Szukaj
Zamknij

Agencja dobrze z(a)robi!

agencja jaka jest kazdy widzi

Mija prawie pół roku odkąd pożegnałem się z agencja interaktywna, w której zajmowałem fotel Art Directora (przez złośliwych byłem nazywany per „dyrektorze”). Całkiem niedawno ktoś zapytał się mnie jak to jest pracować w agencji zajmującej się nowymi technologiami (w domyśle – musi być zajefajnie i superkulersko). Wypaliłem „dziwnie”…A po zakończeniu rozmowy cały czas chodziło mi to po głowie – freudowska pomyłka czy jest cos na rzeczy?…

No właśnie – K2 wybiera się na giełdę, reklama w Polsce wg IAB skoczyła o 53% i zewsząd słychać pochwalne peany na cześć nowego kanału pozyskiwania kasy od klientów – według ostrożnych wyliczeń udział Internetu w rynku reklamowym to juz 3,9% ( w porównaniu do lidera czy telewizji, która ma nadal około 50%).

Powiem skromnie, ze miałem przyjemność pracowania z kilkoma agencjami interaktywnymi w Polsce (tych stand alone jak i przybudówek w postaci sieciowych agencji reklamowych). Pracowałem i współpracowałem jako klient, podwykonawca, partner – jednym słowem poobijałem się po rynku i śmiem twierdzić, ze dzięki licznie poznanym ludziom z tzw. „środowiska” mogę dokonać uogólnienia na rzecz nawet tych firm, z którymi miałem małą bądź żadnej styczność osobiście.

Agencje interaktywne w większości są to dość proste twory. Bazują na dziale a) programistycznym b) graficznym c) dziale sprzedaży. Mutacje są często spotykane i zdarza się, ze dział programistyczno / graficzny to dwie osoby (bo firma jest mała) albo w ogóle nie ma wyróżnienia miedzy kompetencjami i tworzony jest cos na kształt ogólnego działu produkcji. Jeśli jesteś dużą agencja to dodajesz dział d) marketingu e) kilka stanowisk w stylu „traffic manager” i ładną sekretarkę na wejściu.

Tajemnica poliszynela jest to, ze większość agencji (jeśli nie wszystkie) na którymś etapie swojego rozwoju korzystają z tzw. zewnętrznych źródeł czyli nieśmiertelnych freelancerów (lub tez „finansjerów” jak mawiał jeden z poznanych programistów – Steciu rządzisz!). Modelowo wygląda to tak – uderza się do klienta na przetargu. Handlowcy się cieszą – widzą projekt na horyzoncie więc idą do grafików żeby ci im „coś na już, na jutro” zajebistego wyczarowali. Najlepiej we flashu i 10 wersjach. Dział produkcji informuje, że jest zarąbany pracami stałymi (a tak naprawdę gra w gry) więc robota wyrzucana jest do kogoś na zewnątrz.

Co z tego wynika – ano to, ze większość agencji po prostu kłamie klientom mówiąc, ze osoby startujące w przetargach są pracownikami firmy (bo kto by się chciał ujawniać, że nie ma kasy na zatrudnienie dodatkowych osób). Po drugie najlepsze projekty sa wykonywane poza agencjami a często sama agencja nie ma do nich źródeł.

Freelancerzy to narodek bitny i chciwy (nie wiadomo czy w następnym miesiącu będzie co włożyć do garnka) wiec nabierają projektów jak chomiki marchewkę. Efektem czasem jest, ze firma X zatrudnia tego samego podwykonawcę do przetargu co firma Y. Śmiesznie jest jeśli podwykonawca twierdzi, ze nie wiedział, ze startuje do tego samego przetargu.

Plotka głosi, ze w miarę stały i dobrze karmiony dział kreacji ma K2, Hypermedia i OS3 (zaciąg z Rybnika). Czy to oznacza, ze te firmy będę wygrywały masowo przetargi dzięki świetnemu zespołowi? A gdzie tam. Klient nasz pan czyli jeśli Pani Basia sekretarka i Pan Prezes postanowią inaczej to wygra projekt sporządzony na Paintbrushu przez 15 „młodego i zdolnego” kuzyna zarządu… A wiec nawet i silny zespól kreatywny nic nie jest w stanie zrobić jeśli trafi się na klienta głupka i prymitywa – a takich jest niestety większość. Nadal.

To może siłą agencji są programiści? Taaaa…ostatnimi czasy łowy na ludzi ze znajomością np. Javy sięgają już chyba Bułgarii. W moim prywatnym rankingu programiści są najmniej lojalnymi pracownikami.

Klepie taki sobie jakieś znaczki-maczki, klepie i nagle dzwoni telefon „praca, zarobki, lepsze warunki” słyszy taki Grzesio czy Czesio w tureckim sweterku. Idzie wiec na rozmowę, mamrocze kwotę, dostaje prace i znowu klepie kod (czasami ten sam). Nic się nie zmienia – dziewczyny nadal na niego nie lecą, jądro linuksa samo się nie chce kompilować a do tego kolejna agencja nie różni się od poprzedniej.

Klepu, klepu – telefon „jest praca, lepsza praca itd.”. Final znamy. Przepraszam wszystkich znajomych programistów za takie pojechaniu po nich i wykonanym przez nich zawodzie, ale chłopaki sami sobie robicie kuku.

Obgadaliśmy grafików i programistów – czas na awangardę sprzedaży i kontaktu z klientem czyli handlowców (ewentualnie jeśli firma chce podnieść naszego ego bez podnoszenia pensji można mowic o „new business managerze”). Typowy handlowiec ma 25-28 lat, zwiedził już wiele firm (głównie nie związanych z branżą interaktywną) ma portfel wypchany wizytówkami i uwielbia spotykać się z klientami poza biurem w godzinach 12.00-16.00.

Wszyscy znani mi handlowcy dodatkowo (w godzinach pracy) prowadza ożywione dyskusje za pomoca komunikatora, szlajają się po knajpach do porannych godzin i zawsze (zawsze!) uważają, ze w następnym miesiącu sfinalizują kontrakt życia ( w domyśle – dostana gruba prowizje). Handlowcy posiadają jeszcze jedną denerwującą cechę – jest to najmniej kompetentna osoba do rozmów o technologiach z klientem. Na bank pomylą CSS z HTML albo przeglądarkę z wyszukiwarką. A potem człowieku rób to co handlowiec wynegocjował z klientem..

Po poziomie rotacji w dziale handlowym (średnia długość pracy – okres próbny) widać, ze i ten dział jest mocno rozchwiany i trudno mi pokazać jedna firmę interaktywną w której pracuje w dziale handlowym ktoś o kimś się mówi z uznaniem. Jakoś tak dziwnie się porobiło, ze sami szefowie lubią wietrzyć działy handlowców wywalając ich równie często jak oni się sami zwalniają. Taka karma.

To może technologia stanowi o wyższości agencji interaktywnych? Przepraszam jaka technologia? Klepanie kodu xhtml czy action script? To może słynne aplikacje klasy CMS? Bujda na resorach – w większości rozwiązań są to łatane na kolanie stare jak świat open source’owe kawałki kodu, które specjalnie dla klienta podczas prezentacji szumnie nazywane są konkurentami RedDota.

Odkąd open source stał się ulubioną (bo darmową) alternatywa na rynku większość agencji pochowała po kieszeniach i szufladach swoje sztandarowe produkty w stylu forum dyskusyjne, ankieta czy wreszcie możliwość personalizowania stopki w mailu. Uff. Szkoda, że tak późno.

I tak źle i tak niedobrze. No to jakie są te duże polskie agencje interaktywne? Rozrośnięte, kiepsko dostosowane do warunków rynkowych i powoli tracące klientów na rzecz małych, mobilniejszych firm(emek) (takich jak moja, he he). Ręka w górę agencja posiadająca wewnętrzny dział: SEO, user-experience i usability. Okej, no to może regularnie szkoląca swoje działy?

To może przynajmniej któraś specjalizuje się w e-PR? I nie mówię tu o zbudowaniu takiego sobie narzędzia do wysyłania masowo maili.

Prawda jest taka, ze zdecydowana większość agencji tkwi w modelu: sprzedajemy klientowi WWW (czyli kod z obrazkami) plus może kupi u nas obslugę miesieczną. A oferta gdzie zaplanowanie reklamy i zaoferowanie zakupu mediów? A gdzie usługi pozycjonowania? A może wykorzystanie nowych form i kanalów reklamy telefony, telewizja internetowa, społeczności?

Dla dużych klientów agencje maja taki sam model współpracy tylko, ze ceny idą x 10 razy w górę. A i tak projekt zrobi zaufany freelancer spoza agencji i zakoduje. Bo tak będzie taniej i szybciej.

Te agencje, które są mało kreatywne staja się integratorami – kasa super, zamiast grafików zatrudnia się samych programistów i czesze bankowe aplikacje. A dwóch klientów jest w stanie utrzymać cala 50 osobowa firmę przez lata.

Kreatywność agencji jest limitowana nie tyle co brakiem kompetencji w zespole ale tez brakiem umiejętności edukacji swoich klientów. Jeśli nie powiesz klientowi, ze jest cos takiego jak link sponsorowany to czemu ma kupić u Ciebie usługę pozycjonowania? Ten akurat zarzut kieruje pod adresem managerów i wyższej kadry – Panie i Panowie ruszcie w końcu tyłki, bo na samych animacjach we fleszu dłużej nie da się kosić klientów na dziesiątki tysięcy złotych.

Czasami obserwując klientów, których dostaje „w spadku” po agencjach i ich potrzeby (chcę firmy, która będzie miłla dla mnie czas!) dziwię się, że duże agencje tak często zapominają o tym, ze to właśnie ich klienci są dla największym skarbem firmy.

A jeśli oni odejdą pewnego dnia to jedyne co pozostanie to usiąść i rozmyślać nad założeniem kolejnej agencji interaktywnej.

Takiej prawdziwej, dużej.

  • Artur Kurasinski

    @ Piotr Piorzykowski – nie zrozumiales wiele z tego co napisalem. Nie oskarzam agencji o prace z freelancerami tylko o to, ze dzieki takim „oszczednosciom” finalowo nie maja oni zespolu, ani wiedzy ani portfolio wew. swojej firmy. Moja firemka bazuje na podwykonawcach obecnie i nie widze powodow zeby sie tego wypierac. Zaznaczam to jednak w kontaktach z klientem.

  • A masz jakies przyklady takich firm? Bo Twoje wywody dotycza jednoczesnie najwiekszych polskich agencji (ktore wg mojej wiedzy wszystkie maja swoje zespoly grafikow/programistow + freelancerow co jak dla mnie zupelnie nie jest niczym zlym, bo niby dlaczego ma byc?) oraz malych firemek. Moim zdaniem to dwa rozne swiaty.

    Uogolniasz wszystko i wrzucasz wszystkich do jednego worka, a to przeciez nie tak dziala.

    „A oferta gdzie zaplanowanie reklamy i zaoferowanie zakupu mediów? A gdzie usługi pozycjonowania? A może wykorzystanie nowych form i kanalów reklamy telefony, telewizja internetowa, społeczności?”

    Nie wyobrazam sobie mowiac szczerze, zeby te najwieksze agencje oferowaly swoim najwiekszym klientom takie uslugi. Po pierwsze dlatego, ze tacy klienci (Coca-cola, Nokia, Nike, wszystkie globalne marki) maja osobne firmy od tego, zeby sie zajmowac zakupem mediow i to umowy globalne nie do przeskoczenia. Pozycjonowanie? Ze niby taka coca-cola potrzebuje pozycjonowania, linkow sponsorowanych? Np pod haslem „napoj gazowany”?? Podnioslbys pewnie burze, ze dzial sprzedazy w tych agencjach wyludza pieniadze od klientow.

    Podsumowujac. Uwazam, ze wiekszosc tego co napisales jest wyssane z palca i ma niewiele wspolnego z rzeczywistoscia.

  • Artur Kurasinski

    @ Pawel Piotrzykowski – wiem czego oczekujesz ale niestety nie jestem osoba, ktora publicznie kladzie glowe pod topor i naraza sie na procesy za naruszenie dobr osobistych.

    Czy mieszam male agencje z duzymi? Nie do konca, ale wypunktowane przeze mnie negatywne elementy wystepuja i w malych i w duzych firmach.
    Nie ma wyjatku chodz duzym niektore zagrania nie przystaja do wizerunku i opinii.

    Co do oferowania nowych uslug – masz swietny przyklad z promocja w Second Life. Z polskich chocby PLAY (brawo dla FFCreation). Mozna? Mozna. Nie myl zakupu mediow z ich wykorzystaniem i pomyslami na realizacje. A tak dla Twojej informacji – media kupuj sie lokalnie. Cocca Cola Polska kupuje reklame przez i za pomoca polskich agencji i domow mediowych.

    Czy Coca Cola potrzebuje pozycjonowania? Nie. Ale Powerade juz tak. I Nestea. I Burn. I Kropla Beskidu…i wiele innych produktow.

    Podsumowujac – argumentujesz malo trafnie i w dodatku mylisz pojecia,

  • Starcom jest polska firma? Ciekawe spostrzezenia.

    EOT dla mnie.

  • Tekst Artura faktycznie jest mocno kontrowersyjny i przejaskrawiony, ale także skłania do zastanowienia się nad paroma kwestiami. Czy faktycznie programiści są najmniej lojalnymi pracownikami, i co sprawia, że zmieniają prace? Kasa, nowe wyzwania, rozwój, atmosfera, ciekawość?

    Między innymi na te pytania będziemy się starać odpowiedzieć podczas poniedziałkowego Grill IT w Krakowie. W ramach przygotowań do dyskusji czeka mnie jeszcze szczera rozmowa z programistami w Opcomie:)

    Wszystkich zainteresowanych zapraszam do udziału w Grill IT. Wstęp bezpłatny, jednak ilość miejsc ograniczona.

  • Arturze, tekst mocny, choć miejscami pewnie przejaskrawiony. Oburzonych chciałbym jednak trochę uciszyć — to nadal jest spora część naszej rzeczywistości.

    Znajoma firma poskarżyła mi się na jedną z, ponoć modnych, agencji interaktywnych. Prośba o aktualizację danych na stronie (zmiana jakiegoś numeru identyfikacyjnego) jest realizowana właściwie błyskawicznie, bo już po 2 tygodniach. Prośba o dodanie jakiegoś banalnego ficzera (licznik odsłon czy równie skomplikowana pierdoła) została zrealizowana w równie szybkim tempie — 3 miesiące po zgłoszeniu. Przykładów mógłbym jeszcze podawać sporo, bo owa agencja wiele takich „kfiatkuf” naprodukowała, ale szkoda czasu…

    O handlowcach, którzy na każde zapytanie klienta odpowiadają „oczywiście, nie ma problemu”, po czym idą do „technicznych” i pytają „czy to da się zrobić” też pisać nie ma sensu. Najgorsze jest to, że klienci nie chcą tracić czasu na edukację i idą do takich „fachowców” z nadzieją otrzymania profesjonalnego produktu. W paru znanych mi przypadkach wynik pracy agencji można byłoby śmiało podciągnąć pod wyłudzenie.

    PS. Nie podoba mi się ten mój imiennik…

  • To rzeczywiście zabawne zjawisko że coraz częściej mniejsze agencje stają się bardziej wiarygodnymi partnerami dla klientów i dla podwykonawców..

  • Boczo

    Małe agencje przejmują klientów dużych agencji bo do tej pory małe agencje były podwykonawcami dużych. Usamodzielniły się.

    I teraz duże agencje, które nie budowały zespołu tylko opierały się na podwykonawcach, mają problem ze znalezieniem freelancerów, pracowników którzy mogliby zrobić szybką aktualizację, bo ci są zajęci własnymi sprawami (np. zapewnieniem bezproblemowej i szybkiej obsługi swoim klientom)

    Tak pokręcony ten mój wywód.. operacje na stringach to nie jest moja mocna strona : P

  • pats

    Witam,

    Panie Arturze, czytając Pana wypowiedzi mam wrażenie, że ktoś gdzieś Pana już do dłuższego czasu „podgryza” a Pan musi wyładować gdzieś swoją energię :)

    Tak czy owak, prowokacja na granicy dobrego smaku. Widać u Pana niestety elementarne braki wiedzy o kształtowaniu się rynków zbytu. Branża interaktywna jak i sam rynek świadczonych usług jest jeszcze młody, więc wszystkie anomalia o których Pan mówi są naturalne dla rynków gdzie średnia wieku firm to 5-7 lat i mniej. Za pare lat rynek będzie miał zupełnie inne oblicze, zarówno Klienci jaki agencje muszą dorostać wraz z rynkiem. Każdy nowy dzień to nowe wyzwania i nowe doświadczenie.

    Dodatkowo poruszona kwestia nagród, jak już Pan tak się wypowiada na temat doświadczeń innych agencji, subiektywnie je oceniając to może Pan opowie coś o swoich sukcesach, bo narazie to nic nie zauważyłem.

    Pozdrawiam,
    patS

    P.S. Czy Pana nazwisko dobrze mi się kojarzy z agencją/firmą mediavision?

  • Artur Kurasinski

    @ Pats – argument o braku mojej wiedzy dot. ryku interaktywnego jakos nie nie za bardzo przekonuje – prosze o dowody gdzie sie myle, co napisalem blednie. Nie znajac Ciebie napisze, ze masz bardzo male doswiadczenie na rynku i delikatnie mowiac pitolisz – jak Ty taki argument obronisz? He?

    5-7 lat? Eeee…zobacz kiedy powstalo k2, 3 dart, amg net? Jakie 5-7 lat?
    Oj cos widac nawet nie uzywaz dobrze sieci do zglebiania informacji nt. branzy.

    Moje sukcesy – oczywiscie nic nie osiagnalem, jestem nikim, sfrusrtowanym swirem. Podrawiam i polecam szerse wykorzytsanie np. google. czasem pomaga w sledzeniu tego co sie dzieje na swiecie i w branzy :)

  • pats

    Czytanie tekstu ze zrozumieniem Panie Arturze,

    1. Nigdzie nie napisałem, że brakuje Panu wiedzy na temat rynku agencji interkatywnych. Wypowiadałem się na temat kształtowania się rynków zbytu jako takich, odnosząc się jednocześnie do branży interaktywnej – różnica jest kolosalna.

    2. Mówiłem o średniej wieku firm – 5-7 lat. Powtórzę jeszcze raz – średnia. Przytoczone przykłady k2 czy artegence – to dinozaury, co nie oznacza, że są słabi, a wręcz odwrotnie, są obecnie najlepsi, a za nimi nie ma długo długo nic. Amgnet to nie agencja interaktywna.

    Pozdrawiam,
    patS

  • Artur Kurasinski

    @ Pats –
    1. „Tak czy owak, prowokacja na granicy dobrego smaku. Widać u Pana niestety elementarne braki wiedzy o kształtowaniu się rynków zbytu.”

    rozumiem, ze to nie odnosi sie w takim razie do rynkow zbytu dzialki interaktywnej?

    2. AMG net byla i jest agencja interaktywna. Teraz tez jest poniewaz realizuje projekty webowe nawet zwiazane tylko z projektowaniem i wdrazaniem serwisow www. Oficjalnie sa integratorem, ale nie oficjalnie realizuja normalne projekty www.

  • patS

    1. Być może się nie zrozumieliśmy, mówię o zasadzie kształtowania się rynków zbytu wszelakich. Odniosłem się do rynku agencji interaktywnych, gdyż etapy są takie same.

    2. Zawsze mi się wydawało, że agencje interaktywne zajmują się czymś więcej niż projektowaniem serwisów www. Amgnet znam lepiej od strony rozwiązań intranetowych. Fakt, faktem serwisów też pare stworzyli, w tym świetny brebank.pl – chylę czoła.

    Reasumując, Panie Arturze, w części Pana stwierdzeń się zgadzam, aczkolwiek uważam, że zbyt mocno Pan „tupnął” :)
    Przykładowo programiści – w prawie każdym przypadku z jakim się spotkałem pracę chcieliby mieć i kreatywną i w normowanych godzinach/bez nadgodzin i dobrze płatną. Ja osobiście z czymś takim się nie spotkałem. Widziałem dwa z trzech wyżej wymienionych warunków spełnione w różnej kolejności, ale wszystkie naraz nigdy, może widziałem zbyt mało :)

    Tak czy owak, cieszę się jednak z jednej rzeczy – są ludzie chętni do pracy nad jakością tego rynku co mu dobrze wróży. Więc, życzę Panu sukcesów i jak będę miał okazję z pewnością się przyłącze.

    Pozdrawiam,
    życząc udanego weekandu,
    patS

  • stefan

    Jezeli chodzi o programistów: dopoki nie bedziecie placic jak firmy branzowe zajmujace sie developmentem to zapomnijcie o malej rotacji. Sorry no bonus, wspomniales o tym, ze jadra dalej sie nie kompiluja same. Owszem, ale portfel jakby ciezszy.

  • mała/średnia agencja z Ww-y

    Prawie w 100% zgadzam się z tym artykułem….

    W Polsce tak naprawdę jest kilka agencji interaktywnych z działami takimi jak np. architektura informacji… Najgorsze jest to, że Account traktowany jest jako HANDLOWIEC!!!! A od niego zależy tak naprawdę większość sukcesu agencji…bo jeżeli tak agencja nie ma art directora, tylko dział accouncki, graficzny+programistów to często programiści i graficy mają w nosie koncepcję – oni chcą już gotowych rozwiązań od działu sprzedaży, który ma na głowie przygotowanie odpowiedniej koncepcji, dlatego czapki z głów dla agencji, w których są od tego osobni ludzie… Inni od strategii, inni od architektury informacji i usability itp…

    a rotacja? To jest największy problem tej branży – pracownicy migrują z jednej do drugiej firmy/agencji/domu mediowego. Moim zdaniem agencje poprostu będą się naturalnie specjalizowały

    a) od SEM i SEO (Cube Group?)
    b) video i multimedia (OS3?)
    c) portale społecznościowe, super hiper usability – MRM/K2/Artegence?
    d) od SPRZEDAŻY w sieci….czyli od marketing bezpośredniego [e-mail marketing, zbieranie bazy, nastawienie na ROI] ……. no właśnie? Kto?
    e) agencje od koordynacji wszystkiego…czyli accounci z naprawdę dużą wiedzą, potrafiący doradzić klientowi i zoptymalizować jego budżet dzięki czemu mogą w stanie kupować wiele rzeczy na zewnątrz i klient o tym wie… Bo wszyscy wiemy, że klienci wolą mieć wszystkie kompetencje w jednej agencji „od Internetu” a nie kilku.

    Jest jeszce jedna nisza niedoceniania przez wiele agencji, a przynosząca poprostu krocie! Nie napiszę jednak o niej bo przestanie być niszą….

    Swoją drogą….standardowe „trzaskanie” stron WWW jest po prostu udręką i w naszej agencji odchodzimy już od tego…czas szukać inne źródła przychodu. Nie dość, że ustalenie trwa bardzo dużo czasu, zajmuje accounta, dziesiątki spotkań, brainstormingów…następnie przedłużający się czas akceptacji grafiki, liczne poprawki, czas oddania przedłuża się – a jednocześnie CZAS ZAPŁATY FAKTURY. Paradoksem są sytuacje, w których agencja ma 3 projekty za 60-70 tysięcy, ale przez 4 miesiące nic nie zarabia, bo accounci są zajęci, programiści są zajęci, graficy są zajęci.

    WIecie co jest najdziwniejsze? Że b.dobre agencje zdobywające nagrody maja zbliżone przychody/udział w rynku co agencje, w których pracują świeżacy ale mają dobrych klientów, których każda „ekipa” dziedziczy…

    Swoją drogą jeszcze trochę minie lat, aż ten rynek usatbilizuje się bo nie oszukujmy się – sam znam przypadki, w których wartość projektu była 3x zawyżana na piękne oczy, czarowanie techniczne, bełkot marketingowy, na którym klient się poprostu NIE ZNA. Interactive Comunication Manager to cały czas rzadkość…Wiem, że napewno Maspex posiada takie stanowisko – kto jeszcze…? CIężko powiedzieć:)

  • Mysle, ze rynek podzieli sie standardowo, na cztery grupy agencji.

    Te najwieksze, ktore beda realizowaly najwieksze budzety i to z reguly koncernow miedzynarodowych. Sukces tych firm to spotkania, PR oraz jak najwieksze znajomosci.

    Te male, ktore beda skupione wokol pewnych osob, specjalistow branzowych. Beda to dynamiczne zespoly kilkuosobowe, ktore zadania beda realizowaly szybciej i lepiej od duzych agencji i przez to beda czesto ich partnerami.

    Te srednie, ktore beda probowaly wszystkiego po troche i albo dostana kiedys „kontrakt zycia”, albo podziela sie na przyklad na mniejsze.

    Te mikro, ktore juz dzisiaj realizuje najwiecej stron w Polsce. Dzialaja na rynku, gdzie strona kosztuje 3-6tys. To one edukuja wiekszosc malych firm odnosnie bytu internetowego.

    I wlasnie ten dzial „mikro” jest niedoceniany. Z tgo co czytalem, w Polsce mamy zarejestrowanych 700tys domen. A ile firm ? Ponad 3.5mln… Kiedys zapewne kazda z nich bedzie miala strone www i to dzieki setkom mikro agencjom, a nie tym najwiekszym.

  • Casiel

    będąc chomikiem napchanym marchewką staram się zachować powagę, ale nie mogę… :c)))
    kilku adwersarzy zarzuca P. Arturowi, że Jego wypowiedź jest już passe, że „tak drzewiej bywało” i podając przykład kilku firm (w trzydziesto paro milionowym kraju) zarzucają autorowi brak obiektywizmu… wolne żarty, Panowie – zejdźcie z piedestałów :c)) dzięki mnie i mnie podobnym macie za co spłacać swoje kredyty zaciągnięte w „stolycy” :P
    bić się w piersi i do roboty!

  • I+enjoy+your+site+very+much%21+THANK+YOU.

  • VoitsCist

    Hi

    As newly registered user i only want to say hi to everyone else who uses this board B-)

  • Our site the most qualitative source of the information on the mortgage, insurance of the mortgage,
    tax deductions, stages of registration of the mortgage.
    We are glad to you to present the fullest information on these themes.
    Welcome to our site.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę