Szukaj
Zamknij

Zrób se biznes

polskie realia, fucked company

W czasach wielkiej e-prosperity za oceanem powstał serwis, który pokazywał „tę gorszą” twarz nowych, wspaniałych firm i ich założycieli. Serwis był papierkiem lakmusowym branży bowiem upubliczniał to co zazwyczaj stanowiło skrzętnie skrywaną tajemnicę „dotcomowskich” potentatów – liczb zwolnień, zawirowanie kadrowe, plotki o budżetach i cały kram związany „kogo-kogo” wysiudał z jakiej pozycji. Czytało się to jak „Rodzinę Matysiaków” w wersji uber hardkor…

Żałuję tym samym, że nikt z polskich „insajderów” nie zdecydował się na prowadzenie takiego bloga / strony / vortalu (nie, ja dziękuję chcę jeszcze pomieszkać w tym kraju). Przy naszej polskiej pasji do ujawniania skandali, obrzucania się błotem, lizania tyłków i wskazywania winnych taki twór IMHO zdobyłby więcej lansu, blingu i „uzjerów” niż Pudelek. To, że nie powstał może świadczć o tym, że w Polsce „branża” jest malutka, ludzie boją się coś palnąć (bo nikt nowy ich nie zatrudni) a rotacja (pardon – podkupowanie ludzi) dokonuje się między firmami A,B i C aby znowu zatoczyć koło i wrócić do firmy A.

Jaskółką na niebie może być mini wywiad (hmm zwierzenie „skruszonego”?) jakiego udzielił (obecny, były) szef spółki Monetto, Łukasz Banach na łamach Hazanowego Antyweb’a. Po pierwsze jestem zaszokowany, że ktoś publicznie pierze brudy związane z VC w Polsce. Po drugie jestem bardziej zszokowany, że to co pisze (jeśli to jest prawda bo zawsze trzeba pamiętać o „drugiej stronie”) niestety jest potwierdzeniem moich osobistych spostrzeżeń dotyczących branży VC i BA w Polsce.

Łukasz twierdzi, że w paru momentach decyzjami IIF (np. o szybszym odpaleniu projektu ze względu na pojawienie się konkurencji czyli Kokosa) doprowadził do ostrego zamieszania w projekcie. Prezes Monetto przyznaje, że zaplecze technologiczne nie istniało a wiedza dotycząca rynku „social lending” była prawie zerowa. Do tego doliczyć należy dziwne decyzje (przypomnijmy – młoda spółka, trudny start w otoczeniu co najmniej dwóch konkurentów, małe finansowanie bo tylko 600 tys. pln) w stylu, że siedziba jest „zbyt mało reprezentacyjna i zbyt mała”. Gołym okiem widać, że projekt od samego początku był źle ustawiony – czyja to wina, młodego prezesa czy ludzi z IIF z doświadczeniem sięgającym „pierwszej bańki” (Rafał Styczeń)?

Każdy VC na początku negocjacji powinnien zadbć o dwie rzeczy: innowacyjny pomysł oraz zespół. Z tego co mówi Łukasz pomysł był jakiś (jak pokazuje Kokos.pl można z tego żyć i rozwijać się) ale już z zespołem było ciężko. Winę przypisać należy „aniołowi stróżowi” projektu czyli IFF, który występował w roli nadzorcy i powinien wyeliminować na samym początku „najsłabsze ogniwo” czyli niestety samego Łukasza (z mojej osobistej perspektywy tam bym postąpił).

W czasie ostatnich 3 lat być gościem w gabinetach co najmniej 10 spółek typu VC i co najmniej jednej BA. Dodam, że chodziłem tam w celach szukania inwestycji, wsparcia finansowego, porady czy też po prostu sprzedania całego projektu. Nie spotykałem się w celach towarzyskich, „na kawkę” tylko byłem zwykłym petentem i klientem takich spółek.

To co pisze Łukasz stanowi potwierdzenie mojej osobistej tezy, że w Polsce nie ma zasadniczo po co wchodzić w bliższe relacje z VC czy BA. Ludzie decyzyjni w tych spółkach z definicji mających stawiać na projekty obarczone dużym lub bardzo dużym ryzykiem działają dokładnie w przeciwny sposób – żądania i wymagania stawiane projektom są bliższe (lub tożsame) z wymaganiami banków, które szukają ciepłych i dobrze rokujących, ale sprawdzonych biznesów. Masz ciekawy projekt ale obarczony dużym ryzykiem? VC jest ostatnim miejscem w Polsce gdzie się powinieneś udać.

Powiem jasno i dobitnie – fundusze działające w modelu VC w Polsce nie mają jaj – ba, nawet gdyby takowe miały to ich własna próżność połączona z stygmatem „nieomylności” doprowadziłby do katastrofy. Przeciętna wieku osoby zarządzającej to 40-45 lat. Doświadczenie? Zazwyczaj wyniesione z pierwszych lat polskiej e-bonanzy na stołku dyrektora bądź lidera projektu (w najlepszym razie).

Wiedza? Bliska zeru absolutnemu. Bo chyba, że za edukowanie się w „nowych technologiach” weźmiemy lekturę „Pulsu Biznesu” albo „Briefu” czasami połączoną z udziałem w konferencji z tymi samymi osobami na listach over and over again to otrzymamy wykrzywiony ale obraz polskiego przecietnego VC. Nuda panie, jak w polskim filmie. Skąd zatem oczekiwać wizjonerstwa, polotu i zmysłu do inwestowania?

Przypomnijcie sobie – który fundusz „wyjął” Naszą-Klasę? Kto kupił całość Allegro a potem Gadu-Gadu i Bankier.pl? Kto kupił Money.pl? Czy którymś z finałowych graczy był polski fundusz? Nie. Polskie fundusze (i nie tylko bo na pewno jeden koncern medialny) upajały się wizją, że banda gówniarzy i tak przyjdzie do nich bo niby gdzie mają pójść? A wtedy za perkal i korale będzie można od nich kupić całość robiąc świetny „deal”.

Spryt ktoś powie? Zachowawczość ? Ostrożność? Umiarkowanie w inwestycjach? Ludzie! Mówimy wszak o VC, najbardziej drapieżnym, ryzykownym i wymuszającym pewien poziom szaleństwa sektorze ponieważ tutaj za grosze można kupić firmę, która „może wystrzelić”. Jeśli takiej firmy nie ma to trzeba ją stworzyć, wrzucając swoje doświadczenie, finanse i budując (rekrutując) zespół. Nikomu nie każe inwestować w ciemno ale jeśli się już gra w takiej lidze to wypada chociaż wiedzieć jakie są reguły.

Spójrzcie na portfele firm jakie kupiły / stworzyły polskie fundusze VC i BA w ostatnich 3 latach – gdzieś tam widzicie coś przełomowego, super nowego i mega mega innowacyjnego? (IIF miał namieszać w działce personalizacji treści i behawioru ale słuch po wynikach tej spółki zaginął. Jest jeszcze Peryskop, który wydaje się być sensownym projektem jak na razie). Nie szukajcie. Nie znajdziecie. Polskie VC robią copy+paste z tego co się dzieje na rynkach zachodnich (trendy) tak samo jak nasi młodzi przedsiębiorcy robią copy+paste z rozwiązań i firm. Koło się zamyka, przybijamy sobie „piątkę”.

Staram się śledzić na bieżąco np. na co kasę wydaje fundusz X i Y. W zwykłej firmie, zasilaną kasą z zysków a nie pożyczki za taka nie gospodarność leciałby głowy. Tutaj wydajemy (pardon – inwestujemy) kasę z „nie naszą” więc o co chodzi? Oczywiście można powiedzieć „Kurasiński – chłopaku płaczesz bo ochłap z pańskiego stołu Ci na spadł więc chodzisz i jojczysz”. Oczywiście dopuszczam taką interpretację i jestem w stanie przyjąć taki zarzut na klatę. Prawdą jest, że zapukałem do drzwi wszystkich wymienionych VC i BA w tym poście. Na tej podstawie buduje swój obraz rynku i ludzi. Czy prawdziwy? Na pewno bardzo, bardzo subiektywny.

Problem jednak nie leży tylko w moim przypadku – znam 5-8 osób, które z równym uporem próbował (i próbują!) nakłonić panów z VC w ładnych garniturach aby pochylili się nad ich biznes planem w przerwie między pałaszowaniem sushi a konferencją w ciepłych krajach. Mają dobre, sprawdzone biznes plany i pomysły wyprzedzające to co obecnie jest na rynku.

Problem? Panowie z VC nie mogą ich pomysłów „zbenczmarkować” – czytaj – nie mają linków do serwisu, który opisuje taki sam pomysł tylko, że z Doliny Krzemowej podając przy okazji ile zarobił w milionach zielonych. Ergo – nie ma takiego serwisu, więc Twój pomysł jest do dupy. No by gdyby twój pomysł był zajebisty to w CNN by już mówili. A na pewno pojawiłby się u Oprah.

Co dodatkowo jest warte podkreślenia w casusie klęski Monetto? To, że IFF prowadząc swoją prywatną działalność wykorzystuje (słusznie i prawidłowo) w tym celu pieniądze publiczne – m.in. z PARPu. Oczywiście, PARP nie daje kasy na ładne oczy i IIF też musiał mieć swoją połowę aby starać się o dofinansowanie – niemniej jednak za klęskę Monetto płacimy my wszyscy (pan, pani, społeczeństwo).

Pytanie zatem jest takie – czy PARP jako „kasodawca” mając w pamięci porażkę projektów funduszu X inaczej spojrzy na kolejny wniosek? Czy jest jakaś transparentna metoda oceny zainwestowanych funduszy czy decyduje o tym bezimienny urzędnik, którego kompetencji nie sposób racjonalnie sprawdzić?

Rozumiem szum wokół wniosków – 8.1. Może te same osoby „poszumią” bardziej jeśli się okaże, że fundusz X czy Y dostał 10-20 mln na topienie w startupach i w jego przypadku odpowiedzialność jest o wiele mniejsza niż w przypadku „małego” przedsiębiorcy starającego się o 100-200 tys. pln na swój biznes?

Rynek polskich VC i BA jest przykładem na to, że duża kasa nie idzie w parze ani z urodą ani z inteligencją. Pocieszajmy się tym, my maluczcy kiedy po raz kolejny pokażą nam drzwi i pożegnają ostrym słowem. Zawsze można krzyknąć jak Franz Maurer „my tu jeszcze k..wrócimy!” dla polepszenia własnego nastroju. Bo VC i BA nie mogą żyć w próżni – ktoś im musi te „projeky” robić w końcu, co nie?

BTW Założyciel FuckedCompany.com nie skończył wcale tak źle. Po zamknięciu strony zaczął aktywnie udzielać się w…funduszu inwestycyjnym, który zainwestował w m.in.: Twistera i Metaplace. Nice move, bro!

A dla tych, którzy chcą się czegoś nauczyć na cudzych błędach polecam Startuofailures.com – naprawdę cenne lekcje for free.

  • Tomek

    Artur,
    Nic dodac, nic ujac. Szacunek za tego posta. Mam swoje male doswiadczenie z pewnym VC/BA/jakkolwiek z pl, ktory zachowal sie tak nieprofesjonalnie, ze glowa mala. Oczywiscie buzie pelne frazesow pt. jestesmy inni niz wszyscy, aktywnie pracyjemy nad naszymi projektami a reszta to dno i mul, my jestesmy the best.
    A co potem – uzgodnione warunki, cena, ilosc udzialow, shake hands i panowie znikaja komunikacyjnie. Kolejne obietnice, przesuwane terminy i skonczylo sie na niczym. Nie che mi sie z nimi nawet isc do sadu, bo szkoda czasu.
    A tacy aktywni byli na imprezach branzowych..

  • Żałuję tym samym, że nikt z polskich “insajderów” nie zdecydował się na prowadzenie takiego bloga / strony / vortalu (nie, ja dziękuję chcę jeszcze pomieszkać w tym kraju). Przy naszej polskiej pasji do ujawniania skandali, obrzucania się błotem, lizania tyłków i wskazywania winnych taki twór IMHO zdobyłby więcej lansu, blingu i “uzjerów” niż Pudelek. To, że nie powstał może świadczć o tym, że w Polsce “branża” jest malutka, ludzie boją się coś palnąć (bo nikt nowy ich nie zatrudni) a rotacja (pardon – podkupowanie ludzi) dokonuje się między firmami A,B i C aby znowu zatoczyć koło i wrócić do firmy A.

    E, to po prostu żaden interes. Zarobić się na tym nie da (OK, dałoby się, ale w specyficznych okolicznościach), a ryzyko otrzymania szeregu pozwów za „zniesławienie” osób lub firm spore. Na dodatek potencjalne sprawy mogłyby być dość często przegrywane, bo źródło może sporo powiedzieć Ci na boku, ale już przed sądem ciężko byłoby te stwierdzenia udowodnić.

    Zresztą zobacz, że często nie da się merytorycznie skrytykować czyjejś pracy, bo już do krytyka lecą teksty, że zazdrości, nie umie, nie zdobył zlecenia etc. Co dopiero taki serwis, w którym byłyby w sumie przede wszystkim plotki? Umarł w butach…

  • @ Mikołaj – jasne, że nikt by na tym nie zarobił ale byłby niezły fun dla osób postronnych :) A tak, co? Musimy sobie na blipie wrzucać w opcji „prv” info :)

  • Łukasz Banach

    @Artur
    wystąpię nieco w roli adwokata diabła. Owszem, masz prawo mieć prywatną opinię na temat moich kompetencji ale fundusz nie mógł wyeliminowac słabego ogniwa (czyli według Ciebie – właśnie mnie) na początku projektu bo….fundusz inwestował własnie w pomysł który ja firmowałem.

    Nie byłem tam wynajętym menadżerem a osobą która miała pociągnąć projekt i zbudować zespół. Co nie oznacza że:
    -miałem zostać prezesem (SK byłby zdecydowanie lepszym kandydatem)
    -wiedza na temat social lending byla zerowa – tak nie było. Akurat IIF dostał kilkaset (!) stron analiz, biznesplanów, benchmarków i analiz prawno – podatkowych.

    W tym akurat aspekcie wiedza nie miała wpływu na powodzenie/niepowodzenie projektu.
    A projekt kokosa – to nie jest samodzielny, rentowny projekt – to jeden z wielu projektów Blue Media, która może sobie pozwolić na ich tworzeni

  • @Łukasz Banach – Dzięki za komentarz. Moja chęć „wyrzucenia” Ciebie skoncentrowała by się na okresie kiedy to IIF szukał „zamiennika” albo też „odgromnika” dla Monetto :) Tutaj polegli bo powinni wszystkimi siłami taką osobę znaleźć a Ciebie wrzucić „w tło”.

    Kokos – działa jako któryś z projektów BM i być może dlatego radzi sobie dobrze :) Po prostu nikt na nim teraz, zaraz zarobic nie musi..

    Ciekaw jestem jak idzie chlopakom ze Smava? Wiesz cos na ten temat?

  • Łukasz Banach

    @artur
    Problem w tym że IIF szukal prezesa nie tyle dla zastąpienia mnie co dla znalezienia „twarzy” dla projektu – taki był cel tych poszukiwań (ludzie z nazwiskiem).
    Moja osoba nadal miała odpowiadać za cała „brudną robotę” w projekcie.

    Czy na miejscu IIF-u bym siebie wyrzucił? Nie wiem, trudno mi to ocenić, niemniej w moim odczuciu było zbyt wcześnie żeby wtedy oceniać projekt i jego powodzenie bądź nie :)

    Zdecydowanie lepszym pomyslem byłaby droga pozyskania partnera który wlasnymi środkami (jak BM) byłby w stanie „przezimować” projekt do czasu jego rentowności (4 – 5 lat).

    Smava? Nie mam pojęcia ale życzę jak najlepiej. Są mi najbliżsi z uwagi na postawienie nacisku na element bezpieczeństwa – podobnie jak było to na Monetto.

  • Wicher

    A ja bym poprosił Autora o przeczytanie posta przed publikacją, bo ilość literówek, karkołomnych zdań i ortografów nie licuje z zawartością merytoryczną postu (bloga)! Pozdrawiam zupełnie niezłośliwie.

  • Arturze: Jest wielce prawdopodobne, że masz rację i w Polsce nie ma ani bankierów ani inwestorów co się zowie. A nawet jakby jakiś się trafił to sam ma pomysły gdzie wydać kasę albo jego kum, więc dla obcych nic już nie ma :)
    Reszta to mentalne urzędasy, które myślą tylko o chronieniu własnej pupy.
    Stąd te bzdurne wymagania dotyczące pięknych prezentacji, wyssanych z palca – tudzież z zaprzeszłych liczb – wymysłów, wróżb i przepowiedni o czekającej świetlanej przyszłości albo nadmierny krytycyzm i pesymizm (nie mylić ze sceptycyzmem).
    Przy tym każdy kto ma rzeczywiście doświadczenie wie, że to wszystko można o kant tyłka. Liczy się tylko sensowny pomysł, normalny zarząd (a nie jakieś fajfusy) oraz łut szczęścia i odpowiednio wysokie do tego szczęścia finansowanie.

  • mateuszb

    Mam troche doswiadczen z VC z Polski , zarowno pozytywnych jak i negatywnych. Moge powiedziec, ze poraza mnie calkowity nieprofesjonalizm oraz nastawienie na model biznesowy „copy and paste” . Z drugiej strony, ogromna asekuracyjnosc polskich VC wynika z innej struktury tego biznesu za oceanem i w Europie. W Dolinie Krzemowej w fundusze VC inwestuje glownie CalPERS (ichni odpowiednik ZUS) ktory obraca aktywami wielkosci 3/4 PKB Polski, z czego 56% wrzuca w tzw. equity investments (efektywnie ok. 10% laduje w VC). Horyzont inwestycji to nie jest tak jak powszechnie przyjmuje sie 5 lat, lecz 10 lat na fundusz, ktory bez problemu jest w stanie podjac sie takiej inwestycji.

    To jest jedyna moim zdaniem roznica, ktorej nie da sie przeskoczyc. Modus operandi polskich VC jest wynikiem zlych osob na zlych stanowiskach. Nazywajac rzeczy po imieniu, sa to starsze osoby ktore siedza w swoich konserwach i nie widza swiata poza nimi. Calkowita nieznajomosc realiow technologicznych, oraz nastawienie polskich startupowcow na klonowanie pomyslow nie sprzyja poprawie sytuacji. Bardzo istotna roznica jest tez poziom przygotowania biznesowego startupowca z USA i startupowca z Polski. Roznica jest niestety naprawde ogromna.

    Gdy jestesmy juz przy USA, to wspomne o tamtejszych VC. Tam mam wiecej doswiadczen i musze powiedziec, ze to co uderzylo mnie to fakt, ze nawet gdy VC nie jest zainteresowany pomyslem, lub na wstepie wie, ze nie zainwestuje, na tym nie konczy sie wspolpraca. Bardzo czesto w dalszym ciagu pomaga przy rozwoju pomyslu, sugeruje mozliwych klientow i umawia na spotkania z konkurencja. Przy tym wszystkim panuje atmosfera profesjonalizmu i szczerosci, co sprawia niesamowite wrazenie. Nie trzeba z nikim pic wodki, zamawiac prostytutek a co najwazniejsze nie zalatwia sie interesow pod stolem.

    Ponadto VC sa bardzo otwarci na nowe pomysly , a kiedy czegos nie rozumieja to aktywnie sie doksztalcaja przed kazdym spotkaniem. Czasem potrafia znac tematy technologiczne lepiej niz pomyslodawca, ktory wlasnie pokazuje prezentacje / prototyp. Ogolnie bajka. Polecam dla sfrustrowanych polskim stanem rzeczy :-)

  • dlaczego wszyscy robią pod siebie na temat założenia WATCHDOG’a?!

    no tak, z ekologów też robi się osoby obłąkane jeśli zwracają na coś uwage. Co z CSR w wielkich międzynarodowych koncernach (nie tylko tych e-…) […]społeczna rola dzisiejszego biznesu.

    pozostaje tylko problem niezawisłości polskich sądów↓

  • Tomek

    nie wiem, czy to spelnia zalozenia watchdoga, ale jest taki fajny serwis
    http://thefunded.com/
    na ktorym mozna znalezc nieco ciekawych opinii nie tylko nt. vc ale i konkretnych osob w nich pracujacych.
    w pl sie to nie sprawdzi, bo po co robic serwis o 5-10 firmach, ktore inwestuja (albo udaja, ze to robia) oraz 20-40 sensownych w miare pomyslach rocznie? Juz lepiej wrzucac wlasne opinie do thefunded.
    Pzdr!
    ps. jak sie ogarne z robota to opisze kejs pewnego pl funduszu. co mi tam :)

  • Tomek

    raz jeszcze ja – nie ma tak latwo, thefunded jest platny i to mocno :(

  • Anonim

    @Tomek – zapraszam, dostaniesz miejsce na pierwszej stronie bloga :)

  • Krystian

    Coś w tym jest. Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Nie wiem, czy zauważyliście ale po stronie www danego funduszu, można wiele wyczytać. I tak moje wnioski ze strony IIF. 1. duzo „tekstów filozoficznych” pokazujących jak wszystko jest wspaniale – czyli owijanie owijania pomieszane z zakręceniem
    2. Pojawiające sie odnośniki do instytucji dysponujących funduszami unijnymi – wniosek „doimy kase z Unii a zasadzniczo jesteśmy pośrednikiem pobierającym swoją działkę z tego … z twojego przedsięwzięcia.
    3. Zgłoś swój projekt a my go fachowo ocenimy – należy czytać: wyślij swój pomysł a my zweryfikujemy go na zasadzie plebiscytu czy w to wchodzimy, ważne: musisz mieć pod sobą 5 programistów 2 grafików i 200 tys w gotówce na drobne wydatki reprezentacyjne bo przecież podczas spotkań biznesowych nie będziemy spali pod mostem – wtedy masz dużą sznase na współpracę z nami.
    4. Wniosek, który mnie powalił to serwis postawiony na darmowej joomli – wniosek, nie mamy żadnego zaplecza technologicznego a do swoich projektów chwytamy z łapanki studentów ostatniego roku, bo jedziemy na maksa po kosztach w rozwiązaniach technologicznych projektów.

  • prms

    razem z olem!

  • ja

    normalnie gdybys trafil na wykop, to bym wykopal ten pamflecik. ze trzy razy.

  • Pingback: Tweets that mention Zrób se biznes | AK74 - blog Artura Kurasińskiego (cc) 2007 -- Topsy.com()

  • Piotrek

    Artur,
    Weź w subiektywnej analizie pod uwagę, że w Polsce rynek VC raczkuje, dosłownie! Inwestycje tego typu to ułamek/profil tego co inwestuje się w PE ogółem, brakuje specjalistów, brakuje pieniędzy do zainwestowania (inwestorzy preferują PE). Poczekajmy kilka lat, będzie zupełnie inaczej, zapewniam.
    Pozdrawiam,
    PS

  • Piotrek

    @Łukasz B.

    Nie zgadzam się z Arturem, że byłeś najsłabszym ogniwem w projekcie. Kluczem do sukcesu jest zbudowanie odpowiedniego zespołu. W każdym zespole oprócz profesjonalistów z doświadczeniem powinna być osoba, która „mogłaby dać się zabić za WŁAŚNIE TEN PROJEKT” :)
    Pozdr.!

  • true, true….

    „Masz ciekawy projekt ale obarczony dużym ryzykiem? VC jest ostatnim miejscem w Polsce gdzie się powinieneś udać.”

    Też jestem tego zdania. Po kilku odwiedzinach w fundeszach VC doszedłem do wniosku, że goście się zachowują jakby pozjadali wszystkie rozumy i nie przyjmują żadnej krytyki.
    Akurat tak się złożyło, że jeszcze przed startem monetto byłem na rozmowie w IIFie i usłyszałem tam tezę, że inwestują oni tylko w takie przedsięwzięcia jak monetto, które mogą mieć „kapitalizację banku”. Zdziwiło mnie to wtedy bardzo, ponieważ sam nie uważam, że na social lending można wyciągnąć chociaż 1/500 takiej kapitalizacji, ale cóż…Teraz się cieszę, że się nie zgodzili na nasze warunki.
    Uzupełniając: nie uważam, że monetto padło bo pomysł był poroniony (vide: kokos). Nie będę się rozwodził teraz nad przyczynami – zostawię to innym, ale uważam, że arogancja polskich VC jest ogromna i widać do czego prowadzi w skrajnych przypadkach. Wg moich doświadczeń spotkałem tylko jednego potencjalnego inwestora typu VC, który miał rzeczywiście sensowną i uczciwą propozycję – nie opartą na mniemaniu, że „gdzie Ci gówniarze mają przyjść po kasę jak nie do nas”.
    Jeszcze komentarz nt „reprezentacyjnej siedziby”: taa..czasami rzeczywiście to się liczy (może w wypadku social lending jako dostawcy usług finansowych tymbardziej – musi to jakoś wyglądać), ale nie zapominajmy o tym, że w biznesie internetowym małego i średniego kalibru są dużo ważniejsze tematy, a wiele takich biznesów kręci się „w garażu” i odnoszą wielkie sukcesy. Może trzeba czasami się zastanowić dla kogo to w ogóle jest tworzone – dla użytkowników, których mało co obchodzi jaka jest siedziba firmy – liczy się jakość usługi.

  • ms

    znaczy się, jak masz ciekawy projekt ale który nie jest kopią istniejącego rozwiązania, to VC do których się powinieneś zgłosić nie są polskimi VC?

  • Artur Kurasinski

    @ms – z mojego doswiadczenia 99% VC z ktorymi rozmawialem nie jest w stanie prawidlowo ocenic potencjalu. Wszystko to bylo firmy polskie. Z zachodnimi VC nie chcialem na razie probowac z uwagi na brak projektu, ktory mozna by szybko przeniesc na rynki swiatowe.

    Z kontaktow przy innych okazjach wiem, ze podejscie VC juz chocby z UK jest zupelnie inne. Warto sprobowac.

  • Bardzo dobry tekst Arturze, i niestety muszę się z nim zgodzić.
    Jeżeli fundusze NLP peryskopu.pl albo reklamy behawioralne traktują jako szczyty technologiczne ( ah i oh), nie rozumieją prostych biznesów, które im padają ( monetto, hoopla ), dla nich max exploracyjny to porównywarka na węgrzech i nie mają jaj, żeby zaryzykować inwestycję w naprawdę nowoczesny projekt ( np. rozpoznawanie obrazów, tech. mobilne ) to rzeczywiście nie ma tu kogo szukać w tym kraju. Może to wynika z zaściankowości tych ludzi ? Mają kasę, ale nie mają wizji. Tu trzeba mieć intuicję a nie robić kilkadziesiąt benchmarków i analiz do prostego projektu. Może potrzebny jest ktoś, kto korzystał z innej edukacji i wychowania (Thiel, czy choćby Gadowski ) przyjdzie i to zrobi. Gdy MCI kupowało ABCDatę zrobiono konferencję prasową rodem z PRL’u. Gdy zappos się sprzedawał zrobił film w stylu http://www.youtube.com/watch?v=PqAXLbV9gGU.

  • @ wilq:

    dlaczego wszyscy robią pod siebie na temat założenia WATCHDOG’a?!

    Dlaczego „robią pod siebie”? Po prostu szkoda na to czasu i to jest czynnik podstawowy. Żeby mieć dobry serwis, musisz znać ludzi, weryfikować informacje etc. plus wszystko opisać tak, żeby minimalizować ryzyko pozwania do sądu. To akurat da się zrobić łatwo, ale trzeba w to trochę pracy włożyć.

    Taki serwis się nie zwróci, więc większość mając w perspektywie poświęcenie na niego godziny dziennie wykorzysta ją inaczej. Zawsze można popracować przy swoim podstawowym biznesie, można spędzić tę godzinę z rodziną czy po prostu pospać godzinę dłużej.

    IMO watchdog to dobry temat dla jakiegoś studenta, który zna język polski i potrafi pisać, ma pojęcie o branży oraz o prawie i będzie chciał zrobić sobie z tego ścieżkę kariery. Przy czym wszystkie te czynniki są równie ważne i np. znajomości polszczyzny nie zastąpi słownik w Firefoksie.

    Pomysł jest do wzięcia.

  • Pingback: Grupust.pl – | AK74 - Artur Kurasiński blog (cc) 2007-2010()

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę