Szukaj
Zamknij
Internet Web 2.0

Nie bójmy się Google’a

google back to 1998 year

Jeśli zapytasz się kogoś z „branży” jaką zna największą „internetową” (hasło „dotcom” przepadło w pomrokach dziejów a takie było urocze) firmę na świecie pewnie na 99% wskaże Google. I pewnie będzie miał rację bo „Wielkie Gie” jest naprawdę wielkie pod kątem obrotów, udziałów w rynku oraz pomysłów na rozwój. Bardzo ciekawa jest też historia powstania i rozwoju tej firmy – warto ją sobie przypomnieć w dobie mówienia o tym, że Google jest ogromny, wszechwładny, niebezpieczny i do wręcz nieśmiertelny…

Google jaki jest każdy widzi – wielki, globalny i cholernie bogaty. Nie zawsze tak było i niestety nie zawsze tak będzie. Historia ostatnich 20 lat pokazuje, że nie tego typu gwiazdy gasły i spadały z wielkim hukiem choć wydawało by się, że będą trwać wiecznie. Google co prawda rozwija się bardzo szybko i to w wielu dziedzinach nie oznacza to, że nie popełnia gaf, błędów, nie traci pracowników i nie daje się wyprzedać konkurencji.

Korporacja Google to mieszanka wizjonerstwa, szczęścia oraz (last but not least) talentu dwójki założycieli Larrego Page’a i Sergeya Brina. Idealnie wykorzystali czas i miejsce aby błyskawicznie zdobyć rynek opanowany przez firmy wielkości Microsoftu, Netscape’a, IBM’a, Yahoo czy AltasVista. Niestety te same czynniki mogą spowodować, że pewnego dnia usłyszymy o kolejnym „cudownym dziecku Doliny Krzemowej” i być może nie będzie to żadna ze spółek z portfela Google’a. Bo tak jakoś już jest, że kiedy wszystkim wydaje się, że potęga firmy X będzie trwała w nieskończoność przychodzi rewolucja i wywraca do góry ustalony porządek.

Początki Google’a były trudne. Larry Page i Sergey Brin nie mieli pomysłu co zrobić ze swoim projektem. Nie usiedli, wymyślili biznes plan i zbudowali wyszukiwarkę. Oni nawet nie bardzo wiedzieli czy ich pomysł da się wdrożyć do komercyjnego zastosowania. Skonstruowanie poprawnie działającego, szybkiego algorytmu bazującego na pomyśle recenzji naukowych i cytowaniu (idea PageRank’u) wydawało się im uwieńczeniem prac.

Chłopcy znali się na matematyce ale nie mieli żadnego doświadczenia w biznesie. Trafnie przewidywali problemy ze skalowalnością sieci, rozwojem wyszukiwania jako główną potrzebą użytkowników internetu i reklamą jako biznesowym uzupełnieniem całości.

Na tym w sumie można by zakończyć historię wyszukiwarki „BackRub” – gdyby nie ludzie widzący potencjał w biznesowym wykorzystaniu takiego narzędzia panowie Brin i Page do dnia dzisiejszego siedzieli by w murach swojej alma mater czyli Stanford University. Ponieważ była to Ameryka a nie Polska to znalazł się pierwszy fundator i wypisał czek. Potem kolejny i jeszcze jeden aż na koncie naukowców pojawiła się okrągła suma 1 miliona dolarów. I może było zacząć snuć plany, tworzyć etaty i zbierać pomysły do kupy.

GoTo.com i pay-per-click

Bill Gross pierwszy wprowadził na rynek komercyjny rozwiązanie „pay-per-click” jako GoTo.com. Z niego to to rozwiązanie skopiowano w momencie szukania modelu biznesowego dla rozrastającej się firmy Brina i Page’a. Sam zainteresowany uważa, że los niezbyt dobrze się z nim obszedł bo w zasadzie jego rola w budowaniu biznesu wyszukiwarkowego jest systematycznie pomijana w mediach pomimo, że w 2003 roku sprzedał GoTo.com Yahoo! za bagatela 1.63 miliarda dolarów po czym zmieniono nazwę firmy na „Overture Services”. Smaczku dodaje fakt, że jedna z firm z portfela Grossa Energy Innovations (Gross miał bzika na punkcie start-upów i po to założył własny inkubator IdeaLab) w 2006 roku założyła w siedzibie Google’a największą ilość ogniw słonecznych. Sam Overture oczywiście pozwało Google’a za AdWords ale nic nie udało się im wskórać.

Google News

Szczęście nie opuszczało Google. Premiera Google News zbiegła się z zamachami 11 września 2001 roku (w Polsce na zapotrzebowaniu na „szybkie newsy” w tym okresie wypłynęła TVN24 a kilka lat wcześniej na bazie doniesień z wojny w Zatoce wzrosła potęga innej stacji – CNN). Użytkownicy szybko zorientowali się, „hottest news” można znaleźć w sieci właśnie na stronach Google News. Oczywiście nie na samym szczęściu zbudowana jest potęga tej usługi – niemniej jednak czas na start wybrano bardzo akuratny.

„Don’t be evil”

Ta miało być wyrażenie określające kanon wartości jakie Page i Brin chcieli zaszczepić podwładnym, których ilość wzrastała w tempie zastraszającym dla dwójki naukowców. Chcieli wpleść w DNA firmy naczelną wartość za pomocą której pracownicy firmy mogliby się identyfikować z korporacją. Niestety to co Google zrobił w sprawie Chin (cenzura wyszukiwań i współpraca z rządem chińskim w celu otrzymania pozwolenia wejścia na ten ogromny rynek) zniweczyła i wypaczyło to szlachetne motto – teraz raczej można by je próbować zmienić na „don’t be greedy”.

Google jest śmiertelny.

Można go zranić. „A jeśli to krwawi to można to coś zabić” (taki luźny cytat z Predatora). Ba – Google sam czasami się wykłada jak na tacy. Przykładem niech będzie Google Video (zakup YouTube potwierdził rynkowe przypuszczenia – spółka podała się i wolała kupić konkurencję), Google Lively (próba wejścia w niszę wirtualnych światów – projekt zamknięty po kilku miesiącach), przewaga konkurencji na rynkach lokalnych (Baidu w Chinach i Yandex w Rosji) są argumentami przeciwko wszechwładzy i nieomylności menadżerów Google’a.

Nie zapominajmy też o społecznościach – Orkut pomimo całego zaplecza Google’a nie pobił Facebooka ani nawet MySpace. Za wcześnie jeszcze przesądzać o rywalizacji na rynku telefoni komórkowej ale pierwsze miesiące działalności Androida i jego platformy nie rokują sukcesu zbliżonego nawet do Apple i App Store.

Jeśli spojrzeć na listę firm przejętych bądź dofinansowanych przez Googe’a zobaczymy więcej podmiotów, które nie radzą sobie z konkurencją albo działają poniżej pierwotnych oczekiwań (Dodeball czy amazon killer czyli Froogle czy Google Checkout).

„Kto jest Twoim przyjacielem a kto wrogiem?”

Schmidt zasiada w zarządzie Google i…Apple (dziwne, że dopiero teraz zaczyna to budzić zdziwienie amerykańskich władz). To dość nietypowa sytuacja (szczególnie teraz gdy obie firmy konkurują ze sobą w branży mobilnej). Widać jednak, że Google wybrało po prostu swojego wroga i konsekwentnie buduje porozumienia w celu podkopania pozycji Microsoftu. Zawsze tam gdzie pojawia się MS i chce kupić jakąś firmą pojawi się również Google – nie dlatego że ma tak dużo kasy ale dlatego, że wymaga tego jego interes korporacyjny.

Zrobić wszystko aby Gates i Ballmer nie mogli przejąć inicjatywy. Pojawiła się opcja kupienia Yahoo! przez MS? Google również zaczęło przejawiać zainteresowania takiej transakcji. Niechęć czy wręcz nienawiść do Google przez kierownictwo Microsoftu jest legendarna – Ballmer zasłynął wypowiedzią skierowaną do pracownika MS, który zapragnął zmienić barwy klubowe: „Fucking Eric Schmidt is a fucking pussy. I’m going to fucking bury that guy, I have done it before, and I will do it again. I’m going to fucking kill Google.”.

Efektem mogą być częste spory, wchodzenie nie ścieżkę prawną, przejęcia firm tylko po to aby dopiec rywalowi nawet za dużą cenę. Jak pokazują spektakularne bankructwa z czasów bańki 1.0 nic tak szybko nie prowadzi do rozpadu firmy jak dokupowanie małych firm o zupełnie innej kulturze korporacyjnej i wartościach.

Reklama bannerowa jest: zła / dobra (niepotrzebne wytnij)

Page i Brin sami deklarowali na początku swoją niechęć do reklamy banerowej. Zostali jednak zmuszeni do włączenia jej jako jednego z elementów AdWords. Dlaczego? Bo same przychody z reklamy tekstowej nie dawały im takiego finansowego kopa. Tak samo odnosili się do pomysłu płatnych linków – po co komu wyszukiwarka fałszująca wyniki pokazując na pierwszym miejscu coś za co ktoś zapłacił aby tam się znaleźć? Jednak szybko dali się przekonać, że bez reklamy display’owej daleko całego interesu nie pociągną.

Wielkie plany / wielkie ego

Założyciele Google znani są z tego, że pomimo olbrzymiego rozwoju firmy nadal kontrolują ją prawie całkowicie osobiście – każda ważniejsza kwestia dotycząca rozwoju firmy przechodzi przez ich ręce. Mają wpływ na wszystkie projekty. Czy tak wielkim biznesem jakim jest Google może kierować dwójka osób? Zaraz przecież jest Eric Schmidt! No tak – Schmidt uważany jest za osobę potulnie wykonującą polecenia Brina i Page’a. Podobno nic co oficjalnie mówi E.Schmidt jest konsultowane z nimi. I nie tylko Schmidt jest kontrolowany – podobno wszystkie projekty nad którymi pracuje się w koncernie muszą mieć osobistą zgodę któregoś z założycieli.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że Google rozrósł się bardzo od czasów garażowych i nie jest to już organizacja skupiająca kilkaset osób – trochę trudno „ręcznie” kierować tak wysoce stechnicyzowaną firmą wymagającą szybkich i trafnych decyzji – być może jednak Brin i Page są predestynowani do takiej roli? Jak do tej pory firmie świetnie się wiedzie, więc kto wie. Z drugiej strony jakie ego muszą mieć ludzie piszący całkiem serio własne „10 przykazań”?

Ciekawostki

Umowa między Google a Uniwersytem Stanford wygasa w 2011 roku. Teoretycznie więc Stanford University stanie się wtedy właścicielem praw do Google’a (do patentu wyszukiwarki?). Fajnie mieć firmę wartą 100 miliardów dolarów? Pewnie do tego nie dojdzie, ale osoby zarządzające uniwersytetem zapewne dostaną coś na otarcie łez – w końcu parę razy Page i Brin ze swoim BackRubem nieźle namieszali w sieci uczelni swego czasu i teraz ładnie mogą podziękować władzom za możliwość rozwijania własnego biznesu. Całkiem niedawno Google dostał patent na pływające centra danych – dział R&D przewiduje potop?

  • Mam wrażenie, że przedstawiłeś tu Google trochę w złym świetle. Samowładczy właściciele, wielkie ego i ich przykazania. :/

  • Bill Gross za AdWords dostał chyba pakiet akcji Google’a, więc nie ma na co narzekać :)

  • Marek

    To prawda, że tekst ma raczej lekko negatywne zabarwienie i Artur raczej skoncentrował się na krytyce, ale to jego blog, jego prawo.

    W większości przypadków mamy do czynienia z peanami na część Googla, więc trochę krytyki i przypomnienia, że firma ma także drugą stronę jest jak najbardziej na miejscu.

    Bardzo ciekawy i pouczający art

  • Varelsee

    Wracasz powoli do formy :)

  • Ja słyszałem, że Google zapłaciło Yachoo/Overture niezłe pieniądze (możliwe że w akcjach) za patent AdRank = CPC * CTR.
    Poza tym skąd ta pewność, że założyciele nadal wszystko nadzorują?
    Mi się wydaje, że są raczej „figurantami”, „pożywką dla mediów” i „wzorem dla geeków”, niż prawdziwymi (w sensie biznesowym) autorami sukcesu Google.

  • Google, z perspektywy projektowej, zupełnie inaczej niż użytkowej często jest tylko kłodą u nogi. Konkrety? Wymienię 2 najistotniejsze z mojego punktu widzenia:

    1) Dla wielu przypadków (zwłaszcza w sprzedaży) strona google.pl to po prostu strona główna dla serwisu, z której rozprowadzany jest ruch na podstrony – a to z wyników organicznych, a to z kampanii Adwords. Efekt jest taki, że trzeba projektować tak podstrony, by zarówno ich treść i akcje, które można na nich podjąć były zrozumiałe zarówno z poziomu domeny głównej serwisu, jak i z przekierowania. Znam co najmniej kilka takich przypadków, gdzie są to kwestie b. trudne do pogodzenia, a lepiej gdyby ich uniknąć.

    2) Ze względu na pozycjonowanie A) teksty nierzadko pisane są pod google, a nie dla użytkowników. Zarówno jeśli chodzi o nasycenie słowami, jak i elementy gramatyki – mianowniki liczby pojedynczej ze względu na fakt, że w traki sposób wpisywane są hasła do szukajki, 3) czy rozwiązania funkcjonalne – np. rozbudowane stopki nasycone słowami kluczowymi umożliwiającymi lepsze indeksowanie strony.

    Suma sumarum jednak, biorąc pod uwagę powyższe i stosowanie się do wymogów Google, jeśli miałoby się coś kiedykolwiek stać niedobrego z Google, to problem będą mieli wszyscy. Bo w coraz większej mierze to jak wyglądają i działają strony WWW, zależne jest od wymogów Google. Więc jak miałyby działać te strony bez Google?

  • nie sadze rowniez zeby Brin z Pagem wszystko kontrolowali tak jak piszesz, sadze ze mneadzer klasy ES nie bylby zainteresowany figuranctwem i tylko implemntacja czyis polecen nawet dla najseksowniejszej korporacji swiata

    moze na konflikcie MS vs. G ktos wyplynie, mozliwe tez ze nowa jakas technolgia przyniesie przelom np semantic search ktory bedzie dostarczal tarfnych odpwoiedzi na pytania w NLP ale to raczej jeszce potrwa.
    Jest jedna podstawowa sprawa potegi tworza sie przedewszystkim podczas narodzin nowych technologii jak Internet, rzadko kiedy firmy ktore weszly potem przeracaja swiat do gory nogami. Moga byc mocna konkurencja jak Pepsi dla Coke ale rzadko staja sie #1. IBM nie zostal zdetronizowany przez innych producentow to byl po prostu poczatek ery PC itd choc sa tez oczywiscie przyklady na antyteze

    dobry artykul, czekam na polskiego Googla:)

  • Artykuł ciekawy, niemniej po przeczytaniu mam mieszane uczucia. Skacze Pan, Panie Arturze, po ogromnej ilości wątków, a z każdym przeskokiem coś umyka. Przypomina to oglądanie polskiej ekranizacji Wiedźmina – jeśli czytało się sagę, to jeszcze jest szansa nadążyć. Podobnie tu – jeśli ktoś się orientuje na rynku wyszukiwarek, to może sobie brakujące rzeczy dopowiedzieć.

    Osobną kwestię stanowią fakty, które Pan odrobinę przekłamuje. Składam to na karb rozległości materiału. Dwa przykłady:

    a) Bill Gross nie sprzedawał GoTo.com w 2003 – ten podmiot przestał istnieć dwa lata wcześniej. W 2001 przekształcił się na Overture, tym samym z destination page i sieci dystrybucji reklam stał się jedynie tym drugim. Wynikało to z obaw, że najwięksi partnerzy w części dystrybucyjnej – zazdrośni o ruch na GoTo – nie odnowią umów. Nawiasem mówiąc, sam Gross był temu przeciwny. Krótko po tym okazało się, że miał rację. W 2002 Google uruchomiło pierwszą wersję AdWords (działające przez pierwsze dwa lata jedynie w systemie CPM) i udowodniło tym samym, że destination page rules ;). Aby ocalić jak najwięcej, podjęto decyzję o sprzedaży Overture do Yahoo! w 2003 roku. Yahoo! goniło Google w PPC – zależało im przede wszystkim na technologii. Polecam lekturę o tamtych latach – John Battelle świetnie opisał to w książce The Search. Jest również skrócona wersja: http://magiczne.seoisem.pl/historia-linkow-sponsorowanych/

    b) Wspomniana na końcu artykułu umowa ma się nijak do obecnego stanu Google. W 2011 Stanford będzie dysponował prawami to tego, co napędzało Back Rub na samym początku. Ten oryginalny algo, a ten obecnie napędzający Google, to – delikatnie mówiąc – dwie różne rzeczy.

  • Pingback: Gra w Bing(o) | AK74 - blog Artura Kurasińskiego (cc) 2007()

  • Pingback: Gra w Bing(o) | Press Room()

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę