Szukaj
Zamknij
Internet

Doświadczenie, głupcze

old_people_blog_ak74

Kiedy w 1999 roku po dosłownie paru miesiącach istnienia sprzedawałem moją pierwszą w życiu firmę Prokomowi (osobiście namawiał nas do tego dealu i ściskał naszą prawicę wtedy jeden z najbogatszych Polaków czyli Ryszard Krauze w swoim słynnym biurze w Alejach Jerozolimskich) nie skakałem z radości….

Kiedy parę dni później na moim koncie pojawiło się ponad 80 tysięcy złotych uznałem, że mi się to po prostu należy. Miałem 25 lat i naprawdę uważałem, że cały świat stoi przede mną otworem. „W czym robisz synku? A w internecie” odpowiadałem wywołując zdziwienie podczas rodzinnych obiadów. Nikt nie wiedział co robię ale kasa (już na koncie) z tego była duża.

Miałem 25 lat i ledwie kilka doświadczeń z prostymi pracami za sobą. Stwierdziłem, że takie pieniądze nie są duże (skoro tak szybko je zarobiłem). Nie było wtedy tak popularnych blogów o IT ani kultu „kultury startupowania”. Za zarobione pieniądze na sprzedaży akcji serwisu Nuta.pl kupiłem samochód a resztę wesoło przepuściłem. Live fast and spend money even faster. Nagłówki portali krzyczał o kosmicznych wycenach spółek internetowych. A myśmy właśnie rozwijali jedną z takich spółek. A jakie mieliśmy plany!

Oprócz kasy na nasze wynagrodzenia (duże jak na ówczesne realia – około 7 tysięcy netto) dostaliśmy około 1 miliona złotych na zbudowanie firmy. Wynajeliśmy fajne biuro, zatrudniliśmy około 8 osób na etatach i wesoło przepalaliśmy gotówkę inwestora. Redaktorzy jeździli do UK robić jednostronicowe wywiady z gwiazdami a myśmy zaczęli sprzedaż płyt i biletów na koncerty. W końcu „robiliśmy w szołbizie”.

Nie mieliśmy żadnego pomysłu na to jak zarabiać oprócz magicznej mantry ” na pewno sprzedamy reklamę”. 1999 rok to był czas kiedy w Polsce nie było jednego lidera pod kątem serwisu muzycznego i Nuta.pl miała szansę stać się największym tego typu serwisem. My (ok ja i Wojtek Chojnacki) graliśmy prawie zawodowo w „Unreala” „po sieci”, dział sprzedaży latał po klientach a redakcja pichciła newsy. Dolce vita.

Chwilę później rynek w USA się zapadł (albo pękła bańka dotcomowa w zależności od przyjętej definicji) i nasz inwestor stwierdził, że musimy wprowadzić oszczędności. Wszyscy grzecznie się wynieśliśmy z firmy zostawiając naszego kumpla jako osobę operacyjną w celu redukcji kosztów (inaczej inwestor by odciął finansowanie).

Miałem 26 lat, doświadczenie w sprzedaży serwisu branżowemu inwestorowi (Prokom zainwestował też w Wirtualną Polskę) i budowę jednego z największych serwisów muzycznych (parę rzeczy, które wymyśliliśmy znacznie wyprzedziły swoje czasy i dopiero po latach stały się branżowym standardem). Straciłem właśnie spółkę, kasę na życie i „nabawiłem” się długów.

Co pewien czas w rozmowach na temat budowania firm powraca spór „kto ma większe szansę w stworzeniu dobrej i dochodowej firmy – młody założyciel w okolicach dwudziestego roku życia czy stary wyga zdrowo po trzydziestce?”.

Zapewne czytamy te same blogi i serwisy, pasjonujemy się debiutami giełdowymi tych samych spółek, które osiągają niebotyczne wyceny a ich założyciele stają się miliarderami.

Pozwolę sobie zabrać głos w tej dyskusji na przykładzie swojego przypadku – jestem pewien, że w 1999 roku byłbym zdolny (nie tylko zresztą ja – było nas wtedy czterech wspólników Internet Wizards) przepuścić każdą, dowolną kasę.

Nie mieliśmy doświadczenia, prawdziwego lidera, nie znaliśmy realiów rynku ani meandrów i kulis inwestycyjnych. Byliśmy zielonymi glutami, którzy mieli szczęście znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Wydawało nam się, że słońce wschodzi i zachodzi tylko dla nas.

Teraz muszę zacząć generalizować. Jeśli ktoś mnie pyta czy wierzę w to, że dwudziestokilkulatek założy zajebistą firmę odpowiem „tak”. Czy wierzę, że ją pociągnie, uniknie całej masy błędów i dowiezie ją w pełnym rozkwicie odpowiem „raczej nie”.

Z mojego doświadczenia powiem, że osoba mająca dwadzieścia kilka lat nie przeżyła w życiu bardzo ważnych etapów takich jak poważne związki, założenie rodziny, narodziny dziecka (bądź dzieci). Dwudziestokilkulatek nie doświadczył śmierci rodziców, zdrady z powodu kasy, powolnego zrywania więzi ze znajomymi i przyjaciółmi z lat młodości. Nie ma na swoim koncie kluczowych decyzji w stylu przeprowadzki do innego miasta, podjęcia pracy, utrzymywania siebie i swoich bliskich.

Zazwyczaj w tym wieku nie ma się możliwości sprawdzenia (bądź nabycia) umiejętności związanych z odpowiedzialnością za pracowników, dbaniem o firmę, poświęceniem dla dobra wspólnego celu.

Bez takich doświadczeń osoba wchodząca w świat dorosłych, ich gier, problemów stoi się na pozycji nie tyle co przegranej co po prostu startuje z ogromnym dużym deficytem.

Niedawno zacząłem 39 rok życia i na wiele spraw patrzę zupełnie inaczej. Mam świetnych partnerów biznesowych, rodzinę, dziecko – jestem szczęśliwy zawodowo jak i rodzinnie. Patrząc na tego Artura w wieku 25 lat uśmiecham się i trochę współczuję – będzie musiał chłopak parę razy oberwać w tyłek. Oj, będzie bolało.

Niemniej właśnie to czyni z nas lepszych ludzi i pozwala się nam rozwijać – doświadczenie, które zdobywamy na polu walki zwanym życiem. Nie książkowe historie, nie mądrości i cytaty z życia Wielkich Ludzi o Których Czytamy Mądre Książki.

Dlaczego to piszę? Bo być może jesteś właśnie w takim momencie swojego życia. Może coś Ci nie wyszło, zawaliło się. Masz poczucie przegranej i widzisz same negatywy. Uważasz, że się nie nadajesz, że inni są lepsi a wszyscy dookoła śmieją się z Twoich wpadek.

Chrzań to mówiąc delikatnie. Może teraz Ci nie wyszło bo nie masz jeszcze odpowiedniego doświadczenia? Nie poddawaj się i rób swoje – najcenniejsza jest nauka wyniesiona z własnego upadania i wstawania.

Nienawidzę takich gładkich formułek i cytatów ale to jest najlepsze i prawdziwe co teraz zacytuję: po prostu stay hungry, stay foolish przyjacielu.

  • deF

    Nie znam człowieka, ale oryginalnie się nazywa: „Wojtel Chojnacji” ;-)

  • Marcin Wiśniewski

    Dokładnie. Mam 26 lat i 2 lata faktycznego prowadzenia firmy to chyba taki etap, bardzo mało fakt, ale do dziś chyba największą lekcję wyciągnęliśmy z klienta który chciał nas mocno wykiwać, nie zapłacić i odebrać produkt. Pomogli znajomi prawnicy facet nic nie dostał a musiał zapłacić. Od tamtej pory do takich spra podchodzimy inaczej ale pewnie inne podobne przed nami. Dzięki za tekst.

  • Kurczę Artur, zgadzam się, ale nie sądzisz, że tu nie liczba lat na karku ma znaczenie ale bagaż doświadczeń. Znam osoby które w wielku 20-paru lat miał za sobą większość wymienionych przez ciebie historii, ale znam też ludzi po 30-stce, kótrzy nadal zachowują się jak dzieci, i choć mają dzieci, nic to nie zmieniło. Doświadczenie rzeźbi człowieka i moja rada jest taka, żeby go zbierać jak najwięcej i jak najszybciej… ps. oczywiście nie „róbmy” dzieci zbyt wcześnie, trzeba mieć co przekazać dziecku przecież ;]

  • Artur Kurasiński

    Na szybko pisałem, sorry Wojtek! :)

  • Artur Kurasiński

    Doświadczenie można zdobyć i wieku 15 lat tylko, że nie wierzę w to żeby 15-latek przeżył to wszystko o czym piszę. Całość tych elementów składa się na nasze doświadczenia i kształtuje nas jako ludzi, przedsiębiorców, mężów, żony…

  • Mój morał z tego tekstu jest taki, że staruchy takie jak ja (czwórka z przodu) też mogą startupować. Wszystkie doświadczenia życiowe o których piszesz nam sprzyjają. Może nie wystarczy mi do życia pizza i nie będę łykał tabletek z adrenaliną, żeby siedzieć nad robotą 18 godzin na dobę, ale być może dzięki temu właśnie zajmę się tym, co ważne, co podpowiada mi wiek (=doświadczenie?), a nie młodzieńczy (=naiwny?) zapał.

    Że szybkie i duże biznesy w branży internetowej robią tylko młodzi – to chyba mit. Gdyby policzyć ilu przepaliło cudze fortuny, a ilu stworzyło prawdziwe firmy, pewne okazałoby się, że dużo mniej, niż stworzyli ich ludzie nieco starsi.

    Muszę sobie tą czwórkę z przodu jakoś osłodzić, sorki ;-)

    Więcej pocieszających faktów: http://www.quora.com/Silicon-Valley/What-do-people-in-Silicon-Valley-plan-to-do-once-they-hit-35-and-are-officially-over-the-hill

  • Artur Kurasiński

    Powiem tak – kipiąca pomysłami młodość + dobry mentor / osoba z doświadczeniem = sukces. A ile razem będą mieli lat to już nie jest ważne :)

  • Bartosz Pijawski

    Dodałbym tylko: „Odwagi przyjacielu”. Często nie ufamy swojemu doświadczeniu i umykają nam okazje sprzed nosa, które wpadająw ręce tych bardziej śmiałych, nie tylko młodych gniewnych.

  • Ja refleksyjnie przyłączam się do tego co napisał Artur. Dla jasności: stuknęła mi właśnie 40-tka. I pomimo, że czuję, że to do 25-tki zrobiłem większość rzeczy w swoim życiu, to dopiero od niedawna mam jako taką perspektywę na to co robiłem. Jedno to praktyka zdobywana w boju, a drugie to umiejętność syntezy własnych doświadczeń. Wyjście z siebie, stanięcie obok i spojrzenie z innej perspektywy – bez płaszczyka „kuloodporności”, który nosimy za młodu.

    Pozdrawiam :)

  • Przemek Ratajczak

    Ten tekst jest tak jamajsko pozytywno-motywujący, że objawiła mi się wizja Artura z wielkim jointem, kiedy pisał ten tekst. Respect!

  • Chudini Zaczynsky

    Dzieki stary za dobry tekst, bo jest w nim cala prawda.

  • Nie lubię wszelkich tekstów motywacyjnych, a ten dzięki wplecionej
    historii czyta się świetnie i na prawdę pozytywnie nastraja do życia.

    Pozdrawiam,
    Adrian, 22 lata.

  • Artur, świetny tekst. Brakuje jeszcze wymieniania doświadczenia w sądzie i pozwach wszystkich „większych” i mamy komplet. Dobry tekst, działa mimo wszystko motywująco. Idealna pozycja dla zjadaczy lektur Kyiosakiego.

  • Janek

    Czy tylko mi się wydaje, że zjadacze bullshitu Kiyosakiego mogą mieć problem z poprawnym odbiorem tego tekstu ?

  • Grzegorz Uirapuru Kaszuba

    Jedni traktują błędy jako porażki, a inni jako cenne odkrycie nowego niewłaściwego rozwiązania :)

  • MDW2

    Od 20 lat upadam i znów się podnoszę. Ile jeszcze razy? :)
    Pozdrawiam, rówieśnika (rok 1974 to był pamiętny rok, choćby dlatego, że przestali produkować Dodge Challengera).

  • Pewnie, że bardziej od wieku liczy się doświadczenie, tylko… ono *najczęściej* przychodzi z czasem (czyli z wiekiem) :)

  • Paweł Schmidt

    Miałem 19 lat jak założyłem swoją pierwszą firmę i na (nie) szczęście zrobiłem to też w odpowiednim miejscu i czasie. Spływające na konto tysiące… w 99% prze-imprezowałem… Kluczowi klienci znikli z rynku lub najzwyczajniej przestali płacić „bo tak” (umowy „na gębę” to była norma) – zostałem z niczym. Dziś, po 3 latach prowadzenia firmy oglądam każdą złotówkę 5 razy… ale tylko w chwilach gdy jest ich mało – gdy nagle jakiś klient po pół roku zwlekania wykona przelew, ja zamiast uregulować należności przepijam większość monet tłumacząc sobie, że to ze stresu… że tak trzeba. Totalny bezsens, choć z tym stresem to akurat prawda. Nie da Ci szkoła, nie da Ci matka, nie da Ci ciocia, ani sąsiadka, tyle stresu… co własna firma. Przyzwyczaiłem się do picia- za bardzo. Wspominacie tutaj o mentorze – popieram, będę musiał kogoś znaleźć by firma zaczęła znów działać jak powinna. Najlepiej kogoś kto stroni od kieliszka. Artykuł – bardzo mądry. 3 lata temu bym się nie zgodził… dziś się zgadzam – jestem za młody na odpowiedzialne prowadzenie firmy… ale dalej próbuje.

  • CatherineTheOwner

    Świetny tekst! Zdecydowanie brakuje młodym ludziom takich szczerych relacji z czyjejś drogi do sukcesu! :)

  • Przepięknie napisane. Dorzucę do pocketa, by sobie przypominać :)

  • Fantastyczny ten wątek na quorze – choć on w sumie pokazuje to co da się wyciągnąć empirycznie – odwagę i energię, żeby zacząć startup = przedsięwzięcie o wysokim ryzyku i potencjalnym zwrocie mają 20-latki, umiejętności żeby utrzymać to jako trwały biznes mają starsi :)

  • Jerzy Łabuda

    Trzeba mieć jakiś autorytet, żeby przeciwko niemu wystąpić, potem przyznać, że jednak miał rację, ale pozostać mądrzejszym o to doświadczenie.

  • Cierpienie kształtuje charakter. Easy as that.

  • I jeszcze cytat z Batmana:

    Why do we fall Bruce? To learn how to pick ourselves up.

    #MądrościZFilmów

  • Marcin

    Ja powiem tak,
    nie ma takiego młodego, który by miał doświadczenie i widzę starszego jeśli chodzi o zarządzanie ale nie ma też takiego starszego, który by miał zapał, brak ograniczeń i kreatywność młodego :)
    Co z tego wynika? 1+1=3 ;) i to jest sposób na wyprzedzenie konkurencji….

  • May

    Genialne! To jest racja, że w wielu dziedzinach życia doświadczenie jest najważniejsze. Sama chcę któregoś dnia założyć coś swojego, wiem, że będzie ciężko, ale przecież najpierw muszę zdobyć doświadczenie, potknąć się, żeby potem dorobić się milionów ;)
    Też apeluję do wszystkich, żeby chrzanić tych, którzy się śmieją z wpadek. Sami się kiedyś przejadą jeszcze gorzej i wtedy nie będzie im do śmiechu. Grunt, to robić swoje, z pasją i iść do przodu.

    Pozdrawiam ;)

  • OSC

    Że…
    [quote]Nie książkowe historie, nie mądrości i cytaty z życia Wielkich Ludzi o Których Czytamy Mądre Książki.[/quote]

    To prawda. Należałoby jednak napomknąć, że „Wielcy Ludzie” w „Mądrych Książkach” traktują dążenie do sukcesu jako głupotę, manifestację niskich instynktów ;)
    Także należy się wystrzegać mądrości książkowych, a stwarzać własną, lepić ją z g…. świata „Tego świata” ;)

    żartowałem.

  • Guest

    Uau, Bardzo dobry tekst. Jest szczery i prawdziwy, bez kolorowych
    okularów. Mam podobne odczucia i przemyślenia, pomimo tego że jestem o
    te

    kilka lat młodszy, a większość życia to praca na etacie…ale kiedy
    mając 19 lat, mając szansę wydawać magazyny IT jako redaktor naczelny

    i product manager, na kilku rynkach światowych – czułem że jestem Bogiem
    i cały świat stoi przede mną otworem. W takim wieku – robić takie

    rzeczy? To jak nierealny sen. Później po roku – 20 lat, 2006 rok, przez 4
    lata kierując 10 osobowym działem który realizował moje pomysły na

    start-upy, jeszcze bardziej nabrałem pewności do siebie i swoich
    możliwości. Sky is the limit. Swój pierwszy start-up wyrzeźbiony w
    domowym

    zaciszu sprzedałem do pkt.pl za satysfakcjonującą kwotę.

    Niby pieniądze płynęły dobre, żyłem jak chciałem – zaczęła mnie martwić
    jedna podstawowa rzecz i pytania – ile oszczędziłem? ile zainwestowałem?

    jak będą kształtowały się moje finanse za 5, 10, 15 lat? – kalkulacja
    nie wychodzi jakoś super. Dlaczego? Bo podstawowym błędem młodości jest
    brak

    doświadczenia życiowego, pokory, długofalowego myślenia, planowania
    (oczywiście mówię ogólnikowo, znam młodych ludzi radzących sobie z tym

    świetnie) – i o ile prowadząc czyjeś biznesy, zawsze mi to wychodziło
    dobrze, o tyle swój prywatny budżet miałem zakręcony jak karuzela :)
    Lata lecą

    (zaraz 30stka na karku) – i co? Co dalej. Mając głowę pełną
    dotychczasowych doświadczeń, wiem że wiele wydarzeń które przeżyłem,
    rozwiązałbym

    zupełnie inaczej – ale to wszystko było nauką i pozwala mi teraz
    postępować inaczej. Przeżyłem masę potyczek i rozczarowań które nauczyły
    mnie

    pokory i planowania. Dzięki Artur za świetny artykuł który skłania do
    refleksji – u każdego zapewne innych, ale na pewno konstruktywnych.

  • Adam Urbanowski

    Uau, Bardzo dobry tekst. Jest szczery i prawdziwy, bez kolorowych okularów. Mam podobne odczucia i przemyślenia, pomimo tego że jestem o te
    kilka lat młodszy, a większość życia to praca na etacie…ale kiedy mając 19 lat, mając szansę wydawać magazyny IT jako redaktor naczelny i product manager, na kilku rynkach światowych – czułem że jestem Bogiem i cały świat stoi przede mną otworem. W takim wieku – robić takie rzeczy? To jak nierealny sen. Później po roku – 20 lat, 2006 rok, przez 4 lata kierując 10 osobowym działem który realizował moje pomysły na
    start-upy, jeszcze bardziej nabrałem pewności do siebie i swoich możliwości. Sky is the limit. Swój pierwszy start-up wyrzeźbiony w domowym zaciszu sprzedałem do pkt.pl za satysfakcjonującą kwotę.

    Niby pieniądze płynęły dobre, żyłem jak chciałem – zaczęła mnie martwić jedna podstawowa rzecz i pytania – ile oszczędziłem? ile zainwestowałem? jak będą kształtowały się moje finanse za 5, 10, 15 lat? – kalkulacja nie wychodzi jakoś super. Dlaczego? Bo podstawowym błędem młodości jest brak doświadczenia życiowego, pokory, długofalowego myślenia, planowania (oczywiście mówię ogólnikowo, znam młodych ludzi radzących sobie z tym świetnie) – i o ile prowadząc czyjeś biznesy, zawsze mi to wychodziło dobrze, o tyle swój prywatny budżet miałem zakręcony jak karuzela :) Lata lecą (zaraz 30stka na karku) – i co? Co dalej. Mając głowę pełną dotychczasowych doświadczeń, wiem że wiele wydarzeń które przeżyłem, rozwiązałbym
    zupełnie inaczej – ale to wszystko było nauką i pozwala mi teraz postępować inaczej. Przeżyłem masę potyczek i rozczarowań które nauczyły mnie pokory i planowania. Teraz jest dużo lepiej i właściwie niedawno zacząłem podejmować w pełni świadome decyzje. Dzięki Artur za świetny artykuł który skłania do refleksji – u każdego zapewne innych, ale na pewno konstruktywnych.

  • Galon

    Cześć Art,
    obserwuje twoją działalność od kilku lat, w których działam w ‚branży’. Doceniam
    Twoją robotę swoją pasją, którą wkładasz w opisywanie internetowej
    rzeczywistości wzniecasz nadzieję wielu ludzi i urealniasz spełnianie marzeń.

    Idąc w ślad
    za Twoim tekstem pozwolę sobie napisać kilka słów jak wyglądało/wygląda to u
    mnie.

    Pomijając okres młodości, gdzie już w gimnazjum handlowałem na allegro ( stworzyłem
    własną markę muzyki z szumami synchronicznymi, jak teraz o tym myślę, to się
    szeroko uśmiecham.), to w wieku 19 lat ( obecnie mam 23 ) założyłem offline’ową
    firmę sprzedającą powierzchnie reklamowe na własnych, innowacyjnych nośnikach. Jedna z pierwszych, najważniejsza z dzisiejszej perespektywy szkoła biznesu – KUP PAN REKLAMĘ. Pieniądze nieduże, natomiast szkoła biznesu, sprzedaży,
    negocjacji, satysfakcja prowadzenia własnej działalności + zdecydowana zajawka
    nie na $ tylko na budowanie, doprowadziła mnie w tym biznesie do miejsca, w
    którym jestem teraz . Od momentu, w którym założyłem działalność miałem w
    głowie dwa zdania, wyczytane wcześniej z książek: Janka Kulczyka : Otaczaj się
    ludźmi mądrzejszymi od ciebie i Leszka Czarneckego: Twórz biznes , który można
    skalować.

    Od trzech lat rozwijam biznes offline’owy poprzez franczyzę mając w tej chwili największą tego typu sieć tablic na świecie,a odokoło dwóch lat sprzedaję również przez internet, gdzie od dwuosobowegostart-upu doszliśmy do 10 osobowej ekipy
    i obrotów liczonych w milionach. Co ciekawe nikt o nas nie pyta, nie interesuje
    się, chodź mam świadomość, że jesteśmy perełką( całkiem możliwe, że jesteśmy
    da braci internetowej niewidoczni, gdyż nasza podbranża ecommerce jest dość mocno nasycona podobnymi
    projektami).

    Na sukces firmy pracowałem z załogą cztery lata, samemu na początku działając jako
    handlowiec – przeżyłem szkołę biznesu, która nauczyła mnie pokory. Dojrzewam z
    każdym dniem, codziennie ucząc się czegoś nowego. Nie miałem i nie mam żadnych
    problemów z wydawaniem pieniędzy, czy graniem w gry podczas pracy,
    lekceważeniem rzeczy ważnych. Żadnej szajby nie było i takowej już nie
    przewiduje – przywyczaiłem się do skali biznesu i chcę więcej.

    Sprzedając już jakiś czas reklamy w wieku 20 lat, doskonale wiedziałem co mnie czeka – coś nawzór trudnych etapów. Póki co idę dzielnie z mieczem przez ten loch, bedąc
    karmionym co chwilę magicznymi jagódkami , codziennie podejmuję ważnę decyzję
    oraz walczę ze swoim lenistwem, które to jest moim największym przeciwnikiem w walce. Uważam, że na tą chwilę moje doświadczenie jest już na tyle duże, że biznesy,
    które prowadzę nie rozsypią się z jego niedoboru.

    Wracając do sporu: „kto ma większe szansę w stworzeniu dobrej i
    dochodowej firmy – młody założyciel w okolicach dwudziestego roku życia czy
    stary wyga zdrowo po trzydziestce? odpowiadam: młody założyciej w
    okolicach dwudziestego roku życia, jeśli tak jak ja – ma dobrą intuicję oraz
    niezmierzone pokłady energii i pasji. Troche pasuje tutaj powiedzenie: wszyscy
    wiedzą, ze sie nie da, az przychodzi ktos kto nie wie i robi to. Tutaj jest
    szansa.

    Czytam ksiazki, uczeszczamna konferencje, stawiam na wiedze ciezsza, trudniej przyswajalna i to jest pewnego rodzaju dowod na to, ze sie rozwijam, dojrzewam, ze nie ide juz calkiem po omacku, ale to, ze szedlem pozwolilo mi dojsc tu, gdzie jestem teraz i te dwie postawy, wspólnie, na pewno nie pozostaja bez znaczenia.

    Pozdrawiam i rób dalej swoją robotę.

  • Dlatego ich zaproponowałem – powinni zejść na ziemię.

  • Nawet jeśli zdobyłeś bagaż doświadczeń jako 15, 20-latek, to nie pojmiesz tego tak jak to zrobisz mając dopiero 30-40 lat.

  • Piękny tekst. Szkoda, że tak niewielu młodych ludzi ma odwagę zrobić coś tak ryzykownego, jak postawić wszystko na jedną kartę i realizować marzenia. Nawet kosztem rozczarowania – ale właśnie te wczesne lekcje biznesowe ogromnie przydają się po 30-tce, kiedy to zaczyna się planować rodzinę i życie staje się poważniejsze. Mając te naście lub 20 parę lat, warto ryzykować, bo przynajmniej w razie czego można wrócić pod dach rodziców. To, czego się wtedy nauczy taki młody człowiek, przyda się na całe późniejsze życie. Bo jak już się ma te 30 lat to lepiej wtedy mieć już dobrze prosperujący biznes, niż martwić się o byt.

  • Pingback: Blog – zasady pisania – rodzaje blogów. | Historia mojego biznesu()

  • Na mnie właśnie nadchodzi pora na robienie czegoś swojego. Wyjechałem z domu rodzinnego na uczelnię oddaloną o 490 kilometrów tylko po to, żeby spróbować samemu. Wziąć na klatę swoje utrzymanie, opłacenie mieszkania, finansowanie wyżywania i wszystkiego, co wiąże się z życiem. Tylko, do kroćset, nie wiem w co włożyć ręce. Boję się, że jak skupię się na finansach, to opuszczę się w nauce, ale z kolei, jak będę tylko się uczył, to mój plan wzięcia życie w swoje ręce spali na panewce. Jedynym słusznym rozwiązaniem wydaje się praca zdalna, a o tą ciężko bez doświadczenia w jakiejkolwiek branży. Rozwiązaniem wydaje się stworzenie samemu sobie miejsca pracy, ruszenie ze startupem, czy coś.

    Dzięki za tekst. Inspirujący.

  • Normalnie jeden z lepszych artykułów jakie ostatnio przeczytałem. Dzięki!

  • Pingback: TrescJestNajwazniejsza » Personal branding, czyli jak cię widzą…()

  • maryjan

    miałem shejtować ale to ostatnie „przyjacielu” mnie rozmemłało, to już nie te internety co dawniej

  • O, to ja mam odwrotnie. Zbyt wiele widzę i widziałam błędów, jakie mogłabym popełnić, więc niczego nie zaczyna. świadomość i odpowiedzialność (zwłaszcza świadomość jak duże obciążenia ze strony państwa czekają na polskich przedsiębiorców na samym starcie) zniechęca mnie do wszystkiego. Dorastam, mam prawie tyle lat co Ty i małe dziecko. Ani trochę mi nie śpieszno do własnego biznesu, raczej mam ochotę przejść zupełnie do szarej strefy. Zazdroszczę młodym beztroski, bo ja jej nigdy nie miałam. Kiedy człowiek zbyt dużo wie i rozumie, trudno mu zacząć.

  • Bardzo dobry tekst. Widzę takich ludzi dookoła siebie. Może sam jestem w jakimś stopniu tego typu osobą. Trafia.

  • Pingback: Nie jestem Millenialsem i nie robię za darmo | Muszkieter.in()

  • Pingback: Motywatory - 31.10.2013 | Asystenci.net()

  • Pingback: 37 PR-asówka - Blog PR-owiec.pl()

  • Maciek Küdlik

    Podoba mi się niesamowicie, tym bardziej, że widzę w tym tekście siebie. Co prawda nie miałem firmy którą sprzedałem za 80 tysi, ale wierzyłem jako 16 latek że mając 26 lat będę miał nieco więcej, grunt że widzę jakie błędy popełniłem dochodząc tu gdzie jestem i jak mogę wrócić na właściwe tory.
    Tekst to idealna przeciwwaga do tego całego kołczingowego chłamu ukazanego na motywujących obrazkach. Doświadczenie. Doświadczenie albo zginiemy. Żadnych frazesów, poradników, trenerów personalnych.

  • Piotr Lechniak

    Po tym wpisie nie czuję się źle, że się starzeje :)

Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę