Szukaj
Zamknij
Internet

Zły dzień dla Kubicy

robert kubica bmw team

Dziś będzie długi tekst. Jako wierny kibic polskiej reprezentacji piłkarskiej wczorajszy mecz przeżyłem strasznie. Nie dość, że nasi zawodnicy (po ładnym meczu) przegrali swój pierwszy mecz bardziej bolało, że ciosy spadły z ręki (nogi) brata Polaka. Aaaargh!…

Pierwszy mecz Polaków na ME miał być dla Niemców Grunwaldem i Cedynią w jednym. Brukowce (paradoksalnie szczególnie należący do niemieckiej firmy Axel Springer „Fakt”) domagały się głów niemieckich zawodników, nawoływały do skopanie tyłków, wzięcia odwetu za dotychczasowe 15-cie meczów z Niemcami bez wygranej itd.

Jednym słowem judziły, podżegały i robiły wszystko aby na tle generowanej histerii nazajutrz po meczu lud rzucił się do kiosków i zakupił kolejny egzemplarz ich dziennika. Pewnie się udało.

Parę dni przed meczem Leo Beenhakker zapunktował u mnie jasno dając do zrozumienia mediom, że w przeciwieństwiem do poprzedników (pamiętacie klip z inwazji na Polskę pokazywany przed meczem przez Engela na MŚ w Korei i Japonii?) nie ma zamiaru zaprzęgać do motywywowania naszych piłkarzy naszych narodowych kompleksów. Brawo panie trenerze!

Po regulaminowym czasie i dwóch straconych golach atmosfera wsród kibiców była zgoła diametralnie rózna. Kątem ucha usłyszałem rozmowę dwóch zawianych fanow, którzy jasno dawali do zrozumienia, że wygraną Kubicy, Małysza czy Radwańskiej w cuglach by zamienili na zwycięstwo z Niemcami.

Piłka nożna ma jednak ogromną moc i rządzi się prawami plemiennymi. Wygrana zespołowa prawie zawsze lepiej smakuje niż sukcesy indywidualne.

Nie znam innej dyscypliny w Polsce, której fani co i rusz zwijają się ze zgryzoty i bólu po kolejnej przegranej aby przy następnych eleminacjach zgodnie twierdzi, że tym razem się uda. Na pewno. Na bank. Piękno sportu i masochizmu w najczystszej postaci.

Zwycięstwo RFN dzięki golom Łukasza Podolskiego z podań Mirosława Kloze czyli dwójce Polaków grających w drużynie narodowej Niemiec pokazało, że nie tyle Polska drużyna jest słabsza. Mecz unaocznił nam, że od wielu wielu lat próbujemy zaklinać rzeczywistość i wierzyć w cuda zamiast zacząć pracę do podstaw. Od budowy boisk. Od dobrego szkolenia młodych trampkarzy. Od zmiany w durnym WF-ie w szkołach podstawowych. Od dofinansowania ludzi i małych klubów amatorskich z budżetów gmin.

Nasza reprezentacja złożona z zawodników grających częściowo w polskich klubach jest jak nas rodzimy biznes internetowy – próbujemy za jednym zamachem przeskoczyć erę w rozwoju, technologii czy prowadzeniu biznesów podczas gdy brakuje nam podstaw.

Czy ktoś naprawdę uważa, że Podolski jeśli zostałby w Polsce grałby tak jak gra teraz? Czy zamiast regularnie spotykać się na boisku z zawodnikami dużego formatu grałbym w Bełchatowie, Odrze Wodzisław czy Polonii i patrzył na polską ligę nękaną aferami korupcyjnymi?

Ja nie mam takich wątpliwości. Drużyna niemieckich piłkarzy jest dlatego dobra ponieważ ich zawodnicy są dobrze wyszkoleni + mają talent (który trzeba było odkryć i w procesie treningowym ukształtować).

Polska myśl trenerska spod znaku Janas (wykop do przodu na oślep), Engela (wykop do przodu + próba zgrania piłki na napastnika) nie wspominając o Bońku (brak wykopu do przodu, w ogóle najlepiej uciec z piłką w krzaki) cały czas psioczy na Holendra, że ten tyle kasy pobiera, że taki nie z polski i w ogóle.

Ha. Beenhakker parom ruchami kadrowymi i odpowiednią motywacją tchnął ducha w przeciętnych polskich ligowych piłkarzy. Pokonaliśmy Ronaldo i jego komando dzięki pracy całego zespołu ale gole strzelał Smolarek wychowany na zachodnich wzoracach i szkole oraz Krzynówek – bundesligowy gracz.

Zadał kłam tezie, że w Polsce nie ma talentów i wogóle nasz kraj omijają bociany z gwiazdami futbolu. Nie omijają tyle, że skończyły się czasy kiedy puszka od coli albo worek po kapciach zastępował piłkę i pozwalał szlifoać talent na zasyfionym boisku wiejskim.

Dziś żeby marzyć o pokonaniu Niemców, Anglii czy Szwedów (od tego trio zawsze dostajemy baty na każdej imprezie) musimy zaiwestować w system szkoleniowy i poczekać 10 lat. Co najmniej 10 lat.

I dochodząc do wniosku końcowego – piłka piłką ale żal mi jest strasznie Roberta Kubicy. Gdyby wygrał w poniedziałek byłbym narodowym bohaterem – tak stał się lekkim pocieszeniem po goryczy porażki w Klagenfurcie. Całkowicie nie zasłużenie bo to co osiągnąl ten chłopak jest po prostu mistrzostwem świata w uporczywym i konsekwentnym dążeniu do celu.

Czapki z głów oto mamy nowego idola narodowego – nie tak przaśnego i plebejskiego jak Małysz ale zwyciężającego w sporcie kojarzonym z elitarnością i ogromną kasą.

Jakże paradoksalne i wesołe w kontekście przegranej piłkarzy jest zwycięstwo polskiego kierowcy. Robert Kubica jeżdżący dla niemieckiego (słyszycie – niemieckiego !!!) teamu BMW wygrywa ze wszystkimi (Niemcami, Anglikami, Włochami, Brazylijczykami..) i obejmuje pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej.

Polacy ścigają się w F1 i wygrywają, Polacy grają w piłkę nożną na ME i wygrywają – czego chcieć więcej? :) Ot kolejny paradoks globalizacji.

I pomijając bezlitosne statystki nadal wierzę, że wyjdziemy z grupy – do boju Polsko!!

  • kmh

    Ejno, co jak co, ale Kubica jest równie przaśny co Małysz:)

  • Wczoraj jak o tym myśleliśmy podczas oglądania meczu, to doszliśmy do wniosku, że Polacy są chyba lepsi w sportach indywidualnych niż zespołowych. Przewidywałem porażkę z Niemcami, ale i tak wierze, że coś się jeszcze uda wygrać :)

  • Errata:
    Kubica jeździ dla teamu szwajcarskiego, bo właśnie tam ma siedzibę BMW Sauber. Współwłaściciel teamu, Peter Sauber jest Szwajcarem (ma 20% akcji, resztę ma BMW). I dlatego po wyścigu widać było jak mechanicy powiewali szwajcarskimi flagami.

    Co nie zmienia faktu, że głównym sponsorem i właścicielem jest niemieckie BMW.

  • „Co nie zmienia faktu, że głównym sponsorem i właścicielem jest niemieckie BMW.” – I hymn (oprócz naszego) grano niemiecki a nie szwajcarski.

  • Jest coś co łączy Kubicę i Małysza i to powoduje, że jestem fanem i jednego i drugiego – oni po prostu uwielbiają robić to co lubią.

    Małysz chce tylko skakać. To że przy okazji jest najlepszy (był najlepszy i ciągle jest w czołówce) to dla niego tylko potwierdzenie, że lubi skakać. On by skakał nawet gdyby nie było pucharów, kasy, etc.

    Kubica – on po prostu chce tylko się ścigać. Najszybciej jak się tylko da. Kiedy w GP Kanady trzeba było wypracować ponad 25 sekund nad Heidfeldem? Robert pewnie pomyślał: „Ale fajnie, no to szpula”! 20 okrążeń przed metą: „Robert, zwolnij, masz już zapewnione pierwsze miejsce”…. a ten ciągle „ciął” do przodu (spieszył się na mecz?) i przyjechał ponad 16 sekund przed Heidfeldem.

    Kubica i Małysz stoją ponad polityką, kontraktami, kasą, etc. Wiedzą, że to jest ważne i należy do tych sportów, ale nie zaciemnia im obrazu jaki innym (czyt. Hannavald, Hamilton…) – nasi dwaj bohaterowie po prostu uwielbiają to co robią i chcą to robić jak najczęściej i na jak najwyższym poziomie.

    Dlatego są najlepsi. Dlatego jestem ich fanem.

    Obaj mi się kojarzą z tekstem z Jerry’ego Maguire’a: „I just want to play footbal”…

    Oby nasi sportowcy „drużynowi” też czerpali wzory z tych dwóch wielkich sportowców indywidualnych… zamiast lansować się na gwiazdki… „just go and play football”.

  • Anonim

    uwaga , uwaga jak donosi ”Rz”: N-K wyceniana jest na 200 mln pln

    ;-p

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę