Szukaj
Zamknij

Jak zmienić świat i zarobić kupę kasy?

twitter

Tak, to naprawdę bardzo proste. Wystarczy zająć się poważnym problemem, którego rozwiązanie realnie wpłynie na ludzkość. Aha i co oczywiste – zapomnijcie o „nowych technologiach” i „mediach elektronicznych”. Internet świata nie zbawił i nie zbawi…

Jak bardzo dziwnie (szczególnie dla użytkowników serwisów społecznościowych, mikroblogowych i tym podobnych) by to nie brzmiało na Internecie nie da się ani zarobić ani za jego pomocą skutecznie zmienić świata. Wiem, wiem – przecież miliardy są płacone za Skype’y, MySpace’y czy YouTube’y tego świata – zgoda ale płacone za ich przyszłe zyski w nadziei, że takowe wygenerują.

Przykład Facebook’a i Twitter’a pokazuje to wyraźnie – te dwa serwisy stały się naczelnym tematem mediów elektronicznych piszących o Internecie. Ewaluacje Facebooka rok temu opiewała nawet na 15 miliardów dolarów.

Niestety – ani Facebook (z 400 milionami użytkowników) ani Twitter (około 25 milionów użytkowników) nie zarabiają takich kwot na jakie liczy rynek – (Twitter planował na koniec 2009 roku zarobić 400 tys. dolarów, Facebook liczy na 300-500 milionów dolarów).

Oczywiście prognozy są bardzo dobre i Facebook liczy nawet na 700 milionów dolarów przychodu w 2010 roku natomiast porównując to do innych serwisów z (np. taki LinkedIn może zarobić 300 milionów z liczbą użytkowników opiewającą na 60 milionów) nie wygląda to tak dobrze.

Wróćmy zatem do pytania postawionego w tytule – co zrobić aby zmienić świat (i przy okazji) zarobić kupę szmalu? Odpowiedzi należy szukać rozglądając się wokół siebie: likwidacja głodu na świecie, dostarczenie czystej wody rejonom świata, które jej potrzebują, wynalezienie lekarstwa na raka i HIV, dostarczenie tańszych źródeł energii (najlepiej opartej o energię słoneczną), poprawienie opieki medycznej itd. itp.

Brzmi strasznie nudno? Zapewne słyszeliście to już tysiące razy. I macie rację – to są problemy, które nie zostały rozwiązane do tej pory a co gorsza powstają nowe (np. cyfrowe wykluczenie, bezpieczeństwo w Internecie itd.). Innymi słowy – część problemów rozwiązujemy ale pojawiają się nowe (częściowo w wyniku wprowadzenia rozwiązań poprzednich problemów..).

Lista wyzwań stojących przed naukowcami, które mają bardzo duży wpływ na życie każdego obywatela naszego globu znajdziecie tutaj.

Bardzo ciekawe wnioski wysnuwa autor artykułu zauważając, że obecnie „ciśnienie” inwestorów i osób oceniających projekty na technologię i rozwiązania, które są bardziej „sexy” dla mediów (coś w stylu „…20-to letni student został milionerem dzięki zakupowi domeny za 1 pln i pomysłowi na serwis społecznościowy…”) przesłaniają ich wartość użyteczną.

Komisja odrzuciła rozwiązanie pozwalające na komunikowanie się między ochotnikami a mieszkańcami wiosek, którzy potrzebują pomocy medycznej za pomocą SMSów a wybrała technologię zbierania i liczenia głosów w ankietach. Wśród ludzi oceniających byli ludzie z Zynga, Facebook, Y-Combinator. Trudno zarzucić im, że się nie znają na nowych technologiach – ale czy znają się na rozwiązywaniu prawdziwych problemów?

Producent m.in. pościeli firma Remes zarabia rocznie 100 milionów złotych na sprzedaży swoich produktów (głównie staruszkom). Firma interaktywna K2, giełdowa spółka wytwarzająca zaawansowane rozwiązania dla web i mobile miała w 2008 roku 40,8 milionów złotych obrotu z czego 2,7 milionów zysku.

Zguglujcie sobie ile zarabiają (zarobki nie obrót) rocznie takie serwisy jak: GoldenLine Fotka, Blip, o2, Onet, czy Nasza-Klasa. Zdziwicie się jak obroty firm, które znacie bardzo dobrze z przestrzeni Internetu są bardzo niskie w porównaniu do firm „starej gospodarki”.

I nic nie zapowiada się na to aby któryś z tych portali czy serwisów od list zakupowych na telefony komórkowe przeskoczył w zyskach takie podmioty jak: Pekao, Orlen czy ITI. Ba, gwiazdy „nowej gospodarki” nawet nie zbliżają się do rynkowych „średniaków” w obrotach i zyskach. Czemu więc są takie fajne? Bo kochają je media – nie rozumieją ale kochają bo są czymś nowym.

Co lepsze -porównajcie to potem do obrotów i zysków firm zajmujących się tak mało „fajnymi” rzeczami jak recyklingiem, produkcją ścianek działowych, czy sprzedażą części samochodowych. Okazuj się, że budka z kebabem, hurtownia alkoholu czy franczyza McDonald’s (w dobrej lokalizacji) może stać się lepszym źródłem przychodu niż bawienie się w kolejny „innowacyjny serwis społecznościowy dla…”.

Zanim wyciągniecie rękę po „innowacyjną” kasę z PARP może lepiej zrobić coś takiego. Bez kasy z podatków rodaków, cwanych inwestorów i nadymanych biznes planów.

Przeproście się więc z ambicjami swoich rodziców („synu, chciałbym abyś został dentystą„), wywalcie TechCrunch i Mashable z RSSów , chrzańcie barcampy i geekowe nasiadów z linuksiarzami (którym tak naprawdę marzy się zajęcie pozycji Windows w świecie OS) i zacznijcie myśleć co Wy byście chcieli zmienić w otaczającym świecie. Tak naprawdę czego byście potrzebowali i chcieli.

W tym realnym świecie.

  • Arturze, jak na osobe zaangazowana w Aule Polska to rewolucyjne slowa:). Jest jeszcze jedna kwestia, ktorej nie poruszyles wprost: bariera wejscia. Zalozenie przyslowiowej budki z kebabem wymaga ZNACZNIE wiecej umyslowej (ale takze fizycznej!) pracy niz pierwszy z brzegu serwis www. Nie mowia juz o kapitale wymaganym do startu- wystarczy porownac do Twojego cytatu o domenie za zlotowke…. Ja bym rqczej w tym upatrywal fali zainteresowania biznesem internetowym, a nie medialnoscia.

  • Coś w tym jest…

    Od pewnego czasu zastanawiam sie i wychodzi z kalklacji: ze lepiej i skopojniej zarobi sie np. na produkcji i sprzedazy zywnosci wysoko przetworzonej w necie na mala skale, lub poza nim…niz stawiajac kolejny serwis czy agencje SM. Liczby nie kłamia i da sie znależc słuszną niszę. W produkcji i dystrybucji…

  • ;) Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.
    Artur, kolejny tekst który czytam z przyjemnością ;) – pomimo małego wiercipięty siedzącego na kolanach i robiącego co może aby utrudnić życie ojcu ;).

    @Marcin Nie wiem ile internetowych biznesów rozkręciłeś, ale … Biznes Internetowy nie polega na stworzeniu serwisu. Jak się buduje biznes to trzeba „troszkę” ;-) więcej myślenia, analizowania i czasu niż założenie budki z kebabem. To co jest tu „pozornie łatwiejsze” to ta teoretycznie niska bariera wejścia co daje ułudę „łatwości”.

  • @Marcin – no wlasnie dlatego, ze jestem zaangazowany w takie przedwsieziecie jak Aula moja slowa powinny zostac odebrane inaczej niz kazdego innego krytyka.

    Nie masz czasami wrazenia sluchajac kolejmnego prelegenta na Auli, ze kanalizujac swoja energie w cos innego niz stawianie portalu na enginie wordpressa faktycznie moglaby sie dokonac jakas zmiana rewolucyjna?

    Bo mi sie widzi, ze teraz jest taka fajna moda na bycie webdesignerem (a nie inzynierem), blogerem (a nie dziennikarzem) czy „startupo’powcem” (a nie przedsiebiorca). Nic nie kosztuje, wszyscy wiedza o co chodzi i to jest takie „przyszlosciowe”.

    Moim zdaniem 95% tych podmiotow prezentowanych na Aulach i barcampach padnie w czasie 1-2 lat.

  • Ciekawa refleksja i na pewno wiele w niej prawdy, nie mniej nie przekreślałbym tak szybko internetu, Zwróćmy uwagę, że jak na razie te wszystkie „wielkie” portale, to przede wszystkim zabawki.. a techonologie przekazu stają się co raz lepsze i wydajniejsze. Myśię, że pewnego dnia w sieci zaczną się pojawiać naprawdę mocne i praktyczne w zastosowaniu narzędzia, za które chętnie będziemy płacić.

  • W Internecie jest kasa. I to GIGANTYCZNA. Problem w tym, że całkowicie zawłaszczona przez… telekomy, które nie chcą zapłacić twórcom należnych tantiem. I od lat zdumiewa mnie niemożebnie, że twórcy typu onet, fotka, nasza-klasa, allegro itp. z czołówki (u nas) a na świecie google, M$, yahoo, facebook nie potrafią postawić telekomom ultimatum albo zaczynacie nam płacić albo odcinamy waszych użytkowników od naszych serwisów. I nie mówię tu o jakichś dużych opłatach, ale powiedzmy 25% przychodów z klienta, a niech nawet będzie to tylko 10%

    W jednej chwili zmieniłby się świat i to na dobre.

    Odpowiem Ci dlaczego ludzie upatrują w Internecie nową Ziemię Obiecaną.
    Bo wszędzie indziej – poza kawałkiem Antarktydy – WSZYSTKO jest już zajęte i przez kogoś opanowane. I bariera wejścia – nie tylko finansowa – jest ogromna.
    Jeżeli chcesz robić interes „na ulicy” to musisz kogoś wygryźć, pokonać albo znaleźć opuszczoną/niezajętą dziurę – co dziś można mieć wyłącznie fuksem. Oczywiście kapitał też trzeba mieć choćby dlatego, że wiele firm tak ustawia ceny, że w zasadzie przez całe lata dopłaca z kasy inwestorów/banków. Kogo ze zwykłych zjadaczy sera stać na taką walkę?

    pozdrawiam
    Arek

  • Artur, to kiedy rzucasz swój internetowy biznes (biznesy) i skupisz się na czymś realnym? :)

  • @Arnold – eeee a co to wnosi do mojego wpisu? bo ty mowisz o teorii spisku a ja napisalem, ze prawdziwa kase robi sie poza internetem. to, ze yahoo czy ms czy google sobie zarabia to fajnie ale to nie znaczy, ze kazdy to moze zarabiac (bo bariera wejscia, bo rynek miedzynarodowy itd.) a wozek z kebabem za 10 tys. mozesz kupic na allegro i pchac go w lato nad morzem -z arobisz wiecej niz wiekszosc beneficjentow POIG 8.1 w czasie realizowania projektow.

  • @Mariusz Nowak – niech sobie beda onety, wp, gazety i setki innych serwisow. o jakim potencjale mowisz? internet = liczba uzytkownikow. rynek masz zamkniety 17 milionami potencjalnych odbiorcow (do ktorych w wiekszosci nie trafisz majac niszowy produkt). nawet jesli onet wzrosnie dwa razy czy trzy to jego przychody w porownaniu z huta, producentem podlog czy farb do scian sa male. i zawsze bede mniejsze.

  • @Krzysiek Bartnik – ale ja to zrobilem 2 lata temu otwierajac Apteo :) Sprzedaje ludziom realny, znany i potrzeby towar – zdrowie. Internet to tylko kanal a nie jedyne medium przez ktore ludzie kupuje moje produkty.

  • Artur. To, że istnieją bardziej intratne gałęzie gospodarki jest równie odkrywcze jak to, że są też znacznie mniej dochodowe działki. Może następny wpis będzie o tych drugich, tak dla równowagi? :) Albo jako skali do porównań użyjmy właścicieli koncernów naftowych i wtedy zawstydzimy 99% przedsiębiorców.

    Wychodzisz z założenia, że wszystkie te cyfrowe biznesy – od agencji interaktywnych po portale społeczne – są zakładane przez ludzi, których jedyną ambicją jest „zarobić kupę szmalu”. Tymczasem ja np. uwielbiam swoję robotę i nie zamieniłbym jej na produkcję wieczek do jogurtów, sprzedaż pościeli emerytom ani też handel złomem. Mało tego – większość kolegów, których znam, też stworzyło swoje przedsiębiorstwa z pasji, a nie chłodnej biznesowej kalkulacji.

    Oczywiście dodatkowe okraszenie wpisu głodem, HIV i rakiem wybija wszystkie argumenty z ręki, ale nie oszukujmy się – nie każdy przedsiębiorca jest filantropem. Zresztą podejrzewam, że to tylko taki zebig, który miał nadać wpisowi wysokiego tonu i dramatyzmu. Jakoś nie widzę żeby Remes zmieniał świat bardziej niż K2.

  • @Bartek – Mam rozumiec ze zalozylesz Click 5 zeby zmienic swiat?:)

    Lubisz swoja prace – fajowo. Ja nie pisalem, ze swiat dzieli sie na tych co nie chca wstawac do roboty na 7.00 i tych co smigaja z ochota.

    Napisalem o mlodych ludziach, ktorym sie wydaje, ze zrobia kolejny portal a kasa splynie na nich niczym manna z nieba. A potem dziwia sie, ze poswiecili czasi, kase i nic z tego nie wyszlo. A nie wyszlo bo to nikomu widac nie bylo potrzebne. Bo wiekszosci osobom, zanurzonycm w dywagacjach czy kolejny serwis oparty o API Twittera to bedzie „next big thing” umyka, ze to jest nadal nisza. I malo w niej kasy.

    K2 i inne agencje interaktywne w Polsce sa fajnym benchmarkiem jak wspolczynnik „cool” jes trudno przekuc w duza kase. Zaznaczam duza bo dla kogos 1 mln to duzo. Dla mnie takich biznes nadal jest „small”.

    Przyklad Remesu ma pokazac ile mozna zarobic bez dotykania sie do social media, video motion i kampanii na FB a nie kto zbawi swiat.

  • lol

    wszytsko sie zgadza

    bo net jest OKAZJA dla ludzi bez kasy tatusia i jego firmy, za tania kase mozna sprobowac

  • Arturze, jak zwykle za bardzo upraszczasz i piszesz nieprecyzyjnie (Remes w końcu zarobił 100 milionów [zysk?] czy miał tyle przychodu? Bo dla mnie zarobić to mieć zysk, przychód to przychód), niemniej jednak ogólnie masz rację :) Szczególnie w Polsce śmiesznie to wygląda, gdzie większość startupów to proste stronki, których autorzy wierzą, że zarobią na nich kilkaset milionów ;)

  • To jeszcze dodam, że Marcin Zaremba dotyka istotnej kwestii – faktycznie bariera wejścia w internet może być żadna, jeśli zna się albo ma kogoś od technologii, kto będzie pracował za udziały. To jest różnica w stosunku do „realnego” biznesu.

  • Ja myślę, że tu nie ma cudów i magii. Każdy kto z biznesem ma trochę dużej do czynienia wie, że nie ma jak produkcja i handel. Generalizują największa kasa jest ulokowana w firmach z branży finansowej, produkcyjnej (technologie, surowce) i handlowej.

    Z drugiej jednak strony kapitałochłonność takich przedsięwzięć jest nieporównywalnie większa niż w przypadku start up’ów internetowych. Wystarczy porównać otwarcie wspomnianej franczyzny z mc’iem czy apteki w realu, a otwarciem sklepu internetowego… i dlatego większość młodych przedsiębiorców patrzy z wielką nadzieją na branże internetową.

    Natomiast Ci którzy zarabiają w realu, patrzą na nasze pomysły z uśmiechem – niech się chłopcy bawią ;)

  • Piotr Długi

    Kilku komentatorów zauważyło, że Artur nie wspomniał o barierze wejścia, która w Internecie jest stosunkowo niska. To wpływa na atrakcyjność tej branży zwłaszcza dla młodych i bardzo młodych przedsiębiorców. To również wpływa na medialność takich biznesów – „założyli serwis i stali się milionerami…”

    Ale jest coś jeszcze co moim zdaniem uatrakcyjnia Internet. Dynamizm i nieprzewidywalność. Świat Internetu zmienia się o wiele szybciej niż rzeczywistość większości biznesów „tradycyjnej ekonomii”. To oczywiście ma wady i zalety – bo to co dzisiaj jest na TOPie – jutro może zostać przykryte czymś zupełnie nowym, innym. Ta nieprzewidywalność daje szansę „dobrym pomysłom”.

  • Arturze: Nie mówię o teorii spisku tylko o nienormalnej sytuacji, w której podmioty (telekomy) zarabiające na cudzej twórczości (serwisach internetowych) nie dzielą się z nimi wpływami.
    To tak jakby twórcy filmów płacili telewizji i kinom za emisję swoich filmów.

    Gdyby sytuacja była normalna to facebook ze swoimi 400 mln użytkowników miałby rocznie 5 mld dolarów przychodów z tantiem albo i więcej i nie pisałbyś z przekąsem „eeee co z tego, że mają 400 mln klientów jak nawet nie mają zysku”.

    Wydaje mi się też, że ciągle trwasz w mentalności osób prowadzących działalność na własne nazwisko, dla których to zysk z firmy to jedynie nadwyżka przychodów nad kosztami.
    Natomiast w normalnej ekonomii liczy się wartość firmy – nieważne czy wykazuje ona na papierze „zysk” czy nie, tylko to ile ktoś jest gotów za nią zapłacić. A patrząc na wartość internetowych firm oraz tempo w jakim ta wartość powstała w stosunku do firm poza internetowych to nieprawdą jest, że tam nie ma kasy.
    Poza tym są inwestorzy dający lekką ręką kasę nawet na początkujące serwisy, a w poza internetowej branży takowych kompletnie nie ma.

    I to tempo to także jest coś co przyciąga ludzi – tworzy im miraż, że w 2 lata mogą być najbogatsi w …Polsce/Świecie/Wszechświecie.
    Dla paru osób ten miraż okazał się faktem.
    Żadna, ale to żadna firma spoza internetu nie ma szans na taki wzrost wartości od zera do miliardera.

    Wózek z kebabem i owszem można pchać , ale ile na tym MOŻNA zarobić?
    Widoków na fortunę nie masz. Zarobisz stałą – mniejszą lub większą kasę – co miesiąc i ani grosza więcej.
    Takie wózki, stragany z owocami i warzywami itd. są i owszem dobre do przeżycia, ale … jak w to wejdziesz to już na nic innego nie masz czasu do końca życia.

    pozdrawiam
    Arek

  • Artur

    @ Arnold – „– Kebabownie wyrastają w całym kraju – twierdzi Andrzej Lorek, dyrektor FRConsulting, firmy specjalizującej się m.in. w doradztwie gastronomicznym. Lorek szacuje, że lokale serwujące kebab stanowią już ponad 35 proc. ogółu obiektów gastronomicznych w Polsce, czyli jest ich przynajmniej 22 tysiące. W samej Warszawie ponad 200.”….http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/newsweek_biznes/kebab-king,38666,1

    A to tylko jeden przykład z rynku. Są pizzerie, budki z wietnamskim żarciem.

    Nie myśl kategoriami „jeden wózek” tylko „jak dostarczyć tym wszystkim sprzedającym półprodukty do wyrobu jedzenia, sztućce plastikowe, tacki itd.

  • Michał Rzepnikowski

    Pewnie, że obecnie startupy dzisiaj mają medialne wsparcie a biznes internetowy i ogolnie nowe technologie działają jak lep na dziennikarzy. Młodzi ludzie żyją internetem i to też się przyczynia do tego,że z tego akurat kawałka swojego życia czerpią inspiracje do biznesu. Tony nowych webdesignerów, menadzerów od nowych technologii, pomysłów czy to naprawde nowych czy jakiś mashupów.
    Czy jest to rozsądne? Z twoich słów wynika, że lepiej szyć pościel – kasy więcej – ale nie sądzę, że dla ciebie jak i innych tutaj komentujących wysokość zwrotu z inwestycji była kluczowa. Gdzieś tam na końcu każdy ma pewnie nadzieję łącznie z facebookiem, nasząklasą, że bujnie się to w kierunku zamiany wirtualnej kasy na kasę porównywalną z normalnym biznesem. Oby ta bańka nie pękła :)

  • Kuba

    Uważam, że warto próbować internetowych biznesów. Na początku lat 90 w Polsce bardzo łatwo można było rozkręcić biznes, praktycznie wszystko się udawało. Później przyszła korekta i zostali tylko Ci najlepsi. Uważam, że teraz mamy takie „lata 90” jeśli chodzi o biznes w necie. Za 20 lat ludzie będą mówić, że gdyby żyli w naszych czasach to by rozkręcali jest jakiś serwis w sieci, a teraz to już za późno, bo rynek się nasycił (brzmi znajomo ,co?) :)

  • Artur: Ale zaopatrywanie tysięcy punktów kebabowych to już inny kaliber niż wózek na plaży. Ale OK, za chwilę do tego wrócę, bo Twój przykład przypomniał mi o kolejnych nieprzekraczalnych barierach w interesach poza internetowych:
    a) Układach nowy zawsze narusza czyjeś interesy
    b) ludzkiej niechęci do zmian, bo to i ryzyko i wysiłek.
    Myślisz, że jak coś wyprodukujesz – nawet ciekawego – to weźmie to do sprzedaży jakikolwiek sklep? Tesco, Auchan? Nie ma mowy – powiedzą Ci, że półki nie są z gumy.
    A film, program? Myślisz, że weźmie to jakieś kino albo telewizja?
    Nie ma mowy, powiedzą Ci, że ramówka nie jest z gumy. :)

    No dobra, wróćmy do Twojego pomysłu z plastykowymi talerzykami. Załóżmy, że mam taki kebab, a Ty przychodzisz do mnie i chcesz mi sprzedać swoje talerzyki (kosztują Cię 10 gr/szt).
    Jeśli jestem tylko menadżerem to wyganiam Cię od razu – bo ten od kogo biorę już mnie opłaca żebym tak właśnie zrobił, a od Ciebie kasy nie wezmę bo to teraz jest łapówka a ja nie wiem czy Ty nie jesteś Agent Tomek z CBA.
    Jeśli zaś jestem właścicielem to sięgam po telefon, włączam głośnomówiący
    i mówię:
    – słuchajcie, jest tu taki co chce mi sprzedać talerzyki po 20 gr/szt. a Wy mi sprzedajecie za 25 gr/szt. To jak będzie? Acha – 15 gr/szt.
    Ty krzyczysz – 12 gr/szt!
    Oni to słyszą i mówią – 9 gr/szt!
    Ty milczysz.
    Ja się Ciebie pytam – czy zejdzie Pan niżej? Przypomnę – kosztują Cię 10gr/szt. Ich też, ale gotowi są dopłacać by Cię nie wpuścić na rynek.
    I już po interesie na talerzykach.
    Tak jest ze wszystkim.
    Chyba, że masz znajomości, układy itp.

    Żeby nie było, że jestem gołosłowny to dam Ci parę przykładów z życia

    Gdzieś 16 lat temu zrobiliśmy elektroniczny programator do pralek. Elegancki, z wyświetlaczem – perełka za 40 zł/szt. Pralki z takim czymś
    były średnio o 500 zł droższe niż z mechanicznym.
    Poszliśmy do Polaru, który mechaniczne kupował za 90 zł/szt.
    Powiedzieli – dajcie nam naszą pralkę z takim programatorem przetestujemy.
    Daliśmy. Testowali ją z pełnym powodzeniem (bezawaryjnie) kilka lat, interesu oczywiście nie zrobiliśmy, ani Polar, ale kogo to martwiło oprócz nas?

    Inny przykład:
    Wymyśliłem unikalny teleturniej. Jakiś nowicjusz z telewizji go zauważył i zadzwonił, żebyśmy zrobili mu pilota i jak się spodoba to pogadamy. Zrobiliśmy, wysłaliśmy. Gościu oddzwania, że rewelacja, wszyscy co oglądali zachwyceni. Czy zrobiliśmy interes? Nie.
    Kilka dni później zadzwonił i przeprosił, ale nie jest w stanie tego przepchać i że mało go nie wywalili. Parę tygodni później przeczytałem, że ta telewizja kupiła jakieś teleturniejowe g… za ciężkie miliony.

    Kolejny:
    Dzwoni do nas gość z telewizji, że na gwałtu rety potrzebuje animacje do musicalu. Mają zrobić n wstawek a są w lesie. Dobra, robimy im kilka, kupują. Leci musical w TV patrzę, tylko nasze wstawki. Se myśle – kie licho?
    Dzwonię do typa a ten mi mówi „Panie,przez Wasze wstawki to mi szef tylko głowę zmył”.
    – Jak to? Czemu? Nie podobały się?
    – Ależ tak! Tylko, że te innej firmy na tle Waszych to była taka nędza, że nie mogliśmy ich razem puścić. ”
    Zgadnij kto dalej robił animacje do telewizji… :) Podpowiem, że nie my ;)

    I tak to wyglądają interesy poza internetem
    Zaś w internecie – względna demokracja, lud idzie (mniej więcej) tam gdzie chce, a nie gdzie mu pozwolą iść.
    Przynajmniej na razie.

    pozdrawiam
    Arek

  • DonCorleone

    @Arnold Buzdygan
    Takie bariery sa wszedzie, to nie jest przypadlosc tylko Polski.
    Tutaj w USA nawet jeszcze bardziej widoczne bo zinstytucjonalizowane. Wszedzie zwiazki, gildie – nie dopuszcza Cie do niczego jak sie wczesniej nie zrzeszysz a wtedy musisz stosowac sie do zasad bo inaczej Cie wywala i po robocie.
    Myslisz, ze horrendalne koszty wprowadzenia leku i wymogi wieloletnich badan to dla dobra pacjentow? Nie. To uniemozliwia pojawienie sie na rynku konkurencji z jakims rewelacyjnym lekiem. Jak wynajda to i tak musza przyjsc pod plaszczyk wielkich koncernow.
    Telefony za dolara? Tez blokada rynku – zaden maly producent tego nie przeskoczy.

    Nie zgodzam sie z Toba w kwestii Internetu, ze jest swoboda. Tutaj tez jej nie ma.
    To, ze google doplaca od lat do youtube jest zwyklym dumpingiem, ktory uniemozliwia powstanie konkurencji. To samo dotyczy facebook’a .
    Ludzie sie ciesza, ze maja za darmo, ale nie dostrzegaja, ze ogranicza to konkurencje a w efekcie ich mozliwosc wyboru w przyszlosci.
    Niedlugo beda mogli wybierac tak jak Amerykanie –
    tylko miedzy Republikanami lub Demokratami.

    Dlatego tez nierealny jest Twoj pomysl by wiodace serwisy sie skrzyknely i zarzadaly tantiem. Oczywiscie moga to zrobic w kazdej chwili, ale po prostu nie chca. One maja kase, finansowanie. Moga calymi latami wydawac wiecej niz zarabiaja. Po co im jakas konkrencja wyskakujaca nagle spod lisci kapusty? Przyklad to demotywatory . Jakby byly tantiemy to byliby obrzydliwie bogaci bez laski google, finansistow itd.
    A tak to kazdy komu choc troche lepiej pojdzie musi sie sprzedac za cwierc darmo bo nie stac ich na serwery, a jak jeszcze stac to za chwile moze ich nie byc stac na odpierania cyberatakow.
    Wiec beda musieli sie sprzedac i o to chodzi!

    Upss… brzmi to jak antykapitalistyczna tyrada, ale nie, nie jestem socjalista :)

    Don Corleone

  • @Arnold – Twoje przykłady pokazują, że jesteś po prostu kiepskim biznesmanem a nie to, że rynek jest do dupy :)

    Ktos jednak przepchnal program w tv z teleturniejem, ktos wyprodukowal pralke z takim czy innym wyswietlaczem – nie miales kontaktow, umiejetnosci negocjacyjnych albo sily przebicia. Nie zwalaja wszystkiego na „uklad” bo jesli mowisz, ze wszyscy (tv i producenci pralek) sa w „sieci” to zaczynasz postrzegany byc jako paranoik.

    Czy w Polsce sa uklady? Jasne, ze sa – jesli chcesz zrobic interes musisz wiedziec do kogo pojsc i z kim rozmawiac. Tak sie dzieje na calym swiecie i nikt nie placze z tego powodu. Po prostu musisz znac realia rynkowe.

  • Biznes oparty na internecie jak kazdy inny wymaga znalezenia swojej niszy, zapotrzebowania klientow na konkretny produkt – funkcjonalnosc. W momencie, w ktorym ktos chce za to zaplacic dla mnie staje sie to jak najbardziej rzeczywiste. Podobnie jak ze sklepem z cygarami – na poczatku jest potrzeba. Bylem ostatnio na spotkaniu Spodek 2.0. Bardzo podobala mi sie prezentacja http://www.flotowo.pl. Osoba, ktora zajela sie tym pomyslem jest juz od dluzszego czasu w branzy, a portal bedzie nie bytem sam dla siebie, ale ma podstawy funkcjonowania w biznesie prowadzonym przez inwestora od kilku lat w realnym swiecie. A wracajac do przykladu pana Leopolda Plowieckiego. Chyba nie robi tego tak do konca dla milionowych zyskow. Tak jakby pieniadze powstaly przy okazji. Moze nie na taka skale, ale bardzo pozytywnym przykladem, ktory znam osobisie jest firma http://www.pro-soft.gliwice.pl, ktora od lat skupia sie na oprogramowaniu dla konstruktorow. Jest jakas nisza, ugruntowana od lat pozycja, ale nie ma tez szalenstwa nadmiernego rozdmuchania firmy ponad potrzeby jej zalozyciela i klientow. Tym bardziej ze wlasciciel po za tym, ze lubi to co robi zawodowo ma zawsze dodatkowe 101 pasji, w ktorych sie realizuje.

  • Aha, jeszcze jedna kwestia, ktora nie zostala poruszona (chyba): wzgledna wolnosc jaka jeszcze panuje w Sieci. Nikt jeszcze nam Sieci nie kataloguje w zadnych rejestrach (obym nie wykrakal…), nie robi zbyt ograniczajacych i szufladkujacych regulacji i praw za ktorymi czaja sie macki panstwowych struktur, ktore beda do przeskoczenia jedynie z zespolem prawnikow i ksiegowych. Oczywiscie mowie o przypadku kilku znajomych, ktorzy wpadli na pomysl serwisu i go sobie rzezbia po godzinach.
    Wlasnie dzieki temu wedlug mnie Siec jest tak dynamiczna, ciagle sie zmienia i pozwala na tak wiele – bo to ciagle terra incognita. I dlatego ta bariera wejscia jest taka niska.

  • @artur – 95% upadnie? Wedlug mnie jestes troche zbyt surowy, choc ciezko mi to ocenic, gdyz nie znam rynku az tak dobrze. WIem jednak, ze smierc startupu nie rowna sie sie smierc przedsiebiorczosci ich tworcow. Nie widze nic zlego w tym ze serwis, ktory nie zaspokajal potrzeb odpowiednio znika z rynku. Jego tworcy gdzies/kiedys trafia na swoja zyle zlota, a skoro raz sprobowali to wiedza jakie bledy robia i sie na nich ostatecznie ucza.

    To tak jak z kryzysem gospodarczym, ktory ma swoja dobra strone wlasnie w tym, ze eliminuje tych ktorych cala dzialalnosc to slizganie sie po powierzchni rynku. Pozostaja ci ktorzy wiedza co robia i robia to dobrze.

  • Pingback: prasówka 15.02.2010 « Blog NetCenter Solution()

  • Artur

    @Marcin – z tych 95% ktore padnie 90% podmiotow nie jest startupem tylko jakas zachcianka, pomyslem na nude w tworcow. I nie chodzi mi o definicje startupu ale o podejscie tworcow do rozwijania swoich pomyslow.

    W wiekszosci jak to jest przedstawiane sytuacja wyglada tak: dwoch znudzonych programistow wpada na pomysl. W nocy powstaje zarys (kilkaset lininijek kodu) potem jaka warstwa graficzna a na koniec wymysla sie nazwe, model biznesowy i jak to w ogole sprzedawac.

    Poniewaz pomysl powstal szybko, wymaga 6-12 miesiecy inwestowania kasy i czasu tworcy znudzeni brakiem wynikow po pol roku porzucaja go, tworzac kolejny „startup”. Caly czas utrzymuja sie z pracy w banku albo stypendium – nie maja za duzo wlasnych finansow wiec chodza po rynku i szukaja inwestora na swojego kadlubka..

  • Artur, „if you want to talk the talk, you gotta walk the walk”: http://jan.rychter.com/blog/2010/2/15/walk-the-walk.html

  • Artur

    @Janek – pisze bo ja zarabiam na tym buzzie – na klientach, agencjach, serwisach. Wydaje mi sie, ze wiem wiecej niz poniewaz jestem blizej tematow, ktore opisuje.

    Oczywiscie zawsze mozesz powiedziec, ze jestem dwulicowy :) Spokojnie zniose to :)

    Poza tym „I do walk” :)

  • ms

    Arturze,

    już pierwsza inauguracyjna Aula (http://ubikbc.pl/page/?id=51) była określana jako spotkanie dla społeczności „internetowo-startupowo-technologicznej”. Więc się nie dziw, że w Twoim otoczeniu jest moda na „startupowców” a nie „przedsiębiorców”. (osobiście sądzę że jest to tylko kwestia nazewnictwa, a więc nie warta większej uwagi).

    a poza tym, nie wydaje mi się żeby na Auli dominowały wystąpienia osób stawiających portale na silniku wordpressa.

    Kiedyś dawno temu to może jeszcze przychodzili na Aulę przedsiębiorcy / inżynierowie od r&d takiego jak te katatery pana Płowieckiego we Francji – tak patrząć po tematach wystąpień. Ale z upływem czasu profil Auli się zrobił wyraźnie internetowy – ludzie którzy chcą zmieniać świat i zarabiać kupę kasy w innych dziedzinach najprawdopodobniej spotykają się gdzieś indziej.

  • ms

    Podobnie z ludźmi którzy rozwijają branżę kebabów – nie przyjdą na Aulę tacy, którzy opracowali, powiedzmy, nowy udoskonalony model tacki do kebaba. A na innych imprezach około-innowacyjnych w zeszłym roku coś takiego było (tylko, że nie do kebabów, a do czegoś innego podobnego pod niektórymi względami).

  • Wszystko fajnie, ale dlaczego ja jak robię narzędzie on-line (dość specjalistyczne) i chcę sprzedawać abonament na nie to muszę się martwić o VAT, o rozpoznawanie moich klientów (czy z UE czy nie z UE – czy prywatni, czy nie, bo inne reguły księgowe), o generowanie faktur i albo podpisywanie ich elektronicznie albo składowanie przez 5 lat wydruków, do tego oczywiście dwujęzycznych itp. itd. podczas gdy 37signals po prostu wysyła zwykłego maila w ASCII zatytułowanego Invoice – i nie musi się martwiić o nic? Jak ten porąbany kraj ma konkurować ze światem jeśli wszystko co gdzie indziej jest proste jest tu skomplikowane i głupie?

  • Bariera wejścia w Internet jest stosunkowo niska? I tak i nie. Jeżeli wchodzi się w Internet z domeną za złotówkę, WordPressem i samą myślą o zarabianiu to serwis istnieje najdalej do pierwszej opłaty za domenę poza promocją. Uwierzcie lub nie, ale dla większości domorosłych biznesmenów internetowych te 122 złote jest barierą nie do przejścia. Czy jednak poważnie zabierając się za dany temat bariera jest rzeczywiście taka niska? Weźmy na przykład nasza-klasa.pl. Uruchomienie takiego serwisu to koszty związane z programowaniem, funkcjonalnością, utrzymaniem serwerów, stałą kontrolą, biurem, jeśli myślimy o tym poważnie. Zdecydowanie taniej wychodzi budka z kebabem.

  • ms

    zabawne, ten Andy Brandt jak się kliknie w linka to okazuje się być właścicielem małej firmy oferującej pisanie na zamówienie software’u do m.in. przetwarzania płatności. szewc bez butów chodzi…?

  • ppt

    pierwszy raz napisales cos bardzo racjonalenego:

    Przeproście się więc z ambicjami swoich rodziców (”synu, chciałbym abyś został dentystą“)

  • „zacznijcie myśleć co Wy byście chcieli zmienić w otaczającym świecie. Tak naprawdę czego byście potrzebowali i chcieli.”

    To właśnie jest problem wielu polskich (i pewnie nie tylko) startupowców :-)

    W większości motywacją do robienia startupa jest, skopiowanie czegoś z USA i wprowadzenie do Polski. Nie dla tego, że to rozwiązuje jakiś konkretny mój problem, ale dlatego, że w USA ma dużo „userów” więc jak wypuszczę w PL to też będę miał dużo „userów” i zarobię kupę kasy.

    Znam ten model, kiedyś też tak próbowałem.

    Chodząc na Aulę trudno znaleźć startupy, które powstały właśnie na bazie motto „we want to change the world”. Większość powstaje na zasadzie „we want to make money”… i do tego można też w większości dopisać „but we don’t know how…” :-)

    Więc nie chodzi tu o offline czy online. Większość sukcesów w biznesie opiera się na tym, że ludzie rozwiązują realne problemy, które sami mieli lub które napotkali w życiu.

    „Startupowcy” w większości mają nie tą co trzeba motywację… dlatego startupy padają jak muchy i dla tego każdy buduje kolejny social-badziew. A szkoda, bo ciągle jest dużo problemów, które za pomocą fajnego startupa można rozwiązać.

  • Ciekawa dyskusja o tym odrealnieniu w internecie. Wydaje mi się, że ten kanał dotarcia do klienta traktowany jest czasami jak sztuka dla sztuki a nie realny biznes.

  • Święta racja, większość ludzi w gina wierzy a gin pojawia się z prawdopodobieństwem trafienia w totka.
    Natomiast w internecie jest kasa, ale nie w postawianiu stron tylko w zdobywaniu relacji….
    a relacje to podstawa sukcesu każdego biznesu.

    Sam działam w mlm i w życiu bym tyle znajomych nie zdobył gdyby nie net.
    Net daje możliwość dotarcia do ludzi w miejscach gdzie nigdy bym nie dojechał, daje możliwość aby wyręczyć mnie w robocie którą kiedyś musiał bym osobiście wykonać….
    i tu jest i siła netu i kasa :)

  • Marcin K. P.

    Tak czytam i czytam..
    MySpace to portal społecznościowy, gdzie można jak na youtube w sumie wrzucać filmiki.
    A najlepiej oczywiście swoje.
    Pisano tu o google a yahoo?
    Ma swoje yahoo video.
    Google nie potrzebuje youtube bo ma google video.
    A jest jeszcze Vimeo i wiele podobnych i jakoś się trzymają.
    Poza tym w Youtube teraz ograniczają wyświetlanie niektórych filmów.
    Gdzie idą internauci? Do konkurencji typu Vimeo, Dailymotion i obejrzą.
    Więc jak widać próby wymuszenia czegoś na użytkownikach nie są aż takie proste.
    Jeśli w goole dodatkowo można wrzicać filmy to po co Youtube?
    I na odwrót. Po co video w usłudze google?
    Bo yahoo tak ma?
    Widocznie youtube nie da się zintegrować z google.
    Konkurencja jest wszędzie i to jest jasne.
    Ale kapitał mniejszy w internecie i medialność.
    Medialność zwiększa grupę potencjalnych klientów bo większy dostęp.
    A do ilu ludzi dotrze taka budka z kebabem?
    A sieć budek z kebabami?
    Szef może coś zyska, ale pracownik nadal będzie miał grosze.
    A przecież mógł szerzej dotrzeć z czymś własnym i nie żyć niczym niewolnik.
    Nie ukrywajmy, że wielu prywaciarzy za nic ma pracownika.

  • JERUKA9

    nie powiem interesujące ale od idei do urzeczywistnienia długa droga

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę