Raporty i Analizy

Refleksje po 200-tnym wydaniu newslettera

Tekst pierwotnie pojawił się jako wstępniak w moim newsletterze #200

Kilka tygodni temu w jednym z numerów mojego newslletera zapowiedziałem, że jeśli macie jakieś pytania dotyczące tego co robię obecnie, projektów, którymi się zajmuje albo jakiś innych kwestii to czekam na wasze pytania – dostałem kilkadziesiąt maili (za wszystkie bardzo wam dziękuję) i złożyłem z nich coś na kształt odpowiedzi w modelu „ask me anything”.

To jest edycja #200 mojego newslettera więc pozwolicie, że dziś wyjątkowo skupię się we wstępniaku na sobie 😊4 lata temu (dokładnie 11 kwietnia 2016 roku) z szaleńczo bijącym sercem wysłałem swój pierwszy newsletter. Odkąd bardzo aktywnym stałem się na Facebooku pisanie postów na blogu przestało być czymś co mnie szczególnie interesowało natomiast czułem potrzebę kontaktu z czytelnikami na innym poziomie.

Newsletter sprawdził się znakomicie ale na samym początku to wyglądało jak olbrzymie ryzyko – tworzenie kolejnego kanału, konieczność dbania (co tydzień!) o niego, regularność no i kwestia samych treści.W głowie tłukły mi się dziesiątki pytań. O czym i jak pisać? Czy tłumaczyć tylko nagłówki czy może wszystko?

Jak dobierać teksty? Czy pisać je z uwzględnieniem jakiegoś tematu głównego czy robić przegląd najważniejszych informacji po prostu z zakresu technologii? Czy starczy mi motywacji co tydzień przez kilka godzin tworzyć wydanie? A jeśli nikt tego nie będzie czytał?

Po kilku wydania oraz licznych komentarzach z grubsza już wiedziałem co i jak mam robić. Jak zwykle najbardziej cenny był głos czytelników (po każdej wysyłce dostaję kilkadziesiąt maili z uwagami, wskazaniem błędów albo podziękowaniami za zwrócenie uwagi na jakąś sprawę).

Patrząc na pierwszy wydania newslettera widzę, widzę jaką przeszedłem zmianę – z fanboya i propagandysty „świata startupowego” (wiary w to, że technologia rozwiąże każdy problem) w osobę wątpiącą, widzącą jakie problemy i kryzysy tworzą ludzie za pomocą technologii.Stałem się też bardzo krytyczny w stosunku do tzw Big Tech czy amerykańskich (i od niedawna również chińskich) koncernów, które swoimi możliwością działania przerosły już państwa.

Uważam, że każda osoba, która projektuje rozwiązania technologiczne (szczególnie z zakresu AI czy face recognition) powinna bardzo poważnie myśleć o następstwach swoich działań. Nawet jeśli to nad czym pracuje to mały, uczelniany projekt (afera z Cambrige Analytica wybuchła w wyniku wykorzystania takiego właśnie projektu).

Co bym wymienił jak największe zmiany? Na pewno porzucenie masy projektów robionych „przy okazji” i koncentracja na 3 głównych podmiotach. Doba ma tylko 24h a nie można robić pięciu rzeczy na raz na tym samym poziomie.

Kolejna rzecz – zostawienie biznesów czysto technologicznych na rzecz takich posiadających własne IP oraz element rozrywki.Twierdzę, że odpowiednio stworzony brand czy narracja może zostać przekształcona w książkę, grę czy serial i sprzedawana do wszystkich krajów na świecie. Tego dokonał CD Projekt RED, inne polskiej firmy growe.

W dobie behemotów takich jak Disney ten, kto ma IP („własność intelektualną”) ma ogromną siłę. Technologia jest kopiowalna, można ją zastąpić tańszym dostawcą. Przyszłość należy do tych, którzy umieją snuć opowieści i sprzedawać je w przeróżnych postaciach.Jakie jeszcze zmiany i obserwacje bym wymienił?

Zmęczył mnie kult „zapierdalania” – bawią mnie ludzie, którzy cały dzień łążą z AirPodsami w uszach (a nawet w nich ćwiczą, i śpią), chwalą się swoim czasem spędzonym na Slacku, Messendżerze itd., uwielbiają „hustlować” i twierdzą, że nagromadzenie projektów świadczy o prężnym biznesie. To jest jakiś absurd. Te wszystkie krańcowo złe i spaczone postawy promowane przez m.in. Garego V są dla mnie przykładem, że części osób trzeba zabronić korzystać z internetu. A niektóre wręcz izolować.

Nie umiem zarządzać zespołem – nie umiem pracować z ludźmi, którzy wymagają stałej opieki, coachowania, trzymania za rękę. Nie umiem i już. Moim byli współpracownicy to potwierdzą zapewne. Działam w swoim tempie, bardzo słabo jestem w stanie komunikować swoje decyzje czy wybory kierunku działania. Kocham pracować z ludźmi o podobnej mentalności dlatego wybieram pracę z ludźmi na poziomie founderów, tworząc projekty w małych grupach. Każdy wie o co się toczy gra, nie trzeba dzwonić i ponaglać.

Kocham „doerów”! Czyli takich ludzi, którzy „dowożą”. Kocham i uwielbiam Dasz takiej osobie zadanie a wróci z rozwiązaniem. Sama pokona wszelkie problemy, zmotywuje się i zrobi to na czas bez męczenia cię i stawania w miejscu. Uważam, że tylko z takimi osobami warto tworzyć biznesy. Jeden „robiący” w firmie to za mało.

Taka osoba weźmie na barki za dużo i zginie pod ciężarem. Idealnie jeśli „doerami” są założyciele firmy. I dlatego obecnie w żadnej firmie w której jestem współwaścicielem nie pracuję z nikim poza „doerami”. Szkoda czasu.

Coraz mniej lubię polskich VC – im więcej wody upływa w Wiśle tym coraz częściej przekonuje się, że pomysł na to, żeby jakieś organizacje bez doświadczenia dostawały setki milionów złotych po to żeby je “inwestować” na bazie złych warunków (w wielu przypadkach kryminogennych) jest delikatnie mówiąc bardzo zły. Te kilka jaskółek (czyli fundusze VC, które nie dość, że mogą pochwalić się dobrymi inwestycjami ale też kontynuowaniem działalności) nie czynią wiosny.

Mamy obecnie kilkaset VC w Polsce. Ten rynek przeżarty jest przez zachowawczość, złe priorytety oraz małą sumę pieniędzy. W kategoriach zachodnich funduszy 90% polskich VC to „micro i nano fundusze”. I takie też są ich efekty.

Coraz mniej lubię polskie startupy – w 2020 chwalenie się i dawanie sobie łatki startupu to nie brak wyczucia tylko po prostu głupota. Po serii skandali, spektakularnym moralnym upadku Doliny Krzemowej i całego sektora Big Tech (Amazon, Apple, Google czy Facebook) mienienie się startupem jest dziwactwem.

Polskie startupy mają jeszcze ten problem, że żywią nadzieję na szybką inwestycję czyli chcą stać się szybkim łupem polskich VC. Skutkiem czego startupy, które mogą pochwalić się przychodami na poziomie miliona złotych urastają do rangi firm legend. Do tego ta kultura bluz z kapturem, open space’ów i wiecznie zmieniających się „projektów”. Ech. Do wora i do jeziora.

Uważam, że inwestycje i dotacje to coraz większy problem – Na pewno widzieliście już to dziesiątki razy nagłówki „Startup X dostał od funduszu Y milion złotych!” i wywiady ze szczęśliwymi założycielami, którzy prężą muskuły i opowiadają o podboju (wszech)świata. Po pierwsze to jest powód do płaczu – oddałeś właśnie dużą część firmy kompletnie obcym osobom, którym jedynie na czym zależy to na zarobieniu na nich.

Po drugie – milion złotych po podziale na zespół osób niezbędnych do rozwoju w dużym mieście w Polsce wystarczy na góra 15-18 miesięcy. Bez pieniędzy na reklamę. Innymi słowy za 15-18 miesięcy firma dopiero dowie się czy jej pomysł na produkt / usługę ma jakikolwiek sens. Powodzenia!

Unikam zależności biznesowej od „dużego brata” – strasznie mam dużą awersję do robienia biznesu jeśli to zakłada korzystanie z „silosa” jakiegoś podmiotu w stylu Google’a albo Facebooka. W sumie można powiedzieć, że nie jest to możliwe w obecnym kształcie internetu (kontrolowanym przez amerykańskie spółki) ale można uważać żeby się od niego nie uzależnić. Skutki są tragiczne.

Udaje mi się mniej pracować – Odkrywcze to nie jest ale jakby banalnie to nie zabrzmiało – praca nie jest celem a środkiem. Jeśli dobrze i mądrzy poustawiasz sobie priorytety (czasami boleśnie trzeba będzie zmienić swoje życie) to będziesz w stanie pracować mniej i cieszyć się życiem, czasem wolnym czy rodziną.

Postawiłem sobie za punkt honoru takie poukładanie swojego życia zawodowego żeby poświęcać miesięcznie co najmniej 10% więcej czasu na rzeczy, które lubię robić albo które mnie odprężają. Uwierz mi – da się!

Inwestuję w swoje zdrowie – po wyjściu od lekarza, który mi powiedział, że na jego wyczucie to objawy zawrotów głowy wskazują na raka mózgu nie pamiętam jak trafiłem do domu. Kilka dni żyłem w jakimś kompletnym oderwaniu. Na szczęście lekarz nie miał racji – przyczyna zawrotów głowy w moim wypadku była tzw choroba Meniera.

Po odstawieniu soli, mięsa (jem go już bardzo mało), rezygnacji z alkoholu oraz zamiany herbaty na taką bez teiny wróciłem do żywych. Skutkiem ubocznym jest to, że myślałem, że to krzywy kręgosłup powoduje u mnie takie efekty więc zacząłem rehabilitować się. No i tak już zostało – od 4 lat ćwiczę 3 razy w tygodniu plus dodatkowo gram w piłkę.

Każdy planowanie tygodnia zaczynam od ustawienia dat treningów. Priorytety. Poza tym mam takie jedno, egoistyczne marzenie – chciałbym zobaczyć swoje wnuki. Mam nadzieję, że zdrowszy tryb życia mi w tym pomoże.

Zacząłem dbać o dietę – również od 4 lat żywię się „pudełkami”. Dlaczego? Bo potrzebuję po prostu dobrze przygotowanych posiłków, które mogę zabrać ze sobą albo sam przygotować w domu. Z uwagi na moje potrzeby (dieta niskosodowa itd.) przygotowanie takich posiłków w domu tylko dla mnie byłoby udręką (a zatrudnieni pomocy do kuchni kosztuje o wiele więcej).

Lubie doradzanie, ale… – zabrzmi to paradoksalnie ale jestem bardzo dobry w doradzaniu ale bardzo zły w słuchaniu doradztw. Szczególnie nie umiem sam sobie doradzić. Potrafię rozłożyć na czynniki pierwsze biznes, doradzić, wskazać braki i silne cechy ale nie potrafię tego zrobić sam ze sobą. Efektem

Nadal robię „byznesy” pomimo licznych wpadek – zaczęło się 20 lat temu od stworzenia jednego z największych serwisów muzycznych w Polsce, potem jednej z największych aptek internetowych. W czasie ostatnich dwóch dekad stworzyłem około piętnaście czasami bardzo dziwnych serwisów i usług. Część z nich była tak kretyńska, że wstyd nawet o nich wspominać.

Część natomiast nie mogła się udać ponieważ nie trafiła w swój czas. Wszystkie natomiast te przygody dały mi ogromne doświadczenie. Na swoje chybione pomysły wydałem pewnie więcej niż koszt kilku wypasionych Tesli. Ale wiecie co? Zrobiłbym to jeszcze raz. W moim wypadku taka jest cena za zdobycie doświadczenia. Poznanie własnych słabości to bardzo przydatna wiedza.

Najważniejsi są przyjaciele i rodzina – Kropka. To absolutna podstawa zdrowia psychicznego. Każdy musi mieć swoją bezpieczną przystań do której może zawinąć. W okresie pandemii cholernie doceniłem to, że mam grupę znajomych i przyjaciół z którymi mogłem zdalnie grać w RPG. Tak samo rodzina – gwarant priorytetów, moralny kompas i ludzie, którzy obdarzają cię miłością. Jeśli masz takie osoby w swoim otoczeniu dbaj o nie. To jest największy skarb.

Zrobiłem pivota – 3 lata temu mocząc nogi na Hawajach stwierdziłem, że chcę zmienić swoje życie pod kątem biznesowym. Odbyłem wiele bardzo ciekawych rozmów, spotkałem się z cała masą niesamowitych ludzi i podjąłem decyzję. Chcę się zajmować grami, RPG, crowdfundingiem i rozrywką. Bawi mnie i pasjonuje tworzenie i kreacja.

Dlatego zająłem się współtworzeniem hybrydowej planszówki (Beyond Humanities: Colonies), wraz z Adamem Jesionkiewiczem wystartowaliśmy globalny e-commerce oparty o kosmiczną sztukę (Astrography) a niebawem zadebiutuje moja najnowsze spółka Spellarena, która będzie tworzyła gry wideo jak i rozwiązania hybrydowe dla RPG.

Pamiętasz co napisałem powyżej? Kto ma IP, będzie rządził w przyszłości. Ten, kto ma tylko technologię musi uważać na Hindusów i Chińczyków. Zawsze ktoś to taniej zrobi.

Potrzebuję czasami podróżować samotnie – odkryłem podczas trekkingu po Islandii, że taki w sumie monotonny wysiłek fizyczny bardzo dobrze działa na mój organizm i psychikę. Pomimo czasami ekstremalnego zmęczenia relaksuję się niesamowicie. Odcięcie się od standardowych bodźców (ekrany, powiadomienia, cyfrowa bieżączka). To jest mój zen. Koniecznie muszę to powtórzyć!

Nie wiem co dalej z Aulą Polska – Pandemia, która uniemożliwiła nam zorganizowanie spotkania w marcu trochę jest mi na rękę ponieważ od kilku miesięcy wahałem się co dalej zrobić z Aulą. Prowadzę ją 13 lat i czas najwyższy albo przenieść ją poziom wyżej (tylko czym by to miało być?) albo po prostu zakończyć. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł na Aulę o chętnie posłucham!

Kiedy wiem żeby dać sobie spokój z jakimś projektem? – w moim przypadku bardzo szybko to wiem z prostej przyczyny. Zaczynam wynajdywać setki powodów żeby tego projektu nie robić. To jak ze sprzątaniem podczas nauki do sesji egzaminacyjnej. Zrobisz wszystko tylko żeby nie usiąść do książek.

To jest mój idealny barometr (nie tylko biznesowy). Nie mam żadnego kryterium „twardego”. Po prostu rosnąca irytacja, brak zainteresowania powodują, że w pewnym momencie mówię „stop”. Niestety – często jest już za późno i muszę ponosić konsekwencje finansowe swoich kolejnych „zajawek”.

Błądzenie i popełnianie błędów jest ok – dzięki temu się uczymy (jeśli wiem co zrobiliśmy źle i chcemy to zmienić). Nie ma możliwości działać bez popełniania błędów. Jesteśmy tylko ludźmi i to jest wbudowane w nasze DNA. Nie twierdzę, że należy nie przejmować się błędami. Trzeba uczyć się popełniać ich mniej na bazie swoich doświadczeń.

Na koniec chciałbym bardzo podziękować czytelnikom, że subskrybują i czytają co tydzień ten newsletter. Mam nadzieję, że chociaż część z was dowiaduje się i uczy się dzięki niemu czegoś nowego. Jeśli jest chociaż taka jedna osoba mogę śmiało powiedzieć, że to co robię ma sens. OD 4 lat wspieracie mnie i dajecie pretekst żeby usiąść i pisać.

Cześć!

Nazywam się Artur Kurasiński i jestem autorem tego bloga. Piszę o technologiach i ich wpływie na nasze życie.

Zostaw poniżej maila aby zapisać się na mój cotygodniowy, najlepszy w Polsce newsletter o technologii, który subskrybuje już 5500 czytelników!




Zapisz się do mojego newslettera

Raz w tygodniu wyślę Ci wyselekcjowane informacje ze świata: technologii, biznesu i mediów. Jeśli interesujesz się startupami, dronami, drukiem 3D, EV, VR, AI, AR, video czy bitcoinami to witaj w domu.

Obiecuję - zero spamu tylko samo "mięcho"!

Wahasz się? Dostaniesz też za darmo w PDFie komiks "Strange Years" stworzony przez Michała "Śledzia" Śledzińskiego!




Dziękuje, nie chcę