Szukaj
Zamknij
Konferencja i spotkanie

Ameryka w drodze czyli jak przemierzyć 10 tysięcy kilometrów samochodem i nie dostać mandatu

ameryka_ak74_blog

Ameryka zbudowana jest dla samochodów. Ameryka kusi żeby ją przemierzać samochodem. Ameryka jest wielka i bardzo interesująca pod kątem wycieczek – jeśli masz kilka tygodni wolnego i lubisz prowadzić samochód a nie tylko latać z lotniska na lotnisko to zapraszam do relacji z 6-cio tygodniowej podróży po USA…

Jest coś magicznego oglądać te niby znane (bo oglądane wiele razy w TV czy w kinie) obrazki np. Golden Bridge w San Francisco czy znaku „Witamy w Las Vegas” ale tym razem na własne oczy. Amerykanie budując swój kraj postawili na dość oczywistą prawdę – samochodem poruszają się wszyscy (chyba, że jesteś kowbojem i masz konia) i wszyscy powinni mieć możliwość dojechania wszędzie. Zatem nie dziwą wcale fast foodowe „drive in” – dlaczego nie pójść krok dalej i zrobić „drive in zoo” (tak, widzieliśmy coś takiego na własne oczy). Podróżowanie samochodem po USA jest miłe dla oka (trochę gorzej dla portfela) – dzięki ogromnej ilości dróg można pojechać gdzie się chce i robić co się komu zamarzy. Samochód Twoim bogiem. Nie masz prawa jazdy? Nie jesteś Amerykaninem.

Amerykę przemierzali już migrujący z małych wsi do miast robotnicy, bitnicy i hippisi – wszyscy podróżowali drogami, wszyscy przemierzali ten sam bezkres Ameryki od Wschodniego do Zachodniego wybrzeża (albo odwrotnie). Ameryka pod tym względem jest perełką – jednego dnia można zasnąć oglądając pasące się bizony żeby następnego kąpać się w strumieniach górskich potoków a po paru dniach dotrzeć nad ciepły ocean i rozkoszować morską bryzą.

Zrozumiałem (albo tak mi się wydaję) dlaczego Amerykanie często manifestują wręcz niechęć do władz centralnych a w szczególności do Waszyngtonu. Z perspektywy mieszkańca na przykład Nevady Biały Dom jest obcym tworem i znajduje się na innej plancie. Gdzieś tysiące mil stąd. W innym stanie czyli nigdzie. Zrozumiałem też dlaczego Amerykanie nie wyjeżdżają ze swojego kraju – nie muszą. Mają u siebie wszystko. Góry, ogromne lasy, jeziora, piękne plaże. Dziką Alaskę i słoneczną Kalifornię. Kto by się pchał 9 godzin samolotem do Europy?

Podstawowa różnica dla Europejczyka po przyjeździe do USA to odległości mierzone czasem pokonywanym podczas jazdy. Jeśli pytasz się o czas dotarcia do na przykład dworca (nawet jeśli mówimy o odległości rzędu jednego kilometra) to osoba pytana określi ją w oparciu o swoją wiedzę dotyczącą czasu przejechania tego odcinka samochodem. Osoby, które chodzą (w ostateczności korzystają z komunikacji miejskiej) oczywiście występują ale nie prowadzenie przez nie własnego samochodu jest już świadomym wyborem.

Kolejną niespodzianką jest sieć dróg, ilość autostrad i ich stan techniczny – wszystkie te czynniki sprawiają, że podróżowanie samochodem po Ameryce jest może nie najtańszym sposobem transportu ale zapewne nie jest tak uciążliwe jak przejechanie z Polski do Hiszpanii. Amerykańskie drogi niestety mają jedną podstawową wadę – poza nielicznymi specjalnymi odcinkami (Pacific 1 i Big Sur) są nudne jak flaki z olejem i po prostu nie ma wokół nich nic ciekawego. Warto planując taką wyprawę wiedzieć po co się jedzie i co jest celem tak długiej podróży.

Poniżej znajdziecie mini kompendium wiedzy jaką zgromadziłem na temat podróżowania po USA – ceny za jakiś czas ulegną zmianom ale podstawowe wskazówki powinny przydać się niezależnie kiedy będzie planowali swoją wyprawę. Czasami uwagi je wynotowałem mogą być chaotyczne i ich kolejność pomieszana za co przepraszam. Jeśli macie jakieś pytania – śmiało zadawajcie pytania w komentarzach.

***

Wiza – Straszyli, straszyli a załatwienie wizy to raptem jedna wizyta (ok – długa bo przeszło 2,5h) podczas której pan w okienku w ambasadzie (albo pani) pyta się po co chcesz odwiedzić kraj zwany Ameryką. Odpowiadasz zgodnie z prawdą, że podziwiasz go i chcesz pojechać tam żeby móc podziwiać jeszcze bardziej. Pieczątka, kurtyna. Wiza do odebrania za tydzień czasu w biurze firmy kurierskiej (w chooolerę daleko trzeba się wybrać ale nie ma innej opcji).

Samolot – Należy się modlić żeby ceny Dreamlinera spadły i żebyśmy wszyscy mogli doświadczyć tych cudów jakie przygotowali dla maluczkich inżynierowi Boeinga. Inaczej 8 godzin lotu z Monachium do Nowego Jorku (dodać należy jeszcze 1,5 z Warszawy do Monachium) upływać Ci będą jak krew z nosa. Oczywiście – pomaga oglądanie filmów ale wybór filmów nie jest powalający. Moja rada – nie śpij przed wylotem i postaraj się podczas lotu zmusić się do snu jak najszybciej. Olej wszystkie posiłki i po prostu śpij.

Przekroczenie granicy – Znowu straszyli, straszyli. Leciałem sam z małym dzieckiem, które lekko gorączkowało. W internecie roi się od opowieści jak to bezczelny celnik amerykański zamyka drogą do krainy szczęśliwości (czytaj – pracy na czarno) przed Polakiem, którego pra-…-pra-pradziadek walczył u boku Pulaskiego (więc jak kurna wjechać nie mogę, no jak??). Bullshit. Pogranicznik jest zmęczony i znudzony i chce iść do domu – jeśli nie jesteś przestępcą ścigany w USA albo nie wwozisz czegoś czego nie wolno wwozić to rachu ciachu i jesteś po właściwej stronie barierki. Nie widziałem też sławnych czujników do wykrywania podwyższonej temperatury. Welcome to America my friend.

Samochody – brać automaty (w sensie z automatyczną skrzynią biegów). Nie ma sensu udawać mistrza kierownicy. Automat muli, jest tępy i nie daje przyjemności z ostrej jazdy (ale ale – jaka ostra jazda z ograniczeniami prędkości na każdym kroku). Nie bój się wypożyczyć dużego samochodu – jeździliśmy w sumie czterema różnymi samochodami (Ford Explorer, Chevrolet Cruze, Dodge Charger, Volkswagen Jetta) i najmilej wspominam pierwszego, ogromnego (tak nam się wydawało na początku) Forda Explorera.

Po załadowaniu walizek na tył (walizki nie składają się, pamiętacie?), doładowaniu zakupów, materacy i tak dalej okazało się, że…cały tył jest zajęty. Przypomnę – w samochodzie było tylko dwóch dorosłych i jedno małe dziecko (3,5 roku). Nie braliśmy kajaków, zapasowych opon czy spadochronów. Duży samochód = wjedziesz i zjedziesz skąd chcesz. Nie boisz się o uskok w nawierzchni, mokrą trawę czy piasek. Włączasz 4x i zabawa się zaczyna – szczególnie polecam duży samochód z 4x do jeżdżenia po parkach narodowych.

Duży samochód oczywiście pali więcej ale znowu – mitem jest wysokie spalanie amerykańskich wozów. Fordowi udawało się żłopać 11-12 litrów co i tak powodowało konieczność co najmniej dwóch wizyt dziennie na stacjach benzynowych. Ceny benzyny kształtowały się na poziomie 3,5$-5$ za galon więc taniej niż w Polsce – niestety ilość przejechanych kilometrów (w czasie całego pobytu przejechaliśmy łącznie około 12 tysięcy kilometrów).

Wypożyczalnie – jest ich mnóstwo. Oferują w zasadzie to samo tylko w różnych cenach. Hertz niby jest najdroższy ale żaden konkurent nie potrafił przedstawić oferty dla trasy (ważne – w wypożyczalniach często cena zależy od zaplanowanej ilości przejechanych kilometrów i miejsca zwrócenia pojazdu) Chicago-Los Angeles. Za wypożyczenie samochodu na miesiąc czasu (bez limitu kilometrów) ale i bez ubezpieczenia (jeśli byśmy spowodowali uszkodzenie samochodu musielibyśmy go naprawiać na swój koszt) zapłaciliśmy ~ 1400$.

Jedzenie – Ameryka jest gruba i źle się odżywia. Tak źle, tak mało smacznie i tak obrzydliwie mało wyszukanie nie jadłem nigdzie. Pomijam fast foody (które w małych miejscowościach są kawiarniami, restauracjami i jedynym miejscem gdzie można kupić coś do jedzenia) ale „zwykłe jedzenie” sprzedawane w kantynach, restauracjach czy knajpach woła o pomstę do nieba. Jest zazwyczaj słone (wszystko jest słone – nawet sernik!!), z dużą ilością sody oraz doładowane niesamowitą ilością kalorii. Dwa razy strułem się poważnie jedząc w knajpach tak więc pod koniec wyprawy naprawdę z dużą rozwagą podchodziłem do wybierania posiłków. Słowo wtrętu na temat burgerów – amerykańskie burgery (próbowałem w sumie w 5 miejscach) niezależnie czy „sieciówkowe” czy hipsterskie są po prostu kiepskie. Amerykanie nie umieją przyprawiać miesą, dobierać dodatków – podstawą jest polanie wszystkiego grubą warstwą majonezu i keczupu.

Sklepy wszelakie – Są, działają zazwyczaj do 20.00-21.00. Zgromadzone w obrębie centrów handlowych albo osobnych sklepów (jeśli szukacie „spożywczaka”). Mitem jest to, że Amerykanie nie mają w swoich sklepach jarzyn i owoców – mają i to w dużych ilościach (i nie mówimy tylko o siecach z ekologicznymi produktami takimi jak Trader Joe’s). Amerykanie po prostu odwykli od przygotowywania jedzenia – wolą pójść do knajpy. Ceny mięsa robią wrażenie – zazwyczaj opłaca się kupić 1kg dowolnego mięsa zamiast torebki z warzywami. Małe sklepy typu „guma do żucia i coca cola” znajdziesz prawie wszędzie. Wizytę w sieciówkach typu „Wallmart” odradzam – starta czasu, marnej jakości towary spożywcze. Jeśli chcesz kupić dobrej jakości mięso czy warzywa musisz nieźle się naszukać :(

Noclegi – Jadąc między Chicago a Los Angeles nic nie rezerwowaliśmy z wyprzedzeniem (poza Hawajami). Zazwyczaj nie mieliśmy pojęcia dokąd dojedziemy więc szukaliśmy spania albo śledząc pojawiające się tablice albo sprawdzając Booking.com. Ceny hoteli są różne – zdarzyło nam się spać gdzieś na zadupiu w sieciówce „Best Western” za 65$ za noc (pokój dla dwóch osób – dziecko zazwyczaj nie jest wliczane jako gość) do 150$-180$ w bardziej wypoczynkowych miejscach. Do ceny należy doliczyć podatek (co zazwyczaj nie jest wykazywane w cenniku). W Las Vegas za pokój w „Hard Rock Hotel” (jeden z najwyższych standardów w jakim nocowaliśmy w USA) zapłaciliśmy…50$ dzięki rezerwacji dokonanej przez Booking.com. Przedłużenie noclegu o kolejną noc kosztowało już 100$.

Hotele mają zazwyczaj podobny standard – maszynka do kawy, łóżko (albo dwa – zawsze sprawdzaliśmy czy jest opcja „double kings size bed”), łazienka. Zazwyczaj były też śniadania – niestety „śniadanie” w USA oznacza bardzo ubogi posiłek robiony zazwyczaj z mało smacznych półproduktów (jajecznica w proszku + kawopodobny napój). Nie liczcie, że się najecie i lepiej omijajcie te opcje. Motele mają standard bardzo różny – od zbliżonego do hotelowego po bardzo spartańskie warunki w stylu „prześpij się i spadaj”.

Parę osób pytało mnie się czy korzystałem z Airbnb – korzystaliśmy dwa razy. W obu wypadkach coś było nie tak z ofertą. W dodatku znalezienie oferty w NYC przerosło nas – odmawiano nam z uwagi na dziecko (otwarcie pisano, że nie właścicele lokalu nie chcą dzieci z powodu konieczności dodatkowych zabezpieczeń szyb itd). Odpuściliśmy więc sobie – poza tym przy naszym sposobie szukania noclegów Airbnb nie był odpowiedni. Preferowaliśmy „tu i teraz” zamiast „zaplanujmy co się wydarzy za tydzień”.

Parki Narodowe – Tak, tak, tak. Nie ma takich w Europie i na próżno ich szukać w innych częściach świata. Czegoś takiego jak Bryce, Zion, Yellowstone czy Wielki Kanion nie widziałem i zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Koniecznie musicie je zobaczyć. Bilet wstęp (wjazdu) kosztuje ~ 25$ (za samochód bez liczenia ile jest w nim osób). Jeśli planujesz zwiedzić ich więcej to warto kupić „annual pass” kosztujący 100$. Roczny bilet pozwala też na zniżki w innych miejsach.

Kempingi – Osobna opowieść. Standard nawet kiepskiego amerykańskiego kempingu w porównaniu do Polski oznacza cztery gwiazdki. Dobre kempingi z całą masą udogodnień (polecam szukać kempingów zrzeszonych w KOA) – i nie mówię tylko o prysznicach z ciepłą wodą. Mówię o osobnych stanowiskach do grillowania, kuchenkami mikrofalowymi, stanowiskami do mycia oraz basenami, placami zabaw a także własnym sklepem i wyznaczonym miejscem do biwakowania (tak – każdy namiot ma swój placyk) a dla pojazdów RV (rozumianych jako wieeelkie przyczepy i tym podobne pojazdy) osobne miejsce na prąd, podłączenie do szamba itd.

Gotowanie – Przy dłuższym pobycie dobrym pomysłem jest gotowanie własnych posiłków. Nie dlatego że wychodzi taniej (minimalnie) ale po prostu Wasz żołądek odmówi posłuszeństwa. Ile czasu można jeść frytki albo kanapki z Subwaya? Parę dni. Zatęsknicie do prostej zupy z ryżem czy kurczaka (ale bez centymetrowej panierki).

Karty kredytowe / debetowe – Nie było tak fajnie jak sądziłem. MasterCard jest oczywiście znanym brandem w USA ale nie wszystkie terminale chciały przyjmować kartę z Alior Banku. Zazwyczaj kończył się to na „ręcznym” wprowadzeniu numeru karty. Czasami musiałem podpisywać kwitek, czasami wystarczały przeciągnięcie karty (bez pinu i podpisu). Dwa razy na te kilkaset transakcji odmówiono mi przyjęcia karty i musiałem ratować się inną (dobrze mieć ze sobą dwie karty różnych banków – najlepiej jeśli jedna z nich jest kredytową). Uwaga – na pytanie „czy to jest karta kredytowa” odpowiadać zawsze „tak”. Niezależnie, że jak wół jest na niej napisane „debet”. Nieważne – system i tak ją przyjmie. W drugą stronę pojawiają się problemy.

Ograniczenia prędkości – W zależności od stanu czasami to było 65 a czasami 80 mil na godzinę. W nocy ograniczenie prędkości spada o 10 mil. Czy 60 mil na godzinę to jest dużo? Dla kierowcy z Polski, który jeździ w trybie „szarpanym” (czyli bardzo szybko tam gdzie można np. autostradą a potem stoi w korkach w dojazdach) na początku wygląda to dziwnie – wszyscy (naprawdę WSZYSCY) jadą grzecznie zgodnie z przepisami. Nowymi i starymi samochodami bez względu na moc silnika. Potem zaczyna się dostrzegać zalety – jazda płynna nie powoduje takich „atrakcji” jak potrzeba ciągłej kontroli rejonów „za”, „przed” czy z boku pojazdu. Zaczynasz ufać i nie kręcić nerwowo kierownicą. Po pierwszym tysiącu kilometrów

Tempomat aka cruise control – Zbawienie. To jest coś bez czego nie przejedziesz USA. Albo inaczej – przejedziesz ale Twoje kończyny będą do wymiany. Przy 6-8 godzinnej jeździe podczas której jedyne o co się martwisz to paliwo – nie redukujesz biegów bo ich nie masz (automatyczna skrzynia), nie naciskasz sprzęgła bo go nie masz. Jedyne co musisz zrobić to trzymać kierownicę.

Policja– jest i to wszędzie. Na drogach i poza nimi. Codziennie widziałem 2-3 interwencje szeryfów albo innych lotnych brygad, które zatrzymywały na autostradach delikwentów. Z policjantami się nie dyskutuje, nie próbuje przekupować i traktuje jako wyrocznię – cokolwiek on powie ma rację. Zdarzyło mi się być zatrzymanym za jazdę bez świateł przez patrol – ku mojemu zdziwieniu policjant zapytał się tylko czy wiem, że nie mam włączonych świateł, upewnił się, że umiem to zrobić w wypożyczonym samochodzie po czym życzył mi bezpiecznej drogi (tak – nie otrzymałem żadnego mandatu). Najdziwniejsza akcja z udziałem policji, którą widzieliśmy – mini karambol wozów policyjnych w Utah (skutek pościgu) oraz pojawienie się znikąd (środek pustyni) samochodu, który zaczął gonić za kierowcą nie stosującym się do ograniczenia prędkości (wyglądało to jakbym samochód policji pojawił się nagle na poboczu i zaczął ścigać inny samochód)

Telefon komórkowy – a nawet dwa. W jednym karta od polskiego operatora w drugim od lokalnego. I upewnić się czy w tym „krajowym” „dane komórkowe” są wyłączone ponieważ przelicznik wykorzystania KB na PLN jest bardzo kosztowny (dwie faktury za lipiec i sierpień kosztowały mnie więcej niż cały rok). Z jednego dzwonisz, odbierasz telefony (od zrozpaczonych klientów) a na drugim szukasz drogi. Wygoda.

Obsługa w sklepach – Temat rzeka. Generalnie powiem tak – jeśli w Polsce w 50% będziemy kiedykolwiek mieli taki poziom obsługi, podejścia do klienta, patrzenia „jego” oczami, chęci rozwiązywania problemów, umiejętność nawiązania relacji to będziemy mogli o sobie mówić, że naprawdę należymy do zachodniej cywilizacji.

Ubezpieczenie zdrowotne – Musisz mieć. Po prostu musisz. Mieliśmy dwa razy okazję przekonać jak działa amerykańska służba zdrowia i na jakie koszta to naraża osoby, które nie posiadają ubezpieczenia. Pierwsza wizyta polegająca na sprawdzeniu wysypki (nic groźnego – zniknęło po jednym dniu) kosztowała nas 650$ (uwaga – mówimy o konsultacji lekarskiej bez wypisania recepty). Druga wizyta na ostrym dyżurze (recepta + antybiotyk i inhalator) kosztowała…3500$. W obu wypadkach podejście lekarzy (bo bada nie jeden lekarz ale co najmniej dwie osoby) i całej obsługi szpitala wywoływało na nas absolutny opad szczęki. Profesjonalizm, poziom i umiejętność kontaktu z dzieckiem oraz wyposażenie sprawiały wrażenie jakbyśmy przenieśli się w czasie o 20 lat (w stosunku do tego co widuję w polskich szpitalach). Jak widać to kosztuje całkiem drogo. W pierwszym wypadku rachunek został wysłany na nasz polski adres – w drugim nie chciano nas wypuścić bez zapłaty. Z sumy 3500$ magicznie (naprawdę nie wiemy co to była za zniżka) zrobiło się nagle 520$ i tyle musieliśmy zostawić w kasie szpitala.

Hawaje– zatłoczone (Honolulu) albo bardzo wyludnione (Big Island). Na pewno wyglądają inaczej niż sobie je wyobrażasz (znowu – media kłamią). Nie ma niekończących się rzędów palm okalających ciche zatoczki z białym piaskiem. To znaczy są na okładach folderów :) Na Hawajach dobrze mieć samochód – tutejsza komunikacja miejska przypomina tę Polską. Rozkład jest ale czy i kiedy przyjedzie autobus nie wiadomo. Właściwie wszędzie fajnie mieć swój samochód :)

Mapy – Google Maps stało się moją podstawową aplikacją. Bez niej poruszanie się po miastach, szukanie dojazdu do hoteli, działających stacji benzynowych czy planowanie przemieszania się metrem po Nowym Jorku byłoby niemożliwe. Nie wiem jak można jeszcze korzystać z papierowych, analogowych map. Po prostu nie wiem.

Internet– Warto mieć. Nawet trzeba. Za pakiet „karta SIM + nielimitowany internet” (ale również rozmowy i SMS) na okres 30 dni w t-mobile zapłaciłem 83$. Niestety pokrycie przez t-mobile powierzchni USA jest kiepskie i oceniam, że przez 50% czasu podróży mogłem korzystać z internetu na tyle szybkiego żeby sprawdzać co się dzieje na Facebooku. Absolutnie jednak warto mieć ze sobą internet – ratowało nam to tyłki niezliczoną ilość razy.

USB w samochodzie – Powinno być standardem w każdym nowym samochodzie. Najlepiej dwa wejścia USB z przodu i jedno z tyłu dla pasażera z tyłu. I jeszcze możliwość oczywiście wpięcia się do prądu przez gniazdko „zapalniczkowe”. W sumie podczas jazdy udawało nam się ładować cztery urządzenia nonstop.

Ładowarki– A właściwie DUŻO ładowarek, przejściówek i kabelków. Niestety nie da tego się uniknąć. Aparat, trzy komórki, dwa lapotopy, kamera, tablet, iPod i Kindle – to wszystko napędzane jest prądem i wymaga podłączania do innych urządzeń (zgrywanie zdjęć itd). Pamiętajcie, że w USA w ścianach spotkacie inny układ kontaktów więc do każdej wtyczki potrzebujecie specjalnej przejściówki!

Sponsorzy i Partnerzy Mojej Wielkiej Wyprawy:

samsung_s4_ak74
Samsung – Nie ukrywam, że lubię Samsunga i bardzo zabiegałem o jego partnerstwo. Udało się i w czasie całej podróży będę testował Galaxy S4 na wszelkie możliwe sposoby. Na pewno będę zamęczał Was postując zdjęcia (śledźcie mnie na Facebooku). Albo filmy. Albo coś innego.

Partnerzy:

wimp_ak74_blog
WiMP – Wybrałem WiMPa ponieważ nie lubię się rozstawać z muzyką. Tym razem sprawdzę czy słuchanie „Rage Against The Machine” podczas jazdy przez Route 66 pozwoli mi szybciej pokonać odległość :) O WiMPie już pisałem – teraz czeka mnie dłuższe testowanie w terenie.

audioteka_blog_ak74
Audioteka – Do audiobooków przekonałem się od czasu kiedy spacerowałem z córką. Od tego czasu pochłaniam je kiedy jadę samochodem, lecę samolotem. Audiobooki są świetną alternatywną dla czytania – kto nie wierzy niech spróbuje któregoś ze słuchowisk na przykład „Niezwyciężony” Stanisława Lema. Audioteka od lat jest jedną z najlepszych polskich firm, które świetnie wykorzystały fundusze z UE i zaczyna być dostrzegana na świecie.

launch_app_ak74_blog
LAUNCH – Prosta aplikacja do prototypowania na urządzeniach mobilnych i stacjonarnie na webie. Skrojona do pracy w zespole (team programista / grafik / PM już nie będą musieli płakać po nocach), dostępna na wszystkie platformy i urządzenia. Start na jesieni 2013 roku.

fokus_app_ak74_blog
Fokus – dzięki Fokusowi dowiesz się co się dzieje na Twojej stronie www, w mediach społecznościowych i wszystkich tych serwisach na których coś dzieje się związanego z Twoją marką czy usługą. Wyobraź sobie Google Analytics, który jest dziecinnie prosty, umie doradzić i jest w stanie rozwiązać Twój problem. Witaj w Fokusie :) Usługa dostępna na jesieni 2013 roku.

  • volfen

    Kilka spostrzeżeń z mojej wizyty:

    1. Jak szedłem chodnikiem to wszyscy (nawet jakaś 85 letnia babcia) mijający w samochodach dziwnie się na mnie patrzyli.

    2. Odnośnie samochodów, to warto też wspomnieć o bankomatach i bankach dla zmotoryzowanych. Podjeżdżasz wkładasz czek w pneumatyczną rakietę i za chwilę masz w ręku cash.

    3. Odnośnie ograniczeń „W nocy ograniczenie prędkości spada o 10 mil.” i to jest logiczne podejście, a nie jak u nas. Poza tym w miejscowościach są często ograniczenia 5-10 mil na godzinę.

  • leafnode

    Tja, też przeżyłem dziwne spojrzenia jak chodziłem na piechotę. Po trzech dniach zobaczyłem innego pieszego: bezdomnego, bosego Murzyna gadającego do samochodów.

  • leafnode

    Big Sur i Pacific 1 – polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Niesamowite przeżycie. Co do jedzenia – zbawieniem są włoskie knajpki. Można zjeść coś normalnego. Wypożyczalnie: Hertz najdroższy jest tylko teoretycznie – polecam sprawdzenie w kilku wypożyczalniach.

  • volfen

    :) to już wiem dlaczego

  • leafnode

    Dodam tylko, że to był jedyny inny pieszy, którego widziałem ;)

  • Piotr

    Co do ograniczeń prędkości to różnie. W silicon valley jechałem grzecznie prawym pasem z dozwolona prędkością to mnie cały czas ktoś wyprzedzal.

  • leafnode

    Ta, mnie to samo – w aglomeracjach raczej trochę przekraczają.

    Artur nie wspomniał też o boskim wynalazku, jakim jest Carpool Lane. Dzięki niemu 3/4 korka na autostradzie przechodzącej przez Los Angeles nie musiałem stać ;) Wymóg to tylko 2 osoby w samochodzi (gdzieniegdzie wyższe – na Florydzie IIRC były 3), a pas i tak pusty.

  • Faktycznie – w LA i SF carpooling ratował nam czas dojazdu (mieliśmy 3 osoby na pokładzie ;)

  • SF to koszmar – pierwsze duze miasto gdzie kierowcy zmieniali pasy JAK CHCIELI i KIEDY CHCIELI :) potem nawet NY juz nie byl straszny.

  • volfen

    wjechaliście na Manhattan samochodem?

  • W życiu :))) metrem i taksówką tylko :)

  • volfen

    a już myślałem:)

  • volfen

    Jak to jest z kampingami przy parkach, trzeba przyjechać kamperem? są namioty? bangaloły?

  • Mozesz przyjechac zwyklym sedanem – po prostu nie podlaczysz sie do pradu i juz. Miejsca dla namiotow zawsze sa i nie trafilem nigdy na kemping „for RV only”. Kempingi sa ciche (po 22.00 zapada cisza – ale naprawde cisza) a rano (po 8.00) 90% samochodow znika. W wiekszosci tych lepszych kempingow sa tez pralnie i suszarnie wiec nie ma po co brac calej walizki ubran bo w drodze lepiej po prostu robic pranie. Kempingi sa tanie relatywnie (nie przekroczylismy nigdy 40$ za 3 osoby, samochod i namiot). Sa tez takie kempingi gdzie po prostu odliczona kwote wrzuca sie do skrzynki.

  • volfen

    Dzięki, możemy rozpocząć planowanie, ale ja bym jeszcze zahaczył o Kanadę, jeśli mówimy o parkach.

  • leafnode

    Przywoziliście namiot z Polski, kupiliście na miejscu, czy jakoś tam się da wypożyczyć?

  • Kupilem w Polsce i przywiozlem. ceny sprzetu sportowego (typu karmiaty / namioty itd) sa wyzsze nie w Polsce w takim np. Decathlonie.

  • kilobyte

    Fajnie przeczytac ciekawa opinie o podrozy. Z jedna rzecza nie moge sie zgodzic, i to znaczaco – to kwestia jedzenia. Rzeczywiscie jak sie jest na jakims zadupiu, gdzie jest jeden motel, to trudno zjesc danie jak 3 gwiazdkowej restauracji. Ale przez 3 tygodnie pobytu w fastfodzie typu mac jedlismy ze 3 razy (nie dalo sie inaczej, bo tylko to bylo) a wszedzie indziej, nawet w nieduzych miastach byly bardzo dobre knajpy. Do wyboru do koloru. I do tego te porcje – spokojnie jedno danie na 2 osoby dawaly sie najesc.
    No i ostatnia rzecz, za ktora tesknie jak nie wiem co – ich sniadania…

  • W małych miejscowościach (w np. Wyoming) nie było nic poza a) barem z odmrożoną pizzą bądź odmrozonym hamburegerm z keczupem b) chinskich barow (nawet nie probowalismy). Po raz pierwszy dobrze zjadłem w NYC. Miejscowosci i miasteczka = fast foody. Taka jest moja obserwacja – z ktora mozna sie oczywiscie nie zgadzac :)

  • ~Oth

    To żałuj, że nie próbowałeś ‚chińszczyzny’. zupełnie co innego niż w Polsce.

  • ~Oth

    Ceny na KOA są zdecydowanie wyższe niż na pozostałych. Ale masz dostęp do pralni, pryszniców, wifi, placu zabaw itp.
    KOA nad Oceanem Spokojnym to średnio 50$ + tax

    Dlatego lepiej zatrzymywać się w state park/state beach lub national park,
    do KOA zaglądać na pranie itp. Na państwowych są zwykle prysznice 25-50 centów za 1,5 minuty.

    Podrużuję właśnie po poludniowo wschodnich stanach.

  • ~Oth

    Jak jedziesz w miejsca gdzie może padać, to lepiej wziąć namiot z Polski. Chodzi o to, żeby był odpowiednio duży i „dwu warstwowy”.

    W ciepłych stanach wystarczy najtańszy(odpowiednio duży) z Walmarta.

  • ~Oth

    Ważna informacja dla planujących pobyt w stanach:

    Wszystkie ceny są podawane BEZ podatku. Do cen w sklepach należy więc doliczać średnio 10% i pamiętać o tym, żeby się nie zdziwić, że w restauracji z szybkiej kalkulacji wyszło nam 50$, a na rachunku jest 65$. Podatek nie jest stały na wszystko.

    Zwykle na rachunku w restauracji piszą sugerowany napiwek który jest równy 20% kwoty.
    Napiwek:
    10% – nie podobało nam się i raczej tu nie wrócimy
    20% – wszystko OK
    powyżej – było lepiej niż OK relatywnie do wysokości.

    Brak napiwku nie powinien się zdażać.

  • ~Oth

    Ad. Ograniczenia prędkości:
    poza Hwy czyli highway w miastach jeździ się powoli, ale dzięki wcześniej wspomnianym nie odczuwa się tego.
    Co do jazdy „szarpanej”, to z automatyczną skrzynią biegów nie da się szarpać. My jeździmy hybrydą(lepsze spalanie) i czasem opóźnienie reakcji samochodu jest około 2 sekund.

    Przepisów przestrzegali wszędzie poza Californią. W tym jednym stanie wszyscy przekraczają.
    Z doświadczenia Amerykanów wiadomo, że jak przekraczasz o 3mph, to nie ma problemów, jak powyżej 5mph, to są problemy.

    4500 mil przejechałem i jeszcze mnie Bogu dzięki policja nie zatrzymała. Miałem tylko kontrolę paszportową na granicy California-Arizona na I-8.

    Ad. Ładowarki:
    Warto kupić sobie w Polsce i przetwornicę z 12V DC na 240V AC – na dobrych stacjach benzynowych i w supermarketach – można sobie spokojnie laptopa w samochodzie ładować. Oczywiście w USA też można kupić, ale na grzyba ci takie coś później w Polsce?

  • kilobyte

    Nie mogę się zgadzać/nie zgadzać, bo nie byłem wszędzie i moze tam, gdzie ja zawędrowałem było lepsze żarcie (swoją drogą polecam Lonely Planet, wszystko co polecali było super). Rzeczywiście w małych miejscowościach ich żarcie było Fast Foodowe, ale mimo wszystko dawalo sie zjesc :)

  • marekjot

    czy karta sim o której piszesz działa w mifi czy tylko w telefonie?

  • Michał Wąsik

    AK mam pytanie powiedz coś więcej na temat opłat za drogi. Czy zawsze są bramki z możliwością opłaty gotówką? Z tego co wiem to na niektórych drogach tylko urządzenia typu paytool. Z czym Ty się spotkałeś na trasie :)

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę