Szukaj
Zamknij
Internet

Polskomęka

california_dolina_krzemowa_blog_ak74

Zbierałem się do tego wpisu od momentu powrotu z USA. Pisałem i kasowałem to co napisałem. I znowu siadałem i pisałem i znowu kasowałem. Nie byłem zadowolony z tego co widzę na ekranie – jęczenie, narzekanie, pretensje, kompleksy (mniej lub bardziej prawdziwe). W tym czasie spotkałem się z wieloma osobami – tymi, które były w Dolinie Krzemowej, ludźmi, którzy chcą tam prowadzić biznes albo to już po prostu robią. Kolejne rozmowy, kolejna wymiana myśli utwierdzały mnie w przekonaniu, że to co mam zamiar napisać jest niestety prawdziwe…

Bolesne, mało wygodne, burzące mity i wygodę wielu osób obecnych na polskiej „scenie startupowej” ale prawdziwe. Nie sądzę żeby pisał jakieś prawdy objawione czy zwracał uwagę na aspekty o których nikt nie mówił. Mam wrażenie, że nikt do tej pory nie „połączył punktów” i zaryzykował podsumowanie. Przyjmuję na klatę każdą krytykę – proszę tylko żebyście postarali się zrozumieć, że pisząc to podsumowanie krytykuję również do siebie jako twórcę Auli, osobę biorącą udział w licznych spotkaniach, zapraszaną na konferencję itd.

Przepraszam również z góry za niezbędne uogólnienia – nie jestem w stanie na chwilę obecną ważyć na szali czyj wkład jest lepszy, czyja wiedza dojrzalsza, kto ma rację a kto tylko udaje. Pozwalam sobie na wyłożenie swoich racji i analizę wniosków w takiej formie a nie innej. Nie atakuję personalnie, nie używam nazw firm, funduszy, startupów, konkretnych osób czy instytucji. Nie chodzi mi o to żeby ktoś poczuł się urażony osobiście – niemniej wszyscy mamy coś na sumieniu.

„Buckle your seatbelt Dorothy, because Kansas is going bye-bye”

Wydawało mi się, że Dolina Krzemowa to przede wszystkim startupy i inwestorzy. I tak jest. To te dwa pierwiastki nieustannie wchodzą ze sobą w reakcje. Bardzo ważnym kluczem do zrozumienia fenomenu i odpowiedzi na pytanie „dlaczego tam, dlaczego im się udało” to zrozumienie przekazu zawartego we frazie „pay it forward”. Nie ma tutaj żadnej magii, tajemnicy czy ukrytego przekazu – to są naprawdę proste słowa i znaczą dokładnie co znaczą.

Jeśli umiesz dawać i się dzielić – świetnie tutaj pasujesz. Gość, który pyta Cię o radę za rok może mieć własny biznes wart miliardy. Każdy jest potencjalnym partnerem i każdemu należy okazywać szacunek – nie ważne ile masz lat, jak się ubierasz skąd przyjechałeś i co obecnie robisz. Oznacza to konieczność przestawienia się na sposób działania do którego nie został przygotowany – musisz umieć działać w zespole, być gotowym do dzielenia się wiedzą, musisz umieć nawiązywać kontakty i dbać o sieć swoich biznesowych znajomych. Tyle tyle i aż tyle.

To inwestorzy i cała otoczka biznesowa kształtuje rynek i startupy. Mogą zdarzyć się historie w stylu Color.com ale patrząc na trendy i ogromną liczbę firm w które się inwestuje nie ma mowy o przypadku. Inwestycje zalążkowe, pompowanie firm kolejnymi rundami dofinansowania – to wszystko ma sens i jest przemyślane. Inwestorzy stawiają na szali cudze pieniądze, którymi obracają – im większa wycena firmy tym większa szansa na odzyskanie zainwestowanej sumy z zyskiem. „Shooting the moon” nie jest pustym frazesem tylko biznesową koniecznością. Jeśli znasz zasady i chcesz wziąć udział w takim wyścigu i nie brzydzisz się pieniędzmi – zapraszamy od słonecznej Kalifornii.

Powtórzę: to inwestorzy są nauczycielami, trenerami i mentorami. Oni wiedzą (i przekazują tę wiedzę dalej) co i jak zrobić żeby wybrana firma w którą zainwestowali stała się jak najbardziej atrakcyjna dla kolejnych rund finansowania. Inwestorzy są jak hodowcy koni – dbają o to żeby firmy miały paszę, ich sierść lśniła i żeby biznes był wybiegany. Inwestor wie jakie wyścigi wybrać żeby jego firma dobrze wypadła i została zauważona. Inwestor dba o reputację swojego biznesu wśród innych inwestorów. To inwestorzy (a nie startup) na początku przejmuje na siebie większość problemów – w zamian obejmuje udziały w firmie. Dlatego bardzo ważne (wręcz kluczowe) jest wybór odpowiedniego partnera na samym początku.

„Go big or go home”

Firma, która w krótkim okresie czasu nie może osiągnąć wartości liczonej w setkach milionów dolarów dla ekosystemu Doliny Krzemowej nie jest interesująca. Inwestorzy kierują się wskazaniami (stąd niebywałą estymą wśród inwestorów cieszy się Paul Graham) – jeśli firma jest uznana za ciekawą i przyszłościową wykładają książeczki czekowe. I naprawdę z ręką na sercu – pytania o to czy widzisz siebie i swój zespół jako firmę o miliardowej kapitalizacji nie są czymś dziwnym i wyjątkowym. To jest taki poziom stawki. Tak się tutaj gra.

Rolą wczesnych inwestorów jest umiejętne pozycjonowanie firmy, zbudowanie odpowiedniego zaplecza prawnego, dobranie zespołu i stworzenie legendy. Kolejni inwestorzy dokładają się niczym w domino oczekując, że wycena firmy będzie rosła coraz bardziej. To oni mają ułożyć biznes, przygotować produkt i odpowiednio pokierować młodymi przedsiębiorcami. Spekulacja? Sztuczne pompowanie? Oczywiście ale bez takiej działania nie byłoby Facebooka, Twittera, Airbnb. I setek (jeśli nie tysięcy) innych mniej znanych firm.

Już na początkowym etapie przestrzega się startupy i mówi o niebezpieczeństwie oddania zbyt dużej kontroli udziałowcom czy radzie nadzorczej. Podsuwa się ciekawych inwestorów i przestrzega przed tymi, którzy uchodzą za zbyt pazernych. Kształtuje się i dostarcza niezbędnej wiedzy, która pozwala na zawieranie umów. Selekcjonuje się przyszłych partnerów biznesowych oraz inicjuje rozmowy z tymi, którzy są gotowi zapoznać się z produktem już na tym etapie. Nie raz i nie dwa inwestor podejmuje bardzo drastyczne decyzje dla dobra spółki – na przykład usuwa fundatorów albo kompletnie zmienia ludzi zarządzających.

Kwestia otwartości – po 30 minutach rozmawiania z ludźmi z „letniego naboru” YC miałem 3 partnerów na Launcha i Fokusa. Ludzie z którymi rozmawiałem nie prosili mnie o NDA. Nie prosili mnie o pokazanie działającego prototypu. Nie wymagali żebym uwiarygodnił się biznesowo. Rozmawialiśmy, wymieniliśmy uwagi a na koniec padały bardzo podobne zdania „Fajny projekt. Nie wiem jak on wygląda bo jeszcze nie możesz mi nic pokazać ale czuję, że to jest coś fajnego. Myślę, że moi użytkownicy chcieliby spróbować z niego korzystać. Napisz do mnie na tego maila”.

„Partyzant Leszno bije Real Madryt”

Nie jest prawdą, że w Polsce nie ma młodych, zdolnych i ambitnych osób, które są zdolne zrobić światowej klasy produkty i firmy. Nie mamy osób, które nimi pokierują, pokażą kierunek, wskażą zagrożenia i w razie potrzeby pomogą w rozwiązaniu problemów. Nie ma odpowiednich osób, które oprócz pieniędzy dadzą im wsparcie, wiedzę i kontakty. To są te słynne „smart money”.

Polski „światek startupowy” porównałbym do polskiej piłki nożnej. Mamy świetnie zapowiadających się zawodników na etapie trampkarzy a potem przychodzą wielkie rozczarowania. Nie dlatego, że jego talent okazał się iluzją ale dlatego, że zawodnik trafiał na złych trenerów. Taki Robert Lewandowski jakoś nie przebił się do Legii Warszawa (grał w Legii II). Polscy trenerzy nie poznali się na jego talencie. I dzięki Bogu bo pewnie dziś byśmy czytali o jego bramkach strzelonych w lidze tureckiej czy francuskiej i zapowiedziach końca kariery z powodu trapiących kontuzji.

Po przejściu do Bundesligi otrzymał wsparcie i rozwinął swój talent. Pewnego wieczora strzelił w jednym meczu 4 gole Realowi Madryt. I to jest ten sam zawodnik, który w reprezentacji strzela gole wyłącznie słabym przeciwnikom i jest powodem drwin kibiców. Czyj to zatem jest problem – trenera czy zawodnika?

Wracjać do biznesów technologicznych – w Polsce nie mamy pozytywnych wzorców, ludzi, którzy mogą doradzić, zainwestować i być łącznikiem między startupem a poważnym biznesem. Pytanie kiedy takie osoby czy firmy się pojawią – moja odpowiedź: patrząc na tempo zmian, efekty i jakość czynnika ludzkiego nastąpi to może 10 lat. Może.

Rozmawiając z Jakubem Krzychem kiedy on i jego firma przygotowywała się Demo Day kończącego letni nabór YC odniosłem wrażenie, że rozmawiam z pierwszą osobą, która zadbała o wszystko – o sposób zbierania funduszy (wyguglajcie „convertible notes”), o niebezpieczeństwach rozwadniania udziałów, o przyszłej rady nadzorczej, o wybieraniu inwestorów do kolejnych rund. Decyzja o próbie dostania się do YC też nie była przypadkowa – dzięki temu Estimote otrzymało przepustkę do chociażby Apple czy Wallmartu.

Być może w ciągu kilku lat takie Estimote będzie warte więcej niż wszystkie polskie startupy i portale razem wzięte. Być może. Tego nie wie nikt. Ja jestem jednak pewien jednego: Estimote i tej klasy firmy nie mają czego szukać w Polsce. Polska nie jest dla nich żadnym interesującym miejscem (poza dostarczeniem wysokiej klasy developerów). Tego typu firmy nie mieszczą się w polskim „ekosystemie startupowym” i próba w nim zaistnienia wyrządzić im może tylko wiele złego.

„Polska Dolina Śmierci”

Porzućmy te niemądre marzenia o stworzeniu „Doliny Krzemowej w Polsce”. Formułowanie takich stwierdzeń świadczy o kompletnym braku realiów biznesowych. Dolina Krzemowa to nie tylko pogoda, kultura robienia biznesu, zagęszczenie startupów, biura wiodących spółek technologicznych oraz inwestorów. To przede wszystkim zupełnie inna mentalność: wspólna radość z sukcesów, otwartość, umiejętność współpracy i praca zespołowa.

Czy wymieniłem właśnie te elementy, których w Polsce nadal nie udało się odtworzyć po ’89 roku? Czy dokładnie te (i wiele, wiele innych) elementów brakuje w naszej polskiej codzienności? I jak one mają nagle się w niej pojawić? Wyczyścimy pamięć młodym ludziom i wgramy im program „bądź kreatywny, bądź przebojowy”? Zamiast „Doliny Krzemowej” mamy w Polsce „Dolinę Śmierci” a raczej „Dolinę Zawiści i Wkur…nia Bliźniego Swego”.

Na koniec mój apel bardziej niż rada. Jeśli masz firmę, produkt, który można sprzedawać na rynkach zagranicznych wyjedź z Polski i szukaj inwestorów w USA. Spróbuj się dostać do YC. Pojedź na miejsce, zdobądź doświadczenie i kontakty.

W najgorszym razie wrócisz z olbrzymią wiedzą. Nie mam żadnych wątpliwości – to na chwilę obecną jest najlepsza opcja. Nie szukaj kasy w Europie. Europejskie akceleratory i inkubatory i tam w końcu muszą być zasilane kasę spoza Unii. Albo się zamykają. Mierz wysoko i ani przez chwilę nie dopuszczaj do siebie myśli, że poniesiesz porażkę. Osiągniesz więcej niż 99% polskich biznesmenów szastających kasą z 3.1 i specjalistów od „exitów” na NewConnect.

Na koniec – jeśli doczytałeś do tego miejsca i jesteś wkurzony na mnie z jakiegoś powodu to pomyśl sobie tak: ten tekst napisał prawie 40 gość, który nic nie osiągnął, nic nie wie i na pewno nie jest mądrzejszy od Ciebie. Wyjechał na chwilę za granicę i się mądrzy. Prawda, że już Ci lepiej? Odetchnij głęboko i wróć do tego co robiłeś – zignoruj to co napisałem i absolutnie nie pozwól sobie na jakąkolwiek refleksję.

PS. Tytuł nawiązuje do artykułu w którym starałem się dawać dobre rady prosto z serca przypadkowym osobom na popularnym serwisie. Nigdy już tego nie zrobię.

Sponsorzy i Partnerzy Mojej Wielkiej Wyprawy:

samsung_s4_ak74
Samsung – Nie ukrywam, że lubię Samsunga i bardzo zabiegałem o jego partnerstwo. Udało się i w czasie całej podróży będę testował Galaxy S4 na wszelkie możliwe sposoby. Na pewno będę zamęczał Was postując zdjęcia (śledźcie mnie na Facebooku). Albo filmy. Albo coś innego.

Partnerzy:

wimp_ak74_blog
WiMP – Wybrałem WiMPa ponieważ nie lubię się rozstawać z muzyką. Tym razem sprawdzę czy słuchanie „Rage Against The Machine” podczas jazdy przez Route 66 pozwoli mi szybciej pokonać odległość :) O WiMPie już pisałem – teraz czeka mnie dłuższe testowanie w terenie.

audioteka_blog_ak74
Audioteka – Do audiobooków przekonałem się od czasu kiedy spacerowałem z córką. Od tego czasu pochłaniam je kiedy jadę samochodem, lecę samolotem. Audiobooki są świetną alternatywną dla czytania – kto nie wierzy niech spróbuje któregoś ze słuchowisk na przykład „Niezwyciężony” Stanisława Lema. Audioteka od lat jest jedną z najlepszych polskich firm, które świetnie wykorzystały fundusze z UE i zaczyna być dostrzegana na świecie.

launch_app_ak74_blog
LAUNCH – Prosta aplikacja do prototypowania na urządzeniach mobilnych i stacjonarnie na webie. Skrojona do pracy w zespole (team programista / grafik / PM już nie będą musieli płakać po nocach), dostępna na wszystkie platformy i urządzenia. Start na jesieni 2013 roku.

fokus_app_ak74_blog
Fokus – dzięki Fokusowi dowiesz się co się dzieje na Twojej stronie www, w mediach społecznościowych i wszystkich tych serwisach na których coś dzieje się związanego z Twoją marką czy usługą. Wyobraź sobie Google Analytics, który jest dziecinnie prosty, umie doradzić i jest w stanie rozwiązać Twój problem. Witaj w Fokusie :) Usługa dostępna na jesieni 2013 roku.

  • Dla mnie truizmy, ale ja pracowałem w USA i wróciłem do PL rzeczywiście ze sporą wiedzą, czyli wszystko się zgadza. Gdyby nie wyjazd do USA pewnie skończyłbym w UK na zmywaku. A tak jestem w Polsce i wykorzystuję to czego się nauczyłem. Polecam wszystkim trip do USA, jakikolwiek. Nie masz kasy, to wyjedź na wymianę studencką, cokolwiek, zarób kasę na start i działaj. W PL nic na Ciebie nie czeka. Jaka jest szansa, że siedząc nad Wisłą skopiujesz co już było i zrobisz Wykop, NK czy Kwejka. Jedź i się ucz.

  • Marcin Mroziński

    podoba mi się Twoja analiza. dodałbym jeszcze do listy różnic w Polsce (porównując z USA) – brak szacunku dla cudzej pracy oraz niska jakość obsługi klienta, takiej autentycznej, a nie wyuczonej na korpokursach.

  • Ogólna teza tego tekstu, że daleko nam do USA, jest OK. Ale w niektórych
    kwestiach trochę przekoloryzowałeś. Może i inwestorzy w Stanach
    prowadzą młodych za rączkę, ale i tak zwykle potrzebne jest coś, co już
    działa i odniosło jakiś sukces. Tak właśnie pisze Paul Graham choćby tu:
    http://paulgraham.com/convince.html. W dalszym ciągu jesteśmy krajem w
    miarę biednym i do pewnych rzeczy musimy dorosnąć. A na to potrzeba
    czasu. I pieniądze są tu najmniejszym zmartwieniem, ich będzie coraz
    więcej. Większym zmartwieniem jest nasza mentalność, bo tą zmienić jest
    najtrudniej. Historia Lewandowskiego też jest trochę uproszczona,
    przynajmniej w części dot. jego kariery w Polsce. W Legii się na nim nie
    poznali, ale w Lechu już tak i także w polskiej lidze mocno się
    rozwinął. Prawdą jest jednak to, że w Borussii może się rozwijać
    szybciej. Ale na pewno ta historia nie opiera się na schemacie „w Polsce
    beznadzieja, na zachodzie super”.

    PS. Byłoby uprzejme z Twojej
    strony, gdybyś poprawił błędy interpunkcyjne, choćby te najbardziej
    rażące, czyli brak przecinków przed „który”, „aby”. Thnx.

  • Tomasz Grochowski

    +1

  • Marek Przystas

    Artur, ja też jakiś czas temu pisałem i kasowałem, pisałem i kasowałem. Jaj mi brakło, żeby kliknąć enter. Zgadzam się – i mówię to jako człowiek, który nic jeszcze nie osiągnął, a mimo to jest mentorem w wielu konkursach startupowych :))

    Jakiś czas wydostałem się z tej kolorowej bańki i nabrałem pokory. Zazdroszczę tym, którzy nie wpadli w ten wir, są silni i robią swoje. Brainly górą – uwielbiam ich.

  • Wojciech Setny

    Ta mentalność czy stan umysłu to zwykły, nienazwany patriotyzm. Po prostu w Polsce wciąż brakuje prawdziwego patriotyzmu i to, jak widać, nawet w najbardziej „oświeconych” środowiskach. Wg mnie to jest właśnie wspólny mianownik tego, co wg Ciebie mają w USA, a w Polsce brak, czyli szeroko pojęty patriotyzm.

  • To nie ma nic wspólnego z patriotyzmem bo biznesy tworzone w USA a w szczególnosci w SV sa tworzone przez ludzi z bardzo duzej ilosci krajow. Watpie zeby ktos kierowal sie amerykanskim patriotyzmem bedac Wietnamczykiem, Polakiem czy Rosjaninem. Biznes zreszta nie lubi sie bawic w polityke – kasa to kasa. Poglady mozna miec w domu po pracy. A w Polsce patriotyzm jest – taki wlasnie dziwny, kulawy, wiecowy i straszliwie ideologiczny.

  • Wojciech Setny

    Ok, w takim razie podejmij wyzywanie – napisz do Twoich amerykańskich adwersarzy pytanie czy czują się patriotami (lub czy ogólnie „ludzie z SV” czują się nimi), a jeżeli tak, to czy ich postawa (patriotyzm) w jakikolwiek sposób wpływa na sukces tego miejsca. Możemy się tak umówić? ;)

  • Marek – falszywa skromnosc. Akurat Ty i Rafał z tym co robicie przy Duckie Duck nie powinniscie miec zadnych komplekskow. A po rozmowie z Kuba wiem kto im sprzedal pomysl na convertible notes ;)

  • Marek Przystas

    Pomysł, pomysłem. Ale przed DD jeszcze długa droga, mocno wyboista. Kolejne 6 miesięcy pokaże i zweryfikuje naszą dotychczasową pracę. Zmierzenie się z globalnym rynkiem pokazało mi moje miejsce w szeregu :)) I uwierz mi, że na sukcesy i chwalenie się nimi jeszcze muszę poczekać. Uczymy się dużo i szybko, ale do nadrobienia mamy ogrom.

  • Wojtku nie wiem co ma to udowodnic – nawet jesli czesc osob powiem, ze sie czuje (bo amerykanie w 100% tak powiedza) to ich spososb wyrazania i dbania o patriotyzm jest zupelnie inny niz w Polsce. Teza „tam gdzie jest patriotyzm rozwija sie innowacyjny biznes” jest dziwaczna.

  • Ale zaczeliście. I pare firm z Polski tez zaczelo (Brainly FTW!). I czapki z glow za to co robicie w Krakowie i jak przekazujecie wiedze – ja na pewno zglosze sie do Ciebie i Rafała zeby pogadac i prosic o pomoc.

  • Marek Przystas

    Wiesz gdzie mnie szukać :) Dawaj znać jakbyś wybierał się do Berlina. Zawszę chętnie pomogę.

  • Anna Szymczak

    Niezły artykuł. W mojej ocenie szczery i prawdziwy. Fajnie w wąskim gronie realistów zasiedlających naszą planetę, w tym Polskę mieć twoją osobę. Pozdrawiam

  • Nie

    Polski inwestor jest polskim kapitalistą: człowiekiem, który musiał bez wahania walczyć z wszystkim po kolei. Od chama urzędnika (bo przecież robi mi łaskę, że pomaga!) do niesolidnego odbiorcy (bo go nie stać na opłacenie faktury). Mówię to z doświadczenia.

    Potrzebujemy pozytywnych wzorców i 2 pokoleń. Na razie pozytywnych wzorców nam brakuje: dyma nas rząd, najbogatsi ludzie w Polsce zaczynali od cwaniactwa albo od pleców w SB.

    Niestety. Ale zmienię ten kraj dla Was. Zobaczycie. :)

  • Jakub Krzych

    Artur,

    dzięki za wspomnienie o nas oraz Twoje spostrzeżenia o tutejszym ekosystemie – myślę, że to ważne, aby o tym głośno rozmawiać – czasem bez tej amerykańskiej kurtuazji : )

    Z jedną z hipotez na pewno się nie zgadzam. Dla Estimote rynek europejski jest bardzo ważny, a baza produktowa w Krakowie fundamentalna.

    I to nie tylko ze względu na talent programistyczny – 80% zespołu Estimote przez ostatni rok to byli projektanci. Wiele się na lokalnym rynku zmieniło w ciągu ostatnich lat i mało kto zdaję sobie sprawę, że mamy NAJLEPSZY TALENT na świecie. Tego nie da się zauważyć stąd – trzeba nabrać dystansu, najlepiej kilkunastu tysięcy kilometrów.

    Brak jeszcze kompetencji produktowych, marketingowych i biznesowych, ale to też się zmienia. Zmienia też się ekosystem inwestorów – 80% aniołów biznesu, którzy zainwestowali w Estimote na wczesnym etapie to też byli polacy.

    My mamy strategię opartą o rynek amerykański, bo tam są nasi klienci i tam łatwiej o lepsze warunki inwestycyjne jeśli się myśli o czymś naprawdę wielkim.

    Długoby o tym pisać – tym, którzy będą zainteresowani wszystko opowiemy za 2 tygodnie tutaj https://www.facebook.com/events/550871048300768/

  • Marcin Borowiecki

    Niezłe podsumowanie. Najbardziej brakuje mi ‚pay it forward’ :-)
    ‚Go big or go home’ nie jest w Polsce optymalne z punktu widzenia inwestora. Wciąż relatywnie niewielkim kosztem i ryzykiem można zbudować biznes nakierowany na rynek lokalny. Nagroda mniejsza, ale ryzyko jeszcze mniejsze

  • Marcin Kwiatkowski

    Nie zgodzę się z tezą że nie można zrobić w Polsce doliny krzemowej. Wszystko zależy od celu, do tej pory zawsze źle był określany cel. Polska jest w innej sytuacji niż Kalifornia, USA, dlatego rozwiązanie musi być dopasowane do warunków. Oczywiście, że pseudo aniołowie biznesu, nastawione na wyciskanie pomysłów inkubatory i całkowicie przypadkowi inwestorzy tego nie zmienią, ich zadaniem jest nabijanie swojej kasy z zerowym wysiłkiem. Oczywiście nie wierze też w altruistyczne podejście społecznikowskie, ale w dobry cel działania. Z doliną krzemową jest jak ze sztuczką iluzjonisty, wszyscy patrzą na to, co on chce pokazać, a to co on robi, a dlaczego się tam znalazł to wiedza której widzom brak. Dla lepszego zrozumienia, można powiedzieć, jest miejsce gdzie są inwestorzy, wystarczy tam pojechać itd… to jest efekt działania a nie siła sprawcza. Pomyślcie o tym.

  • Michał Zajda

    Bardzo dobry post. Napisz wiecej na nizszym, praktycznym poziomie.

    Od 3 lat jestem w SV. Startup, aplikacja mobilna, dla ktorego pracuje z 5M powiekszyl sie do 150M userow. Bardzo ciezko wytlumaczyc roznice pomiedzy SV a Europa komukolwiek w Polsce.

    Wydaje mi sie, ze dzieki inwestorom, porodukt zdobywa ogolnoswiatowa widownie, podczas gdy w Europie gnije w swoim bagienku, wymagan, dofinansowan, dokumentacji…

    Jest tez duza roznica w samej kulturze pracy inzynierow w SV i Polsce/Europie. Tu nie istnieje cos takiego jak 16:00 i do domu. 70-80h tydzien pracy to byla normalka przez pierwszy rok, pomimo gazyliona postow i blogow mowiacych o tym jak to tydzien dluzszy niz 40h jest bezproduktywny.

    Niestety nie widze nadziei dla Polski, zeby powstalo podobne srodowisko VC i angelow.

  • Wojciech Setny

    Pomijając, że moje wyzwanie Cię przerosło i jednak postanowiłeś pójść na łatwiznę i samodzielnie odpowiedzieć na oba pytania, dla mnie niezrozumiałe/dziwaczne jest to, że jarasz się ekosystemem i mentalnością SV, nie widząc absolutnie żadnego związku z faktem, że USA to najbardziej patriotyczny kraj na świecie. Tak, ich patriotyzm jest inny niż w Polsce, bo oni rozumieją to pojęcie (to nam się wydaje, że to hamburgerowy patriotyzm), a w Polsce nie bardzo, co potwierdzają tylko Twoje słowa o „polityce i poglądach”, które się powinno trzymać z dala od biznesu. Tylko, że patriotyzm w 90% procentach nie ma związku z polityką czy poglądami tylko właśnie z mentalnością. Uczciwość, kultura osobista, zaufanie, przedsiębiorczość, wspieranie rodzimych firm – to właśnie elementy postawy patriotycznej, która tworzy tak zbawienny dla gospodarki kapitał społeczny. Wytłumacz mi proszę, gdzie tu jest polityka, poglądy, czy ideologia. Niestety wygląda na to, że jest to kolejny artykuł skupiający się na tym jak w Polsce jest gównianie, a zagramanicą zajebiście. Tylko nie ma w tym kompletnie nic odkrywczego, bo to fakt. Nie pokusiłeś się nawet w minimalny sposób zdiagnozować dlaczego w Polsce jest jak jest i co należy zrobić, żeby było lepiej…

  • Wydaje mi się, że dokładnie napisałem dlaczego jest źle i gdzie szukać problemu. Hmm – nawet jestem pewien, że wszyscy komentujący też to widzą i tak interpretują. Nadal nie widze zwiazku miedzy innowacyjnoscia a patriotyzmem.

  • Dawid Makowski

    Świetny tekst, mi się mocno kojarzy z wykładem Arka Skuzy na którym miałem przyjemność byc rok temu w ASBIRO :) Opowiadał wtedy też na świeżo o swoich przygodach w Dolince..

  • Wojciech Setny

    Oczekiwałem od Ciebie Arturze czegoś więcej niż skupieniu się na wiadomej mentalności Polaków, bo żeby się o tym przekonać, naprawdę nie trzeba lecieć do USA, tylko wyjść na dwór. Pytanie dlaczego taka mentalność i jak ją zmienić, a w tekście brak jakichkolwiek prób odpowiedzi na te ważne pytania. Jeżeli chodzi o związek innowacyjności z patriotyzmem, to utrzymuję to, co napisałem powyżej. Dla dociekliwych:
    „A study in 2012 reported by Innovation News Daily shows that countries like Japan, Singapore, South Korea, and Sweden enjoy high rates of national innovation along with more individualistic countries like the US. What is in common in those countries and regions? These places have people „who value loyalty to a corporation, university or nation far more than themselves as individuals.” In other words, they
    have a strong sense of patriotism.”; „With all the efforts to push for more innovation, the stress on patriotism doesn’t hurt. In fact, it helps.” Źródło: http://www.globaltimes.cn/content/808382.shtml#.UjNQ4z-LiM8
    Pozdrawiam.

  • Mozna podlaczyc jeszcze: wysoki kapitał spoleczny, zapewniony socjal (jesli Cie na niego stac), duze wydatki na R&D w sektorze prywatnym. Nie widze zwiazku miedzy patriotyzmem a innowacjami – zbuduje lepszy telefon bo kocham swoj kraj? Apple zbudowali syn imigranta i Polak z pochodzenia, Google w polowie ufundowany jest przez Rosjanina itd. – budowali te firmy bo kochali USA? Raczej Ameryka dala im mozliwosc rozwoju i narzedzia do budowy biznesu. Zerknalem na zestawienie Forbesa „most patriotic countries” – Izrael na pierwszym miejscu (tam wszytskie innowacje buduje albo wspiera armia), potem Filipiny, Chile, Nowa Zelandia, Kanada, Austria itd.

  • Łukasz Haluch

    Marku, dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowo! Ale zbyt skromnie o sobie piszesz. Zdecydowanie!!!

  • Marcin Zawacki

    A Ja myślę że jest podane jak na tacy, co trzeba zmienić w nas, co każdy z nas powinien zmienić w sobie. I pan panie Wojtku. I Ja. I wielu naszych znajomych… Życzliwa praca w zespole. Współpraca. Po co się zastanawiać nad błędami w zdaniu jeśli całość brzmi logicznie. Praca zespołowa. Teraz wyzwanie dla pana. Proszę obalić tezę że Umiejętność Pracy Zespołowej, nie polepszy sytuacji w Polsce ;)

  • A tutaj jeszcze tekst o tym, że Dolina Krzemowa to też nie do końca kraina mlekiem i miodem płynąca: http://ycombinator.com/tredennick.html

  • Problem jest w Polsce dość prosty:
    Wcześniej robiło się biznesy na 8.1, teraz na 3.1.
    Po pierwsze w Polsce nie ma biznesmenów co mogli by wspierać radą młodych. Nie mają doświadczenia ani w kreowaniu ani w killowaniu ani pivotowaniu biznesów- oni się tego dopiero uczą. To że im się udało w latach 90 „kręcić lody”, wykładali na uczelniach, lub pracowali w firmie konsultingowej (doradzali ukształtowanym biznesom) to jedno a działalność w dzisiejszych czasach to drugie nie mówiąc prowadzeniu startupu.
    Ci ludzie nie mają doświadczenia ani kontaktów jeśli chodzi o budowanie wartości i sprzedawanie biznesów- szczególnie małych biznesów.

    Pytanie po co oni są ? Biorąc pod uwagę źródło zasilania kapitału- 3.1 to wygląda na jakiś cwaniaków, co szukają typów do darmowej harówki a może jak się uda to trochę się na tym coś zarobi. Kasę wykładają unijną – etat opłacany z pieniędzy UE. Pewnie na jakiś usługach konsultingowych, eventach da się coś grubszego przyciąć …powie się coś o idei i jakoś to będzie.

  • Pingback: Magazyn Proseed kończy działalność. Zapewne nie ostatni z mediów opisujących start-upy()

  • Fajny artykuł, prawdziwy. Zanim jednak ruszycie podbijać Stany przeczytajcie lub posłuchajcie „Venture Deals” Brada Felda – moje najlepiej wydane 17$ na biznes. Brad jako wieloletni VC mówi wprost co jest ważne, co nie, a co jest czystą głupotą. Jak nie wiesz jaka jest różnica między common stock a preferred stock, albo liquidation provisions nie uderzaj do VC w Stanach – zbłaźnisz się i spalisz swoje szanse na starcie.

  • Konrad Frontczak

    Mam podobne doświadczenia oraz uwagi. Jestem po 2 miesięcznym pobycie w SV, wróciłem do PL i wnioski nasuwają się niemal identyczne. Podsumowanie mam tutaj: http://nadziejawkalifornii.blogspot.com/2012/12/pojdz-ze-mna.html.

    Pytanie – czy można przyspieszyć zmiany w naszym kraju? Uważam, że tak. Wymaga to jednak odwagi, także zawodowej.

  • Zgadzam się. Ania na prezydenta!

  • Marta Berczynska

    witam, znając odrobinę grono amerykańskie, tak bardzo jak są patriotami, tak bardzo kochają wolność. Wolność jest tym, co popycha ich do czynów (również obrona wolności zabranej sobie lub innym) i nie blokuje żadnych, nawet najbardziej zwariowanych pomysłów. Często sama się łapię na tym, jak moja polska mentalność (nie zawsze) dorasta do etosu „wolności amerykańskiej”. Przełożenie na biznes jest dość oczywiste.

  • Tak się składa, iż ostatnio pojawił się e-book (jeżeli to można nazwać e-bookiem), który wyjaśnia specyfikę amerykańskich startupów. Warto to sobie przeczytać jako uzupełnienie tekstu Artura. Chociaż dla ludzi, którzy siedzą w tym temacie nie będą to żadne rewelacje: http://www.web.gov.pl/wiedza/biblioteka/e-booki/590_3266.html

  • Tomasz Skupiewski

    Artur, wielkie dzięki za ten artykuł. Jest w nim sporo prawdy, ale trzeba walczyć i walczymy! Od marca 2012 pracuję nad startupem (biznes plan + elementy Customer Development, prognozy wyników i analiza wrażliwości, procedury, opinie prawne itd, ponad 150 stron dokumentacji), programowanie trwa od listopada 2012. Mamy poślizg, sporo problemów, ale mozolnie idziemy do przodu. W przyszłym miesiącu może będziemy mieli prototyp i rozmowy z polskimi VC. Zaczynamy programować też kolejną aplikację, beta może będzie w lutym 2014, a wczoraj z kumplem wpadłem przy gorącej herbacie w knajpie (strasznie lał deszcz), na pomysł kolejnej ciekawej aplikacji mobilnej (nie wiem co z tym dalej zrobimy, może będzie to pomysł do szuflady). Każdy z projektów chcemy realizować – wcześniej czy później – globalnie. Walczymy i będziemy walczyć ;) Hmm, tylko z wrześniowym egzaminem na uczelni chyba się poddam ;)

  • Marta

    Można się wkurzać, „zarzucić focha” – i nie mówię tu bynajmniej o marszałku – a prawda jest taka, że tekst aż boli. Bo prawdziwy, urwał jego nać… Zwłaszcza w części polskiej… Nic to, sursum corda… i zastawę stołową. Oby nam się… Nie za dziesięć lat, jak optymistycznie zakłada autor. Za jakieś 20-30. Może. Bo to kwestia głównie mentalności, czyli naszej narodowej bolączki.

  • Pingback: Startup jako źródło cierpień()

  • Art trudno się z Tobą nie zgodzić, po przeczytaniu tego artykułu i wiedząc jakie masz doświadczenie w temacie, ale z punktu widzenia członka organizacji, która jest „uwiązana” tu gdzie jest, która, jak dobrze wiesz, stara się wspierać przedsiębiorców jak tylko może, też mam swój apel do tego środowiska, żeby jednak zamiast uciekać, próbowało zmieniać podejście. Wiadomo, Polska, Polaki, cebulaki, zazdrośniki i tak dalej, ale chyba wszyscy się zgodzicie, że nie każdego to dotyczy. Jasne, też uważam, że wielkie pomysły pewnie lepiej realizować za granicą jeśli mają odpowiedni potencjał, ale widać, że wokół przedsiębiorczości technologicznej (i nie tylko) zaczyna się dziać sporo. Miasto, które do tej pory nieudacznie próbowało wykonywać ruchy i wywoływało więcej śmiechu niż podziwu zaskakuje, również projektami, które wspólnie z nimi ostatnio realizujesz i to jest fajne – ciekawe czy tylko dlatego, że idą wybory, ale może nawet tam pojawią się w końcu kompetentni i odpowiednio zmotywowani ludzie. W środowisku są tacy, którzy skupiają wokół siebie fajne projekty, służą radą, pomagają nawiązywać kontakty. Fajnie by było, gdyby w jakiś sposób zaszczepić w nich nieco więcej pozytywizmu zamiast ganić ich za to, że ktoś ich wychował w kulturze wiecznego marudzenia, bo marudzą bez przerwy ;) Rób swoje Art, a sytuacja się rozwinie w dobrym kierunku szybciej niż myślisz. Silicon Valley to tu raczej nigdy nie będzie, ale mamy spory potencjał, żeby stać się pewnego rodzaju zapleczem, wylęgarnią dobrych idei z tej części świata. Przy dobrze rozegranych kartach to nam powinno wystarczyć.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę