Szukaj
Zamknij
Wywiady

Piotr Raczyński (Polyend) – Chcemy produkować najlepsze elektroniczne urządzenia muzyczne na świecie

Artur Kurasiński – Następnego dnia po Oscarach wrzuciłem na swojego fejsa newsa o nagrodzie dla Hildur Guðnadóttir a Krzysiek Trzebuniak napisał do mnie „a wiesz, że muzyka do Jokera była robiona m.in. na sprzęcie dostarczonym przez polski startup?” Wiem, że kolekcjonujecie podziękowania od muzyków. Od Hildur też macie?

Piotr Raczyński (pomysłodawca i Prezes Zarządu Polyend) – Bardziej niż podziękowania, kolekcjonujemy opinie na temat naszych urządzeń. Te, za zgodą autorów, publikujemy na naszej stronie. Oprócz tego, że bardzo cieszą nas pozytywne opinie znanych artystów, jest to dobry materiał marketingowy.

Z Hildur było wyjątkowo miło, ponieważ przesłała nam podpisany plakat z podziękowaniami i, co ważniejsze z mojej perspektywy, umieściła nas (a w zasadzie „Polyend Perc”) w credits’ach na soundtracku do Jockera.

Wiele osób próbowało zbudować podobne urządzenie jak Perc. Tobie się udało bo studiowałeś informatykę jak i realizację dźwięku na PJWSTK i od dziecka interesowałeś się muzyką? A może to jednak był kompletny przypadek?

Stworzenie takiego projektu to realizacja całego szeregu procesów, takich jak prototypowanie, projektowanie elektroniki, oprogramowanie, design, dobór materiałów, produkcja, montaż, branding, strona www, notki prasowe, reklamy w social mediach, instrukcje obsługi i wiele innych.

Elementy, które wymieniłeś z pewnością w jakimś stopniu pomagają przy tworzeniu projektów, które robimy, w szczególności pomagają tworzyć idee, natomiast o sukcesie, moim zdaniem, decyduje jakość realizacji wszystkich procesów, a ta jest zależna od pracy całego zespołu. Moim ogromnym szczęściem jest to, że otaczają mnie ludzie z pasją, którzy są ekspertami w swoich dziedzinach.

Polyend – zespół w całości :) (autor zdjęcia Wojtek Gardaś)

Bardzo pomaga także mega skupienie oraz determinacja. Liczba kłód pod nogi, która jest rzucana podczas realizacji takiego przedsięwzięcia jest nieskończona. Wygrywa ten, który najsprawniej i najszybciej biegnie do przodu przeskakując przeszkody niczym płotkarz. A olimpiady w biegu przez płotki nie wygrywa się przypadkiem ;)

Perc można określić jako “małe kulki przyczepione do perkusji i sterowane sekwencerem” a jak Ty byś opisał to urządzenie?

Maszyna perkusyjna, którą możesz stworzyć z dowolnego fizycznego przedmiotu. Szczególnym przypadkiem jest zestaw perkusyjny. Podłączając Perka do niego, możemy osiągać rytmy, których fizycznie nie jesteśmy w stanie zagrać; możemy tworzyć brzemienia, które do tej pory były nieosiągalne.

Możemy grać na jednym zestawie, a Perc może grac z nami na kolejnym, oddalonym o 10 m. Możemy grać na perkusji nie potrafiąc grać na perkusji.

Wspomniana wcześniej Hildur, podczas koncernów na żywo z muzyką z serialu Czarnobyl, używa Perków do tworzenia industrialnego klimatu uderzając w wielki arkusz blachy. Trent Reznor ustawiał Perka na perkusji i dogrywał do tego saksofon (co wyraźnie słychać na ostatniej płycie Nine Inch Nails). Ciekawych zastosowań jest znacznie więcej. W zasadzie jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia.

Czy pamiętasz jakie emocje towarzyszyły wam przed pierwszym publicznym pokazem PERCa podczas targów Musikmesse we Frankfurcie w 2016 roku? Mieliście “plan b” jeśli nie udałoby się nikogo zainteresować waszym produktem?

Emocje były skrajne – z jednej strony spełnienie marzeń, stoisko obok wielkich tego świata, w końcu zaprezentowanie tego nad czym pracowaliśmy prawie rok. Z drugiej – stres, bo chociaż na zewnątrz nie było tego widać, to prezentowane urządzenia były na bardzo prototypowym etapie (elementy z drukarki 3D oraz chiński klej dały radę przez wszystkie 4 dni targów).

Mieliśmy dwa produkty (Perc oraz sekwencer Seq), więc ryzyko niepowodzenia było teoretycznie zmniejszone.

Testowaliśmy reakcje pośród znajomych, więc mniej więcej wiedzieliśmy czego się spodziewać. Tak jak nasze emocje były skrajne, tak też te odwiedzających stoisko. Jednym opadała z wrażenia szczęka, inni pukali się w głowę i pytali po co to i czy chcemy zrujnować życie perkusistom.

Na szczęście dość szybko okazało się, że produkty się bronią i jest spore zainteresowanie zwiedzających, mediów oraz artystów. Ci ostatni pisali do nas, że czekali na taki produkt od lat.

Piotr Raczyński – bardzo wczesne początki fascynacji muzyką

Później zauważyłem, że łatwiej jest wypromować (niekoniecznie sprzedać) produkt, który wywołuje właśnie takie skrajne emocje. To Perc otworzył nam drzwi do wielu artystów, z którymi mamy stały kontakt i wykorzystujemy go do promocji kolejnych produktów.

Kiedy hobby zmieniło się w biznes? Pamiętasz ten moment kiedy patrząc na pensje, lokal, materiały pomyślałeś “cholera, skąd ja na to wszystko wezmę pieniądze”? I kiedy w firmie przestaliście bać się czy będziecie mieli na opłacenie rachunków?

Zmiana hobby w biznes do decyzja, do której dojrzewałem dłuższy czas. Od dziecka zakodowane miałem, że kiedyś będę tworzył biznes. To pewnie stąd, że mój tata prowadził bardzo dobrze prosperującą firmę i ciężko było nie przesiąknąć „biznesowym” klimatem. Z resztą, największe doświadczenie zdobyłem pracując u jego boku.

Jeżdżąc prywatnie na targi muzyczne do Frankfurtu marzyłem żeby być częścią tego przemysłu, być w branży, którą uwielbiam (w odróżnieniu do branży w przemyśle spożywczym, w której wtedy pracowałem). To był główny motywator żeby hobby zamienić na biznes.

Startując, miałem uzbierane pieniądze na kilka projektów. Wiedziałem, że Perc jest dość niszowy, przez co ryzykowny. Z drugiej strony, jest unikalny i kontrowersyjny. Dopiero potencjalne niepowodzenie kilku projektów miało mi dać do zrozumienia, że moje pomysły są nietrafione. Na szczęście było inaczej.

Swobodę finansową dał nam syntezator Medusa, który zrobiliśmy wspólnie firmą z Grecji. Tu do tematu podeszliśmy strategicznie. Grecy są na rynku kilka lat dłużej niż my, a ich portfolio jest komplementarne wobec naszego. Teoretycznie klienci Medusy to suma klientów obu firm.

Ze względu na ramy czasowe, które trochę nieświadomie sobie ustaliliśmy między firmami, Medusa stała się dla nas ogromnym skokiem technologicznym zrealizowanym w bardzo krótkim czasie.

Programy oraz moduły, które stworzyliśmy do realizacji tego urządzenia, otworzyły nam ścieżkę do projektów, które wcześniej nie były dla nas osiągalne, a na które pewnie sami byśmy się jeszcze nie porwali.

Był to bardzo trudny projekt, bo z jednej strony wymagał ekstremalnego wysiłku inżynierów, z drugiej wymagał zarządzania projektem tworzonym przez, jak się później okazało, dwie bardzo różne firmy. Na szczęście strategia zadziałała i syntezator stał się naszym najlepiej sprzedającym się produktem.

Stworzyliście fizyczne urządzenie kontrolowane cyfrowo – postcyfrowy instrument. Dlaczego cieszy się takim zainteresowaniem?

Po pierwsze, jest to jedyne tego typu urządzenie na świecie. Owszem, jakiś czas temu pojawiło się rozwiązanie trochę podobne, jednak nadal nasze wygrywa unikalnymi cechami. Co ciekawe, pojawienie się konkurencji dało nam boost sprzedażowy. Pojawiliśmy się w wielu miejscach, w których wcześniej nas nie było (głównie fora branżowe), które porównywały oba rozwiązania. Trudno tworzy się rynek od podstaw grając w pojedynkę…

Po drugie, tak jak w wspomniałem wcześniej, Perc jest urządzeniem dość kontrowersyjnym, a emocje łatwo się sprzedaje. Półminutowy film nakręcony na targach telefonem przez jednego z dziennikarzy w ciągu kilku dni miał 800 000 wyświetleń. Tu, przy okazji, szybko nauczyliśmy się, że liczba wyświetleń nie jest proporcjonalna do sprzedaży ;)

Po trzecie, zebraliśmy zacne grono użytkowników, które potwierdziło jakość, unikalność i użyteczność urządzenia.

Zaczęliście tworzenie swoich produktów w Olsztynie. To dobre miejsce do rozwijania firmy muzycznej?

Olsztyn to generalnie fajne miejsce do życia (w szczególności latem), ale nie dostajemy dodatkowych punktów za „grę” w tym mieście. Bonusem jest to, że koszty życia oraz wynagrodzenia nie są absurdalne, a na dojazd nie tracimy połowy życia.

Kupujemy i sprzedajemy globalnie, więc lokalizacja firmy takiej jak nasza nie ma dużego znaczenia. Dzięki internetowi szanse są mocno wyrównane. Każdy ma dostęp do producentów podzespołów z całego świata. Transport przesyłek jest w miarę sprawny i relatywnie niedrogi.

Problemem natomiast jest dostęp do kadry. W szczególności do programistów (związanych z elektroniką), których obecnie poszukujemy. Owszem, jest uniwersytet, który raz na jakiś czas wypuszcza porządnych programistów na rynek pracy, jednak jest ich odrobinę za mało.

Jaki macie pomysł na swój marketing i szukanie klientów? Liczycie na polecenia czy pojawiacie się na branżowych konferencjach i kupujecie reklamy w pismach muzycznych?

Bardzo istotnym elementem jest udział w targach. Są to 2-3 imprezy w roku. Najważniejsze to te, które odbywają się Berlinie w kwietniu oraz styczniowy NAMM w Los Angeles. Tam kluczowym aspektem jest zainteresowanie dziennikarzy i blogerów. Kilka dni pracy, a dzięki wywiadom i prezentacjom nasze urządzenie widzą setki tysięcy osób na całym świecie.

Kolejny element to dobra dystrybucja. Naszym celem jest być w każdym sklepie muzycznym na świecie. Te traktujemy nie tylko jako medium sprzedaży, ale także jako miejsce, w którym klienci mogą przetestować nasze urządzenia oraz porównać je z innymi.

Oczywiście jesteśmy też aktywni w mediach społecznościowych (FB, YT, Instagram). Kiedyś, mając tylko sklep www, traktowaliśmy je bardziej sprzedażowo. Dziś jest to dobre medium do komunikacji, ogłaszania nowości i w ogólnie tworzenia bazy fanów marki. Stamtąd też dowiadujemy się najczęściej w jaki sposób używane są nasze urządzenia.

Czy faktycznie tak przełomowym wydarzeniem był mail od Aphex Twina z propozycją zakupu Perca?

To był przełomowy moment głównie w moim nastawieniu do tego produktu. Pomyślałem, że jak Aphex się odezwał, potem testując napisał dosłownie że „to najlepsze urządzenie jakiego używał”, to znaczy, że coś zrobiliśmy dobrze. Wiara w nas i nasze rozwiązania rosła proporcjonalnie do ilości pochlebnych opinii od naszych ulubionych artystów :)

Sigur Ros, Portishead, Trent Reznor, Coldplay, Radiohead, The Chemical Brothers, Alicia Keys, Herbie Hancock – to tylko część z listy waszych klientów. Dla mnie brzmi to kosmicznie – twojego produktu używają tacy twórcy. Jak do tego wy podchodzicie? Wiadomo, że to są osoby przyzwyczajone do otrzymywania za darmo, szybko i specjalnie dla nich. Macie kogoś w zespole, kto zajmuje się relacjam z takimi klientami? I czy jest jeszcze ktoś o kim marzycie żeby kupił jeden z waszych sprzętów?

To niezmiernie i niezmiennie budujące, ponieważ są to nierzadki artyści, którzy pchają rynek do przodu, wyznaczają nowe trendy, są śledzeni przez wielu innych producentów. Tym bardziej, że w dużej większości inicjatywa pochodzi z ich strony. Ciekawe jest to, że czasami piszą, że nasze urządzenia są dla nich inspiracją. My, projektując niektóre funkcje, inspirowaliśmy się ich muzyką, więc historia zatacza koło.

W większości przypadków sposób pozyskania naszych urządzeń to zwykły zakup przez sklep. Bardzo rzadko porządni artyści proszą o rabaty. To raczej nasza wola – czasami dorzucamy jakiś instrument gratis, jako zanętę do dalszych rozmów. Tak było w przypadku Trenta Reznora. Kupił od nas dwa urządzenia (Seq i Poly), my dorzuciliśmy Perka w bonusie. Po otrzymaniu przesyłki, Trent domówił kolejne Perki, a przy okazji wymieniliśmy kilka sympatycznych maili. W efekcie większość partii perkusyjnych na ostatnim albumie NIN jest nagrywana z użyciem Perka.

Bardzo cenię sobie spotkanie z takim artysą, poznanie go oraz jego procesu twórczego. Tak było na przykład z Adrianem Utleyem z Portishead. Zaprosił nas do swojego studia, gdzie na żywo stworzył kilkuminutowy utwór z wykorzystaniem naszych instrumentów. To kolejny moment od kiedy prowadzę Polyend, kiedy myślę „gdyby 10 lat temu ktoś mi powiedział, że taka sytuacja będzie miała miejsce, to oczywiście bym nie uwierzył”.

Dziś, projektując Tracker (przenośne urządzenie, na którym można wyprodukować cały album) idziemy level wyżej i „wykorzystujemy” w trochę inny sposób nasze znajomości. Traktujemy artystów trochę tak, jak Nike traktuje sportowców (oczywiście do pewnego stopnia).

Oprócz czystej informacji, że artysta X używa produktu, chcemy żeby mieli realny wpływ na rozwój naszych technologii. Właśnie wysłaliśmy ponad 30 urządzeń z prośbą o feedback oraz o stworzenie utworu demo. Te, w formie otwartych projektów, chcemy zamieścić na karcie SD dodawanej do urządzenia.

Nie tylko liczymy na to, że artyści, których bardzo cenimy będą mieli realny wpływ na końcowe urządzenie. Chcemy przy okazji pokazać potencjalnym użytkownikom możliwości Trackera w kontekście muzycznym. Dzięki temu można podejrzeć i zainspirować się sposobem produkcji, skorzystać z sampli artystów lub zrobić swoją wersję zamieszczonych utworów. To przy okazji bardzo nowatorski sposób wydawania muzyki ;)

Za kontakt ze wszystkimi użytkownikami odpowiada Jacek. Zadanie ma o tyle trudne, że mimo pewnych standardów, ilość urządzeń na rynku i możliwych setupów jest praktycznie nieskończona. Czasami wpadają maile z bardzo absurdalnymi problemami. Na te też trzeba profesjonalnie i cierpliwe odpowiedzieć.

Artystów, z którymi współpracujemy w chwili obecnej jest więcej niż moglibyśmy kiedykolwiek o tym pomarzyć. Miejmy nadzieję, że pomogą nam oni wejść w szerszy rynek, ponieważ jesteśmy pewni, że Tracker to idealne urządzenie do tego celu. Włożyliśmy masę pracy i podeszliśmy do niego z trochę innego pułapu.

Każdy etap powstawania jest sumą kilku lat doświadczeń. Podeszliśmy na nowo do większości procesów, od produkcji, designu, przez marketing i dystrybucję, po dobór ceny.

Nie jesteście dużą fabryką czy korporacją. Jak radzicie sobie ze zwiększonym popytem na wasze urządzenia? Jesteście w stanie elastycznie zwiększyć produkcję czy po prostu odmawiacie?

Tutaj mamy dwie opcje. Zatrudniamy pracowników do montażu, testowania, pakowania i przygotowania wysyłek. Są to czynności, który nie wymagają długiego wdrożenia. Mamy też jeszcze trochę miejsca na dodatkowe stanowiska pracy i magazyn, ale jest to zasób, który bardzo szybko się kurczy.

Druga opcja, przy ekstremalnie dużych zamówieniach, to outsourcing powyższych czynności. Tu współpracujemy już z kilkoma firmami i testujemy różne scenariusze. Od pomocy w samym montażu po kompletne rozwiązania – od zamawiania podzespołów, przez montaż, po wysyłkę do dystrybutora, sklepu czy użytkownika finalnego. To oczywiście droższe rozwiązanie, ale daje możliwość szybkiego skalowania biznesu, w razie klęski urodzaju. Jesteśmy przygotowani na najlepsze ;)

Oprócz Perca oferujecie Medusę (syntezator) oraz Poly (“tłumacz” komunikatów MIDI na sygnał analogowy), Seq (sekwenser) i Anywhere (powerbank). Ewidentnie waszą specjalizacją są urządzenia muzyczne ale czy nie myślicie też o oprogramowaniu?

Oczywiście nasz sprzęt nie istniałby gdyby nie oprogramowanie. Przy większości urządzeń czas poświęcony na pisanie kodu stanowi znaczną część całego procesu. Mało tego, w Trackerze zbudowaliśmy coś w rodzaju systemu operacyjnego, który programiści mogą rozbudowywać o kolejne moduły.

Teoretycznie istnieje możliwość dorabiania i sprzedawania nowych modułów w przyszłości (nowe efekty, sposoby syntezy dźwięku itp.). Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja.

Polyend specjalizuje się od początku w hardwarze. Owszem, kuszące jest tworzenie oprogramowania na inne platformy ze względu na łatwość jego dystrybucji (w stostunku do urządzeń fizycznych).

Z drugiej strony, przerażająca jest ilość platform i systemów, które ciągle ewoluują i wymuszają stałą pracę nad aktualizacjami. Prawda jest też taka, że jest to jednak trochę inny rynek, którego nie śledzę i nie znam tak dobrze jak rynku urządzeń.

Nie jestem muzykiem ale wasze produkty są bardzo ładnie zaprojektowane i z chęcią bym je postawił u siebie w domu. Design jest elementem mającym odróżnić was od konkurencji czy po prostu lubicie tworzyć fajne wizualnie produkty?

W obu przypadkach odpowiadam twierdząco. Jest na rynku mnóstwo urządzeń zrobionych byle jak, ze słabych materiałów, z przaśnym designem i tysiącem kolorów (wszędobylskie ledy RGB).

Tyczy się to nie tylko samego wyglądu, ale także sposobu obsługi. Czasami bez przeczytania grubego manuala nie da się wydobyć żadnego dźwięku. Mam wrażenie, że UX i UI nie istnieje w słowniku większości twórców.

Skoro nie jesteśmy w stanie produkować tak tanio, jak robią to duże firmy z fabrykami w Chinach, to poza nowatorskimi funkcjami czy technologiami wyróżniajmy się designem i jakością.

Osobiście jestem fanem designu Dietera Ramsa i staram się wdrażać jego zasady, choć nie jest to najprostsza droga (jest wręcz odwrotnie).

Jesteście startupem, firmą? Jak definiujecie swoją dzialałność? Szukacie inwestora czy postanowiliście rozwijać się organicznie?

My po prostu projektujemy i produkujemy fajne urządzenia dla muzyków. Definiowanie czym jest ta działalność zostawiamy naukowcom ;)

Zdecydowanie wolimy rozwijać się organicznie. Cenimy sobie swobodę w działaniu, a jedynym naszym celem jest produkowanie najlepszych elektronicznych urządzeń muzycznych na świecie. Decyzje, które podejmujemy pozwalają nam dążyć do celu.

Zdrowy rozsądek i tylko niezbędne inwestycje i działania, bez rozbudowanych struktur, raportów, skomplikowanych umów, itd. Mam nadzieję, że uda się rozwijać biznes w takiej formie jak najdłużej, bo taki sposób funkcjonowania przysparza nam przy okazji dużo fanu.

Na koniec takie pytanie – nie boisz się, że poprzez rozwój technologii muzyka może zostać sprowadzona do poziomu algorytmów i prostych równań? W końcu można obecnie pokusić się dzięki mocy obliczeniowej o opatentowanie muzyki jaką stworzymy w przyszłości

Śledzę na bieżąco kanał Adama Neely’ego. Polecam go wszystkim zainteresowanym muzyką. Film ten pokazuje jak łatwo można dziś obnażyć przepisy prawa, które totalnie nie nadążają za postępem i otaczającymi nas zmianami.

Wracając do pytania, już teraz istnieją systemy, które potrafią generować melodie, aranżacje, czy nawet podpowiadać artystom jak mają tworzyć, żeby dany utwór stał się hitem. Podobnie jest też w innych branżach (twórczość pisarka, kinematografia, dziennikarstwo).

Widziałem algorytm, który analizował zbiór utworów danego twórcy, uczył się stosowanych przez niego schematów, a później improwizował z żywymi muzykami udając tego artystę. Robił to całkiem skutecznie.

Z jednej strony jest potrzeba wykorzystania zaawansowanych technologii do uzyskania przewagi konkurencyjnej, w efekcie – do zarabiania pieniędzy. Z drugiej, narzędzia tego typu używa się w celach twórczych.

Od dawna istnieje gatunek muzyczny zwany „generative music” (spopularyzowany przez Briana Eno). Opisuje on muzykę generowaną przez algorytm lub system, która za każdym odtworzeniem jest inna. Wnikałem kiedyś mocno w algorytmy pisane przez zespół Autechre.

Owszem, ich utwory w pewnym stopniu generują się same, ale to Rob i Sean są twórcami algorytmów i dzięki temu ich brzmienie jest unikalne i jedyne w swoim rodzaju.

Rozwój technologi pozwala także na dostęp do muzyki osobom niepełnosprawnym. Mamy kliku klientów, którym Perc umożliwił powrót do grania po amputacji kończyn. Zespół Microsoft Research zrobił projekt, w którym uczestniczyła osoba chora na ALS.

Jedynym dostępnym narządem „sterującym” były w tym przypadku gałki oczne. Za ich pomocą obsługiwany był sekwencer, na którym można było zapisać partię perkusją, która to odgrywana była na żywych instrumentach za pomocą naszych urządzeń.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę