Szukaj
Zamknij
Wywiady

Tomasz Staniak (OpenBooks.com) – Czytelnicy nie lubią być oszukiwani i traktowani jak naiwna, bezmyślna masa

openbooks.com_creators_blog_ak74_michał_kiciński_tomasz_staniak

AK74 – W OpenBooks.com naprawdę mogę zapłacić, jeśli spodoba mi się oferta i nie zmusicie mnie jakąś sztuczką, jeżeli nie będę chciał wam dać moich pieniędzy?

Tomasz Staniak (CTO) – Spokojnie, na pewno nie będziemy cię do niczego zmuszać! Tak, będziemy się starać czytelnika przekonać, przypomnieć i pomóc w podjęciu decyzji, ale nie nachalnie.

Najważniejsze dla nas jest to, by książka, którą czytasz, była wartościowa i byś chciał ją ocenić. Niedługo pojawi się szereg funkcjonalności, które pozwolą użytkownikowi decydować, w jaki sposób i w jakich sprawach chce, byśmy się z nim kontaktowali, a także jakie informacje o sobie chce zostawić w serwisie.

AK74 – W skrócie: czym jest OpenBooks i dlaczego postanowiliście stworzyć ten projekt?

TS – W dużym skrócie: OpenBooks.com to wyjątkowa platforma dystrybucji książek, gdzie czytelnicy mogą pobrać pełną książkę, przeczytać ją i zapłacić w dowolnym momencie tyle, ile uznają za słuszne lub będzie ich stać. Opieramy się o model pay-what-you-want, ale przesuwamy go dalej, dając pełną swobodę w zakresie pobierania i dzielenia się książkami.

Postanowiliśmy stworzyć ten projekt ze względu na prywatne, zwykle negatywne, doświadczenia związane z wymianą wiedzy i pożyczaniem książek na różnego rodzaju spotkaniach, gdzie w drogę wchodził albo DRM, albo poczucie straty, że mogę dać książkę tylko jednej osobie naraz.

Początkowo mieliśmy bardzo silne postanowienie: zrobić serwis wyłącznie dla tzw. self-help i książek dotyczących duchowości i rozwoju (co mi się bardzo podobało), ale później stwierdziliśmy, że możemy
pójść szerzej, bo ma to większy sens biznesowy.

W mniejszym skrócie, OpenBooks.com to platforma, w której każdy autor może wrzucić swoją książkę, nasza redakcja się z nią zapozna i jeśli uzna, że jest na wystarczającym poziomie – opublikuje ją w serwisie. Czytelnik może pobrać i zapłacić za książkę w dowolnym momencie, korzystając z naszych stron przekładkowych, osadzonych w książkach, tyle, ile uzna za uczciwe i ile będzie chciał.

Nie musi się przy tym rejestrować, ale zachęcamy do tego. Decyzję o rejestracji może również podjąć w dowolnym momencie. Jako zarejestrowany użytkownik zyskuje dostęp m.in. do półki z książkami, która umożliwia łatwy i wygodny dostęp do pobranych książek, daje możliwość wyświetlenia tych, za które zapłacił lub nie oraz umożliwia tworzenie własnej kolekcji książek, które możemy polecić innym.

OpenBooks.com – How it Works? from OpenBooks.com on Vimeo.

AK74 – Kto jest w zespole i jak wygląda wasze zaplecze finansowe? Macie inwestora? Poszukujecie kapitału na rynku?

TS – Główny zespół to cztery osoby: Ula Zarosa, Bartek Filipek, Oskar Cięciel i ja. Ula dba o treść i promocję serwisu, Oskar zajmuje się stroną prawną i administracyjną, Bartek organizacją i finansami, a ja zamieniłem rozmowy na koncepcję i realizację tego projektu. Nad wszystkimi czuwa Michał Kiciński, który jest głównym inwestorem.

Poza tym na różnych etapach powstawania projektu zaangażowane były osoby związane z CD Projekt i GOG. Luźno, ale inspirująco rozmawialiśmy też z Wolnymi Lekturami, a Krzysiek Urbański był mocno zaangażowany na początku projektu. Realizację od strony technologicznej zapewnia zespół Netguru.

Na tę chwilę dodatkowego kapitału raczej nie szukamy, choć jesteśmy otwarci na rozmowy. Będziemy natomiast zbierać finansowanie na konkretne działania, mające na celu realizację pomysłów związanych z OB, ale wychodzących poza główny biznes projektu.

AK74 – Mogę ściągnąć książki w formacie PDF, MOBI i EPUB albo wrzucić automatycznie do mojego Kindle’a. Nie boicie się zablokowania tej funkcji przez Amazona?

TS – Czy boimy się, że Amazon uzna, że jesteśmy na tyle groźnym konkurentem, że trzeba nam rzucać kłody pod nogi? Marzę o tym. Serio, jeśli Amazon uzna, że jesteśmy groźniejsi niż inni konkurenci, z piractwem włącznie, to znaczy, że osiągnęliśmy niebagatelny sukces!

AK74 – Jeśli zdecyduję się zapłacić, mogę to zrobić bardzo szybko: widzę sugerowaną cenę rozbitą na kwoty, jakie otrzyma autor (70%), wasz serwis i operator płatności oraz podatek. Na jakiej podstawie skonstruowaliście sugerowaną cenę? To jest jakiś algorytm?

TS – Aktualnie sugerowana cena jest tym, na co wygląda – to cena, jaką autor chciałby dostać za tę książkę. Nie ma w tym żadnego wymyślnego algorytmu. To, czy ta cena jest w porządku, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Możesz ją zmienić, możesz wybrać jedną z gotowych opcji, możesz zapłacić 0 (!).

Sam podział wziął się z analizy konkurencji – sprawdzaliśmy, ile autorzy zarabiają w innych miejscach i postanowiliśmy dać więcej. Jasne, na rynku są platformy, które twierdzą, że dają nawet 100% udziału, ale nie w tym modelu i zwykle są to usługi subskrypcyjne.

AK74 – Zmiana kraju, z którego się dokonuje zakupu, jest bardzo prosta – zmieniłem ustawienia z Polski na Afganistan i kwota podatku zmieniła się na zero…

TS – To pokłosie przepisów unijnych, które nakładają na nas obowiązek płacenia podatku w kraju, z którego pochodzisz. Na tę chwilę: nikt nie wie, jak to ma wyglądać w praktyce, na czym się opierać i tak dalej. My opieramy się na deklaracji użytkownika, choć na wszelki wypadek mamy dane dodatkowe: wiemy, z jakiego kraju robiłeś zakupy i jaki kraj masz wpisany w PayPalu.

Ryzyko, że czytelnik poda złe dane lub my przyjęliśmy złą interpretację, bierzemy na siebie. To jeden z przypadków, które nas co jakiś czas doprowadzają do śmiechu przez łzy.

Myślisz sobie, że przecież internet to przestrzeń otwarta, pełna perspektyw i łatwa do zagospodarowania, ale spróbuj zrobić coś globalnego, a okaże się, że musisz się odnaleźć wśród państwowych lub regionalnych przepisów, które się wzajemnie wykluczają lub przepisów, które na logikę są OK, ale w rzeczywistości są słabą próbą ubrania w prawo zjawisk, których urzędnicy nie rozumieją, a z powodu których cierpią przedsiębiorcy i odbiorcy.

AK74 – Jak wygląda kwestia pożyczania mojej cyfrowej książki? Mogę dać mojemu koledze albo umieścić kopię na Chomikuj?

TS – Bez problemu. Powiem więcej: namawiamy, byś dzielił się książkami pobranymi u nas wszędzie tam, gdzie chcesz. Chcesz wrzucić na Chomika, zrób to, chcesz na The Pirate Bay – w porządku. Chcesz zrobić kopię dla wszystkich swoich znajomych i całej rodziny – świetnie, zrób to! Jedyne, na co nie wyrażamy zgody, to modyfikacje naszych przekładek w pobranych książkach, które są skrótem do zapłacenia za książkę oraz informują o projekcie.

AK74 – Zastanawiam się, do kogo kierowany jest wasz serwis – do autorów poszukujących szybkiego kontaktu ze społecznością czytelników i chcących spieniężyć swój dorobek? Czy może do ludzi, którzy po prostu szukają darmowych książek?

TS – Przede wszystkim to serwis dla osób, które szukają alternatyw dla istniejących rozwiązań. Autorów, którzy podzielają nasze poglądy, chcą trafić do wielu czytelników, są przekonani, że ich książki utoną w Amazonie. Czytelników, którzy aktywnie poszukują nowych książek, chcą odkrywać nowych autorów, chcą wspierać ulubionych autorów pieniędzmi i także wierzą w nasz przekaz i poglądy.

AK74 – Jak wygląda kwestia sprawdzania legalności dodanych pozycji przez autorów? Sprawdzacie, czy na przykład ktoś nie „przepakował” książki innego autora i sprzedaje jako swoją twórczość? Macie jakieś mechanizmy wykrywania plagiatów?

TS – Podobnie jak w przypadku rekomendacji, opieramy się na razie na pracy ręcznej. Po stronie backendu mamy rozwiązania, które zbierają treść książek i potrafią ją oceniać i porównywać, ale największy nacisk kładziemy na ręczną moderację.

Zanim trafi do serwisu, każda książka jest u nas czytana przez człowieka, sprawdzamy poprawność opisów, oceniamy okładkę, poziom składu i szereg innych czynników. W procesie moderacji weryfikujemy książkę w wielu źródłach: od wyników Google, przez Goodreads, po ISBN, jeśli istnieje. Sprawdzamy też samych autorów.

Ostatnie zabezpieczenie to brak możliwości wyjęcia pieniędzy z serwisu przez pierwsze trzy miesiące od dnia publikacji pierwszej książki. Minimalizuje to szanse na „skok na bank” – wrzucenie Harry’ego Pottera, zgarnięcie kasy i wyjście, zanim się zorientujemy.

AK74 – W teamie OpenBooks bardzo ciekawą postacią jest Michał Kiciński, który pożegnał się z CD Projektem. Na stronie czytam, że Michał jest „pionierem ruchu DRM-free”. Nie boicie się, że tak jasne stawianie kwestii praw autorskich ustawi was w konflikcie do innych wydawców i autorów?

TS – Nie, niekoniecznie. Spójrz na CD Projekt i GOG. CD Projekt stosował DRM, ale się z niego wycofał, GOG od początku mówił, że jest DRM-free. Nie przeszkodziło to CDP stać się hegemonem growym w Środkowej Europie, a GOG-owi podpisywać umów z największymi producentami gier na świecie.

Jasne, że takie stawianie kwestii praw autorskich antagonizuje i stawia nas w opozycji to istniejącego „porządku świata”, ale stosując taki „bold statement”, wiesz, gdzie stoimy i dokąd zmierzamy. Możesz się z nami zgodzić i do nas dołączysz albo nie, ale przynajmniej masz świadomość podejmowanej decyzji. Co zabawne, sama technologia DRM nie jest zła – złe jest to, jak jest wykorzystywana.

Wejdę w tym momencie w klimaty ideologiczne, ale model, w którym działa OpenBooks.com, opiera się na zaufaniu. Żyjemy w rzeczywistości, w której tego zaufania nie ma – autorzy boją się, że zostaną okradzeni, użytkownicy boją się, że będą rozczarowani produktem, a nad wszystkim czuwa jakaś organizacja, której nadrzędnym celem jest robić pieniądze i nie ufa ani autorowi, ani użytkownikowi.

Temu pierwszemu mówi: zapłać nam, a dostąpisz luksusu, temu drugiemu mówi: tak, ten produkt jest fantastyczny, płać. My mówimy: sprawdź to, poznaj, przeczytaj i wróć, by ocenić. Jeśli uznasz, że to wartościowe, zapłać tyle, ile chcesz i ile możesz.

Staramy się być transparentni, dlatego pokazujemy, jak wygląda podział pieniędzy; staramy się mówić: „oceniaj (pieniędzmi)”, zamiast „płać”, używamy sformułowania: „wspieraj autorów”. Osobiście przesuwam to do tego stopnia, że chętnie widziałbym wpłaty w wysokości 0$, jeśli użytkownik uzna, że książka to crap – pozwalamy na to.

Fakty są takie, że są autorzy i wydawnictwa, które są zainteresowane modelem i serwisem. Na razie nazwałbym to „badaniem możliwości”, ale w przypadku produktów cyfrowych, w których nie ma całego długiego procesu wytworzenia, model może i będzie działał.

To kwestia czasu. W pełni zgadzam się z Mikiem Faithem, który powiedział: „Just as money-back guarantees were considered over-generous and dangerous when they were first introduced, they are almost a standard nowadays. There is no reason that trust-based pricing shouldn’t become a norm over the next decade”.

Ludzie nie lubią być oszukiwani i traktowani jak naiwna, bezmyślna masa. Wierzę, że w długiej perspektywie czasu nasze podejście przyniesie efekty.

AK74 – Czy macie konkurencję? Na jakim innym projekcie bądź projektach się wzorowaliście, tworząc OpenBooks?

TS – Pozycjonując się na anglojęzycznych czytelników i autorów, naszą największą konkurencją jest Amazon. Do tego warto dodać TotalBoox czy Oyster. Te serwisy wygrywają z nami, ponieważ łatwo jest przekonać autora do modelu, który zna i rozumie.

A jeśli są autorzy, to są użytkownicy – jeśli są użytkownicy, to kolejni autorzy myślą sobie: „okej, wiem, że jak wrzucę moją niszową książkę do Amazon, to utonie, a firma nic nie zrobi, by mi pomóc, ale przynajmniej tam są użytkownicy, więc a nuż coś złowię”.

Mamy też konkurencję w zakresie samego modelu – wspomniany TotalBoox, gdzie płacisz za procent przeczytanej książki, czy Humble Bundle. Niemniej jesteśmy jedyni na globalnym rynku, którzy przesuwają ten model spory kawałek dalej.

Humble Bundle stosuje praktykę, która mi się nie podoba: „zapłać ile chcesz, ale popatrz, co tracisz (jeśli nie zapłacisz tyle, ile zaprogramowaliśmy, by się kalkulowało)”, w dodatku przyzwyczaja użytkowników do promocji – w przypadku gier bundle z grami znanych producentów biją rekordy sprzedaży, kiedy regularne bundle zarabiają, owszem, ale skrajnie mniej.

AK74 – Nie wymagacie rejestracji, w sumie książki można ściągać i czytać za darmo, bardzo mało wiecie o swoich użytkownikach. Wasz model biznesowy opiera się tylko na pobieraniu kilku procent od zasugerowanej ceny?

TS – Faktycznie, o użytkownikach nie wiemy dużo ale sporo wiemy na temat plików, które dystrybuujemy.

Potrafimy, na przykład, powiązać pobranie książki z użytkownikiem, który się właśnie rejestruje lub dokonuje płatności, wiemy czy to było jego bezpośrednie pobranie czy może pobrał książkę z profilu innego użytkownika OB. To nasz element strategii – nie chcemy stosować technik i technologii, które zwiększyłyby skuteczność ale wiązałyby się ze śledzeniem użytkowników.

Przekłada się to na model biznesowy, który jest tak prosty, jak zauważyłeś, ale pracujemy nad różnymi wariantami – bardzo prawdopodobne, że wprowadzimy usługi dla autorów, badamy ścieżkę crowdfundingu.

Tworzymy także aplikację mobilną OB i – jeśli nic się nie zmieni – w przyszłym roku będziemy mieć urządzenie mobilne, w którym aplikacja OB będzie jedną z pierwszych i najważniejszych.
Dziś rozmawiamy o OpenBooks.com, ale mogę powiedzieć, że OB to fragment dużo większej układanki – dużo szerszej strategii i wizji pokrywającej internet i urządzenia mobilne.

AK74 – Jak zbudowany jest wasz silnik rekomendacji?

TS – Wszystkie rekomendacje w serwisie są tworzone ręcznie. Uważam, że przy tej ilości książek naprawdę nie byłoby sensu silić się na wymyślne algorytmy, które i tak trzeba by zmieniać wraz z rozwojem serwisu i zwiększaniem się bazy książek, autorów i czytelników.

I tak popełniliśmy parę błędnych decyzji, które z perspektywy czasu są overkillem i wiem, że będziemy musieli zmienić lub uprościć fragmenty serwisu w najbliższych miesiącach. Dlatego automatyka na razie tylko zbiera dane – sprawdzamy, badamy i zapamiętujemy wiele informacji, ale realne algorytmy rekomendacji będziemy wprowadzać z czasem.

AK74 – Jakie przyjęliście założenia biznesowe? Co chcecie osiągnąć w tym roku?

TS – Ten rok będzie dla nas najważniejszy pod względem budowy bazy użytkowników, książek i autorów. Intensywnie pracujemy nad wprowadzeniem do serwisu kilku znanych i bardzo znanych nazwisk, którym koncepcja się podoba – nie my pierwsi działamy w tym modelu.

Drugim ważnym elementem strategii na ten rok jest edukacja ludzi. Wraz z wprowadzeniem aplikacji mobilnej chcielibyśmy przeprowadzić kilka eksperymentów z modelem biznesowym, ale jej nadrzędny cel to zwiększenie dostępności całej aplikacji i naszego modelu dystrybucji książek.

W dniach 14-16 kwietnia OB będzie miał publiczną premierę na targach London Book Fair – będziemy mieli tam swoje stoisko (vis-a-vis Amazon) i będzie można tam z nami porozmawiać.

  • „Pozycjonując się na anglojęzycznych czytelników i autorów, naszą największą konkurencją jest Amazon. Do tego warto dodać TotalBoox czy Oyster. Te serwisy wygrywają z nami, ponieważ łatwo jest przekonać autora do modelu, który zna i rozumie.”

    Oyster funkcjonuje trochę na innych zasadach aniżeli Open Books czy Totalboox. To bardziej „Spotify dla książek”, podobnie jak polskie Legimi.

    „Humble Bundle stosuje praktykę, która mi się nie podoba: „zapłać ile chcesz, ale popatrz, co tracisz (jeśli nie zapłacisz tyle, ile zaprogramowaliśmy, by się kalkulowało)”

    IMO model HB jest fair na tyle, że po prostu uświadamia ludzi, iż za rzeczy premium należy zapłacić odpowiednią cenę. Oczywiście wszystko musi się kalkulować, także Wasz model. Coś nowego w tym temacie, co mnie cieszy.

    Ogólnie to Open Books to moim zdaniem taki odpowiednik Bandcampa dla książek.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę