Grono strikes back
7:29 6th May 2008

Wybudzając się z błogiego lenistwa niespodziewanie otrzymałem oficjalną odpowiedź z Grono w temacie wywiadu z Tomkiem Lisem. Odezwał się w tym samym czasie Wojtek Sobczuk oraz Michał Krzemień zarzucając mi manipulację, oszczerstwa i stawanie po stronie Tomka Lisa w zamian za czerpanie korzyści z tego ohydnego procederu…
Komentarz takiej oto treści zagościł pod tym wpisem:
“Arturze,
chcialbym Cie spytac dlaczego opublikowales na swoim blogu ten post szkalujacy moja osobe i pelen nieprawdy. Czy jestes jakos zwiazany z Tomaszem Lisem i jego probami wyludzenia ode mnie pieniedzy? Jestes jego przyjacielem/wspolnikiem w oszustwach? Czy dlatego nie zweryfikowales ani slowa z tego co napisal o mnie ze mna? Wyjasnij prosze co Cie do tego sklonilo”.
Cieszy mnie to, że ktoś z Grono w końcu odniósł się do opublikowanego ponad dwa miesiące temu wywiadowi z Tomkiem Lisem. Odpowiadam publicznie ponieważ jest to odpowiedź na komentarze Wojtka i Michała, które każdy może przeczytać.
Cieszy mnie też ton wypowiedzi Wojtka i Michała - obaj zarzucają mi wiele: począwszy od oszczerstwa, manipulację, brak standardów dziennikarskich - Panowie, więcej wyobraźni! Dorzuciłbym jeszcze: efekt cieplarniany, porażki Kubicy i łysienie plackowate. Tak jest za tym wszystim stoję ja a w wolnych chwilach przekabacam wiernych userów Grono i proponuję im rejestrację w Bebo. Panowie, litości!
Wojtku - ewidentnie macie (jako Grono) problemy z reagowaniem w tzw. sytuacjach kryzysowych. Sami produkujecie problemy, które potem wybuchają Wam w twarz: sprawa blip / blimp, walka z wynikami głosowania na AntyWebie, dziwaczne zmiany wpisów na Wikpedii - to tylko ostatnie przykłady skandali wygenerowanych przez Was samych.
Sprawa Tomka (zostawmy na chwilę ocenę sporu kto ma w nim rację) jest także klasycznym przypadkiem zamiatania pod dywan - a nuż się uda i rozejdzie się po kościach. Jako zespół Grono mogliście dojść do porozumienia dawno temu i załatwić to po cichu - w wyniku działań obu stron sprawa nabrała rozgłosu i wymaga załatwienia w świetle reflektorów. Upublicznienie jej było już tylko kwestią czasu.
Do Tomka mam stosunek neutralny - jego wypowiedź opublikowałem ponieważ Tomek w przeciwieństwie do Was zgodził się odpowiedzieć na moje pytania bez problemu. Czy ja mu wierzę to moja osobista sprawa i nie starałem się aby moja postawa czy komentarz sugerował publicznie moje sympatie. Ważne dla Was powinno być co sądzą na ten temat internaci a to możecie poczytać w komentrzach pod wywiadem.
Jak może zauważyłeś jako osoba mieniąca się blogerem przypisałem sobie prawo komentowania wydarzeń i otaczającej mnie rzeczywistości. Nie jestem dziennikarzem, nie obowiązują mnie kodeksy etyczne ani komisje koleżeńskie - te kwestie rozwiązuje za pomocą zdrowego rozsądku. Możesz powiedzieć, że napisałem kłamstwo jeśli udowodnisz mi to - inaczej rzucasz bezpodstawne oskarżenia.
Jako samowolny komentator sam wybiera cel i źródło. Jeśli zarzucasz mi stronniczość to ja odpowiadam - dopełniłem obowiązków i starałem się pozyskać wiedzę z obu stron barykady. Wasze milczenie było dla mnie jednoznacznym dowodem, że nie chcecie (ze mną) rozmawiać na ten temat.
Kwestia problemów w (i z) Grono jest powszechnie znana od lat tym którzy znają się w branży. Tomek postanowił udzielić wywiadu mnie (hmm nie wiem czy wiesz ale również publicznie o zgrozo wypowiadał się podczas tego spotkania Bootstrap) poniewaz poprosilem go o to i byla to moja inicjatywa. Uważam, ze morał płynący z tej historii moze stanowić nauczke dla innych mlodych ambitnych polskich start-upow’ców.
Zarzucasz mi szarganie Twojego nazwiska, pisanie kłamstw - wybacz ale z przedstawionego wywiadu według mnie nie można wyciągnąć takich wniosków. Możesz oczywiście się nie zgodzić z moją opinią i skierować sprawę do odpowiednich instytucji. Deklaruję publicznie, że służę swoją osobą jeśli taki pomysł powstanie w Twojej głowie.
Poza tym to nie jest wypowiedź moja ale Tomka więc jeśli uważasz, że ja powinnienem czuć się odpowiedzialny za postępowania Tomka to muszę Cię zmartwić - nie muszę. Jako osoba dorosła Tomasz Lis odpowiada za wszystkie swoje działania samodzielnie. Tak to już jest po skończeniu 18 roku życia (w Polsce).
Rozumiem, że uważasz wersję Tomka za odbiegającą od prawdy. Oczywiście masz takie prawo. W tym wypadku albo przedstawisz własną wersję (opartą na sprawdzalnych faktach) albo uznam, że nie posiadacie żadnych istotnych argumentów aby zarzucać kłamstwo mi czy Tomkowi.
Jeśli żądasz sprawiedliwości - proszę bardzo opisz jak to było z początkiem Grono w Twojej wersji. Oczekuję, że dotrzymasz słowa i prześlesz mi swój tekst. Jak już wspomniałem kilka razy - gotów byłem i jestem opublikować wersję obu stron aby czytelnicy sami wyrobili sobie własne zdanie. Skorzystasz?
Płakanie, że jestem zły, okrutnie traktuję Grono i działam na korzyść nie wiadomo kogo (Fotki? N-K? Bebo?) jest histerycznym argumentem. Nie mam i nie posiadam udziałów w żadnym serwisie społecznościowym a moja firma Revolver Interactive nie pracuje dla żadnego Waszego konkurenta.
Moja propozycja - uderzcie się gremialnie w piersi, posypcie głowy popiołem (jako zarząd i właściciele) i zacznijcie traktować internautów, użytkowników swojego serwisu poważnie. Grono stacza się sukcesywnie w przepaść (to oczywiście moje zdanie) i próba zaklinania rzeczywistości nie zmienią tego. Ani znajdowanie tematów zastępczych i próba kneblowania innych źródeł niż Wasza firma.
Tak z ciekawości - jak według Ciebie miałaby wyglądać Wasza autoryzacja wywiadu z Tomkiem? Miałbym wyrzucić wszystkie fragmenty w których pojawiają się kwestie sporne? Miałbym opublikować kadłubek wywiadu tylko dlatego, że jednej z zainteresowanych stron nie spodobało się kilka fragmentów? Mamy chyba inne wyobrażenie o prowadzeniu bloga i zabawy w quasi-dziennikarzenie.
Zmiany w serwisie o których słychać od lat może zahamują proces stagnacji ale być może (oby nie) okaże się, że zbiór 1 mln internautów jakie pozyskało Grono nie jest w stanie utrzymać serwisu w perspektywie 2-3 lat. Szkoda abyście zniknęli z rynku w takim stylu i to teraz.
Michale - twój profil zniknął z serwisu GoldenLine. Co to może oznaczać? Ja stawiam na wzięcie się do roboty kogoś z PR kto zakazał wypowiadania się “czołowym” zderzakom Grono.
A może w końcu sponsorom Grono przestała się podobać sytuacje w której serwis pogrążony w stagnacji ssie wagony kasy a członkowie zarządu angażują się w pyskówki na forach i blogach zamiast pracować nad poprawą serwisu?
Albo może sam skasowałeś swój profil bo przestały Ci się podobać rozmowy na forach GL dotyczące Grono - w większości pokazująca niezadowolenie internautów z obecnego kształtu serwisu?
Michale - Twój poziom wypowiedzi nadal mnie bawi i zdumiewa. Jak ulał pasuje do Ciebie taki klasyczny opis “śmieszy, tumani, przestrasza”. Napisałeś:
“Z zalozenia nie dyskutuje z ignorantami. Ale to nie upowaznia Cie do publikowania oszczerstw w stosunku do osob ktorych nawet nie spytales o komentarz”
Mail z pytaniami jaki Ci wysłałem nie był zaproszeniem do dyskusji tylko prośbą o ustosunkowanie się kogoś z Grono (niekoniecznie Ciebie). Zbyłeś mnie, nie raczyłeś odpowiedzić a teraz imputujesz mi ignorancję. Gdzie logika, gdzie sens?
“A jesli nie wiesz jak sie weryfikuje jakikolwiek artykul, to zanim sie wezmiesz za dziennikarstwo(?) to polecam prawo prasowe poczytac”
Aby zweryfikować artykuł trzeba go najpierw móc przesłać zainteresowanemu. Olaliście mnie więc nie chcąc czekać w nieskończoność na ruch z Waszej strony puściłem wersję Tomka. Miałem czekać aż łaskawie ruszycie cztery litery i po dwóch miesiącach mi odpowiecie? Może tak działa się w Gronie. Ja wolę pracować inaczej.
Wtręt o przekręcaniu ksywy / aliasu - tak, przepraszam masz rację. Tutaj się zgadzam i powiem, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Zdarza mi się w trakcie pisania przekręcać daty, liczby, nazwiska. Przyjmij moje przeprosiny.
Mam nadzieję, że doczekam się odpowiedzi od Wojtka, Michała a może nawet Roberta i przedstawienia wersji drugiej wydarzeń dotyczących powstania Grono.
Panowie - bardzo Was do tego zachęcam!
May the Force be with you!
GetApple.pl - nowe wieści!
15:53 25th April 2008

Drodzy MacUserzy. Jestem baaardzo mile zaskoczony Waszymi reakcjami na informacje o powstaniu inicjatywy GetApple. Dostaliśmy (ja i Paweł Nowak) wiele propozycji i próśb oraz zapytań - obiecuję na wszystkie odpowiedzieć…
Miło mi poinformować, że oprócz Warszaffki i Krakowa GA będzie się odbywać w Poznaniu i Trójmieście (chodź dochodzą mnie słuchy, że kilka kolejnych miast właśnie się wacha). Uwaga! Nie ma żadnych wytycznych co do miejsca organizacji (w sensie lokalizacji) - może to być świetlica w małej wsi jak i klub nocny w Wielkim Mieście. Decyzja należy do Was - jeśli czujecie, że jest potrzeba zorganizowania i poprowadzanie GA zapraszamy.
Organizatorzy:
Zachęcam do zgłaszania się jeśli komuś marzy się zdobycie doświadczenia jako organizator oraz wsparcia społeczności aplle’owców. W sprawach organizacji i wszelkie pytania związane z GA piszcie na: zorganizuje(at)getapple.pl. W najbliższym okresie opracujemy “wskazówki” dla wszystkich organizatorów GA w celu jak najlepszej komunikacji i standaryzacji.
Sponsorzy:
Jeśli natomiast uważasz, że Twoja firma zyska przez sponsoring takiej imprezy (w dowolnym z wymienionych miast) proszę zgłoś się do nas za pomocą maila: info (at) getapple.pl
Uczestnicy:
Wypatrujcie (po długim weekendzie zapewne) informacji na stronie GetApple - tam zamieszczane będą wszystkie newsy dotyczące GA z podziałem na miasta. Będą tam się pojawiać zdjęcia, relacje i zapowiedzi przyszłych spotkań oraz zapewne forum dyskusyjne dla społeczności jaka mamy nadzieję się wytworzy wokół spotkań.
Co do Warszawy - na 99% spotkania będą się odbywały w sushi barze Skorupka prawie w centrum Warszawy. Miejsca akurat starczy na rzutnik i około 20-30 osób. Z Pawłem ustaliliśmy, że aby zachować “networkingowy” charakter spotkań wybierzemy niedzielę godzinę 17.00 jako dzień i godzinę rozpoczęcia.
Oczywiście podczas spotkań będzie chcieli od Was uzyskać feedback - jeśli okaże się, że z jakiegoś powodu godzina i dzień nie pasują większości osób będziemy się dostosowywali do Waszych potrzeb.
Na koniec - złożyłem wniosek o przyjęcie GA w poczet spotkań typu Mac User Group - jeśli pracownicy wujka Jobsa pozytywnie nas zweryfikują to będziemy mieli lepsze przełożenie na różne oficjalne czynniki.
PS. Postanowiłem GetApple podłączyć do wora inicjatyw “około-aulowych” stąd logotyp GA będzie zapewne pojawiał się na Auli co pewien czas.
RSS - walka ze krzakami :(
13:04 22nd April 2008
Przepraszam za brak polskich znakow, ale niestety walka z RSSem trwa i pomimo kilku dobrych pomyslow niestety nie udalo mi sie pozbyc problemu kodowania…
Wyglada na to, ze problem tkwi w FeedBurnerze - w WP zmienilem strone kodowa na UTF-8 oraz zgodnie z poradami Pawla Lipca pozmienielm troche flakow w WP. Nietstety nadal jak widac po poprzednich postach problem pozostal - w zwiazku z tym zwracam sie z prosba do szanownych zagladaczy na mojego bloga o pomoc :)
Za pozytywne rozwiazanie problemu stawiam nagrode na Auli (dla osob z Warszawy) a dla innych cos wymysle :)
UPADTE: Wygląda na to, że mam już rozwiązanie podpowiedziane przez Jarka Pendowskiego, któremu bardzo dziękuję za pomoc i zanalizowanie problemu! :)
E-apteki - legalne ale czy opłacalne?
14:26 20th April 2008

Niestety wygląda na to, że nowa władza nie jest aż tak nastawiona na biznes jak to deklarowała. Być może działania Minister Zdrowia i innych urzędów odpowiedzialnych za obrót produktami leczniczymi mają tylko i wyłącznie zabezpieczać dobro pacjenta ale przy tej okazji poważnie ogranicza się konkurencję na rynku farmaceutycznym…
Niestety nie są to tylko czcze spekulacje. Miałem okazję na własne uszy usłyszeć interpretację nowych przepisów podczas konferencji organizowanej przez CEMED. Na sali zasiadło wiele osób z tzw. branży aptkerskiej oraz właścieli aptek internetowych - jak się okazało wszyscy czekali na spotkanie z Panią Dyrektor Departamentu Organizacyjno-Prawnego z Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.
I zaczęło się. Ustawa, która wchodzi w życie 3 maja br. jasno precyzuje co wolno a czego nie aptekom prowadzącym sprzedaż produktów leczniczych - zwróćcie uwagę, że w rozporządzeniu ani razu nie pojawia się określenie “apteka internetowa”.
Jest to świadome działanie ponieważ ustawodawca traktuje aptekę internetową jako…aptekę. Wszystkie przepisy, obostrzenia i nakazy tyczące się apteki dotyczą także “apteki internetowej” albo jak to określono we wspomnianym dokumencie ”
Zasadniczo za pomocą jednego przepisu (§ 4 pkt 3 podpunkt 3 i 4) dotyczącego warunków transportu (w środku transportu musi być temperatura określona przez producenta leku za bezpieczną) sprawadzono biznes e-apteki na krawędź opłacalności. Dlaczego? Ano dlatego, że obecnie w większości firm przewożących paczki nie ma odpowiednich (zgodnych z ustawą) samochodów.
Jest kilka firm wyspecjalizowanych ale ich ceny są o wiele wyższe. Ergo - apteki będą musiały dołożyć cenę transportu i dla pacjenta już nie będzie aż takiej różnicy w cenie końcowej.
Potrzeba składowania wszystkich danych przez 3 lata jak i zbieranie od klientów prawdziwych danych (ważne w przypadku kontroli) podawanych przez fax, telefon bądź maila w kontekście powyższego przepisu są nawet mało dotkliwe.
Pytanie tylko dlaczego sprzedaż takiej samej aspiryny w kiosku ruchu nie owocuje nałożeniem podobnych (jeśli nie takich samych) ustaw?
Czym różnią się te same odżywki i suplementy diety sprzedawane w centrach handlowych i na bazarach od towarów z apteki? Dla mnie niczym - w obu przypadkach konsekwencje złego użytkowania czy wady produktu są takie same.
Kolejnym zabójczym elementem jest nakaz niszczenia zwrotów. Jeśli ktoś zamówi 100 opakowań leków po 100 pln ale rozmyśli się i zwróci towar (ma na to 10 dni od daty zakupu) to apteka musi utulizować zwrócone produkty.
Uwaga! A teraz podam pomysł jak wykończyć aptekę internetową zgodnie z literą prawa - należy zamówić za 10 tys. towaru i zwrócić go. Czynność powtarzać co miesiąc - po 2-3 miesiącach apteka się sama zamknie. Proste, prawda?
Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Dom Zdrowia spółki MCI ma dwa wyroki i prawdopodobnie otrzyma b. wysoką karę i być może będzie miał odebraną licencję na prowadzenie puntku aptecznego.
Dlaczego? Ponieważ DZ starał się omijając obostrzenia dot. sprzedaży leków na receptę za pomocą upoważnienia kurierów do przekazywania recept i leków (rozumowanie w stylu: jeśli jestem osobą starszą to proszę kogoś np. sąsiadkę aby ta poszła do apteki i zrealizowała receptę na moje leki).
Taka interpretacja według GIF nie jest zgodna z prawem polskim i DZ czekają poważne konsekwencje. Tak samo jak sieć aptek Dbam o Zdrowie, które to znowu przekraczają i naginają wg GIF prawo reklamując online leki refundowane. Zobaczymy - podobno wnioski są już skierowane do odpowiednich ciał.
Zobaczymy 3 maja kto i jak będzie próbował działać na rynku. Konkurencja zapewne będzie patrzeć na siebie i powielać działania innych. Wątpię żeby wszystkie apteki zaprzestały sprzedaży i potulnie czekały na decyzję GIF. W tym biznesie jest kasa i wiele firm nie odpuści sobie tak intratnego poletka zarobku.
Ja w każdym razie poczekamy z Apteo.pl (które działa już wewnętrznie, testujemy soft) do 3 maja i będę pilnie śledził doniesienia z branży. Może pojawi się jakaś jaskółka nadzieji i któraś z firm kurierskich zdecyduje się na zainwestowania w dodatkowe wyposażenie?
GetApple - dorwij jabłuszko!
8:00 18th April 2008

Już za chwileczkę już za momencik w Warszawie i Krakowie będziesz mógł podzielić się swoją niewiedzą z innymi uczestnikami weekendowych spotkań. Dewizą spotkań będzie zdanie: “pokaż mi czego nie umiesz”. Zapraszamy wszystkich, którzy nie umieją i nie boją się do tego przyznać…
Podczas ostatniej Auli oficjalnie poinformowałem o GetApple czyli warsztatach dla słiczerów z Windows na Mac’a, którzy mają wreszcie to “cudowne” urządzenie w swoim ręku i nie za bardzo wiedzą co z nim zrobić :) Warsztaty będą się odbywać w którejś z warszawskich knajpek w centrum - będzie wi-fi, rzutnik i osoba prowadząca - od chętnych wymagane będzie posiadanie własnego sprzętu i kasy na herbatę / ciastko i tym podobne smakowitości.
GetApple jest całkowicie darmowe i nie jest inicjatywą związaną z SAD ani Apple ani żadną inną organizacją czy firmą. Amen. Niemniej jednak jeśli ktoś (firma) chce stać się sponsorem spotkań w Wawie czy Krakowie - zapraszam do kontaktu. Dogadamy się.
GetApple to spotkania dla pomyślane jako warsztaty z prostą formułą - nie zamierzamy uczyć tam czegoś wielkiego. Nie będzie to namiastka szkoleń ani streszczenia podręczników dostępnych w księgarniach z gatunku “how to..”. Chciałbym aby na GetApple pojawiały się osoby świadome czego nie wiedzą i z czym mają problemy.
Osoba prowadząca będzie cierpliwie wyjaśniała, tłumaczyła i pokazywała co i jak zrobić aby pozbyć się problemu czy uzyskać stosowany efekt. Nie chciałbym tłumów i raczej będę rezerwował na spotkania małe salki zdolne pomieścić 15-20 osób.
Będzie liczyła się szybkość zapisów a może jakaś praca domowa wykonana na rzecz spotkań. Albo może będziemy dobierali ludzi po problemach jakie chcą rozwiązać - zobaczymy, rozmowy i ustalenia trwają.
GetApple będzie odbywać się w dwóch miastach (jeśli ktoś z innego miasta poza stolicą i Krakowem chciałbym także zorganizować takie spotkanie zapraszam do kontaktu i omówienia spraw franczyzy). W Krakowie osobą prowadzącą spotkania będzie Paweł Nowak znany z appleblog.pl “mac ewangelista”. Polecam blog Pawła oraz jego drugi projekt - skarbnica wiedzy dla osób stawiających pierwsze kroki z nowym mac sprzętem.
Paweł oprócz GetApple prowadzi również szkolenia komercyjne więc takie warsztaty mogą stać się fajną i miłą opcją aby zapoznać się z maczkiem a potem pomyśleć o profesjonalnym pakiecie szkoleń. Po szczegóły w sprawach “GetApple Kraków” albo szkoleń zapraszam do skontaktowania się z Pawłem.
Oprócz tematów Mac’a chcemy (jeśli będzie zainteresowanie) w przyszłości pochylić się nad iPhone’m, iPod’em i innymi ciekawymi rozwiązaniami ze stajni Apple. Mam nadzieję, że formuła barcampowa i atmosfera weekendowa udzieli się wszystkim uczestnikom - w końcu chodzi o zabawę!
Zapraszamy gadżeciarzy / wyznawców PC / gejów i lesbijki / tramwajarzy / kolekcjonerów podstawek pod piwo / bogatych i rozrzutnych maniaków / biednych studentów zapożyczających się do ostatniej koszuli na swojego pierwszego “maczka”.
Słowem powitamy każdego. Nawet jeśli powiesz publicznie “Nienawidzę jobsa. nienawidzę Apple” przyjmiemy Cię z otwartymi ramionami i postaram przekonać, że jesteś w mylnym błędzie.
Jeśli nadal nie jesteś przekonany czy warto się zapisać i uczestniczyć w naszych spotkaniach - krótki film. Nadal nie chcesz dołączyć do nas?:)
Jak to robią trzydziestolatkowie?
22:23 15th April 2008

Takie (i inne bardziej filozoficznie) pytania dręczyły mnie onegdaj kiedy byłem kilka lat młodszy (tak, był taki czas). Hmmm. Robią to częściej? Z większą ilością osób? Lubią puszczać muzykę i wykorzystywać jakieś gadżety? A może po prostu mówią do siebie podczas? Teraz kiedy przekroczyłem rubkion wieku sam mogę sobie odpowiedzieć na powyższe pytania…
Mowa oczywiście (he he) o grach fabularnych (ang. Role Playing Game) którymi zauroczony z różną siłą jestem od ponad 18 lat. Udało mi się załapać na same początki mody, kserowanie podręczników, wykonywanie własnych narzędzi do losowania wyników, tworzenie tabel postaci i godziny, setki godzin grania wszędzie gdzie popadnie. Acha żeby było jasne - czczę tylko jeden system. Adeki górą! :)
Z lekkim niesmakiem przypominam sobie, że w liceum lubiłem zostawać po części oficjalnej aby wraz z grupka kolegów (koleżanki średnio chciały bawić się w “takie” rzeczy) przesiewać kolejne labirynty i mordować kolejne bestie. Dziś grupki młodzieży via net wesoło “levelują” swoje postacie ewentualnie “ekspią”. Brrrr.. O czasy! O morale! Gdzie jest duch prawdziwego grania w RPG!?
Zostawmy jednak młodzież, która jest dla pokoleń starszych zawsze inna, dziwna i gorsza. Tym razem chciałbym podzielić się refleksją na temat sesji wyjazdowych (zazwyczaj weekendowych) w czasie których w końcu znużeni życiem, pracą (żona, dziećmi, komputerem, rybkami itd. itp.) mogą z dala od domowych pieleszy po prostu grać, grać i grać…
Przeżyłem całkiem niedawno taką sesję weekendową. Ponieważ z roku na rok spada liczba okazji na wspólny wyjazd, dlatego każda szansa wyrwania się wspólnego i zagrania w “erpegi” tudzież “rólgry” (jak ktoś kiedyś pięknie spolszczył RPG) jest bezcenna.
Po ostatnim wyjeździe nasunęło mi się kilka ogólnych wniosków, którymi chciałbym się podzielić a propos takiego spędzania czasu:
> Trzydziestolatkowie na sesji wyjazdowej zachowują się jak 15-to latkowie na obozie harcerskim. Z tą różnicą, że teraz można pić alkohol i palić papierosy bez wizji kary ze strony zastępowego. I karnego obierania ziemniaków.
> Posiadania laptopa staje się niestety częstsze niż prawidłowo wypełniona postać gracza. Dodatkowo niestety dzięki wi-fi można słać sobie informacje i śmiać się z nich na głos czym rozwala się cały klimat sesji. Dzięki MacBookowi można robić głupie zdjęcia kamerką i pokazywać siedzącym obok graczom.
> Mistrz Gry popełnia błąd pozwalając wejść na sesję “postaciom czarującym” jeśli tylko jeden z graczy nie dysponuje takimi mocami (he he he Filipie, nie mogłem się powstrzymać!)
> Muzyka na sesji z elementu towarzyszącego staje się (za sprawę ipoda) elementem wspólnego przeżywania - każdy gracz chce puścić “swój” kawałek i kręci kółkiem ipoda z zaciekłością nie reagując na uwagi i prośby o ściszenie np. takiego kawałka puszczonego w trakcie skradania się do przeklętych kurhanów…
> Piwo “Kasztelan” jest be. rum holenderski jest okej.
> Stajnie za oknem (dźwięk) i konie (zapach) stają się mało istotnymi elementami otaczającego środowiska o 4.00 rano
> Nadal nie mogę pozbyć się wrażenia, że następnego dnia przy śniadaniu wszyscy współwypoczywając patrzą się na nas i myślą sobie po cichu “który z nich to ten ogromny barbarzyńca ucinający na raz 4 głowy trolli?”
>…Ewentualnie matka małego dziecka może myśleć tak “jak ja się dowiem, który z tych ZCADASDA@@#! w nocy wyszedł na dach i darł się udając mantikorę czy inne bydlę!!”
> Turlanie kośćmi jest fajne. Nadal.
> Nie zagram już w WoW. Jest nudny i przewidywalny jak zmęczony Mistrz Gry o 6.00 nad ranem.
> Każdy wyjazd musi mieć swoją piosenkę przewodnią. Tym razem był to Tymon Tymański (na Tranzystorach) i utwór “Lubię“. Hymnem poprzedniego wyjazdu był ten kawałek w wykonaniu Kukiza pod wszystko mówiącym tyułem “Pieśń o Małyszu, czyli frustracje sprawozdawcy sportowego”.
> Granie w weekend wyklucza sen. Po dwudniowej sesji moje zapotrzebowanie na sen skoczyło o jakieś 200%. Nie wiem kiedy to odeśpię - może wezmę krótki urlop? Albo wyjadę na kolejny weekend-maraton?
PS. Jakby ktoś nie widział tego jeszcze - co się dzieje kiedy gra się w RPG zbyt poważnie.
PPS. Dziękuję Michałowi, Filipowi, Henrykowi, Kamilowi i Tomkowi za dwa dni oderwania (dosłownie i w przenośni) od rzeczywistości. Jakby co to oczywiście piszę się na kolejną wyprawę :)
WWWódko pozwól klikać
18:05 7th April 2008

Premier Kaczyński miał rację i pomimo, że swojego urzędu już nie piastuje ku uciesze europejskich żydo-masonów jego myśl wielką jest nadal. Nasz olbrzym intelektu stwierdził, że przeciętny internauta podczas korzystania z internetu pije piwo i ogląda pornografię. Pornografię wycofał już EMPiK a sprzedaż alkoholu w sieci została właśnie oficjalnie ocenzurowana…
No dobra, tym razem Kaczyński nie miał z tym nic wspólnego (oby). Bomba wybuchła już wcześniej - 25 stycznia 2008 kiedy to dziennik “Polska” opublikował artykuł, w którym poinformował, że zdaniem PARPA handel alkoholem w sieci jest nielegalny. Według gazety zgodnie z ustawą sprzedaż detaliczna alkoholu może być prowadzona wyłącznie w stacjonarnych sklepach inaczej sprzedawcy grozi utratę koncesji na lat 3.
Krzysztof Brzózka szef Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) oficjalnie deklaruje: “Prowadzenie sprzedaży alkoholu zarówno za pośrednictwem stron internetowych, jak i z dostawą na telefon wykracza poza warunki sprzedaży dopuszczalne przez ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi”. Kto chce może nawet zobaczyć tego Pana w krótkim nagraniu video.
Trudno dyskutować z faktami - od lat w Polsce mówi się o gwałtownym spadku granicy wieku związanej z pierwszym kontaktem z alkoholem i wzrostem liczbu uzależnień wśród osób młodych czy wręcz dzieci. Działania PARPA uznać należy za chwalebne, potrzebne i szczytne. PARPA za główny argument swojego sprzeciwu sprzedaży alkoholu w internecie podaje chęć ograniczenia dostępu do trunków przez osoby nieletnie. To również należy wspierać.
Zakaz sprzedaży alkoholu w sieci wynika według PARPA z uchwalonej w 1982 roku Ustawy o wychowaniu w trzeźwości. W 1982 roku na pewno nikt nie przewidywał, że coś takiego jak internet połączy kiedyś wszystkie socjalistyczne narody i pozwoli im na zakup alkoholu. No może tacy tytani pióra jak Jerofiejew. Facet miał łeb jak sklep u miał do niego nalać.
Wracając do meritum - generalnie dyrektor Brzózka ma rację. Ustawodawca (państwo) nie zweryfikował ustawy pod kątem zmian, które zaszły w otaczającej nas rzeczywistości. Pytanie tylko czy ustawodawca zapomniał tylko o sprzedaży alkoholu przez sieć? Całkiem niedawno przez sejm poprzeniej kadencji przetoczyła się batalia o sprzedaż leków sieci - argumenty były podobne podpierane dowodami i wspierane przez środowisko aptekarzy krzyczące, że apteki w sieci to najgorsze co się mogło przydarzyć. Ustawa w obliczu walk wyborczych została wrzucona do kąta, ale jej widmo nadal wisi nad wszystkimi e-aptekami. Jak to będzie wyglądało ze sprzedażą alkoholu?
Dyrektor Brzóska nawet przedstawia podobną argumentację - brak kontroli tożsamości, brak mechnizmów weryfikacji wieku kupującego (”kurier dostarczający paczkę to nie kierownik sklepu”). Dziwi nagłe zainteresowanie Agencji (najstarsze polskie sklepy sprzedające alkohol robią to już od ponad sześciu lat) i fakt, że PARPA tworzy bardzo zły precedens związany z handlem w sieci. Pozytywnym sygnałem jest reakacja Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), która ustami jej szefa Andrzeja Arendarskiego wyraziła zaniepokojenie z zaistniałej sytuacji i problemami przedsiębiorców.
W opinii KIG obecne przepisy ograniczają prowadzenie działalności gospodarczej, są też niedostosowane do obecnych realiów rynkowych, prawnych i technologicznych. Brawo. W końcu ktoś to dostrzegł i być może na czas zareaguje. Szkoda, że nie było / nie ma organizacji broniącej apteki internetowe.
Niestety PARPA idzie dalej i chce ściagć także te sklepy i ich właścicieli, którzy…zakończyli już działalność polegającą na sprzedaży alkoholu. Tak tak. Ostrze sprawiedliwości zatem sięgnie w przeszłość aby ukarać tych, którzy rozpijali pańszczyźnianych chłopów.
“To dziwne, bo w 2003 roku PARPA przesłała nam swoje oficjalne stanowisko, że jeżeli ktoś posiada sklep, w którym sprzedaje alkohol i ma stosowne zezwolenie, to sprzedaż alkoholu przez internet jest jakby ofertą tego sklepu. Problemem było sprawdzenie wieku nabywcy. Teraz PARPA zmienia swoje stanowisko, mimo że nie zmieniły się przepisy prawa” - twierdzi Joanna Tymińska, dyrektor Biura Działalności Gospodarczej i Zezwoleń Urzędu m.st. Warszawy w wywiadzie dla Gazety Prawnej. I komu wierzyć?
Konsekwencje są proste i znane. Brzózka: W stosunku do tych, którzy zostaną “przyłapani” na sprzedaży alkoholu w sieci, będą prowadzone postępowania, które mogą skończyć się utratą koncesji. - Nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. Koncesję będą mogli odzyskać dopiero po 3 latach. Tyle PARPA i jej szef.
W wywiadzie dla Przekroju aktor i właściel firmy Winarium Marek Kondrat skomentował doniesienia o zakazie handlu w taki sposób:
“Ta ustawa to nieporozumienie – wyraża swój sprzeciw Marek Kondrat, aktor, właściciel sieci sklepów Winarium sprzedających alkohol również w Internecie. To hipokryzja, wywalczyliśmy w Unii zezwolenie na nazywanie winem jaboli, a nie umiemy bronić tradycji picia wina.”
Nasuwa się wiele pytań o odpowiedzi na które powinno zacząć powinni się martwić wszyscy Polacy handlujący w internecie. Przecież pewnego dnia moż okazać się, że wózki dziecięce, wyroby z drewna i plastiku, pierniczki i czekoladowe zajączki również nie mogą być sprzedawane za pomocą internetu ponieważ “ustawodawca nie stworzył warunków prawnych do sprzedaży za pośrednictwem internetu”. Ładna formułka? Ładna. A jaka prawdziwa.
Oczywiście można biadolić nad tym, że żadna ustawa nie pomoże w zachowaniu przepisów prawa jeśli nie zmieni się mentalności sprzedawców tradycyjnych (to przecież w sklepach, supermarketach, straganach czy punktach barowych sprzedawana jest większość alkoholu). O tym PARPA zapomina bo prościej pokazać jest kilkadziesiąt sklepów i powiedzieć “oni są winii, oddawajcie licencje!”.
Podsumowując - ze smutkiem coraz częściej stwierdzam, że internet stanowi świetny przykład “czegoś złego czychającego w ciemnościach” na każdego Kowalskiego tego świata. Bo przecież reklamy i sponsoring przemysłu spirytusowego jakoś PARPie nie przeszkadza. Założe sie, że nawet “wspaniała” akcja “szukania” testera wódek upiecze się firmie Bols. A handel w sieci trzeba ocenzurować, prześwietlić i postawić pod pręgierzem. I będzie jak za dawnych czasów - po wódkę będą jeździć taksówki z korporacji “Egzotik”. Może o to w tym wszystkim chodzi?
Ustawa na którą powołuje się PARPA:
Ustawa z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2007 r. nr 70, poz. 473 z późn. zm.)
Wielkie granie w Blue City!
19:00 29th March 2008

W dniach 5-6 kwietnia w warszawskim centrum handlowym „Blue City” odbędzie się największa impreza dla miłośników gier komputerowych podczas tej wiosny. Na ponad 4 tysiącach metrów kwadratowych zorganizowane zostaną turnieje, konkursy oraz zabawy związane z grami. Wszystko to podczas finału polskiej edycji imprezy „Kode5 Global Gaming Revolution”…
W imieniu swoim jak i reszty zespołu AdAction ogłaszam i zapraszam na Kode5 :)!
Poniżej oficjalna informacja prasowa dotycząca imprezy:
Organizatorzy polskiego Kode5 przygotowali mnóstwo atrakcji dla wszystkich, którzy odwiedzą „Blue City”. Będzie można na przykład wcielić się w gwiazdę rocka podczas turnieju w grę „Guitar Hero III - Legends of Rock”. W dwudniowym turnieju zawodnicy będą mogli co godzinę wygrać ciekawe i atrakcyjne nagrody. Najlepsi zawodnicy otrzymają w niedzielnych finałach (6 kwietnia) nagrody specjalne.
Atrakcje czekają także na osoby lubiące śpiewać – to dla nich zorganizowane zostaną rozgrywki w „SingStar Eska hity na czasie”. Wiele emocji przysporzy z pewnością finał rozgrywek superprodukcji „Call of Duty 4”, w którym weźmie udział sześć drużyn, a z członkami drużyn będzie można dodatkowo stanąć w szranki w rozgrywkach Deathmatch. Dla miłośników poważniejszych rozrywek Betsson.pl przygotuje pokaz i naukę w pokera.
Doskonale bawiąc się w Warszawie będzie można przenieść się do innego miasta, wirtualną jazdę po Lublinie będzie można odbyć dzięki wyścigom w Mercedesie klasy C po ulicach tego miasta w Second Life. Specjalnym wydarzeniem będzie na pewno przedpremierowy pokaz gry „Frontlines: Fuels of War” zorganizowany przez sklepy komputerowe Reactor na tydzień przed oficjalną polską premierą tej gry.
Na odwiedzających czekają także dodatkowe atrakcje, m.in. nagrody gwarantowane od sponsorów czy występy grupy rockowej Zbawiciele.
“Wydarzenia takie jak turniej KODE5 i imprezy jemu towarzyszące są okazją do spotkania wszystkich osób lubiących dobrą rozrywkę – zarówno graczy traktujących grę jako zabawę, jak i zawodowych wyjadaczy. Jedno jest pewne, połączy ich doskonała zabawa, którą zapamiętają na długo. ” – mówi Maciej Czerwiński z firmy Gradobicie.pl, współorganizatora turnieju Kode5 w Polsce.
Łączna wartość nagród rozdanych podczas kwietniowej imprezy przekroczy 100.000 zł. Większa część tej sumy będzie przeznaczona dla osób odwiedzających Kode5 i biorących udział w zabawach oraz rozgrywkach.
Jak zapewniają organizatorzy, polski finał Kode5 i wydarzenia mu towarzyszące, mają pokazać, że gry komputerowe to doskonała rozrywka dla całych rodzin. Filozofią tej imprezy jest pokazanie, że granie staje się rozrywką międzypokoleniową.
“Rozrywką, w której mogą uczestniczyć dzieci i rodzice, z której mogą korzystać znajomi i przyjaciele podczas spotkań towarzyskich” - mówi Jacek Jankowski, dyrektor zarządzający AdAction, organizatora turnieju Kode5 w Polsce.
Głównymi zawodami imprezy są finały Counter Strike i Warcraft III. 5 i 6 kwietnia w warszawskim „Blue City” zostanie wyłoniona najlepsza pięcioosobowa drużyna i najlepszy gracz, którzy pojadą na światowy finał „Kode5 Global Gaming Revolution”, gdzie będą reprezentować nasz kraj.
Więcej informacji:
Medale za Tybet
10:00 23rd March 2008

Sukces! Polscy zawodnicy mają zagwarantowane, że jeśli nie będą protestować i siedzieć cicho podczas letniej olimpiady w Chinach to dostaną medale. Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski słusznie prawi, że każdy akt publicznej symaptii dla Tybetańczyków chińskie władzy ukarzą odebraniem medalu…
I ma całkowitą rację. Generalnie to ja w życiu pewnie nie pojadę do takiego na przykład Tybetu i guzik mnie obchodzi, że chinole kogoś biją i do kogoś strzelają. To jest bardzo daleko stąd a w Polsce jak wiadomo są Święta i ważniejsze sprawy i poważniejsze problemy. Nikt nie chciał umierać za Gdańsk to nie będziemy się martwili jakimś Tybetem (gdzie to w ogóle jest??)
Dlatego w pełni zgadzam się z szefem PKOLu Panem Piotrem Nurowskim, że po co nam to całe zamieszanie z władzami chińskimi i narażanie się na odebranie tego wora medali jaki zapewne przywieziemy z tej imprezy. Zacytujmy ponownie Pana Nurowskiego:
“Nie powiem może czegoś odkrywczego i nowego, ale my jako wolontariusze, działacze ruchu sportowego, olimpijskiego ciągle podkreślamy, że polityka jak najdalej od sportu, że sportu nie należy wykorzystywać do polityki”
Bo jak wiadomo polityka nigdy nie mieszała się ze sportem. Tak jak USA, Rosja ani Niemcy nigdy nie używali sportowców jako marionetek w politycznych przepychankach. Po prostu nie wypada kalać świętej tradycji igrzysk kiedy to (ale głupi byli kiedyś ludzie!) przerywano wojny na czas trwania. Acha no i ten stary piernik, francuski baron w kółko golony co on tam mógł wiedzieć o imprezie sportowej. Sport to piwo, czipsy i reklamy w kablówce.
Cały wywiad z ex szefem Elektrimu, który jak widać nie do końca odnajduje się w roli reprezentanta sportowców bo jego myśli są po prostu zbyt genialne dla tak przyziemnej rzeczy jaką jest sport. Dobroć i wiara w reżim chiński jaka bije z jego słów może się chyba tylko równać z dobrocią Jarosława Kaczyńskiego.
“Jako działacz sportowy, jako człowiek jestem optymistą czasami trochę niepoprawnym. Wierzę, że tak jak w Korei Południowej w 1988 roku, w tym okresie poprzedzającym igrzyska zmieniła się, nie było już reżimu totalitarnego, dyktatury, nie było gwałcenia praw człowieka, w dalszym ciągu – może naiwnie - wierzę, że Chińczycy wykorzystają tę szansę.”
Podpowiem Panu Prezesowi - niech Pan się dobrze ustawi podczas imprezy otwarcia na trybunach. Może nawet będzie Pan potem widoczny w jakimś dokumencie jakie władze chińskie zapewne nakręcą z okazji igrzysk żeby pokazać, że cały świat swoją obecnością potwierdza słuszną linię polityki rządu. Może nawet wyjdzie z tego takie dzieło?
Podczas igrzysk w 1936 roku w Berlinie Amerykanie ugieli się pod presją nazistów i nie wystawili w jednym z finałowych biegów dwóch zawodników żydowskiego pochodzenia - pewniaków do medali. Na pewno z perspektywy czasu dla takiego mocarstwa jak Ameryka jest to upokarzające doświadczenie i mało chwalebny fakt historyczny. Błędy popełniają jak widać wszyscy - małe i duże kraje. Uczmy się na cudzych błędach.
Jeśli któryś z polskich sportowców podczas olimpiady pomimo oportunizmu i braku jaj PKOL zdecyduje się na nie na zademonstrowanie sympatii z Tybetem (w jakikolwiek sposób) będę dumny i szczęśliwy jako obywatel tego kraju. Czasami nie liczą się zdobyte medale by móc mówić, że dzięki temu coś się zmieniło w świecie.
Czasami po prostu jest potrzebny jakiś ludzki gest. Daliśmy radę ruskim to chińczycy będą nam mówili co mamy mówić i robić?
Nie nawołuję do bojkotu olimpiady przez sportowców (w tym polskich) ale do pokazania władzom chińskim, że sportowcy przybyli na igrzyska nie są bezwolnymi marionetkami. Mówienie o rozdzieleniu polityki i igrzysk w momencie kiedy organizuje je państwo świadomie gwałcące prawa człowieka od wielu lat jest przerażającym i ponurym żartem z całej idei igrzysk.
Pojedźmy na tę olimpiadę ale pokażmy, że niektórych spraw nie można ukryć pod warstwą flag, konfetti i tłumów na rozkaz uśmiechających się widzów.

Wolny Tybet
Save Tibet!
PKOL
The Official Website of the Beijing 2008 Olympic Games
Polska Dolina Piachu
17:10 22nd March 2008

Kto poprawnie rozszyfrował tytuł wie już, że na tapecie pojawi się Silicon Valley (jej polska wersja a raczej powody jej braku) i sprawa “polskiego Skype’a”. W październiku tego roku upłyną dwa lata od zakładu poczynionego w świetle reflektorów przez dwóch inwestorów. Panowie założyli się o to, że w Polsce możliwe jest powstanie “giganta high-tech” na miarę Skype’a…
W 2006 roku Tomasz Czechowicz (MCI) oraz Dariusz Wiatr (Hexagon Capital) dokonali zakładu mającego rozstrzygnąć się w czasie 2 lat. Tomasz Czechowicz twierdził, że “W maju dyskutowałem z ludźmi z różnych krajów podczas branżowej konferencji venture capital w Pradze. Wszyscy byliśmy pewni, że wkrótce w Europie Środkowej - bardzo możliwe, że właśnie w Polsce - narodzi się spółka technologiczna, której ranga na świecie będzie co najmniej porównywalna z firmą Skype.” Wiatr mu odpowiadał: “Jestem zazwyczaj optymistą, typem wolterowskiego Panglossa - mówi nam Dariusz Wiatr. - Ale ten pogląd to typowe myślenie życzeniowe. Taki scenariusz nie ma, niestety, w Polsce realnych szans i mogę się o to założyć.”.
Warunki zakładu zostały jasno określone: “Kiedy rozstrzygnięcie? Na koniec 2008 r. W jakich branżach ma działać firma? Szeroko pojęte high-tech, czyli m.in. internet, technologie mobilne i bezprzewodowe, informatyka, software, półprzewodniki, biotechnologia, zaawansowane technologie medyczne. Jaka ma być miara sukcesu? Polska spółka powinna zaliczać się w swojej branży do pierwszej trójki w Europie pod względem popularności marki, liczby użytkowników (klientów) lub udziału w rynku. Za sukces uznamy też pozyskanie inwestora z absolutnej czołówki światowych funduszy venture capital (typu Benchmark Capital, Sequoia czy Kleiner Perkins).”
Stawką zakładu była butelka kalifornijskiego wina Opus One o wartości 1.5 tys. złotych (teraz pewnie tańsza po spadku dolara) co już wtedy pokazywało, że obaj panowie raczej nie rzucają na szalę wiele. Podana data zakładu mija za 7 miesięcy. Można śmiało przyjąć, że żaden z warunków postawionych w zakładzie nie spełni się. Pospekulujmy dlaczego?
Niestety lista argumentów przeciw wyartykułowana przez Dariusza Wiatra nie straciła na mocy a nawet powiększyła się. Spróbujmy zatem sporządzić listę taką listę pod tytułem “Dlaczego w Polsce niemożliwe jest powstanie spółki high-tech konkurującej ze światowymi firmami?”
* brak kultury rynkowej i biznesowej na odpowiednim poziomie
Obie strony (inwestorzy i właściciele pomysłu) patrzą na siebie i postrzegają jako zło konieczne. Inwestorzy polscy w większości ofiary bańki 1.0 nadal patrzą podejrzliwie na “dotcomy”. Ich zachwyt ale i przerażenie budzi szybkość rozwoju serwisów i usług w Internecie - wiedzą, że chcą się załapać na trend ale nie wiedzą jak. Brak wiedzy i doświadczenia w prowadzeniu takich firm powoduje, że inwestuje się sumy grubo za duże w średnie pomysły a zarazem występuje lęk przed wyłożeniem wielkiej kasy na walkę z konkurentami z zagranicy.
Pomysłodawcy otumanieni wizjami “web-dwa-zero” produkują masowo wizjonerskie produkty czy usługi, które a) działają już na rynkach zachodnich b) nie są wcale takie świetne. Niska bariera wejścia na rynek powoduje, że za “biznes” biorą się osoby, które usłyszłały coś o naszej-klasie i myślą “mi też się uda powielić pomysł albo drenować jakąś niszę”. Przykładów proszę szukać na startups.pl. 90% ogłaszanych tam serwisów wyprodukowano za mniej niż 1 tys. złotych przez grupę dwóch osób (koder+grafik).
Efekt? Zniechęceni inwestorzy, którzy bombardowani są propozycjami inwestycji w kolejny “serwis wymiany zdjęć - lepszy niż flickr!” przestają mieć chęć i siłę na szukanie perełek. Bo perełki są, ale baardzo głęboko ukryte i jakoś same nie chcą wpaść w łapy inwestorów.
* brak podmiotów wyspecjalizowanych w finansowaniu małych spółek
Wbrew pozorom w Polsce nie ma firm, które zajmują się inwestowaniem w pomysły na bardzo wczesnym poziomie rozwoju. Nie ma ani “aniołów biznesu” z prawdziwego zdarzenia ani VC czy PE inwestujących małe pieniądze w celu zobaczenia czy biznes jest sensowny.
Wiem, że jest coś takiego jak BAS ale nadal twierdzę, że to nie ten kaliber. Potrzeba jest firm chętnie inwestujących poniżej 100 tys. złotych na zasadzie “masz pomysł - zrób wersję beta i sprawdzimy Twoje założenia w testach.
Będzie okej - jedziemy z kolejną transza”. Są za to gracze “mam 10 mln złotych i co mi zrobisz”. Jeśli Twój pomysł nie łapie się na spalenie w piecu od 1 mln złotych w górę to panowie garniuturowcy z “wieżowców szklanych drzwi” nie przerwą swojego sushi-lunczu żeby cię wysłuchać.
* mentalność polaków - dobra, stabilna praca jest lepsza niż swoja własna firma
Wiele młodych osób nie stać jest na rzucenie się na głęboką wodę własnego biznesu. Paraliżuje je strach związany z utrzymaniem siebie i pracowników. Brakuje pozytywnych przykładów i case studies, brakuje realnego wsparcia państwa (zmniejszenie czasu na rejestrację firmy nic nie zmieni!). Dodatkowo osoby, które mogą zrobić coś w branży kuszone są dobrze płatnymi posadami w bankach, sektorze IT czy mediach.
Rachunek jest prosty - wolę być inżynierem w Google’u niż ryzykować własnymi środkami budując swój pomysł. Trudno tutaj bezpośrednio winić same młody osoby, ale cóż - kto nie ryzykuje ten nie jedzie.
Łukasz Foltyn czy Maciej Popowicz albo Rafał Agnieszczak i Michał Brański też mogli pewnie pójść pracować u kogoś. Wybrali własne biznesy i nieźle z tego żyją. Można? Można. No pain no game.
* dostęp do internetu i nowych technologii
Nie jesteśmy może małym krajem ale za to dość słabo korzystającym z narzędzi jakimi dysponujemy. Raport, który powinien wstrząsnąć rządem (PO przecież jasno opowiadała się za rozwojem dostępu do Internetu czy się mylę?) a przeszedł w zasadzie bez echa pokazuje, że nasze miejsce jest koło Bułgarii. Nie koło Norwegii, Danii, Niemiec czy Francji ale właśnie koło Bułgarii.
70% rodaków ma dostęp do telefonii stacjonarnej a tylko 8,4 % do szerokopasmowego internetu. A my chcemy produkować amazony, skype’y i inne yahoo’sy. Kto to będzie oglądał i za pomocą czego? Będziemy ciągnąć internet z komórek?
* wsparcie administracji rządowej w dziedzinie nowych technologii
Tego tematu nie trzeb chyba rozwijać. Lepiej ogłosić budowę Centrum Nauki Kopernika i zwołać kilka konferencji niż pomyśleć i wcielić w życie plan pomocy młodym, innowacyjnym firmom. Wiadomo - w takim centrum jak już powstanie ktoś będzie musiał objąć stanowisko dyrektora za parę lat. Idealne miejsce dla byłego ministra, który taki wniosek na budowę podpisze.
A taka spółka technologiczna panie to nie wiadomo co robi. I zdjęcia na jej tle nie można zrobić do ministerialnego newslettera bo jak garaż może być siedzibą zwykłej spółki?
* wielkość polskiego rynku
Jesteśmy zbyt małym i za mało chłonnym rynkiem, aby w miarę szybko zbudować odpowiednio duży popyt na innowacyjny produkt czy usługę. Bez duże grupy użytkowników nie rozwinie się nawet Skype czy Joost. Czyli chodzi o kwestię skali.
Czyli co? Usiąść i płakać? Niekoniecznie.
Jest Psiloc i jest IVO. Są regularnie wygrywający zawody programistyczne grupy młodych osób. Są powracający zza oceanu ludzie, którzy pracowali w prawdziwej Dolinie Krzemowej i mogą przenieść tamtejsze zwyczaje i doświadczenie na nasz grunt.
Są też oddziały Google’a i innych dużych molochów IT, które oprócz tego, że same wysysają obecnie z rodzimego rynku talenty to za chwilę będą je musiały również od siebie wypuścić i może właśnie taka osoba założy firmę, która niczym w amerykańskim śnie przejdzie błyskawicznie drogę od rodzinnego garażu do korporacji rozpoznawalnej na całym świecie.
Wiara i nadzieja to potęga a tego nigdy nam Polakom nie brakowało ale na razie przejdźmy się po Pustyni Błędowskiej i kontemplujmy jej przyrodę. Albo jej brak.
UPADTE: Tutaj Gazeta Wyborcza drukuje więcej informacji o półmetku zakładu
I ciekawostka - Polska jest technologcznym zaściankiem - więcej tutaj
22 komentarze »
