Szukaj
Zamknij

Okłam mnie jak najpiękniej jak potrafisz

tacy jak oni wspieraja układ!

Przeżywam kolejny raz w życiu proces nazwany „pisaniem biznes planu”. Przeżywam go po raz kolejny, ale cały czas moje emocje towarzyszące temu procesowi są równie gorąca jak Etna i gwałtowne jak celna riposta Dorna. Nie wiem dlaczego, ale próba uchwycenia całego pomysłu w ramy liczb, cyfr i tabelek jest dla mnie nieodmiennie źródłem tortury. Czy w erze Web 2.0 nie czas na biznes plany i fundusze 2.0?…

Jeśli jesteś początkującym „entrepreneur” i wydaje Ci się, że opisanie pomysłu, wykazanie jego przydatności dla świata oraz nakreślenie perspektywy potencjalnych zysków to wszystko czego trzeba aby uchylić bramy inewstorskiego Raju, to jesteś w „mylnym błędzie”. Choćbyś był tym panem albo tym i stworzyłyłbyś coś takiego to od wejścia w drzwi funduszu w Polsce usłyszysz: „…a wypełnił już Pan formularz w Excelu?”.

Nie wiem skąd się bierze w zasiadających w funduszach wszelkiej maści przemożna chęć zaklęcia w liczby pomysłu. To znaczy wiem – oni się na tym nie znają więc jeśli widzą pomysł i wyciągniętą rękę po ich forsę każą sobie udowodnić, że jest tak jak wstawisz pola arkusza. Jaki z tego wniosek? W funduszach pracują osoby, które nie znają się na branży którą oceniają? Boją się podjąć odpowiedzialności za decyzje? Nie mają wiedzy i kompetencji?

Wszystko byłoby dobrze, gdyby ten element pojawiał się gdzieś na końcu. Niestety w większości miejsc gdzie będziesz się zwracał o dofinansowanie powitają Cię z mantra na ustach „…a gdzie formularz w Excelu?”. Nieważne kim jesteś ani co masz w głowie. Nie masz obliczonego zużycia papieru toaletowego przez trzy następne lata – to spadaj pracować na etat. Zachciewa się robić biznes chołocie.

Nie umiesz określić „kosztów sprzedaży telefonicznej” albo „kosztów transportacji” (serio! tak napisali!) – znaczy się, że Twój pomysł jest wart funta kłaków. Moją ulubioną pozycją jest „deprecjacja sprzętu”. Mój mózg się deprecjuje na samą myśl, że ktoś to w ogóle przeczyta niczym nową książkę Sapkowskiego do poduszki. Nie wiem nawet czy chciałbym poznać taką osobę i podać jej rękę…

Weźmy sobie kawałek nawet nie z samego arkusza ale z warstwy opisowej. Przykład formularza zaczerpnąłem z strony konkursu organizowanego przez WP i Otago Capital. Dla przejaskrawienia odpowiadając na pytania wcielę się roboczo w postacie biznesmanów internetowych, którzy odnieśli mierzalny, światowy sukces ale na początku szukali inewstora i mieli to nieszczęście trafić do Polski.

Być może pokaże to dlaczego w kraju nad Wisłą długo nie doczekamy się drugiej Doliny Krzemowej.

Punkt 4.0 – „Po jakiej cenie zamierzasz sprzedawać swoje produkty / usługi i dlaczego uważasz, że Twoje ceny są właściwe?”
(Chad Hurley, YouTube.com – eeee… gościu, nie mam w ogóle pojęcia czy kiedykolwiek ktoś będzie kupował to co robimy – my tylko umożliwiamy
pokazywanie filmów człowieku, wyluzuj…)

Punkt 4.2 – „Ilu potencjalnie klientów jest w Polsce, Unii Europejskiej i Ameryce Północnej?”
(Niklas Zennström, Skype – „…hmm ciężko powiedzieć tak dokładnie, ale jeśli miałbym określić dokładnie to..hmm.. cały świat? Co, zbyt szeroka definicja? Ludzie, naprawdę dzięki temu rozwiązaniu każdy będzie mógł dzwonić za darmo!! Z czego Pan się śmieje?”)

Punkt 5.0 – Przewaga konkurencyjna „Które firmy są potencjalnie konkurencją dla Twojej firmy i jakie są ich zalety?”
(Larry Page Google.com – ” konkurencja, konkurencja…khm khm – no tak… Microsoft, Cisco, Yahoo, AOL, tak…No nie wiem czy wymieniać też koncerny medialne?
Przewaga? Maja jakiś pierdyliard razy więcej kasy niż my, markę, wpływy, użytkowników..No, są więksi i bogatsi po prostu.)

Punkt 7.0 – Plan Sprzedaży – „W jaki sposób Twoja firma będzie wyszukiwać potencjalnych klientów i dlaczego uważasz, że ten sposób jest najlepszy?”
(Tom Anderson, MySpace.com – „Eeee.no wiecie co, kurde ciężkie pytanie..No dobra – to klienci sami będą chcieli założyć konto u nas bez żadnej reklamy, naprawdę! Każdy będzie mógł sobie założyć konto i pokazać się światu…Że co? Czym to się różni od bloga? O rany..)

Nie chcę dalej się znęcać. Dla mnie jest jasne, że większość nowych pomysłów (a nie daj Boże mash-up’ów!) konfrontowana z ideologią „wpisz mi tu coś żebym mógł obronić twój pomysł na radzie” nie przetrwa. Skąd zatem w USA wysyp i popularność funduszy VC? Znają się lepiej? Chyba nie o czym może świadczyć taka firma która chce tworzyć i rozwijać standardy web 3.0 (tak, tak – są już nawet zdefiniowane podwaliny Web 4.0!). Facet, który wymyślił i prowadzi tę firmę napisał na swoim blogu:

„VC interest in my startup, Radar Networks has suddenly ignited in the last two weeks. We were planning to wait before shopping our deal, but I guess the app speaks for itself. VC’s have been coming over pretty much non-stop this week. I don’t know who is telling them about us. But anyway, if you are one of the VC’s I know, please don’t be offended that you haven’t heard from me yet — we have not formally started our B round yet.”

Czyli co – w Kalafiorni VC same zabiegają o klientów i już inwestują w Web 3.0, a u nas podniecamy się wejściem na giełdę firmy, której głównym produktem jest komunikator internetowy wymyślony w 1996 roku…

No cóż to pokazuje ile lat świetlnych jesteśmy za wszystkim e-murzynami tego świata.

  • nbw

    Szkoda słów, znam ten ból.

  • Ha! Ha! No w sumie nic dodać, nic ująć. Mnie rozbawiły najbardziej punkty 2.3 (Jakie masz dowody na powyższe stwierdzenia?) i 3.3 (Przedstaw dowody).

    Ostatnio zastanawialiśmy się z przyjaciółmi jak to możliwe, że takie serwisy jak YouTube są w stanie przynieść takie dochody ich pomysłodawcom i dlaczego takie transakcje są jednak cały czas domeną USA. Niestety chyba to co piszesz powyżej jest wystarczająco jasną odpowiedzią.

    Pozdrawiam,
    Marcin

  • Czy specjalnie wyłączyłeś pełny tekst w rss?

  • Arturze, jak coś napiszesz, to napiszesz :)))
    ubawił mnie ten wpis
    przejaskrawiony, ironiczny, upraszczający wiele spraw, ale śmieszny :)

    i szablon excela knbp.pl też mnie ubawił – myślę że nie powinieneś odnosić go do branży internetowej – trzeba pamiętać, że Tad zarobił na produkcji urządzeń elektronicznych, a nie na internecie – to zupełnie inna branża, bo każde urządzenie sprzedajesz za gotówę i nic innego Cię nie obchodzi

    swoją drogą to jakaś pomyłka żeby dawać tego excela w Polsce i w dodatku w konkursie – zastanawiam się ile będzie zgłoszeń, ale chyba niewiele

    jeśli masz projekt internetowy, a szczególnie start-up, to każdy normalny fundusz spokojnie przyjmie od Ciebie 10x prostszy arkusz, bo ważne jest tylko to, żeby pokazywał mechanizm generowania przychodów i koszty z tym związane oraz ile czasu zajmie Ci osiągnięcie rentowności operacyjnej – oczekiwanie czegokolwiek więcej jest pomyłką, bo przedsiębiorcy internetowi to nie księgowi żeby wyliczać jakieś płace brutto i rozbijać to na składki zdrowotne i podatki – chodzi o rzędy wielkości i mechanizm biznesowy, bo prognozy i tak będą nietrafione – ważne żeby rząd wielkości się zgadzał

    nie, w polskich funduszach nie pracują ludzie pozbawieni wyobraźni, wiedzy na temat internetu, czy kompletni idioci – tam pracują finansiści, a takich interesuje tylko wartość spółki oraz jej rentowność – dlatego potrzebne im arkusze i liczby

    z drugiej strony Polska to nie Ameryka, rynek jest malutki i jeśli nie ma wiarygodnego modelu przychodowego, to znaczy że jest to zbyt ryzykowny biznes – u nas nikt nie zapłaci 100 albo 500 albo 1000 razy więcej niż serwis zarabia (youtoube)

    w Ameryce możliwe jest inwestowanie w pomysły bez mechanizmów generowania przychodów i możliwe było zapłacenie 1,6 mld za Youtube nie dlatego że internet jest cool, albo youtube jest taki super, tylko dlatego że to trampolina do rynku telewizji i kina, który w przyszłości będzie w dużym stopniu cyfrowy, a kino i telewizja to w USA multi-milardowy biznes

    ile jest warta polska kinematografia? jaki procent rynku mają polskie firmy? znikomy – dlatego nikt nie zainwestuje nawet 1,6 mld PLN w klona youtube, chyba że planuje zwiększenie swojego zasięgu liczonego w uu, albo sprzedaż reklamy video, czego youtube na razie w ogóle nie rozważa – wtedy zapłaci 1 mln zł za lidera rynku z milionem userów (płaci za userów)

    z wielkości rynku wynikają też kwoty jakimi dysponują fundusze VC na inwestycje w polski internet – promile światowych wartości

    podsumowując – w Polsce fundusze nigdy nie będą tak bardzo dywersyfikowały swoich portfeli i nie będą aż tak ryzykowały, żeby inwestować np. 10% zarządzanego kapitału w start-upy albo etap seed

    start-upy zawsze będą u nas stanowiły mniejszość inwestycji, chyba że… znajdzie się jakiś Anioł Biznesu, albo doświadczony przedsiębiorca, który podżyruje pomysł swoją reputacją

    przykład: Marek Borzestowski, Inteliwise i Prokom

    moim zdaniem Ty Arturze masz odpowiednie CV żeby na partnerskich zasadach rozmawiać z dowolnym polskim funduszem VC – tylko musisz je zamieścić na początku tego opisowego biznesplanu w Wordzie

    i zlituj się nad biednym inwestorem, nie pisz książki ani innej formy literackiej na temat funkcji serwisu łącznie z szablonem szaty graficznej (widziałem takie coś niedawno), tylko zrób prosty arkusz excela i prezentację power point 20 slajdów która prezentuje Twoją osobę na 2 slajdach, pomysł na serwis na 10 slajdach i finanse z excela na 8 slajdach

    i zanim to wyślesz do danego funduszu pogadaj z kimś ze spółek portfelowych tego funduszu i zapytaj o zdanie na temat takiego biznesplanu – każdy fundusz ma swoje widzimisie i warto je poznać, zanim spalisz pierwsze wrażenie

    w przypadku MCI polecam swoją osobę i rozmowę na innowatorium

  • Michale,

    Tak po cichu liczyłem, ze odezwiesz sie Ty jako osoba mająca najwięcej doświadczeń z inwestycjami i funduszami VC :)

    Zgadzam sie ze wszystkim co napisałeś, dodam tylko, że moja perspektywa jest jedną z możliwych a patrząc na inne komentarze okazuje się, że czuję podobnie ten temat jak inni szukąjacy $.

    Chciałem zwrócić uwagę na to, że rzeczywistość zmienia się bardzo szybko a realia w sieci jeszcze szybciej i nie wiem czy nie jest tak ale fundusze i ich sposoby działania są już lekko z tyłu?

  • Właśnie walczę z Feedburnerem. Czy ktoś jeszcze poza Pawłem nie widzi w RSS pełnego tekstu?

  • fundusze nie są z tyłu – po prostu w Polsce nie ma funduszy inwestujących w czyste start-upy – takie inwestycje to bardzo, bardzo rzadkie przypadki

    po prostu inwestowanie w start-upy nie jest w Polsce atrakcyjną strategią inwestycyjną, a fundusze VC/PE nie działają w celu rozwijania polskiego internetu, tylko zarabiania pieniędzy

    zresztą robienie start-up’ów w Polsce też jest średnio opłacalne – czemu nie robić ich po angielsku i na rynek anglojęzyczny? wtedy nie ma problemów z polskimi funduszami – tylko angielski trzeba znać żeby się dogadać z inwestorami z UE i USA

    dlatego potrzebni są aniołowie biznesu, którzy dają zasoby, a nie gotówkę i pomagają rozwijać projekty na etapie seed i wczesny start-up, aby potem zainteresowały się nimi firmy VC kiedy trzeba wchodzić na ościenne rynki, na giełdę czy coś takiego

  • Bardzo ciekawy tekst i dodatkowo mnie akurat rozbawił :)

  • Artur, jest jedno wyjście: 1 duży dil w życiu i otwieraj własny fundusz ;)

    co do Otago, to fakt – raczej nie są nastawieni na internet, ale do pewnych pomysłów chyba można ich przekonać (tym bardziej, że chyba rzeczywiście mają posuchę w ilości złożonych projektów)

  • http://webworkerdaily.com/2007/02/25/do-you-need-to-write-a-business-plan/

    To jest wartość pisania biznesplanów:
    „[Even] though the business you’re pursuing is almost always likely to change and morph into something unanticipated (and in fact, many of the most successful businesses end up nothing like what they started as,) the process of writing a business plan creates a lot of value. I’ve written a couple of business plans for startups that went on to receive venture funding, generate revenue, and have a public offering/be acquired. Writing the business plan was an extremely grueling process that forced me to think clearly about how all the dots of the business connect, and illuminated some of my assumptions that simply did not hold up under scrutiny.”

    Są potrzebne, nawet na wewnętrzny użytek. I obśmiewanie ich na blogu nic nie zmieni.

  • croock

    …dobre ubawiłem się…zresztą ten konkurs WP wygląda jak piaskownica – nagroda główna 15 tyś ciekawe co za to można zrobić przy poważnych planach?

  • Michale B – nie zrozumiałeś mnie. Nie deprecjonuje en bloc pisania biznesów planów ale odrzucam pomysł biznes planu ktory na etapie seed czy pre-seed wymaga od przedsięborcy wymyslenia wartosci o jakich nie ma pojecia (wydatki na reklame, leasing sprzetu itd).

    Mozna rzecz jasna szacowac i czynic zalozenia, ale wiekszosc firm wymaga niestety twardych danych i przedstawienia dowodow.

    Takie firmy wedlug mnie nic sie nie ucza i nie podede dlugo na rynku bo zje je konkurencja (mialem okazje sluchac W. Rozłuckiego, który powiedział wprost – fundusz MCI musi przestac wybrzydzac i zaczac schylac sie nizej po projekty co do ktorych kiedys krecil nosem. Takie sa warunki konkurencji na rynku).

    Michale – masz dzialajacy swietnie biznes. Powiedz, tak szczerze czy 5 lat temu umialbys przewidziec gdzie bedziesz dzis, opisac to liczbami i reczyc za to?

  • Pingback: AK74 - blog Artura Kurasińskiego (cc) 2007 » Blog Archive » Kapitaliści z ludzką twarzą()

  • Nikt nie wymaga od ciebie ręczenia za to. Ale wykonany w excelu biznesplan to zawsze _jakiś_ wskaźnik, niedoskonały i nierozstrzygający, lecz potrafiący obnażyć np. wąskie horyzonty, hurraoptymizm. Czasami przemilczenia w biznesplanie mówią więcej [niedobrego] o przedsiębiorcy i jego wyobraźni niż dane, które w nim upycha. Zawsze to jakiś fundament, punkt wyjścia dla dyskusji.

    Napisać dla projektu internetowego biznesplan to 1-2 tygodnie i nie ma co się zżymać – nie traktowałbym poważnie kogoś, kto wyciąga ręce po pieniądze, ale nie chcę wykonać drobnego wysiłku. Potraktuj to jako egzamin wstępny. Nie narzekaj na okoliczności i reguły systemu, których nie możesz zmienić, a po prostu graj wg nich.

    Inwestując w projekt, muszę poznać: management, biznesplan, nawet taki, w którym sam uzupełnię wartości. Jak oszacować to, ile ci dać, jeśli nie podajesz, jakie masz potrzeby w ujęciu półroczny/rocznym/2-letnim?

    Twój post jest generalizacją pisaną dla efektu, sorry, Artur.

  • Michał B –

    1.Wlaśnie, ze wymaga i czasami jest to podstawa przyznania finansowania.
    Tak z ciekawosci – ile razy w zyciu sporzadzales biznesplan od A do Z? Nie mowie o okreslaniu podstawowych celow ale z rozpisaniem calosci na 2-3 lata do przodu?

    2. Po spotkaniu na TMT niestety nie zgodze sie z Toba – mam podstawy uwazac, ze to czym czestuja nas (przedsiebiorcow) spece od finansow jest z ich strony forma przelozenia na ich jezyk czegos na czym sie nie znaja.

    3. Chyba nadal sie nie rozumiemy. JA NIE MOWIE O TYM ZEBY ODRZUCAC BIZNES PLAN. Mowie o tym, zeby urealniac jego zalozenia w stosunku do prezentowanego pomyslu. Na co komu wizja na 2-3 lata dla produktu, ktory bedzie zyl jeden sezon?

    4. Moj post jest oczywiscie pisany dla efektu poniewaz mial wywolac tu i owdzie dyskusje. Wywowal z czego sie ciesze. Po spotkaniu z ludzmi z MCI wiem, ze warto macic wode nawet jesli zostaniesz potraktowany jako barbarzynca w ogrodzie…

  • Artur, prezentujesz paranoidalne podejście. Podstawowe pytanie: ile fundusz ma przeznaczyć pieniędzy na projekt, jeśli ty sam tego nie wiesz? Potrzebne są ramy-widełki. Dlatego po prostu skalkuluj koszt papieru toaletowego, herbaty, kawy i spinaczy obok kosztów hostingu i programistów – da się tę część bullshitową biznesplanu wypełnić w 1 dzień.

    I tak – robiłem biznesplany i robię do dziś. Można je modyfikować z czasem, ale przynajmniej wiem, że coś idzie:
    – dobrze zgodnie z biznesplanem,
    – dobrze choć nie w ramach ścieżki nakreślonej w biznesplanie (bo np. zmieniłem profil projektu itd.),
    – źle ale w ścieżce nakreślonej biznesplanem.

    I nie rozumiem, dlaczego finansista ma się znać na czymś z twojej dyscypliny w stopniu równym tobie. Chodzi właśnie o to, żebyście usiedli i opisali projekt również w kategoriach finansowych.

    Co do twojego pkt. 1 – to go [biznesplan] po prostu napisz. Założę się, że dłużej pisałeś post niż kalkulowałbyś te małe istotne w twoich oczach elementy biznesplanu.

  • Michale moze inaczej:

    1. Mam pomysl, opisalem go, mam informacje o rynku, konkurencji, wiem ile potrzebuje na dzialalnosc, ludzi i sprzet (w granicach bledu 20-30 tys. pln)

    2. Ide / skladam wniosek (robilem to w BMP, nie robilem w MCI ale to dzieki wsparciu Michala Fabera, ktory cierpliwie pomaga mi uniknac raf) i dowiaduje sie, ze owszem zainteresowanie jest ale zeby dopelnic formalnosci (nie bylo nawet rozmowy!) musze wypelnic 20-to zakladkowego xls’a.

    3. Patrze na arkusz, nic nie kumam – jestem humanista :) Kupuje ksiazki o pisaniu biznes planu, zaczynam kuc teorie. W koncu prosze znajomego o wyliczenie za mnie. Szukam pomoc w funduszu – niestety to jest (byl) dla nich standard, ze nikt nie wie, zarobiony jest itd. Skladam w koncu cos na czym nie do konca sie znam. Cisza. Do tej pory nie dostalem odpowiedzi :)

    Od funduszu / inewstora oczekuje rowniez interakcji – nie moze stac z boku jesli widzi, ze pomysl jest dobry, ale przedsiebirocy brakuje umiejetnosci czy doswiadczenia. W Polsce do tej pory to chyba byl standard – i odpowiednie do tego efektu z caaala masa nowatorskich pomyslow.

    Takie jest moje zdanie – pomagac, wyciagac reke a nie stac z boku i krytykowac, ze przedsiebiorcy nie umieja, nie maja doswiadczenia. Edukcja to podstawa, ale to powinni wiedziec ci, ktorzy maja kase i chca ja w cos wpakowac. Facet zyjacy z mysla o ZUSie na karku nie bedzie inewstowal w miesiczny kurs „biznes planowania”..

  • Być może BMP jest za mało empatyczne (nie wiem, nie znam), ale ty na przykładzie jednego doświadczenia budujesz generalizację nt. całej branży/profesji.

    Co do pkt. 1 – warto jednak spisać to dokładniej, z doświadczenia wiem, że niedoszacowania „na oko” sięgają i po 50%.

  • dobra dyskusja :)

    Artur, podeślij mi tego 7-zakładkowego excela, którego miałeś wypełnić :) coś razem wymyślimy na bazie Twoich przemyśleń – wiem że MCI oglądało z uwagą prezentację Idy Rolek z innowatorium (http://biznes.net/tv/2) – teraz trzeba pociągnąć temat i przedstawić konkrety

    Michał, może wpadłbyś na następne spotkanie innowatorium 5 kwietnia? jest więcej osób, które chciałyby z Tobą porozmawiać i skorzystać z przemyśleń, które zaprezentowałeś powyżej – tematem przewodnim następnego innowatorium ma być właśnie „praktyczny poradnik rozmowy z inwestorem i planowania internetowego biznesu”

    innych inwestorów strategicznych i finansowych też zapraszam – proszę o kontakt mailowy ze mną, albo przez mój profil w biznes.net

  • cez

    Drogi Arturze,

    zgadzam się w zupełności – te błędy językowe są nie do przyjęcia.

    Przy okazji: właśnie podpisujemy umowę z panem Witkowiczem.

    Życzę powodzenia w dalszym tropieniu idiotyzmów i błędów językowych. A także w poszukiwaniu inwestora, który doceni ten precyzyjny dowód zbędności szczegółowego biznesplanu.

  • @ Cez – nie wiem o czym mowa, jakie błędy językowe? :)

    I a propos jakiego projektu podpisujecie – pochwal sie.

  • cez

    @ artur: Przyznaję, nieinternetowego. Ale poszło jak burza.

  • ZaaR

    Z uwagą przeczytałem wszystko co napisaliście i oto kilka moich przemyśleń.

    Arturze Karasiński masz sporo racji w tym co piszesz ale spróbuj spojrzeć na to od strony inwestora :) Michał Faber przez to już przeszedł i wie o czym pisze. Dobrze wyedukowali go panowie z MCI :D

    Zrobiłem podobnie jak Ty i pierwsze kroki skierowałem do BMP (produkt kierowany głównie na rynek niemiecki więc myślałem, że tam będzie szybciej) – odczucia mam identyczne jak Twoje. Tam czekają na gotowe, bez możliwości jakichkolwiek konsultacji z ich specjalistami. I na dodatek wszystko musi być perfekcyjnie przygotowane.
    Z MCI było już lepiej. Dopiero po dość długiej rozmowie z Andrzejem Jasienieckim poznałem perspektywę z jakiej patrzy fundusz VC i prawdziwe kryteria wyboru projektu.
    Po tych doświadczeniach rozmowa z BAS była przyjemnością :D

    Co do biznesplanów.
    Pierwszy był koszmarem – biznes wyszedł ale niedokładnie tak jak przewidywał biznesplan.
    Drugi nieprzyjemnym obowiązkiem – nic z tego nie wyszło, chyba za mało serca w to włożyłem.
    Trzeci napisałem dla samego siebie z przyjemnością.
    Może dlatego, że nauczyłem się systematycznego planowania :D
    I doceniłem to. Za 3 miesiące (zgodnie z harmonogramem) powinienem pochwalić się tym co mi się urodziło.

    Po ostatnie, nawiązując do tego co napisał Cez.
    Jestem bardzo sceptycznie nastawiony do tego co napisałeś, jaki i do KNBP.PL wraz z jego organizatorem. Jeżeli to co piszesz jest prawdą to moje gratulacje. Ja miałem nieprzyjemność zetknąć się ( na szczęście tylko elektronicznie ) z T. Witkowiczem.
    Cez pomylił mnie z Panem pisząc:
    „Drogi Arturze,

    zgadzam się w zupełności – te błędy językowe są nie do przyjęcia.

    Przy okazji: właśnie podpisujemy umowę z panem Witkowiczem.

    Życzę powodzenia w dalszym tropieniu idiotyzmów i błędów językowych. A także w poszukiwaniu inwestora, który doceni ten precyzyjny dowód zbędności szczegółowego biznesplanu. ”
    Ja też jestem Artur ;)
    A informacji cytowanych w tej wiadomości mógł się dowiedzieć tylko od organizatora konkursu z którym korespondowałem :D Dla zainteresowanych polecam forum na WP tego konkursu. Było tam znacznie ostrzej ale zastosowałem autocenzurę gdyż popieram tego typu inicjatywy i nie zamierzam im szkodzić.

  • kaligula

    Tekst jest bardzo jednostronny… W Polsce jest multum „Panów Cześków” którzy mają super pomysły, ale VC nie chcą im pomóc bo są biurokratami… Jasne.
    Widziałem wiele BP i musze powiedzieć że wielu ludzi jest tak zapatrzona w w swoje super pomysły, że nie widzi ich realnej strony. Po co modeluje się BP arkuszach kalkulacyjnych? Chociażby po to żeby wykryć zbyt mały poziom zaangażowanego kapitału.
    Zgoda- ze start up’ami ciężko jest się przebić, ale jeżeli w VC siedzi paru facetów przebierających setki BP, mających ograniczone środki, i odpowiadających za wzrost wartości zainwestowanego kapitału to ciężko żeby każdemu „Panu Cześkowi” wykładali sporą sumke.
    Pozatym odnosze wrażenie że wielu wypowiadających się ludzi uznaje z góry że pieniądze im się należą, tylko muszą niestety jakoś urobić przedstawicieli VC. A może inaczej: jednak nie macie tego czegoś i nie potraficie przekonać do siebie ludzi, a skoro nie potrafi się przekonać grupki bądź co bądź przyjaźnie nastawionych ludzi, to co będzie z ryzykownym biznesem?? Brak charyzmy? Ojej. Straszne te VC.
    P.S. Odwoływanie się do sukcesu chłopaków od You Tube staje się śmieszne. Każdy to robi, dosłownie, każdy Pan Czesiek. A mi się chce śmiać. Każdy mówi że powtórzy sukces jednego projektu ze stu milionów które tak samo a może bardziej walczyły o sukces.
    Troszke pokory…
    Choć być może ktoś z Was zdoła powtórzyć sukces jeden na sto milionów?!

  • @ Kaligula.

    Tekst traktuje ale o problemach z w komunikacji i decyzjnoscia ludzi z VC. Powstal na bazie moich prywatnych doswiadczne i kazdej linijki bede bronic do upadlego. Ironizujac chcialem pokazac, ze nawet super pomysly z zachodu w Polsce moglby zostac rozlozone na lopatki.

    Z tego co piszesz wnosze, ze VC tak naprawde potrzebuja BP i ludzi, ktorzy sa: a) charyzmatyczni, otwarci, mili, inteligentni, dusze towarzystwa b) wiedzacy o co chodzi w zarzadzaniu, mikro i makro ekonomii, marketingu, PR i reklamie c) udowodnic kazda pozycja swojego BP bedac obudzonym w srodku nocy.

    Paranoja. Szybciej w banku dostane kredyt na mieszkanie na podobna sume.

    PS. Przykladu z YouTubem nie zrozumiales patrzac na Twoj komentarz.
    I to nie jest 1:100 mln. Byl Google Video, bylo kilka innych serwisow, jest Joost. I Juz rosnie im kolejna konkurencja :)

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę