Szukaj
Zamknij

Strzeż się geeka z Twitterem

sarah lacy - sexy disaster

Wywiad z Markiem „Mr.Facebook” Zuckerbergiem przeprowadzony na SXSW przez Sarah Lacy stał się sławny w czasie paru godzin. Jeśi Twitter miały opcję „kill” to Sarah Lacy byłaby martwa już w czasie zadawania drugiego pytania. Dziś w sieci pojawił się cały zapis wideo wywiadu i każdy może wyrobić sobie zdanie na ten temat co stało się w Austin…

Wczoraj zachęcony nagłówkami RSS śledziłem lincz medialno – blogosferowy w serwisach polskich i zagranicznych. Zanosiło się na to, że będziemy świadkami pierwszego w dziejach morderstwa cyfrowego – po takiej ilości negatywnych ocen i kubłów brudów wylanych na dziennikarkę szacownego wydawnictwa inny komentarz nie przychodził mi do głowy.

Dziś rano zerknąłem na AntyWeb a potem na TechCrunch. Zaparzyłem sobie dzbanek herbaty i obejrzałem pełną relację z rzeczonego wywiadu w wersji pełnej 56 minut i 58 sekund. I zdębiałem.

Podpisuje się pod słowami Arringtona ten Pan upatruje źródło problemu w tym, że dziennikarka nie była geekiem ale seksowną młodą kobietą. Ratunku!!

Przytłaczająca liczba komentarzy dosłownie zmieszała z błotem dziennikarkę. Twitter zgrzytał i buczał od wpisów od których cierpły uszy. Użytkownicy tego zacnego serwisu używali sobie na całego podkręcając atmosferę w czasie trwania wywiadu. Patrząc na wpisy i komentarze na blogach wydawałoby się, że sam Szatan zstąpił do sali SXSW i ogłosił koniec świata.

Dla wielu osób pani Sarah Lacy właśnie zakończyła swoją karierę w mediach elektronicznych i powinna dostać dożywotni zakaz komentowanie świętych spraw dotyczących nowych mediów. Amen.

Żeby było jasne – ustalanie czy autorka wywiadu promowała swoją książkę, czy zadawała nudne pytania by jest tylko lansującą się dziennikarką, czy Zuckerberg jest „mało interaktywny” w czasie publicznych występów czy też która strona miała rację – ludzie krzyczaczy z sali, że „pytania są nudne” czy też osoby broniące Sarah Lacy. Nie chcę wchodzi w spory merytoryczne.

Każdy (zachęcam do obejrzenia wywiadu) może sobie wyrobić swoje zdanie po obejrzeniu tego wywiadu. Moje są następujące – Zucekerberg do gigantów krasomóstwa nie należy (Arrington twierdzi, że Zuckerberg jest bardzo trudną osobą jeśli chodzi o wywiady) i zapewne jego nieśmiała i wycofana postawa mocno kontrastowała z odbiorem dziennikarki.

Sarah Lacy faktycznie prezentowała się o niebo lepiej – ładna, uśmiechająca się może zbyt często zadawała dziwne pytania (czasami miałem wrażenie, że to jest randka a nie wywiad). Dodajmy, że wcześnie robiła już wywiady (do swojej książki) z Zuckerbergiem więc znają się i ich „zażyłość” może nie być udawana.

Być może kobieta dziennikarz zadająca banalne czasami (przyznaję bez bicia) pytania to było coś czego środowisko geeks i tekkies i wszelkiej maści zapaleńców z SXSW znieść nie mogło? To pytanie stawiam jako osoba uczestnicząca w ostatniej Auli podczas której widziałem reakcję uczestników na zapowiedź spotkań Geek Girls. Z sali posypały dość jarczmarno-koszarowe żarty. Wypadek przy pracy? Nie sądzę.

Wróćmy do SXWS. Pierwsza fala ataku została przypuszczona przez grupę osób komentujących wywiad na Twitterze potem rozlała się na blogi. Osoby wyposażone w laptipy na sali zapewne czytały komentarze innych (nie znajdujących się na konfernencji osób) jeszcze bardziej podgrzewające atmosferę. Krzyki i pohukiwania z sali stawały się głośniejsze aż do momentu kiedy sam Mark zapytał o co właściwie chodzi w pytaniach dziennikarki.

Oto chodziło publice, która za pomocą oklasków w zasadzie uniemożliwiła zadanie dalszych pytań. Lider pokazał sforze, że można przypuścić atak. Ludzie pokolenia zbudowanego z hierarchii ważności na Diggu dali upust swoim frustracjom. Burn the witch! Burn her!

Jedna z komentujących osób wpis Arringtona napisała: „If twitter helps a group of bored influential people pass their time, great. But let’s keep twitter in the background, and not let it replace valuable discourse or content. The fact you can use it to whine, or led credence to a story, is painful.”.

Komentuje emocjonalnie to co się stało na SXSW z czysto osobistego punktu widzenia. Na konferencjach na których ostatnio byłem czy też uczestniczylem jako organizator regularnie pojawia się kwestia „dopuszczenia głosów z sali” jako elementu „web-dwa-zerowego” podejścia do organizowania konferencji. Dajmy ludziom platformę to zapełnią ją ciekawymi i wiele wnoszącymi do dyskusji wątkami. Guzik prawda. Trele morele.

Nie wypada nie mieć np. Blipcasta i rzutnika pokazującego komentarze na żywo (ba, część wpisów tworzona jest przez ludzi siedzących na sali) uczestnikom. Po doświadczeniach z ostatniej Auli w TVN staje na stanowisku, że komunikator oznacza niestety dopuszczenie do głosu (demokratycznie a jakże!) sfrustrowanych, nihilistycznie nastawionych do życia pacjentów zamkniętych ośrodków.

Nie chcę oczywiście generalizować, ale nawet kilka głosów w stosunku do kilkuset uczestników robi złą atmosferę. Uwierzcie mi, że spędzanie czasu na czyszczeniu relacji z wulgaryzmów, linków do porno site’ów i innych pomysłowych prób zaistnienia jest dość męczące.

To nie zdaje egzaminu. Nie można zmusić ludzi do korzystania z narzędzi tylko w jeden (dobry) sposób. To jest klasyczny dylemat -dajesz ludziom narzędzia i oczekujesz, że wyniknie z tego tylko coś dobrego.

Na blogu Second Thoughts znalazłem bardzo trafne podsumowanie tego co stało się podczas wywiadu z Zuckerbergiem: „Depending on who you are, you will see this incident as either the triumph of the new media, the defeat of the old media, or a resounding indictment of all of them and the posting of another win for „games” and their gods.”

Dzieci rewolucji zjadają siebie żywcem ku uciesze innych dzieci. Tak ma wyglądać blofgosfera i social media? Proszę zatrzymać świat, ja wysiadam.

Moje wnioski osobiste płynące z obserwowanie wydarzeń na SXSW oraz polskich spotkań w duchu barcampowym:

My, Internauci oświeceni blaskiem swoich laptopów, rostrząsający na forach i blogach różnice między Web 2.0 a 3.0 i tym podobne akademickie dylematy działamy tak samo jak zwykły tłum na ulicy. Ktoś rzuci kamień (posta) ktoś potem powie, że widział „na własne oczy jak…” (post napisany na podstawie innego wpisu) i tak to się kręci. Niewiel się zmieniło od czasu pierwszego wydania tej książki. „Wielkie miasto” zmieniło się w „wielką sieć” a demonstracje na ulicach we flame’y na forach i w komentarzach w serwisach informacyjnych.

My, internauci lubimy krew i igrzyska – wystarczy nam rzucić na żer parę nie do końca prawdziwych faktów a w „social media” rozgorzeje bój na wyzwiska i kalumnie. Źródło informacji (wiadomo przecież – tradycyjne media kłamią) nie są już tak istotne co punkt widzenia i moc przebicia się ze swoją wersją. Acha, byle informacje była ze wszechmiar bulwersująca. I najlepiej w postaci wideo, żeby dało się zrobić „copy-paste” i wysłać znajomemu na gg.

Smutne są te nasze social media i rewolucja mająca zmienić na zawsze role nadawcy i odbiorcy.

PS. Na koniec polecam coś ze starej, telewizyjnej szkoły robienia wywiadów. To się nazywa energia i posłannictwo!

PPS. A to jest komentarz Lacy na Twitterze :)

  • gołąb

    Dobre podsumowanie. Też mnie raczej ogarnęło zażenowanie niż poczucie triumfu nowego medium.

  • Masa literówek, ale w czytaniu przeszkadza właściwie tylko popsuty link do Arringtona.

  • Właśnie obejrzałem ten wywiad i faktycznie – żadna rewelacja ale też żadna porażka ze strony pani dziennikarz (która dosyć flirtuje z Markiem i chyba go onieśmiela po prostu…). Generalnie OK wywiad…

    Czyli co? Internauci potrzebują krew i igrzysk, oraz (parafrazując naszego byłego premiera) p0rno…. „The Internet is for p0rn” :-)

  • Bez przesady, bo Pan Bibliotekarz nie do konca sie autoryzował :))
    http://youtube.com/watch?v=j-3cfK-UAck

    A wracając do tematu:
    Pani strasznie się „szczerzy”, nie błyszczałaintelektualnie. Być może troche też sprowokowała rekcję sali.
    Jednakże zgadzam się, że reakcja mogłabyć sporo przesadzona.
    – sa to zdecydowanie „igrzyska” ale w złym wydaniu.

  • Świetne podsumowanie (popieram Patrys) i puenta ze strony Sary jak najbardziej na miejscu, nadal jednak sądzę, że powinna popracować nad mową ciała zwłaszcza w momentach gdy nie jest osobą aktywną. Mowę ciała dziennikarza z 10. letnim doświadczeniem wyobrażam sobię inaczej.

  • wiosna idzie, wiec Pani pewnie poczuła zew natury ?;))
    a ze trafilo na Marka, koleś czuł sie mocno stremowany.

  • Marcin Jagodzinski

    blip/blipcast pojawił się chyba na 4 konferencjach do tej pory, to „nie wypada nie mieć blipcasta” jest bardzo na wyrost.

    mogę tylko dodać, że blip / blipcast nie były do tej pory narzędziami służącymi do obsługi konferencji. blipcast będzie rozwijał się w tym kierunku i wtedy porozmawiamy.

  • Artur Kurasinski

    @ Marcin Jagodziński: Marcinie nie wiem dlaczego ale Pingera nikt nie uzywa na konferencjach :) Moze po prostu Blip i Blipcast sa bardziej sexy?

  • Artur Kurasinski

    @ Patrys – za literowki przepraszam ale caly czas podczas pisania emocje biora gore i zdarza mi sie walic byki.

    Co do linku – dziala.

  • Nie żebym się chwalił ale tak się złożyło, że byłem na tegorocznym SXSW i widziałem ten ”sławetny” wywiad na żywo. Muszę powiedzieć, że twoja interpretacja tego wydarzenia jest mi bardzo bliska. Na mój gust, największym grzechem Sary Lacy było to, że wyglądała tego dnia, nie bójmy się tego powiedzieć, wyjątkowo seksownie. Jak się okazało, widok ponętnej dziennikarki, frywolnie rozpartej na skórzanej kanapie, dla wielu geeków był nie do zniesienia.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę