli narkomanii uzależnieni od nikotyny (a nie tytoniu gwoli precyzyjności) i ich nałóg oraz związane z tym zachowania powinno być piętnowane ile wlezie.
    Palacze to zakały społeczeństwa – ZAWSZE, ale to ZAWSZE uprzykrzą życie reszcie. Palacz ZAWSZE zapali nawet jak obok będą sami niepalący.
    ZAWSZE zapali w korytarzu, windzie, przedziale itd.
    Poczekać 30 sekund? Przerasta to ich cierpliwość.

    Co do zakazu palenia.
    Jakiś czas temu byłem na Litwie. Poszliśmy późnym wieczorem zjeść do jakiejś knajpy , na dodatek byliśmy ze swoim 2 letnim dzieckiem.
    Trafiliśmy do jakiegoś klubu/pubu dyskoteko-bilardowo-kręglanego. Nikt nie robił wstrętów, że jest z nami dziecko (spróbujcie u nas wejść z dzieckiem na taką imprezę).
    Zjedliśmy pyszną obiado-kolację, potańczyliśmy, oglądnęliśmy jakiś mecz, pograliśmy w kręgle i bilard. Nawet nie zwróciłem uwagi na to, że… nie było dymu.
    Dopiero jak wróciliśmy do hotelu ze zdumieniem uświadomiłem sobie, że… nie śmierdzę!
    Niezapomniane przeżycie – ale pozna je każdy kto teraz pójdzie do naszych knajp.

  • @Kamil – wlasciele pubow maja wybor: stworzyc hermetyczna strefe dla palaczy. nie maja kasy, musza wybrac drugie rozwiazania czyli calkowita prohibicja. byl wybor?

  • tolep: Moje.

  • @tolep – „wolnoscia” posiadacza lokalu nie moze byc umozliwiania trucia klientow. a tak bylo do tej pory w polsce – rozkladanie rak i pokazywanie, ze owszem jest wydzielona czesc dla nie palacych tylko, ze odleglosc miedzy stolikami byla 2 m. to jest absurd. Dym to gaz i nie ma problemow z przenikaniem przez zaslonki itd. Albo calkowity zakaz palenia albo specjalistyczny sprzet.

  • @Arnold – w jaki sposób? Zaciągam cię siłą do srodka?

    @artur – to samo jak w przypadku Arnolda

  • Artur. Super tekst. Zgadzam się w 100%. Wkurzała mnie zawsze bezczelność palaczy (przepraszam za uogólnienie) – jak się miło zwracało im uwagę: przepraszam, ale mam tutaj małe dziecko, mogę prosić o nie palnie w tym miejscu…. była odpowiedź. Wolny kraj. mogę robić co chcę.

    I tak za każdym razem – mijał mi dobry humor i miałem ochotę tej osobie zgasić tego papierosa na czole.

    Palacze są uzależnieni, więc niestety w większości trzeźwo nie myślą… „it’s the nicotine talking…”

  • Wspomniałeś Żakowskiego i jego artykuł. Warto wspomnieć też artykuł Wojciecha Orlińskiego, polemikę z Żakowskim: http://wyborcza.pl/1,75476,8665434,Yo__nigga_.html

  • @Tolep – nie zaciagasz mnie ale nie pozwalasz przebywac jako osoba palaca. to jest ograniczanie mojej wolnosci – to, ze ktos truje w danym miejscu przez to ja nie moge tam wejsc.

    michal poruszyl ciekawy temat – kultura osobista. zdarzalo mi sie kiedy podrozowalem komunikacja publiczna takie zdarzenia: facet pali papierosa, zaciaga sie nerwowo po czym wsiada do autobusu (godzina szczytu) i wypuszcza dym prosto w ludzi. welcome to poland.

  • @Malin – nie chcialem sie juz znecac :)

  • Dobry Robot

    Zakaz palenia w miejscach publicznych – ok. Zakaz palenia w knajpach i pubach / mimo że nie palę uważam za ograniczenie wolności (tak samo jak zakaz palenia trawki, szałwii czy picia wywaru z kava kava lub kratomu)

    Moim zdaniem przepis będzie martwy, cała ta sprawa to tylko następny temat odwracający uwagę od spraw gospodarczych (IMO ważniejszych dla obywateli i ich zdrowia).

    Większość właścicieli popularnych klubów etc. już dawno zauważyła że jest znaczna grupa osób która dymu nie toleruje i wydzieliła w miarę możliwości strefę bez dymu. Inni, których gł. klientelą są palący i mają gdzieś niepalących obejdą ten przepis. Przykład: wystarczy że właściciel baru, pubu czy co tam zadeklaruje że klub jest zamknięty, tylko dla członków zgadzających się na „regulamin klubu”. Członkostwo można dostać od ręki na wejściu (i np. powitalną ramkę fajek w promocyjnej cenie).

    Po co nam następna ustawa która robi tylko szum w mediach? Jeżeli już tak dobrze poszło z zakazem palenia to może w następnym kroku proponuję zakazania podawania tłustych potraw (zły cholesterol szkodzi na serce!). No dobra przesadziłem. Niech chociaż zabronią alkoholu (Adam nie chlał w Raju!), przecież nie mogę być zmuszany do przesiadywania w pubie wśród rozwrzeszczanych pijanych ćpunów.

  • Dobry Robot

    @Michał – nie chodź z małym dzieckiem do klubów w których nie ma miejsc dla niepalących i nie będzie problemu. Jeżeli takie zachowanie ma miejsce w miejscu publicznym (czyli przystanek, szpital, urząd etc.) to masz rację. Jeżeli idziesz z dzieckiem do pubu, klubu, dyskoteki, kawiarni -> to nie (zauważ że rynek sam to już po części uregulował -> bez ustawy powstało bardzo dużo miejsc przyjaznych rodzicom z dzieckiem, ze 100% zakazem palenia w lokalu).

    Zauważcie że główny sprzeciw nie jest przeciwko zakazowi palenia w miejscach publicznych ale zakwalifikowanie do tych miejsc tak na prawdę prywatnych przestrzeni (klub czy restauracja to nie są miejsca utrzymywane z podatków, to nie są miejsca w których państwo powinno regulować możliwość używanie legalnych produktów, nikt nie zmusza do odwiedzania takich miejsc). Jeżeli w klubie palący są mniejszością to sam właściciel to zauważy i odpowiednio ułatwi życie niepalącym. Co teraz ma zrobić mała kawiarnia, która ma stałą klientelę od 30 lat, a niepalący dla nich to taki sam wybryk natury jak pingwin na biegunie północnym.

    @artur
    Ostatni mach przed wejściem do autobusu wynika z palenia na przystanku. Zakaz palenia na przystankach obowiązuje już od dłuższego czasu. Jak sam widzisz, nie pomógł. Nawet tego nie można wyegzekwować. Teraz po prostu chodzi o to żeby mieć kolejnego bata na „prywaciarzy”.

    Jeszcze w odniesieniu do raportu który cytujesz:
    „Już kilkanaście lat temu udowodniono, że bierne palenie, czyli długotrwałe narażenie na dym tytoniowy w miejscu pracy i/lub zamieszkania, wiąże się z istotnym wzrostem ryzyka sercowo-naczyniowego.”

    Nie ma tu mowy o biernym paleniu w miejscach publicznych. Ustawa nie potępia rodziców palących przy dzieciach czy w ciąży. Nie wiem, gdzie jeszcze uchowały się takie miejsca pracy gdzie można być niepalącym długotrwale narażonym na dym.

    ps.
    Teraz idąc chodnikiem będę zmuszony mijać palaczy przed klubem i wdychać ich dym. Wcześniej siedzieli sobie zamknięci we własnym smrodku ;)

  • Caven

    Jeśli wolnością nazywacie to, że ja jako właściciel pubu nie mogę uczynić go miejscem dla palących to ja przepraszam…
    No tak, specjalistyczny sprzęt. Czyli koszt otwarcia knajpy rośnie o 30-40 (?) tysięcy. Nie mam? No tak, mój problem…

    @artur
    „“wolnoscia” posiadacza lokalu nie moze byc umozliwiania trucia klientow”
    Wolnością klienta jest nie wchodzić do lokalu dla palących. Jeśli lokal jest oznaczony jako taki w którym się pali i tam wchodzisz to wiesz czego się spodziewać.

  • @Caven – nigdzie nie ma napisane, ze nie wolno sikac na ludzi na ulicy, bic ich palka po glowie badz truc. Nie ma tego napisanego bo to sa albo elementarne zasady dobrego zachowania albo przepisu okreslane przez prawo. Nie ma miejsc tylko dla palaczy bo to nie jest konsytucyjne. Sa miejsca dla nie palacych bo palenie nie jest obojetne dla zdrowia. Palacze nie maja szczegolnego traktowania przez fakt ich nalogu ani ich checi korzystania z substancji trujacej.

    Miejsce podzielone arbitralnie to fikcja. Dym wisi wszedzie nad wszystkimi stoliki.

    „Jesli masz dziecko to nie wchodz do klubu gdzie pala” – jasne. A ja odpowiem jesli jestes palaczem to nie truj innych i nie przebywaj w miejscach publicznych. Palenie nie jest obojetne dla zdrowie dlatego jest zakazane – to takie proste.

  • @Dobry Robot – „Nie ma tu mowy o biernym paleniu w miejscach publicznych” – mijasz sie z prawda na kilomtery. sa setki (przepraszam – byly) w centrum warszawy. w kazdym z nich byla informacja, ze ta czesc jest dla palacych a ta dla nie palacych. smierdzialem dymem niezaleznia jak daleko siedzialem od tych „palarni”. nie chce tego i nie akceptuje faktu czyjegos nalogu w miejscu publicznym.

  • m.

    „Z tego co mi wiadomo tytoń jest substancją uzależniającą. Jeśli wierzyć doniesieniom angielskich lekarzy (The Academy of Medical Sciences), którzy opublikowali w “The Lancet” (raczej poważna periodyk) artykuł w którym wnosili o zmianę klasyfikacji używek (lub też narkotyków jak kto woli). ”

    http://jedyniesluszne.blox.pl/2010/11/Dziennikarskie-chciejstwo-wykorzystuje-naukowcow.html

  • Czekam z niecierpliwością na zakaz spożywania wódki i piwa. Idźmy na całość!

  • Dobry Robot

    @artur – chodziło mi o to, że w tym raporcie który cytujesz nie ma mowy o skutkach biernego palenia w miejscach publicznym. on skupia się na miejscu zamieszkania (rodzina pali, jesteś zmuszony z nimi przebywać np. jako dziecko, palą współpracownicy w miejscu pracy – albo pracujesz i wdychasz albo tracisz pracę).

    Jeżeli wchodzisz do zadymionego klubu to technicznie wpadasz w definicję „biernego palacza” ale praktycznie to wszedłeś w dym z własnej woli, więc zaciągasz się nim bo chciałeś (tak działa mój logiczny umysł ;)

    Popieram zakaz palenia w miejscach publicznych (inna sprawa to egzekwowanie tego zakazu, przykład: przystanki autobusowe na których zakaz obowiązuje już od dawna (przynajmniej w wawie)). Poparłbym nawet zakaz palenia który by obejmowała takie miejsca jak zakaz spożywania alkoholu (parki, ulice etc.). Teraz wychodzisz z zatłoczonego autobusu do pracy i połowa osób od razu po wyjściu odpala papierosa. Jeżeli pechowo znajdę się trochę z tyłu, ląduje w chmurze dymu / dlaczego nie zakazali palenia na chodnikach?

    Nie wiem jak to wytłumaczyć. Nie mam klubu, nie mam kawiarni, nie palę i nie lubię zadymionych miejsc a mimo tego czuję ogromny niepokój i taki wewnętrzny sprzeciw jeżeli ktoś zabrania spożywania/używania czegoś co jest legalne w prywatnej przestrzeni, za którą uważam wszelkie „imprezownie”. Może dlatego, że uważam, że każde takie prawo to kolejna cegiełka do zwiększenia kontroli państwa nad obywatelem. Ostatnie co mi przychodzi do głowy, to że nasi politycy autentycznie martwią się o nasze zdrowie. Dla nich ważne są tylko pieniądze i żeby maluczcy nie podskakiwali za bardzo (vide: zamknięcie dopalaczy z wykorzystaniem nadmiernych uprawnień sanepidu / dzięki tym uprawnieniom można zamknąć każdego „niegrzecznego” sprzedawcę i często tak się robi, tylko o małych firmach zabijanych przez sanepid dziennikarze nie trąbią – wolą krzyż)

    ps. ok, może jednak politykom chodzi o nasze zdrowie, przecież jak społeczeństwo będzie zdrowsze to będzie się mniej leczyło i będzie można większą część składki zdrowotnej przeznaczyć na podwyżki pensji.

    ps2. możemy tu sobie dyskutować, ale to w sumie nie ma znaczenia. jak będziemy rządzić to sobie zrobimy tak jak chcemy a debatę przeprowadzi się pro forma :)

  • Dobry Robot

    ps3. paradoksalnie, jako niepalący już odczułem negatywne skutki tej ustawy. w Powiększeniu do tej pory sala dla niepalących to była ta mniejsza, na dole, w której odbywały się koncerty. Teraz jest odwrotnie: dla siedzących przy piwku będzie zakaz palenia, a bawiący się na dole będą musieli przebywać z palaczami z góry.

    Wcześniej działał zdrowy rozsądek, a teraz ustawa nakazała przenieść palarnię do miejsca wentylowanego (którym do tej pory była imprezowa piwnica).

    hehe, chyba dość się dzisiaj napisałem. pozdrawiam.

  • @Dobry Robot – nie czytales zatem uwaznie. „Podobne wyniki przyniosło badanie, w którym przeanalizowano liczbę hospitalizacji z powodu ostrego zawału serca w roku poprzedzającym i następnym po wprowadzeniu zakazu palenia tytoniu w miejscach pracy oraz we wszelkich budynkach publicznych (urzędy, biura, bary, restauracje) w Pueblo (Kolorado, Stany Zjednoczone) [17].”

  • gart

    Ja nie rozumiem dlaczego wciaz dozwolone jest picie alkoholu w pubach, czy restauracjach. Przeciez jest uzalezniajacy i bezspornie szkodliwy. Ludzie zaczynaja zachowywac sie po nim glosno, smieja sie i zaklocaja moj spokoj. Na leczenie alkoholikow wydaje sie moje pieniadze, to samo z pomoca spoleczna dl aludzi, ktorzy cala kase wydaje na alkohol. Tak dluzej byc nie moze. Licze na to, ze zakaz palenia w miejscach publicznych to wstep do calkowitego zakazu palenia papierossow, a potem i picia alkoholu. Przeciez to wszystkim wyszloby na zdrowie :)

  • Anvee
  • Caven

    @artur
    „nigdzie nie ma napisane, ze nie wolno sikac na ludzi na ulicy, bic ich palka po glowie badz truc.”
    Oczywiście, że jest to zapisane :)
    „Palenie nie jest obojetne dla zdrowie dlatego jest zakazane – to takie proste.”
    Wdychanie spalin też, a nie jest zakazane. Picie alkoholu również szkodzi – a nie jest zakazane (swoją drogą to największą hipokryzją rządów jest zakazywanie narkotyków „miękkich” a pozwalanie na alkohol). I tak można w nieskończoność.
    Dla mnie bzdurą jest nakazywanie komukolwiek robienia czegoś w JEGO lokalu. Po to jestem właścicielem, żeby zrobić taki lokal jaki chcę i jaki moim zdaniem zapewni mi lepszy zysk. Jeśli to ma być melina to niech będzie melina, jeśli wykwintna restauracja – też dobrze. Jeśli pub z piwem i orzeszkami w którym będzie siwo od dymu – ok. Jeśli komuś to nie przeszkadza wejdzie, Jeśli przeszkadza – nikt nie mówi, że każdy lokal musi być dla każdego.
    Mi się nie podoba tylko ten aspekt ustawy. O szkodliwości palenia dyskutować nie zamierzam, bo to nie ma sensu. Że szkodzi wiadomo przecież nie od dziś.

  • red.Żakowski lubi być populistą – vide niesławne „Internet to zbiorowisko chamów” – rozumiem, że trzeba się na fali lansu utrzymywać, bo inaczej wypada się z obiegu, a nie daj Bozia „szklanego ekraniku”
    tylko argumentacja p.Żakowskiego ma się jak pięść do nosa – ciekawe co na to organizacje anty-rasistowskie, bo mam wrażenie iż p.redaktor podle wykorzystuje Czarnych do swych niecnych celów
    IMAO żenua

  • Tolep:
    Nieskażona, niezanieczyszczona przestrzeń PUBLICZNA to dobro, które powinno i jest chronione. Przestrzeń, w której mogę się poruszać bez wkurzania się to dobro powszechne, które musi być chronione.
    Palacze niszczą to dobro.

    Oczywiście zawsze się trafi jeden z drugim, który powie – sram gdzie stoję bo takie jest moje prawo. I mój pies sra tam gdzie chce. A Wy sobie uważajcie gdzie stawiacie nogi , zapaskudzone kupami buty to Wasz problem, albo
    wyrzucam śmieci gdzie chcę, nikt mi nie będzie ograniczał prawa albo
    puszczam sobie w moim kabriolecie muzykę na 150 decybeli jak chcę , nikt nie będzie ograniczał wolności itd. itp.

    Ale ja choć jestem skrajnym liberałem powiem jasno – Wasza wolność kończy się tam gdzie naruszacie moje dobra.
    A paląc publicznie je niestety naruszacie :(

    pozdrawiam
    Arek

  • A ja chciałbym dodać komentarz tylko po to, by powiedzieć wszystkim, że film „Thank you for smoking” to pozycja godna obejrzenia i polecam wszystkim dla których komunikacja jest „corem” pracy.

  • Lady V.

    Świetny tekst. Serio.
    Celne uwagi, momentami dość kontrowersyjnie podane, ale… do tej pory zawsze było tak, że niepalący byli cichutcy, spokojni, a palacze należeli do tych krzykliwych (vide kwestia wolności osobistej). Świadomie generalizuję, ale takie zawsze miałam odczucia. I podobne mam czytając wiele wypowiedzi o nowej ustawie.

    Tak dla informacji wszystkich burzących się o „wolność” i kwestię „nie wchodzenia do klubów”. W niektórych klubach jest konkretna muzyka lub konkretne atrakcje. Jeśli chcę tam pójść, a tam palą, moja wolność JEST ograniczona, bo dym powoduje u mnie gwałtowne ataki nieprzyjemnego kaszlu. Pomijam kwestię smrodu, którym przesiąkam… I nie sądzę, by warto było tak rozpaczać nad losem właścicieli klubów czy restauracji, bo wydzielając pomieszczenie dla palaczy z dobrą wentylacją, nawet jeśli wpierw zainwestują w to pieniądze, zyskają więcej klientów. Bardzo bardzo wiele moich znajomych już dawno zrezygnowało ze spotkań w lokalach właśnie ze względu na wszechobecny smrodek. Wreszcie będą mogli na spokojnie iść do ulubionych w przeszłości miejsc.

    Komentarze o alkoholu mnie natomiast rozbawiły z jednego powodu… Alkohol w małych ilościach (tu będę miała na myśli na przykład czerwone wino) może być dobry dla zdrowia. Na trawienie, na rozgrzanie – takie dwa przykłady z brzegu. Owszem, z alkoholem przesadzić można i wtedy jest to trucizna. Ale tu kłania się zasada Paracelsiusa: jedynie dawka czyni truciznę.
    Papieros nawet w małych ilościach – jest szkodliwy. To trucizna zawierająca dużo toksyn. Proste. Ja to prawo interpretuję tak: „zabrania się zabijania siebie i innych, choćby na raty”.

  • Pingback: Tweets that mention Dziękujemy za palenie. A teraz won. | AK74 - Artur Kurasiński blog (cc) 2007-2010 -- Topsy.com()

  • wpk

    @Lady V. – nie, twoja wolność nie jest ograniczona. Tak samo jak nie jest ograniczona Twoja wolność gdy musisz zapłacić 500PLN za bilet na koncert a Cię nie stać. To organizator ustala czy w czasie koncertu można palić, i ile trzeba zapłacić za wejście – jego święte prawo.
    O ile jak najbardziej zgadzam się z zakazem palenia w miejscach ‚publicznych’ o tyle dla mnie prywatna knajpa takim miejscem nie jest (chociaż nasza socjalistyczna władza stara się to nam wmówić – vide przykład człowieka który dostał mandat za ‚przeklinanie w miejscu publicznym’ gdy powiedział ‚k*wa’ idąc polem na zabitej dechami wiosze). I świętym prawem właściciela powinna być możliwość ustalenia czy w danym lokalu można palić, czy można pierdzieć, i kogo do środka wpuszczać a kogo nie.
    Poza tym powstał kolejny absurd w naszym prawie – nie wolno palić w shisha barach w których pali się ‚z definicji’, no ale co tam logika – ważne żeby szum był…

  • Pingback: 15 listopada | Tutaj jakiś fajny tytuł()

  • W Holandii konopie są wolne od dawna…
    W Holandii (w ogóle w Zachodniej Europie) wolny i myślący człek, nie
    dmucha śmierdzącym gównem w twarze innych ludzi, tylko dlatego, że
    jemu akurat się tak CHCE + jest silnie uzależniony i NIE CHCE nic z
    tym zrobić! Nałogowe palenie można wyleczyć – tak jak homoseksualizm, trzeba tylko CHCIEĆ się wyleczyć!

    Nawet nie jestem w stanie spamiętać ile razy zrezygnowałem z imprez
    publicznych (głównie koncertów) w zakmiętych lokalach, gdzie oszalała
    tłuszcza – zaraz po spożyciu paru łyków piwa, zdaje się mimowolnie
    przyłącza się do wieloosobowej sztafety pt. KTO DZIŚ WYPALI WIĘCEJ
    PETÓW W JAK NAJKRÓTSZYM CZASIE?!
    Nikt wtedy nie pyta o wolność ludzi niepalących,znajdujących się także w tym miejscu…

    Do dziś pamiętam TYLKO JEDEN KONCERT, na którym artyści życzyli sobie, żeby nie kopcić w sali klubu z barem które podawało piwo:
    SATOKO FUJI QUARTET, parę lat temu w Dramatycznym Jazzgocie!

    Wolność jednych, jeśli dzieje się kosztem drugich – zamienia się z
    definicji w dyktat – dyktat tego, czy i kiedy mogę oddychać niezasmrodzonym powietrzem!

    Nie raz na klubowych imprezach (gdziekolwiek by się nie odbywały)
    wychodziłem z pomieszczeń – bo mimo zastosowania środków znieczulających (marihuana/alkohol), posmórd papierosowy w pewnym momencie stawał się nie do wytrzymania! Pieczenie oczu, odruch wymiotny… to chyba najlepsze argumenty za tym, że dym papierosowy nie jest naturalnym środowiskiem człowieka…

    Jeśli ktoś jeszcze nie wymyślił dla siebie samego tego, że palenie to głupota sterowana przez przemysł tytoniowy – to dla mnie ma poważne problemy z myśleniem w ogóle…

  • Uki

    A propos zaskakującej wypowiedzi Żakowskiego – zauważyłem wśród wielu moich znajomych, których intelekt szanuję i z którymi zawsze potrafiłem rozmawiać i dyskutować nawet w sprawach spornych gwałtowny skok demagogii i agresji w dyskusji na temat zakazu. Nie chcę wierzyć moim uszom, jak urągające intelektowi argumenty używają palacze, gdy zabroniono im truć i smrodzić innych.

    Ewidentnie to nałóg mówi, nie oni.

  • To oczywiste – raz przyznane przywileje trudno jest zabrać :)
    Zawsze jest wtedy bunt.

    Arek

  • Lady V.

    @wpk – abstrahując od tego, czy uważam, że masz rację, czy nie (bo wyłonilaby się z tego jałowa dyskusja), pozwolę sobie dodać jeszcze coś w kwestii wolności. To już nie jest polemika z Tobą, tylko luźne spostrzeżenie.

    Palacze oburzają się, że ogranicza się ich wolność. Otóż nie, nie ogranicza się. Zawsze mają wybór, mogą po prostu posiedzieć w domu i tam popalić. Posłuchać sobie muzyki z płyty. Nikt im przecież nie każe chodzić do klubów.

    W ten oto nieco perfidny sposób odwracam całkowicie to, co zwykle piszą palacze w dyskusji o zakazie kopcenia. Nie zliczę, ile już czytałam lub słyszałam argumentów „przecież nie musisz chodzić tam, gdzie palą, zawsze masz wybór”. Bzdura. Nie mam wyboru, bo czułam się tak, jakbym nie robiąc nic złego, zawsze otrzymywała zakaz wstępu. Palcz ma wybór, czy będzie palił, czy nie.
    Może wreszcie więc palacze uświadomią też sobie, że za każdym wyborem idzie też odpowiedzialność. Za siebie i za innych. Skoro palacz nie potrafi być odpowiedzialny za innych, bo nie nazwę odpowiedzialnością trucie otoczenia i zabijanie na raty, ustawodawca musiał go w tym wyręczyć.

  • Do tej pory wydzielanie strefy dla niepalących miało tyle sensu co wydzielanie strefy dla niesikających w basenie.

  • Kley

    Palacze powinni znać swoje miejsce… chwila, przecież znali. To raczej pultająca się banda kretynów wchodziła do zadymionej knajpy, żeby móc ponarzekać, że taka zadymiona. Jak nie lubię hamburgerów, to nie wchodzę do Mac’a i nie narzekam, że muszę u nich jeść ten szit.

  • zazi

    „powinno się was zamykać” – czy przypadkiem pani pisząca ten artykuł nie narusza podstawowego prawa człowieka do godności? chyba nie ma pani zielonego pojęcia o etyce dziennikarskiej, jak również o tym, że pisząc w taki sposób obraża pani 30% społeczeństwa polskiego

  • zazi

    po drugie to samo można powiedzieć o piciu alkoholu w knajpach, i to samo o piciu kawy, przecież jeszcze w początku lat XX kawa była uznana za narkotyk? po trzecie, nałóg nikotynowy jest uznawany za chorobę np. w Szwecji? dlaczego tam podejmuje się starania, żeby człowieka wyciągnąć z nałogu, a w Polsce nic. Bo chodzi o prawie dziesięć złotych akcyzy z każdej paczki wypalanej przez 7-10 mln Polaków dziennie, bo to przecież zastrzyk pieniężny dla budżetu państwa, czyż nie?myślę również że większość osób palących z wielką chęcią poszło by na terapię oduczania palenia, bo większość, tak myślę, nie chce palić

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę