ipla – the next big thing?

19:41 15th November 2009

marcin pery ipla redefine polsat

AK74 – Wyniki przedstawionych na Forum IAB (autorskich) badań wskazują, że ipla jest liderem wyprzedzając 10 razy konkurencję (czas oglądania filmów na platformie ipla wynosi ~1h a u konkurencji 5-8 minut). To naprawdę wynika tylko z tego, że Ipla jest instalowana przez użytkowników a nie oglądana przez przeglądarkę?

Marcin Pery – Rzeczywiście średnia długość czasu poświęcanego dziennie przez użytkownika na oglądanie materiałów wideo stawia nas w pozycji niekwestionowanego lidera na rynku. Natomiast sformułowanie, że wyprzedzamy 10 razy konkurencję jest nieprecyzyjne.

Ze względu na fakt, że na chwilę obecną mamy mniejszą ilość użytkowników niż inne telewizje internetowe, nasza obecna przewaga w zakresie udziału czasu, choć znaczna, nie jest aż 10-krotna (platforma ipla posiada obecnie ponad 30% udziału czasu wszystkich telewizji internetowych w Polsce).

A to właśnie ogólny udział w czasie ma kluczowe znaczenie w przypadku mierzenia pozycji telewizji internetowych na rynku.

Natomiast ten bardzo dobry wynik w zakresie średniego czasu poświęcanego dziennie na oglądanie materiałów w ipla zawdzięczamy dwóm kwestiom. Po pierwsze: nasze treści prezentujemy od początku w instalowanej przez użytkowników aplikacji, a nie serwisie www. Ta odważna decyzja zaowocowała dzisiaj tym, że nasi użytkownicy traktują platformę ipla inaczej niż kolejny serwis www, na który wchodzą i wychodzą po kilku minutach.

Bariera wejścia jest dużo większa, ale jak pokazują wyniki oglądalności bariera wyjścia również jest wysoka :). Po drugie: oferowane przez nas treści w ipla są znacznie dłuższe niż te dostępne na wielu serwisach wideo (m.in. są to profesjonalne produkcje telewizyjne, w tym seriale czy np. półtoragodzinne mecze piłki nożnej).

AK74 – Transmisja online pojedynku Adamek – Gołota możliwa była tylko do 30 tysięcy jednoczesnych streamów wideo. Słyszałem, że niektórym serwisom udaje się wyciągnąć około 40 tysięcy. Czy naprawdę jest to granica technologiczna w Polsce? Jak na kraj z 16-oma milionami internautów to bardzo źle wróży dalszemu rozwojowi wideo online w Polsce

Nieznane są nam przypadki transmisji na żywo do większej grupy internautów w Polsce niż 30 tysięcy. Onet w lipcu poinformował o swoim rekordzie oglądalności transmisji na żywo wynoszącym 20 tysięcy.

Z kolei TVP podobne wyniki ujawniła podczas transmisji internetowych z ostatniej olimpiady. Być może w przypadku serwisów mówiących o większej liczbie widzów chodzi o udostępnianie plików VOD, ale jest to zupełnie inny przypadek niż transmisja na żywo tego samego strumienia.

Kwestie tego typu ograniczeń są na chwilę obecną faktem. Traktujemy to jako bazę, z której startujemy. W przyszłości sytuacja z pewnością będzie ulegać poprawie.

Natomiast nie do końca zgadzam się, że taka sytuacja bardzo źle wróży branży ponieważ transmisje na żywo to tylko część z aktywności w telewizji internetowej. Podstawową ofertą telewizji internetowych decydującą o jej specyfice i sile jest oferta treści na życzenie, natomiast transmisje na żywo są praktycznie jedynie dodatkiem do oferty VOD.

Nawet jeżeli w przyszłości infrastruktura w Polsce nie umożliwi realizacji transmisji na żywo do milionów użytkowników jednocześnie to perspektywy telewizji internetowej są bardzo dobre.

AK74 – ipla to Redefine a Redefine to Polsat. Czy nadszedł już czas, że wydawcy i posiadacze praw do programów telewizyjnych zrozumieli, że przed Internetem nie ma ucieczki i trzeba szykować się na wejście telewizji w sieć a nawet raczej wariant w którym znikają telewizory a pojawiają inne panele monitorów, wyświetlacze komórek? Czy nadal mówi się i traktuje telewizję w Internecie jako “pieśń przyszłości” w koncernach medialnych?

MP – Daleki jestem od tez, że telewizja tradycyjna zniknie bądź internet „miałby ją zabić”. Wydaje nam się, że te dwa kanały będą ze sobą koegzystować. Dyskusja powinna być nawet nie tyle o tych dwóch kanałach dystrybucji treści, co o zmieniających się modelach konsumpcji mediów.

To, czy sygnał przekazywany jest za pomocą internetu, satelity czy dedykowanego kabla ma drugorzędne znaczenie – istotny jest model, w jakim widzowie chcą z danych treści korzystać.

W przypadku „telewizji tradycyjnej” mamy do czynienia z modelem linearnym i komunikacją masową. Natomiast internet zapewnia możliwość oglądania treści na życzenie, co wiąże się z rozdrobnieniem oferty programowej i możliwością zaoferowania wielu internautom jednocześnie wielu różnych treści.

Czy koncerny medialne zauważają potrzebę aktywności w internecie? Myślę, że istnienie spółki Redefine czy sam fakt, że właśnie o tym rozmawiamy to jednoznacznie potwierdza.

W przypadku tego typu decyzji zawsze najważniejsze są po prostu pieniądze. Jeżeli można na jakichś projektach zarobić, to koncerny będą podejmować decyzje o ich uruchomieniu.

AK74 – ipla streamuje wideo, daje możliwość kontaktowania się ze sobą użytkowników, gromadzi informacje o programach – w przyszłości myślicie o e-commerce w postaci możliwości zakupu treści (VOD)? Czy będziecie budowali inna narzędzia do transmisji online bezpłatnych a inne do kodowany?

MP – Udostępniania treści płatnych nie nazwałbym działalnością e-commerce. Natomiast owszem, zamierzamy w najbliższym czasie udostępniać na platformie ipla także treści płatne.

AK74 – Czy obserwujecie problemy z podpisywaniem umów (w Polsce i zagranicą) związanych z nowym polem użytkowania? Transmitujecie mecze Ligi Mistrzów – trudno było nakłonić posiadacza praw abyście mogli dokonywać również transmisji w sieci?

MP – Tak, obserwujemy takie trudności. Właściciele praw obawiają się internetu jako obszaru nieznanego, mogącego zagrozić tradycyjnym kanałom sprzedaży. Przez wiele lat uczyli się tradycyjnego łańcucha sprzedaży obejmującego kino – DVD – telewizję płatną – telewizję bezpłatną. Pojawienie się internetu jako nowego pola użytkowania wymaga przemodelowania tego łańcucha w taki sposób, aby nie tylko nie stracić na tym, ale wręcz więcej zarobić.

W przypadku konkretnie Ligi Mistrzów problemy z pozyskaniem praw na dystrybucję w internecie były znacznie mniejsze niż w przypadku praw telewizyjnych. W sytuacji, gdy prawa takie nabywamy pakietowo nie stanowi to bariery nie do pokonania, prawa na internet kosztują bowiem ułamek praw telewizyjnych.

AK74 – Jak sprzedawać reklamy online? Budować pakiety i sprzedawać miejsce na platformie online jaką jest ipla w modelu “kupcie czas w prime time a dorzucimy Wam gratis wideo w sieci“? Jak klienci reagują na argument, że telewizja online jest lepsza pod kątem badawczym (wiemy więcej o użytkowniku)? Taki argument pomaga czy jest neutralny?

MP – Pakietowanie zarówno dziś, jak i w najbliższej przyszłości będzie miało kluczowe znaczenie w sprzedaży telewizji internetowej, przynajmniej dopóki telewizja tradycyjna ma większy zasięg, a internet pełni rolę dopełniającą.

Argument, że telewizja internetowa jest lepsza pod kątem badawczym póki co nie ma niestety racji bytu. Trudno bowiem mówić o znaczeniu mierzalności dopóki nie ma nawet standardu badania telewizji internetowych. Jest to duże wyzwanie dla całej branży na najbliższe miesiące.

Mam nadzieję, że uda się nam namówić inne podmioty na rynku na stworzenie takiego standardu badań, aby móc wykorzystać także w przypadku telewizji internetowych oczywistą przewagę internetu nad mediami tradycyjnymi polegającą na większych możliwościach badawczych.

AK74 – Jeśli telewizja online musi się na dobre zakorzenić w świadomości marketerów i klientów to telewizja mobilna musi być postrzegana jako kompletne SF :) Czy mamy szansę na szybki skok jakościowy odbiorników (słuchawek)? Czy będziemy czekali na to co się stanie zagranicą i wtedy
importowali rozwiązania?

MP – Nie jestem ekspertem od telewizji mobilnej, natomiast na moje wyczucie w najbliższym czasie to nie telewizja mobilna będzie „next big thing”. Wynika to znów ze sposobu konsumpcji mediów. Treści będące najpopularniejszymi w telewizji tradycyjnej i internetowej, jak seriale, rozrywka to dłuższe formy.

Te natomiast ogląda się nie komfortowo na małych mobilnych monitorach. Tu lepiej sprawdzają się bardzo krótkie filmy, także obecne w sieci, natomiast niestanowiące trzonu najbardziej pożądanej oferty programowej. Wydaje mi się, że telewizja mobilna będzie pełnić funkcję uzupełniającą wobec telewizji tradycyjnej i internetowej.

AK74 – Znane z bańki 1.0 “content is the king” nadal jest aktualne – wydaję się, że dziś nawet bardziej niż parę lat temu. Nadchodzą złote czasy dla
“grup trzymających treści”? Agregatorzy nie mają szans w starciu z takimi koncernami medialnymi jak Polsat, ITI, Agora?

MP – Stwierdzenie że „kluczem do sukcesu jest treść” odnosi się do części internetu, jaką jest między innymi w oczywisty sposób telewizja internetowa. Natomiast w ogólności nie zawsze ta myśl ma zastosowanie, czego dowodem jest chociażby Facebook czy Twitter, które przecież nie oferują treści własnych, a osiągają rekordy popularności.

Skupiając się na temacie telewizji internetowej, w której bazą do sukcesu są rzeczywiście treści, należy przyznać, że największe grupy medialne mają lepszy do nich dostęp, a przez to dużą przewagę konkurencyjną. Warto jednak zdać sobie sprawę, że wspomniane spółki takie jak Polsat, Agora czy ITI to są po części producenci, ale także agregatorzy treści.

Firmy będące jedynie producentami to takie podmioty jak Rochstar czy Endemol, które z kolei nie posiadają żadnych mediów. Ze względu na możliwości inwestycyjne jak też możliwości monetyzowania duże koncerty medialne stać na zamówienia bezpośrednio u producentów treści jak też na realizację produkcji wewnętrznych.

Finalnie mają one dostęp do ekskluzywnych i tańszych treści, co stanowi ich przewagę konkurencyjną. Zatem agregatorzy treści bazujący tylko na nieunikalnych, ogólnodostępnych treściach mają rzeczywiście w porównaniu do koncernów medialnych znacznie słabszą pozycję konkurencyjną.

AK74 – Marcinie, na koniec słówko o konkurencji – wskaż dwóch największych rywali platformy ipla patrząc na stan dzisiejszy branży wideo online.

MP – Z pewnością konkurencją dla nas są serwisy Onetu, jak Onet.tv czy Plejada a także WP.tv. Natomiast to nie jest jeszcze czas na rywalizację. Na oglądaniu treści wideo internauci poświęcają dziś zaledwie 1% czasu, który telewidzowie spędzają przed telewizorem.

Zamiast walczyć o ten jeden malutki procent powinniśmy wspólnie z naszymi konkurentami starać się o to, aby za kilka lat zamiast 1% móc się wspólnie pochwalić wartością dwucyfrową.

Barely legal

14:10 26th October 2009

barely legal

Fantazjować każdy może a czasami musi żeby nie zwariować. Wlepiając wzrok na ślady deszczu na szybie poddajmy się łagodnym jesiennym uderzeniom wiatru o szyby i odpłyńmy zatem od stanu prawnego AD 2009 aby zobaczyć co by mogło się zmienić w polskim Internecie gdyby istniało (wreszcie) jasne, szybkie do wyegzekwowania prawo dotyczące własności intelektualnej i praw autorskich…

Za podstawę rozważań weźmy świeże wyniki Megapanelu za sierpień 2009. Przyjrzyjmy się jakie serwisy mogą zacząć tracić na tym, że jakaś instytucja / organ prawny wytoczy mu sprawę albo tylko postraszy sądem. W zestawieniu wyciąłem te kategorie w których zdecydowana większość serwisów nie ma i nie będzie miała problemów z prawem (kategorie: “firmowe” czy “publiczne”) bo nie wyobrażam sobie żeby np. MEN zbudował sobie sieć P2P albo Pajacyk zaczął handlować kradzionym softem.

Nie zajmuje się też serwisami społecznościowym ani portalami – pojedyncze przypadki łamania regulaminu czy prawa (np. awatar przygotowany ze zdjęcia do którego osoba umieszczająca nie miała praw) nie są zagrożeniem dla tych podmiotów. Bać się powinni mniejsi i działający w niszach bardzo konkurencyjnych co prowadzi do zaostrzania szarej strefy i naginania przepisów.

Z drugiej strony wielu serwisów tworzących poszczególne kategorie jest częścią “grupy” z której dany portal potem buduje swój zasięg. Pamiętamy sprawę Interii i jej serwisu z przepisami. Niemniej jak napisałem powyżej przypadki ewidentnego łamania prawa wśród portali i serwisów społecznościowych są rzadsze.

Kategoria “Kultura i Rozrywka”:
> Torrenty.org – jeśli zacznie się zmasowany atak na serwisy P2P ze strony prawników to takie serwisy również będą odcinane albo wymuszane na firmach hostingujących upokarzające tłumaczenia się.
> Tekstowo.pl – ponieważ copy+paste jest prosty to takie serwisy masowo się pojawiają i znikają – ale co jeśli udowodnić, że nie działają zgodnie z prawem? Jeśli zamykano serwisy z napisami filmowymi pod pretekstem, że “tłumaczenie też podlega prawo autorskiemu” to jak może się bronić serwis publikujący (i zarabiający na reklamie) wyłącznie czyjeś dzieła do których ktoś może sobie rościć prawa?

Kategoria “Społeczności”:
> Peb.pl – murowany kandydat do kilku procesów. Za jego unikalny “content” kilka wytwórni filmowych i fonograficznych zapewne będzie długo się sądziło (i wygrają). Szkoda, że nie ma w tej kategorii Chomikuj.pl – mój kolejny kandydat do procesów i odszkodowań. Panowie prawnicy – nikt nie chce zarobić na procesowaniu się z nimi? Zwycięstwo gwarantowane i fejm i kasa…

Kategoria “Nowe Technologie”"
> Pobieraczek.pl – murowany kandydat do zamknięcia (zaraz po Chomikuj.pl) bo w jego wypadku 80%-90% zasobów jest pirackich. Czysczenie i zostawienie tylko tego co jest legalne to śmierć dla takiego serwisu. Poza tym regulamin, który wymusza opłaty (standardowy chwyt prawny tzw. “mały druczek”) od mało świadomych użytkowników nadaje się już choćby dlatego do Rzecznika Konsumenta czy Rzecznika Praw Obywatela (ale to pewnie za mało medialny temat dla naszego kochanego prof. Kochanowskiego – on woli walić w kobiety)

Kategoria “Informacje, Publicystyka, Media”:
> Tutaj trudno wskazać kto może stracić. Zapewne i portalom trochę się dostanie (będą musiały podawać źródła, streszczać a nie cytować 90% artykuły itd.). Na pewno pierwsze jaskółki już są. Infor Biznes wytoczył sprawę i wygrał zmuszając do wycofania artykułów z serwisów, które kopiowały treści. Komu następnemu będzie chciało się sądzić? Oby jak największej ilości osób.

Kategoria “Styl życia”:
> Jak widzę kolejny serwis czy to “plotkarski” czy “lifestajlowy” z artykułami i zdjęciami to zastanawiam się czy naprawdę stać jest niszowych “wydawców” (tak do 100-200k UU) płacić za te wszystkie teksty oraz zdjęcia jakie publikują? Parę razy nawet miałem ochotę wysłać maila z pytaniem do “naczelnego” z prośbą o wytłumaczenie na jakiej podstawie “przedrukowują” zdjęcia z bloga TMZ czy innych ale odpuściłem sobie :) Żadnego serwisu nie oskarżam jednak – zawsze można się tłumaczyć, że “zdjęcia kupiliśmy od małej agencji fotograficznej a teksty piszą zaprzyjaźnieni blogerzy”. Taaa….

Kategoria “Edukacja”:
> tutaj też trup może słać się gęsto za sprawę “artykułów” sporządzonych za pomocą “współpracujących wolentariuszy”, którzy licznie kopiują z jednego miejsca opracowania, bryki, wykresy tworząc “nowe” opracowania, które potem kopiowane są przez “doświadczonych redaktorów” z serwisu konkurencyjnego. Ach tak przelecieć się po tych serwisach i ich “opracowaniach” takim oprogramowaniem do wykrywania “podobieństw” w tekstach…

Kategoria “Sport”:
> podobnie jak w kategorii “edukacja” ilość serwisów kopiująca od siebie, z siebie i poprzez siebie wytworzyła się bardzo dawno temu. najłatwiej przecież udać, że samemu się ogląda wszystkie mecze Ekstraklasy, notuje wyniki, tworzy statystyki i opisy spotkań. Wywiady, tabele ba nawet zdjęcia łatwo przemieszczają się w kategorii “sport” między serwisami. Nie podam żadnej nazwy – ten kto z branży ten wie kto komu podprowadza teksty i kto z kogo kopiuje :)

Kategoria “Motoryzacja”:
> podobnie jak w “stylach życia” czy “sporcie” – zdecydowana większość tekstów nie jest publikowana za zgodą np. właściciela zdjęć (takiego na przykład producenta samochódów), który być może nie życz sobie tego aby podawać złą PRowo informacje o jego samochodzie ilustrując je zdjęciem z jego materiałów. Naprawdę tych “młodych dziennikarzy blogerów” zaprasza się na testy samochodów po 100-200 tys. pln? Panowie z branży samochodowej – na ściganiu i pozywaniu maluczkich możecie trochę się odkuć! Innym przykładem problemów są ogłoszenia i ich prezentacja. Wroom i Adreso mogą być przykładem takiego konfliktu…

Kategoria “Turystyka”:
> w tym wypadku branża trochę kopie się sama pod stołem. Mnogość ofert i pośredników powoduje, że tworzenie “odkurzaczy”, które (podobnie jak w branży ogłoszeniowej) zasysają wszystko co jest po polsku i publikują jako “nasza unikalna oferta”.

Kategoria “Erotyka”:
> Niewiarygodne zestawianie serwisów, które w 99% nie mają racji bytu gdyby komuś chciało się śledzić swoje treści oraz dochodzić praw do nich przed sądami. Taki RedTube, Zbiornik.com czy Pornotuba to są agregatory zdjęć i filmów do których praw nie mają a wykorzystują je komercyjnie (chociażby świecąc reklamy przy nich albo pozwalając na oglądania większej ilości w zamian za wykupienie “abonamentu” w postaci Premium SMS). Naprawdę dziwię się, że żadna zachodnia wytwórnia filmowa nie zaczęła medialnej krucjaty z bandą prawników w zapasie – widząc na malejące zyski branży porno (oczywiście winny Internet) powinni lepiej zabezpieczać swoje prawa.

Pobieżny rzut oka na polskie serwisy pokazuje, że jeśli wprowadzone zostanie prawo lepiej dbające o wytwórców i ich działa i jeśli będziemy konsekwentnie je egzekwować okaże się, że założenie kolejnego “serwisu dla kobiet”, “społecznościówki dla fanów samochodów” czy “serwisu z serialami do ściągania” bazującego na kradzionych treściach od konkurencji będzie bardzo trudne.

Pamiętajmy, że tolerując serwisy, których treści bazują i czerpią korzyści z rozpowszechniania treści do których nie mają praw działamy źle dla własnych biznesów – niska bariera wejścia na rynek dla takiego “serwisu nieruchomości” z zajmumaną bazą danych ogłoszeń powoduje, że konkurowanie z złodziejem jest bardzo trudne, kosztowne i nie zawsze opłacalne w finałowym rozliczeniu.

Jak powiedział mi ostatnio właściciel jednego z serwisów newsowych – “Inwestuję od kilku lat w redakcję, dziennikarzy i fotografie. minutę po opublikowaniu mojego wywiadu z VIPem, który kosztował sporo czasu i wysiłku ten sam wywiad z tym samym zdjęciem pokazuje i świeci wokół niego reklamy około 10 innych serwisów w tym kilka spamblogów. Walka z nimi to użeranie się kilkuletnie po sądach po to aby gówniarz wyłączył serwer. Następnego dnia po wyroku założy kolejnych 10, 20, 100 podobnych spamblogów. I co ja mogę mu zrobić? Nic.”

Idzie Grześ przez wieś…

15:40 15th October 2009

grzegorz lato pzpn

Czy ludzie w PZPN totalnie oszaleli albo co gorsza czują się właścicielami już nie tylko związku ale i Internetu? Co musi wypić czy zjeść rzecznik aby porównywać protest kibiców do działań terrorystycznych? Czy przebicie kolejnego dna i degrengolada “działaczy” sportowych związku z Miodowej musi być dla kibiców piłki nożnej w Polsce powodem wiecznych frustracji?…

Żona patrząc jak męczę się oglądając mecz ze Słowacją kilka razy pytała się czy “o coś jeszcze gramy” i kiedy po raz kolejny mówiłem, że “o nic” odchodziła coraz bardziej zmartwiona o stan mojej głowy. Ja zaś powtarzałem sobie, że prawdziwy kibic to taki co nie zależnie od wyników zagrzewa swoich do walki. To co wkurzyło mnie jednak najbardziej to nie samobójczy gol (jakże symboliczny) ale postawa PZPN-u, który jako żywo mentalnie tkwi w epoce realnego socjalizmu. Bo jak nazwać wypowiedź trenera po przegranym meczu, który winę zrzuca na śnieg?

Czy mam żal do zawodników? I tak i nie. Pewnie – mogli grać lepiej. Może część z nich powinna pożegnać się z kadrą. Na pewno atmosferze na zgrupowaniach nie służyła zmiana trenera, przepychanki między holenderskim szkoleniowcem a PZPN. Na pewno decyzje o nominacji Majewskiego “człowieku z laptopem” na dwa ostatnie mecze i jego powołania były dziwne. Czy jednak ktoś odpiłował nogi tym samym zawodnikom, którzy grali na równi (ba – wygrywając!) z
Portugalią i Czechami? Nie – to byli ci sami zawodnicy, którzy grali mecze w takiej a nie innej atmosferze.

Czuję złość do działaczy i osób we wszystkich rządach, które doprowadziły do tego, że pomimo prawdziwej afery korupcyjnej w tym kraju o nazwie “piłka nożna” nikt poza aresztowaniami “płotek” nie podjął na serio reformy PZPN.

W PZPN dzieje się źle od zawsze ale ostatnie 20 lat pokazały, że jest to organizacja odporna na reformy i zmianę ustroju. Pracujący tam ludzie nie mają kwalifikacji, wiedzy, doświadczenia do prowadzenia choćby drużyny w I lidze nie mówiąc o reprezentacji narodowej. Problem w tym, że ani rząd polski ani inna komisja śledzą nie może wywrzeć na PZPN zmian ponieważ z nim stoi FIFA (która również mająca na sumieniu swoje grzeszki korupcyjne woli osłaniać wszystkich). Inny słowy – w PZPN bez wprowadzenia kuratora nie zmieni się nic.

To może jakąś receptę mają komentatorzy i znawcy piłkarskiego światka? Przecież po każdej porażce każdy z nich ma jakieś perełki do zaprezentowania i gotowe recepty na całe zło. Boniek nawet nie próbuje udawać, że nie lubi Laty. Jego wypowiedzi dotyczące nominacji i przetasowań w PZPN jak i reprezentacji są równie ciekawe czy obrazowe. Polecam to powyższe wideo – puszczam sobie w zimne jesienne poranki kiedy nie mogę się rozbudzić. Pana Bońka poza sukcesami jako zawodnika zapamiętamy co zrobił (albo inaczej w jakim stylu) opuścił reprezentację po przegranych meczach.

Inni wielcy znawcy tematu – mister Zarzeczny i Tomaszewski zgodnym chórem “już dawno przewidywali”, że trener z zagranicy “za miliony euro to kiepski cudotwórca”. Polscy piłkarze (ci sami, którzy wygrali i zremisowali z Portugalią czy Czechami) to “wybitnie nie utalentowani” grajkowie, których nikt w europie czy na świecie nie chce. Jeśli ktoś ma wątpliwości kto powinnien pokierwać kadrą piłkarzy to niech posłucha “największego polskiego komentatora sportowego” Dariusza Szpakowskiego, który zawsze podsumowuje mecz już po pierwszej połowie. Tym razem przeszedł samego siebie – takiego flow nie ma nawet Peja.

Pocieszałem się, że w sportach zespołowych jak pokazały sukcesy siatkarzy i siatkarek możemy odnosić sukcesy. Piłka nożna nie jest sportem z zupełnie innej planety – niestety rządzona jest w Polsce przez ludzi, którym się wydaje, że wiedzą co robić, wydaje się, że mają predyspozycje i wiedzę. A jeśli o wydawaniu mowa to tutaj PZPN akurat ma bardzo dobre osiągnięcia – jest wręcz prymusem.

Naprawdę nie chciałbym być w skórze “władców” PZPN kiedy Leo Beenhakker dojdzie do siebie i opisze (co zapewne zrobi żeby zmyć z siebie odium winy) co takiego działo się kiedy on prowadził reprezentację. Pewnie (znając jego kulturę osobistą) nie będzie dosadnie określał i piętnował ale dostanie się na pewno paru osobom. Bo czy ktoś słyszał aby odurzony (zapewne syropem) prezes PZPN krzyczał po meczu do trenera reprezentacji narodowej, że jest zwolniony i może pakować manatki? Może w Ugandzie coś takiego uchodzi za normę. Prezes PZPN pewnie nawet nie wie gdzie ta mityczna Uganda jest…

Pieprzenie głupot przez działaczy z naszej ekstraklasy puszczam mimo uszu – na szczęście trenerów zatrudniają zarządy patrzące na wyniki a nie sposób w jakim trener tłumaczy się po kolejnej przegranej. Oprócz korupcji (ilu siedzi już sędziów, piłkarzy i działaczy? Ponad 100 osób?). I to jest klucz do aktywnego wpływania na to co się dzieje w PZPN – wbrew pozorom ta organizacja nie jest tylko uzależniona od garnuszka państwa – bierze też kasę od prywatnych firm i sponsorów. Kapitalizm jest piękny w swojej prostocie – rządzi kasa. Albo ci co tę kasę mają.

Innymi słowy – jeśli PZPN nie chce się zreformować to my, kibice możemy mu w tym pomóc bojkotując mecze, spotkania towarzyskie oraz namawiając do tego samego firmy, których reklamy pojawiają się w kontekście reprezentacji. Który telekom (nawet narodowy) będzie chciał być kojarzony z korupcją, brakiem norm moralnych, pijaństwem i złodziejstwem? Który bank podpiszę umowę z prezesem PZPN wiedząc, że każdy normalny kibic będzie miał w dupie jego ofertę?

Pierwsze efekty? Proszę bardzo – BZ WBK właśnie się wycofał. Compensa też To drugi po producencie farb “Śnieżka” sponsor, który uznał, że jego logo straci pokazując się na meczach naszej kadry. Nawet TP nie będzie wiecznie trwała na swoim stanowisku jeśli uda się pokazać, że kibice to nie tylko Ci którzy potulnie kupują wejściówki na mecz i tłuką się parę godzin pociągiem aby zobaczyć swoich zawodników w akcji ale to także ludzie, którzy chcą aby sport, który wspierają miał godnych działaczy.

Jaka jest odpowiedź? PZPN w osobie rzecznika Janusza Atlasa twierdzi, że to “terroryści” nawołują do bojkotu. Oczywiście to “anonimowi internauci, jakaś grupa, wrogowie, chuliganie”. Najgorsze dla rzecznika jest to, że “oni nie mają stowarzyszenia, nie są zarejestrowani – to jest po prostu jakaś zgraja”.

Taka sama “zgraja” wymusiła zmiany w mBanku, taka sama zgraja pisze petycje w wielu sprawach, lobbuje czy inicjuje akcje charytatywne. Pan Janusz Atlas ośmiesza siebie i podmiot, który reprezentuje wypowiadając takie słowa. Swoją drogą PZPN chwalił się ostatnio, że będzie ostro walczył z tymi którzy go obrażają. Wynajął w tym celu kancelarię prawną nawet (oczywiście za pieniądze podatników). Innymi słowy PZPN za naszą kasę chce zamykać usta tej części społeczeństwa, która nie jest zadowolona z tego co związek robi.

Bla bla bla bla. Piłka jest jedna a bramki są dwie. Gol strzelony na wyjeździe liczy się podwójnie. Nasz zespół grał tak jak pozwalał przeciwnik. A o wszystkim zadecydowała dyspozycja dnia. Ile jeszcze takich wykrętów będziemy słyszeć?

Do Euro 2012 zostało mało czasu – nie mamy ani trenera (Majewski nie ma szans na zostanie), ani drużyny ani stadionu na którym odbędzie się mecz naszych piłkarzy (stadion narodowy w Warszawie jest w trakcie kopania się).

Jak zwykle więc pozostaje nam wierzyć – nasz prawdziwy narodowy sport…

PS. Chcesz wyrazić swoje zdanie na ten temat? Powstały dwie strony “Koniec z PZPN” i “FIFA UEFA” za pomocą których możesz podpisać petycję.