Szukaj
Zamknij
Wywiady

Ania Weber (Pomelody) – Umuzykalnianie maluchów to niezły biznes!

Artur Kurasiński – I skąd pomysł na taki biznes jak Pomelody?

Ania Weber (CCO (Chief Creative Officer) at Pomelody, aka Mama Lama) – Będąc lata temu w USA uczestniczyłam w zajęciach umuzykalniających dla maluchów. Byłam już wykształconym muzykiem, pedagogiem, studiowałam kompozycję na Akademii Muzycznej, uczyłam muzyki i rytmiki, ale to co zobaczyłam nie przypominało nic z tego co znałam.

To były raczej spotkania rodzin, które w atmosferze swobody i radości, jaką daje wspólne muzykowanie rozwijały potencjał swoich dzieci, wiedząc, że te z pozoru błahe czynności takie jak śpiewanie, klaskanie, taniec, granie na instrumentach (nawet takich zrobionych z butelki wypełnionej kaszą) wpłyną na rozwój mózgu, pamięci, języka, zdolności matematycznych czy umiejętności społecznych i emocjonalnych.

Po powrocie do Polski, gdy sama miałam w niedługim czasie zostać mamą postanowiłam, że na takie zajęcia muszę się ze swoim malcem zapisać. Ale okazało się, że choć minęło już parę lat wciąż jeszcze takich zajęć na rynku nie ma.

Postanowiliśmy z mężem stworzyć je sami – i tak zostaliśmy franczyzobiorcą amerykańskiej firmy, rozpoczynając tym samym naszą przygodę z biznesem.

Ale z czasem zauważyłam coś jeszcze: w świecie w którym jedzenie czy wizytę u lekarza umawiamy przez telefon, a aplikacje przypominają nam nawet o tym, żeby się wyciszyć, pooddychać, chwilę poruszać czy napić się wody, ograniczenie możliwości muzykowania rodzin do zorganizowanych w konkretnym miejscu i czasie zajęć stacjonarnych jest właściwie nie do przejścia.

Z drugiej jednak strony moc muzyki jest zbyt potężna, żeby w ogóle zrezygnować z umuzykalniania dziecka, a we współczesnym świecie rodzice potrzebują wskazówek, by wiedzieć jak to robić i  nie dać się zwieść takim mitom jak to, że dziecko może nie mieć talentu muzycznego, albo, że rytmika w przedszkolu wystarczy.

Nasze babcie robiły to wszystko instynktownie, my ewidentnie potrzebujemy pomocy, ale to pewnie dlatego, że dawniej, by dom wypełniły dźwięki trzeba je było wyprodukować, a dziś zamieniliśmy muzykowanie na bierne słuchanie muzyki z naszych telefonów.

Jak ważne w wychowaniu dziecka i jego edukacji jest muzyka czy śpiew? Mam wrażenie, że większość z nas, dorosłych swoją edukację zaczęła i skończyła na próbie gry (na ocenę!) na flecie drewnianym prostym…

Niesamowitemu wpływowi na rozwój mózgu, ciała i psychiki dziecka można by poświęcić kilka opasłych tomów, jednak to co przekonuje mnie w tej kwestii najbardziej, to świadomość, że każde dziecko z takim muzycznym potencjałem się rodzi i bez niego nie przyswoiłoby np. języka ojczystego.

Posiadanie tej umiejętności to jego święte prawo. Maluchy potrzebę rozwoju w tym zakresie manifestują bardzo wyraźnie w okresie sensytywnym – szczególnie przed ukończeniem pierwszego roku życia – całe ich ciało chce śpiewać i tańczyć, a to pewnie dlatego, że organizm wie najlepiej jak potężnym fundamentem dla dalszego rozwoju jest muzykowanie.

To jak bardzo wypaczyliśmy współcześnie tę dziedzinę, jak zamieniliśmy ją w jakiś szkolny przedmiot, zamiast traktować jak naturalną umiejętność taką jak chodzenie czy mówienie jest mi szkoda nawet komentować.

Sprowadzenie muzyki do kilku nut, klucza wiolinowego i melodyjki wygranej na flecie prostym jest tym czym byłoby sprowadzenie języka – obszaru wyrażania emocji i komunikowania się z drugim człowiekim, do umiejętności zapisywania kilku liter alfabetu i powiedzenia jednego wierszyka.

Jestem rodzicem dwóch dziewczynek ale mam drewniane ucho i nie umiem śpiewać. Wizja zabawy z muzyką dla mnie brzmi jak coś, czego nie mam ochoty robić. Jak mnie do tego przekonasz?

Z reguły nie przychodzi nam do głowy czuć się niekompetentnymi w sferze uczenia dzieci mówienia mimo, że nie każdy z nas skończył filologię języka polskiego. Po prostu mówimy do dzieci tak jak umiemy.

Sfera muzyki obrosła jednak tak wieloma mitami, że próg wejścia wydaje nam się ogromny i czujemy, że wymagany jest od nas minimum dyplom szkoły muzycznej lub choćby tajemniczy „talent muzyczny”.

A w przeważającej części chodzi tu jedynie o naturalne, radosne podśpiewywanie z dziećmi w samochodzie, granie na kuchennej, zrobionej z garnków perkusji czy potańcówki urządzane w domu podczas sprzątania.

Takie wspólne muzykowanie nie dodaje dziecku talentu muzycznego – ten potencjał ma ono w sobie.

Sztuką jest raczej tego potencjału nie zabić – a to właśnie dzieje się najczęściej, gdy rodzic pozostaje bierny w tej dziedzinie, bo jakkolwiek przerażająco może to zabrzmieć dla rodzica, który postrzega siebie jako muzyczny antytalent: to właśnie on – ten rodzic – jest autorytetem małego dziecka w dziedzinie muzyki i właśnie od niego uczy się miłości do niej.

Swoją biernością odbieramy dziecku coś co mu się po prostu należy. A muzyka to nie tylko narzędzie do robienia z dzieci geniuszy, dzięki niej będą mogły również, a może przede wszystkim pogłębiać więzi rodzinne, ponieważ podczas wspólnego muzykowania produkowana jest oksytocyna – hormon miłości i przywiązania.

Na stronie widzę i aplikację, możliwość zarabiania jako profesjonalny muzyk, opcję zakupu plików MP3. Jaki macie model biznesowy i na czym obecnie najwięcej zarabiacie?

Sercem i motorem napędzającym całe Pomelody jest wartościowa muzyka. Tworzona dla dzieci, ale tak by podobała się rodzicom i zachęcała do jej współwykonywania.

W tym momencie Pomelody działa na trzech niezależnych, ale wspierających się wzajemnie płaszczyznach: asystent rodzica w formie aplikacji, e-commerce w którym kontent wyciągnięty z aplikacji sprzedajemy w formie fizycznej i cyfrowej, oraz system szkolenia rodziców, nauczycieli i przyszłych trenerów Pomelody (nie koniecznie muzyków), który właśnie przenosimy częściowo również do przestrzeni online.

Aplikacja wypełniona jest muzyką i muzycznymi aktywnościami w formie wideo-instruktażu proponującego jak każdego dnia wykorzystać muzykę w różnych obszarach rozwoju dziecka. Ta część naszego biznesu ma zdecydowanie największy globalny potencjał.

Aplikacja generuje sporą jak na brak marketingu trakcję, ale prace nad nią wciąż trwają i są tym elementem, który wymaga największego wkładu finansowego. W tym obszarze czekamy więc na lepsze czasy, a tymczasowo skupiamy się na tym co przynosi największy dochód czyli sklepie internetowym, gdzie można znaleźć fizyczne i cyfrowe produkty w postaci albumów z wartościową muzyką.

Sklep przerósł nasze najbardziej optymistyczne prognozy i mimo dosłownie kilku produktów w styczniu wygenerował prawie 1500 zamówień. Stanowi to dla nas wspaniałą walidacje naszej wartości na rynku i dowodzi, że nawet na trudnym i mało w tym temacie przygotowanym – polskim rynku, jest na to co robimy bardzo duże zapotrzebowanie.

Plany mamy ambitne, bo w każdym kwartale tego roku pojawią się conajmniej dwa nowe produkty, będzie nas można również znaleźć na Amazonie i planujemy mocne wejście w B2B – nie tylko w Polsce.

Myślę jednak, że największą wartość biznesową ma unikalna społeczność, którą udało nam się zbudować wokół marki.

W tym momencie na wszystkich kanałach to prawie 100 000 osób! Zdecydowana większość jest skupiona wokół naszego kanału YouTube Mama Lama, który w ostatnim czasie budzi spore zainteresowanie medialne i sam w sobie stanowi gigantyczny potencjał biznesowy.

Korzystaliście bodajże już dwa razy z crowdfundingu – jakie masz doświadczenia z tym związane?

Moje doświadczenia są bardzo pozytywne, bo już dwa razy nasze crowdfundingowe akcje zakończyły się sukcesem. W przypadku polskiej zbiórki na wspieram.to pobiliśmy nawet rekord w kategorii muzyka (przebijając np. Sławomira).

Dla mnie oznacza to, że ludzie się budzą, bo o ile w dziedzinie zabawek, ubranek, książeczek czy mebelków dziecięcych nastała niemal moda na jakość, design i powoli zaczęliśmy odwracać się od tandety, kiczu i chińszczyzny o tyle w muzyce dziecięcej do tej pory właściwie nie było alternatywy.

Wpisanie frazy „muzyka dla dzieci” w YouTube kończy się w większości przypadków tragicznie zarówno dla dziecka jak i rodzica.

Dostaję przeogromne ilości prywatnych wiadomości w których rodzice dziękują mi za to, że odmieniłam atmosferę w ich domu, że gdy do tej pory dzieci prosiły o muzykę, ich – dorosłych przechodził dreszcz wstrętu, a teraz nie tylko słuchają, ale muzykują razem i uwielbiają to.

Myślę, że różnica jest tak namacalna, że w ludziach budzi się chęć, by wspierać taki projekt i stąd nasz sukces na platformach crowdfundingowych.

Jeśli chcecie rozwijać Pomelody za granicą to musicie mieć duże zasoby finansowe związane chociażby z reklamą. Czy zatem poszukujecie inwestora a jeśli tak to jakiego?

Zdecydowanie poszukujemy inwestora :) Osobiście marzę, by byłby to ktoś, kto oprócz pieniądza, chciałby zrobić coś wartościowego, co ma znaczenie i robi różnicę na skalę międzynarodową.

Kogoś odważnego, kto chciałby wejść na zachwaszczoną działkę muzyki dla dzieci i stworzyć tam piękny ogród. Właśnie taką osobą jest Michał Świerczewski (x-kom), który jest w projekcie praktycznie od początku i miał gigantyczny wpływ na proces jego kształtowania.

Bardzo wiele mu zawdzięczamy! Niedawno udało nam się przekonać do koinwestycji dużą polską firmę, która ma na swoim koncie globalny sukces w dziedzinie mobile. Teraz intensywnie szukamy lead inwestora z ticketem 2 mln zł, aby zamknąć rundę.

Powiedzmy, że zgłosi się inwestor, dostaniecie środki. Jakie macie plany związane z rozwojem firmy?

Rozwój i globalizacja. Przede wszystkim chcemy dopracować i rozwinąć aplikacje, ale również w końcu na poważnie zająć się marketingiem zagranicznym. Tutaj nigdy nie mogliśmy rozwinąć skrzydeł właśnie ze względu na finanse.

Zdajemy sobie sprawę, że wchodzenie na nowe rynki to zupełnie inna i bardzo kosztowna bajka, ale po pierwsze mamy już doświadczenie w organicznym budowaniu społeczności i ambasadorów marki, a po drugie oprócz doświadczenia naszego obecnego i przyszłego inwestora mamy na pokładzie Wojtka Skalskiego, który był mocno związany z Brainly i pomagał im w wejściu najpierw na rynek amerykański, a potem na inne rynki.

Jesteśmy bardzo dobrej myśli i nie możemy się doczekać.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę