Aula jest 18 czerwca
12:35 16th June 2009

Podobno mało osób się zapisuje na Aulę nr 36, która odbędzie się 18 czerwca (czwartek). Może to sesja, może to spadek formy przed wakacjami albo wyjątkowo duża ilość maili trafia do spamu a nasz aulowy RSS nie działa jeszcze dobrze?
W każdym bądź razie informuję, że Aula będzie i zapraszam na nią – będzie m.in. robotach, audiobookach, web 3.0 (taaak!:) i semantycznej wyszukiwarce z polski rodem :)
Klikajcie to przy okazji zobaczycie naszą nową stronę! :)
PS. Ta Aula jest dostępna dla wszystkich!!
TMT.Communities’09 Warsaw
13:51 11th June 2009

18 czerwca w Warszawie odbędzie się konferencja “TMT.Communities’09 Warsaw” z udziałem wielu bardzo ciekawych gości z polski i zagranicy. Będzie to jedna z niewielu szans posłuchać członka The Pirate Bay przysłuchującego się dyskusji o polskim prawie autorskim z reprezentantem ZAIKSu…
Zapowiedzieli i potwierdzili swoje przybycie prelegenci z zagranicy (między innymi: Łukasz Gadowski inwestor z Team Europe Ventures i twórca Spreadshirt oraz Marcin de Kamiński z The Pirate Bay). Będziemy omawiali sprawy portali – ich obecna rola oraz bliska przyszłość – podczas tej rozmowy panelowej nie zabraknie czołówki polskiego internetu (m.in. Michał Brański o2, Tomasz Jażdzyński Interia.pl, Robert Bednarski z Onet.pl czy Grzegorz Tomasiak z WP).
Anna Kobylańska z CMS Cameron McKenna spróbuje odpowiedzieć jaki wyrok na organizację typu TPB mógłby zostać wydany w Polsce.
Będziemy też rozmawiali o piractwie, sieciach P2P, roli nadawców i prosumentów w dobie mediów elektronicznych (tutaj swoją obecność zapowiedzieli przedstawiciele m.in. ZAIKSu, Gutek Film, Polskiej Partii Piratów oraz serwisu tłumaczącego napisy – Hatak.pl).
Pojawią się też dyskusje panelowe dotyczące “pokolenia C” (z udziałem m.in. Marcina Jagodzińskiego twórcę Blip.pl) oraz “wyspecjalizowanych” serwisów społecznościowych typu Bliscy.pl, MłodeLata.pl czy LocoZone.pl.
Szczegółowy plan konferencji znajdziecie tutaj
Zapraszam serdecznie w imieniu swoim (będę moderatorem części dyskusji) oraz organizatorów.
PS. Obiecuję też wywiad wideo z Marcinem De Kamińskim z TPB na temat związane z procesem i wyborami do Parlamentu Europejskiego w których dwa mandaty dostała szwedzka Partia Piratów. Wywiad jak zwykle przygotuje i zmontuje Maciek Budzich.
Czasami Life is Good
17:09 9th June 2009

Mmd firma obsługująca w Polsce koncern LG zaprosiła mnie do testów telewizora LCD oraz odtwarzacza blu-ray. Skusiłem się bo a) zawsze chciałem zobaczyć Megan Fox w Transformersach lepiej i wyraźniej b) nie miałem okazji sprawdzić co znaczy Full HD z powodu braku sygnału (kochana Cyfra + każe sobie dopłacić za programy w jakości HD) c) odrzucić możliwość dobrej zabawy jest po prostu bardzo głupie…
Chrzest ognia telewizor przeszedł podczas finału Ligii Mistrzów (Barca!) – niestety ciągnąłem sygnał przez kochaną Cyfrę + więc nie byłem w stanie powiedzieć czy oglądam transmisję z 2009 roku czy widzę mecz na Wembley z 1974. Jakość obrazu marna tak jak komentarz Szpakowskiego. Dodatkowo Cyfra + ma ostatnio tendencję do gubienia sygnału nawet przy małych opadach deszczu – pikseloza, brudy post-kompresyjne i inne fajne rzeczy pojawiają się coraz częściej. Ale wróćmy do LG.
Różnicę zauważysz natomiast w czasie korzystania z Xboksa – obraz jest żywszy, wydaje mi się (podkreślam wydaje bo nie mogę podłączyć na raz dwóch monitorów), że na LG gry wyglądają lepiej. Nie o niebo lepiej ale zauważalnie. Czy aż o tyle lepiej żeby koniecznie kupować sprzęt z 200 Hz? Poważnie bym się zastanowił jeśli nie jesteś geekiem albo hardkorowym graczem kupującym kable HDMI po 500 pln (lub drożej).
Jestem natomiast pod wrażeniem blu-ray’a – jakość obrazu jest bardzo bardzo dobra na tyle, że aż trzeba się przyzwyczaić (efekt podobny jak w iMaksie – lekki zawrót głowy w dynamicznych scenach przez jakiś czas). Po to zostało wymyślone kino domowe! Powiem szczerze – bo różnica między DVD a blu-ray’em jest widoczna niestety. Niestety ponieważ oznacza to, że trzeba będzie (znowu!) kupić całą trylogię Star Wars, trylogię Władcy Pierścieni, Matriksa…
Blu-raya testowałem na “Transformersach” – pamiętał ten film z kina i wiedziałem, że będzie to jeden z pierwszych filmów jakie zakupie jeśli kiedyś będę miał możliwość zainstalowania sobie napędu z niebieskim laserem. W kolejce czeka “Stealth” (ach te sceny podniebnych akrobacji, ach ta Jessica Biel), “300″ (must have on blu-ray), “Batman – Dark Knight” oraz. Dziwne ale nie znalazłem w pudełku z blu-rayem żadnej płyty “demo” – wypadek przy pracy czy brak wyobraźni producenta? Wystarczyłoby pokazać trailery kinowe nagrane w jakości HD żeby spowodować zwiększone wydzielanie płynu ze ślinianek.
LG chwali się, że ich blu-ray może być podłączony do internetu i stamtąd “ssać” filmy z YouTube – cóż wierzę na słowo, nie sprawdzałem bo nie chcę sobie psuć przyjemności z oglądania filmów “tylko” w jakości HD…
Acha – w związku z tym, że jestem tylko testerem sprzętu LG telewizor powędruje jako nagroda w konkursie, którego formułę wymyślam w pocie czoła. Telewizor jest “trochę” wart więc szczęśliwiec będzie mógł sam ocenić i testować sprzęt w swym domowym zaciszu.
Śledźcie zatem kolejne wpisy, może właśnie Ty staniesz się posiadaczem zajefajnego telewizora, który macał sam bloger AK74? Hę? A może jeszcze sypnę paroma płytami blu-ray do oglądania, kto wie, kto wie :)
Nadstawiam uszy na fajne pomysły na konkurs – jestem otwarty na każdy zwariowany pomysł!
PS. Informacja dla innych firm, które wahają się z przysłaniem swoich próbek do mnie – nie bójcie się, nie gryzę – jeśli macie naprawdę fajny sprzęt to zapraszam, nie zjadę go bardzo w recenzji. Chętnie zobaczyłbym w swojej skrzynce na listy jakiś zegarek Patek albo Maserati pod domem – w ostateczności może być Omega albo Lamborghini!
Gary Cooper
0:06 4th June 2009

Pamiętam, że 1 czerwca jedną z niewielu atrakcji w Centralnej Składnicy Harcerskiej był (jak od lat) model redukcyjny w skali 1:72 samolotu “PZL Łoś”. Wraz z innymi modelami samolotów (RWD-5, JAK-1M, Czapla) był stałym elementem każdego pokoju młodego chłopca. Ile radości sprawiał fakt kupowania innych modeli na giełdzie stadionu “Skry” przywożonych z Niemiec, Japonii i Włoch. Żadna wersja FF ani Google Wave teraz nie daje mi tyle pozytywnej energii …
Pamiętam jak podczas jazdy samochodem mnie i ojca zatrzymał po cywilnemu jakiś facet (ORMO jak się okazało) i wypytywał dlaczego dziecko jeździ na przednim siedzeniu skoro nie ma 12 lat. ORMOwcowi nie spodobał się mój wzrost i nakazał przesiąść mi się do tyłu. Ojciec zignorował prośbę o ja dowiedziałem w telegraficznym skrócie co to jest ORMO, co robi i czym zajmują się matki tych panów. Taki szybki kurs wiedzy o społeczeństwie.
Pamiętam demonstracje, okrzyki “chodźcie z nami, dziś nie biją“, smród petard i gazu łzawiącego, który przez wiele dni po demonstracjach zalegał w bramach praskich podwórek. Fajnie się bawiło w potem kawałkami tych petard. Niestety nikt nie chciał być milicjantem w naszej zabawie.
Pamiętam jak w podstawówce mój kolega z klasy zapraszał nas do siebie aby oglądać na totalnie zrypanych kasetach VHS takie hity jak “Pluton”, “Inwazję na USA” (Chuck!!) czy “Delta Force” z dzielnymi amerykańskimi komandosami. Kolega miał również bogatą kolekcję kaset magnetofonowych oraz służbową broń ojca milicjanta, który filmy i kasety przynosił z “pracy” ponieważ były to zarekwirowane w śledztwie materiały dowodowe.
Pamiętam jak ojciec odkupił za jakąś śmieszną sumę ówcześnie plakat z Garym Cooperem, którego nie zdążył powiesić na ścianie jakiś młody chłopak. Plakat leżał przez wiele lat gdzieś na szafie bo głupio się było przyznawać do Solidarności, facet z wąsami i całego tego zamieszania.
Pamiętam pierwsze spotkanie szkoły z Bednarskiej w sali Audytorium Maximum na UW gdzie wisiał napisany ogromną solidarycą napis “Witamy!”. Pomyślałem wtedy, że skoro ten napis znany mi z rozrzucanych ulotek, znaczków i szybko zdzieranych ze ścian plakatów to chyba coś nie tak jest z tym całym światem – może komunizm faktycznie nie jest już taki silny skoro publicznie można coś takiego powiesić?
Coś przeżyłem (mało świadomie), coś na pewno przeszło mi koło nosa (za późno się urodziłem aby z jednym fakultem i znajomością trzech słów po angieslku zostać szefem sieciowej agencji reklamowej).
To se ne vrati i cholera bardzo dobrze.
Współczuję tym, którzy nie pamiętają komunizmu ani tego co się działo przed 1989 – to była niezła lekcja życia..
Nie dajmy sobie wmówić, że jest źle, strasznie i w ogóle gorzej – pamięć ludzka potrafi wyprzeć bardzo dziwne rzeczy..
Świętujmy. Należy nam się :)
4 czerwca 1989 to fajna data.
Głowy w chmurach
22:00 25th May 2009

Pierwszego dnia konferencji 2K9 jednym z punktów programu były prezentacje portali – w domyśle ich pomysłów na ściganie się z konkurencją, umiejętności wyciągania wniosków z obecnych problemów, nowych produktów i wizji rozwoju…
Trochę mi głupio, że nie będę mówił w samych superlatywach o 2k9 bo wbiłem się na nią na “krzywy ryj” jako pomoc techniczna Maćka Budzicha ale obiecuję, że krytykować konstruktywnie będą samych panelistów i atmosferę niż samą imprezę i jej twórców (których pozdrawiam i zapraszam do wysłania mi następnym razem bezpłatnego zaproszenia! :)
Pominę występ gościa specjalnego (Diego Semprún de Castellane) bo nie miałem okazji zobaczyć stojąc w porannych korkach – skupię na tym co według mnie jest pewnym trendem wśród największych graczy (przy okazji – wśród prezentacji pojawiał się pewien termin. Otóż portale nazywają siebie teraz “wydawcami” – jak rozumiem ma to zbliżać kolegów i koleżanki z portali do starych mediów i pokazywać, że w portalach to nie tylko “papowskie” przedruki ale własne treści powstają).
Gazeta, WP i Onet (Tomasz Jażdżyński zamiast o portalu Interia, któremu przewodzi mówił o rynku, wycenach i akwizycjach firm internetowych – bardzo ciekawe bo okraszone dużą porcją liczb i statysty) mówiły o tym co mają zamiar zrobić zamiast spróbować wyjaśnić jakimi środkami zamierzają pokonać kryzys (to straszne słowo na “k”) i dalej dynamicznie rozwijać się. Przynajmniej taki był zamiar.
Prezentacja Tomasza Józefackiego z Agory zrobiła na mnie złe wrażenie – nie ze względu na styl ale na fakt, że tak jak i pozostali w ogóle nie podjął tematu i uciekał od odpowiedzi na temat kondycji portalu i pomysłów na wyjście z impasu (deliktanie mówiąc), zgotowanego przez byłego prezesa zakupem Tradera. Pojawiając się na spotkaniu branżowym na pewno musiał liczyć się z pojawieniem się takich pytań – niestety uciął je w najprostszy sposób mówiąc, że na nie nie odpowie. Szkoda.
Jasne – nie wymagam abym na branżowej konfie gdzie są wszyscy konkurenci szczerze spowiadać się ze swoich dokładnych planów rozwoju – chciałem tylko usłyszeć, że firma ma problemy ale ma też plany czy coś podobnego. Zamiast tego usłyszałem, że Agora ma dużo marek i umie nimi zarządzać. To trochę za mało jak na reprezentanta koncernu, który wykazała stratę dziewięćdziesięciu paru milionów na początku tego roku w wyniku przejęcia internetowej firmy.
Analizując po spotkaniu wydaje mi się, że w końcu udało mi się znaleźć podstawowe różnice w prezentacji Michała. Różniła się od innych “portalowych” prezentacji adresatem. Michał mówił do zebranych na sali i “marketerów” a jego konkurenci do swoich rad nadzorczych i prezesów spółek. Onet, WP, Interia i Gazeta to firmy zamocowane w dużych firmach z bardzo rozbudowaną strukturą: zarządami, prezesami, osobami decyzyjnymi.
Te prezentacje były kierowane właśnie do nich z ukrytym przekazem “mamy wizję i pomysły, poczekajcie nie ścinajcie jeszcze naszych głów!”.
Michał pokazywał sytuację obecną wynikłą z konsekwencji decyzji podjętych kilka la temu. Panowie z WP, Onetu i Gazeta uciekali do przodu raz chcąc zanegować sytuację (“jest źle ale bez przesady – inni mają gorzej”) a dwa, że tak naprawdę nie mają pojęcia jak i co mają zmieniać (nie twierdzę, że wiedzą to zarządzający o2).
Te prezentacje były przygotowane na podstawie tezy “jest kryzys – mój przełożony będzie chciał się dowiedzieć jaki ja mam pomysł na odbicie się od dna”. Niestety prawie wszystkie pomysły (np. Onet i WP ze swoją strategią “trzech ekranów”) wzięte rodem z końca bańki 1.0 i tak samo kiepsko się ich słuchało.
To było jakieś próby wyciągania z rękawa zgranych kart – mobile, iptv, które od lat nie mogą w Polsce na dobre wypalić. Czy dla Grupy Onet stworzenie nawet 10 serwisów wielkości “Onet lajt” pozwoli na pokrycie strat związanych ze spadkiem reklamodawców? Chyba nie bo reklamodawców na “mobajlu” jeszcze trudniej namówić.
Na tle poprzedników prezentacja Michała Brańskiego wyglądała na (w moim przekonaniu) lekko ironiczną i ucierająca nosa przez skoncentrowanie się na “tu i teraz”. Michał zamiast pokazywać “przyszłość” i czytać z fusów skupił się na analizie problemów rynku AD 2009 – braku edukacji klientów, wmawiania im, że zasięg rozwiąże wszystko (wielbienie Megapanelu i kupczenie ruchem mniejszych serwisów), brak przygotowania do sprzedaży w modelu CPA tam gdzie to można robić i last but not least – zwalanie na kryzys wszystkich problemów, podczas gdy należy mówiąc brutalnie zamknąć się i zapieprzać aby jak najszybciej z tej zapaści wyjść.
To jest również dobra ilustracja co do tego jak myśli się i pracuje w “dużych firmach” – szybkość reakcji, ilość stanowisk i ludzi, których trzeba przekonać do swojego pomysłu czy wreszcie czas wdrożenia nowego pomysłu zajmuje czasem o wiele więcej czasu niż czasami trwa proces zmian rynkowych. Innymi słowy reakcja na kryzys u “dużych” może się pojawić w momencie kiedy część rynku z którego żyją przestanie istnieć. Wiem, brzmi kasandrycznie ale zerknijcie na statystyki dzienników, tygodników i miesięczników z pierwszego kwartału – równia pochyła.
Od liderów rynku w 2009 roku chciałbym dowiedzieć się co chcą zrobić w dziedzinie mobile poza zbudowaniem “lajtowej” wersji swojego portalu i pokazywaniem w Plejadzie treści z TVN (case Onetu). Robi zapewne dużo wewnątrz, ale do świadomości “branży” przenikają bardziej takie wydarzenia jak cięcia w zatrudnieniu na wysokich szczeblach – komentowane zresztą żywo na forum Internet Standard przez byłych i obecnych pracowników co na pewno nie służyło budowaniu dobrego PR portalu z Wiertniczej.
Idąc dalej – co WP jako portal może dać polskiemu rynkowi poza chwaleniem się związkami z telekomem – wszak WP Mobi czyli pomysł na bycie wirtualnym operatorem zdechł całkiem niedawno (pomimo posiadania w grupie Orange!). Czy Interia poza wywalaniem kasy na szumne kampanie z coraz dziwniejszym przekazem jest w stanie stworzyć coś oryginalnego.
Czy Agora mogłaby wyjaśnić po co oddziela Wyborczą.pl od Gazeta.pl i z uporem mówi, że tak jest lepiej (może dla struktur wew. firmy jest lepiej ale do internauty to jest bajzel semantyczny). Rozumiem, że Gazeta ma Bobery a Wyborcza drukuje wywiady z Michnikiem natomiast można jakoś wymyśleć istnienie treści tak od siebie różnych w ramach jednego podmiotu. Innym jakoś to się udaje.
Ptaszki w wielu branżach ćwierkają, że te największe tąpnięcie i szatkownia budżetów reklamowych są jeszcze przed nami – dopiero do nas dochodzi kolejna fala. Jeśli niektóre stacje TV straciły już 20%-30% swoich budżetów, gazety 30%-50% i nawet reklamodawcy internetowi zaczynają przykręcać kurek to jesień po okresie wakacyjnej plaży jawi się jako bardzo bardzo ciekawy czas rozliczeń, dymisji i bankructw dużych i znany marek.
Obserwujcie i wyciągajcie wnioski z tego co się dzieje w Merlinie i Empiku. Rynek e-commerce w Polsce zmieni się znacząco w czasie następnych 6 miesięcy. Nie tylko portale będą miały ciężko – cała branża medialna i reklamowa dostanie po nosie. Nie będzie zwycięzców i pokonanych tylko Ci którym udało się zminimalizować skutki recesji.
Być może nie w czasie tego kryzysu ale w następnym zobaczymy jak modele zasięgowe i wciskanie kitu, że “każdy user jest taki sam – nieważne czy walimy do niego reklamą na Onecie, Pudelku, blogu czy społecznościówce” w końcu się wywróci. Bynajmniej nie wieszczę szybkiego końca CPMów i reklamy “displayowej” – podobnie jak w usługach GSM nadal tryumfy święci stary, brzydki SMS. Zmiany jednak dokonują się i erozja starych modeli postępuje od paru lat.
Na koniec pozwolę sobie zacytować oficjalne podsumowanie konferencji:
“Wystąpienia prelegentów podczas konferencji Internet 2k9. Złoto tylko dla zuchwałych potwierdziły, iż krajowa branża on-line jest sektorem wyraźnie ukształtowanym, silnym i co ważne posiadającym strategię rozwoju, również w okresie spowolnienia gospodarczego. Nikt nie zamierza spocząć na laurach, kryzys jest dla internetu niewiarygodną szansą, której chyba nikt nie chce zaprzepaścić i nie wykorzystać. Złoto zdobywają zuchwali – tych wśród polskich graczy on-line nie brakuje, o czym z pewnością będzie można się przekonać już za rok na kolejnej konferencji z cyklu 2k. Oby było to udane i pełne fajerwerków podsumowanie trudnego i pełnego wyzwań roku 2009.”
Niektórzy nadal mają głowy w chmurach. Dobrze jeśli spojrzą w dół bo inaczej za chwilę nie będą mieli po czym stąpać.
Aula Polska – drugie urodziny
21:10 19th May 2009

26 maja (wtorek) będziemy hucznie mam nadzieję świętowali drugi urodziny Aula Polska. W programie zabraknie co prawda karlic i kobiet z brodą kodujących w RoR ale uwierzcie mi, że nadal możecie się spodziewać paru wesołych niespodzianek…
Poniższy tekst jest stworzony dla celów PR – proszę zatem wybaczyć jeśli wezmę go w nawias i powiem, że nie jest to język jakim normalnie operuję czy używam :)
Uprzedzę od razu pytanie dotyczące sposobu zapraszania i zgłoszeń – ta Aula jest specjalna, przyjeliśmy inne niż normalnie sposoby oceny zgłoszeń. Tyle.
Więcej na ten temat na oficjalnym blogu Auli.
“26 maja o godz. 19.00 w Sali NewConnect w budynku Giełdy Papierów Wartościowych odbędzie się jubileuszowe spotkanie Auli, poświęcone m.in. podsumowaniu jej dwuletniej działalności. Aula Polska (www.aulapolska.pl) to inicjatywa non-profit, której misją jest stymulowanie rozwoju nowych technologii, poprzez promowanie kultury przedsiębiorczości. W praktyce oznacza to około 40 spotkań w ciągu dwóch lat, na których liderzy, wizjonerzy i rzemieślnicy cyberprzestrzeni dzielą się swoimi koncepcjami, spostrzeżeniami, kulisami realizacji projektów i często niedostępnymi gdzie indziej informacjami o efektach swoich działań. Wstęp dla gości jest darmowy i mile widziany jest każdy, dla kogo technologia jest pasją, kto tworzy realną wartość, ma własne pomysły, poszukuje inspiracji i chce wdrażać w życie nowe – najlepiej własne – projekty internetowe.
Każda Aula rozpoczyna się kilkoma krótkimi prezentacjami. Duży nacisk kładziony jest na ich solidną zawartość – marketingowe ogólniki, brak spójności i twierdzenia bez solidnych podstaw natychmiast są wychwytywane przez publiczność. Prelegenci dzielą się swoim praktycznym doświadczeniem, opowiadają o problemach projektowych i sposobach ich rozwiązywania. Ci z nich, którzy odnieśli sukces w biznesie internetowym, najczęściej tworzyli swoje projekty od podstaw, wkładając w nie mnóstwo pracy i podejmując ryzyko porażki. Dlatego ich wiedza może okazać się nieoceniona w realizacji nowych pomysłów.
Prezentacje prowadzą też młodzi przedsiębiorcy, przedstawiając nowe projekty internetowe (start-upy), które dopiero ujrzały lub mają ujrzeć światło dzienne oraz prelegenci przedstawiający możliwości finansowania przedsięwzięć.
Punktem kulminacyjnym programu jest zawsze część kuluarowa Auli, która pozwala na swobodny przepływ informacji i kontaktów pomiędzy prelegentami i gośćmi. Młodzi przedsiębiorcy – przyszli ludzie sukcesu – mają niecodzienną szansę na bezpośrednią, nieformalną rozmowę z kimś, kto może udzielić bezcennych wskazówek i przekonać do odważnego działania.
Igor Dzierżanowski, współorganizator Auli podkreśla jej non-profitową działalność: „Aula różni się od typowych konferencji marketingowych czy spotkań biznesowych – nie próbujemy nikomu nic sprzedać, nie stoi za nami żaden komercyjny gracz. Wartością dla uczestników jest konkretna, praktyczna wiedza i autentyczność. Wstęp jest bezpłatny, mamy doskonałych prelegentów i nikt nie jest skrępowany garniturami – obowiązuje styl własny. Każdą Aulę od dwóch lat kończy tradycyjna wspólna pizza, przy której właśnie powstają się nowe koncepcje.”
Dotychczas na Auli zabierali głos przedstawiciele m.in. takich podmiotów: Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, MSWiA, NASK, TVP, IBM, Nokia, Microsoft, Novell Polska, o2, GoldenLine, Money.pl, Gadu-Gadu, Krajowy Fundusz Kapitałowy, Giełda Papierów Wartościowych i wielu innych.
Obecnie animatorzy Auli pracują nad wzbogaceniem spotkań wiedzą i obecnością przedstawicieli międzynarodowych przedsięwzięć internetowych. Na najbliższej, jubileuszowej Auli, 26 maja, wystąpi Oliver Ueberholz założyciel i dyrektor zarządzający międzynarodowym serwisem skierowanym do animatorów społeczności, Mixxt.net (w Polsce pod adresem www.mixxt.pl), a całe spotkanie koncentrować się będzie na problematyce rozwoju międzynarodowego i dofinansowaniu młodych przedsięwzięć technologicznych oraz podsumowaniu dwóch lat działalności inicjatywy. Aula Polska działa w ramach programu Digital Culture Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej pod patronatem Europejskiego Roku Kreatywności i Innowacji 2009.”

*** a teraz reklama start-up’a :) ***
Reklama, reklama, reklama
22:51 18th May 2009

Nie wiem czy ktoś to zauważył, ale zacząłem publikować reklamy na blogu. Mam nadzieję, że jednak ktoś to dostrzeże i kliknie bo w końcu taki jest sens reklam internetowych. Tym samym zapewne część z Was zakrzyknie w oburzeniu i powie “nieee!!!”….
Nigdy nie rozumiałem (po zaczęciu sprzedaży reklam na swoich blogach przez Maćka czy Grześka) jak można tłumaczyć się, że nie jest się wielbłądem i klarować czytelnikom, że reklama serwisie na który ktoś zagląda jest po prostu konsekwencją w rozwoju takiego serwisu. Cóż z tego, że zaczęło się blogować bez chęci komercjalizowania swojej twórczości kiedy okazja sama włazi w ręce – blog jest odwiedzany są więc potencjalni konsumenci reklam.
Argumenty o “ciemnej stronie mocy”, “żerowaniu na biednych użytkownikach internetu” czy też tym podobne pierdoły wypisywane przez pryszczatych nastolatków, którym się śni, że wszystko jest za darmo (a w szczególności mp3 i gry ściągane z p2p) puszczałem i puszczam nadal koło uszu. Dla mnie to jest bełkot ludzi nie rozumiejących rzeczywistości.
Chcesz sobie poświęcić dwa lata na coś z czego nie masz na przysłowiowe waciki – Twoja sprawa ale nie zabraniaj mi dokonywać innych wyborów. Ostrzegam, że będę prostacko wyśmiewał każdy komentarz rozpoczynający się od słów “dość, kasuję ten serwis z RSSów”. Jeśli nie rozumiesz, że nie zamieszczając reklamy nie szkodzę Tobie ale dzięki temu będą mógł “wlać w siebie wenę z puchy” (cytat z J.Polaka) to przepraszam Cię bardzo, ale spadaj na Grono i baw się dobrze.
Od pewnego czasu odmawiałem różnym agencjom i domom mediowym ze względu na śmieciowe stawki proponowane – jak się sprzedać to raz a dobrze. Obecnie pod każdym postem zobaczycie trzy reklamy – Allegro, AdTaily oraz moją self promotion czyli Szuflera do którego korzystania bardzo zachęcam.
Zachęcam też do zapisania się i potestowania AdTaily – kokosów może nie zarobicie, ale jakaś kaska wpadnie Wam do kieszeni na pewno większa niż z AdSense (których nie cierpię).
No to cóż – zapraszam do klikania.
*** a teraz reklama start-up’a :) ***
Stare media – wróćcie!
9:02 27th April 2009

Z przyjemnością przeczytałem bardzo ciekawą analizę Michała Kobosko (szefa tego samego Newsweeka o którym ironicznie napisałem, żeby nie czytać). Jest to kolejny tekst, który w sumie mówi bardzo prostą rzecz o “nowych mediach” z punktu widzenia dziennikarza (czyli przedstawiciela “starych mediów”) czyli osoby mającej najlepszy ogląd tego co w się dzieje w jego środowisku…
Zasadniczo zgadzam się z tekstem naczelnego Newsweeka w 100%. Moda na wychwalanie i stawianie na postumencie “nowych mediów” jako czegoś lepszego niż “stare media” czy “stara szkoła dziennikarstwa” jest dla mnie przykładem na kompletne oderwanie się od rzeczywistości i realiów panujących w mediach. Co gorsza próba narzucenia prymatu nowych mediów jako czegoś lepszego wydaje mi się tak absurdalna, że aż śmieszna.
Proszę mi powiedzieć z czego żyją portale (teraz i zanim weszły w erę “user generated content”)? Portale żyją z modyfikacji (podkreślam – modyfikacji!) informacji PAPowskich + dołączone do nich reklamy. Choćby sam prezes Onetu się zarzekał, że jest inaczej. Portale nie wytwarzają treści a “zasysają je” i “obrabiają” podając w inny sposób i innej grupie docelowej. Czy po “oddesaniu” z serwisów p2p czy video hostingowych treści wyprodukowanych przez studia filmowe i stacje telewizyjne znajdzie się coś oprócz scen z amatorskim striptizem przed kamerką, podpaleniem bąków kolegi albo wypadek samochodowy pod blokiem?
Powyższą analogię można i trzeba niestety zastosować do zdecydowanej większości serwisów, portali, vortali, blogów i serwisów społecznościowych. Po wypreparowaniu z nich treści nie stworzonych przez nie okaże się, że podstawą są zdjęcia użytkowników i ich opisy profili. To trochę za mało aby tworzyć “nową jakość” jaką mają stać się “nowe media”.
Ile tak naprawdę “w internecie” powstało tekstów merytorycznych, mających strukturę dającą się czytać, zawierających rzetelny opis a nie erupcję emocji? Który z blogerów czy dziennikarzy z portali czy vortali zbliżył się. Czy “internet” mógłby zrodzić dziś kolejnego Ryszarda Kapuścińskiego? Czy internetowi “watchmani” mogliby upolować jakaś aferę na miarę “starachowickiej” albo łódzkich “łowców skór”? Czy mogliby zainicjować akcję w stylu “rodzić po ludzku” Wyborczej albo WOŚP Owsiaka? Nie. Po stokroć nie.
Zachwycając się Kutimanem należy (z całym szacunkiem dla jego talentu) jasno powiedzieć – to jest przetwórstwo zrobione przez samouka. Genialnego samouka ale to nie zmienia faktu, że Kutiman bez zasobów YouTube nie stworzyłby nic. W jego trackliście nie pojawiłby się żaden utwór ponieważ on sam nie tworzy ale przetwarza. Ilu Kutimanów znajdziemy na YouTubie? Miliony. Twórczość ilu “kutimanopodobnych” artystów stanie się kanonem kulturowym? Stawiam na to, że zero. Kult amatora może zostać wytworzony na wartościowych treściach. Co się stanie ze wszystkimi “kutimanami” tego świata jeśli by odciąć ich od bibliotek i źródeł informacji? Zremiskują się na śmierć.
Jest w powyższym przypadku coś więcej tylko niż stwierdzenie szczególnego przypadku. Działania nowych mediów można en bloc właśnie przyrównać do wykorzystywania treści i ich (bardzo kreatywne) przetwarzania ale w zasadzie tylko przetwarzania. Rzadko zdarza się stworzyć w Internecie nową jakość bez “zasilania” jej treściami ze “starych mediów”. Zaryzykuję stwierdzenie, że w zasadzie wszystko co najlepsze w wydaniu internetowym jest po prostu modyfikacją, zmianą ale nie stworzeniem niczego nowego na tyle aby gloryfikować to medium.
Modyfikacją mającą na celu dotarcie tych samych treści do różnych grup odbiorców przy czym trzeba położyć nacisk na stwierdzenie, że Internet perfekcyjnie opanował umiejętność wymuszania skracania, kompresji, pozbawiania znaczenia czy wręcz ogłupiania prostotą przekazu.
Efekt? Pokolenie obecnych studentów ma problem z pisaniem podstawowych tekstów analitycznych. Zerkam czasami przez ramię żony, która wykłada na Wydziale Psychologii. Poziom wypracowań, słownictwo, refleksja autorów jest tragiczna. Z takim poziomem operowania słowem pisanym nie ukończyłbym za moich czasów szkoły podstawowej.
Dorosłe osoby (i jakby nie było elita – są w końcu studentami) nie umieją korzystać ze źródeł, nie umieją przekształcać tekstów cudzych. Pytanie czy można zatem “uwalić” większość grupy i kazać im pisać do skutku? Stanąć okoniem, wychowywać, tępić, wpajać podstawowe umiejętności w wieku 20 lat? Czy przymknąć oko i stwierdzić, że “taka jest teraz średnia”?
A na rynku pojawia się Pokolenie Y (urodzeni między 1982 a 2001 rokiem) reklamowane jako to, które naturalnie posługuje się czatami, plikami wideo zasysanymi z sieci, blogami i cała warstwą “społeczną” serwisów internetowych. Bo za pomocą sprawnej obsługi klienta p2p nie załatwią sprawy w okienku ZUSu (w Polsce pewnie jeszcze długo nie). Strach się bać czego Generacja Y jeszcze nie będzie umiała. Pamiętajmy jednak, że po niej przyjdą kolejne.
Żyjemy w otoczeniu w którym natężenie bodźców staje się krytyczne. Aby wywołać w nas emocje kreatorzy informacji, artyści i duchowni muszą odwoływać się do zupełnie nowych metod dzięki którym chcą dotrzeć do nas ze swoim komunikatem. Film z serii “Piła” (i jemu podobne) jest przykładem bezradności reżyserów epoki cyfrowej – aby zaszokować widza muszą się ścigać z kręconymi komórka scenami gwałtów, wypadków, spaleń i całej masy rzeczy jakie czynimy sobie nawzajem.
Te dwie warstwy (emocje i informacja) nakładają się na siebie tworząc efektowny wzorzec oraz smaczną treść zachęcającą do konsumpcji. Jednak nadmiar któregoś z tych elementów powoduje schorzenia – albo drętwy dydaktyzm i konserwatyzm mediów albo po przegięciu w drugą stronę tabloidyzację i “inforozrywkę”.
Kiedyś szokowano poprzez przekraczanie barier i schematów. Wystarczył pisuar ustawiony jako element wystawy. Teraz szokuje się poprzez przekraczanie granic i norm – sztuka aby wywołać emocje musi przeskoczyć życie czyli po części to co widzimy na ekranach telewizorów. A to jest bardzo bardzo trudne.
Internet nie może stać się dominującym kulturowo medium ponieważ jego budowa uniemożliwia czy wręcz zniechęca do zagłębiania się w teksty, dyskusje merytoryczne i dzielenie się informacjami nie będącymi wytworem osób trzecich. Internet w obecnej formie narzuca emocje ponad merytoryką i uniemożliwia prowadzenie dialogu w sposób pozwalający na mierzalny rozwój intelektualny. Wychowywanie dzieci za pomocą serwisów typu “ściąga.pl” powinno być karalne na takim samym poziomie co komunistyczne podręczniki do ekonomii chwalące gospodarkę socjalistyczną.
Podsumowując – bez rzetelnej, “starej” szkoły tworzenia informacji nowe media zalewane są wtórnymi treściami nie dającymi żadnego intelektualnego “paliwa” do rozwoju kulturowego i społecznego. Spłycanie informacji, brak refleksyjności, brak umiejętności tworzenia nowych form i treści – wszystko to wskazuje, że wcale nie rozwijamy się ale cofamy na mapie cywilizacyjnego postępu. Bawimy się odbiciami w lustrach dla samej frajdy zobaczenia czegoś nowego ale jakże dobrze znanego.
Wiem, wiem – mam 34 lata i jestem starcem w rozumieniu różnicy wieku między mną a dzisiejszym nastolatkiem. To, że wiem co to jest “4chan”, “two girls and a cup” i “bukake” tylko pewnie dlatego jeszcze mam jakiś kontakt z rzeczywistością. Każde pokolenie starsze narzeka na młodszych wytykając im głupotę, rozwydrzenie, upadek obyczajów i brak szacunku do kultury i historii własnego kraju.
Tylko czy każde pokolenie staje się częścią takiego przełomu jaki wygenerował Internet i inne podległe mu środki przekazu?
Śmiem wątpić – co niestety nie jest dla mnie pocieszające.
Bo o czym mam rozmawiać z taką dziewczynką?
Wyniki finansowe Apple – szarlotka z konkurencji
8:00 24th April 2009

W ostatnich dniach korporacje Apple opublikowała kilka wyników, które pokazują kondycję finansową firmy jak i rynków na których działa. Jakie to są wyniki? Ano niestety dla konkurencji bardzo dobre…
Oficjalnie potwierdzono – z App Store została pobrana MILIARDOWA aplikacja. App Store’owi udało to się osiągnąć w czasie 9-ciu miesięcy. Patrząc na to jak App Store zmienił rynek dystrybucji aplikacji można tylko zastanawiać się dlaczego dopiero teraz tak się stało? Ano może dlatego, że zamiast multi pazernej polityki większości agregatorów w stylu 60:40 postawiono na odwrócenie proporcji na 30:70?
Badania pokazują, że posiadacze iPhone’ow po prostu korzystają z platformy dystrybucji software’u w przeciwieństwie do posiadaczy komórek innych producentów. A przecież to nie Apple wymyślił taki model sprzedaży.
Ilość iPhone’ów i iPod’ów Touch wzrosła do 37 milionów sztuk z 17-tu w grudniu 2008. Skąd taki nagły skok? To proste: “The sum of iPhone plus iPod touch is now about 37 million units… The iPod touch is the runaway hit and it’s clearly being driven by the App Store.”
iPhone i jego system operacyjny ma około 50% rynku urządzeń określanych jako “smartphones”. Google z Androidem, Microsoft z Windows Mobile nie tyle co powiększają udział ale wręcz tracą. Jedynie RIM czyli BlackBerry może stawać w szranki i konkury z iPhone OS. I pomyśleć, że Apple wymuszając na operatorach komórkowych przygotowanie specjalnych pakietów (mniejsze opłaty, większe limity) związanych z transferem danych doprowadziło do sytuacji w której użytkownicy iPhone’ów w 95% przypadków korzystają z Internetu w telefonie. Dziwne, nie?
No dobra, mamy kryzys. Ile kasy stracił Apple w wyniku tąpnięcia światowych rynków, recesji i chaosowi w branży finansowej? Wygląda na to, że mało skoro obecnie posiada nadwyżkę w wysokości 29 miliardów dolarów. Widocznie na drogim sprzęcie wychodzi się lepiej niż na sprzedaży kiepskiego softu (tu odniesienie do MS i kampanii “laptop hunters”).
I na koniec zagadka – a jaki procent wśród globalnej sprzedaży telefonów komórkowych zajmuje Apple?
…1% (jeden procent).
Bo jak głosi stara prawda – czasami warto mieć tylko 1% jeśli rynek jest warty kilkaset miliardów dolarów.
Halo Nokia (90% w plecy w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku)! Halo Microsoft (6% wartość całej firmy w dół – po raz pierwszy od 23 lat)!
PewnaGrupa.pl – sposób na kryzys
23:56 5th April 2009

Kolejny projekt nad którym myślałem i działałem po cichu zaczyna działalność. PewnaGrupa jest inicjatywą w ramach której wyselekcjonowaniu freelancerzy będą sprzedawali swoją pracę klientom, których my będziemy im dostarczać. Do tego zapewniamy, że klienci będą mieli z naszej strony project managera wspierającego zlecenie a freelancerzy kasę za wykonaną robotę w terminie na swoim koncie…
Przynajmniej tak chcemy żeby to działało – rzeczywistość zweryfikuje nasze założenia pewnie bardzo szybko. W dużej mierze pomysł na PG wywodzi się stąd, że część klientów Revolvera chciała usługi wykraczające poza przyjęte przeze mnie założenia – nie chciałem bawić się w studio DTP, drukarnię czy PR tylko dlatego, że klient płacił.
Pomyślałem, że fajnie jeśli będzie takie miejsce gdzie będzie można przyjść z naprawdę dziwnym zapotrzebowaniem i dostać to co się zamówiło. Popytałem w “branży” i wiele osób potwierdziło moje przypuszczenia – taka usługa jest potrzebna na naszym rynku jeśli będzie dobrze przygotowana (nie może to być po prostu pośredniak dla freelancerów i klientów). Oprócz mnie w PG działać będą Jacek Szafader oraz Kacper Sulisz.
Oprócz części zarządczej mamy wstępną bazę “swoich” freelancerów z którymi współpracowaliśmy do tej pory oraz Project Managerów z dużym doświadczeniem. Zespół będzie się na pewno rozrastał więc jeśli chcesz zaoferować swoje usługi napisz do mnie maila.
Aby się zorientować co dokładnie będziemy oferowali pod skrzydłami PewnaGrupa.pl zapraszam na stronę do działu “dla klientów” – jednocześnie przepraszam i uprzedzam wszystkich złośliwych – tak wiem, że strona cała zrobiona we flashu źle się pozycjonuje :)
Zdecydowaliśmy się na taki krok ponieważ doszły nas słuchy o kilku podobnych projektach mających ujrzeć światło dzienne. Postanowiliśmy więc rzutem na taśmę stworzyć niszę i wejść do niej jako pierwsi.
Ważna część PG to praca z klientami zagranicznymi – tutaj pracujemy nad tematem i mamy nadzieję, że bez otwierania biur i zatrudniania handlowców też będziemy mogli zaatakować (na początku) rynki “starej europy”. Na koniec może o branży – nie jesteśmy Waszą konkurencją drogie domy mediowe, agencja reklamowe i interaktywne.
Po prostu będziemy realizowali prace dla klientów, których nie stać na Wasze stawki. My schylać się będziemy i po budżety klienta na wydruk wizytówek za 200 pln. Za to będziemy realizowali o wiele więcej projektów w skali miesiąca niż Wy.
Na koniec parę “pytań i odpowiedzi” jakie mogą się pojawić w Waszych głowach – mam nadzieję, że na część znajdziecie odpowiedź poniżej :)
Czym się różnicie od agencji interaktywnych?
Nie mamy skostniałej struktury, nie mamy stanowisk, które nie zarabiają na siebie, nie musimy mieć 2-3 dużych klientów żeby się utrzymać, nie musimy stratować cały czas do przetargów i szukać zleceń. Mamy niższe ceny, lepszą obsługę i zapewniamy bardzo szeroką grupę osób z którymi klient może pracować.
Jak wygląda przyjmowanie freelancerów? Oni płacą za pracę u was?
Kompetencje Freelancerów weryfikowane są pod kątem doświadczenia– stawiamy ostre warunki dotyczące współpracy z nami, a samo stowarzyszenie z nami jest bezpłatne. Freelancer otrzymuje projekt do wyceny, podaje swoją stawkę za pracę, a my przekazujemy ją naszemu klientowi.
Chcesz spróbować współpracy z nami? Wystarczy wysyłać maila pod adres info@pewnagrupa.pl
Jak można zostać waszym klientem?
To bardzo proste – wystarczy skontaktować się z nami wysyłając maila pod adres info@pewnagrupa.pl.
Powiedz mi w 2-3 zdaniach czym się zajmujecie?
Wynajmujemy freelancerów do projektów różnych klientów i nadzorujemy ich przez naszych Project Managerów. Freelancerzy zarabiają tyle na ile wyceniają swoje usługi, a my (jeśli klient akceptuje naszą wycenę) tylko dokładamy swoją marżę za obsługę – nadal koszt wychodzi taniej niż w agencji. O wiele taniej.
Dlaczego nie macie biura?
Nie potrzebujemy – większość osób, które z nami współpracują nie mieszkają w jednym mieście. Nasza struktura oparta jest na e-mailu, twitterze, gadu-gadu i skype’ie. Naszymi kosztami są tylko koszty pracy freelancerów i nasza obsługa zlecenia. Z pieniędzy klienta nie musimy opłacać czynszu, prądu, wywozu śmieci.
Czy jesteście tańsi niż inne firmy / agencja na rynku? Dlaczego?
Dzięki temu, że współpracujemy z tak dużą ilością freelancerów w Polsce i na świecie, możemy każdemu klientowi zaoferować usługę dostosowaną do jego budżetu. Sami dokonujemy ewaluacji budżetu klienta i przydzielamy do zlecenia takiego freelancera, który się w danym budżecie zobowiąże do wykonania pracy.
Dzięki temu możemy obsłużyć każdego klienta i każdy budżet – nie mamy dolnych granic, poniżej których nie podejmiemy się pracy.
Freelancerzy są trudni we współpracy – jak mnie zapewnicie, że projekt zostanie doprowadzony do końca bez problemów?
Ponieważ sami mamy doświadczenie w pracy po obu stronach możemy zapewnić, że PewnaGrupa jest firmą w której pracują najlepsi i najbardziej kontaktowi freelancerzy na rynku
Dbamy bardzo dokładnie o to, aby kontakt z klientem (w obie strony)był jak najbardziej rzetelny czy jakis inny. Chcemy, aby nasi klienci byli zadowoleni i wracali do nas z nowymi zleceniami.
Ile projektów potraficie na raz obsłużyć? Ile osób macie do dyspozycji?
Nie ma ograniczeń –Kiedy mamy wielu klientów uruchamiamy kolejnych Project managerów, którzy przejmują napływające projekty. Obecnie możemy prowadzić 20-30 projektów na raz, a zwiększenie ekipy PMów jest kwestią jednego dnia. Jesteśmy bardzo elastyczni i szybko reagujemy na zapotrzebowania rynku.
Macie doświadczenie w tym co chcecie robić?
Tak, oczywiście – wszyscy pracujący u nas Project Managerowie byli freelancerami oraz mają doświadczenia w pracy po stronie klienta. Wiedzą co jest kluczowe w kontaktach z klientami i współpracy z freelancerami.
Zakres kompetencji jest bardzo duży. Macie doświadczenie we wszystkich niszach, które wymieniacie?
Tak. Dobieramy tak Project Managerów i freelancerów, aby móc pokryć maksymalną ilość projektów. Każda osoba pracująca dla naszych klientów ma doświadczenie i wiedzę – zweryfikowane swoim portfolio i osiągnięciami.
I na sam koniec dyskusja o PG na Flakerze. Jak widać większość osób wierzy w nas! :)
PS. Link do oficjalnego komunikatu prasowego znajdziesz tutaj
3 komentarze »
