Szukaj
Zamknij
Internet

Wątpliwy pożytek z przeformatowania własnego mózgu

Książkę (jakąkolwiek) miał każdy z nas w ręku. Wiemy o co chodzi – o ten wykonany z papieru przedmiot zadrukowany farba drukarską. Używa się go do czytania. Powiada się, że książki to wiedza, skarbnica informacji. Książki powinien czytać każdy kto chce (lub uchodzić) inteligentny. „Człowiek oczytany”, „jakby czytał z książki”, „książki powinien pisać” – te przykłady powiedzeń potwierdzają, że zdecydowana większość wyrażeń związanych z książkami mają pozytywną konotację…

Temat już oklepany i często omawiany – co się dzieje kiedy zamiast skupić się na jednej czynności wykonujemy ich na raz wiele. Co się dzieje w naszych głowach, neuronach i synapsach? Dzięki nowym technologiom stajemy się lepsi? Przechodzimy na nowy poziom ewolucji jako rasa ludzka? Czy skutecznie psujemy sobie to czego jako ludzie się nauczyliśmy do tej pory?

Ni bo do czego służą książki? Do przekazywania informacji, wiedzy, kultury. Jak to się robi? Drukując tekst na papierze. Czytanie pozwala nam na zdobywanie wiedzy, rozrywkę. Z książek przecież uczyliśmy się w szkole, czytano (nam) bajki. Z książek dowiadywaliśmy się o świecie – naszej historii i kulturze. Książki były „od zawsze”.

Czy książki (w znaczeniu „papierowych przedmiotów”) będą pasowały do nowego sposobu konsumpcji mediów i informacji? Nie. Zdecydowanie nie. Papierowe książki są analogowe, linearne i fizyczne. Jeden egzemplarz może być czytany na raz tylko przez jedną osobę. Książka zniszczona znika a wraz z nią informacja. Co innego gdy treść książki poddana zostaje cyfrowej obróbce i zamieniana jest na bity.

I nagle okazuje się, że ta sama czynność (czytanie) wygląda jednak inaczej. Czytając na cyfrowym ekranie co i rusz odrywamy się od tekstu, naszą uwagę kierujemy na „wzbudzacze” (mail, komunikator, rss itd), które powodują, że „skaczemy” po wykonywanych działaniach. Przełączamy się.

Jacek Dukaj (podobnie jak Nicholas Carr) twierdzi, że korzystanie z internetu zmienia naszą percepcję i sposób w jakim myślimy. Powoli zaczynamy tracić umiejętność do śledzenia ale i operacji na długich „łańcuchach implikacji”. Nie nabywamy wiedzy (nie zapamiętujemy) ponieważ możemy zawsze „sprawdzić w sieci”. Okazuje się, że inaczej konsumujemy tekst czytany na ekranie komputera / tabletu / komórki a inaczej odbieramy wydrukowany tekst w papierowej książce. Truizm? Nie do końca.

„Słuchanie muzyki, oglądanie obrazów, sztuk teatralnych opiera się na sprawnościach ludzkich zmysłów i mózgu doskonalonych przez miliony lat. Do lektury natomiast nie wystarczy zdolność dostrzegania znaków na papierze – zachodzi tu nadto skomplikowany proces transformowania symboli w znaczenia. Jest on efektem treningu, który każdy człowiek z osobna musi przejść, zanim przekroczy granicę imperium książki.”

Efekt? Inna percepcja świata (inaczej czytany, inaczej analizujemy, posługujemy się innym językiem), zmiana sposobów interakcji społecznych a wreszcie konsekwencje kulturowe – tworzenie innej (lepszej / groszej?) sztuki dla ludzi myślących „cyfrowo”. Nie bez kozery mówi sie, że czytanie rozwija – nasz mózg musi być karmiony implusami, ładowany informacjami aby potem lepiej przekształcać, zapamiętywać i funkcjonować. Jak to się zmieni w momencie totalnej „digitalizacji” naszego świata?

Pierwsze efekty już widać – nie umiemy (nie chcemy, nie potrafimy?) czytać długich tekstów. Informacje z mediów stają się coraz prostsze, krótsze (tłumaczone jest to szybkością z jaką „news” musi zostać „podany – wyklucza to długi proces przygotowań informacji). Polemika, dyskusje, wymiana poglądów staje się procesem przekazywania „informacji” bez kontekstu – produkujemy słowa, które są luźno powiązane z kontekstem powiększając szum informacyjny.

Przestajemy „ogarniać całość” skupiamy się tylko wyrywkowo przeskakując z jednej informacji na druga. A to dopiero początek – e-booki, audiobooki, czytniki, tablety czekają na to aby ktoś je wziął i zaczął używać. W Polsce MEN nakazał aby wydawcy podręczników przygotowywali również wersje elektroniczne. Występująca z pozycji wydawcy Beata Stasińska lekko rozgrzesza internet argumentując, że więcej jest pożytku z „uwolnienia” książek i ich migracji w postać cyfrową niż szkody.

Prawdziwe skutki tego czego doświadczamy dziś będziemy znali za 10-15 lat kiedy dorośnie pokolenie dzieci, które nie będzie czytało książek tylko uczył się za pomocą cyfrowych ekranów.

Inny wniosek – jeśli postęp i wkraczanie technologii do każdego zakątka naszego życia będzie nadal postępowało tak szybko to Ci, którzy uprą się przeciwstawić ewolucji staną się pariasami – nie będą ich bawiły teksty, tv, sztuka tworzona przez i dla „cyfrowych”. Nie będą pełnymi uczestnikami „cyfrowego streamu”.

Patrząc z tej perspektywy rodzice powinni jednak swoim pociechom jak najszybszy dostęp do elektronicznych zabawek, tabletów czy komórek – im szybciej młode umysły zostaną „przekodowane” tym łatwiej im będzie funkcjonować w społeczeństwie..

PS Polecam też ten tekst, którego autor zastanawia się co się stanie kiedy książki znikną?

  • WO

    Zmieniający sie świat to jedno, ale rola rodziców to druga sprawa… szkoła ma uczyć a rodzice wychowywać. Wychowanie bez książki jest łatwiejsze, ile tak naprawdę ludzi z naszego pokolenia czyta swoim dzieciom książki?

  • Marcin

    „odzice powinni jednak swoim pociechom jak najszybszy dostęp do elektronicznych zabawek…”

    Sam zamierzam zrobić dokładnie odwrotnie ze swoją córką. Gdy tylko podrośnie aby się komunikować i usiedzieć spokojnie dłużej niż 3 sekundy zamierzam jej czytywać na dobranoc. Książki to nie tylko forma zapisu ale wiedza, którą cyfrowe społeczeństwo pomija. Wierzę, że wpajając córce czytanie książek w papierowej wersji umożliwię jej lepszy start w przyszłości. Brzmi trochę pompatycznie? Wierzę jednak, że czytanie książek pomaga wyrobić umiejętności analitycznego myślenia. 
    Czytamy coraz więcej i coraz krótsze teksty, ale coraz mniej z tego zapamiętujemy i rozumiemy. Nic dziwnego, że matura wypada tak blado. 

    I żeby nie było: nie jestem jakimś fanatykiem bibliotekarzem ;-) od 6 lat większość książek jakie przeczytałem były technicznymi podręcznikami inżynierii oprogramowania i biznesowymi poradnikami. Teraz dopiero powracam do czytania dla przyjemności. 

    I tak na koniec: Kiedy poznałem moją aktualną żonę zaskoczyłem ją tym, że wyłapałem w jej wypowiedzi cytat z książki, którą bardzo lubiła. Germanistka nie spodziewała się, że informatyk mógł czytać mistrza i Małgorzatę ;-) 

    A teraz dobranoc i wracam do czytania książki przed snem. Papierowej książki, którą wolałem kupić zamiast Kindle.

  • Anonim

    Marcinie – troche osób czyta. Moze to jest sila przyzwyczajenia albo dziecko latwiej uspokoic glosem niz odtwarzana bajka z ipoda?

  • Całkowicie się zgadzam z wypowiedziami Dukaja i Carra. W moim przypadku zjawisko przejścia z książek do internetu (w wieku mniej więcej 15 lat) pociągnęło za sobą następujące konsekwencje:
    – znacznie przyśpieszone skanowanie tekstu w poszukiwaniu interesujących treści
    – ślepota względem reklam (nie używam AdSense, ale podobny mechanizm obronny wykształcił się w mojej psychice)
    – brak pamięci względem wcześniejszych części tekstu (gdybym miał teraz streścić ten artykuł, musiałbym się poważnie zastanowić)
    – przesunięcie pamięci w stronę emocjonalną (jestem w stanie z kolei opisać całkiem nieźle moje odczucia na temat tego artykułu)
    – generalna akceptacja zdarzeń (o ile nie napotkałem na poważniejsze „zgrzyty” względem moich przekonań, doświadczeń, ogólnie pojętej logiki, to pomimo braku pamięci mam odczucie, że „rozumiem”, o co w tekście chodzi)
    – zamiłowanie do dużej ilości faktów w małej ilości tekstu, poczucie znużenia względem długich tekstów (z czym walczę czytając dziennie kilkanaście artykułów długością podobnych albo i przekraczających ten).

  • Sdfcasdfcas

    dobry tekst

    ja zauwazylem cos innego ostatnio

    1. czytajac polski net widze same paro zdaniowe akapity w liczbie 2-3
    2. czytajac zagranice widze czesto cale pelne akapity, zeby sie wgryzc trzeba dobre 15-30min poswiecic na tekst ktory leje sie z ekranu

    nie wiem co o tym sadzic bo to podobny my jestesmy madrzwy a zachod glupi, tu wychodzi ze to jednak my jestesmy ograniczeni
     

  • Czy to nie demonizowanie problemu? Mimo że sam pożeram nawet do dwóch książek tygodniowo, nie przesadzał bym tak z ich przewaga  w edukacji, ponieważ badania wskazują coś dokładnie odwrotnego- książka to najsłabsze źródło nauki-

    http://aktywny-w-szkole.us.edu.pl/biuletyn/dane/grafika/fiz1_piramida_dale.jpg

    Książka powinna być dodatkiem. najsilniejsze jest działanie praktyczne, a wszystkie dodatkowe bodźce wzmacniają przekaz. dlatego prawdopodobnie najmocniejsza forma oprócz nauki, będą gry i symulacje.

    Tendencja do czarnowidztwa zawsze towarzyszyła postępowi.

  • Pingback: Herbata bez cukru | 10sciezek.pl - (nie)ściśle męski blog widzenia()

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę