Szukaj
Zamknij

Polska Dolina Piachu

Polska Dolina Krzemowa

Kto poprawnie rozszyfrował tytuł wie już, że na tapecie pojawi się Silicon Valley (jej polska wersja a raczej powody jej braku) i sprawa „polskiego Skype’a”. W październiku tego roku upłyną dwa lata od zakładu poczynionego w świetle reflektorów przez dwóch inwestorów. Panowie założyli się o to, że w Polsce możliwe jest powstanie „giganta high-tech” na miarę Skype’a…

W 2006 roku Tomasz Czechowicz (MCI) oraz Dariusz Wiatr (Hexagon Capital) dokonali zakładu mającego rozstrzygnąć się w czasie 2 lat. Tomasz Czechowicz twierdził, że „W maju dyskutowałem z ludźmi z różnych krajów podczas branżowej konferencji venture capital w Pradze. Wszyscy byliśmy pewni, że wkrótce w Europie Środkowej – bardzo możliwe, że właśnie w Polsce – narodzi się spółka technologiczna, której ranga na świecie będzie co najmniej porównywalna z firmą Skype.” Wiatr mu odpowiadał: „Jestem zazwyczaj optymistą, typem wolterowskiego Panglossa – mówi nam Dariusz Wiatr. – Ale ten pogląd to typowe myślenie życzeniowe. Taki scenariusz nie ma, niestety, w Polsce realnych szans i mogę się o to założyć.”.

Warunki zakładu zostały jasno określone: „Kiedy rozstrzygnięcie? Na koniec 2008 r. W jakich branżach ma działać firma? Szeroko pojęte high-tech, czyli m.in. internet, technologie mobilne i bezprzewodowe, informatyka, software, półprzewodniki, biotechnologia, zaawansowane technologie medyczne. Jaka ma być miara sukcesu? Polska spółka powinna zaliczać się w swojej branży do pierwszej trójki w Europie pod względem popularności marki, liczby użytkowników (klientów) lub udziału w rynku. Za sukces uznamy też pozyskanie inwestora z absolutnej czołówki światowych funduszy venture capital (typu Benchmark Capital, Sequoia czy Kleiner Perkins).”

Stawką zakładu była butelka kalifornijskiego wina Opus One o wartości 1.5 tys. złotych (teraz pewnie tańsza po spadku dolara) co już wtedy pokazywało, że obaj panowie raczej nie rzucają na szalę wiele. Podana data zakładu mija za 7 miesięcy. Można śmiało przyjąć, że żaden z warunków postawionych w zakładzie nie spełni się. Pospekulujmy dlaczego?

Niestety lista argumentów przeciw wyartykułowana przez Dariusza Wiatra nie straciła na mocy a nawet powiększyła się. Spróbujmy zatem sporządzić listę taką listę pod tytułem „Dlaczego w Polsce niemożliwe jest powstanie spółki high-tech konkurującej ze światowymi firmami?”

* brak kultury rynkowej i biznesowej na odpowiednim poziomie

Obie strony (inwestorzy i właściciele pomysłu) patrzą na siebie i postrzegają jako zło konieczne. Inwestorzy polscy w większości ofiary bańki 1.0 nadal patrzą podejrzliwie na „dotcomy”. Ich zachwyt ale i przerażenie budzi szybkość rozwoju serwisów i usług w Internecie – wiedzą, że chcą się załapać na trend ale nie wiedzą jak. Brak wiedzy i doświadczenia w prowadzeniu takich firm powoduje, że inwestuje się sumy grubo za duże w średnie pomysły a zarazem występuje lęk przed wyłożeniem wielkiej kasy na walkę z konkurentami z zagranicy.

Pomysłodawcy otumanieni wizjami „web-dwa-zero” produkują masowo wizjonerskie produkty czy usługi, które a) działają już na rynkach zachodnich b) nie są wcale takie świetne. Niska bariera wejścia na rynek powoduje, że za „biznes” biorą się osoby, które usłyszłały coś o naszej-klasie i myślą „mi też się uda powielić pomysł albo drenować jakąś niszę”. Przykładów proszę szukać na startups.pl. 90% ogłaszanych tam serwisów wyprodukowano za mniej niż 1 tys. złotych przez grupę dwóch osób (koder+grafik).

Efekt? Zniechęceni inwestorzy, którzy bombardowani są propozycjami inwestycji w kolejny „serwis wymiany zdjęć – lepszy niż flickr!” przestają mieć chęć i siłę na szukanie perełek. Bo perełki są, ale baardzo głęboko ukryte i jakoś same nie chcą wpaść w łapy inwestorów.

* brak podmiotów wyspecjalizowanych w finansowaniu małych spółek

Wbrew pozorom w Polsce nie ma firm, które zajmują się inwestowaniem w pomysły na bardzo wczesnym poziomie rozwoju. Nie ma ani „aniołów biznesu” z prawdziwego zdarzenia ani VC czy PE inwestujących małe pieniądze w celu zobaczenia czy biznes jest sensowny.

Wiem, że jest coś takiego jak BAS ale nadal twierdzę, że to nie ten kaliber. Potrzeba jest firm chętnie inwestujących poniżej 100 tys. złotych na zasadzie „masz pomysł – zrób wersję beta i sprawdzimy Twoje założenia w testach.

Będzie okej – jedziemy z kolejną transza”. Są za to gracze „mam 10 mln złotych i co mi zrobisz”. Jeśli Twój pomysł nie łapie się na spalenie w piecu od 1 mln złotych w górę to panowie garniuturowcy z „wieżowców szklanych drzwi” nie przerwą swojego sushi-lunczu żeby cię wysłuchać.

* mentalność polaków – dobra, stabilna praca jest lepsza niż swoja własna firma

Wiele młodych osób nie stać jest na rzucenie się na głęboką wodę własnego biznesu. Paraliżuje je strach związany z utrzymaniem siebie i pracowników. Brakuje pozytywnych przykładów i case studies, brakuje realnego wsparcia państwa (zmniejszenie czasu na rejestrację firmy nic nie zmieni!). Dodatkowo osoby, które mogą zrobić coś w branży kuszone są dobrze płatnymi posadami w bankach, sektorze IT czy mediach.

Rachunek jest prosty – wolę być inżynierem w Google’u niż ryzykować własnymi środkami budując swój pomysł. Trudno tutaj bezpośrednio winić same młody osoby, ale cóż – kto nie ryzykuje ten nie jedzie.

Łukasz Foltyn czy Maciej Popowicz albo Rafał Agnieszczak i Michał Brański też mogli pewnie pójść pracować u kogoś. Wybrali własne biznesy i nieźle z tego żyją. Można? Można. No pain no game.

* dostęp do internetu i nowych technologii

Nie jesteśmy może małym krajem ale za to dość słabo korzystającym z narzędzi jakimi dysponujemy. Raport, który powinien wstrząsnąć rządem (PO przecież jasno opowiadała się za rozwojem dostępu do Internetu czy się mylę?) a przeszedł w zasadzie bez echa pokazuje, że nasze miejsce jest koło Bułgarii. Nie koło Norwegii, Danii, Niemiec czy Francji ale właśnie koło Bułgarii.

70% rodaków ma dostęp do telefonii stacjonarnej a tylko 8,4 % do szerokopasmowego internetu. A my chcemy produkować amazony, skype’y i inne yahoo’sy. Kto to będzie oglądał i za pomocą czego? Będziemy ciągnąć internet z komórek?

* wsparcie administracji rządowej w dziedzinie nowych technologii

Tego tematu nie trzeb chyba rozwijać. Lepiej ogłosić budowę Centrum Nauki Kopernika i zwołać kilka konferencji niż pomyśleć i wcielić w życie plan pomocy młodym, innowacyjnym firmom. Wiadomo – w takim centrum jak już powstanie ktoś będzie musiał objąć stanowisko dyrektora za parę lat. Idealne miejsce dla byłego ministra, który taki wniosek na budowę podpisze.

A taka spółka technologiczna panie to nie wiadomo co robi. I zdjęcia na jej tle nie można zrobić do ministerialnego newslettera bo jak garaż może być siedzibą zwykłej spółki?

* wielkość polskiego rynku

Jesteśmy zbyt małym i za mało chłonnym rynkiem, aby w miarę szybko zbudować odpowiednio duży popyt na innowacyjny produkt czy usługę. Bez duże grupy użytkowników nie rozwinie się nawet Skype czy Joost. Czyli chodzi o kwestię skali.

Czyli co? Usiąść i płakać? Niekoniecznie.

Jest Psiloc i jest IVO. Są regularnie wygrywający zawody programistyczne grupy młodych osób. Są powracający zza oceanu ludzie, którzy pracowali w prawdziwej Dolinie Krzemowej i mogą przenieść tamtejsze zwyczaje i doświadczenie na nasz grunt.

Są też oddziały Google’a i innych dużych molochów IT, które oprócz tego, że same wysysają obecnie z rodzimego rynku talenty to za chwilę będą je musiały również od siebie wypuścić i może właśnie taka osoba założy firmę, która niczym w amerykańskim śnie przejdzie błyskawicznie drogę od rodzinnego garażu do korporacji rozpoznawalnej na całym świecie.

Wiara i nadzieja to potęga a tego nigdy nam Polakom nie brakowało ale na razie przejdźmy się po Pustyni Błędowskiej i kontemplujmy jej przyrodę. Albo jej brak.

UPADTE: Tutaj Gazeta Wyborcza drukuje więcej informacji o półmetku zakładu

I ciekawostka – Polska jest technologcznym zaściankiem – więcej tutaj

  • ZaaR

    Ludzie są tak naprawdę jedyną przeszkodą do tego żeby uruchomić klona Silicon Valley w Polsce. Reszta jest do przeskoczenia :)

  • Artur, spójrz np. na Nokaut.pl.

    Zaczęliśmy działać na początku 2006, w parę miesięcy ruszyła wersja beta, pod koniec 2006 roku ruszyliśmy z oficjalną wersją serwisu. Teraz wg. Google Analytics mamy niemal 3 miliony użytkowników miesięcznie (wg. Megapanelu: 1,9 mln), co stawia nas w ścisłej czołówce polskich serwisów e-commerce, zaraz za serwisami Tradusa (dawniej: QXL). Szybciej od nas w 2007 roku rosła chyba tylko nasza-klasa.pl, na której skupiła się uwaga mediów.

    Fundusz VC (konkretnie: bmp AG) zainwestował w nas jeszcze na etapie pomysłu. Kwoty inwestycji nie mogę ujawnić, ale nie była szczególnie duża. Jeśli się chce, to można coś na tym rynku zdziałać…

  • Artur Kurasiński

    @ Michał Jaskólski – Michale z całym szacunkiem, ale chyba nie przeczytałeś uważnie tego co napisałem :)

    Nie chodzi mi o polskie firmy, które odnoszą sukcesy lokalnie ale o te, które mogą zdziałać coś na arenie międzynarodowej.

    Wasz pomysł nie jest ani nowy ani lepszy niż konkurencja (Ceneo) a w zestawieniu z podmiotami z europy chociażby niestety wypadacie blado.

    Co nie znaczy, że Nokaut na rynku polskim jest prężnym podmiotem :)

  • Jakiś czas temu poruszałem ten temat na blogu.

    Nie ma chyba sensu tego wklejać w komentarzu, także jeśli kogoś to interesuje to zapraszam:

    http://krzysztof.gibek.net/blog/2008/03/06/to-nie-jest-kraj-dla-innowacyjnych-ludzi/

  • Pingback: panklient.pl Blog » Ale o co chodzi i kiedy ruszamy?()

  • Piotr Godek

    Co do braku firm specjalizujacych sie w finansowaniu malych przedsiewziec i przykladu nokaut.pl:

    Wydaje mi sie, ze takie bylo przeslanie inwestorow na tegorocznym TMT.Ventures’08 Warsaw – „jesli masz juz biznes, klientow,sprzedajesz, chcesz sprzedawac wiecej a na horyzoncie widac wyraznie grube EUROSY, pomozemy ci i chetnie zjemy wiekszosc twojego ciacha; jesli natomiast jestes wizjonerem, masz plan na ryzykowny ale nowatorski interes – pomyliles adres”.

    Widzielismy wrecz namawianie do „copycatting” – kopiowania pomyslow, ktore juz sie sprawdzily. Tak poszedl nokaut i dlatego pewnie znalazl inwestorow.

    Czy to obraz calego polskiego swiata inwestorow? Jesli tak, to smutne…

  • Z perspektywy Twojego wpisu Arturze, żałuję, że te parę lat temu nie skomentowałem u siebie tego zakładu z przedstawieniem dlaczego to się nie uda.

  • Mirek

    Jedynym prawdziwym powodem wymienionym w Twoim artykule jest dostęp do kapitału. Główna różnica pomiędzy Polską i Silicon Valley jest taka, że tam wariatów inwestujących kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy dolarów w wariackie przedsięwzięcia widzi się częściej niż w Polsce babcie w moherach na głowie. Generalnie jest w dobrym tonie mieć po kilka czy wręcz kilkanaście „inwestycji”. Jak się finansuje większość startupów w US? Friends, family, fools. Na friends czy family nie ma co liczyć. Bo niby skąd mają mieć takie pieniądze. Na wariatów? I owszem – jest ich kilku. KILKU. Wciąż za mało.

    Na VC na wczesnym etapie nie ma co liczyć – to nie są wariaci ale kapitaliści. Nie zainwestują w pomysł, który nie daje pewności zwrotu.

    Jednym słowem – Czechowicz sam sobie winien, że wino wypije nie on. Mógł przecież zostać pierwszym wariatem RP do którego zgłaszałyby się po kasę wariaci napchani odczapionymi pomysłami. Ale nie został. I wino przeminęło z Wiatrem…

  • Artur Kurasinski

    @ Mirek – nie przeczytales ze zrozumienieam albo co gorsza celowo wypaczasz moje argumenty. Friends, family i fools nie zrobily takich podmiotow jak Google – od razu znalazly sie duze firmy sklonne wylozyc na poczatek male sumy.

    Oczywiscie VC to kapitalisci, wszyscy chca KASE i nikt nie oglada sie na wariatow. Ale to wariaci maja pomysly i trzeba umiec o nich dbac. Poza tym nie mowimy tylko o VC ale o BA, ktorzy w Polsce tez jakos dziajaja slabiutko.

    „Jedynym prawdziwym powodem wymienionym w Twoim artykule jest dostęp do kapitału” – nie nie nie. Mentalnosc i podejscie do biznesu.

  • Mirek

    Sorry, ale nie odrobiłeś lekcji – zamieszczam poniżej cytat z oficjalnej historii google inc.:

    Unable to interest the major portal players of the day, Larry and Sergey decided to make a go of it on their own. All they needed was a little cash to move out of the dorm — and to pay off the credit cards they had maxed out buying a terabyte of memory. So they wrote up a business plan, put their Ph.D. plans on hold, and went looking for an angel investor. Their first visit was with a friend of a faculty member.

    Andy Bechtolsheim, one of the founders of Sun Microsystems, was used to taking the long view. One look at their demo and he knew Google had potential — a lot of potential. But though his interest had been piqued, he was pressed for time. As Sergey tells it, „We met him very early one morning on the porch of a Stanford faculty member’s home in Palo Alto. We gave him a quick demo. He had to run off somewhere, so he said, ‚Instead of us discussing all the details, why don’t I just write you a check?’ It was made out to Google Inc. and was for $100,000.”

    The investment created a small dilemma. Since there was no legal entity known as „Google Inc.,” there was no way to deposit the check. It sat in Larry’s desk drawer for a couple of weeks while he and Sergey scrambled to set up a corporation and locate other funders among family, friends, and acquaintances. Ultimately they brought in a total initial investment of almost $1 million.

    Zanim odpowiesz – przeczytaj jeszcze raz. Tym razem uważnie.

    Co do pozostałych punktów:

    – Brak kultury biznesowej
    – Mentalność Polaków

    Aż mi się nie chce tego komentować. Jeśli piszesz o terenach post-PGR to piszesz nie na temat. Jeśli piszesz o ośrodkach metropolitarnych to nie wiesz o czym piszesz – Polacy są jednymi z najczęściej promowanych pracowników wewnątrz międzynarodowych korporacji. Jeśli Polak trafi do porządnej organizacji, z którą wie co można zrobić i ma odpowiednie narzędzia – to zrobi więcej niż obywatel jakiegokolwiek innego państwa UE! To akurat wiem z własnego doświadczenia.

    Mentalność Polaków – tutaj chłopie walnąłeś się o 180 stopni. Ostatnie badania społeczne pokazują, że zdecydowana większość (nie pamiętam ile i nie chce mi się szukać ale na pewno ponad 50%) Polaków chce mieć własną firmę. Poszukaj i porównaj sobie dane – procent przedsiębiorców na ogół mieszkańców.

    Dostęp do Internetu itd. Yahoo (a nawet google) powstało w warunkach, w których dzisiejszy polski poziom zsieciowania gospodarstw wydaje się rajem. Jednak co do tego punktu mogę się częściowo zgodzić. To faktycznie ma pewne znaczenie. Marginalne.

    Wsparcie administracji rządowej. Czy możesz coś napisać o programach wspierania nowych technologii przez rząd Kalifornii Południowej?

    Wielkość rynku. To ma znaczenie. Pewne. Nieistotne. Jeśli mówimy o organizacjach takich jak skype to… Halo, halo – rynek szwedzki i estoński jest chyba ciut mniejszy od polskiego, prawda? Prawda. Tylko trzeba znać historię skype’a… Albo zajrzeć do wikipedii przynajmniej zanim się napisze ;)

    Tak czy inaczej – duże brawa za trafienie jedną z sześciu kul w sedno problemu. Na resztę spuszczam zasłonę milczenia i już się nie znęcam :)

    Pozdrawiam serdecznie!
    m

    PS. OVER

  • Artur Kurasinski

    @ Mirek –

    Rozumiem, ze poprzez wklejenie cytatu z Wiki chcesz udowodnic, ze Andy Bechtolsheim to „friend” a nie inwestor? Jesli chcesz mozesz tak uwazac, masz do tego prawo. Dla mnie to zalozyciel SUNa i osoba, ktora szukala okazji do zainwestowania swojej kasy (Business Angel). Jesli masz jakies zrodla na poparcie swojej tezy, chetnie wyslucham.

    > „Jeśli piszesz o ośrodkach metropolitarnych to nie wiesz o czym piszesz – Polacy są jednymi z najczęściej promowanych pracowników wewnątrz międzynarodowych korporacji” – przepraszam a co ma piernik do wiatraka? W korporacjach powstaja start-upy? Ludzie na etatach w duzych firmach po nocach spotykaja sie i pieszcza swoje projekciki? Bzdura. Przyjdz kiedys na spotkania osob, ktore robia wlasne projekty – zobaczysz, ze pracownikow miedzynarodowych korporacji jest tam jak na lekarstwo.

    > „Mentalność Polaków – tutaj chłopie walnąłeś się o 180 stopni. Ostatnie badania społeczne pokazują, że zdecydowana większość (nie pamiętam ile i nie chce mi się szukać ale na pewno ponad 50%) Polaków chce mieć własną firmę.”

    Acha. To sie nazywa deklaratywnosc. Ile z tych pytanych osob zaklada swoje firmy? A ja slyszalem o badaniu przeprowadzanym na studentach SGH gdzie wyszla podobna zaleznosc – ponad polowa studentow deklarowala chec otworzenia wlasnej firmy. Po paru latach sprawdzono – te samo osoby zalozylo swoje podmioty tylko w przypadku 10% badanych.

    > Dostep do Internetu – oczywiscie, ze ma to marginalne znaczenie. Przeciez nie ma zwiazku miedzy iloscia internautow w danym kraju a dostepnoscia do internetu – to sa jakies wymysly. Naprawde tak uwazasz czy po prostu cos Ci sie zle wkleilo?

    > „Wsparcie administracji rządowej. Czy możesz coś napisać o programach wspierania nowych technologii przez rząd Kalifornii Południowej?” Nie bo nie to mnie interesuje. W DK swietnie sobie daja rade bez wsparcia „rzadu”. Interesuje mnie wsparcie polskich firm przez polski rzad i organizacje rzadowe. A z tym jest slaaabiutko.

    > „Wielkość rynku. To ma znaczenie. Pewne. Nieistotne. Jeśli mówimy o organizacjach takich jak skype to… Halo, halo – rynek szwedzki i estoński jest chyba ciut mniejszy od polskiego, prawda?”

    Prawda. Nasycenie rynku uslugami internetowymi w takiej Szwecji czy Estonii sa tez malo istotne. Skype moglby (ba, powinnien!) zostac stworzony gdzies w Gliwicach i na pewno moglby rownie dobrze opanowac rynek.

    Bo przeciez jak wiadomo polacy swietnie mowia po angielsku (lepiej niz szwedzi), maja lepszy dostep do internetu niz Szwedzi i Estonczycy i wogole sa najbardziej zaawnsowanym technologicznnie krajem w regionie – podpis elektroniczy i e-glosowanie wprowadzono juz u nas ho ho dawno temu przed taka malutka Estonia…

    Tak czy inaczej – duze brawa za czytanie ze zrozumieniem. Podobno w dzisiejszych czasach duzo osob ma z tym problemy wiec nie smuc sie, nie jestes sam. Nie bede sie dalej znecal.

    Pozdrawiam serdecznie!

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę