Szukaj
Zamknij
Biznes Różne Recenzje

Kto zabił Indiana Jones?

indiana jones i królestwo kryształowej czaszki

19 lat czekania na film do czegoś zobowiązuje. Po obejrzeniu najnowszej odsłony przygód najsławniejszego archeologa nie wiem kto zwariował – Spielberg (kręcąc), Lucas (maczając palce w scenariuszu) czy Kamiński (próbując zrobić ładne zdjęcia do złego filmu opartego głównie na scenach z blue-boksem)…

Cykl o dzielnym doktorze Jones jest wspólnym dzieckiem właśnie Lucasa i Spielberga. Ten duet parę razy spotykał się na planach swoich filmów i widać, że panowie mają podobnie rozbuchaną wyobraźnię. Pamiętajmy, że to poprzez Lucasa i jego „Gwiezdne Wojny” oraz „Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia” Spielberg w Hollywood dokonała się zmiana pokoleniowa – miejsca starych producentów i reżyserów zajął duet „cudownych dzieci” tworząc dzięki swoim filmom kanon tzw. „Kina Nowej Przygody”.

To, że George Lucas jest w złej formie powinien świadczyć fakt, że za kamerą stanął po wielu latach kręcąc mocno krytykowane nowe części trylogii „Gwiezdnych Wojen”. Opinie fanów (do których zalicza się również piszący ten tekst) były w zasadzie zgodne – Lucas totalnie zinfantylizował całe swoje uniwersum grzebiąc w trzech odsłonach wszystkie najlepsze wątki oraz dodając jeszcze gorsze ocierające się o parodię elementy i postacie (żeby wymienić choćby Jar-Jar’a).

Nad scenariuszem „Indiany Jones IV” od samego początku wisiało fatum – w prace nad nim zaangażowanych było przeszło sześciu scenarzystów (w tym M. Nighta Shyamalana), których praca nie podobała się albo Lucasowi albo Spielbergowi. Wydaje się, że obaj panowie chcieli potwierdzić swój status gwiazd pierwszej ligi i długo przebierali i wybierali fabułę – jak się okazało ze stratą dla samego obrazu. Taki scenariusz może sobie napisać sobie Michael Bay ale nie Spielberg i Lucas!

A propos M. Bay’a (to ten facet, który reżyserował takie hity kasowe jak „Twierdza”, „Armageddon” czy ostatnio „Transformers”) to wbrew pozorom on i jego kolega Jerry Bruckheimer (wyprodukował trylogię z Kapitanem Jackiem Sparrowem, „Pearl Harbor”, „Skarb Narodów” czy „Helikopter w Ogniu”) stworzyli w Hollywood coś na kszałt „kina nowej przygody 2” – lepiej rozumieją gusta młodej publiki, mają więcej pomysłów (i często lepszych) na scenariusze. Wygląda mi na to, że przyszłość będzie należała do panów B. – dla nich efekty spod znaku CG są naturalniejsze. I wiedzą jak ich używać.

Mały test dla tych którzy juź widzieli „Królestwo Kryształowej Czaszki” – w scenie kiedy na dworcu kolejowym pojawia się Mutt widzimy go w na motorze (charakterystycznym) i ubraniu (równie charakterystycznym). Kto zgadnie do czego piją panowie Spielberg i Lucas? Otóż puszczają oko do widza nawiązując do filmu z Marlonem Brando „Dziki”. Brawo – jeśli na sali zasiąść mają młodzi widzowie to skąd na boga mają wiedzieć o filmie z 1953 roku? Czy to nie jest strzał w stopę?

Nie będę zdradzał całej historii warto wybrać się do kina żeby zobaczyć jak 66 letni Harrison Ford zmierzył się z własną legendą. Niestety widać, że ząb czasu nadgryzł i jego w większości scen (umiejętnie ciętych) zastępowany jest przez kaskaderów. Sceny walki zaczynają ocierać się o farsę – twórcy filmu chcą abyśmy wierzyli, że posiwiały Ford ma tyle samo pary co 20 lat temu kiedy widzieliśmy go w „Ostatniej Krucjacie”.

Aktor daję radę czasami jeszcze wytworzyć coś z atmosfery poprzednich części ale jak dla mnie jest to już bardziej zmaganie się ze swoimi słabościami i wiekiem niż mrocznymi siłami tego świata. Sorry Indy – you are old and slow bro’.

Inni aktorzy nie zawodzą ale też nie uwodzą – Shia LaBeouf (naprawdę świetny w „Transformersach”) tutaj ma swoje parę minut za które zostanie może zapamiętany ale gdzie mu tam do małego chińczyka ze „Świątyni Zagłady” (Short Round), który oszukuje w karty i lubi damskie wdzięki? Cate Blanchette jako czarny charakter daje radę, ale znowu – gdzie jej do niemieckich nazistów i kapłanów krwawej bogini Kali?

Obsadzenie aktorki z pierwszej części (Karen Allen), która w tej części przygód Indiany ani nie pije ani nie wali patelnią tylko prawi morały jest znowu jakąś pomyłką – nie ratuje tego nawet „skomplikowany” zwrot akcji dobrze znany z „Gwiezdnych Wojen”…

Generalnie scenariusz rozłazi się w szwach, postacie próbują mówić teksty, które scenarzyści uznali za takie, które wejdą do języka popkultury a efekty komputerowe starają się wypełnić to czego nie ma w filmie – atmosfery, napięcia i klimatu trzech poprzednich części. Może jednak cykl powinien zakończyć się na „Ostatniej Krucjacie”? Może Jones Junior napiwszy się z Graala powinien wyjechać gdzieś w dzikie ostępy i tam uczyć do końca świata?

Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule – Indiana Jones został uśmiercony poprzez Lucasa i Spielberga poprzez chęć udowodnienia sobie i światu, że można reanimować legendę. Nawet jeśli Ford będzie w stanie skakać po dachach pędzących ciężarówek w następnych częściach to będzie to tylko cień samego siebie z poprzednich części. Tego panowie S. i L. nie rozumieją. Podobnie jak ich starsi koledzy nie rozumieli co takiego przebojowego jest w quasi mitach ala „Star Wars” czy bajce o obcym na ziemi czyli „E.T.”.

Nie chcę krakać i wieścić końca tego duetu ale zapewne dla nich również kiedyś nadejdzie taki czas, że to co chcą przekazać i pokazać na ekranie przestanie być taki wspaniały – młode wilki tylko czekają żeby udowodnić, że lepieją znają gusta publiki i potrafią sprawniej wyciągać z niej kasę.

Na kolejny film z cyklu „Indiana Jones” nie zamierzam się już wybrać. Zamiast tego wezmę z półki DVD ze wszystkimi poprzednimi częściami i po raz kolejny będę się rozkoszował ucieczką przed ogromną kulą, jedzeniem małych węży i kłótniami profesorskiej rodziny w czasie pościgów motocyklem. To jest prawdziwa przygoda!

  • Niestety, kino obecnych czasow zeszlo na psy. Reżyserzy i scenarzysci nie wiedza co wymyslac. Nie pamietam kiedy ostatnio ogladalem dobry nowy film.

    Tak samo jak ty przypominalem sobie Stre Indiana Jonesy czy chocby trylogie Back to the future.

    Indiania Jonesa jeszcze nie widzialem, ale mimo wszystko pojde do kina.

  • microust

    Strzał w stopę? Nie sądzę, właśnie napisałeś że zauważyłeś puszczone oko przez obu panów. W końcu wiedzieli że i Ty przyjdziesz ;). Poza tym, czy czasem nie należy liczyć na odrobinę orientacji wśród młodych? W końcu nasiąknięci są kulturą obrazków.
    Sam nie widziałem jeszcze, mocno zabolał mnie trailer, w którym nic nie było. Ale dziś sobota, więc pewnie się przejdę.

  • ser

    Arturze, co do recenzji filmowych to muszę stwierdzić, że jesteś jak Fakt, który co roku zwiastuje niebywale gorące lato, a puźniej okazuje się, że lato owszem jest, ale tylko w kalendarzu a na dworzu zimno, wieje i pada. Oznacza to zatem, że film jest wart obejrzenia w kinie na dużym ekranie. Pamiętam jak zachwycałeś się Beowulfem, czego doprawdy nie mogłem pojąć kiedy ten film obejrzałem. Film był nudny, bez fabuły i wyjątkowo długo się ciągnął i nie były to tylko moje odczucia. Wolałbym chyba obejrzeć po raz dziesiąty 13go wojownika w polsacie pociętego 15minutowymi reklamami.:)

  • @ microust – sądzę, że dział marketingi nalegał aby w filmie pojawiły się wątki dla starszego odbiorcy – parę scen jest odwołaniem do konkretnych poprzednich części (a jeden nawet do samych Gwiezdnych Wojen „tekst „mam złe przeczucia”).

    Problem jest jednak taki, że najnowszy Indiana MUSI być zjadliwy dla młodszego widza (poniżej 30-tki) więc wsadzono do treści mnóstwo rzeczy, które po prostu zaniżają poziom (nie chcę spoilerować więc jeśli widziałeś film to powiem tak – końcówka woła o pomstę do nieba..)

    Ergo – próbowano zadowolić dwie grupy odbiorców i wyszła IMHO kupa i przaśna produkcja ala Pearl Harbor…

    Od panów Spielberga i Lucasa wymagam więcej.

  • @ ser – mój zachwyt nad Beowulfem wynikał z kwestii technologicznej (co jasno podkreślałem pisząc o użyciu techniki 3D). Nie odnosiłem się do scenariusza w zasadzie.

    Istnieje coś takiego jak „kwestia gustu” – mamy najwyraźniej inne :)

    „13 Wojownik” o którym mówisz dla wielu był straszną szmirą i gniotem. Ja akurat uważam, że Antonio wzniósł się na wyżyny swojego strasznego aktorstwa w tym filmie :)

  • microust

    Ech, skoro MUSI to musi ;)
    Swoją drogą też „mam złe przeczucia” idąc do kina.

  • Rq

    W poprzednich częściach również było wiele nawiązań do kina z lat 40 i 50 i jakoś nie przeszkadzało to w odbiorze filmu. Cytując za Polityką -” … przygody Indiany to istna encyklopedia starych chwytów filmowych.” i dalej „Mnożyły się prace badawcze analizujące poszczególne sceny pod kątem źródłowych inspiracji. … Żaden przecież Europejczyk nie odgadłby przykładowo, że słynny skok Indiego na ciężarówkę transportującą Arkę pochodzi z serialu wytwórni Republic z 1937r. Zorro Rides Again, a sekwencja pościgu za samochodem jest reminiscencją z Dyliżansu.”

  • A może to już my jesteśmy za starzy i za dużo widzieliśmy (tak, wiem ze to glupio brzmi w ustach niedoszłego 30-latka :) ? Ostatnio probowałem zrobić sobie przegląd gier na PC – i muszę powiedzieć że bardzo się zawiodłem. FPSy nie bawią tak jak kiedyś (np.: Medal of Honor – ostatni z jakiego miałem jakiś ubaw), strategie też jakieś takie oklepane (Civilization IV, Transport Gigant – to akurat dość stare). Przygodówki (sinking island) jakieś takie bez klimatu (gdzie im do still life, post-mortem czy the longest jurney). RPGi – też nic nie pobije Fallout 2. Wiedzmin wmiare, Gothic 3 pomyłka.
    Trochę mnie zaciekawił mało znany tytuł Hard to be God oparty na twórczości Strugackich ale tylko ze względu na ogólny plot-line. Wykonanie raczej słabe.
    ogólnie miałem wrażenie ze nic nowego sie nie pojawia i wszystkie gry sa kalkami starych przebojów – niczym nie zaskakują. No może poza oprawa graficzna – ale dla mnie to juz za malo.
    Rozrywka stanela moim zdaniem w miejscu. Czy to gry, czy filmy –
    poprostu my juz to wszystko widzieliśmy – przynajmniej raz. Dlatego wydaje się to nudne, niedorobione, bez klimatu.
    Natomiast dla nowych odbiorców może to być (sic!) fajne… może…

  • Nie porównujmy poprzednich przygód Indy’ego z obecnymi.
    Każdy film, jest odzwierciedleniem epoki w której powstawał i do kogo był skierowany. Stad nie oczekujmy że znowu bedzie tak jak w latach 80’tych.

    Zawsze można powiedzieć, że kiedyś cola była bardziej słodka a wino „patykiem pisane” w parku było lepsze niż wytrawne. :))

  • Lukasz Radziwonowicz

    @Paweł – mam takie same odczucia. Człowiek widział już parę filmów w swoim życiu i ciężko zaskoczyć go czymś nowym. Często po obejrzeniu film analizuje, gdzie to już widziałem, czy autor świadomie nawiązuje do innych filmów.

  • Maciejush

    A ja dzisiaj widziałem krótki reportaż o powstawaniu tego filmu gdzie pokazano że większość scenografii była stworzona w rzeczywistości…

  • Artur Kurasiński

    @ Maciejush – a film widział?:)

  • Artur,

    Fanem SW jestem od wieków, ale poza EI jakoś nie zauważyłem tej wielkiej tragedii. Nie bardzo też widzę te „zgodne opinie fanów”, bo o ile EI był zjechany i TPE był jego zdecydowanym ulepszeniem, o tyle EII i EIII były już chwalone. Oczywiście nie wszystko dało się wsadzić w filmy, ale od tego jest cały EU.
    Owszem, przyznaję, ortodoksi narzekali. Tyle że ortodoksi narzekają na wszystkie rozwinięcia, bo dla nich TOT jest religią i każda jej modyfikacja czy rozszerzenie jest równoznaczne z bluźnierstwem. Takie podejście do filmu zaczyna już graniczyć z chorobą psychiczną i może lepiej przemilczeć takich widzów…

    Zdecydowana większość widzów idzie na film, żeby się na nim zabawić i tylko naprawdę spore zrzędy oglądają film tak, by móc się do czegoś przypiąć. Gdy oglądam ANH, to mogę narzekać na powszechność BLT-A4 i brak BLT-s3, choć tych ostatnich było w tym okresie więcej. Tylko czy dla przeciętnego widza ma to jakiekolwiek znaczenie? Ba, czy przeciętny fan SW będzie znał znaczenie skrótów użytych przeze mnie w tym komentarzu?

    To samo można powiedzieć o Indiana Jones IV. To nie dokument, ani film biograficzny, żeby lamentować nad np. niezgodnością historyczną. To jest rozrywka, puszczanie oka i dzieło (mniej bądź bardziej wybitne) robione dla własnej satysfakcji. Oraz kasy, rzecz jasna, ale to chyba oczywiste.

    I tyle kamyczków do Twojego ogródka ;)

    PS. Nie bierzesz pod uwagę, że od obejrzenia pierwszych części IJ minęły całe dziesięciolecia? Masz więcej lat, obejrzałeś przez ten czas setki (jeśli nie tysiące) filmów, dowiedziałeś się wielu rzeczy o tajnikach ich robienia oraz równolegle technika poszła cholernie do przodu. Choćbyś nie chciał, to i tak te wszystkie rzeczy zmieniają Twój punkt widzenia i mają wpływ na odbiór filmu.

  • Artur Kurasiński

    @ Mikołaj:

    AD Star Wars – Nowe czesci SW generalnie były zjechane w porownaniu do poprzenich odcinkow. Proszę nie wchodźmy w taką polemikę kto przytoczy teraz więcej cytatów z forow, ale jesli nawet nastepne czesci „nowej trylogii” byly chwalone to przez wzglad na klape scenariusza E1.

    Nie naleze do gorliwych wyznawców – po prostu w nowych czesciach SW ducha poprzednich. I na tym proponuje zakonczyc dyskusje :)

    Co do skrótów użytych przez Ciebie – i Ty mówisz o innych „ortodoksi” :)
    Ja posilkowalem sie googlem zeby je zrozumiec :)

    AD. Indiana Jones – Nie zrozumiałeś mojej tezy. Wytłumacze zatem – nowy Indiana Jones epatuje efektami specjalnymi probujac zasypac dziure scenariusza – z poprzednimi czesciami ma niby wiele wspolnego ale jednak po zastapieniu Forda innym aktorem i zmianie tytulu film generalnie bronilby sie jako kompletnie inny obraz.

    Z rozrywki wole Matriksa – efekty, fabula (rozdmuchana i podobnie krytykowana) ale jakosc odczuc nie mieszal fakt, ze zmuszano sie do produkowania kolejnej czesci obrazu, ktory juz stal sie kultowy.

    Probowano powtorzyc wyczyn sprzed 20 lat i moim zdaniem (pomimo tego co pokaza wplywy ze sprzedazy) ten film jest wew. martwy. Wole obejrzec
    „Transformersów” i „Underworld” jako kina akcji – stary archeolog przestał mnie interesowac po tym odcinku jego przygod.

  • Kniaź

    Ja chyba za młody jestem żeby się tu własnym zdaniem wykazać, ale jakiś przypadek chciał, że zaraz po tym Twoim wpisie, przeczytałem inny o tym samym filmie:
    http://wawrzyniecprusky.blog.onet.pl/2,ID318531281,RS1,index.html
    Wawrzyniec lubi przesadzać, więc trudno mi uwierzyć, że faktycznie na sali siedzieli sami przedstawiciele jego pokolenia (zdaje się, że podobne do Twojego), jednak coś mi się zdaje, że chyba mogłeś się pomylić (i twórcy filmu także) z grupą docelową filmu. Być może na Indianę młodzież po prostu nie pójdzie – przygody archeologa ich nie pociągają… taka sobie hipoteza :-)

  • Artur Kurasiński

    @ Kniaź – więc coraz bardziej przekonuje się, że Indiana IV był celowany w moje pokolenie ale autorzy się zgapili i w rezultacie chcieli zadowlić i młodszą widownię i starych co to już wszystko widzieli.

    chcieli dobrze a wyszło co wyszło – młodzież ziewa i czeka na „transformers 2” a starzy właśnie cancelują zamówienia DVD :)

  • microust

    Widziałem. stop. w zasadzie to tyle. No dobrze dodam jeszcze że pewna scena wyglądała jakościowo jak polskie kin SF (jest takie?)
    CO do cytatów – nieco ratują.

    Wniosek. jak po karuzeli, no zakręciło i stanęło. Wyszedłem.

  • @ microust – polskie kino SF istniało – sztandarowym dziełem była „Klątwa Doliny Węży” z efektami specjalnymi zbudowanymi na bazie z plasteliny ;)))

    http://youtube.com/watch?v=bkUZGlw3hIU

  • microust

    @ artur, wiem i pamiętam. brrr W indianie nie było plasteliny, ale jest w jednej scenie do niej staraaasznie blisko.

    I nia zapominajmy o Panu Kleksie w kosmosie. EOT.

  • TomasH

    Czy naprawdę jestem jedynym, który bawił się na Indianie 4 wyśmienicie od samego początku do samego końca? Bardzo dobrze wiedziałem, na co wydaję swoje 13 zł (wtorki taniej) i nie żałuję ani jednego grosza – dostałem taką rozrywkę, jakiej oczekiwałem, w pierwszorzędnym wykonaniu i doskonałą obsadą.
    Rzekłem.

  • Artur,

    Nie do końca zgodzę się, że nowe części SW były zjechane. Owszem, pierwsza część dostała w d… straszliwie, przez infantylizację i odejście od standardów i było to lanie zasłużone. Druga część zebrała jednak dużo lepsze recenzje, zaś trzecia jest porównywalna z „Imperium Kontratakuje”. Na ich ocenie zaważyła klapa pierwszej części, ale nie w ten sposób, o którym myślisz. Po prostu spora część fanów oceniała drugą i trzecią część bardzo surowo i oceny byłyby lepsze, gdyby nie niesmak po Episode I.
    Zresztą podczas ogólnopolskiej premiery drugiej części w warszawskim kinie Relax po projekcji zapadła głęboka cisza, a potem były gromkie brawa. Była to premiera właściwie tylko dla zatwardziałych fanów, przy których ja jestem zaledwie facetem „orientującym się w temacie”.

    Co do skrótów użytych przez Ciebie – i Ty mówisz o innych “ortodoksi” :)
    Ja posilkowalem sie googlem zeby je zrozumiec :)

    Ano ortodoksi. Jest całkiem spora grupa fanów, dla których wartości nie ma w ogóle cały świat przedstawiany w tzw. Expanded Universe, czyli w grach komputerowych i CCG, podręcznikach RPG czy (przede wszystkim) książkach. Dla nich to wszystko to komercha i zdrada ideałów. Jest też grupka fanatyków, dla których nie istnieje nic poza pierwszą trylogią i nawet jej poprawki komputerowe (nie mówię o zmianach) są świętokradztwem. Ale to tak na marginesie…
    Sam siebie mogę tytułować fanem umiarkowanym, bo choć obroniłem magisterkę ze Star Wars i parę rzeczy w tzw. „fandomie” zrobiłem, to jednak nie rozdzierałem koszuli podczas projekcji kolejnych epizodów, a i nie uczę się statystyk sprzętu na pamięć.

    AD. Indiana Jones – Nie zrozumiałeś mojej tezy.

    Ależ zrozumiałem. Sęk w tym, że Twoje podejście jest dla mnie właśnie podejściem tych starwarsowych ortodoksów.
    Indianę Jonesa IV obejrzałem z przyjemnością i bawiłem się świetnie, a na różne niedorzeczności (np. strzał z RPG-7, która to broń powstała 4 lata później) przymykałem oko. Podobnie przymykałem oko na sceny w III Rzeszy w „Lost Crusade” czy „Poszukiwaczach Zaginionej Arki”. Dla mnie to wciąż ten sam klimat, w związku z czym idę obejrzeć po raz kolejny Poszukiwaczy, bo najnowszego powtórzyć sobie jeszcze nie mogę.

  • IMHO kiszka trochę wyszła
    Indy w formie jak kiedyś, ale scenariusz posiekany jak kotlety, trudno za tym filmem nadążyć, trochę jak zlepek teledysków z wybuchami

  • Pingback: Piraci z Karaibów: klątwa części czwartejAK74 – Artur Kurasiński blog (cc) 2007-2011()

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę