Szukaj
Zamknij

Stare media – wróćcie!

stary papier stare media

Z przyjemnością przeczytałem bardzo ciekawą analizę Michała Kobosko (szefa tego samego Newsweeka o którym ironicznie napisałem, żeby nie czytać). Jest to kolejny tekst, który w sumie mówi bardzo prostą rzecz o „nowych mediach” z punktu widzenia dziennikarza (czyli przedstawiciela „starych mediów”) czyli osoby mającej najlepszy ogląd tego co w się dzieje w jego środowisku…

Zasadniczo zgadzam się z tekstem naczelnego Newsweeka w 100%. Moda na wychwalanie i stawianie na postumencie „nowych mediów” jako czegoś lepszego niż „stare media” czy „stara szkoła dziennikarstwa” jest dla mnie przykładem na kompletne oderwanie się od rzeczywistości i realiów panujących w mediach. Co gorsza próba narzucenia prymatu nowych mediów jako czegoś lepszego wydaje mi się tak absurdalna, że aż śmieszna.

Proszę mi powiedzieć z czego żyją portale (teraz i zanim weszły w erę „user generated content”)? Portale żyją z modyfikacji (podkreślam – modyfikacji!) informacji PAPowskich + dołączone do nich reklamy. Choćby sam prezes Onetu się zarzekał, że jest inaczej. Portale nie wytwarzają treści a „zasysają je” i „obrabiają” podając w inny sposób i innej grupie docelowej. Czy po „oddesaniu” z serwisów p2p czy video hostingowych treści wyprodukowanych przez studia filmowe i stacje telewizyjne znajdzie się coś oprócz scen z amatorskim striptizem przed kamerką, podpaleniem bąków kolegi albo wypadek samochodowy pod blokiem?

Powyższą analogię można i trzeba niestety zastosować do zdecydowanej większości serwisów, portali, vortali, blogów i serwisów społecznościowych. Po wypreparowaniu z nich treści nie stworzonych przez nie okaże się, że podstawą są zdjęcia użytkowników i ich opisy profili. To trochę za mało aby tworzyć „nową jakość” jaką mają stać się „nowe media”.

Ile tak naprawdę „w internecie” powstało tekstów merytorycznych, mających strukturę dającą się czytać, zawierających rzetelny opis a nie erupcję emocji? Który z blogerów czy dziennikarzy z portali czy vortali zbliżył się. Czy „internet” mógłby zrodzić dziś kolejnego Ryszarda Kapuścińskiego? Czy internetowi „watchmani” mogliby upolować jakaś aferę na miarę „starachowickiej” albo łódzkich „łowców skór”? Czy mogliby zainicjować akcję w stylu „rodzić po ludzku” Wyborczej albo WOŚP Owsiaka? Nie. Po stokroć nie.

Zachwycając się Kutimanem należy (z całym szacunkiem dla jego talentu) jasno powiedzieć – to jest przetwórstwo zrobione przez samouka. Genialnego samouka ale to nie zmienia faktu, że Kutiman bez zasobów YouTube nie stworzyłby nic. W jego trackliście nie pojawiłby się żaden utwór ponieważ on sam nie tworzy ale przetwarza. Ilu Kutimanów znajdziemy na YouTubie? Miliony. Twórczość ilu „kutimanopodobnych” artystów stanie się kanonem kulturowym? Stawiam na to, że zero. Kult amatora może zostać wytworzony na wartościowych treściach. Co się stanie ze wszystkimi „kutimanami” tego świata jeśli by odciąć ich od bibliotek i źródeł informacji? Zremiskują się na śmierć.

Jest w powyższym przypadku coś więcej tylko niż stwierdzenie szczególnego przypadku. Działania nowych mediów można en bloc właśnie przyrównać do wykorzystywania treści i ich (bardzo kreatywne) przetwarzania ale w zasadzie tylko przetwarzania. Rzadko zdarza się stworzyć w Internecie nową jakość bez „zasilania” jej treściami ze „starych mediów”. Zaryzykuję stwierdzenie, że w zasadzie wszystko co najlepsze w wydaniu internetowym jest po prostu modyfikacją, zmianą ale nie stworzeniem niczego nowego na tyle aby gloryfikować to medium.

Modyfikacją mającą na celu dotarcie tych samych treści do różnych grup odbiorców przy czym trzeba położyć nacisk na stwierdzenie, że Internet perfekcyjnie opanował umiejętność wymuszania skracania, kompresji, pozbawiania znaczenia czy wręcz ogłupiania prostotą przekazu.

Efekt? Pokolenie obecnych studentów ma problem z pisaniem podstawowych tekstów analitycznych. Zerkam czasami przez ramię żony, która wykłada na Wydziale Psychologii. Poziom wypracowań, słownictwo, refleksja autorów jest tragiczna. Z takim poziomem operowania słowem pisanym nie ukończyłbym za moich czasów szkoły podstawowej.

Dorosłe osoby (i jakby nie było elita – są w końcu studentami) nie umieją korzystać ze źródeł, nie umieją przekształcać tekstów cudzych. Pytanie czy można zatem „uwalić” większość grupy i kazać im pisać do skutku? Stanąć okoniem, wychowywać, tępić, wpajać podstawowe umiejętności w wieku 20 lat? Czy przymknąć oko i stwierdzić, że „taka jest teraz średnia”?

A na rynku pojawia się Pokolenie Y (urodzeni między 1982 a 2001 rokiem) reklamowane jako to, które naturalnie posługuje się czatami, plikami wideo zasysanymi z sieci, blogami i cała warstwą „społeczną” serwisów internetowych. Bo za pomocą sprawnej obsługi klienta p2p nie załatwią sprawy w okienku ZUSu (w Polsce pewnie jeszcze długo nie). Strach się bać czego Generacja Y jeszcze nie będzie umiała. Pamiętajmy jednak, że po niej przyjdą kolejne.

Żyjemy w otoczeniu w którym natężenie bodźców staje się krytyczne. Aby wywołać w nas emocje kreatorzy informacji, artyści i duchowni muszą odwoływać się do zupełnie nowych metod dzięki którym chcą dotrzeć do nas ze swoim komunikatem. Film z serii „Piła” (i jemu podobne) jest przykładem bezradności reżyserów epoki cyfrowej – aby zaszokować widza muszą się ścigać z kręconymi komórka scenami gwałtów, wypadków, spaleń i całej masy rzeczy jakie czynimy sobie nawzajem.

Te dwie warstwy (emocje i informacja) nakładają się na siebie tworząc efektowny wzorzec oraz smaczną treść zachęcającą do konsumpcji. Jednak nadmiar któregoś z tych elementów powoduje schorzenia – albo drętwy dydaktyzm i konserwatyzm mediów albo po przegięciu w drugą stronę tabloidyzację i „inforozrywkę”.

Kiedyś szokowano poprzez przekraczanie barier i schematów. Wystarczył pisuar ustawiony jako element wystawy. Teraz szokuje się poprzez przekraczanie granic i norm – sztuka aby wywołać emocje musi przeskoczyć życie czyli po części to co widzimy na ekranach telewizorów. A to jest bardzo bardzo trudne.

Internet nie może stać się dominującym kulturowo medium ponieważ jego budowa uniemożliwia czy wręcz zniechęca do zagłębiania się w teksty, dyskusje merytoryczne i dzielenie się informacjami nie będącymi wytworem osób trzecich. Internet w obecnej formie narzuca emocje ponad merytoryką i uniemożliwia prowadzenie dialogu w sposób pozwalający na mierzalny rozwój intelektualny. Wychowywanie dzieci za pomocą serwisów typu „ściąga.pl” powinno być karalne na takim samym poziomie co komunistyczne podręczniki do ekonomii chwalące gospodarkę socjalistyczną.

Podsumowując – bez rzetelnej, „starej” szkoły tworzenia informacji nowe media zalewane są wtórnymi treściami nie dającymi żadnego intelektualnego „paliwa” do rozwoju kulturowego i społecznego. Spłycanie informacji, brak refleksyjności, brak umiejętności tworzenia nowych form i treści – wszystko to wskazuje, że wcale nie rozwijamy się ale cofamy na mapie cywilizacyjnego postępu. Bawimy się odbiciami w lustrach dla samej frajdy zobaczenia czegoś nowego ale jakże dobrze znanego.

Wiem, wiem – mam 34 lata i jestem starcem w rozumieniu różnicy wieku między mną a dzisiejszym nastolatkiem. To, że wiem co to jest „4chan”, „two girls and a cup” i „bukake” tylko pewnie dlatego jeszcze mam jakiś kontakt z rzeczywistością. Każde pokolenie starsze narzeka na młodszych wytykając im głupotę, rozwydrzenie, upadek obyczajów i brak szacunku do kultury i historii własnego kraju.

Tylko czy każde pokolenie staje się częścią takiego przełomu jaki wygenerował Internet i inne podległe mu środki przekazu?

Śmiem wątpić – co niestety nie jest dla mnie pocieszające.

Bo o czym mam rozmawiać z taką dziewczynką?

  • Odwołując się do propozycji Michała Kobosko, pronowałbym też test w druga strone – odsiac z gazet, TV i radia -co jest cytatem, inspiracją z Internetu, a ile jest autorskich trasci. Nie jest tajemnica poliszynela ze blogi, mikroblogi, strony typu digg, wykop stały się kopalnia materiałów dla starych mediów. Znamy chyba też przypadki copy-paste?

    Dlatego powiedziałbym raczej, że media te żyją w symbiozie i żadne ustawowe, odgórne ograniczanie przepływu informacji niczego nie zmieni. Jeśli się nie ma modelu biznesowego, nie rozumie do końca zasad konwergencji mediów (tu wspominam o tych mediach które już zapłaciły za to wysoką cenę rynkową). To czytelnik i konsument wybiera dogodna dla siebie formę konsumpcji informacji. Zatem wydawnictwa, zamiast lamentować powinny raczej myśleć jak docierać z kontentem i jak go atrakcyjnie sprzedawać. Ponarzekać można, jak to internet jest samo ZUO http://www.gadzinowski.pl/index.php/2009/04/21/upadek-papierowych-imperiow/ Ale to co wydaje się apokalipsa, jest tylko zakrętem historii. Zawsze będzie popyt na wartościowe dziennikarstwo, ale teraz już na innych nośnikach, w innej rzeczywistosci.

  • would

    Nie zgadzam się na „bezkrytyczną krytykę” internetu.
    Może i internet nie potrafi wielu treści wytworzyć, ale całkowita krytyka nie ma sensu. Są serwisy recenzenckie, gdzie plagiat skończyłby się wydaleniem z redakcji, są fora, które z wielu strzępków informacji tworzą pokaźne kompendia, są wreszczcie ludzie, którzy byli w stanie wykreować Susan Boyle.
    Denerwuje mnie nadmierna generalizacja w wydaniu osób, które tracą realne pieniądze na wolnym internecie.
    Stare media jakoś nie potrafiły napisać o żadnej z antywojskowych demonstracji Żydów w Jerozolimie. Zamiast tego pojawiły się z miejsca artykuły krytykujące arabów. A psz.pl o tym pisze.
    Brak kreatywności to też bezzasadny przytyk, bo może i nie ma tu drugiego owsiaka, ale pajacyk, okruszek i habitat zarabiają realne pieniądze dzięki internautom, którzy są w stanie zasilić ich konta kwotą 3 zł rocznie. Można powiedzieć, że to nic w porównaniu z orkiestrą, ale przecież internautów jest nie stu tylko tysiące.
    Nie można zapominać też o wszelkich „tybetańskich” akcjach, lub tych typu „Głosując na pis głosujesz na samoobronę”. Propagowanie ekologicznego stylu życia i sposobów na oszczędzanie planety to równie ważna kwestia.
    Tak samo, żadne z mediów starej generacji nie napisało o zawieruchach w PE. Gdy oglądałem relacje z efektów procesu twórców The Pirate Bay byłem załamany tym jak wiele informacji było błędnych na skutek braku znajomości tematu przez dziennikarzy.

  • To prawda, zamiast narzekać i bezczynnie przyglądać się temu co się dzieje, należałoby raczej zrobić krok do przodu, poszukać sposobów na przeniesienie internautów do druku. Nie wydaje mi się też, żeby internet był jedynie marną kopią zmiksowanych informacji narodzonych w mediach tradycyjnych. To dużo za duże uogólnienie.

    Co do „pokolenia neostrady”, to chyba też nie jest tak źle, nie każdy siedzi całymi dniami na NK, choc przyznaje, że na dzisiejszych 13 – 16 latków patrzę z niemałym strachem :].

    Czy 10, 15 lat temu, wszyscy młodzi czytali wciąż prasę, chodzili do teatru, a w kinie oglądali wyłącznie niskobudżetowe kino ormiańskie? Oczywiście, że nie. Tak samo jest dziś, zmieniły się tylko metody wypełniania wolnego czasu. Przecież zarówno picie piwa na ławce w parku przez 8 godzin dziennie, codziennie, jak i siedzenie na czatach i forach dla szalonych nastolatków, to zupełnie bezproduktywne działanie.

    Internet nie jest tu niczemu winien, stał się zwykłym kozłem ofiarnym, bo przecież łatwiej powiedzieć, że spadek czytelnictwa to wina gadżetów i głupich nastolatków, a może trzeba powiedzieć, że spadek czytelnictwa wynika z nieudolności przedstawicieli prasy, którzy to, wykształceni dziennikarze, nie potrafią sobie poradzić ze zrozumieniem tych wszystkich „nowych technologii”, mechanizmów działania serwisów społecznościowych, internetowych znajomości, a przecież świetnie radzą sobie z tym analfabetyczne dzieciaki z podstawówki.

    Mówienie, że internet jest ogłupiający, to zwykła ucieczka przed prawdą, tych, którzy nie potrafili z nim sobie poradzić i przygniotły ich jego możliwości. Analfabeci, głupcy, i jak ich tam jeszcze można nazwać byli zawsze, ba kiedyś było ich nawet więcej. Teraz są po prostu lepiej zauważalni, tak samo jak rowerzyści na drodze.

    Musimy wreszcie zrozumieć, że czasy zawsze są inne, a wygrywa ten, kto potrafi się do zmian dostosować.

    Dość już tego wywodu, bo zaraz dorównam do długości, długiego już, wpisu.

  • topol

    Ciekawy wybór tych nowoczesnych zwrotów. „Bukkake” to termin charakterystyczny dla japońskiej jeszcze z czasów „obrazów przemijającego świata”. Co do 4chan to przypominam, że według polskiego prawa treści zamieszczone tam są w dużej mierze nielegalne.
    “two girls and a cup” – tego sam nie znam mając 19 lat więc już zapewne też jestem ze zbyt późnego okresu.

  • topol

    “Bukkake” to termin charakterystyczny dla japońskiej jeszcze z czasów “obrazów przemijającego świata”.

    japońskiej kultury.

  • czesczester

    2 girls 1 cup zrywa beret :P mnie w tym filmie najbardziej urzekła muzyka

  • Artur Kurasinski

    @ Michał Szustak – fajnie, ale jak wytłumaczysz fakt, że obecni 20-to parolatkowie nie umieją poprawnie odmieniać słów przez przypadki co doskonale widać kiedy nie włączają opcji korekcji w wordzie.

    I to nie chodzi tylko o ludzi z UW – także uczelnie prywatne.
    Mam kolegow i kolezanki uczacych w gimanzjach i liceach – ich opinia jest podobna – wiedza obecnia ma byc „uzyteczna” czyli sluzyc do zdawania egzaminow. Wyspiankiego nie bedzie na klasowce? Nie musza zakuwac.

    Tutaj nie chodzi o to kto bedzie gora tylko pytanie czy dzisiejsi dziennikarze w newsroomach portali maja cokolwiek do dodania od siebie? moga wyjsc poza ramy klepania depesz a jesli tak z jakimi umiejetnosciami? znam troche ludzi pracujacych w takich firmach – niestety jest to poziom bardzo bardzo mialki…

  • Vin

    Są jeszcze vortale które potrafią wygenerować swój własny content :)
    vide projekt w którym maczałem odrobinę palce: http://sw-extreme.com/

  • Artur Kurasinski

    @ vin – po odjęciu grafik do których autorzy nie mają prawa, zdjęć z planów i przedruków infomracji z innych portali zostanie stopka + formularz kontaktowy – tyle widzę autorskiego w tym „serwisie”.

  • Pingback: Świńska grypa a dziennikarstwo cementarne | Jacek Gadzinowski()

  • takie gadanie to w większości kwestia EGO – nieważne czy bronić będziesz sieci czy print. Prawda wydaje się dość nudna niestety: chyba nic się nie zmienia. Suma ZUA na świecie pozostaje raczej taka sama, a zmieniają się jego przejawy tylko.

    I tak na przykład: to że widać ludzi na studiach nieumiejących odmieniać to kwestia powszechności edukacji większej (dobra rzecz chyba, nie?)

    To czego ludzie dzisiaj używają do rozrywki można sobie porównać np. z cyrkiem rzymskim, w którym niewolnika pałaszował sobie lew

    przykłady można mnożyć, a fakt , choć niepopularny, nudny i niebudzący kontrowersji, pozostaje: nic się nie zmienia.

  • Anonim

    @ szYYYmon: uf to fajnie, pocieszyles mnie. Znaczy sie – wszystko gra? Kiedys lwy zarly ludzi, teraz telewizja i internet oglupia wiec jest spoko?

  • @Artur – jeśli tradycyjne media, mają posługiwać się takim językiem i tania sensacja, jak gazeta o której wspomniałem we wpisie na blogu – to ja dziękuje, nie będę z nich korzystał. Kto zaśmieca język i gra na uczuciach ludzi? Kto nakręca panikę i otumania/ogłupia?

    Aha, papier lub TV jest Ę Ą.

  • Artur Kurasinski

    @ Jacek Gadzinowski – sa gazety i gazety. ja mowie o tych, ktore sa opiniotoworcze, niosa jakis ladunek intelektualny, nie bazuja tylko na emocjach i powierzchownej analizie. Fakt, SE, Dziennik (doszlusowal ostatnio) – to jest prasa „zrakowaciala” ale bez Przekroju, Polityki, Tygodnika Powszechnego na rynku zrobi sie brudno, szaro i bardzo bardzo glupio.

  • W takim razie w takich samych kategoriach trzeba myśleć o internecie. Fora, czaty i portale randkowe nie kreują świadomości, ale jest też masa serwisów ambitnych, które same produkują treści i to na niezłym poziomie.

  • @Artur – zjawisko karłowacienia, czy degeneracji dotyczy już wszystkich mediow. Co jak co, ale od niektorych BARDZO opiniotworczych gazet czy TV oczekuje jezyka na poziomie i wywazonych opinii. A tego jest coraz mniej.

    Generalnie oczekuje tez od mediow (wszystkich) wiecej wywazonych opinii i nie manipulowania faktami… by osiagnać wieksza ogladalnosc, czytelnictwo czy popularność. Sorry, ale internet nie jest chłopcem do bicia. Scierwiaste teksty, artykuły czy relacje występują wszedzie. A zerowanie na ludzkiej tragerii i strachu zwiazanego ze świńska grypą jest dla mnie osobiście poniżej wszelkiej krytyki! Ile gazet, TV zachowuje się rozsądnie… no właśnie ILE?

  • Pingback: Rózga Świętego Mikołaja...()

  • Ja proponują również przeczytać tekst Pawła Nowackiego z wiadomosci24.pl, który chyba jako pierwszy poruszył ten temat w Polsce.

  • mw

    >Internet nie może stać się dominującym kulturowo medium ponieważ jego >budowa uniemożliwia czy wręcz zniechęca do zagłębiania się w teksty, >dyskusje merytoryczne i dzielenie się informacjami nie będącymi >wytworem osób trzecich.

    Taka generalizacja nie ma chyba większego sensu. Problem leży raczej w schematach korzystania z mediów. Telewizja też specjalnie nie zachęca do zagłębiania się w prezentowane w niej treści (przez swój „wizualny” charakter), a mimo to jest medium, które dominuje i chyba najmocniej wpływa na społeczne wyobrażenia o rzeczywistości.

    Internet daje przestrzeń dla rozmaitych ambitnych tematycznych nisz, to też przecież framework dla najróżniejszych projektów artystycznych (netart) czy inicjatyw edukacyjnych, które dzięki właściwościom Sieci mogą mieć bardzo duży zasięg.

    Wg mnie sprawa podstawowa to odpowiednia edukacja, budująca umiejętności krytycznego odbioru mediów, a przede wszystkim kompetencje związane z umiejętnością czytania. Bez tego korzysta się z internetu jak z telewizji: biernie i akceptując wyłącznie wizualne przekazy.

    Warto też zauważyć negatywną rolę, jaką spełniają wielcy komercyjni wydawcy internetowi. Kiedyś media udostępniały wiedzę, budowały postawy (można przeanalizować przecież treści pierwszych gazet czy nawet spojrzeć z tego punktu widzenia na początki internetu) – teraz liczy się rozrywka. Tabloidyzacja portali nie jest przecież winą charakteru internetu jako medium – to wina przenoszenia schematów reklamowych (odsłony) z telewizji na Sieć.

  • Mam sentyment do prasy bo trochę w niej przepracowałem lubię czytać gazety. Ale przyznać muszę, że prasa sama sobie jest winna. Prasa przegrywa swoją pasywnością w stosunku do czytelnika. Internet wymusił prawdziwy dialog z czytelnikiem. Ludziom się to podoba. W naszym segmencie działalności pokonanie prasy okazało się dziecinnie łatwe.
    Moim zdadniem prasa i net mogą się doskonale uzupełniać, sami wydalismy kilka książek sprzedalismy setki artykułów do prasy. Wystarczył dobry warsztat, konsekwencja i ludzie chcieli czytać to co piszemy. Teza, że gdyby zabrać treści wygenerowane przez prasę z netu nic by w nim nie pozostało są niestety nie prawdziwe. Net ma mnóstwo dobrych treści. Problem w całym tym zamieszaniu myślę, ze tkwi gdzie indziej. Prasa traci pieniądze na rzecz netu i zaczyna się panika bo koszty prowadzenia redakcji prasowych są znacznie większe niż witryn netowych.
    A gadanie, że to prasa i media tradycyjne są panaceum na trzymanie w ryzach władzy i elit to banialuki. Bo niby jak oceniać kto ma prawdziwe DNA niezaleźności ;)

    Papier łatwiej spalić niż dyski twarde :)

    ps. strasznie to biadolenai redaktora MK mnie zirytowało, takie to mało męskie i brak w tym chęci pracy nad sobą.

  • Pingback: Kultura 2.0 » Archiwum bloga » Stare media kontra: piractwo informacyjne, bzdury i histeria, idioci()

  • xchomik

    Chciałbym nawiązać do przytoczonej w ostatniej linijce tekstu dziewczynki. Po pierwszych 90 sekundach sądziłem, że to po prostu udawanie idiotki, po kolejnych już nie. Aż strach pomyśleć, że takie pokolenie będzie rządziło naszym światem za kilka lat. Ja co prawda nie jestem dużo starszy, mam 26 lat, więc mieszczę się jeszcze w przedziale tak zwanego pokolenia Y i prawdę mówiąc jestem odrobinę uzależniony od informacji podawanej w wygodny sposób w sieciowych serwisach, niemniej zwróciłem uwagę już kilka lat temu, że im starszy jestem tym większej krytyce i ocenie poddaję to co przychodzi do mnie w postaci wszelkiej maści produkcji mniej lub bardziej profesjonalnych, mniej lub bardziej przefiltrowanych i zmienionych na potrzeby konkretnego medium. Sądzę, że to wszystko o czym autor pisze to prawda, ale jak zwykle nie do końca prawdziwa. Po prostu trzeba tu uwzględnić także wiek odbiorcy i to nie w kontekście daty urodzenia (nie należy oceniać ludzi urodzonych w jakichś widełkach czasowych jako tych niezdolnych do tworzenia wartościowych treści) ale w kontekście jego doświadczenia życiowego. Minie trochę czasu i pokolenie Y także stanie się świadome (a w zasadzie już się staje) tego co serwuje mu współczesna technologia informacyjna i zacznie samodzielnie myśleć, chociaż oczywiście będzie to dla nich trudniejsze, bo nie mają wstępnie wykształconych mechanizmów, które są naturalne dla tak zwanej „starej gwardii” środowisk informacyjnych.

    Podsumowując, bądźmy dobrej myśli, nie będzie tak źle, niektórym jedynie trochę trudniej.

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę