Szukaj
Zamknij
Internet

Nie szukaj inwestora i wywal z RSS Techcrunch’a. Lepiej zapłać VAT i ZUS w terminie.

Mam taką sprawdzoną metodę – jeśli ktoś uwielbia i wychwala cokolwiek związanego z NLP albo zachwyca się czymkolwiek co napisał Robert Kiyosaki usuwam go z kontaktów bądź staram się ograniczyć relacje. W najlepszych wypadku minimalizuję szansę na przypadkowe spotkanie….

Od paru miesięcy waham się czy tę samą metodę nie zacząć stosować w przypadku ludzi, których podstawową wiedzą o świecie są blogi, serwisy specjalistyczne dotyczące IT oraz cytaty (najlepiej Jobs albo Buffet). I nie chodzi tu tylko o „młodych, gniewnych startupowców”.

Wiem, że bardzo łatwo i modnie jest zapostować (sam tak często robię) na fejsie przemyślenia 2-go garnituru inwestorów z Doliny Krzemowej. Albo ogłoszenie przeczytania biografii Jobsa w oryginale. Albo celny cytat Paula Grahama. Albo kolejny filmik z Garym Vaynerchukiem. Ważny news! „Startup X dostał w rundzie B aż 5 mln dolarów!”. Link z anglojęzyczną informacją wygląda fajnie bo pokazuje, że czytasz coś „branżowego”. Tylko czy naprawdę ta informacja ma jakiekolwiek znaczenie dla Twojego biznesu?

Stop. Jak to? Przecież żyjemy w globalnej wiosce i to co dzieje się w USA za chwilę w takiej czy innej formie pojawi się w Polsce. Każdy to wie!

I tak i nie. Nie chodzi o to, że to są kłamstwa (bynajmniej) czy mało wartościowe informacje. Chodzi o to, że jesteś rybką pływającą w innym stawie i w 99% to co dzieje się poza Polską naprawdę Ciebie nie dotyczy. Mieszkasz w Polsce i robisz biznesy w Polsce – nie w Kalifornii czy San Francisco.

Dlaczego to jest złe? Z prostej przyczyny – buduje odrealnione wizję jak wygląda biznes (nawet ten na poziomie „przedsiębiorstwa jednoosobowego”), jak się inicjuje projekty, jak się szuka kontaktów i zdobywa pierwsze doświadczenie. Papka, którą przyswajasz podczas codziennie lektury takiego „TC” to porno newsy dla Twoich oczu i Twojego mózgu. I ma się dokładnie tak samo do prawdziwego związku jak sex pokazywany na serwisach typu XXX.

Musisz nauczyć się filtrować informacje. Podniecanie się zmianami regulaminów, przetasowaniami na szczytach władzy w korporacjach czy spadki wyceny spółek zostaw dziennikarzom. Oni z tego żyją – Ty i Twój biznes zyskacie wtedy kiedy Twoi klienci zaczną kupować Twój produkt.

Druga sprawa – od jakiegoś czasu ze wszystkich stron forsowany jest „jedynie słuszny” wizerunek startupu, które jeśli ma zdobyć przychylność polskich blogerów, branży i inwestorów musi działać tak: team złożony z piętnastolatków spotyka się na którymś z eventów typu Startup Weekend. Przedstawiony pomysł i realizacja rozwalają jury i publikę. Wszyscy płaczą i klaszczą na przemian.

Potem nagle i cudownie pojawia się „inwestor z Ameryki” i za 1 mln dolarów (nagłówki na wiodących blogach IT „Wiemy piersi za ile kupiono X!„) kupuje całą „firmę” wraz z „founderami”.

Całość tego cudownego procesu opisuje Techcrunch (i żeby było jeszcze zdziwniej i cudowniej: Mike Butcher sam płaci za przelot i hotel żeby się spotkać i napisać newsa o polskim startupie). Orgazm! Kurtyna!

Stop. A dlaczego nie ma nic pośrodku? Dlaczego firma, która ma przychód w Polsce 2-3 miliony i zatrudnia 5-10 osób nie może być „sexy” biznesnem i modelem do naśladowania? Dlaczego podchodzimy do tego zero-jedynkowo: albo głośny sukces na miarę Instagrama albo to nie może być ciekawie rozwijająca się firma?

Dlaczego od razu trzeba startować w wyścigach ze startupami z amerykańskich garażów?

Jedna z odpowiedzi może być taka: „w Polsce nie ma szans na inwestycję seed dająca się potem sensownie wyskalować globalnie”. Polscy inwestorzy (VC, inkubatory i aniołowie biznesu – zostawmy na chwilę ich ilość i jakość rynkową) są bardzo bardzo impregnowani na nowinki (UPDATE – nie wszyscy na szczęście bo i w tym wypadku znajduje zastosowanie zasada Pareto: 80% złych a 20% sensowynych inwestorów) . Oczywiście każdy będzie mówił, że „inwestuje w mobile i big data” tylko, że powtarzają to nie rozumiejąc dokładnie co mówią.

W Polsce przepływ pieniędzy nie jest powodowany chęcią zainwestowania w projekty innowacyjne tylko szybkiego zarobienia pieniędzy. Przeczytaj jeszcze raz poprzednie zdanie – zrozumiałeś różnicę? Najchętniej inwestorzy by dali kasę na kopalnie węgla albo sieć hipermarketów – na coś co rozumieją, czego mogą dotknąć i znają stopę zwrotu.

To prawda tylko kto Ci powiedział, że rozwój Twojej firmy musi być zależny od tego czy znajdziesz inwestora? Kto twierdzi, że nie da się zbudować firmy średniej wielkości bez gotówki od VC czy BA? Dlaczego z uporem pokazujemy (my – blogerzy, obserwatorzy i komentatorzy) jako pozytywny przykład na rozwój model: „startup = inwestor”?

W Polsce nie ma kultury inwestowania w małe firmy. Największe globalne osiągnięcia polskiego biznesu to profile okienne, tytoń, wódka, produkcja klejów do tapet czy mebli a nie elektronika czy innowacyjne rozwiązania z zakresu IT. Polski przedsiębiorca (nawet ten duży) a Twój potencjalny inwestor wyglądać będzie jak pan z wąsem w laczkach i skórzanej kurtce.

Zupełnie inaczej niż ci wszyscy amerykańscy inwestorzy w rozpiętych koszulach i spodniach typu chinos w kolorze khaki. O różnicach w wykształceniu, zainteresowaniach, wiedzy już nie wspomnę. O zasobności portfeli też nie. Inna kultura, doświadczenia i środowisko.

Jeśli od początku założysz, że budujesz firmę po to żeby „złapać” inwestora popełniasz błąd – po pierwsze koncentrujesz się na stworzeniu iluzji (powtarzam – iluzji) firmy, która jest zdrowa i rozwija się dobrze a nie na faktycznym jej rozwoju. Chyba, że jesteś po prostu gościem, który „żyje z inwestycji” – gratuluję ale długo nie pociągniesz (dużej części inkubatorów kasa z 3.1 zacznie się kończyć w 2013 roku).

W bardzo wielu sytuacjach Twoim największym zmartwieniem będzie polski Urząd Skarbowy albo Celny a nie spotkania z inwestorami z Sequoia Capital. Nawiązuj więcej rzeczywistych kontaktów z innymi osobami (poprzez konferencje, Aula Polska, barcampy) – mniej ślepego przeklepywania informacji oraz kroplówki RSS’owej i społecznościowej. Ogranicz Twittera i Facebooka – tam spotkasz tylko takie same osoby jak Ty.

Podsumowując: mniej Steve’a Blanka, Marka Cubana, Johna Grubera – więcej śledzenia zmian w polskim prawie, znajomości lokalnego rynku i wiedzy z zakresu optymalizacji podatków. W 99% przypadków Twój biznes i Ty nigdy nie będziecie mieli nic wspólnego z rynkami poza Polską (niestety).

Co nie oznacza, że Ci tego nie życzę – jestem jednak realistą i nakłaniam Ciebie do tego samego. Twórz realne plany i realizuj je. Szaleństwo w biznesie jest pożądane ale zakłada też, że przy okazji będziesz miał dużo szczęścia (i jeszcze więcej środków finansowych na koncie).

PS. Posiadania angielskiej wersji językowej swojego produktu to jeszcze nie jest niestety „wejście na rynki globalne”. Przepraszam, musiałem.

  • Smutny tekst. Ale pewnie prawdziwy. Nie wiem, nie mam startupu.
    Ale nie zgodzę się do końca z tym, że patrzenie na jakieś wzorce typu Jobs, Kiyosaki jest złe. To ludzie, którzy z niczego zrobili coś, głównie dzięki swojemu uporowi i ciężkiej pracy. Fakt, że na innych rynkach, w innych czasach. Wydaje mi się, że sztuką jest czerpanie z tych wzorców rad uniwersalnych, które można przełożyć na polskie realia.

    I dla przekory powiem tylko, że Kiyosaki w jednej ze swoich książek pisał, że jednym z filarów biznesu (a później inwestycji) jest umiejętność czytania zestawień finansowych, rachunkowość, znajomość prawa. Może zatem inwestycje w małe firmy powinny polegać nie na przekazywaniu im pieniędzy, tylko dostarczaniu im specjalistycznej wiedzy z dziedziny zarządzania i finansów?

  • mala_firma

    Oczywiscie sie nie zgodze – nie ma zadnego problemu otworzyc firme w UK, a nawet taka, zalozona w Polsce moze miec konto w Euro, dolarach itd wiec troche bez sensu sie ograniczac do jednego nie az tak duzego rynku.
    Jesli masz naprawde dobry pomysl to dlaczego nie mialby sie udac na skale globalna?
    Takze nie warto sie ograniczac do naszego zascianka i naszych problemikow, przpisy podatkowe to ma znac pani z twojego biura podatkowego lub ksiegowy a ty sie koncentruj na tzw biznesie wlasciwym czyli jak zarobic te pieniadze od ktorych bedziesz placil troche mniej lub wiecej podatku.
    Co do Kiyosaki to osobiscie nie jest moj ideal, ale widac ze sobie radzi – ostatnio jedna z jego firm ‚zbankrutowala’ dzieki czemu uniknal oddawania $45 000 000. Latwo zrozumiec czemu taki cwaniak wielu Polakom sie podoba.
    Gdybym szukal inwestorow to tez nie ograniczal bym sie do Polski – para emerytow z ‚zachodu’ bylaby w stanie finansowac maly polski startup, a pisze to dlatego, ze jest wiele osob ktore po prostu tam nie wiedza co maja robic z pieniedzmi i przynajmniej niektorzy beda sklonni zaryzykowac. W Polsce ta grupa jest po prostu duzo mniejsza i przez to bardziej selektywna…

  • Janek Podhalanek

    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=0CDXJ6bMkMY

    Bardzo podobny przekaz DHH z 2008

    teaser:

    „…There used to be once upon a time when a million dollars used to be a lot of money, I still think a million dollars is a lot of money, but all these VC’s are talking about is billion dollar companies or 300 million dollars company. I think you can be pretty happy with a million dollars, most people would be, and I think we lose sight of that because we get this image pumped up of the billion dollar company…”

  • Pingback: Małgorzata Foggin - startup Frostbox. Historia startupu powstałego na serwetce aż po współpracę z Kloutem i Wahooly()

  • Alleluja! W końcu ktoś pisze prawde o tym jak wygląda polska scena inwestycyjna.

    mala_firma -> gratuluję pozytywnego nastawienia w polskiej rzeczywistości.Do tego jeszcze twardy tyłek i wciśnięty pomiędzy zęby drewniany kijek. No i kasa na boku, żeby ratować się w razie potrzeby! Na pewno się uda :-)

  • Aga

    Dlaczego tylko Aula jest pełna smutnych i mało kontaktowych osób? Większość nie ma pojęcia o modelowaniu biznesowym, żadnej wizji tylko chęć konsumpcji, najlepiej szybkiej.

  • Aga

    Dlaczego tylko Aula jest pełna smutnych i mało kontaktowych osób? Większość nie ma pojęcia o modelowaniu biznesowym, żadnej wizji tylko chęć konsumpcji, najlepiej szybkiej.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę