Jak to robią trzydziestolatkowie?

22:23 15th April 2008

elfy elfy a gdzie klocki lego?

Takie (i inne bardziej filozoficznie) pytania dręczyły mnie onegdaj kiedy byłem kilka lat młodszy (tak, był taki czas). Hmmm. Robią to częściej? Z większą ilością osób? Lubią puszczać muzykę i wykorzystywać jakieś gadżety? A może po prostu mówią do siebie podczas? Teraz kiedy przekroczyłem rubkion wieku sam mogę sobie odpowiedzieć na powyższe pytania…

Mowa oczywiście (he he) o grach fabularnych (ang. Role Playing Game) którymi zauroczony z różną siłą jestem od ponad 18 lat. Udało mi się załapać na same początki mody, kserowanie podręczników, wykonywanie własnych narzędzi do losowania wyników, tworzenie tabel postaci i godziny, setki godzin grania wszędzie gdzie popadnie. Acha żeby było jasne - czczę tylko jeden system. Adeki górą! :)

Z lekkim niesmakiem przypominam sobie, że w liceum lubiłem zostawać po części oficjalnej aby wraz z grupka kolegów (koleżanki średnio chciały bawić się w “takie” rzeczy) przesiewać kolejne labirynty i mordować kolejne bestie. Dziś grupki młodzieży via net wesoło “levelują” swoje postacie ewentualnie “ekspią”. Brrrr.. O czasy! O morale! Gdzie jest duch prawdziwego grania w RPG!?

Zostawmy jednak młodzież, która jest dla pokoleń starszych zawsze inna, dziwna i gorsza. Tym razem chciałbym podzielić się refleksją na temat sesji wyjazdowych (zazwyczaj weekendowych) w czasie których w końcu znużeni życiem, pracą (żona, dziećmi, komputerem, rybkami itd. itp.) mogą z dala od domowych pieleszy po prostu grać, grać i grać…

Przeżyłem całkiem niedawno taką sesję weekendową. Ponieważ z roku na rok spada liczba okazji na wspólny wyjazd, dlatego każda szansa wyrwania się wspólnego i zagrania w “erpegi” tudzież “rólgry” (jak ktoś kiedyś pięknie spolszczył RPG) jest bezcenna.

Po ostatnim wyjeździe nasunęło mi się kilka ogólnych wniosków, którymi chciałbym się podzielić a propos takiego spędzania czasu:

> Trzydziestolatkowie na sesji wyjazdowej zachowują się jak 15-to latkowie na obozie harcerskim. Z tą różnicą, że teraz można pić alkohol i palić papierosy bez wizji kary ze strony zastępowego. I karnego obierania ziemniaków.

> Posiadania laptopa staje się niestety częstsze niż prawidłowo wypełniona postać gracza. Dodatkowo niestety dzięki wi-fi można słać sobie informacje i śmiać się z nich na głos czym rozwala się cały klimat sesji. Dzięki MacBookowi można robić głupie zdjęcia kamerką i pokazywać siedzącym obok graczom.

> Mistrz Gry popełnia błąd pozwalając wejść na sesję “postaciom czarującym” jeśli tylko jeden z graczy nie dysponuje takimi mocami (he he he Filipie, nie mogłem się powstrzymać!)

> Muzyka na sesji z elementu towarzyszącego staje się (za sprawę ipoda) elementem wspólnego przeżywania - każdy gracz chce puścić “swój” kawałek i kręci kółkiem ipoda z zaciekłością nie reagując na uwagi i prośby o ściszenie np. takiego kawałka puszczonego w trakcie skradania się do przeklętych kurhanów…

> Piwo “Kasztelan” jest be. rum holenderski jest okej.

> Stajnie za oknem (dźwięk) i konie (zapach) stają się mało istotnymi elementami otaczającego środowiska o 4.00 rano

> Nadal nie mogę pozbyć się wrażenia, że następnego dnia przy śniadaniu wszyscy współwypoczywając patrzą się na nas i myślą sobie po cichu “który z nich to ten ogromny barbarzyńca ucinający na raz 4 głowy trolli?

>…Ewentualnie matka małego dziecka może myśleć tak “jak ja się dowiem, który z tych ZCADASDA@@#! w nocy wyszedł na dach i darł się udając mantikorę czy inne bydlę!!”

> Turlanie kośćmi jest fajne. Nadal.

> Nie zagram już w WoW. Jest nudny i przewidywalny jak zmęczony Mistrz Gry o 6.00 nad ranem.

> Każdy wyjazd musi mieć swoją piosenkę przewodnią. Tym razem był to Tymon Tymański (na Tranzystorach) i utwór “Lubię“. Hymnem poprzedniego wyjazdu był ten kawałek w wykonaniu Kukiza pod wszystko mówiącym tyułem “Pieśń o Małyszu, czyli frustracje sprawozdawcy sportowego”.

> Granie w weekend wyklucza sen. Po dwudniowej sesji moje zapotrzebowanie na sen skoczyło o jakieś 200%. Nie wiem kiedy to odeśpię - może wezmę krótki urlop? Albo wyjadę na kolejny weekend-maraton?

PS. Jakby ktoś nie widział tego jeszcze - co się dzieje kiedy gra się w RPG zbyt poważnie.

PPS. Dziękuję Michałowi, Filipowi, Henrykowi, Kamilowi i Tomkowi za dwa dni oderwania (dosłownie i w przenośni) od rzeczywistości. Jakby co to oczywiście piszę się na kolejną wyprawę :)

7 odpowiedzi do “Jak to robią trzydziestolatkowie?”

  1. Mikołaj:

    W ramach pokuty możesz spróbować naprawić RSS, bo krzaczki wysyła ;o)

  2. CoSTa:

    Współczuję takich sesji. Na solidne pykanie w RPG zapraszam w takim razie do Poznania. Whoa! Tu dzieją się sesje, o których pamiętamy latami :)

  3. edrache:

    Pamiętam czasy RPG :) Niestety im człowiek starszy, tym ma mniej czasu (potem sytuacja się odwraca). Dlatego przesiadłem się na planszówki i wydaje mi się, że coraz więcej osób tak robi.
    Chciałbym raz na jakiś czas poprowadzić sesję, ale jej przygotowanie zajmuje tyle czasu, że mógłbym wtedy zagrać kilka razy Twilight Imperium ;) echh…

    @CoSTa: w Poznaniu nie tylko rpgi, ale i planszówki (www.gramajda.pl) :P

  4. Słoń:

    Jako niegdysiejszy uczestnik sesji “po oficjalnej części w liceum” zazdroszczę wam chłopaki fantastycznego wyjazdu. Dziś jestem raczej w tej sytuacji co endrache - planszówki a i to nie za często.

    @autor: rozumiem, że kolejną zmianą w stosunku do tego co było w liceum jest brak odwiedzin woźnego Bizmuta :)

  5. iwan:

    i jak możesz mówić, że piwo kasztelan jest be!! ;)

  6. Artur Kurasiński:

    @ Słoń - he he he :) witam starego gracza :)

  7. Artur Kurasiński:

    @ Iwan: no niestety z przykrością musiałem oddać resztkę puszek z zakupionej zgrzewki a rzadko to mi sie zdarza :)

Zostaw coś po sobie